Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Polska

Kategoria: Wiadomości Polska

wszystko co w Polsce i o Polsce

  • 19 członków
  • 772 wpisy

Mistrz

w Polska

34piorunów

21 polskich grzechów głównych : Narodowy esencjalizm (20/21)

"Narodowy esencjalizm to przekonanie, że nasze zachowanie jest przede wszystkim polskie, a nie po prostu ludzkie. Innymi słowy, jest to pogląd, że życie w Polsce jest ukształtowane przede wszystkim przez specyficzne cechy Polek i Polaków, a nie przez mechanizmy uniwersalne. Przykładem narodowego esencjalizmu jest choćby ta książka, która wady typowo ludzkie przedstawia jako wady typowo polskie.

W naszych własnych oczach nie jesteśmy po prostu ludźmi, którzy mieszkają w Polsce i mówią po polsku. Przeciwnie, a zarazem dużo więcej – zakładamy i głęboko wierzymy w istnienie esencji polskości, „natury Polaka”, „polskiej duszy”, naszej mentalności narodowej, zestawu cech czy sposobu życia, który jest szczególny dla Polaków. Ta mentalność jest na tyle rozmyta i trudno uchwytna, że można o niej bez końca toczyć długie nocne rozmowy, ale zarazem na tyle twarda i konkretna, że gdy trzeba, to można się nią zasłonić. Uważamy ją za coś wyjątkowego, bardzo specyficznego, coś, co przeważa i rozstrzyga o naszym życiu. Wydaje nam się, że polskość nas definiuje, że stale nas określa, że trzyma nas w kleszczach. Nie umiemy się z nią nie liczyć i nie potrafimy jej łatwo przeskoczyć.

Nasza wiara w istnienie esencji polskości nie jest, niestety, wiarą po próżnicy. To jest wiara jak najbardziej po coś. Używamy jej do tego, by wszystkie polskie patologie tłumaczyć polską specyfiką. Ten argument z mentalności sprowadza się do twierdzenia, że w Polsce coś nie działa i działać nie może, bo Polacy są inni. Czytaj: gorsi. Trudno nam przyjąć do wiadomości, że złe czy banalne zachowania są naturalnym elementem człowieczeństwa. Cokolwiek złego się zdarzy, my od razu zakładamy, że to dlatego, że Polacy są źli, a nie dlatego, że człowiek jako taki jest gatunkiem dość felernym. Myślimy w zamkniętych kategoriach mentalności narodowej, która ma niby decydować o wszystkim.

[...]

Ma to oczywiście zgubne skutki, bo zamiast szukać skutecznych rozwiązań, aplikujemy sobie niedasistyczną diagnozę, że winny jest nasz sposób myślenia i zawikłanie naszej duszy. To zaś, jak wiadomo, bardzo trudno wyprostować. Ucieczka w argument z mentalności jest bardzo kusząca, bo wiadomo, że mentalności łatwo się nie zmieni, a jeśli zmieni, to środkami zupełnie innymi niż regulamin i przebudowa infrastruktury. W chwili, w której zamiast o progu podrzutowym i trójkącie widoczności zaczynamy mówić o mentalności kierowcy, wchodzimy na ulubione przez nas abstrakcyjne i quasi-mistyczne tereny, gdzie rozwlekłymi dywagacjami o słowiańskiej duszy da się zamotać każdy konkret. Pozostają więc rutynowe apele do społeczeństwa i utyskiwanie, jacy Polacy są nieznośni. I ostatecznie wychodzi na to, że najlepiej jest nie robić nic."

  


Kosmonauta2piorunów

>Przykładem narodowego esencjalizmu jest choćby ta książka, która wady typowo ludzkie przedstawia jako wady typowo polskie.
Już chciałem się właśnie przyczepić, ale autor złożył samokrytykę :grinning:
>Ten argument z mentalności sprowadza się do twierdzenia, że w Polsce coś nie działa i działać nie może, bo Polacy są inni. Czytaj: gorsi.
Polacy przecież są inni, tylko to nie oznacza gorsi. Różne rozwiaząnia z zachodu się u nas nie przyjęły, ale radzimy sobie w inny sposób

Pokaż więcej komentarzy (2)

Kosmonauta

w Polska

1piorunów

Rozróba na weselu w Łebczu. 39-letni Ukrainiec poobrażał gości, potem chciał odjechać. Gdy przyjechała policja, zaczął się z nimi szarpać

Weselna awantura w Łebczu (gmina Puck) z policyjnym finałem. Podczas imprezy nerwy puściły pijanemu 39-latkowi z Ukrainy, który zaczął stawiać się gościom. Sprawa zaogniła się, gdy na miejsce przyjechali policjanci z KPP w Pucku. Ukrainiec nie odpuścił i zaczął grozić

Mistrz

w Polska

40piorunów

21 polskich grzechów głównych : Apolityczność (19/21)

"Apolityczność to nasza niechęć do praktycznej strony polityki. To nieumiejętność pogodzenia się z tym, że w ustroju, w którym żyjemy, niektóre sprawy da się załatwić tylko w sposób polityczny. Apolityczność wiąże się też z naiwnie przeidealizowanym wyobrażeniem o tym, jak polityka powinna wyglądać.

Nie znaczy to przy tym, że jesteśmy w Polsce wobec polityki neutralni, czy że rozgrywa się ona poza nami. Przeciwnie, w sferze emocjonalnej nasza polityka codzienna wrze i kipi. Lubimy pryncypialnie okopać się na liniach świętej Trzeciej albo Czwartej Rzeczypospolitej i potrafimy zrywać przyjaźnie dlatego, że ten czy ów znalazł się po przeciwnej stronie. Nie jest przecież w złym tonie zaproponować Polsce – jak kiedyś Grabaż na Facebooku –„podział, jak w dawnych Niemczech, na […] [dwa] polskie byty, podzielone murem i zasiekami i brakiem stosunków dyplomatycznych”. Niech nas jednak nie zwiodą werble tej walki. Nasz swojski dżihad nie oznacza bynajmniej, że umiemy w politykę i że polityczność lubimy. Jest dokładnie przeciwnie. Obłęd walki dwóch przeciwstawnych obozów jest tak rozdęty właśnie po to, żeby zamaskować, że prawdziwa i konstruktywna polityczność jest nam obca.

Przede wszystkim obraz polityka i całej politycznej profesji jest w naszych oczach niebywale zły. Polityka to do cna niemoralne zajęcie różnych śliskich person. „Co 21 godzin rodzi się polityk. Nie ryzykuj! Używaj prezerwatyw!”. Polityk to dla nas ktoś, kto myśli wyłącznie o tym, żeby się ustawić i nakraść, a przy okazji najeść i najeździć za nasze. „Ja im nie wierzę”, „oni są wszyscy tacy sami” – to standard polskiej postawy (a)politycznej, a deklaracja „nie interesuję się polityką” znaczy tak naprawdę: „nie mam z tym całym syfem nic wspólnego”. I paradoksalnie, choć wiadomo że na pierwszej randce najlepiej jest o polityce nie rozmawiać, to wulgarna tyrada o politykach w ogóle, jacy są chciwi, kłamliwi i nieskuteczni, da nam sto punktów szacunku w każdym polskim domu.

Źle lub wręcz katastrofalnie źle postrzegamy nie tylko zawodowych polityków. Źle widzimy jakiekolwiek zaangażowanie polityczne, nawet oddolne i amatorskie. Ktokolwiek kręci się – choćby społecznie i po godzinach – przy jakiejś inicjatywie politycznej, ten jest z założenia podejrzany. A nie daj Boże, gdy jest to jeszcze inicjatywa partyjna! Instytucja partii politycznej jest z definicji podejrzana, bo samym swoim istnieniem podważa marzenie o jedności narodowej. Nie lubimy partii politycznych, bo są one bolesnym przypomnieniem, że nie ma polityki bez stronniczości, że zdania są zawsze rozbieżne, a różnice interesów nieusuwalne. Przynależność do partii politycznej jest niemal obelgą, ciemnym i złowrogim tabu. Nie wiemy, co to właściwie znaczy i z czym to się je. „Zapisać się do partii” znaczy tyle, co „sprzedać się”. Być w partii politycznej – niezależnie jakiej – to być po złej stronie mocy."

  


Gruba ryba1piorunów

@bojowonastawionaowca jakby ludzie którzy w podobny sposób jeszcze faktycznie byli apolityczni i nie głosowali to dałoby się to przeżyć. Też nie jest to idealne ale z dwojga złego lepiej w tę stronę.

Lider6piorunów

Skrócę tą ścianę tekstu dla tych, którym się nie chce czytać:

Polacy to typowe społeczeństwo przeznaczone pod zabór czy wynarodowienie. Obecnie jest niepodległe, jakoś zipie tylko dzięki UE/NATO/kapitałowi zagranicznemu. Z tym społeczeństwem tzw. politycy mogą zrobić wszystko, sprzedać im dowolne kłamstwo.

Jezeli dodać do tego wstręt do wspólnoty narodowej, patriotyzmu, własnych barw, zwalczanie się za granicą Polaków nawzajem, stawianie zagranicznych marek/kapitału wyżej od swoich mamy pełen obraz sytuacji jaka ma miejsce w tzw. narodzie polskim. Wszystko co polskie dla większości Polaków jest podświadomie gorsze. Z tego bierze się ta cała apolityczność.

