Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

29piorunów

1779 + 1 = 1780

Tytuł: Negative Space

Autor: B.R. Yeager

Kategoria: horror, weird fiction

Wydawnictwo: Apocalypse Party

Format: e-book

Liczba stron: 364

Ocena: 8/10

"Negative Space" to powieść, która nie próbuje być miła dla czytelnika. Nie prowadzi go za rączkę, nie oferuje prostych odpowiedzi. Zamiast tego konsekwentnie zanurza go w pustce - emocjonalnej, społecznej i egzystencjalnej - czyniąc z niej główny temat i jednocześnie narzędzie narracyjne. To książka o dorastaniu w świecie, w którym śmierć (głównie samobójcza) przestała być wydarzeniem, a stała się tłem.

Akcja rozgrywa się w Kinsfield, miasteczku dotkniętym falą samobójstw wśród młodych ludzi. Yeager nie traktuje tego jednak jak sensacyjnego punktu wyjścia, lecz jak stan naturalny: coś, co "po prostu jest" i mamy nad tym przejść do porządku dziennego. Narracja prowadzona jest z perspektywy trójki nastoletnich bohaterów: Ahmira, Jill i Lu - pozwala zobaczyć ten sam świat z różnych perspektyw, ale bez złudzenia, że którakolwiek z nich oferuje tą "lepszą" interpretację rzeczywistości.

Centralną figurą powieści jest Tyler - charyzmatyczny, autodestrukcyjny, magnetyczny nastolatek. To postać, która nie tyle popycha innych ku samozagładzie, ile wydobywa na powierzchnię to, co już w nich siedzi i dostarcza paliwa kolejnym negatywnym emocjom. Jest jednocześnie przyjacielem, kochankiem, przewodnikiem i zwiastunem katastrofy. Jego relacja z Jill, zrodzona w szpitalu psychiatrycznym, szybko przeradza się w emocjonalny układ oparty na lęku, uzależnieniu i ciągłym oczekiwaniu na tragedię. Jill kocha Tylera, ale niemal od początku kocha go tak, jakby opłakiwała go za życia. Ahmir reprezentuje inne podejście: poznajemy go jako biernego uczestnika. Jego narracja pełna jest dystansu, momentami wręcz obojętności czy wyjebania, które jednak nie wynikają z osobowości, lecz z poczucia, że świat dawno stracił rację bytu i powinien się już skończyć. To on najwcześniej zaczyna dostrzegać, że Tyler nie jest przyczyną zła, a jedynie jego katalizatorem. Najbardziej niepokojącą perspektywę wnosi Lu - wycofany, neuroatypowy chłopak, którego prawdziwym światem staje się internetowe forum poświęcone samobójstwom. Fragmenty wpisów na forum, wplecione w narrację, są jednym z najmocniejszych elementów książki: chłodne, ironiczne, pozbawione empatii, a jednocześnie przerażająco realistyczne. To właśnie tutaj śmierć zostaje całkowicie odarta z metafizyki i sprowadzona do obrazu, przypadku czy najprostszych danych.

Kulminacyjnym momentem powieści jest samobójstwo Hectora Ferrery - publiczne, sfotografowane, natychmiast zdigitalizowane i udostępnione dalej przez młodzież. To wydarzenie nie tyle zmienia bohaterów, co potwierdza smutne reguły świata, w którym żyją. Od tego momentu "Negative Space" coraz śmielej skręca w stronę weird fiction i horroru egzystencjalnego: pojawia się narkotyk WHORL, wizje czarnych strun, obsesja pętli i postać Wernera Baumhauera, filozofa-suicydysty, którego Tyler traktuje niemal jak boga/mesjasza.

Yeager celowo zaciera granice między halucynacją, narkotycznym doświadczeniem, zaburzeniem psychicznym i realnym złem. Nie daje czytelnikowi komfortu jednoznacznej interpretacji. Czy coś naprawdę nawiedza Kinsfield? Czy wszystko da się wyjaśnić depresją, uzależnieniem i społeczną entropią? Powieść nie odpowiada na żadne pytania, a zakończenie jest mocno otwarte i właśnie w tym tkwi jej siła.

"Negative Space" nie jest książką łatwą ani przyjemną. Momentami bywa monotonna, świadomie przeciągnięta, duszna. Ale ta duszność jest integralną częścią doświadczenia lektury. To powieść, która działa nie fabułą, lecz atmosferą i konsekwencją wizji. Zostawia po sobie uczucie niepokoju, pustki i myśl, że niektóre historie nie mają zakończeń - tylko trwają dalej, w pętli.

Czytając miałem wrażenie, że jest to książka bardzo podobna do "**Anihilacji**" (Jeffa VanderMeera), choć obie książki idą w zupełnie różnych kierunkach. U VanderMeera źródłem niepokoju jest obca (do pewnego stopnia kosmiczna), zewnętrzna zamknięta przestrzeń - Strefa X, która narusza prawa biologii, języka i tożsamości. Groza rodzi się tam z konfrontacji człowieka z czymś radykalnie odmiennym. U Yeagera natomiast "strefa" znajduje się wewnątrz: w mieście, w ciałach, w umysłach bohaterów, w narkotycznym transie i w społecznej próżni, która powstała po utracie sensu. Obie powieści łączy poczucie powolnej, nieodwracalnej transformacji. W "Anihilacji" bohaterowie stopniowo tracą pewność, kim są i gdzie kończy się ich tożsamość, w "Negative Space" podobny proces zachodzi poprzez depresję, uzależnienia i oswajanie się z nieuchronną śmiercią. Różnica polega na charakterze tej transformacji: u VanderMeera - niemal biologicznym, natomiast u Yeagera - społecznym i psychicznym (przez to jest boleśnie bliska rzeczywistości).

Książka nie została jeszcze przetłumaczona na język polski i ze względu na tematykę, raczej zbyt szybko to nie nastąpi.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 206/128

Lider

w Książki

21piorunów

1777 + 1 = 1778

Tytuł: Zaniechanie

Autor: Zofia Zaleska

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Karakter

Format: e-book

Liczba stron: 200

Ocena: 6/10

Książka o zaniechaniu, prokrastynacji, odwlekaniu, odwracaniu produktywności, pomijaniu, nie udzielaniu się, lenistwie, marnotrawieniu czasu i zmudowaniu.

Wiele ciekawostek o pisarzach, książkach, odniesień do postaci realnych i fikcyjnych. Przykładowo Salinger ("Buszujący w zbożu"), który od napisania swojego najważniejszego dzieła nie napisał już nic więcej, nawet nie udzielał wywiadów na jego temat i pozostawał bierny na wszelką krytykę, analizy czy odniesienia innych autorów czy dziennikarzy. Rasizm, który jest poruszany zarówno z perspektywy pisarzy jak Ellison (Niewidzialny człowiek), ale i zachowań ludzi: od białych ludzi malujących twarze na czarno, żeby udawać niewolników, po czarnoskórych przedrzeźniających białych. Wiele czasu autorka poświęca biernym postawom i to zarówno z perspektywy krytyka, jak i obrońcy. Całość podszyta jest ciekawymi uwagami i przykładami.

