Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

28piorunów

756 + 1 = 757

Tytuł: Mroczne drogi
Autor: Adam Przechrzta
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Format: e-book
Liczba stron: 451
Ocena: 6/10

Mroczne drogi to książka, która sprawia wrażenie, jakby Adam Przechrzta usiadł do pisania i postanowił: „Zróbmy jeszcze raz to samo, co działało wcześniej, tylko trochę inaczej”. I niestety – to właśnie czuć niemal od pierwszych stron. Nasz bohater Janusz mocno przypomina Olafa Rudnickiego z Materia Prima, może nie jest to 1:1, ale jest bardzo blisko.

Jasne, fani jego stylu odnajdą tu wszystko, co dobrze znają i lubią: alternatywna historia, militarno-magiczne realia, bohaterowie z kręgosłupem moralnym (ale niekoniecznie prostym), oraz charakterystyczne tempo i gęsta narracja. Problem w tym, że Mroczne drogi przypominają bardziej składankę greatest hits z wcześniejszych tomów Materii Primy i Materii Secundy niż nową, świeżą historię.

Motywy, które wcześniej potrafiły zaskoczyć lub poruszyć, tutaj wydają się odtwórcze – jakby autor szedł już utartym szlakiem i nie próbował wyjść poza dobrze znaną formułę. Postacie są znajome w typologii, konflikty podobne, a świat – mimo że nadal ciekawy – nie daje poczucia odkrywania czegoś nowego. Nowe postaci, nowe potwory, ale (znowu) jeden z nich zatruwa naszego bohatera. Jedna z postaci gra na dwa fronty (znowu). Janusz zakłada własną gildię, w celu rozwiązania konfliktu między innymi gildiami i zmiany rozkładu sił (znowu). Nasz protagonista wykształca sobie swojego ucznia (znowu) i ma też nawet wysoko postawioną i bogatą ciotkę (znowu). Dla mnie za dużo tego (znowu), żebym nie czuł się trochę naciągnięty na zakup kolejnej książki w nowym uniwersum, które jest lekko przekolorowanym mariażem 2 uniwersów z poprzednich serii autora.

Nie znaczy to, że książka jest zła – bo Przechrzta to rzemieślnik solidny. Potrafi budować napięcie, zna się na militariach i alternatywnej historii jak mało kto, a jego literaturze nie można odmówić wlasnej tożsamości. Tylko że tym razem brakuje tu ryzyka i świeżości. Jakby autor poszedł w tak bezpieczne motywy, jak to tylko było możliwe. Przez co, wszystko jest nijakie i miałkie. Jako osobna książka się broni nieźle, jako kontynuuacja przygód z Antykwariatu też. Jako kolejna książka autora, dla jego fanów, nie bardzo. Jestem tym bardzo zawiedziony, bo dzięki Przechrzcie poznałem nowy gatunek - książek z dwoma światami - rzeczywistym i magicznym, naszpikowany enklawami, potworami, magicznymi słowami, runami i przedmiotami. Dostałem więcej tego samego, ale niczego nowego.

Podsumowując: Mroczne drogi czyta się dobrze, ale bez większych emocji. To książka, która nie zaskakuje, bo jej DNA to w dużej mierze powtórka z rozrywki. Dla wiernych fanów Przechrzty – będzie to może przyjemny powrót do znajomych klimatów, tylko czy tego własnie oczekiwali i nie będą zawiedzeni? Na to pytanie będą musieli już sobie odpowiedzieć sami.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 66/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Gruba ryba1piorunów

a ja jeszcze Materia Secunda nie napocząłem :sweat:

Lider0piorunów

@wonsz Niestety, moim zdaniem:
Materia Prima > Materia Secunda > inne książki Przechrzty > Magiczna Zielona Góra

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

22piorunów

749 + 1 = 750

Tytuł: Siedem lat wstecz
Autor: Ashley Poston
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Format: e-book
Liczba stron: 392
Ocena: 4/10

Książka przeczytana na potrzeby kwietniowego achievementu Goodreads i nie traktowałem jej jakoś średnio poważnie, a już na pewno nie jako książkę, która przekona mnie do tego gatunku - romantasy.

Jeśli zawsze marzyłeś o książce, która przez pół rozdziału analizuje emocjonalne znaczenie poduszki leżącej na łóżku, to Siedem lat wstecz jest spełnieniem Twoich snów.

Ashley Poston stworzyła historię o wielkiej stracie, magii czasu i... no cóż, o tańczeniu w kuchni i rozczulaniu się nad monsterrą cioci w kącie. W najlepszych momentach książka łapie za serce i naprawdę próbuje coś powiedzieć o miłości, tęsknocie i żalu. W najgorszych – brzmi jak zapis wewnętrznego monologu nastolatki, która właśnie przeczytała za dużo romantycznych fanfików.

Dialogi? Jak wyjęte z serialu na Netfliksie. Rozterki bohaterki? Na poziomie „on zrobił grilla i tańczył w kuchni, więc chyba muszę wyjść za mąż”. Fabuła? Trochę jak śnienie w gorączce – coś się dzieje, coś się nie dzieje, czas się cofa, emocje skaczą jak szalone, a Ty zastanawiasz się, czy nie powinieneś po prostu iść obejrzeć jeszcze raz „Powrót do przyszłości”.

Czytałem, kiwałem głową przy lepszych fragmentach, po czym trafiałem na tekst o poduszce i miałem ochotę zapytać książkę: czy na pewno dobrze się czujesz? Książka, która ma kilka momentów z potencjałem, ale większość czasu przypomina emocjonalny rollercoaster bez trzymanki. Dla fanów intensywnego przeżywania życia przez analizowanie każdego drobnego gestu – będzie idealna. Dla reszty? Raczej ciekawostka niż wielka literacka przygoda.

Fabularnie, zapowiadała się ciekawie, ale wykonanie zostawiło wiele do życzenia. Główna bohaterka, ma mieszkanie po zmarłej cioci, która przed śmiercią powiedziała jej, że jest wehikułem czas, przenoszącym mieszkańców o 7 lat wstecz (stąd tytuł). Gdy wchodzi do mieszkania okazuje się, że ma ono już lokatora - Iwana, kucharza z ambicjami, który marzy (jak każdy kucharz) o otwarciu własnej restauracji, któremu jej ciocia wynajęła mieszkanie. Lemon, bo tak Iwan nazywa naszą bohaterkę, szybko się zakochuje w swoim współlokatorze. Ale za każdym razem gdy wychodzi z mieszkania, wraca do świata 7 lat później, w którym już Iwan nie istnieje, a przynajmniej nie udaje mu się go znaleźć. Chwilę później redakcja (poradników turystycznych i książek kucharskich), w której pracuje Lemon, traci najważniejszego autora i czas ruszyć na poszukiwania nowej gwiazdy, która zapewni jej stały dochód i tysiące sprzedanych książek. Jak się pewnie domyślacie, tym autorem jest Iwan, nazywa się inaczej, bo przedstawia się swoim drugim imieniem, ale jest to 7 lat starsza miłość Lemon. To co obserwujemy dalej, to dziwna relacja Lemon z 2 wersjami tego samego mężczyzny.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 65/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider3piorunów