Sorry jeżeli kogoś uraziłem.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Mistrz

w Polska

55piorunów

21 polskich grzechów głównych: Rozbieżność biurokracji i życia (18/21)

"Rozbieżność biurokracji i życia polega na tym, że polska biurokracja nie stanowi narzędzia do porządkowania rzeczywistości i zarządzania nią. Nie służy do aktywnego współtworzenia rzeczywistości, ale jest zorganizowanym systemem ucieczki od odpowiedzialności. Nasza biurokracja jest wtórna wobec życia i oderwana od niego. Rzeczywistość sobie, a biurokracja sobie. Najpierw coś się w życiu dzieje, a dopiero potem w jakiś mniej lub bardziej fikcyjny sposób „uzupełniamy papiery”, „wpasowujemy w ramy” czy „kreatywnie księgujemy”. Proces ten zachodzi zarówno w realu, jak i w naszych głowach – nasza biurokracja rozbiega się z życiem, a my już nawet nie oczekujemy, że będzie się z nim zgadzać. Mamy głębokie przekonanie, że tak jest, było i być musi.

Ale uwaga, rozbieżność biurokracji i życia to nie to samo co obiegowa diagnoza o nadmiarze biurokracji. Tu nie chodzi po prostu o mętność przepisów czy przerost papierkowej roboty. Bo zwróćmy uwagę, że są w Polsce miejsca, gdzie biurokracji jest ewidentnie za mało, a nie za dużo. W niejednej polskiej instytucji praca biurowo-formalna rozkłada się nierównomiernie i nieraz się zdarza, że wszystko wisi na jednej osobie, która nominalnie jest tylko pracownikiem administracyjnym, a w praktyce – menedżerem całości. I oczywiście nie może podołać tej pracy, bo ma za mało rąk do niej – tylko swoje. To jest przykład niedomiaru biurokracji. Taka osoba powinna mieć całe biuro do pomocy, a nie zarządzać wszystkim jednoosobowo. Z drugiej strony, deficyt biurokracji objawia się w braku procedur. Dla przykładu, w naszych miastach brakuje często standardów projektowych dla małej architektury, takiej jak ławeczki, lampy uliczne czy przystanki autobusowe. Tutaj znów przydałoby się więcej biurokracji: więcej norm, standardów, ustalonych praktyk regulacji.

Polska biurokracja jest bardzo bierna. Nie jest środkiem do zarządzania światem, nie jest praktycznym ramieniem idei, ale raczej pasywną ramą, w którą wpasowujemy to, co i tak się dzieje. Większość, a może i wszystkie twórcze i świeże przejawy polskiego ducha powstały całkowicie niezależnie od jakichkolwiek prawnobiurokratycznych procedur, a zaksięgowane w dokumentach zostały dopiero po fakcie. I nie chodzi przy tym o to, że biurokracja coś wprost utrudnia czy sabotuje (choć o to też), ale przede wszystkim o to, że nie ułatwia. O to, że życie rozgrywa się jakby poza nią, że to są dwa całkowicie różne wymiary świata. Dopiero później, kiedy już zdarzy się to, co się zdarzy, i uda się to, co się mogło udać, my zabieramy się za „ogarnianie papierów”. „Sprawna biurokracja” to nie jest dla nas taka, która aktywnie działa, ale taka, która biernie opisuje. Trudno nam wyobrazić sobie, że biurokracja mogłaby być bliżej życia, że mogłaby być bardziej rzeczywista, a mniej fikcyjna."

  


Lider3piorunów

@bojowonastawionaowca bo papier ma być, nie ważne czy zasadnie poza istotą swego istnienia samą w sobie

Gruba ryba9piorunów

@bojowonastawionaowca jak byłem na praktykach w Urzędzie Skarbowym... Bogowie, nawet nastolatek widział ile tam jest nieefektywnych procesów i na spokojnie można byłoby to lepiej zorganizować, nawet jeżeli w niewielkiej części ale zawsze coś. Tylko często idiotyczne procedury to był przykaz z góry od kogoś kto w ogóle nie miał pojęcia jak wyglądają realia i jak możnaby rozsądniej pewne rzeczy ogarnąć.

Swoją drogą to kto tutaj może się pożalić, że miał zakwasy od przybijania pieczątek? xD

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Polska

30piorunów

21 polskich grzechów głównych: Widzimisizm (17/21)

"Widzimisizm to brak zrozumienia dla wartości i statusu wiedzy eksperckiej. Sprawia on, że losowe opinie przypadkowych ludzi traktujemy na równi z rzetelną wiedzą fachową. Nie mamy mechanizmów, które pozwoliłyby uwzględnić, że zdanie człowieka, który przez dziesięć lat coś badał, jest ważniejsze niż zdanie tego, kto dopiero przed minutą się o problemie dowiedział. Wydaje nam się, że na tym polega demokracja, że oba te głosy mają mieć równą moc. Sprawia to, że potwierdzone dane mieszają się z przypadkowymi przemyśleniami osób kompletnie nieprzygotowanych, a decyzje rozstrzygające o życiu w Polsce są ich nieprzewidywalną wypadkową

Przyjrzyjmy się dyskusji o zdrowiu publicznym. Specjalista przedstawia analizę, opowiada, jak szczepionki pozwoliły pokonać choroby, z którymi ludzkość zmagała się przez stulecia, pokazuje wykres, uzasadnienie, kiedy i dlaczego gruźlica, polio, dyfteryt. Ale wtedy ktoś, kto dopiero przed chwilą przyszedł (spóźnił się, bo mu dziecko chorowało), mówi, że wszystko fajnie, ale syn znajomej znajomego dostał krzyku mózgowego, a poza tym w internecie piszą, że szczepionki to ludobójstwo. A więc on by proponował, że chociaż szczepionki są ogólnie dobre, to żeby pamiętać, że niektórzy mówią, że są złe, więc żeby program obowiązkowych szczepień zawiesić. Połowa sali jest skonsternowana… ale nie ma instancji, która byłaby władna powiedzieć, że miło, że ten człowiek się podzielił swoimi refleksjami, ale one stoją w sprzeczności z wiedzą naukową. I że nie ma w ogóle sensu, by zabierał głos ktoś, kto nie odróżnia danych od anegdoty. Jedyne, na co nas w takiej sytuacji stać, to że przewodniczący chrząknie i powie: „Dobrze, a więc ponieważ nie ma zgody…” tudzież „Są różne opinie, więc wrócimy do dyskusji za miesiąc”. Aż dziw, że widzimisizm nie sprawił jeszcze, że w Sejmie głosowano nad tym, czy ziemia jest okrągła, czy płaska. Bo przecież w tej sprawie też są różne opinie.

Niby wszyscy szanujemy wiedzę, ale ponieważ nie lubimy procedur, trudno nam w tych procedurach zapisać należny tej wiedzy szacunek. Niełatwo nam zrozumieć, że specjalistyczny wgląd w dany temat to jest duża rzecz, nad której zdobyciem się trzeba nabiedzić, a czasem za nią sporo zapłacić. Wszyscy jesteśmy Januszami biznesu, którzy nie chcą zapłacić specjaliście, bo student zrobi za darmo i będzie miał do portfolio. Oszczędzamy tak na wydatkach, jak i na fachowości. W głębi duszy nie uważamy, by eksperci byli od nas tak znowu dużo mądrzejsi. Nasz zdrowy chłopski rozum nie może być przecież gorszy. A skoro tak, to po co za wiedzę przepłacać? I po co wysilać się, żeby ją jakoś uwzględnić w naszej polskości?

Sami eksperci nie są przy tym bez winy. Ci z nas, którzy się na czymś faktycznie znają, kochają popadać w arogancję i samouwielbienie i sprzedawać swoją wiedzę jako wyroki niemal boskie. Wystarczy na chwilę zasiąść w fotelu eksperta, a od razu przechodzi nam ochota na cierpliwe tłumaczenie swoich racji, a przychodzi za to wiara w nieomylność własnej wyższości. Nie omija to niżej podpisanego. Autora książki, bo przecież nie mnie 😉 przyp. [@bojowonastawionaowca] Jeszcze nie przestaliśmy się rumienić po tym, jak nazwano nas fachowcem od czegoś, a już na wszystkich maluczkich patrzymy ze zniecierpliwieniem, dziwiąc się, dlaczego trzeba tłumaczyć tak proste rzeczy. Paradoksalnie więc, nawet jeśli się na czymś naprawdę znamy, to i tak uwielbiamy przedstawiać tę wiedzę jako nasz prywatny widzimisizm."

  


Fanatyk6piorunów

@bojowonastawionaowca ignorancja istniała zawsze, tylko internet dał jej możliwość szybszego rozprzestrzeniania się.
Natomiast zwróciłbym uwagę na postawę mediów: w pogoni za sensacją często obsadzają w roli ekspertów właśnie takich, którzy dopiero o sprawie się dowiedzieli, ale potrafią się dobrze zaprezentować przed kamerą.
Mam również wrażenie, że istnieje tu pewien paradoks. Mianowicie odwoływanie się ciągle do "argumentum ad ekspertum" powoduje dewaluację wiedzy ogólnej. Społeczeństwo traktowane jest jak bezwiedna biomasa, która ma słuchać "ekspertów" w najprostszych sprawach, chociaż we współczesnym świecie nawet największy ignorant może uchodzić za eksperta.

Gruba ryba2piorunów

@bojowonastawionaowca akurat szczepienia to niefortunny przykład, bo z tym u nas było całkiem przyzwoicie. Nie na poziomie Skandynawii ale lepiej niż na zachodzie.

Inna rzecz, że eksperci zatajali część wiedzy i w głównych środkach przekazu traktowano dorosłych ludzi jak dzieci. Sam w tamtym okresie grzebałem po sci-hubie i innych żeby się odgrzebać do dokumentów źródłowych i doczytać jak to jest z tymi maseczkami itp. Gdzie wcale nie były tak jednoznacznie pozytywnie oceniane, zwłaszcza w regionach gdzie poziom higieny pozostawia nieco do życzenia, jak u nas chociażby...

Niemniej do szczepień paru sceptycznie nastawionych ludzi dałem radę przekonać.