To co może drażnić, to to, że autorka trochę za bardzo skacze po tematach, które dla mnie nie miały wyraźnej kropki, może nawet potrzebowały swojego odrębnego rozdziału. Natomiast nie można jej odmówić tego ile czasu poświęciła na rozeznanie w temacie i wybranie dzieł literatury do jego zilustrowania.

Solidna pozycja, warta przeczytania, natomiast do topki niestety nie trafi.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 205/128

Lider

w Książki

22piorunów

1776 + 1 = 1777

Tytuł: Babunia

Autor: Ivana Gibova

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

Format: e-book

Liczba stron: 184

Ocena: 7/10

Święta to brak czasu na czytanie, stąd większy nacisk na krótsze książki, które niosą ze sobą ciekawą historię.

Gibova pisze o dorostaniu, starości i rodzinie bez pudru: krótkie sceny, sporo ironii, momentami wręcz groteska - a pod spodem kawał prawdy o bezradności, wstydzie i miłości, która bywa bardziej obowiązkiem niż uczuciem. Najmocniej działają partie "bliskiego planu": opieka nad tytułową babunią, ciało, które odmawia posłuszeństwa, dojrzewanie bez poprawnych wzorców, seksulaność, której nikt Cię nie nauczył, drobne upokorzenia dnia codziennego, rodzinne mikrowojny. Te fragmenty są szczere, gęste i bolesne w najlepszym sensie - zostają z czytelnikiem na dłużej.

Problem w tym, że książka jest mocno nierówna. Po świetnych, trudnych scenach przychodzą wątki, które wyglądają jak zapychacze: dygresje bez stawki, żarty dla samej zgrywy, mini-obserwacje, które nic nie wnoszą do historii ani do bohaterki. Przy objętości poniżej 200 stron czuć to podwójnie - zamiast wyostrzenia mamy rozproszenie, zamiast przechodzenia do punktu mamy dygresje.

To co mnie zaskoczyło, to unikatowe pokazanie upływu czasu - mierzone rozmiarem kapci, bo gdy poznajemy naszą bohaterkę zalany tata prowadzi ją do przedszkola w deszczu, a zamiast bucików ma przemoknięte kapcie z kaczką w rozmiarze 27. Ostatecznie historia zatrzyma się na rozmiarze 39. Ciekawym zabiegiem jest też hierarchia bohaterów w zależności od ich funkcji: ci mniej znaczący mają nazwiska, drugoplanowi mają imiona, a pierwszoplanowi mają stopień pokrewieństwa - Babunia, Babcia od Antychrysta, czy ja (w domyśle narratorka). Całość historii jest też pokazana jakby była strumieniem wspomnień Magdy, przelatujących jej przed oczami, w trakcie pogrzebu na cmentarzu.

Bohaterki są 2: tytułowa Babunia i Magda (narratorka), obie poznamy tylko z perspektywy tej drugiej. Historia Magdy będzie przejściem od dzieciństwa przez dojrzewanie w dorosłość. Będzie to historia trudna, bolesna, odzierająca z dzieciństwa. Historia Babuni będzie zgoła inna, od samego początku stanowiąca jakby tło dla drugiej historii, ale mająca na nią ogromny wpływ. Wszystko jest podszyte klimatem lat 90. w małym miasteczku na Słowacji, które do pewnego stopnia może być 3 bohaterką tej historii.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 204/128

Lider

w Książki

20piorunów

1764 + 1 = 1765

Tytuł: Dom zła

Autor: Jakub Rutka

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Znak JednymSłowem

Format: książka papierowa

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

Dawno nie czytałem w papierze, a nadarzyła się ku temu okazja, bo dostałem książkę na prezent.

Rutka składa współczesny kryminał na styku fikcji i true crime: po anonimowym telefonie popularny podcaster Jacek Gadowski wkracza w sam środek sprawy brutalnego mordu z lat 90. o którym miasto zapomniało, opuszczonego nawiedzonego domu, który dalej zabiera tchnienia kolejnych istnień i policji, która nieudolnie próbuje rozwikłać sprawę. Stare akta, niechętni świadkowie, układy i półsłówka - to śledztwo bardziej o pamięci i milczeniu niż o efektach pracy policyjnych detektywów.

Najmocniej działa atmosfera: duszna, małomiejska, z plotką jako walutą i poczuciem, że każdy coś wie i pamięta, ale nic nie powie. Krótkie, podcastowe rozdziały nadają rytm, a Gadowski nie jest żadnym supergliną - to uparty reporter, który badając kolejne tropy popełnia błędy, ale brnie dalej. Dzięki swojemu uporowi odnosi mniejsze lub większe zwycięśtwa, w przeciwieństwie do policji, która utknęła w "martwym" punkcie. Kolejnym bohaterem jest Ostrołęka: miejsca, detale i ulice - ten lokalny sznyt realnie podkręca immersję (stąd moje dodatkowe pół punktu, za powrót w rodzinne strony).

Słabiej bywa w środku, gdzie tempo delikatnie siada, a część zwrotów akcji okazuje się zbyt przewidywalna. Antagonista momentami działa dla zasady, zamiast naprawdę zaskakiwać motywacją, a finał, choć solidny i domykający, daje satysfakcję, ale niekoniecznie opad szczęki, których oczekujemy w kryminałach.

Udany, mroczny debiut z kapitalnym punktem wyjścia i klimatem, który robi połowę roboty. Plusy przede wszystkim za atmosferę, formę i lokalność. Minus za kilka fabularnych skrótów i nierówne tempo po drodze. Jeśli lubisz true-crime przeniesione do fikcji i małomiasteczkowe tajemnice, sięgaj po nią śmiało. Historia Jacka Gadowskiego doczekała się kontynuuacji w książce "Tarocista".

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 203/128

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Lider1piorunów

@Vampiress polecam, tu Ostrołęka jest nieźle oddana

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

26piorunów

1754 + 1 = 1755

Tytuł: Sny o pociągach

Autor: Denis Johnson

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

Liczba stron: 112

Ocena: 8/10

Krótka, ale gęsta jak żywica opowieść o jednym życiu w cieniu amerykańskiego Zachodu. Robert Grainier - robotnik tartaczno-kolejowy - buduje chatę, rodzinę i siebie samego po kawałku jak z puzzli, a potem wszystko traci w ogromnym pożarze lasu. Zostają mu tylko samotność, praca i długie lata patrzenia, jak otaczający świat przyspiesza: kolej, samochody, samoloty - cywilizacja pędzi, a on żyje w stagnacji gdzieś pomiędzy naturą a snem. Johnson pisze oszczędnie (to już jego cecha), ale każde zdanie jest celne: pejzaże, ogień, zimy i drobne, niesamowite epizody, sklejają się w balladę o stracie i próbie pogodzenia się z losem.