Cytat z poduszką:
>Przez za­słony w sy­pial­ni są­czyło się po­ranne świa­tło. W gło­wie mia­łam pust­kę, koł­drę sko­pa­łam w nocy. Oto­czy­łam ra­mie­niem le­żącą na środ­ku łóżka po­dusz­kę i wtu­li­łam w nią twarz. Była cie­pła, a w miesz­ka­niu pa­no­wała ci­sza. Mia­łam taki fan­ta­stycz­ny sen ‒ że choć raz zja­dłam ko­la­cję z męż­czy­zną, który po­trafi go­to­wać. Ni­gdy nie spo­ty­ka­łam się z kimś, kto w kuch­ni po­trafi przy­rzą­dzić coś wię­cej niż gril­lo­wany ser. Miał także miły uśmiech i pięk­ne oczy i chcia­ło mi się śmiać z sa­mej sie­bie, po­nie­waż w praw­dzi­wym ży­ciu nie zro­bi­ła­bym na­wet po­łowy tego, co w tym śnie. Nie po­zwo­li­ła­bym mu zo­stać w miesz­ka­niu cioci. Nie tań­czy­ła­bym z nim w kuch­ni. Nie spa­li­by­śmy w jed­nym łóżku, z po­dusz­ką mię­dzy nami.
>...Po­dusz­ką, którą w tej chwi­li obej­mo­wa­łam.
>I na­gle wszyst­ko do mnie wró­ciło. Szyb­ko usia­dłam i chwy­ci­łam sto­jący na noc­nej szaf­ce bu­dzik: 10:04. Ro­zej­rza­łam się. To była sy­pial­nia cioci. Jej usy­cha­jąca w ką­cie mon­stera, na ścia­nie jej go­be­lin z Li­banu.
>Wczo­raj­szy dzień wy­da­rzył się na­praw­dę.

I jeszcze z serkiem 😉
>Skoro lu­bił ched­dar, czy w ta­kim ra­zie lu­bił także to, co bez­piecz­ne i nudne? Mnie? Nie, da­wa­łam się po­nieść. Oczy­wi­ście, że nie to miał na my­śli, ale na­dal znaj­do­wał się tak bli­sko, a skóra mnie szczy­pała od go­rąca emi­to­wa­nego przez jego ciało. Jego spoj­rze­nie po­now­nie ze­śli­zgnę­ło się na moje usta, jakby się za­sta­na­wiał, czy wy­ko­rzy­stać oka­zję.
>Uśmiech­nę­łam się do jego ust i szep­nę­łam:
>‒ A ja my­śla­łam, że ro­man­tyzm znaj­duje się w ka­wałku cze­ko­lady.
>Za­śmiał się.
>‒ Dziew­czyna, którą kie­dyś po­zna­łem, za­rze­kała się, że ona znaj­duje go w ched­da­rze.

Lider2piorunów

@WujekAlien za dużo, stanowczo za dużo xD

Lider2piorunów

@moll muszę jej oddać, że ma dobre momenty, serio 😉 Jest całkiem wciągająca, ale ten poziom głupotki i takiej szczeniackiej miłości już ponad 30-letniej bohaterki, się strasznie gryzie (a była już w kilku związkach). Rozwaliło mnie jej zdziwienie, gdy zobaczyła, że facet, w którym się zakochała, ale w wersji sprzed 7 lat, to nie jest ten sam facet teraz, zmieniły się jego ambicje i plany, a do tego jest styrany życiem i musi czasem usiąśc sobie na lodówce za foodtruckiem i posiedzieć w samotności.

Lider1piorunów

@WujekAlien z drugiej strony pasuje do poziomu aktualnej infantylizacji...

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

30piorunów

741 + 1 = 742

Tytuł: The Tainted Cup
Autor: Robert Jackson Bennett
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Del Rey
Format: e-book
Liczba stron: 410
Ocena: 7/10

Najdziwniejsza książka, jaką przeczytałem w tym roku i myślę, że długo nic jej nie zrzuci z tronu, może po za 2 tomem tej serii 😉

The Tainted Cup to nietypowe weird fiction - połączenie kryminału i oryginalnego fantasy, w którym zamiast klasycznego steampunku dostajemy świat oparty na biotechnologii i modyfikacjach ciała. Przez długi czas kojarzyła mi się myśl, że to przeniknięcie uniwersum Sherlocka Holmesa i Johna Watsona do bio-steampunkowej krainy grzybów z morskimi odpowiednikami diunowych czerwii.

Narratorem historii jest Din (Dinios Kol), specjalnie zmodyfikowany asystent śledczej Ana Dolabrene, któy zyskuje perfekcyjną pamięć fotograficzną. Gdy w świecie zdominowanym przez organiczne technologie i wojny drzewne wybucha sprawa tajemniczego morderstwa – ciało wysokiego urzędnika dosłownie eksploduje, gdy wyrasta z niego drzewo – bohaterowie muszą rozwikłać zagadkę sięgającą głębiej niż pojedynczy incydent. Wpadamy w sam środek intrygi, w której członkowie tajemniczego bractwa inżynierów giną w dziwnych okolicznościach, a łączy ich jedynie sposób śmierci (zadrzewienie) i moneta/medalion bractwa.

Największą siłą książki jest budowa świata: zamiast klasycznych technologii mamy żywe, biologiczne rozwiązania i zmutowane ekosystemy. Śledztwo toczy się w atmosferze kontrolowanego chaosu, pełnego groteski i złożonych zależności politycznych. Relacja między Dinem i Aną przywodzi na myśl układ Watson - Holmes, ale z bardziej partnerską dynamiką i większym rozwojem postaci w trakcie fabuły. Narracja Dina nadaje opowieści rytm analizy i refleksji, co świetnie pasuje do gęstej atmosfery książki.

The Tainted Cup to pomysłowa, znakomicie napisana mieszanka kryminału i dziwnego fantasy. Dla fanów nietypowych światów i inteligentnych zagadek – absolutnie warto. Znajdziecie tu wiele nawiązań do innych dzieł popkultury, od Sherlocka Holmesa, przez Lovecrafta i morskie lewiatany, aż po Diunę.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 64/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Autorytet8piorunów

Takie przemyślenie z pupci trochę. Po twojej recenzji doszedłem do wniosku, że biopunk od body horroru dzieli tylko bardzo cienka granica.

Lider2piorunów

@Alembik to prawda, pewnie tylko kwestia podania informacji czytelnikowi. Tu nie ma nic z horroru, nawet momentami jest zabawnie (na swój sposób).