Zaś w Polsce problem z autorytetem to chyba nie jest całkowicie uleczalny. Względnie niskie zaufanie do nich wcale z powietrza się nie wzięło, nawet pomijając współczesność to jest to głęboko zakorzenione w naszej historii i kulturze. Nasza kultura ma taką naturalną skłonność do zawiązywania spisków, dzięki temu tylu Żydów się udało uratować, dzięki temu ludzie sami się zorganizowali żeby pomagać Ukraińcom ale rzecz jasna w wielu aspektach jest to czynnik negatywny.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Mistrz

w Polska

49piorunów

21 polskich grzechów głównych: Mit taniego państwa (16/21)

"Mit taniego państwa to brak zrozumienia, że sprawnie działające państwo będzie dużo kosztować. Jest on reakcją na marnotrawstwo pieniędzy publicznych – problem w tym, że reakcją wyolbrzymioną. Mit taniego państwa sprawia, że wiele rzeczy robimy źle tylko dlatego, że robimy je po taniości. Co więcej, sam lęk przed byciem posądzonym o złe wydanie pieniędzy paraliżuje w zarodku niejedno świetne przedsięwzięcie.

Pewnego pięknego dnia delegacja miasteczka N. z Polski południowej wybrała się do Pewnego Miasta Niemieckiego na ważne targi, na których, jak to na targach, różne państwa pokazywały, jakie są fajne. Polska była strategicznym partnerem, bo kluczowy sąsiad ze wschodu, bo Tusk, bo Merkel i tak dalej. Miasteczko N. miało być dowodem, że i u nas małe miasteczka są przyjemne i nowoczesne. Tak to wyglądało od frontu. Niestety, od podszewki było jak to od podszewki, bo nasza delegacja, zamiast pojechać w przeddzień, żeby wszystko ogarnąć, wyruszyła w drogę… w noc poprzedzającą otwarcie. Zbiórka na wyjazd minibusa była o godzinie 2.45 nad ranem na dworcu Kraków Główny. Start o 3.00, do celu mieli dojechać o 14.00, co się zresztą ostatecznie nie udało.

Dlaczego jechali na ostatnią chwilę? Bo tupolewizm, wiadomo. Ale przede wszystkim chodziło o to, żeby było taniej. Żeby zejść z kosztów, żeby zapłacić w hotelu za jedną noc mniej. To, że delegacja prawdopodobnie się spóźni, w najlepszym wypadku będzie na styk, a na sto procent będzie wyglądać jak zjedzona i wypluta, nie zostało potraktowane jako koszt. Co więcej, delegacja nie zamieszkała w Pewnym Mieście Niemieckim, ale w hotelu, który jest od niego odległy o prawie sto kilometrów. Dojeżdżała codziennie na 8.30 rano i wracała późnym wieczorem. Wiadomo dlaczego: żeby było taniej. I znów – wymęczenie codziennym dojazdem na takim dystansie, brak elastyczności i generalna siermiężność, jaką to wprowadziło w polską ofertę, nie zostały wliczone w koszty.

W tanim państwie obowiązuje bezwzględny prymat taniości nad wszystkim innym, ale ta taniość jest bardzo wąsko rozumiana. „Koszt” to tylko to, co da się bezpośrednio wyrazić w złotówkach czy w euro. Państwo polskie umie przeliczać między walutami, ale nie umie przeliczać na gotówkę rzeczy miękkich i mniej oczywistych. Rzeczpospolita Polska chętnie postawi aquapark, stadion czy inny beton, ale dużo trudniej przychodzi jej zainwestowanie w know-how czy w opracowanie procedur. Niełatwo jej zrozumieć, że koszty bezgotówkowe też są kosztami. Sponiewieranie delegacji w minibusie to nie jest coś, co nasze państwo umie uwzględnić w jakiejkolwiek rubryce. Nie potrafi przeliczyć pośpiechu i nerwówki na pieniądze, a w szczególności nie umie zrozumieć, że czas na cywilizowane przygotowanie się jest takim samym towarem jak wszystko inne – towarem, który można, a czasami po prostu trzeba sobie kupić."

  


Lider2piorunów

@bojowonastawionaowca ładnie napisane.

Ja to zjawisko widzę w Niemczech u niektórych Polaków, którzy po kilku latach tu specjalnie do Polski jadą po żarcie, do fryzjera itd. Mimo, że teoretycznie stać ich na normalne życie to ciągnie się za nimi to oglądanie pieniądza kilka razy przed wydaniem. I żyją przez to jak robaki. Nie wszyscy oczywiście. A jak przyjadą do Polski to milionerzy od razu XD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Polska

62piorunów

21 polskich grzechów głównych: Kozłoofiaryzm (15/21)

"Kozłoofiaryzm to przekonanie, że podstawową i najpilniejszą odpowiedzią na każdą porażkę czy katastrofę jest wskazanie konkretnej jednostki za nią odpowiedzialną. Kiedy coś się złego stanie, nikt w Polsce nie oczekuje odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego było możliwe, że to się stało?”. Wszyscy oczekują natomiast odpowiedzi na pytanie: „Kto zawinił?”. Wszyscy są przekonani, że kluczową rolę w każdym nieszczęściu odegrać musiał tylko jeden konkretny człowiek.

Nie umiemy się nauczyć, że żadna poważna katastrofa nigdy się nie zdarzy bez głębokich przyczyn, bez spirali błędów i kumulacji przeciwieństw. Uwielbiamy ciągać konkretnych ludzi po sądach, ale nie potrafimy zrozumieć, że odpowiedzialność jednostki jest, owszem, istotna z punktu widzenia prawa, ale całkowicie drugorzędna, jeśli chodzi o prewencję. Ciągle nie możemy sobie uzmysłowić, że źle działającego systemu nie naprawi ani nie powstrzyma pojedynczy człowiek, jak też, z drugiej strony, że jeśli system działa w miarę dobrze, to niekompetencja bądź zła wola jednostki nie będzie miała skutków aż tak tragicznych.

Pomyślmy dla kontrprzykładu o przyczynie technicznej. Wyobraźmy sobie, że jakąś katastrofę spowodowało coś tak banalnego jak pęknięta szyna. Czy poprzestalibyśmy na wystosowaniu aktu oskarżenia przeciwko torowisku? Oczywiście, że nie. Pytalibyśmy, kto i kiedy te szyny ułożył, jakie były standardy jakości stali, jak często i według jakich procedur szyny były kontrolowane. Nasz polski rozum działa dobrze, kiedy zawodzi materia. Kiedy jednak winny jest człowiek, wtedy coś powstrzymuje nas przed zajrzeniem pod podszewkę przyczyny. Zatrzymujemy się na winie jednostki. Nie chce nam przejść przez usta pytanie o to, co jest w naszej Polsce takiego, że umożliwiło temu człowiekowi popełnienie tego błędu."

  


Gruba ryba14piorunów

@bojowonastawionaowca nawet znam winnego który u nas w kraju tak mocno taką skłonność rozbudził:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Polska

32piorunów

@bojowonastawionaowca pozwolę sobie zajumać tag na chwilę celem przedstawienia opisu do sposobu działania państwa zgodnie z . Któryś wpis traktował o podejściu do obywatela.

Tak się zdarzyło, że mieszkam w miejscu niestety uczęszczanym przez różnej maści "szybko ale bezpiecznie". Traf chciał, że od jakichś 30 minut ktoś robi rundkę na rondzie pod marketem, jedzie dalej, wraca i znowu. Pisk opon rozlega się dość głośno, taka specyfika. Słyszę to będąc po przeciwnej stronie bloku do źródła.
Żeby sobie i komuś szybki i wściekły nie narobił problemów zadzwoniłem na 112. Rozmowa szybko się zaczęła, powiedziałem rejon (ulica i zakres), co się dzieje. To nie wystarczyło, bo operator chciał ode mnie jeszcze numery rejestracyjne, markę, model, kolor samochodu. Bez tego to oni tak niebardzo coś mogą zrobić.
Trochę już do mnie dotarło, że trafiłem na beton i rzuciłem, że może patrol chociaż wystraszy kierowcę. "Policja nie jest od straszenia", padło z drugiej strony słuchawki. "Poproszę pana imię i nazwisko". Nie lubię takich rzeczy podawać, bo po co im to, więc rzuciłem Janem Kowalskim i czekam na inne pytanie. Tymczasem jednak dostałem z liścia tekstem "Pan się nazywa Jan Kowalski czy tak jak mam na komputerze panie X? Bo jak pan nie chce podawać danych to mogę wpisać anonimowo".

W ten oto sposób czuję, że nie załatwiłem nic poza zgłoszeniem samego siebie. W końcu to ja byłem natrętnym petentem zajmującym gorącą linię, a przecież nie wiadomo jakiego kierowcy szukać i czy w ogóle on zrobił coś złego...

Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa i Warszawa19115.pl to też nie jest miejsca do zgłaszania. Ot utworzone wentyle do upuszczania pary przez obywateli, a zgłoszenia lądują do kosza jeśli jest to coś trudniejszego od uprzątnięcia chodnika.

 

Mistrz4piorunów

@macgajster absolutnie się nie gniewam, od tego też jest ten tag :D Ukochane zasłanianie się procedurami i niemoc wobec silnych, a pokazanie mocy wobec Ciebie...

Osobistość1piorunów

@macgajster A ja za dzieciaka z kolei pamiętam takie zasłanianie się przez Panów w mundurach "Na każde zgłoszenie telefoniczne musimy zrobić notatkę i spisać ,dlatego proszę dokumenty." Kto dzwonił? "Nie wiemy"

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Polska

1piorunów

Grzmotnij jeżeli ojkofoby z RN, Izrael i inne odpady ludzko-podobne nie zatrzymają cię bycia dumnym z wielkiego polskiego patrioty Marka Edelmana!