Rozwinięcie, które tu dostajemy, to raczej ciąg iluminacji niż linearna fabuła. Obserwujemy bohatera przy kolejnych pracach sezonowych, w sąsiedzkich przysługach, nocach przerywanych gwizdem lokomotyw i wyciem zwierząt. Przeszłość - dwutorowa: szczęśliwsza i ta pożarta ogniem - powraca we wspomnieniach obrazów i dźwięków. Johnson kilkoma pociągnięciami potrafi namalować scenę, która brzmi jak mit: człowiek kontra rzeka, człowiek kontra las, człowiek nasłuchujący, czy to jeszcze świat, czy już tylko pamięć. Znakomicie działa motyw więzi między naturą, a nowoczesnością - szlaki przecinają kraj, ale ich rozwój choć miał łączyć ludzi, nie leczy samotności.

To proza skrajnie oszczędna: bez fajerwerków, bez patosu, a jednak pełna lirycznego żaru. Johnson podsuwa obrazy, z których czytelnik sam musi dopowiedzieć sobie sens: wina i wstyd, gdy tłum robi coś okrutnego i powszechnie akceptowalnego; cicha duma z przeżycia; marzenia, których nie mamy z kom dzielić. Magiczne „prześwity” - plotki o dziewczynce żyjącej wśród wilków czy echa zmarłych - nie psują realizmu, tylko go pogłębiają, jakby świat był odrobinę przesunięty, a przez to prawdziwszy.

Minusy są wpisane w formę: to portret i klimat bardziej niż fabuła; jeśli ktoś szuka mocnego konfliktu i kulminacji, może czuć niedosyt. Kobiece postaci pozostają dalekie, bo patrzymy oczami mężczyzny, owładnietęgo ogromną samotnością, który nie umie już do nikogo mówić. Mi ta szkicowość nie przeszkadza - przeciwnie, sprawia, że finał uderza mocniej, a ostatnie obrazy zostają na długo. To jedna z tych książek, których szkic jest wyraźny, ale kolory i wypełnienie musimy już dopowiedzieć sobie sami. Krucha, piękna miniatura o czasie, naturze i samotności, która nosi w sobie ciężar powieści. Niewiele słów, mnóstwo ciszy i właśnie w tej ciszy słychać najwięcej.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 202/128

Fanatyk1piorunów

ale rozjabało wpis na pc

Lider1piorunów

@TyGrySSek poprawiłem z przeglądarki, teraz powinno być ok 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

11piorunów

Witam,
Ostatnio limitowana edycja **Klubu Dumas** cieszyła sie dużym zainteresowaniem, więc wrzucam info o kolejnej książce, która jest limitowana, a jeszcze dostępna (na ten moment - kilka sztuk).

Wydawnictwo IX wydaje książkę Tadeusza Micińskiego "Xiądz Faust". Są do wyboru 2 wersje:

* Zwykła w twardej okładce. Cena - 55zł

* Limitowana numerowana edycja w twardej okładce z obwolutą i ilustracją Konstantego Zacharkiewicza. Oprócz książki dostajecie zakładkę oraz reprodukcje ilustracji Stanisława Ignacego Witkiewicza oraz Jana Rembowskiego. Cena - 80zł

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien o Witkacy odświeżony, fajnie że będzie w książce

Lider1piorunów

@ciszej ja też jestem ciekaw jak to wyjdzie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

20piorunów

1742 + 1 = 1743

Tytuł: Fat City

Autor: Leonard Gardner

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: e-book

Liczba stron: 200

Ocena: 8/10

Twarda, chropowata proza o ludziach z nizin Ameryki. Stockton w Kalifornii to miasteczko, w którym nie słońce i palmy budują klimat, tylko zapluskwione hotele robotnicze, zadymione bary o czwartej po południu i sale treningowe przesiąknięte starym potem. Gardner opowiada równolegle o dwóch bokserach: Billym Tullym, który po trzydziestce próbuje wejść do tej samej rzeki i jeszcze raz wskoczyć na ring, i Ernim Mungerze, nastolatku wchodzącym w świat sportu i dorosłości jednocześnie (praca dorywcza, szybkie małżeństwo i dziecko). Nad nimi krąży trener Ruben Luna, a w tle przewijają się kelnerki, sezonowi robotnicy, kochanki i kumple od kieliszka - ludzie, którzy jakoś sobie radzą, choć z mizernym skutkiem.

To nie jest Rocky. Walki są tu antyheroiczne: krótkie, brutalne, bez muzyki triumfu w tle, a ważniejsze od nokautów są przerwy między rundami - alkohol, zmęczenie, upór, który nie zawsze zamienia się w nadzieję. Gardner pisze oszczędnie, z chirurgiczną obserwacją szczegółu (rękawice, światło w siłowni, dłonie popękane od pracy w polu), a jednocześnie z rzadką empatią, bez cackania się z nikim. I rozumiem, czemu Goodreads polecił to po Aniołach (Johnsona): ten sam klimat przegranych, którzy próbują nadać sens dniom choćby jednym dobrym uczynkiem.

Jeśli coś mi zgrzytało, to celowo stojące w miejscu tempo - monotonia treningów, chlania czy pracy sezonowej, bywała mocno odczuwalna. Wiem, że to świadomy zabieg (stagnacja jako bohater), ale momentami przytępia ostrze fabuły. Kobiece postaci też są raczej tłem dla męskich upadków, a szkoda, bo miały potencjał.

Bilans? Bardzo dobra, surowa miniatura o dumie i upadku, z językiem tak surowym, że aż momentami boli.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 200/128

Lider

w Książki

20piorunów

1739 + 1 = 1740

Tytuł: Tarcza Gromu

Autor: David Gemmell
Seria: Troja - Tom2

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

Liczba stron: 452

Ocena: 7/10

Drugi tom przyspiesza. Po politycznych szachach w "Panu srebrnego łuku" dostajemy więcej mięsa: morskie rajdy Helikaona, zasadzki, olimpiadę, pojedynki honorowe i ruchy wojenne, które coraz śmielej zbliżają Troję do nieuchronnego konfliktu. To wciąż opowieść o władzy i sojuszach, ale tym razem Gemmell częściej wypuszcza bohaterów z zamkniętych pomieszczeń, na poodychanie świeżym powietrzem na pokładzie okrętu czy na polu bitwy.

Najmocniej grają postaci: Helikaon (wciąż rozdarty między powinnością, a miłością), Andromacha (przyszła matka "Tarczy Gromu" i dziecka króla) oraz Hektor (rozciągnięty między honorem, przeznaczeniem, a polityką swojego ojca Priama. Do tego Odyseusz (dostarcza błysku i ironii), Argurios (z piętnem twardego kodeksu i goryczy wygnania) - oni wszyscy budują świetny zlepek napięcia i emocji: czujemy, że wojna zaczyna się szeptów, zdrad i przeliczonych układów. A olimpiada, a właściwie jej zakończenie są ku temu idealnym przyczynkiem.