Autorytet4piorunów

@WujekAlien a jak kogoś interesuje to w lipcu wyjdzie po polsku

Lider2piorunów

@Hilalum to jest dobra wiadomość, chętnie przeczytam, żeby sprawdzić, czy dobrze zrozumiałem co tu się na prawdę działo :grinning:
Dzięki

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Książki

23piorunów

738 + 1 = 739

Tytuł: Being Mortal: Medicine and What Matters in the End
Autor: Atul Gawande
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Macmillan USA
Format: e-book
Liczba stron: 304
Ocena: 6/10

"Being Mortal: Medicine and What Matters in the End" Atula Gawande to książka, która podejmuje temat starzenia się, śmiertelności i podejścia współczesnej medycyny do życia na jego ostatnim etapie. Trafiłem na nią dzięki poleceniu w "Poradniku umierania dla początkujących" i choć temat okazał się niesamowicie ważny, to sama książka zrobiła na mnie nieco mieszane wrażenie.

Gawande, jako lekarz praktykujący, podchodzi do tematu z dozą empatii, ale też z profesjonalnym chłodem. W książce opowiada o tym, jak systemy medyczne – zamiast towarzyszyć ludziom w godnym starzeniu się i umieraniu – często skupiają się na niekończącej się walce z biologią za wszelką cenę. Dzieje się to kosztem komfortu, autonomii i ludzkiej godności. Autor pokazuje, jak łatwo w pogoni za przedłużeniem życia możemy stracić to, co w nim najważniejsze.

Szczególnie wartościowe są fragmenty, w których Gawande opowiada o realnych historiach – swoich pacjentach, rodzinie, a nawet o własnym ojcu. Te momenty są najbardziej autentyczne i najbardziej poruszające. Kiedy jednak książka przechodzi na poziom bardziej systemowych rozważań o domach opieki, hospicjach czy politykach zdrowotnych, narracja czasami traci na emocjonalnym zaangażowaniu i staje się trochę sucha/oziębła.

Czułem, że Being Mortal bardziej mnie edukuje niż porusza, co nie jest wadą samą w sobie – ale w porównaniu do "Poradnika umierania dla początkujących", który był bardzo osobisty, Gawande wydaje się bardziej analityczny i zdystansowany.

Mimo tego, książka niesie ważne przesłanie: umieranie nie jest porażką medycyny i powinniśmy mieć odwagę rozmawiać o tym, jak naprawdę chcemy spędzić nasze ostatnie miesiące i dni – z większym naciskiem na jakość i spełnienie w życiu, a nie tylko jego długość.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 63/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

49piorunów

737 + 1 = 738

Tytuł: Poradnik umierania dla początkujących
Autor: Simon Boas
Kategoria: Wspomnienia
Wydawnictwo: Agora
Format: e-book
Liczba stron: 192
Ocena: 9/10

Autor ma raka, wielonarządowego, po kilku przerzutach. W momencie, gdy czytamy książkę już nie żyje, ale zanim się to stanie postanawia podzielić się z czytelnikami swoim podejściem do nieuniknionej śmierci i jej konsekwencji, nie wiedząc ile dokładnie życia mu jeszcze pozostało.

Poradnik umierania dla początkujących to książka, która zaskoczyła mnie swoją szczerością, intymnością i niezwykłym podejściem do tematu, o którym zwykle mówi się szeptem albo nie mówi wcale. Simon Boas nie serwuje tu akademickiej rozprawy o śmierci ani poradnika w tradycyjnym rozumieniu – zamiast tego daje nam subiektywną, bardzo osobistą relację z granicy życia i śmierci, pełną emocji, refleksji i chwilowej nawet lekkości.

Książka opowiada o doświadczeniu umierania w sposób, który nie jest ani patetyczny, ani przesadnie dramatyczny. Boas z niezwykłą wrażliwością oddaje uczucia i myśli, które towarzyszą ostatnim chwilom życia – zagubienie, lęk, ale też pewnego rodzaju pogodzenie, ciekawość i czasem absurdalny humor. To właśnie ten balans między powagą tematu a ludzką codziennością, jaka pozostaje nawet na skraju życia, robi największe wrażenie.

Autor nie próbuje generalizować ani tworzyć uniwersalnych prawd. Przeciwnie – pokazuje, jak różne mogą być doświadczenia śmierci, jak bardzo są one zależne od indywidualnych emocji, historii życia, relacji z bliskimi. Ta perspektywa czyni książkę nie tylko prawdziwą, ale i niezwykle przejmującą.

Wielką siłą Poradnika jest też język – prosty, czasem surowy, ale przez to autentyczny. Boas nie próbuje "upiększać" śmierci – nie ucieka od brzydoty, fizycznego cierpienia, czy emocjonalnego chaosu. Ale też pokazuje, że w tym wszystkim można znaleźć okruchy piękna, sensu, a nawet ulgi. Nie jest to książka, którą chce się czytać w jedno popołudnie – wymaga zatrzymania się, refleksji, momentami pewnej odwagi. Ale to jedna z tych pozycji, które zostają w głowie na długo po zakończeniu.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 62/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

GURU9piorunów

@WujekAlien Dodane „do przeczytania”, dzięki :)

Gruba ryba2piorunów

@Trypsyna tez bym dodał, gdybym miał gdzie xD sprobuję zapamiętać

Lider2piorunów

@FriendGatherArena możesz trzymać książki “do przeczytania” na koncie Lubimyczytać, Goodreads, czy apce na telefon ;)

GURU3piorunów

@FriendGatherArena ja sobie np zapisuje w aplikacji good reads (taki międzynarodowy odpowiednik lubimyczytac.pl, polecam)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

31piorunów

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Książki,
Zarwanych nocek, świetnych lektur, wciągających serii, zmniejszającego się TBRu i mnóstwa nowych ulubionych książek.

Lider5piorunów

@WujekAlien i nawzajemnie! :smiley:

Wleciało symboliczne zamówienie, co by dzień świąteczny święcić

Lider2piorunów

@moll jakaś fajna promka była? 😉

Lider2piorunów

@WujekAlien właśnie nie bardzo, tym razem nawet Wydawnictwo Literackie zawiodło, ale dokupiłam brakujący tom filarów ziemi, okazało się że są trzy, a nie dwa. No i żeby nie była taka samotna to kolejny Orwell do towarzystwa, bo chciałabym sobie zebrać wszystkie w tej szacie graficznej z Bellony

Lider1piorunów

@moll ja polowałem na promki, ale chyba tylko świat książki podszedł do tego w miarę spoko, bo daje -22% na drugą książkę (od obecnej ceny).