         


Tytan2piorunów

O co chodzi z wątkiem izraelskim? Potępia postać Edelmana?
I w sumie o co chodzi z RNem, na jego temat też coś mądrego powiedzieli? Napisz coś więcej, bo wyczuwam aferę i chętnie się czegoś dowiem, tym bardziej, że wuja o tym panu wiem.

Lider2piorunów

@HollyMolly bodaj kardiologiem był po wojnie, a w trakcie był jednym z dowódców powstania w getcie

Fenomen2piorunów

@HollyMolly Edelman jest do dzisiaj w Izraelu znienawidzony przez dwa powody:
1. Swój Antyzionizm
2. Swój patriotyzm wobec polski

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Polska

61piorunów

21 polskich grzechów głównych: Przerost wiary w czynnik ludzki (14/21)

"Przerost wiary w czynnik ludzki to przekonanie, że wszystko zależy wyłączenie od człowieka na stanowisku. Uzupełnione jest ono ślepotą na przyczyny strukturalne oraz wiarą, że najważniejszym i jedynym środkiem do osiągnięcia dobrostanu świata jest umieszczenie odpowiednich ludzi w odpowiednich miejscach. Przerost wiary w czynnik ludzki wiąże się też z antyproceduralizmem. Wierzymy, że zamiast oddać władzę procedurom, lepiej jest oddać ją w ręce ludzi.

Niestety Polską nie rządzi procedura. Lubimy mówić o państwie prawa i lubimy go bronić, ale nie lubimy niestety mówić o państwie procedury. A powinniśmy zacząć. To jest następny krok, który musimy zrobić, następny etap mentalnej modernizacji, którą musimy podjąć. Udało się nam jako tako wyjść z despotii w tym sensie, że peerelowskie jedynowładztwo zastąpiliśmy jakimś przybliżeniem demokracji. Ale przerostu wiary w czynnik ludzki wciąż nie zastąpiły rządy procedury ani nawet wstępna wiara w nie.

Widać to we wszystkich naszych dyskusjach o naprawie Polski i świata. Kiedy będzie dobrze? Wtedy będzie dobrze, kiedy umieścimy właściwych ludzi na właściwych stanowiskach. Jak to ujmuje Artur Wołek, „przede wszystkim trzeba mieć po swojej instytucji i w dwa lata zrobią [porządek]”. Albo z innej strony. Dlaczego w Polsce i z Polską źle się dzieje? Dlatego, że ludzie są źli. Że politycy kradną, decydenci oszukują, a wszyscy myślą tylko o sobie. To myślenie łatwo prowadzi do skrajności. Można przecież spotkać i taką opinię, że wystarczyłoby kilkudziesięciu sprawiedliwych na kluczowych stanowiskach w państwie, żeby pchnąć Polskę na właściwe tory. I nic to, że w samej Sodomie i Gomorze nie znalazło się nawet dziesięciu.

Bardzo łatwo przychodzi nam mówienie o tym, że ludzie mają być szlachetni i bezinteresowni, ale jakoś mniej nas interesuje, skąd tych ludzi wziąć, jak ich wybrać i zweryfikować. Nie lubimy się zastanawiać nad tym, kto ma to zrobić i według jakich kryteriów. To ma się stać niejako samo, co oczywiście otwiera furtkę i daje punkt zaczepienia tęsknotom antydemokratycznym. Niejedna partia by się przecież podpisała pod tym, że kluczem do naprawy państwa jest obsadzenie najważniejszych stanowisk właściwymi ludźmi. Ci „właściwi ludzie” płynnie przechodzą następnie w „naszych ludzi”, no i mamy problem.

Z drugiej strony, przerost wiary w czynnik ludzki może wytworzyć mniej lub bardziej groteskową wiarę w męża opatrznościowego, który przyjdzie i zbawi. Pierwszy przystanek to niewiara w procedury, drugi to wiara w „kilkudziesięciu sprawiedliwych”, a trzeci to sen o Andersie na białym koniu, a przynajmniej o Piłsudskim na Kasztance. „Gdy narodowa trwa rozwałka, jakże brakuje nam Marszałka!” – śpiewał bard prawicy, a Rzeckiemu śnił się Bonaparte."

  


Kosmonauta17piorunów

Z drugiej strony możesz mieć najlepiej zorganizowane państwo i instytucje, a wystarczy "kilkudziesięciu niesprawiedliwych" (a konkretnie to 231 posłów), żeby to wszystko rozwalić. Wszystko da się przegłosować, wszędzie wstawić swoich ludzi i wtedy najlepsze procedury nie pomogą.

Ale ogólnie się zgadzam, rozmawiałem kiedyś z nauczycielką o braku dyscypliny w szkole. Ona twierdziła, że to wina nauczycieli - że nie są charyzmatyczni i nie umieją sobie poradzić z uczniami. To prawda oczywiście, ale oczekiwanie, że znajdziemy kilkaset tysięcy charyzmatycznych ludzi i oni będą chcieli pracować jako nauczyciele jest nierealne. Nie można liczyć na czynnik ludzki, trzeba zmienić system.

Fenomen4piorunów

@HolenderskiWafel Zwróciłem na to uwagę przy poruszaniu grzechu _Rozbieżności prawa i zwyaczaju_:

Przestrzeganie prawa to jedno.
Egzekwowanie prawa to drugie.

Jeżeli ktoś robi czyny niedozwolone (moralnie albo prawnie), wtedy powinien ponosić konsekwencję. Piszesz że tych "kilkudziesięciu niesprawiedliwych" może wszystko przegłosować - jednak to nie są Alfy i Omegi. Egzekucją na tą niesprawiedliwość powinno być oburzenie społeczne, ostatecznie wylane na karty do głosowania. Oni są tam bo zostali wybrani w wyborach i zakładamy że chcą tam zostać. Jeżeli robią bezeceństwa, powinni brać pod uwagę że rozliczenie tych bezeceństw nastąpi przy urnach. Przy każdej tego typu akcji politycy powinni mieć z tyłu głowy 'czy mi się to opłaca'. Jeżeli miałby świadomość że jeżeli coś takiego zrobi to nikt na niego nie zagłosuje - wtedy miałby moralny hamulec przed zrobieniem tego. Jednak żyjemy w Polsce gdzie przyjmujemy że 'już tak jest' i tym samym nie rozliczamy polityków. Nie dziwmy się więc, że czują się bezkarni - tylko to nie jest wina procedur, tylko nasza jako obywateli demokratycznego państwa.

>że nie są charyzmatyczni i nie umieją sobie poradzić z uczniami.
Moim zdaniem oczekiwania że to charyzma jest tym niezbędnym punktem są wygórowane. Jeżeli potrafi wprowadzić dyscyplinę charyzmą wtedy jest super nauczycielem, ze względu na lepszy kontakt z dzieciakami, który pozwala lepiej egzekwować tę dyscyplinę. Z tym nie polemizuje. Jednak czy jest to niezbędne?

Jeżeli niecharyzmatyczny nauczyciel ustali jasny plan działania dla dzieciaków (format lekcji, co mają robić w trakcie, jak wygląda system oceniania itp.), a potem będzie go egzekwował według tych kryteriów, nie mając skrupułów dając pały za olewanie - to myślisz ze taki system się nie sprawdzi? Nauczyciel może się jąkać, mówić niskim głosem i nie angażować się w życie szkoły - czyli idealny przykład na nauczyciela którym się pomiata. Jednak póki będzie egzekwował to co zostało ustalone bez skrupułów to nikt nie będzie z nim dyskutował, bo będzie wiedział że dyskusja jest jałowa. Do tego nie potrzeba charyzmy tylko konsekwencji w działaniu i jasnych i przejrzystych zasad. Nawet taki nauczyciel-pomiot widzący pustą klasę kiedy miał być sprawdzian, postawi wszystkim pały od góry do dołu zamiast przesuwać termin - nie sądzisz że wtedy nastanie dyscyplina i przestaną uciekać?

Niestety, naciąganie, pójście na rękę i niekiedy płaszczenie się przed uczniem, to jest coś co nawet ja pamiętam ze szkoły (a to było dawno). Nie wiem jak to u was wyglądało ale jeżeli ktoś miał z czegoś nie zdać to nauczyciel dawał drugie, trzecie albo i czwarte szanse na poprawę. Nikt nie chciał żeby uczeń musiał kiblować bo każdy litościwie uważał że "biedny Jasio, ze wszystkiego ma czwórki i piątki, a tu z matmy ma zagrożenie - tak nie można i trzeba mu tę ocenę z matmy podciągnąć". Na koniec roku taki Jasio mimo tego że uczył się dopiero na koniec, często dostawał łatwiejsze sprawdziany albo te sprawdziany poprawiał do skutku. I co było karą dla takiego Jasia? To że zamiast zaliczać regularnie musiał wyciskać ósme poty na koniec semestru żeby nadrobić? De facto, wchłonął tę samą ilośc materiału co inni a JEDYNĄ karą miałoby być to że zrobił to w krótszym czasie i z większym stresem? Jak taki Jasio ma szanować nauczyciela i grać według jego zasad skoro jest przykładem tego że nauczyciel sam naginał własne? To ma uczyć systematyczności? To gdzie kara za jej brak? Co każe nam sądzić że w tym wypadku taki Jasio za rok znowu nie oleje sprawy i znowu nie zaliczy wszystkiego w ostatnim semestrze? Gdzie tu dyscyplina? Moim zdaniem to jest problem a nie 'brak charyzmy'. Czy to aby nie właśnie Przerost wiary w czynnik ludzki, każę Ci wierzyć że to brak charyzmy jest problemem, a nie to że procedury są naginane? Wychodzę więc z założenia że system nie jest zły jak piszesz, tylko właśnie ludzie mają złe podejście. Nauczycielom brakuje konsekwencji w egzekwowaniu tego czego od ucznia powinno się wymagać, stąd brak dyscypliny.