Tytułowa "Tarcza” działa bardziej jak symbol/proroctwo i karta przetargowa niż artefakt: spina wątki, podkręca mit i stawkę polityczną.

Ta książka jest lepsza od poprzedniego tomu, a przynajmniej takie wrażenie odniosłem czytając, ale nie umiem tego uzasadnić. Niby jest więcej akcji, ale ta akcja jest taka nijaka, emocje igrzysk gdzieś ulatują, poszczególne konkurencje są potraktowane po macoszemu. Sam ślub, to jakby go nawet nie było (a jestem facetem jednak). Wojna, gdy już się zaczyna nie jest pełnoskalową wojną, a zlepkiem małych szarż i to głównie na bezbronnych chłopów, którym palą wioski, gwałcą kobiety i mordują dzieci. Przyjaciele stają po przeciwnych stronach barykady i robią wszystko, by przeciw sobie nie walczyć. Niektóre sceny wydają się być zbyt filmowe, zbyt przewidywalne, dają za dużo wrażenia: "no nie, serio?". Jest to też tom powtórzeń, bo niektóre rozmowy jakby się już wcześniej odbywały.

Trochę czekam na rozwiązanie w 3 tomie, żeby sprawdzić, jak się ta cała partia szachów zakończy.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 201/128

Lider

w Książki

19piorunów

1725 + 1 = 1726

Tytuł: Pan srebrnego łuku

Autor: David Gemmell

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

Liczba stron: 512

Ocena: 7/10

Dawno nie było fantasy, a tym bardziej z zacięciem mitologicznym, no to jest.

Gemmell otwiera trylogię nie brzdękiem tarcz i mieczy, czy świstem strzał opuszczających cięciwy, ale szeptem pałacowych politycznych plotek. Zamiast frontalnej wojny dostajemy prequelowy układ sił: Ilion Priama gra o przetrwanie między bezwzględnymi Mykeńczykami a niepewnymi sojuszami. Na pierwszym planie są Helikaon (morski książę), Andromacha (w domyśli trofeum, a w rzeczywistości mistrzyni łuku i ostrego języka z odmiennym planem przyszłosć), Argurios (wygnany wojownik Myken o przesadnym kodeksie) i Odyseusz (rozładowujący narastające napięcie opowieściami o odległych krainach i niewyobrażalnych stworach). A do tego Hektor, którego "śmierć" przez większość książki będzie na ustach wszystkich. Między nimi rodzą się sojusze, długi i urazy, a w tle dojrzewa to, co wszyscy znamy jako "wojnę trojańską".

Najmocniej kupiły mnie pałacowe rozgrywki: narady, tajne układy, przekupywanie sprzymierzeńców i polityka epoki starożytnej. Gemmell burzy mit (w dobrym tego sensie) pokazując bohaterów nie jako pomniki, tylko ludzi z ambicjami, traumami i rachunkami do wyrównania z przeszłością. Świetnie wypada też Andromacha (ma sprawczość, nie powierza swojego życia losowi) oraz relacja Helikaon-Hektor, gdzie honor zderza się z pragmatyzmem.

Brakuje tu jednk akcji. Jest podobnie jak z książkami Sandersona podzielonymi na 2 tomy przez wydawcę, gdzie pierwszy dłuży się, a drugi zasuwa jak oszalały z akcją. Gdy już dochodzi do starć to są one soczyste, ale krótkie. Środek tomu potrafi przysiadać przez dłuższe ekspozycje, mapy sojuszy i powroty do tych samych sporów. Czuć, że to pierwszy akt większej opowieści: świetnie buduje scenę, ale zostawia niedosyt.

Bardzo udane wprowadzenie do świata Troi - bardziej o ludziach, władzy i cenie decyzji niż o zgiełku bitew. Rewelacyjnie zbudowane Intrygi pałacowe, ale trochę za mało tempa i akcji. Jako start cyklu jednak broni się znakomicie i zachęca, by sięgać po kolejne tomy.

Mam do niej pewny sentyment, bo 2 tom tej trylogii (:D) dostałem jako prezent od żony i niestety trochę za długo czekał na swoją kolej.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 199/128

Lider

w Książki

22piorunów

1716 + 1 = 1717

Tytuł: Anioły

Autor: Denis Johnson

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Karakter

Format: e-book

Liczba stron: 240

Ocena: 9/10

Z Johnsonem było mi jakoś nie po drodze, do czasu trafienia na kryminały Cosby'ego. Okazało się, że jak zrozumiesz taką zwykła codzienność w ulicznym getcie czarnej ulicy, gdzie śmierć wita Cię na każdym rogu, to ten brudny świat wykreowany przez Johnsona nie będzie raził Cię już tak bardzo i zaczniesz rozumieć jego sens i głębszy przekaz.

"Anioły" to paradoksalnie książka o szukaniu swojego anioła stróża, bratniej duszy, brakującego puzzla do pełni szczęscia. Tylko książka jest zupełnie nie o tym, autor skupia się na dwójce bohaterów naznaczonych życiem, którzy w poszukiwaniu szczęscia, a może nawet takiego zwykłego życia, będą w stanie przeczołgać się przez brud, ubóstwo, przemoc i kradzież, tonąc przy tym w morzu alkoholu i używek.

Fabularnie mamy dwójkę bohaterów: Jamie - kobietę uciekającą z 2 małych dzieci od przemocowego męża, oraz Billa - wyrzutka, kryminalistę i alkoholika. Każde z nich szuka dopełnienia swojego życia, a nie ma właściwie nic, nie ma też za wiele do zaoferowania sobą. Spotykają się w autobusie, później się rozstają, spotykają jeszcze raz i próbują zbudować coś od zera. Ona szuka bratniej duszy, namiastki ojca dla swoich dzieci, on szuka kogoś kto przerwie jego alkoholowy ciąg, wniesie trochę porządku do jego życia pogrążonego w chaosie.

Oboje są na drodze do samozagłady i szukają aniołów, dzięki którym stanie się cud i ta zagłada nie nastąpi. Każde z nich jest inne i każde za czymś innym goni, ale ten króliczek nie daje się złapać. Amerykański sen, a właściwie Dzwon wolności (w tym wypadku) nie dają się namacalnie dotkąć i pozostają tylko w sferze marzeń. Najsmutniejszy jest jednak los dzieci, skazanych na takie życie, choć nie ma w tym żadnej ich winy.