Lider1piorunów

@WujekAlien dobre promki się skończyły 😒

Osobistość1piorunów

@WujekAlien to akurat u nich cykliczne, aczkolwiek i tak idzie fajne ceny wyłapać.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

38piorunów

721 + 1 = 722

Tytuł: The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki
Autor: Kate Moore
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Poradnia K
Format: książka papierowa
Liczba stron: 469
Ocena: 6/10

The Radium Girls to książka, która opowiada o jednym z najważniejszych – i jednocześnie najbardziej przerażających – epizodów przemysłowej historii USA. Kate Moore przedstawia dramatyczną historię kobiet pracujących w fabrykach malujących produkty radioaktywną farbą z radem, które z biegiem lat zaczęły dosłownie rozpadać się od środka.

Choć sam temat jest fascynujący i bez dwóch zdań wart opowiedzenia. To książka ma sporo wad - przede wszystkim – styl. Moore pisze z pasją i dużym zaangażowaniem emocjonalnym, co jest zrozumiałe, ale chwilami balansuje na granicy patosu. W niektórych momentach ta narracja zaczyna przypominać beletryzowaną wersję faktów – z silnie podkreślanymi emocjami, dialogami i rozbudowaną narracją wewnętrzną bohaterek, która bywa trudna do obrony w literaturze faktu.

Po drugie, konstrukcja książki jest trochę chaotyczna. Wątki się powtarzają, nazwiska bohaterek – których jest sporo – mieszają się, a wiele scen zdaje się być opowiedzianych po kilka razy, tylko z innym ujęciem. Przy tak poruszającym temacie, oczekiwałbym większej dyscypliny redakcyjnej i precyzji – tutaj miejscami miałem wrażenie, że autorka chciała opowiedzieć wszystko naraz, bez zdecydowania się, czy pisze reportaż, powieść, czy biografię zbiorową.

Nie zmienia to faktu, że przekaz książki jest ważny i wciąż aktualny. Moore pokazuje, jak długo ignorowano sygnały o szkodliwości radu, jak bezkarne były firmy, jak długo kobiety walczyły o uznanie swoich racji. To opowieść o lekceważeniu ludzkiego życia w imię zysku – a to niestety nie przeszłość, ale temat wciąż obecny. To dobra książka o ważnej sprawie, ale nie wybitna i na pewno nie pozbawiona wad. Styl miejscami zbyt przesadzony, narracja rozproszona, a konstrukcja chwilami męcząca. Warta przeczytania dla samego tematu, ale warto podejść do niej z dystansem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 61/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

GURU18piorunów

@WujekAlien mam na kupce wstydu, ale już widzę po twojej recenzji, że mogę się lekko frustrować stylem. W zasadzie wymieniłeś wszystko to, co mnie często wkurza w literaturze faktu. Ważny temat sprowadzony do chaosu i patosu narracyjnego.

Lider7piorunów

@Dziwen Dostałem w prezencie i muszę przyznać, że to jedyny powód, dla którego ją skończyłem. To chyba kwestia autorki, bo od jej poprzedniej ksiązki (The Woman They Could Not Silence) się odbiłem.

Lider2piorunów

@Dziwen @WujekAlien jak dla mnie fajny tekst na kwadransowy podcast, ale żeby pincet stron z tego spłodzić?

To by chyba było trzeba po kilka razy to samo opisywać albo dodawać jakieś dialogi od siebie

GURU12piorunów

@Felonious_Gru nie czytałem jeszcze, ale na spokojnie można tu wrzucić sporo rozmów z samymi kobietami i jakiś lepszy kontekst historyczny. Z drugiej strony Duch Króla Leopolda opisuje pewnie ponad 30 lat wyzysku i niewolnictwa w Kongo licząc tylko tę główną oś opowieści, a tam autor wyczerpał temat w trochę ponad 400 stron, więc coś w tym rozwleczeniu może być, bo nie wydaje mi się, by RG zasługiwało na coś dłuższego, niż wspomniane niewolnictwo w Kongo.

Lider1piorunów

@Felonious_Gru jest sporo rozmów i biegania między bohaterkami, które nabiją ilość stron. Czcionka też jest raczej spora, nie czuję się czytając, że to 500 stron.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

23piorunów

704 + 1 = 705

Tytuł: Data Is Everybody's Business
Autor: Barbara H. Wixom
Kategoria: poradnik
Wydawnictwo: The MIT Press
Format: e-book
Liczba stron: 200
Ocena: 9/10

Data Is Everybody's Business to książka, którą z czystym sumieniem mogę nazwać jednym z najlepszych kompendiów wiedzy na temat monetyzacji danych w organizacjach. Barbara Wixom, opierając się na badaniach prowadzonych w MIT CISR, tworzy przewodnik, który nie tylko tłumaczy pojęcia, ale przede wszystkim pokazuje, jak wdrożyć podejście do danych, które realnie przynosi wartość.

Muszę uczciwie zaznaczyć, że miałem okazję poznać i spotkać autorkę osobiście – podczas spotkań grupy MIT CISR w Paryżu i Londynie – co może w pewnym sensie wpływać na mój odbiór tej książki. Niemniej jednak, nawet z dystansem, trudno nie docenić, jak precyzyjnie i przejrzyście Wixom tłumaczy złożoność tematu, który w wielu organizacjach wciąż funkcjonuje na poziomie buzzwordu.

Książka opiera się na czterech archetypach strategii monetyzacji danych, ale – jak podkreśla sama autorka – „your data monetization strategy should reflect the aspirations of your organization, not your industry. None of the four archetypes is aligned to any industry.” To ważna myśl, która zmienia optykę – dane nie są dodatkiem do działalności operacyjnej, tylko jej integralną częścią, niezależnie od branży.

Wixom nie pozostawia czytelnika z ogólnikami – precyzyjnie określa, że „a data monetization strategy indicates how an organization plans to generate its data monetization returns. It should include an organization-level view of goals, prioritized opportunities, targeted capabilities, and an ideal organizational design.” To podejście kompleksowe i praktyczne, uwzględniające zarówno kierunkowe cele, jak i konkretne mechanizmy ich realizacji.

Książka szczególną uwagę poświęca mierzeniu wartości danych – nie tylko na poziomie korporacyjnym, ale również w kontekście operacyjnym. Jak słusznie zauważa autorka: „You can’t manage what you can’t measure. As you move ahead, inspired to act and drive change, you will need a way to track your data monetization progress.” – to esencja podejścia, które łączy strategiczne myślenie z praktyczną kontrolą i doskonaleniem.

Na wyróżnienie zasługuje również nacisk na odpowiedzialność właścicieli procesów, produktów i rozwiązań informacyjnych: „Process, product, and information solution owners must take accountability for creating value from an organization’s data assets.” – bo bez przypisania realnej odpowiedzialności monetyzacja danych pozostanie jedynie dobrze brzmiącym postulatem.