21 polskich grzechów głównych: Rozbieżność prawa i zwyczaju (12/21) "Rozbieżność prawa i zwyczaju to - bojowonastawionaowca - Hejto.pl21 polskich grzechów głównych: Rozbieżność prawa i zwyczaju (12/21) "Rozbieżność prawa i zwyczaju to sytuacja, w której zapisy prawa i praktyka życia różnią się od siebie, często diametralnie. Rzecz jasna, mogą one sobie wzajemnie zaprzeczać, co więcej, jeśli sobieHejto.pl
Gruba ryba3piorunów

@Mikel aż mnie w boku uwarło, bo z fizyki to zdałem tylko na ładne oczy w jednej klasie. Znowu z chemii nauczycielki były bardziej zaborcze i czy tego chciałem czy nie to kułem jak wściekły żeby zdać.

Ale sama prawda. Szkoły nie egzekwują programów tak jak trzeba żeby w statystykach źle nie wypaść. Po poziomie matur widać jak jakość edukacji spada, można sobie spokojnie porównać co trzeba było wiedzieć żeby dostać maturę w zeszłym roku, co 20 lat temu a co aż 40 wiosen wcześniej. W statystykach wszystko wygląda ładnie i pięknie ale w rzeczywistości szału w cale nie ma.

Kosmonauta2piorunów

>Jeżeli niecharyzmatyczny nauczyciel ustali jasny plan działania dla dzieciaków, a potem będzie go egzekwował według tych kryteriów, nie mając skrupułów dając pały za olewanie - to myślisz ze taki system się nie sprawdzi? Nauczyciel może się jąkać, mówić niskim głosem i nie angażować się w życie szkoły - czyli idealny przykład na nauczyciela którym się pomiata. Jednak póki będzie egzekwował to co zostało ustalone bez skrupułów to nikt nie będzie z nim dyskutował
@Mikel tak powinno być, ale z tego co wiem o szkole, to problem nie polega na płaszczeniu się przed uczniem, tylko na rodzicach. To oni teraz zawsze stają po stronie dziecka. Co więcej, jak nauczyciel chce być konsekwentny, to idą do dyrektora się poskarżyć, a ten rzadko kiedy stanie po stronie nauczyciela - trochę na zasadzie "klient nasz pan".
Zresztą większość nauczycieli też będzie chciała przepchnąć kłopotliwych uczniów - jak znajdzie się jeden sprawiedliwy, który będzie próbował kogoś uwalić, to reszta będzie go zniechęcać, bo po co się kolejny rok męczyć.
A potem jest tak jak piszesz - brak konsekwencji powoduje, że dziecko uczy się, że może sobie na wszystko pozwolić.

Fenomen3piorunów

@DiscoKhan 
Właśnie w tym rzecz, że duża część ludzi była mniej lub bardziej 'wyciągana' - ja też :grinning: U mnie akurat Polski i historia. "Zdolny ale leniwy" i akurat te przedmioty zaliczałem jak dopiero musiałem ścisnąć tyłek. Zresztą widać często jaką dziwną formę zdania tworzę 😛

@HolenderskiWafel
"Albo masz duże jaja albo twardą dupę"

Pełna zgoda. Tylko co jest tego przyczyną że nauczyciele nie chcą mieć zatargów z rodzicami? Z oczekiwań bazowanych na własnych doświadczeniach. Jeżeli rodzic był podciągany z jakiś przedmiotów, to oczekuje że takie same praktyki zostaną zastosowane w stosunku do jego dziecka. W końcu nasze postrzeganie świata to zbiór naszych doświadczeń. A jest to schemat tak utarty w naszym szkolnictwie że nawet nie zwracamy na niego uwagi albo przyjmujemy go jako coś normalnego. Tylko teraz ktoś powinien mieć te jaja i przerwać ten cykl bo jak widzimy nic dobrego z tego nie wychodzi. Trzeba do tego zmienić mentalność ludzi a to nie jest nierealne. Nie wiem czy pamiętacie jak powszechne było łapówkarstwo w latach 90tych. A teraz bałbym wsadzić nawet 500zł w dowód rejestracyjny gdybym przekroczył prędkość. Tylko że wtedy ten 'problem' był powszechnie znany i niekiedy kłopotliwy a na ten brak konsekwencji nikt nie zwraca uwagi. Po co coś zmieniać jak ostatecznie ocena na świadectwie jest pozytywna. A potem narzekanie na system szkolnictwa kształcący ludzi nie nauczonych konsekwencji swoich czynów.

Mocarz0piorunów
@Mikel Nawet taki nauczyciel-pomiot widzący pustą klasę kiedy miał być sprawdzian, postawi wszystkim pały od góry do dołu zamiast przesuwać termin - nie sądzisz że wtedy nastanie dyscyplina i przestaną uciekać?

Może to też się skończyć rewolucją i przetasowaniem systemu. Pamiętaj, że jak sam piszesz, dochodzi czynnik ludzki. I ludzie kiedy dokręcic im śrubę za mocno potrafią zrobić rzeczy nieobliczalne.
Fenomen0piorunów

@Xianth 
Tak, tylko uczeń jest na straconej pozycji jak obywatel u Orwella. Chyba że twierdzisz że to szkoła będzie na straconej pozycji w wyniku rewolucji w klasie? Jeżeli zakładam że będzie konsekwentna od A do Z to IMO tak się nie stanie.

Jeżeli cała klasa w wyniku rewolty przestanie chodzić na ten przedmiot to zwyczajnie, nie zaliczą tego przedmiotu i nie zostaną przepuszczeni do następnej klasy. Przecież o to chodzi żeby ponosić konsekwencje swoich zachowań a nie wyciągać uczniów za uszy z gówna, w które sami mimo ostrzeżeń się wpakowali. Jak mają się nauczyć bez konsekwencji? Jeżeli dochodzi do odważnych czynów, wtedy trzeba mieć w rachunku że można odnieść porażkę i z taką samą odwagą ponieść jej konsekwencje. Jeżeli będzie dochodziło do odważnych czynów a w razie wpadki, zero konsekwencji wtedy wracamy do punktu wyjścia.

Gruba ryba5piorunów

@bojowonastawionaowca Ignorowanie procedur zyskało nawet nazwę "tupolewizm". 10 kwietnia roku pamiętnego złamano tam chyba wszystkie zasady i procedury.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Mistrz

w Polska

30piorunów

21 polskich grzechów głównych: Natręctwo porównywania (13/21)

"Natręctwo porównywania to nasza nieusuwalna potrzeba, by porównywać to, co polskie, z tym, co zagraniczne. Kompulsywnie porównujemy sami siebie z obcokrajowcami, nasze państwo z innymi państwami, a nasze standardy ze standardami zagranicznymi. Nie potrafimy samodzielnie pomyśleć, kim jesteśmy, i nie umiemy sami sobie wymyślić, kim chcemy być. Jesteśmy totalnie zewnątrzsterowni. Wolimy patrzeć na siebie oczami cudzymi niż własnymi i myśleć o sobie nieswoimi kategoriami. Co więcej, nie tylko wolimy, ale często po prostu nie potrafimy inaczej. Umiemy rozumieć siebie tylko przez pryzmat tego, co – naszym zdaniem – myślą o nas inni.

Porównujemy się z konieczności, ale również w konkretnym celu, mianowicie po to, żeby się niezdrowo pognębić albo podbudować. Nie umiemy sami siebie ocenić, zrozumieć swoich wad i zalet. Uważamy, że Polskę można dobrze zrozumieć tylko z zewnątrz i że to z zewnątrz, a nie z nas samych, musi pochodzić nasz własny obraz.

Ten obraz tworzymy sobie, przeglądając się w krzywych zwierciadłach krajów, które uważamy za lepsze i gorsze od Polski. Ta oś lepsze–gorsze pokrywa się w naszych oczach z osią Zachód–Wschód, bo z Zachodem porównujemy się po to, żeby się poniżyć i upokorzyć, a ze Wschodem po to, żeby poczuć swoją wyższość.

Zakres „Zachodu” wyznacza nam norma europejska, która geograficznie przekłada się na kraje Europy Zachodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Skandynawii i „starej Unii”, czyli piętnastki krajów UE sprzed rozszerzenia w 2004 roku. W szerszym ujęciu Zachód ma też kontekst transatlantycki, czyli obejmuje również USA i Kanadę, a w jeszcze ogólniejszym wymiarze – wszystkie „kraje Zachodu”, cokolwiek by to miało dokładnie oznaczać.

Jest dla nas szalenie ważne, „jak nas widzą na Zachodzie”. Jakakolwiek decyzja, która może być tam źle odebrana, jest w Polsce bardzo trudna do podjęcia. Każdemu słowu, które Zachód o nas wypowie, przysłuchujemy się jak najpilniejsi uczniowie i przyjmujemy je jak prawdę objawioną. Obowiązuje prosta zasada: jeden artykuł o Polsce napisany w Niemczech albo w Stanach waży więcej niż dwieście artykułów o Polsce napisanych w Polsce. Doczekaliśmy się już nawet wyższego stopnia przewrotności, a mianowicie tego, że portale w rodzaju „Żelaznej logiki” starają się demaskować teksty napisane w zachodnich mediach jako napisane w istocie przez polskich autorów. Abstrahując od wymiaru politycznego, jest w tym zaiste fascynująca logika. Bowiem udowodnienie, że artykuł we „Frankfurter Allgemeine Zeitung” albo w „Washington Post” napisał polski korespondent, a nie „prawdziwy” Niemiec czy Amerykanin, obniża w oczach Polaków rangę tego tekstu o dwa rzędy wielkości."

  


GURU1piorunów

Ten wpis to bzdura jakaś. Oczywiście, że podejmując jakieś decyzję, powinniśmy zajrzeć do innych krajów by ocenić jak u nich się udały, zastanowić się jaka byłaby ich opinia by móc niejako z zewnątrz zobaczyć jaki jest odbiór tego co robimy, no i krytyka ze strony kraju, który szanujemy lub na danym polu odnosi wielkie sukcesy może być bardzo cenna.