Trudno uwierzyć, że to debiut Johnsona, a książka ma już 42 lata. Czuć w nich ten sam styl pisania, co w kolejnych książkach, czuć, że autor już przy debiucie wiedział o czym chce pisać i co chce pokazać, jak wiele kilometrów amerykańskiego rynsztoka musiał zwiedzić, żeby poczuć prawdziwe oblicze tej przemilczanej Ameryki.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 198/128

Mistrz1piorunów

@WujekAlien przekonaj mnie jeszcze

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca jak to co napisałem wyżej Cię nie przekonało, to chyba jednak nie polecam książki 😉

Gruba ryba2piorunów

@bojowonastawionaowca no chyba spory sukces ta książka, bo regularnie na nią trafiam w jakichś postach, dyskusjach, tylko cena nie chce spaść

Lider1piorunów

@JapyczStasiek @bojowonastawionaowca mi siadła, ale ja lubię takie klimaty, Syn Jezusa tego samego autora, mnie nie przekonał, ale to też były opowidania, tu jest 1 zamknięta (choć z otwartym zakończeniem) historia

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Książki

21piorunów

1700 + 1 = 1701

Tytuł: Bleed for me

Autor: Michael Robotham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Mullholland Books

Format: e-book

Liczba stron: 448

Ocena: 9/10

4 tom serii z Josephem O'Loughlin. NIestety książka nie została do tej pory przetłumaczona na polski.

To co w tej serii jest świetne, to niepowtarzalność, każdy tom jest o czymś innym, każdy opowiada inną zamkniętą historię przeplataną motywami rodzinnymi Joe i jego zmaganiami z chorobą Parkinsona.

Tym razem mamy do czynienia tylko z jedną zbrodnią, a właściwie 1 śmiercią, nie mają do końca pewności jak została spowodowana. Mamy jedną podejrzaną, ale ona nie jest w stanie wytłumaczyć co się z nią działo przez ostatnich kilka godzin przed śmiercią. Ale zaczynając od początku, Joe zmaga się z chorobą i rozpadem rodziny po wydarzeniach z poprzedniego tomu, gdy na progu domu (jego byłej żony) pojawia się Sienna - zakrwawiona koleżanka jego nastoletniej córki, zaczyna pościg, żeby jej pomóc i spróbować wyjaśnić, co się jej stało. Odnajduje ją zakrawioną w lesie i ostatniem sił, po wyczerpujących poszukiwaniach, zabiera do szpitala. W szpitalu okazuje się, że dziewczynka przeżyła traumę i nie pamięta co się z nią działo do momentu znalezenia się na progu domu.

To będzie bardziej psychologiczny tom, zanim książka się jeszcze zacznie czytamy wpis z dziennika Sienny Hegarthy i to nadaje ton całej książce, tu skupimy się na dziewczynce, ale też i tym jak Joe, odkrywając kolejne karty tej historii, zobaczy w niej pewnego rodzaju odbicie lustrzane siebie i swojej stanu spowodowanego chorobą. A my razem z nim porównamy traumę z Parkinsonem, obrażenia na skórze spowodowane samookaleczaniem, z tymi na fizycznych możliwościach Joego. Oraz jak obie osoby, będąc w swoim stanie osamotnione, dzięki zrozumieniu siebie nawzajem zbudują więź.

To jest inna książka niż pozostałe tomy, tu choroba Joe odgrywa kluczową rolę, to co w poprzednich tomach traktowałem jako niewykorzystany potencjał, zaczyna grać pierwsze skrzypce. Syndrom Atlasa Joe zostaje w końcu wyjaśniony w sposób, z którym możemy się utożsamiać i który buduję wciągający i trochę destrukcyjny obraz jego jako bohatera.

Bardzo doceniam to co autor zrobił z tą serią, po średnim pierwszym tomie nie oczekiwałem zbyt wiele, a trafiłem, na prawdziwą perełkę i rosnący poziom z każdym kolejnym tomem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 197/128

Fenomen2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Lider1piorunów

@Vampiress dalej by się nie udało wylądować tematycznie ;)

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Lider1piorunów

@Vampiress zawsze dałoby się wmanewrować psychologa w romans z 14 latką, która się tnie i jest zmuszona przez rodziców/szkołę przychodzić do niego na terapię. A on zauroczony jej nastoletnim ciałem popada w związek, który nie tylko rozwali mu karierę, ale też zaprowadzi do więzienia z wyrokiem pedofila.

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

12piorunów

Na Woblinku pojawiła się promocja na ebooki Wiesława Myśliwskiego.
Pisarza chyba nie trzeba przedstawiać, a linki do konkretnych pozycji wrzucam poniżej:
"Nagi sad" - 6zł
"Pałac" - 6zł
"Ucho Igielne" - 7,20 zł
"Ostatnie rozdanie" - 7,60 zł
"W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy" - 11,20 zł
"Dramaty. Złodziej, Klucznik, Drzewo, Requiem dla gospodyni" - 13,99 zł
"Widnokrąg" - 14,24 zł
"Kamień na kamieniu" - 14,24 zł

Najlepsza książka ("Traktat o łuskaniu fasoli") jest niestety niedostępna, ale po za nią polecam "Ostatnie rozdanie", "Widnokrąg", "Ucho igielne" czy "Kamień na kamieniu" na pierwsze spotkanie z autorem.

Fanatyk5piorunów

@WujekAlien o! Bardzo, bardzo lubię. Moje literackie odkrycie ostatnich lat. Jak ktoś nie zna, to szczerze polecam. Faktycznie traktat też lubię najbardziej a potem kamień na kamieniu. Uwielbiam to jego meandrowanie z wątkami.

Lider3piorunów

@Modrak ja bardzo lubię takie powolne bajdurzenie o z pozoru błahych sprawach

Fanatyk4piorunów

@WujekAlien mam wszystko na papierze, ale tego kindla kupiłem już jakiś czas temu żonie i też nie możemy sie jakoś do niego przemóc.

Lider2piorunów

@Modrak ja też, jak tylo wyszło te wydanie, którego ebooki są wyżej, kupiłem wszystkie tomy, świetnie wyglądają tez razem na półce

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

23piorunów

1696 + 1 = 1697

Tytuł: Groza

Autor: Michael Robotham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skinnbok

Format: audiobook

ISBN: 9789979645726

Liczba stron: 464

Ocena: 8/10

Robotham serwuje nam to, co lubię najbardziej w thrillerach: pojedynek dwóch bohaterów na najwyższym poziomie. Z jednej strony Joe O’Loughlin - kliniczny psycholog, który czyta ludzi lepiej niż policyjne podręczniki. Z drugiej - niewidzialny manipulator, który nie musi dotykać ofiary, by ją złamać. Punkt zapalny? Kobieta na moście, rozmowa przez telefon i skok, który wygląda na samobójstwo… tylko że Joe od razu czuje, że ktoś innym pociągał tu za sznurki. Od tego momentu zaczyna się gra w kotka i myszkę: ślady są kruche, policja niechętna do współpracy, a przeciwnik zawsze o krok przed nimi.

To jedna z tych historii, gdzie napięcie buduje się nie wybuchami i pościgami, co rozmowami, drobnymi gestami i przesunięciem trybików w głowie ofiary. Robotham świetnie opisuje sceny psychologiczne: przesłuchania, konfrontacje, zderzenia hipotez. Pojedynek naprawdę iskrzy - czuć, że jest to starcie ogromnych doświadczeń i bezwzględnych intelektów.