Podsumowując: Data Is Everybody's Business to książka, którą powinien przeczytać każdy lider IT, menedżer data science – ale też członek zarządu, który chce zrozumieć, jak realnie można wygenerować wartość z danych juz zgromadzonych w organizacji. To publikacja do której będę wracać i którą mogę z czystym sumieniem polecać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 60/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

25piorunów

696 + 1 = 697

Tytuł: 5 grudniów
Autor: James Kestrel
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Rebvs
Format: e-book
Liczba stron: 448
Ocena: 8/10

5 grudniów Jamesa Kestrela to książka, która zaskoczyła mnie swoją świeżością, stylem narracji i klimatem. Z jednej strony to klasyczny, świetnie napisany thriller kryminalny, a z drugiej – wciągająca opowieść historyczna osadzona na tle wojennego chaosu, który ogarnia świat w grudniu 1941 roku.

Głównym bohaterem jest detektyw Joe McGrady, który dostaje zadanie rozwiązania zagadkowego morderstwa w Honolulu, tuż przed atakiem na Pearl Harbor. Śledztwo szybko komplikuje się, prowadząc go przez targaną wojną Azję – od Hawajów, przez Hongkong, aż po Japonię. To właśnie w tym kontekście historycznym książka Kestrela błyszczy najmocniej – autor doskonale oddaje atmosferę niepewności, grozy i chaosu, jakie panowały w tych dniach, mieszając fikcję z prawdziwymi wydarzeniami i budując napięcie, które nie opuszcza czytelnika aż do ostatnich stron.

5 grudniów nawiązuje do pięciu kolejnych grudniów, obejmujących aż pięć lat wojennej historii (od 1941 do 1945 roku). W tych kolejnych grudniach, życie głównego bohatera, Joego McGrady'ego, drastycznie się zmienia, a jego losy splatają się z wydarzeniami II wojny światowej. Każdy kolejny grudzień w życiu bohatera staje się swoistym punktem odniesienia, w którym McGrady mierzy się z nowymi realiami, podejmuje decyzje wpływające na jego dalsze życie i konfrontuje się z własnymi wyborami moralnymi. Te pięć grudniów pokazuje nie tylko upływ czasu, ale przede wszystkim przemianę bohatera na tle najważniejszych wydarzeń globalnego konfliktu.

Kestrel świetnie łączy kryminał z historyczną fikcją – śledztwo McGrady’ego jest pełne niespodziewanych zwrotów akcji i wiarygodnych psychologicznie postaci. Nie jest to jednak tylko historia kryminalna – jest tu również miejsce na refleksję nad moralnością, lojalnością oraz ludzkimi wyborami w obliczu wojny. Autorowi udaje się uniknąć banałów, a klimat i historyczne tło dodają książce wyjątkowego kolorytu.

Nie jest to jednak powieść idealna – miejscami można odczuć delikatne przeciągnięcie niektórych wątków lub pewne uproszczenia fabularne, które momentami zmniejszają napięcie. Wątek romantyczny dałoby się pewnie pominać, ale rozumiem schemat, który jest powielany w wielu powieściach z amerykańskim więźniem/zakładnikiem zamkniętym somotnie w samym sercu Azji, gdzie odnajduje niespodziewaną miłość. Mimo to, jest to świetnie napisana książka, która trzyma w napięciu i dostarcza solidną dawkę emocji.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 59/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Heheszki

66piorunów

Kurde przypał, wydało się 😒

GURU6piorunów

@WujekAlien ciekawe jak po brazylijsku jest Janko Muzykant, Antek, Nasza szkapa 😉

Fanatyk3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk2piorunów

jak sprawdzane są opinie, czy ktoś na pewno przeczytał?

Lider1piorunów

@redve nie obniżają wyroku, dopóki ktoś inny nie przeczyta i wtedy porównują recenzje 😂

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Książki

28piorunów

691 + 1 = 692

Tytuł: American Restraint: Taming Hyper-Individualism & Hyper-Capitalism
Autor: Patrick Trepanier
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Self Publishing
Format: e-book
Liczba stron: 179
Ocena: 8/10

American Restraint to książka, która trafia w wyjątkowo czuły punkt współczesnej Ameryki – kraju rozdartego między kultem jednostki a brutalną logiką wolnorynkowego kapitalizmu. Patrick Trepanier nie stawia się w roli ideologicznego krzyżowca, ale raczej przewodnika, który próbuje zrozumieć, jak USA doszły do punktu, w którym „wolność” zaczyna kolidować z dobrem wspólnym, a „sukces” z solidarnością.

To, co wyróżnia tę książkę, to jej równowaga – Trepanier nie popada w skrajności, nie oskarża, nie moralizuje. Zamiast tego, cierpliwie analizuje zjawiska, które kształtowały współczesną Amerykę: od Reagana po Dolinę Krzemową, od kultu samowystarczalności po mit przedsiębiorczości jako wyższej formy człowieczeństwa. Szczególnie interesujące są fragmenty, w których autor pokazuje, jak nadmierny indywidualizm i kapitalistyczna narracja sukcesu zaczynają podważać fundamenty społeczne – opiekę zdrowotną, edukację, wspólnotowość.

Choć momentami książka może wydawać się nieco teoretyczna, Trepanier potrafi przytoczyć konkretne przykłady z życia – co czyni lekturę bardziej przystępną i angażującą. To nie jest akademicki esej oderwany od rzeczywistości, ale raczej społeczno-polityczny komentarz, który bardzo trafnie oddaje to, co aktualnie dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

Wojna na cła nie jest tu opisana, bo książka została wydana w ubiegłym roku, ale autor dość ciekawie opisuje zjawiska, które mogły do niej doprowadzić. Od lat 80. XX wieku, kiedy globalizacja zaczęła nabierać tempa, amerykańskie (i szerzej – zachodnie) korporacje stopniowo zaczęły przenosić produkcję do krajów o niższych kosztach pracy – głównie do Azji, w tym Chin, Bangladeszu, Wietnamu czy Indii. Powód był prosty: niższe koszty pracy i mniej restrykcyjne przepisy pozwalały na maksymalizację zysków przy minimalnym nakładzie. Trepanier zwraca uwagę, że ta strategia – choć korzystna z perspektywy akcjonariuszy – osłabiła klasę średnią w USA i przyczyniła się do znikania stabilnych, dobrze płatnych miejsc pracy w przemyśle. Ameryka z kraju fabryk i stalowni stała się krajem usług, call center i niskopłatnych stanowisk w sektorze handlu detalicznego, często z niewielkimi lub żadnymi perspektywami awansu.

Trepanier nie twierdzi, że technologia czy globalizacja są z natury złe, ale mocno podkreśla, że hiperindywidualizm i fetyszyzowanie rynku doprowadziły do modelu, w którym społeczne koszty są przerzucane na jednostki, a odpowiedzialność – rozmyta. To bardzo trafna diagnoza współczesnej Ameryki, ale też ostrzeżenie przed tym, że jeśli nic się nie zmieni, "amerykański sen” będzie możliwy tylko dla tych, którzy... już dawno się obudzili, bo reprezentanci obecnej klasy średniej nie są bogatsi niż ich rodzice, co ma miejsce prawdopodobnie pierwszy raz od założenia USA.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 58/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Kosmonauta2piorunów

Taktyczny komentarz, lubię takie tematy.