Dla mnie ten fragment to piorunochron.

Tytan1piorunów
Ten wpis to bzdura jakaś. Oczywiście, że podejmując jakieś decyzję, powinniśmy zajrzeć do innych krajów by ocenić jak u nich się udały

@sireplama Ale on nie o tym, że powinniśmy sobie klapki na oczy nałożyć i nie uczyć się o świecie.

Lider7piorunów

@bojowonastawionaowca a zaczyna się już w podstawówce:
-mame, dostałem 3 ze sprawdzianu
-a co dostał anon?

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Polska

67piorunów

21 polskich grzechów głównych: Rozbieżność prawa i zwyczaju (12/21)

"Rozbieżność prawa i zwyczaju to sytuacja, w której zapisy prawa i praktyka życia różnią się od siebie, często diametralnie. Rzecz jasna, mogą one sobie wzajemnie zaprzeczać, co więcej, jeśli sobie zaprzeczają, zwyczaj bywa ważniejszy niż prawo. Nie wiadomo przy tym z góry, co obowiązuje w danej sytuacji. Dlatego też marnujemy mnóstwo czasu i energii na ciągłe ustalanie, które z nich jest które i które jest górą.

Zakaz sprzedawania alkoholu osobom nietrzeźwym, czyli ta tabliczka, która wisi nad każdym barem w Polsce, jest chyba najpowszechniejszym, najbardziej absurdalnym i najczęściej łamanym prawem w Polsce. Ten przepis jest paradoksalny już w punkcie wyjścia, bo przecież do knajpy po to się właśnie chodzi, żeby pić alkohol, względnie, żeby się upić. To zaś jest procesem. Większość z nas nie wali półlitrówek na hejnał, piąteczek jest rzeczą stopniową, a alkohole trzeba domawiać, czyli dokupywać je wtedy, kiedy się jest już w stadium przejściowym do pełnowartościowego pijaństwa. W świetle prawa stadium przejściowe jest jednak wąskim okienkiem, bo stan nietrzeźwości zaczyna się oficjalnie od 0,2‰. Innymi słowy, zamówienie każdej kolejki poza pierwszą jest nielegalne. Jest to oczywiście przepis na wskroś absurdalny, a przede wszystkim kompletnie nieprzestrzegany. Trudno nawet wyobrazić sobie przestrzeganie go, bo oznaczałoby to natychmiastowe bankructwo całej polskiej gastronomii i destabilizację budżetu państwa. Ale przepis i tak istnieje, udaje, że obowiązuje, i straszy swoim pustym zapisem.

Prawo zwyczajowe ma też często prymat nad prawem drogowym. Ograniczenia prędkości, jakie oficjalnie obowiązują na polskich drogach, to w praktyce tylko luźne sugestie dla kierowców tudzież zachęta do ogólnej refleksji nad bezpieczeństwem jazdy. Bo co mówią polskie zwyczaje o prędkości na drodze? Mówią, że na osiedlowej uliczce albo przy szkole za rogiem faktycznie nie wolno przekraczać prędkości nakazanej ustawowo. To są miejsca, gdzie zwyczaj zgadza się akurat z prawem stanowionym. Tam nie wolno przekraczać prędkości, a jeśli ktoś przekroczy i go złapią, to nie ma moralnego prawa do pretensji, że dostał mandat. Ale na większości polskich dróg sytuacja nie jest tak przyjemnie jednoznaczna. Przeciwnie, polską normą jest jednoznaczna ambiwalencja. Polską normą są takie kwiatki jak ograniczenie do trzydziestu na zakręcie wojewódzkiej dwupasmówki czy do pięćdziesięciu na nowo oddanej prostej i szerokiej drodze. To są oczywiście miejsca, gdzie zwyczaj pozwala jechać dużo szybciej, niż pozwala prawo. Z drugiej strony, na autostradach teoretycznie obowiązuje ograniczenie do stu czterdziestu, ale przyjął się przecież zwyczaj, że mamy prawo się nacieszyć tymi nielicznymi autostradami, które mamy, a „nacieszyć się” znaczy dla nas „przekraczać prędkość”. Na polskich autostradach nie ma fotoradarów ani patroli za krzakiem. I wiadomo, że policja nie będzie nas na nich zatrzymywać, o ile nie będziemy jechać dwieście kilometrów na godzinę albo nie zrobimy czegoś naprawdę głupszego niż ustawa przewiduje.

Rozbieżność prawa i zwyczaju zachodzi w Polsce na taką skalę, że często w ogóle nie wiadomo, co jest legalne, co nielegalne, a co tylko półlegalne. Ta rozbieżność podważa samą ideę, że prawo powinno być przestrzegane. Na przełomie 2015 i 2016 roku widzieliśmy to w makroskali przy sporze o Trybunał Konstytucyjny, kiedy wszyscy zaczęli się nagle kłócić, które postanowienia Konstytucji obowiązują, a które nie. Najlepiej to jednak widać w mikroskali, w rzeczach małych, codziennych i pozornie banalnych. To właśnie w nich zrastamy się z przyzwyczajeniami, to właśnie tam mozolnie wykuwa się nasza polskość. A realia są takie, że milcząca aprobata ostentacyjnej rozbieżności między prawem a zwyczajem potwornie demoralizuje. Awaryjne wejścia na perony w warszawskim metrze są często otwarte na oścież, co oczywiście sprawia, że większość ludzi chodzi właśnie tamtędy, bo nikomu nie chce się przeciskać przez bramki biletowe. Niby nic, ale jednak uczy fikcyjności praw i przepisów. Przyzwyczaja nas do tego, że jeśli państwo polskie coś ustali, to nie jest to na poważnie. Na każdym z tych awaryjnych wejść jest przecież napisane, że „nieuzasadnione otwarcie będzie karane”. Taki napis mijają tysiące ludzi dziennie i w każdym z nich po ziarenku odkłada się poczucie, że obowiązujące prawo jest fikcją."

  


Fenomen2piorunów

Przestrzeganie prawa to jedno.
Egzekwowanie prawa to drugie.

Jeżeli nie ma kultury przestrzegania prawa, wtedy potrzebny jest nacisk na jego egzekwowanie, po to żeby istniał porządek ustalony przez to prawo.
Są narody, które mimo możliwości złamania prawa tego nie zrobią. Tak jak w tym przykładzie z metrem - są miejsca gdzie ludzie mimo możliwości i tak przechodziliby przez kołowrotki. Niestety takich miejsc jest mało więc nie narzekałbym że tylko u nas nie ma kultury przestrzegania prawa.

U nas problemem jest egzekwowanie prawa. Przymykamy oczy i racjonalizujemy na potęgę. Wychowani w takim otoczeniu nie patrzymy na łamanie prawa jako coś moralnie negatywnego. Moralnie, finansowo - w żaden sposób nie ponosimy kary za to że bezczelnie łamiemy prawo. W krajach 'cywilizowanych' przestrzega się prawa, jest jakby narzucone przez moralność. Jeżeli społeczeństwo od małego ganiłoby delikwenta za łamanie prawa, wtedy miałby nauczkę że moralnie postępuje źle. A u nas każdy łamie jakieś przepisy i nic sobie z tego nie robi. Dlatego potrzebny jest inny bodziec, na przykład finansowy. Niech sypią się mandaty, może to ludzi nauczy. Jednak problem jest w tym taki że skoro jest społeczne przyzwolenie, to konsekwentne egzekwowanie prawa staje się 'walką z ludem'. Który polityk się na to odważy?

Lider0piorunów

@bojowonastawionaowca 
>nieuzasadnione otwarcie będzie karane”.
Otwarcie, nie użycie. Zresztą moim uzasadnieniem jest zwiększenie przepustowości wejścia na peron i co mi zrobisz?
Skąd mam wiedzieć, że to nie obsługa stacji otworzyła tylko jakiś grubas co nie mieści się w kołowrotek? Jeśli to jednak grubas to czemu obsługa nie zamknęła?

Pomijam już sam absurd stawiania tych kołowrotków akurat w metrze - czemu nie ma ich w tramwajach albo w pociągu?

Regulamin:
https://www.wtp.waw.pl/przepisy-i-regulaminy/przepisy-porzadkowe/
Nie zabrania przekraczania otwartych bramek - nawet, jeśli uznać te przejścia za bramki.

Przepisy porządkowePrzepisy porządkowe obowiązujące w lokalnym transporcie zbiorowymorganizowanym przez m. st. Warszawa SPIS TREŚCI Rozdział I. Przepisy ogólne Rozdział II. Przewóz Osób Rozdział III. Przewóz bagażu i zwierząt Rozdział IV. Postanowienia końcowe Rozdział IPrzepisy ogólne § 1 1. Przepisy porządkowe obowiązujące w lokalnym transporcie zbiorowym organizowanym przez m. st.Warszawa mają na celu: 1) zapewnienie porządku, spokoju […]Warszawski Transport Publiczny
Pokaż więcej komentarzy (13)

Mistrz

w Polska

39piorunów

21 polskich grzechów głównych: Fetysz jedności narodowej (11/21)

"Fetysz jedności narodowej to przekonanie, że dopiero wtedy w Polsce będzie dobrze, kiedy wszyscy będziemy się we wszystkich sprawach zgadzać. Taką powszechną zgodę uważamy za stan możliwy do osiągnięcia, więcej – za stan jak najbardziej pożądany, więcej – za jedyny stan moralnie słuszny. Każda sytuacja inna niż powszechna jednomyślność to dla nas nędzny i rezygnacyjny kompromis z marną rzeczywistością.