Ogromny plus za wątek osobisty. Joe nie jest tu niezniszczalnym rambo - zmaga się z chorobą parkinsona, pęknięciami w małżeństwie, odpowiedzialnością ojca i partnera. To nie są wrzutki dla budowania miałkiego tła, tylko realne wstawki, które wpływają na decyzje i błędy bohatera. A bohater jest tu napisany świetnie. Dzięki temu finał emocjonalnie waży więcej, a Groza z tytułu ma wymiar nie tylko kryminalny, ale przede wszystkim ludzki.

Minusy? W środkowej części pojawia się kilka powtórek motywów (mistrz-manipulator bywa aż nadto wszechmocny), a jedną ze zmyłek da się przewidzieć wcześniej. Choroba Joe jest w dość wczesnym stadium, ale wiem, że będzie miała znaczący wpływ na wydarzenia z 4 tomu (który właśnie czytam) i ten motyw zostanie bardziej rozwinięty. Nie psuje to jednak całości: to świetnie skrojony thriller psychologiczny, z wyrazistym starciem po obu stronach barykady i rzadko tak dobrze poprowadzonym życiem prywatnym głównego bohatera.

Dziękuję @serotonin_enjoyer za przypomnienie o tej serii, okazało się, że 1 tom czytałem już w ubiegłym roku, więc miałem do przeczytania tylko 2 i 3.

Niestety kolejne tomy serii (już 9 tomowej) nie zostały przetłumaczona na język polski, więc kolejne wpisy będą już z angielskiego wydania.

Fenomen1piorunów

@WujekAlien a to się zmartwilam że nie poznam nastepnych tomów :( a przynajmniej nie szybko. Świetna seria.

Lider0piorunów

@serotonin_enjoyer Niestety Robotham je pisze zdecydowanie szybciej niż w polsce tłumaczą, ale jeśli polubiłaś autora to ma jeszcze kilka innych przetłumaczonych książek: "Nocny Prom", "Raj nie istnieje" i "Dobra dziewczyna, zła dziewczyna" (1 tom serii z Cyrus Haven)

Fenomen1piorunów

@WujekAlien Wiem, własnie słucham "Nocny prom". Jest w porządku ale nie wciaga aż tak jak "Groza".

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

21piorunów

1674 + 1 = 1675

Tytuł: Twist

Autor: Colum McCann

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Random House

Format: e-book

Liczba stron: 239

Ocena: 8/10

Trzecie podejście do Columa McCanna i trzecia czytanka po angielsku. Niestety po za Apeirogonem nic innego nie zostało przetłumaczone na nasz rodzimy język wystarczająco szybko, a szkoda, bo to autor, którego warto tłumaczyć zanim opadnie jeszcze kurz po premierze angielskiej i hype na książkę się nie skończy.

Autor nie kryje się z tym, że jego źródłem utrzymania było dziennikarstwo i w każdej z książek (z tych, które przeczytałem), da się to wyczuć. Po rewelacyjnym Apeirogonie (dalej w mojej topce książek) i dużo gorszej This Side of Brightness (Ta strona jasności), przyszła pora na najnowszą pozycję McCanna, czyli Twist.

Autor zabiera nas na pokład statku, któego misją jest naprawa podmorskiego kabla u wybrzeży Afryki Zachodniej. Narratorem jest Anthony Fennell - pisarz w kryzysie, który znalazł się na pokładzie, żeby opisać "techniczną stronę misję" dla jednej z gazet. Szybko orientuje się, że trafia na historię o zerwanych łączach: dosłownie (kablu na dnie oceanu) i w przenośni (relacjach międzyludzkich). Próba oddania tego, co jest codziennością ludzi utrzymujących w ryzach infrastrukturę świata, szybko zbliża go do pozostałych członków załogi. A wśród nich Johna Conwaya, charyzmatycznego kierownika misji, inżyniera i płetwornurka, którego relacja jest bardziej o zwyczajne naprawie niż o bohaterskim czynie, którego podejmują się członkowie misji. W tle przewija się też Zanele (partnerka Conwaya), aktorka wyjeżdżająca do Anglii i pozostali marynarze. Rdzeniem fabuły są realne awarie sieci (McCann nawiązuje do przerw na łączach u wybrzeży Konga), a rejs statku staje się jednocześnie reportażem o fizyczności Internetu (stali, włóknach, batymetrii i dnie morskim) i szkieletem opowieści o dwojakiej "naprawie" - kabli, relacji i psychiki samego narratora. W pewnym momencie pojawia się rysa na micie bohaterskiego Conwaya, co przerzuca książkę w rejony bardziej thrillerowe, ale wciąż delikatnie reportażowo-psychologiczne.

Autor używa wielu porównań, zarówno ukrytych, jak i tych bijących po oczach, relacje międzyludzkie i połączenia kablowe, niemal niema załoga, która przywraca światu możiwość komunikacji. Sporo tu nawiązań do realności tej misji, fizycznych jej aspektów, wiedzy potrzebnej do zrozumienia jej zawiłości, ale w przeważającej większośći to studium postacji, ich nastrojów i relacji.

Książka mi się podobała, ale trochę nie wiem, komu mógłbym ją polecić, bo z pewnością nie jest dla kogoś, kto sięga po autora po raz pierwszy - tu lepiej wypadnie Apeirogon. Dlatego nie traktujcie tego ani jako polecajki, ani odradzajki 😉

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 194/128

Lider

w Książki

27piorunów

Zbierałem się do dokończenia Kronik Diuny od dłuższego czasu i nie było okazji, ale czy jest lepsza motywacja niż dobra promyka na całą serię ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Osobistość2piorunów

@WujekAlien współczuję nadchodzącej katorgi.

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (19)

Lider

w Książki

36piorunów

1655 + 1 = 1656

Tytuł: Jagnię

Autor: Lucy Rose

Kategoria: weird-fiction, horror, gore

Wydawnictwo: StoryLight

Format: e-book

Liczba stron: 359

Ocena: 9/10

Jedna z najdziwniejszych książek, jakie przeczytałem w tym roku. Nie tylko ze względu na tematykę, ale też i formę czytania. Ostatnio nie mam za wiele czasu na czytanie ebooków, więc czytałem naprzemiennie ebooka po polsku z audiobookiem po angielsku, choć nie sądzę, żeby miało to wielką różnicę w odbiorze tej pozycji.

To dlaczego książka jest dziwna?

Jest to książka o dorastaniu, uczuciach, miłości, namiętności, samotności, odkrywaniu siebie i próbie zrozumienia otaczającego bohaterkę swiata. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że bohaterka (Margot) i jej matka są kanibalkami. Mieszkają w głębi lasu i żywią się lokalną roślinnością i zbłąkanymi, ludźmi, którzy gubiąc się w lesie szukają w ich chatce ratunku, a zamiast niego trafiają na talerz. Delikatnie jest to nawiązanie do Jasia i Małgosi, czy innych baśni ze starą wiedźmą mieszkającą pośrodku lasu.