Lider

w Książki

31piorunów

683 + 1 = 684

Tytuł: Zakręty życia. Rozmowy o miłości, depresji, nałogach i odnajdywaniu siebie
Autor: Ewa Woydyłło
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Zwierciadło
Format: e-book
Liczba stron: 264
Ocena: 7/10

Zakręty życia to książka, która w swojej prostocie i szczerości potrafi poruszyć. Ewa Woydyłło – psycholożka, terapeutka uzależnień i osoba od lat pomagająca innym – nie teoretyzuje z dystansu, ale prowadzi rozmowy. Ludzkie, pełne emocji, czasem bolesne, czasem budujące. I to właśnie ten bezpośredni, empatyczny ton czyni tę książkę tak dobrą.

To nie jest podręcznik ani poradnik z gotowymi rozwiązaniami. To zbiór spotkań z ludźmi, którzy znaleźli się w trudnych punktach swojego życia – dotkniętych depresją, uzależnieniami, toksycznymi relacjami, samotnością. Ale zamiast taniego sensacyjnego tonu, Woydyłło oferuje rozmowę pełną szacunku, zrozumienia i spokoju. Zadaje właściwe pytania, nie ocenia, ale pozwala zrozumieć mechanizmy, które często sami ignorujemy.

Szczególną wartość mają fragmenty poświęcone miłości i samotności – pokazujące, jak łatwo mylimy jedno z drugim i jak bardzo szukamy siebie w oczach innych. Tematy depresji czy uzależnień nie są przedstawione jako abstrakcyjne problemy – to żywe historie, pełne dramatów, ale też nadziei. Woydyłło nie daje złudzeń, że wszystko będzie dobrze, ale pokazuje, że warto próbować, warto rozmawiać, warto się zatrzymać.

Momentami książka może wydawać się zbyt spokojna, za mało „efektowna” – ale właśnie w tym tkwi jej siła. To lektura, która nie krzyczy, ale zostaje w głowie. Zachęca, by spojrzeć na siebie i innych z większą łagodnością.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 56/128 (brak 1 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

29piorunów

682 + 1 = 683

Tytuł: Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach
Autor: Małgorzata Węglarz, Mateusz Węgorowski
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Pascal
Format: audiobook
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10

Jestem lekko spóźniony, bo kilka innych osób już dawno wrzucało wpisy o tej książce, więc czego się mieliście dowiedzieć przeglądając bookmeter, to już wiecie 😉

Ta książka to dokładnie to, co obiecuje jej tytuł – czarny humor, niewygodne pytania i wejście w świat, o którym większość z nas woli nie myśleć… dopóki ktoś naprawdę nie umrze w mieszkaniu obok. Małgorzata Węglarz i Mateusz Węgorowski stworzyli reportaż nietypowy, pełen absurdu, makabreski i refleksji – ale też zaskakująco ludzki.

Autorzy – na co dzień zajmujący się profesjonalnym sprzątaniem po zgonach – opowiadają o swojej pracy bez upiększeń, ale też bez przesadnego epatowania obrzydliwością. Owszem, zdarzają się mocne opisy, bo i zawód, o którym mowa, do lekkich nie należy, ale to wszystko podane jest z wyczuciem. Dużo tu anegdot z życia wziętych, sporo dygresji o kondycji społecznej i o tym, jak naprawdę wygląda Polska zza drzwi zamkniętych mieszkań, w których zapada „niepokojąca cisza”.

Największą siłą książki jest jej ton – z jednej strony szczery do bólu, z drugiej zaskakująco ciepły. Widać, że autorzy nie tylko opowiadają o zgonach, ale też o ludzkiej samotności, wyparciu, tabu i braku systemowego wsparcia. Przez to książka zyskuje wymiar bardziej refleksyjny niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Nieco słabiej wypada konstrukcja całości – książka przypomina serię luźno powiązanych wpisów i rozmów, co nie każdemu przypadnie do gustu. Brakuje trochę uporządkowania, niektóre wątki mogłyby być pogłębione, a inne – nieco skrócone. Nie mam pewności, czy autorzy mieli jakąś spójną koncepcję całości, ale jej brak, razi (przynajmniej mnie).

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 54/128

Lider

w Książki

22piorunów

681 + 1 = 682

Tytuł: Duch wikarego
Autor: Eric Fouassier
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Znak Koncept
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 6/10

Duch Wikarego to druga część serii o Valentinie Verne, i niestety – w moim odczuciu – słabsza kontynuacja bardziej udanego pierwszego tomu. Tam, gdzie poprzednia książka trzymała tempo, zaskakiwała i wciągała atmosferą XIX-wiecznego Paryża oraz ciekawie zarysowanym tłem społecznym, tutaj wszystko zdaje się być nieco przygaszone, jakby autor chciał powtórzyć sukces, ale zabrakło mu świeżości.

Fabuła ponownie prowadzi nas przez mroczne uliczki i intrygi stolicy, tym razem tropem tajemniczego "ducha", który stoi za serią brutalnych zbrodni. Z pozoru wszystko się zgadza – jest klimat, są trupy, zagadka, śledztwo i historyczne smaczki. Ale mimo tych wszystkich elementów całość wypada jakby mniej intensywnie. Intryga nie wciąga już tak mocno, a kolejne tropy nie wywołują tego samego dreszczu emocji.

Verne jako bohater nadal ma potencjał, ale w tym tomie wydaje się jakby mniej obecny, mniej żywy – jakby fabuła toczyła się wokół niego, a nie z jego udziałem. Jest też więcej powtórzeń i schematów, które sprawiają, że część wydarzeń przewidziałem zanim zdążyły się na dobre rozkręcić.

Mimo wszystko, Duch Wikarego to nadal solidna opowieść – dobrze napisana, z interesującym tłem i językowo bez zarzutu. Ale jeśli ktoś był zachwycony pierwszym tomem i liczył na równie mocne uderzenie, to może poczuć spory zawód.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 53/128

Lider

w Książki

20piorunów

620 + 1 = 621

Tytuł: Indeks strachu
Autor: Robert Harris
Kategoria: science fiction, thriller, kryminał
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 400
Ocena: 6/10

Indeks strachu Roberta Harrisa to powieść, która obiecuje wiele, ale nie do końca spełnia te obietnice. Pierwsza połowa książki wciąga bez reszty, prezentując intrygującą historię z pogranicza thrillera finansowego, thrillera i science fiction. Niestety, druga część nie utrzymuje tego poziomu, co sprawia, że ostateczna ocena to 6/10.