Niezwykle trudno jest nam zaakceptować to, że konflikt jest w życiu społecznym i politycznym nieunikniony. Różnice zdań, poglądów i interesów irytują nas, męczą, wydają się nam czymś patologicznym i niedojrzałym. Tęsknimy do świata, w którym wszyscy chcą tego samego i myślą tak samo, a w głębi duszy wciąż dziwimy się, jak to jest w ogóle możliwe, że ludzie się różnią i nie zgadzają się ze sobą. To jest dla nas błąd w kodzie, jakieś fatalne przeoczenie, pęknięcie w systemie. Tęsknimy do powszechnej jedności, a przeświadczenie, że da się ją osiągnąć, jest miarą naszego optymizmu i wiary w człowieka.

Wydaje się nam, że będziemy mogli czegoś dokonać tylko wtedy, gdy zaczniemy od zaklepania absolutnie szczelnej strategii na wszystkich frontach. Boimy się, że najmniejszy nawet podział sprawi, że wszystko nam się rozsypie, zatem wszelkie odstępstwa czy subtelności chcielibyśmy natychmiast zniwelować i zatrzeć. Nic więc dziwnego, że idea „zjednoczenia się” czy „przekroczenia podziałów”, przez jakikolwiek polityczny przypadek odmieniona, zawsze padnie w Polsce na podatny grunt. Jedność jest naszym wielkim narodowym „zamiast”."

  


Fenomen3piorunów

A jak myślicie, skąd u nas takie przekonanie, takie pragnienie jedności? Co sprawiło że mamy z tym taki problem?

IMO to trochę jak za pragnieniem za 'złotymi czasami', kiedy człowiek był w szczycie swoich możliwości. Każdy zna jakiegoś starszego człowieka który wspomina 'kiedyś to było' - a to 'kiedyś', to akurat zawsze odnosiło się do okresu kiedy ów człowiek był zdrowy i dumny ze swoich osiągnięć - zwyczajnie szczęśliwy. Potem przyszła w życiu tego człowieka stagnacja albo nawet kryzys, zdrowie podupadło i zaczęła się wspominka za dawnymi czasami, choć te obiektywnie nie były lepsze niż dzisiaj.

Jako naród mamy tak samo z czasami Solidarności, czy wcześniej Piłsudskiego. Wtedy też istniały podziały, jednak one nie były ważne kiedy wszystkim przyświecał jeden szczytniejszy cel. Każdy chciał ugrać coś bardziej dla siebie, jednak nie miał problemu schować swoich postulatów swojej racji do kieszeni, bo one nie były teraz ważne - było coś ważniejszego do załatwienia czyli walka o wolność

A jaki teraz mamy cel? Nie mamy jednego głównego. Niby każdy chce dobra Polski, jednak czy to jest cel uniwersalny? Że możemy syntetycznie stwierdzić - tak osiągnęliśmy 'Dobro Polski', tak jak można to stwierdzić że osiągnęliśmy wolność? Niestety, tak jak mieliśmy jeden w miarę zbieżny pogląd na to czym była wolność, tak nie mamy zbieżnego poglądu czym jest to całe 'Dobro Polski'.

Zawsze, kiedy coś osiągaliśmy jako naród, robiliśmy to wspólnymi siłami. To były nasz 'złote czasy' jako narodu. Dlatego, tak jak stara ciotka do lat 90'tych, tak jako naród mamy nostalgię do działania wspólnie i przekonanie że jeżeli się nie zjednoczymy to będzie w du... A to nieprawda. Cele się zmieniły - musimy indywidualnie walczyć o Polskę i z poszanowaniem innych. Jednak jak to wytłumaczyć ludziom, którzy jedyne sukcesy jakie osiągali, to osiągali wspólnie? Strach przed nieznanym jest silny, a jak zawsze nawoływali do wspólnego celu, to jak taka osoba może uszanować cele innych? Jak taka osoba może się zgodzić na aborcje, skoro jej grupa mówi że aborcja jest zła? Do tego w narracji, że jak się nie zjednoczymy i nie zakażemy aborcji to cała Polska przepadnie!

Jak teraz przekonać takich ludzi że ta jedność nie jest konieczna skoro oni przez swoje doświadczenie życiowe twierdzą że tylko jedność nas uratuje? To smutne ale oni tylko taką rzeczywistość znają.

Fenomen6piorunów

Jest dużo wariantów takiego fetyszu i są odmiany delikatniejsze niż ten opisany. Można np. być zdania, że problemem są współczesne media albo politycy. Obie te grupy mają silny interes na wzmacnianiu podziałów. Oczywiście, że różnicy zdań nie da się uniknąć w życiu publicznym. Jednak społeczeństwa mogą w różny sposób te konflikty rozładowywać.
Demokracja w PL ma tendencję do podsycania tych różnic. Po pierwsze jest to potrzebne politykom i mediom, po drugie system wyborczy jest zbudowany na zasadzie "zwycięzca bierze wszystko" - sprawia to, że połowa obywateli przez cykl wyborczy odczuwa brak wpływu na politykę.

Fenomen3piorunów

@matips 
>po drugie system wyborczy jest zbudowany na zasadzie "zwycięzca bierze wszystko"

Ogólnie zgadzam się z tym co napisałeś ale dla mnie to nie system wyborczy jest zły, tylko to jak Polacy rozumieją demokracje. Nie mamy jeszcze systemu dwupartyjnego żeby tak to wyglądało. Jeżeli nie osiągnie się większości to trzeba wchodzić w koalicje - a to słowo to jakoś nie jest pozytywnie u nas odbierane. Dlaczego? Bo to znaczy że nie można swoich ideałów realizować w pełni, tylko trzeba dać komuś zrealizować trochę swoich. A to znaczy że nie ma tej jednomyślności narodowej.

U nas głosowanie czyli główne narzędzie demokracji znaczy tyle, że wybieramy jaką wizję wybieramy na kolejne 4 lata. Jeżeli wybieramy wersję X - to znaczy że każdy ma się dostosować do wersji X. Nieważne że realnie tylko 30% polaków i polek opowiedziała się za danym rozwiązaniem - narzucane jest to wszystkim. Bez dialogu, bez dyskusji, tylko tak ma być.

Fenomen6piorunów

@Mikel Czytałem ostatnio książę "Umówmy się na Polskę", gdzie autorzy przestawiają alternatywny system. Strona projektu to nowaumowa.pl. W skrócie, to chcą oni bardzo posuniętej decentralizacji. Centrum miałoby zajmować się sprawami najważniejszymi dla rozwoju kraju, a dużo bieżących i budzących największe kontrowersje spraw powinno być ustalane na poziomie województw. Polska nie jest jednorodna - dominujące poglądy polityczne są zróżnicowane geograficznie. W ten sposób różne regiony mogłyby różnicować swoje polityki i w większym stopniu realizować to co obywatele postrzegają jako dobry sposób na życie.

Fenomen2piorunów

@matips A to słyszałem o niej. Słuchałem podcastu z jedną ze współautorek a książka jest na liście do przeczytania :slightly_smiling_face:
Tylko dalej - wszystkie te zmiany polegają na zmianie percepcji obywatela. To cholernie trudne i nie do zrealizowania przez jedno pokolenie. O ile dobrze słyszałem autorzy proponują coś a la federacja, jednak nie będącą federacją 😉 Przeniesienie władzy do samorządów, tak żeby władza była blisko obywatela. Też bym chciał, tak samo jak jachtu i domku w górach 😛 Chcieli rozpocząć dyskusję, to rozpoczęli ale trzeba sobie uświadomić że tych zmian sami nie dożyjemy z mentalem obywateli który mamy teraz.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Mistrz

w Polska

52piorunów

21 polskich grzechów głównych: Wyrodne państwo (10/21)

"Wyrodne państwo to państwo, które zachowuje się wobec swoich obywateli jak podstępny gracz, oszust, a w skrajnych wypadkach – jak rzezimieszek. Wyrodne państwo i nibypaństwo uzupełniają się wzajemnie. Nibypaństwo nie działa tam, gdzie państwo działać powinno, a wyrodne państwo owszem działa, ale przeciwko własnym obywatelom. Nibypaństwo jest słabe, spuchnięte i bezsilne wobec silnych, a wyrodne państwo jest agresywne wobec słabych. Co więcej, jest ono silne wobec słabych właśnie dlatego, że jest słabe wobec silnych. Musi tworzyć pozory działania, musi poprawiać statystyki. Robi to więc tam, gdzie o to najłatwiej, a nie tam, gdzie to jest potrzebne.

Wyrodne państwo często zachowuje się tak, jakby chciało nam aktywnie zaszkodzić. Nie chodzi w tym jednak o jakiś spisek, układ czy ciemną siłę, która szuka osobistej wendety. Jest znacznie gorzej. To nie jest spisek, to jest logika systemu. Tak jak promień światła biegnie po linii najkrótszego czasu, a „woda ma to do siebie, że spływa do Bałtyku”, tak instytucje państwowe kierują się zasadą minimalizacji pracy. To nie jest niczyja wina, tak po prostu jest. Wszyscy robimy tak, żeby się nie narobić. Urzędnikom łatwiej będzie zainterweniować tam, gdzie jest łatwo zainterweniować, choć nie ma to sensu, niż tam, gdzie interwencja jest trudniejsza, ale potrzebna. I to przekłada się na fatalny obraz wyrodnego państwa.
[...]
Streszczając, polskie instytucje pomocowe nie są w stanie pomóc tam, gdzie pomoc by się przydała, natomiast tam, „gdzie nadzór kuratora, to [są] zmarnowane publiczne pieniądze, [tam] rozkręca się nowe afery, by móc uruchomić całą machinę”. A nawet więcej, specjalnie tworzy się problemy, żeby mieć po co puścić ten mechanizm w ruch. I to jest właśnie wyrodne państwo w pełnej krasie. Państwo, które stara się odebrać dzieci rodzicom tam, gdzie to jest niepotrzebne, żeby powetować sobie, że nie umie pomóc dzieciom naprawdę potrzebującym. Państwo, które unika działania w sprawach wymagających działania, ale trudnych, a odbija to sobie, działając w sprawach działania niewymagających, ale łatwych. Państwo, które całe jest jak ci strażnicy miejscy, którzy nie podejdą do grupy osiedlowych kulturystów pijących wódkę w parku, a zamiast tego bohatersko legitymują licealistki, które piją radlery trzy ławki dalej.