To jest trudna książka, bo jest jednocześnie fascynująca i obrzydliwa, nie da się jej czytać/słuchać i jeść, a i po jej odłożeniu nie ma się ochoty na jedzenie przez kolejnych kilka godzin. Warstwa psychologiczna tej ksiązki i rozpisanie bohaterek są wybitne. Matka i Eden mają jeden z najlepszych wątków LGBT, jakie czytałem kiedykolwiek, bo bycie lesbijkami jest tylko tłem do ich osobowości i przemian, a nie główną cechą, jak to ma miejsce w wielu książkach próbujących się wybić na trendzie D&I. Sceny jedzenia ludzi są dość sugestywne i bardzo dokładnie opisane, więc na wszelki wypadek ostrzegam.

Życie Margot i matki przewraca się do góry nogami, gdy do ich chatki trafia Eden, która szybko zjednuje sobie matkę, ale córka podchodzi do niej z dużą rezerwą. W przeciwieństwie do innych postaci kobiecych, nie trafia ona na talerz. Od tego momentu mieszkają razem w trójkę i uczą się siebie. Margot i jej przemiana, odczucia i sny są napisane świetnie, bardzo łatwo ją polubić i utożsamiać się z jej zagubieniem w nowej sytuacji. Równie łatwo jest poczuć się z niej dumnym, gdy dostaje pierwszą pochwałę od matki i Eden. A nie przypominam sobie, kiedy podobne odczucia towarzyszyły mi przy czytaniu.

Zdecydowanie odradzam czytanie, jeśli czytasz kilka książek rocznie, bo uzsadanienie, że jedna z najlepszych tego roku jest o jedzeniu, ćwiartowaniu i spijaniu krwi ludzi, może być lekko problematyczne 😉 Jeżeli jakoś sobie z tym poradzisz, to polecam, zdecydowanie warto :smiley:

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 192/128

Lider1piorunów

Udało się tą książka zaliczyć aż 3 wyzwania Goodreads:

* December Reader (za przeczytanie ksiązki w grudniu)

* Grand Slam (za przeczytanie ksiązki w każdym miesiącu 2025 roku)

* Community Picks (za przeczytanie 1 z książek nominowanych do topki roku społeczności)

Lider

w Książki

33piorunów

1654 + 1 = 1655

Tytuł: Śnieg przykryje

Autor: Michał Śmielak

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: e-book

Liczba stron: 336

Ocena: 7/10

Kontynuując zimowy klimat, tym razem coś z polskiego podwórka. Książka o której mówi się ostatnio sporo, a która do pewnego stopnia jest czymś świeżym.

Zaczynamy bardzo nietypowo, bo po 25 lat nieobecności do domu wraca nasz bohater - Rysiek. Nie wie, co się z nim działo przez 25 lat, a ostatnie co pamięta, to jak wychodził do lasu wyciąć choinkę, 23 grudnia 1999 roku. Świetnie pamięta tamten grudzień, jak gdyby to było wczoraj, ale nic po za tym. Rodzina jest w niezłym szoku, a że Rysiek nie tylko nie wylewał za kołnierz, ale i miał ciężką rękę, to wróciły im wspomnienia z czasów, gdy wpierdol był językiem miłości głowy rodziny. Zaginięcie Ryszarda miało ogromny wpływ na jego syna Piotra, został on nawet policjantem, żeby pomóc rozwikłać zagadkę zniknięcia ojca.

Autor bardzo dobitnie pokazuje nam jaką patologią był Rysiek, duży nacisk kładzie na jego alkoholizm, w każdej postaci: od domowych destylatów, po sklepowe alkohole, od picia w drodze do/z pracy, w trakcie pracy, przygotowując się do pracy i w trakcie przerwy obiadowej, ale również kulturalnie w domu, goszcząc rodzinę i znajomych. Żonę i syna nazywa darmozjadami przy każdej nadarzającej się okazji. Do kolekcji brakuje Ryśkowi niebieskiej karty, a nie jednak nie brakuje, bo już ją ma. Autor nakreśla nam relacje między członkami rodziny i maski jakie przybierają w gronie rodzinnym i w obecności innych.

To co jest w książce nietypowe, to również śledztwo, które obserwujemy kilkutorowo, od śledztwa nastoletniego Piotra w 1999 roku, przez śledztwo psychologa, pod którego opiekę trafił Rysiek w 2024, po drobne śledztwa pozostałych bohaterów, którzy kogoś stracili.

W książce pojawia się kilka EasterEggów, m.in. z Fredim Kamionką czy z Ferdkiem Kiepskim. Jest napisana dość luźno, nieskomplikowanym językiem, z dużą ilością wulgaryzmów, bo nimi w dużej mierze posługuje się Rysiek. Jedynym wątkiem bez sensu (przynajmniej dla mnie) jest wątek człowieka "oświeconego", który każe się wszystkim innym obudzić z marazmu i zrozumieć jak wiele im umyka w codziennym pędzie. On jako jedyny przejrzał na oczy i poznał tajemnicę świata. Tylko ten wątek nic nie zmienia, dodaje lekki paranormalny vibe książce, który ostatecznie szybko się rozwiewa. Same wyjaśnienie co się działo z Ryśkiem przez 25 lat, jest może trochę za mało satysfakcjonujące i jest mu za blisko do: siedział za szafą. Okładka też jest za⁎⁎⁎⁎stym spoilerem i ktoś powinien za to beknąć xD

Książka nie odpowiada na część pytań, a czytelnik z kilkoma jednak zostaje, z drugiej strony jest to zamknięta historia i nie sądzę, żeby doczekała się dalszej części. Dlatego daję jej 7/10, sama koncepcja jest świetna, przeplatanie historii sprzed 25 lat i czasów obecnych broni się i dostarcza sporo satysfakcji. Autor też dawkuje nam informacje w odpowiedni sposób, nie dostajemy niczego na talerzu, a jak już czegoś się dowiadujemy, to brakuje nam kolejnego puzzla układanki.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 191/128

Fenomen3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

22piorunów

1647 + 1 = 1648

Tytuł: Lodowa pułapka

Autor: Clive Cussler

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: e-book

Liczba stron: 204

Ocena: 7/10

Wcześniej pisałem o Ostatniej krypcie, idealnym przykładzie, jak nie powinna wyglądać książka przygodowa, to teraz dla odmiany przychodze do Was z książką, która jest przygodówką niemal idealną. Oczywiście nie jest to książka 10/10 i daleko jej do niej, ale ma wszystko to, co dobra książka przygodowa mieć powinna. Ma bohaterów, którym chce się kibicować, zdrady, które bolą, akcję, która jak zwalnia, to tylko na chwilę, żeby zaraz porwać nas w wir kolejnych wydarzeń. Do tego jest napisana tak, że zachęca czytelnika do sięgnięcia po więcej. Nie tylko jeśli chodzi o kolejne tomy serii, ale też o weryfikację ile prawdy jest w jej treści i czy wątek, który zainteresował mnie podczas czytania ma swoje odzwierciedlenie w historii czy geografii.

