Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika Spleen w Hydepark

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

Recenzja baletu Jezioro Łabędzie.

Pierwszy raz byłem na balecie i stwierdziłem niestety, że to nie są moje klimaty. Może to wynika z chronicznego przebodźcowania, może z tego, że to po prostu był średni spektakl, a może najnormalniej w świecie taka forma nie zawiera się w zbiorze rzeczy, które mnie cieszą.

Co było na minus?

Sala - byłem w krakowskim ICE na dużej sali i okazała się ona mniejsza niż oczekiwałem. Myślałem, że jak wejdę, to będzie czuć tą przestrzeń, a tu klimat dość kameralny. Do tego nie było miejsca orkiestrę i akompaniament leciał z głośników. Muzyka klasyczna ma to do siebie, że na żywo brzmi sto razy lepiej, więc ogólne wrażenie już na samym początku były słabsze od oczekiwanych.
Reżyseria - ogromną bolączką było, że nie miała miejsca bardziej zróżnicowana gra świateł. Wyobrażałem sobie, że będą takie momenty, że np. całą scenę będzie okalał mrok i jedynie taki snop światła będzie na tańczącą osobę w centrum, że uwaga widza będzie kierowana tymi jupiterami. Myślałem, że będzie istna gra kolorów (sceny bardzo niebieskie, czerwone itp.) - a tutaj te zmiany mam wrażenie, że były bardzo subtelne. Po tym jak minęło kilka dni, to wręcz wydaje mi się, że tak jak załączyli raz światło na samym początku, tak tylko je ściemniali, jak była przerwa i koniec. Na bank tak nie było, ale jednak zbyt mała różnorodność oświetlenia wg mnie miała miejsce. Do tego czasem miałem problem z kierowaniem swojego skupienia, bo po dwóch stronach sceny ktoś tańczył, a ja nie potrafiłem oszacować która strona jest ważniejsza dla fabuły.
Forma - to nie krytyka występu, tylko własne odczucie - 2h tańca bez żadnego dialogu, to jak dla mnie zbyt wiele. Możliwe, że filmy i seriale przeprogramowały mi mózg i śledzenie trudnej czasami do zinterpretowania historii wydaje się trudne. No ale to jest już w pełni subiektywna sprawa.

No ale coś mi się jednak tam podobało?
Owszem!

Umiejętności tancerzy były fenomenalne. Może nie wszystkich, bo byli i lepsi, i gorsi, ale ogólnie zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Podskoki, szpagaty lub zamieranie w bezruchu, stawanie na tych czubkach palców - no coś wspaniałego. Najlepszy był chyba błazen, gość co wyczyniał na scenie, to była istna magia, ale i inni nieźle dawali radę.

Najlepszy moment w moim odczuciu to "Taniec czterech małych łabędzi" pojawiający się w akcie drugim - fajne, trochę komiczne, pięknie zsynchronizowane.

Absolutnie nie żałuję, ale jeśli kiedykolwiek się jeszcze w przyszłości wybiorę, to wyłącznie na występ z orkiestrą na żywo. Trzeba wszystkiego w życiu spróbować, więc jeśli ktoś nie był, może warto się wybrać, choć zabawa nietania - bo zapłaciłem 240zł za bilet.

Zdjęcie z netu, ale to byli właśnie ci aktorzy/tancerze.

Komentarze (3)

Osobistość1piorunów

Zabawne, jak balet lubię i szanuję, tak z Jeziorem mam podobne kiepskie doświadczenia, choć z innych przyczyn. Normalnie zawsze sobie idę na balet do Opery Wrocławskiej. Rzadko, więc to zawsze wydarzenie, garniturek, muszka, och ach, ą ę. Wychodzę z założenia, że widownia też jest częścią spektaklu, trzeba budować atmosferę razem ze wszystkimi, musi być elegancja. No ale dla Jeziorka dałem się skusić na objazdowy występ zespołu z Ukrainy na Hali Stulecia.

No i to było typowe wpuszczenie bydła na salony. Już pal sześć to, że na operowo było ubranych mniej niż połowa ludzi na widowni. Ale jak na początku mówili: "prosimy wyłączyć telefony, nie nagrywać", tak to cholerne bydło za każdym razem, gdy odgrywany był jakiś popularny motyw, który znali z reklamy środków do czyszczenia kibli, ćwierć sali telefony w górę i nagrywać.

I mimo iż baleciści byli naprawdę nieźli (choć nawet nie w połowie tak dobrzy i zorganizowani jak z Opery Wrocławskiej), no to widownia totalnie popsuła mi odbiór. No i jednak losowa sala gdzieś na hali stulecia nijak nie budowała atmosfery, dla której idę czasami na balet.