Głównym bohaterem jest doktor Alex Hoffmann, fizyk i matematyk, który stworzył przełomowy system algorytmiczny pozwalający na zyskowne operacje na giełdzie poprzez przeczesywanie internetu i analizę ludzkich emocji, zwłaszcza strachu. Hoffmann prowadzi fundusz hedgingowy w Genewie, a jego technologia budzi podziw w świecie finansów. Początkowe rozdziały zarysowują fascynujący obraz współczesnych rynków finansowych i potencjalnych zagrożeń wynikających z rozwoju sztucznej inteligencji.

Niestety, w drugiej połowie powieści narracja traci impet. Zamiast pogłębiać psychologiczne aspekty postaci, czy rozwijać tematykę związaną z rozwojem technologicznym, fabuła zdaje się popadać w schematy i przewidywalność. Zakończenie, choć logiczne, nie dostarcza satysfakcji na poziomie, którego można by oczekiwać po tak obiecującym początku, a do tego jest zbyt otwarte.

Podsumowując, Indeks strachu to powieść z dużym potencjałem, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Pierwsza połowa zachwyca i wciąga, ale druga pozostawia niedosyt. Mimo to, warto po nią sięgnąć dla samego początku i poruszanej tematyki, choć należy być przygotowanym na pewne rozczarowanie w dalszej części lektury.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 52/128

Lider

w Książki

25piorunów

612 + 1 = 613

Tytuł: Pomoc domowa. Z ukrycia
Autor: Freida McFadden
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Czwarta strona
Format: e-book
Liczba stron: 400
Ocena: 10/10

Zapomnijcie o klasyce literatury, zapomnijcie o ambitnych powieściach, które zmuszają do myślenia – oto książka, która przyćmiewa wszystkie dotychczasowe bestsellery! Frida McFadden stworzyła dzieło tak wstrząsające, że już nigdy nie spojrzę na swoją pomoc domową tak samo.

Fabuła? Istne arcydzieło suspensu! Mamy rodzinę, mamy nianię, mamy sąsiadów, mamy osiedle pełen tajemnic, a do tego nieustanne zwroty akcji. Co kilka stron wykrzykiwałem „O NIE, TYLKO NIE TO!”, „CO TU SIĘ WYDARZYŁO?!” albo po prostu siedziałem w szoku, analizując misterną intrygę. Bohaterowie? Wybitni! Ich decyzje są tak logiczne i sensowne, że sam chciałbym być częścią tej historii (może po za tym bohaterem, który kończy martwy).

McFadden operuje językiem, który wwierca się w mózg i nie pozwala oderwać się od książki. Wciąga jak czarna dziura, każda strona to literacki narkotyk – im dalej brniesz, tym bardziej chcesz więcej. To nie jest zwykły thriller, to thriller doskonały! Już widzę, jak przyszłe pokolenia analizują „Pomoc domową – z ukrycia” na lekcjach języka polskiego obok „Zbrodni i kary” i „Mistrza i Małgorzaty”.

A zakończenie? F...E...N...O...M...E...N...A...L...N...E.
To jak strzał z pistoletu prosto w czytelniczą duszę. Kiedy dotarłem do ostatniej strony, miałem ochotę wstać i klaskać. Tak, klaskać do książki! Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki – rzućcie wszystko, zerwijcie się z pracy, odwołajcie ślub, zostawcie dzieci pod opieką sąsiada i czytajcie.

Arcydzieło! 11/10

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 51/128

GURU4piorunów

Brzmi jak recenzja sponsorowana

GURU1piorunów

@WujekAlien tak czytam i nie dowierzam. Jak taki przeciętniak mógł cię zachwycić? Dobrze, że dałeś 11\\10 :)

Lider1piorunów

@alaMAkota na poważnie, to dostała 5/10, jutro wrzucę prawdziwą recenzję w komentarzu ;)

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Książki

37piorunów

605 + 1 = 606

Tytuł: Anihilacja
Autor: Jeff VanderMeer
Kategoria: weird fiction, postapo
Wydawnictwo: Znak JednymSłowem
Format: e-book
Liczba stron: 232
Ocena: 8/10

Anihilacja to książka, która świetnie wpisała się w moje upodobania literackie z pogranicza weird fiction i postapo (z elementami tajemniczej enklawy). VanderMeer kreuje świat pełen niepokojącej atmosfery, w którym granice między nauką a niewytłumaczalnym zacierają się coraz bardziej.

Akcja powieści toczy się w Strefie X – zamkniętym, odizolowanym terenie, do którego agencja rządowa Southern Reach wysyła kolejne ekspedycje badawcze. 11 z nich kończy się tragicznie, a nieliczni powracający, którym udało się przeżyć, nie są już tymi samymi ludźmi. Główna bohaterka, biolożka, jest częścią 12 całkowicie kobiecej czteroosobowej wyprawy. Jej relacja z wydarzeń, pełna niedopowiedzeń, subtelnych zmian w percepcji i atmosfery narastającego zagrożenia, sprawia, że czytelnik czuje się zagubiony, ale jednocześnie nie może oderwać się od lektury.

Styl autora jest chłodny, niemal kliniczny, co idealnie pasuje do narracji prowadzonej przez biolożkę. Brak imion (tylko wykonywane zawody), lakoniczne opisy i duszna, klaustrofobiczna atmosfera zamkniętej strefy X tylko potęgują wrażenie, że czytelnik wkracza w coś niepojętego. Z jednej strony książka ma pewne wady – czasem dłużyzny, czasem aż zbyt mocne skupienie się na introspekcji bohaterki – ale to wszystko zostaje przyćmione przez klimat i tajemniczość Strefy X.

Największą siłą Anihilacji jest to, że nie daje prostych odpowiedzi. Pytania narastają, a zamiast oczywistego rozwiązania dostajemy hipnotyzującą wędrówkę przez miejsce, które zmienia ludzi na poziomie nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. To książka, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu i zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy, tego już 4 tomowego cyklu.

Miałem pewien vibe książek Przechrzty z cyklu Materia Prima i odkrywania tajemniczych słów, które żyją nie tylko swoim życiem, ale i w umysłach bohaterów. Jeśli jesteś fanem/fanką tego cyklu, to Anihilacja jest zdecydowanie dla Ciebie, ale z nastawieniem na mniej magii, a więcej aspektów psychologicznych, pod wpływem przebywania w enklawie (strefie X).

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 50/128

Osobistość1piorunów

Cholibka, trzeba się zastanowić. Kilka jego książek mam w Ucztach, ale jeszcze żadnej nie przeczytałem, a to brzmi ciekawie.

