
Wpis użytkownika radoslaw-m w Hydepark
radoslaw-mTytan
8piorunówZe względu na to, że były uczeń, o którym widocznie system edukacji wolał nie pamiętać, wszedł do byłej szkoły i zaczął machać nożem, dzisiaj rodzice nie mogą odprowadzić dziecka do przedszkola.
Czego nie rozumiesz?
Komentarze (14)
Rodzice sami sobie robią krzywdę odprowadzajac dziecko pod same drzwi klasy. Jak już nauczysz dziecko że od drzwi idzie samo do szatni i potem do klasy, to podwożenie zajmie minutę, bo staniesz, wysadzisz dziecko, popatrzysz tylko wzrokiem czy na pewno weszło do budynku i jedziesz, zamiast marnować 10-15 minut na wchodzenie z nim, czekając aż zmieni buty, zdejmie kurtkę...
@radoslaw-m przecież nigdy nie można było wchodzić za szatnię, masz w ogóle dzieci?
rodzice nie mogą odprowadzić dziecka do przedszkola.
to chyba ty czegoś nie rozumiesz. ta szatnia jest położona kilometr od przedszkola?
@radoslaw-m i bardzo dobrze, od lat to tak działa w szkołach jak rodzice tak uczą samodzielności że pod drzwi klasy prowadzą. Imperatorka Senyszyn o tym mówiła.
W szkole koło nas był dramat bo zostawiali auta gdzie popadnie i blokowali skrzyżowanie, bo bombelka trzeba odprowadzić. Teraz można do drzwi szkoły i spokój.
@WatluszPierwszy o tym mówię, tak samo - są słupki to stają dalej na ich końcu 😆
@jedzczarnekoty pod szkoła moich synów kilka lat temu postawili słupki, bo niektórzy rodzice gdyby mogli, to by samochodem wjechali chyba do sali lekcyjnej.
Komentarz usunięty
taka zasada panuje w przedszkolu córki od lat.
@radoslaw-m fakt, w niektórych placówkach szaleją, ale np. w szkole moich synów nie wejdziesz dalej niż do holu i tak było zawsze. Żeby wejść dalej musisz powiedzieć w jakiej sprawie idziesz i się wpisać do zeszytu o której przyszedłeś. Zresztą pamiętam podobną praktykę z mojego liceum, a to było prawie 30 lat temu. Nikt poza pracownikami szkoły i uczniami nie wszedł dalej niż do przedsionka.
@WatluszPierwszy dokładnie, tak samo jest w naszej podstawówce od dawna
@MostlyRenegade u nas przez pewien czas jedna z pań woźnych to ogarniała, ale później wprowadzili dyżury. System był taki, jak mówisz klasa musiała oddelegować tzw. dyżurnego. Zawsze wkładałem sporo wysiłku by oddelegowano mnie, bo to oznaczało siedzenie cały dzień w przedsionku szkoły przy biurku, a nie na lekcjach. Pamiętam, że raz zepsuł się automatyczny dzwonek na moim dyżurze i musiałem dzwonić ręcznie naciskając przycisk w korytarzu. Kumple przyszli błagać, żebym na matematyce zadzwonił na przerwę trochę wcześniej.
@WatluszPierwszy o, u mnie też to było. Co tydzień inna klasa pełniła dyżur przy wejściu i musiała oddelegować kogoś do pilnowania zeszytu.
@radoslaw-m tak miałem 15 lat temu
To jest normalna praktyka i nie powstała nagle po ostatnich incydentach.