tosiuAutorytet
4piorunówOstatnie newsy i wywiady z ekspertami skłaniają mnie do takiej refleksji, że putin ma jeszcze rok budżetu na wojnę, więc niestety też skłonność do ryzyka rośnie.
Przegrana z Ukrainą to jego koniec, a każdy widzi jak ostatnio to wygląda. Ruscy są w impasie.
20 września 2026 są wybory w rosji. Po nich może nastąpić ogłoszenie mobilizacji. Czyli już nie potajemne łapanki, a normalna oficjalna mobilizacja wojskowa 500 000 osób.
Następnie rozstawienie tych wojsk na Białorusi, może też wywalenie Łukaszenki i oficjalne wcielenie Białorusi. Wszystko po to żeby podbić napięcie światowe i wysunąć nowe żądania do NATO/USA.
To pozycjonowanie się pod wybory we Francji i w Niemczech, może też Polskę (choć rosja nas nie uważa za podmiot) - by "wystraszony lud" głosował na proputinowców, którzy będą obiecywać układanie się z rosją.
Następnie będzie drugi rajd na Kijów.
Niezależnie jak się skończy, to międzyczasie lub po rajdzie (który obojętnie jak się skończy) będzie destabilizacja Litwy zielonymi ludzikami i próba ośmieszenia NATO, by pokazać, że nie działa. Czyli nie będzie uderzenia kinetycznego, ale groźne pokazówki, które będą wywoływac dyskusje czy to art. 5 NATO czy nie. Wtedy część krajów powie że tak, cześć że nie, a pomarańczowa małpa nie kiwnie palcem.
