Lider

w Książki

27piorunów

599 + 1 = 600

Tytuł: Wszyscy grzesznicy krwawią
Autor: S.A. Cosby
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Agora
Format: e-book
Liczba stron: 408
Ocena: 7/10

S.A. Cosby to autor, który potrafi stworzyć duszny, mroczny klimat amerykańskiego Południa, w którym przemoc, rasizm i rodzinne traumy splatają się w gęstą, brutalną narrację. W Wszyscy grzesznicy krwawią dostajemy to wszystko w pakiecie, ale tym razem miałem wrażenie, że historia została trochę sztucznie rozwleczona, jakby autor nie do końca ufał, że jego opowieść może działać w bardziej skondensowanej formie.

Głównym bohaterem jest Titus Crown – pierwszy czarnoskóry szeryf w konserwatywnym hrabstwie Charon. Kiedy w wyniku tragicznej szkolnej strzelaniny ginie młody nauczyciel, a sprawca zostaje zastrzelony przez policję, sprawa zaczyna się komplikować. Okazuje się, że to dopiero początek śledztwa, które ujawnia sieć powiązań prowadzącą do seryjnych morderców i gwałcicieli, a jednocześnie zmusza Titusa do konfrontacji z własną przeszłością i osobistymi demonami.

Cosby umiejętnie oddaje atmosferę południowych stanów USA – napięcie rasowe, brutalność lokalnej społeczności i poczucie klaustrofobii, które wisi nad każdym rozdziałem. Problem w tym, że książka, choć pełna emocji i mocnych momentów, miejscami traci tempo. Autor rozciąga niektóre wątki, dodaje retrospekcje i sceny, które nie zawsze wnoszą coś nowego, przez co miałem wrażenie, że historia mogłaby być bardziej dynamiczna.

Nie zmienia to jednak faktu, że Wszyscy grzesznicy krwawią to solidny thriller z wyrazistym bohaterem, poruszającym tematem i ciężkim, ale wciągającym klimatem. S.A. Cosby potrafi pisać o brutalności świata w sposób niemal poetycki, co sprawia, że mimo wad książkę czyta się z zaangażowaniem z zapartym tchem.

Cosby to jeden z moich ulubonych czarnoskórych współczesnych autorów (a Dumas klasycznych), który pisze o rasizmie, ale w sposób, w który stawia swoją rasę jako winną/współwinną losu, który ją spotyka. Mówi o realnych problemach społecznych, często w ciężki sposób, ale nie koloruje rzeczywistości. Nie jest to najlepsza jego książka, ale dalej to bardzo solidny wciągający thriller.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 49/128

Fanatyk6piorunów

Okladka wygląda antycznie, niczym książka z lat 80.

Lider5piorunów

@Statyczny_Stefek wszystkie jego okładki mają podobny vibe

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

40piorunów

580 + 1 = 581

Tytuł: Władca much - powieść graficzna
Autor: William Goldingm Aimee de Jongh
Kategoria: komiks
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Format: książka papierowa
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10

„Nie ma tu żadnych dorosłych”

Historia wszystkim dobrze znana, tym razem w wydaniu powieści graficznej. Świetna kreska, jeszcze lepszy klimat, czuć atmosferę przemiany chłopców w zwierzęta i przejmujących władzę nad nimi demonów. Historia jest mocno uproszczona na potrzeby komiksu, ale mam wrażenie, że całkiem nieźle oddaje fabułę. Oczywiście odziera czytelnika z warstwy wyobraźni, bo jednak dostajemy reprezentację graficzną fabuły i to w dość jednoznacznej formie, nie zostawiającej zbyt wiele pola wyobraźni.

Czyta się bardzo szybko, jest to pewnie lektura na trochę ponad godzinę. Zazwyczaj omijałem komiksy szerokim łukiem, ale ten dostałem w prezencie i postanowiłem dać mu szansę. Raczej nie zostanę fanem, ale chętnie przeczytałbym jeszcze coś w klimacie postapo, jak Droga, którą też widziałem w planach wydawniczych, a może nawet już wyszła.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 48/128

Lider10piorunów
GURU1piorunów

@WujekAlien po okładce można sugerować, że to taki komiks w stylu Bambi. Łagodny i ciepły mimo smutnej historii. Ale widać mrok.

Lider1piorunów

@alaMAkota tak, jest dość mroczny, a historia jest opowiadana głównie obrazkami, a nie tekstem

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

43piorunów

573 + 1 = 574

Tytuł: Lapvona
Autor: Ottessa Moshfegh
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Pauza
Format: e-book
Liczba stron: 304
Ocena: 8/10

Ottessa Moshfegh w Lapvonie kreuje świat brudny, brutalny i odpychający, a jednocześnie dziwnie hipnotyzujący. To powieść, która z jednej strony wydaje się celowo odpychająca, pełna okrucieństwa i mizantropii, a z drugiej – wciąga swoim specyficznym, niemal spokojnym rytmem opowieści. Właśnie ten kontrast pomiędzy brutalnością a powolnym tempem narracji sprawił, że książka wywarła na mnie tak dziwne, ale intrygujące wrażenie.

Akcja toczy się w tytułowej wiosce Lapvona – miejscu, które zdaje się pogrążone w wiecznym cierpieniu, skąd nie ma ucieczki ani nadziei na poprawę losu. Bohaterowie są zdeformowani – fizycznie, psychicznie lub moralnie – a ich historie splatają się w opowieść pełną groteski, przemocy i biblijnych odniesień. W tym wszystkim Moshfegh snuje narrację, która mimo swojego okrucieństwa nie pędzi na złamanie karku, ale rozlewa się leniwie, wciągając czytelnika w swój chory świat.

To właśnie ta spokojna, niemal hipnotyzująca narracja była dla mnie największą zaletą powieści. Mimo że tematyka mogłaby skłaniać do szoku i przesady, autorka nie wpada w pułapkę taniej sensacji – zamiast tego buduje opowieść konsekwentnie i precyzyjnie, sprawiając, że nawet najbardziej makabryczne momenty mają w sobie coś… niemal naturalnego. Lapvona pozostawia z poczuciem niepokoju, może nawet pewnej odrazy, ale jednocześnie jest to literatura, która skutecznie oddziałuje na czytelnika i zmusza go do pozostania w świecie, w którym nie chciałby się znaleźć.

Niby się człowiek brzydzi, ale czyta dalej 😉

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 47/128

Osobistość1piorunów

@WujekAlien No i masz. Tu dzieło kultury, tu przyzwoita analiza i wnioski, ale owca na okładce i masz - banda wesołków przyleciała podśmiechujki robić xD Przynajmniej pioruny się zgadzają. Ode mnie też.

Lider1piorunów

@Michot Dzieki, po cichu się łudziłem, że może nie zauważą podobieństwa zwierzątka z okładki do jednego z moderatorów, ale wyszło jak zawsze. Szczególnie, że z treści wynika, że zwierzę jest raczej martwe, a jeśli żywe to i tak spotkał je wcale nie lepszy los :(

Pokaż więcej komentarzy (23)