Jest to 3 tom przygód Dirka Pitta, który po raz kolejny wybierając się na z pozoru błachą misję, wpada w wir wydarzeń o niemal światowej skali. Punktem startowym jest arktyczny lodowiec, w którym znaleziono uwięziony w lodzie wrak statku. Dirk Pitt (członek organizacji NUMA, niepoprawny kawalarz, kobieciarz i rambo w jednym) dostaje zadanie wyjaśnienia, jak do tego doszło i dlaczego wokół sprawy znikają ludzie oraz całe fortuny.

Fabuła szybko wykracza poza dziwny wypadek na morzu. Mamy korporacyjne układy, fałszywe tożsamości, podejrzaną filantropię i plan, który (jeśli wypali) zmieni układ sił nie tylko w branży morskiej. Są gale w mroźnej scenerii, infiltracje pod przykryciem, nagłe zdrady i sekwencje akcji rozpisane jak rollercoaster: loty na granicy rozsądku, pościgi w śnieżnej zadymie i finałowe postawienie wszystkiego na jedną kartę. Cussler wie, jak dobierać puzzle, żeby schodziły się w świetną układankę.

Są jednak minusy - to wczesny Cussler, więc tempo bywa nierówne (środek lekko siada), a niektóre rozwiązania fabularne są tak przerysowane, że aż komiksowe. Postaci kobiece wciąż traktowane są iście bondowsko - charyzmatyczne, ale traktowane bardzo użytkowo przez fabułę. Jeśli ktoś szuka realizmu i wiarygodnej technologii, momentami podniesie brew. Jeśli natomiast chce klasycznej przygodówki z zamachem na zdrowy rozsądek, dostanie dokładnie tego, po co przyszedł. I właśnie za to uwielbiam takie przygodówki - czysta rozrywka i wartka akcja,

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 190/128

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien dobra seria na święta 😉

Lider5piorunów

@ciszej jedynie 27 tomów, szybko zleci 😉

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien jak wciągną to tak 😆 w zeszłym roku tak przepadłam z Sagą rodu Courtneyów Smitha

Lider2piorunów

@ciszej o dzięki, jeszcze nie czytałem, muszę nadrobić :smiley:

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien nie są najgorsze, pierwsza z serii trochę bez wprawy ale później się wyrobił. No i akcja w RPA więc ciekawe okolice.

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Lider2piorunów

@Vampiress z tego co widziałem, to nie trzeba ich czytać w kolejności, bo powiązania między tomami są minimalne, więc może przeczytam je tematycznie. Dam znać 😉

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Książki

21piorunów

1646 + 1 = 1647

Tytuł: Ostatnia krypta

Autor: Gamboa Fernando

Kategoria: sensacja,przygodowa

Wydawnictwo: Autornia

Format: e-book

Liczba stron: 408

Ocena: 3/10

Ostatnio miałem chęć na przeczytanie czegoś przygodowego z wciągającymi zagadkami, ale bardziej dla dorosłych, niż w wydaniu dla nastolatków. Wybór padł na Ostatnią kryptę i chęć czytania mi przeszła. Niezbyt często o tym wspominam, ale od czasu do czasu zdarzają mi się zastoje czytelnicze, a to jedna z tych książek, które je powodują.

Książka z założenia jest super - opisuje ostatni skarb Templariuszy i ich podróż do Ameryki, na blisko 200 lat przed Kolumbem. Mariaż książek o przygodach Roberta Langdona i Dirka Pitta. Tropem skarbu rusza Ulises Vidal, wraz z przyjacielem rodziny i profesorem historii w jednym, oraz Cassandrą Brooks, miłośniczką podwodnych przygód. Nasza ekipa zbiera się etapami, najpierw Ulises odnajduje tajemniczy dzwon, którego pochodzenia nie rozpoznaje, udaje się z nim do profesora, który tłumaczy mu, że takie dzwony montowano na statkach Templariuszy około 700 lat temu, a skoro statek ten dopłynął do wybrzeży USA, to jest szansa, że to jeden ze statków, który przewoził ostatni skarb templariuszy przed ich wytępieniem z Europy. Wspólnie z właścicielem firmy wydobywczej organizują poszukiwania wraku licząc na odnalezienie skarbu i ogromny zarobek, tam też poznają Cassandrę. Niestety poszukiwania prowadzą ich tylko do statku z bronią i narzędziami, a co do złota muszą obejść się smakiem. Ulises, profesor i Cassandra odłączają się od ekipy i kontynuują poszukiwania na własną rękę.

I tu się pojawia pierwszy problem tej książki - bohaterowie. Ja pi⁎⁎⁎⁎le, jak oni są nijacy, bezbarwni, bezpłciowi, (dopiszcie sobie jeszcze inne określenia), jak ich dialogi są nieangażujące i irytujące. Ich pełne charakterystyki można nakręslić na żółtej karteczce samoprzylepnej, której w dodatku połówę zeżarł pies. Główny bohater jest niby archeologiem amatorem, nie znamy jego statusu majątkowego, ale nie stać go na opłacenie ciepłej wody w mieszkaniu (ten wątek pojawia się 3-4 razy), za to na popierdalanie po świecie w randomowe miejsca, już tak - logiczne.

Książki z tego gatunku powinny być wciągające i emocjonujące, przekazujące nienachalnie wiedze historyczną i sprawiające, że po lekturze sięgniesz po inne źródła, żeby dowiedzieć się więcej o historii. A z pewnością po kolejne tomy przygód opisywanych bohaterów, żeby przeczytać o ich dalszych losach. Po lekturze tej książki, nie miałem ochoty czytać przez 2 dni.

Książka dłuży sie niemiłosiernie, niby ma 400 stron, ale ebook ciągnie się jakby miał minimum 1000. Zostawiłem słuchawki u rodziców i musiałem czytać ebooka, a tak może audiobook by mnie uratował. Kolejne lokacje są opisywane tak, jakby autor kazał ChatowiGPT je narysować, a później na podstawie tego obrazka je opisał czytelnikom. Połączenia kolejnych tropów się średnio spinają, a już największym absurdem jest dorabianie ideologii do dobrego/odmiennego tumaczenia z innych języków i zachwyt bohaterów, jak to "odkryli amerykę".

Najgorsza przygodówka, jaką czytałem w ciągu 37 lat swojego życia, której nie da się nawet obronić tym, że jest dla dzieci i leci z uproszczeniami, bo jednak jest w niej wątek erotyczno/romantyczny i sporo określeń, których dzieci czytać nie powinny.

Zdecydowanie odradzam!

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 189/128

Fanatyk6piorunów
Osobisty licznik: 189/128

@WujekAlien zastoje czytelnicze powiadasz... :rolling_on_the_floor_laughing:

Lider2piorunów

@fonfi tak 😉 jeśli w jednym miesiącu czytasz 24 książki, a w kolejnym męczysz ledwie 2 w 8 dni, to jest to jakiś zastój 😉

Fanatyk1piorunów

@WujekAlien takie "zatwardzonko" co najwyżej 😉

Lider2piorunów

@fonfi jak zwał tak zwał, efekt ten sam 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)