Bywa też, że wyrodne państwo, z całą mocą swojego prawa i orzełka na czapce, myli się i ściga kompletnie niewinnych ludzi. I nie chodzi tu o jakąś dynamiczną sytuację na ulicy, gdzie zdarza się podjąć złą decyzję, bo nie ma czasu na myślenie. Niestety, pod zły adres potrafią też trafić sprawy administracyjne, a czasem wręcz karne, które powinny przecież być prowadzone z atencją, spokojem i rozwagą. I bywa, że trudno je potem odkręcić, bo państwo zasłania się swoją bezwładnością."

  


Osobistość2piorunów

@bojowonastawionaowca I w takim państwie chcą budować elektrownie jądrową firmami z przetargu.
Proponuję od razu reaktor 50 mega ton z prętami z odzysku.

Fanatyk9piorunów

@bojowonastawionaowca mam pomysła: ktoś powinien nakręcić miniserial - 21 odcinków, w którym każdy poświęcony jest innemu grzechowi. Mogą nawet występować ci sami aktorzy, ale w każdym odcinku w innej roli. Mam nawet tytuł serialu: "21".

I jeszcze lepszy pomysł: druga seria traktująca o pedofilii w kościele. W tej samej konwencji, z tymi samymi aktorami. Druga seria będzie miała tytuł "37" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Tak, już to widzę... To będzie hit. Zainteresowanych zakupem licencji zapraszam na priv. 10% zysków dla mnie.

Gruba ryba0piorunów

@MostlyRenegade co byś powiedział na to, że ktoś już na taki pomysł wpadł i robi do niego właśnie business plan?

Nie do końca 1 do 1 będzie tylko o tym tylko też trochę o współczesnej kulturze. Jakbyś był bardziej ciekaw to pisz do mnie na priv, bo mi będą ludzie do pomocy potrzebni i może masz jakąś umiejętność która się przyda.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Mistrz

w Polska

70piorunów

21 polskich grzechów głównych: Nibypaństwo (9/21)

"Nibypaństwo to państwo teoretyczne i tekturowe, państwo, które nie realizuje swoich konstytucyjnych celów. W działaniach nibypaństwa brakuje wspólnego mianownika, który spajałby je w jakąś zrozumiałą całość. Jego poszczególne struktury funkcjonują niezależnie od siebie, czasem do tego stopnia, że sprawiają wrażenie nie spójnej całości, ale luźnego zbioru instytucji.

Słynne narzekania podsłuchanego w restauracji ministra Sienkiewicza dotyczyły właśnie rozczłonkowania polskiej państwowości: „Moje pierwsze doświadczenie państwa jest dość banalne, to znaczy państwo w Polsce istnieje teoretycznie, [a] praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością”. „Nie ma kultury współpracy instytucji”, „to nas prześladuje wręcz, ten brak współpracy”, wtórował mu Marek Belka. I trafiali w sedno. Poszczególne organy naszego państwa nie umieją ze sobą współdziałać, a czasem nawet się komunikować. Rzeczpospolita Polska nie potrafi porozumieć się sama ze sobą. Owocuje to takimi osiągnięciami jak ów słynny chodnik na poznańskich Ratajach, którego część budował Zarząd Zieleni, a część Poznańskie Inwestycje Miejskie. Niestety, obu częściom nie było dane się spotkać.

Podorganizmy nibypaństwa lubią też symulować działanie. Lubią udawać, że coś w ogóle jest robione, tak żeby z zewnątrz wyglądało, że nibypaństwo to prawdziwe państwo. Udawanie staje się niejako racją stanu. Owszem, są jakieś ministerstwa i urzędy, leżą w nich jakieś analizy i strategie, ktoś nawet nosi papiery od drzwi do drzwi i przepycha z szuflady do szuflady. Ale jak tylko trochę w tym pogrzebać, to szybko się okazuje, że to wszystko jest po nic, że to wszystko tylko wygląda jak państwo. Państwo, z samej swojej natury, lubi udowadniać, że to, do czego jest powołane, niezbędnie musi być robione. Natomiast nibypaństwo potrafi się z tego kompletnie nie wywiązywać – a mimo to istnieć."

  


Mistrz9piorunów

Jeszcze co do chodnika, żeby przybliżyć (rok 2015):

"Ułożony niedawno na Ratajach chodnik straszy błotną dziurą. To efekt współpracy poznańskich urzędników. Z jednej strony budował go Zarząd Zieleni, z drugiej Poznańskie Inwestycje Miejskie. Do szczęścia zabrakło 4 metrów i skuteczności Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, który nie zdążył wykupić prywatnego gruntu.

Pierwszy zaczął budować swoją część chodnika Zarząd Zieleni Miejskiej. Prace ruszyły około 2 lata temu. Jak przyznaje Tomasz Lisiecki, dyrektor ZZM, o dziurze, która może powstać między dwoma odcinkami ścieżki, wiedzieli już na etapie projektowania.

- Wiedzieliśmy, że są tam działki prywatne. W takim wypadku Zarząd Zieleni Miejskiej nie mógł poprowadzić chodnika po tym wąskim klinie terenu. Nie mamy kompetencji, aby sami próbować wykupić takie grunty. To zadanie dla Wydziału Gospodarki Nieruchomościami. Mimo wszystko, podjęliśmy decyzję aby wybudować tyle ścieżki, ile mogliśmy. Gdybyśmy mieli czekać, aż wszystko będzie dopięte, to obecnie nawet byśmy nie zaczęli robót - mówi Lisiecki."

https://tvn24.pl/poznan/blotna-luka-na-srodku-chodnika-ra509968-3291450

Tak się dogadują w Poznaniu. Budowali z dwóch stron, spotkać się nie udałoUłożony niedawno na Ratajach chodnik straszy błotną dziurą. To efekt współpracy poznańskich urzędników. Z jednej strony budował go Zarząd Zieleni, z drugiej Poznańskie Inwestycje Miejskie. Do szczęścia zabrakło 4 metrów i skuteczności Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, który nie zdążył wykupić prywatnego gruntu.TVN24
Tytan2piorunów

@bojowonastawionaowca W Poznaniu to chyba jakiś standard. Jak budowali nowy dworzec, to też inna społka budowała dworzec, a inna perony i się okazało, że nie pasują, bo się nie dogadali i schody ruchome w obie strony się nie zmieszczą xD

Już pomijając w ogóle, że finalnie teraz tam mają trzy dworce kolejowe w jednym miejscu

Mistrz5piorunów

@qdco To nie jest poznański standard, to jest ogólnokrajowy standard. Autor przytacza również przypadki braku wymiany informacji między dwoma oddziałami policji (ktoś z policji zarejestrował ofiarę wypadku w szpitalu, po czym ta sama policja 3 doby później poszukiwała tego człowieka z użyciem kilkudziesięciu osób i śmigłowca); poza tym liczne przypadki ucieczki państwa od odpowiedzialności w trudnych przypadkach, etc

Fanatyk2piorunów

@qdco oj tam pierdolisz że 3. Mieszkam tu i jest naprawdę dobrze. Może idzie się zgubić biegając po peronach ale za to spóźnisz się na pociąg.

Tytan1piorunów

@bojowonastawionaowca Ale jakoś te infrastrukturalne z Poznania najgłośniejsze w ostatnich latach były, albo mój bias. A że wszędzie bywa, to wiadomo. Ale przyznasz, że generalnie remonty i inwestycję w infrastrukturę w Poznaniu są dość specyficzne. Nawet tam mieszkałem kilka lat, pamiętam remont Kaponiery xd

@RACO Idzie się przyzwyczaić. A teraz sorry bo spiesze się, mam pociąg z peronu 11+A'*3π/4.

Mistrz0piorunów

@qdco Jak zajeżdżam co jakiś czas, to owszem, jest ciekawie xD Czasem mam wrażenie, że to po prostu próba rekonstrukcji czasów wojennych; Świętego Marcina to co od paru lat przyjeżdżam, to remontują. No ale inna kwestia czy lepiej robić wszystko od razu i zamknąć temat w parę lat (oby), czy ciągnąć serię remontów w o wiele więcej lat (złośliwy by powiedział, że władze Poznania stwierdziły 'why not both')

Tytan1piorunów
No ale inna kwestia czy lepiej robić wszystko od razu i zamknąć temat w parę lat (oby), czy ciągnąć serię remontów w o wiele więcej lat

@bojowonastawionaowca Ciekawe w którą kategorię się wpisuje rozoranie całego centrum na dekadę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Mistrz0piorunów

@qdco Oj już nie bądź taki złośliwy :grinning: Władze miast turystycznych cierpią na zbyt dużą liczbę turystów, więc Poznań zrobił ruchy wyprzedzające i tylu turystów do siebie nie wpuszcza 😉

Tytan0piorunów

@bojowonastawionaowca Ale za to jak już skończa te remonty, to jak naszym wnukom będzie się tam żyło dobrze!

Pokaż więcej komentarzy (12)

Mistrz

w Polska

17piorunów

#przez8ostatnichlat czyli statystyki wizowe w latach 2008-2022

Lubię grzebać w danych i irytuje mnie to, że w przypadku kwestii wiz co chwila w różnych miejscach pojawiają się bardzo różne dane. Postaram się więc dla siebie, ale też przy okazji dla Was nieco rozjaśnić ten obraz. Być może zachęci mnie to do grzebania dalej, więc rozpocznę tag