Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#kochanamamusia

Lider

w Hydepark

74piorunów
Pamiętam jak było ze mną. Też mało jadłem a moja matka krzykiem, szarpaniem, szantażem wymuszała na mnie "wszystko ma być zjedzone".

I stałem jak ta owieczka na korytarzu w szkole i pchałem w siebie z płaczem kanapki (4 składane, że chlebak się nie domykał) bo mama kazała. (A dzieciak to nie pomyśli, że można wy⁎⁎⁎ać i się starzy nie pokapują, bo myśli, że oni wiedzą wszystko.)

I tak zjebałem sobie nawyki żywieniowe, a jedyne co potem od ukochanej mamusi usłyszałem to "nie moja wina, że w pewnym momencie zacząłeś ŻREĆ" (z takim pogardliwym żreć).

A tak, to dokładnie jej wina i dokładnie to rodzicom powiedziałem: "to że jestem gruby to wasza wina, ale ja sobie z tym poradzę i wybaczam wam. Wybaczam."

*Do teraz wspomnienie tego kwiku jaki nastał to dla mnie najpiękniejsza rzecz."

Jakoś godzinę po napisaniu tego komentarza przyszła moja rodzicielka. Wszedł temat tego, że też byłem niejadek, a potem zacząłem ZREĆ.
Kiedyś mnie to bolało, teraz mam w d⁎⁎ie, że matka nie mówi o mnie inaczej niż ten co żarł.
Kiedyś byliśmy w Intermarche czy innym pseudo markecie z butikami i stała taka waga analityczna, która chyba za piątaka ważyła osobę i mierzyła wzrost oraz wypluwała jakieś inne gówno warte dane.
Nie pamiętam ile miałem lat, coś około 10, ale pamiętam jak matka cisnęła ze mnie bekę, przy siostrze, ciotce i babci, że jestem taki gruby i jak (no jak to suko?!) mogę ważyć 51 kg.

Ech.. j⁎⁎ać to. Jak się ojcu kiedyś zemrze przed nią to dom starców i elo, bo zaczyna się robić wredna jak babka.

Rozwinięcie mojego komentarza z innego wątku.

Fenomen4piorunów

@AdelbertVonBimberstein nie wiem jak to wyjaśnić, ale czasem to mam wrażenie że naturą rodziców jest tworzyć jakieś patologie. Serio. Masa ludzi dookoła, masa znajomych, rodzina, wszędzie jakieś traumy z dzieciństwa i problemy z rodzicami. Jest ich tyle, że zaczynam to traktować jako normę. Grunt że udaje się z tego bagienka wyjść, i, mówiąc potocznie "wyjść na ludzi". Ale jak sobie pomyślę ile trudu mnie to kosztowało, to aż mnie skręca, że dopiero na półmetku życia zaczynam to wszystko rozumieć.

Fanatyk1piorunów

@jedzczarnekoty ja zakładam że będąc rodzicem na pewno pełnisz jakieś błędy i być może to stanie się jakąś traumą, oczywiście nie intencjonalnie. Jednakże dzisiaj ludzie są bardziej świadomi tego jak nasze zachowania mogą wpłynąć na dzieci. Moi rodzice nie byli aż tak świadomi, a nauki jak wychowywać dzieci wzięli od swoich rodziców. Oczywiście zmodyfikowali je, na bardziej lajtowe, uważając by nie spowodować swoim dzieciom pewnych traum, które sami mieli ;)

Fenomen2piorunów

@ZohanTSW nie chcę jakiś wartości z IDZD wymyślać, ale nie są świadomi, właśnie o to chodzi. Niby XXI wiek, powszechny dostęp do informacji ale jestem w szoku obserwując jak rodzice wychowują dzieci. Czy raczej nie wychowują. Ale - tutaj słowo klucz, zanim skończyłem kurs pedagogiczny tej świadomości nie miałem. Ostatnio był ciekawy artykuł w Rzeczpospolitej, jest za paywallem więc tylko fragment:

>Przypomnijmy, że w drugiej połowie XX w. doszło do kopernikańskiego przewrotu w podejściu do dzieci. W reakcji na opresyjny model wychowania, oparty na systemie kar, modne stały się koncepcje zwane „bezstresowym wychowaniem”. Szlachetna idea wynikała z uznania – w Polsce tę myśl promował Janusz Korczak – że dziecko to taki sam człowiek jak dorosły, tylko że mały. Dlatego ma prawo być wysłuchanym, a także należy brać pod uwagę jego oczekiwania i emocje. Wykoślawienie tej idei w pewnej chwili postawiło wszystko na głowie. Na dodatek dziecko stało się ważnym elementem gospodarki – zabawki, rozrywka, moda dziecięca itd.Pomysł na „strefy wolne od dzieci” jest efektem rewolucji w podejściu do wychowania, co szybko wyrodziło w zaprzeczenie jakiegokolwiek wychowania w ogóle. Owe strefy są tylko skutkiem ubocznym tej zmiany. Ta przesada doprowadziła do tego, że wraz ze zmniejszaniem się liczby potomstwa poszczególnym dzieciom poświęcano coraz więcej uwagi i środków. Samo pojęcie wychowania wyrzucono do kosza jako element XIX-wiecznej opresji. Wielu jednak pomyliło bezstresowe wychowanie z pozwalaniem dzieciom na wszystko, niestawianie żadnych barier. W efekcie tysiące rodzin zostało sterroryzowanych przez niewychowane dzieci, które na każdą próbę ograniczenia ich woli reagowały krzykiem i płaczem. Zamiast szczęśliwego pokolenia świadomego swych emocji i dojrzałości dostaliśmy pokolenie rozwydrzonych bachorów, zatruwających życie wszystkim wokół, które wyrosły na nieumiejących myśleć o innych egoistach, a do tego zupełnie nieprzygotowanych do życia.
Jak najprościej mieć spokój z dzieckiem? Dać smartfon. I, pomimo ogromu informacji nt. szkodliwości takiego podejścia znam dwie, słownie dwie rodziny w których rodzice tego pilnują. Pozostałe? Spokój rodziców jest ważniejszy. Ale, czego wymagać od świata wpatrzonego w kilkucalowe ekrany.
Żeby nie było - nie jest to przykład na którym opieram swoją teorię. Ale bardziej na tym że rodzice nie są konsekwentni, i albo idą w stronę pruskiego modelu szkoły i bicia po łapach/krzyku, albo bezstresowego wychowania i powtarzania po n razy "synku nie rób tak". Albo, mówią coś kilkulatkowi, powtarzają, potem "no przecież Ci mówiłam" nie zakładając w ogóle że dziecko tego nie rozumie. I na każdym etapie rozwoju jego mózg działa inaczej, i zrozumienie tego to clue wychowania.

Fanatyk1piorunów

@jedzczarnekoty jest w tym sporo racji, ale wydźwięk jest trochę jakby "kiedyś to się dzieci biło i były wychowane, a teraz to się nie bije i nie są wychowane". Faktem jest że kiedyś dzieci to była darmowa siła robocza, dziś życie wygląda zupełnie inaczej. Zgadzam się że ludzie są skrajnie nieodpowiedzialni i idą na łatwiznę dając dziecku smartfon przy każdej okazji, oraz że stają się niewolnikami dzieci na własne życzenie. Co z tego wyjdzie - no cóż, zobaczymy, patologia była, jest i będzie.

Fanatyk5piorunów

Ja również "nie wiedziałem" czy jestem głodny czy nie, mama i babcia wiedziała lepiej. A może dokładkę? Jak zjesz będziesz grzeczny. Zjedz jeszcze. Babcia do dzisiaj ZAWSZE krytykuje to ile sobie nałożę na talerz - chyba że byłaby to góra jedzenia, aż by się wysypywało. Zawsze jest "tylko tyle?! Taki chłop i tak mało je?!" Byłem uczony jedzenia pod kurek, potem jak byłem starszy nawet to polubiłem i się ścigałem z bratem kto potrafi zjeść więcej. Dzięki temu autentycznie nie wiem kiedy jestem najedzony, kiedy mi "wystarczy". Jem w opór chociaż mam świadomość, że wystarczy mi trochę mniej i to uczucie głodu zaraz zniknie.
Nie ma chyba innego rozwiązania, trzeba przez kilka lat liczyć kalorie aż ci to wejdzie w krew i tym samym zmienią się nawyki.

Kompan2piorunów
"tylko tyle?! Taki chłop i tak mało je?!"

@ZohanTSW Klasyka... Co prawda u mnie w domu opisywanych w tym wątku rzeczy na szczęście nie było, jednak takie porąbane podejście do żywienia czy to dzieci czy dorosłych widywałem nie raz i nie dwa, czy to gdzieś w rodzinie czy wśród znajomych. I właśnie - to przekonanie, że PRAWDZIWY CHŁOP:tm: musi jeść jakieś chore ilości tego żarcia, najlepiej żeby to było tłuste, gęste, oparte na mięchu, do tego trzeba jeść szybko, nie zwracając większej uwagi na to, czy to w ogóle dobre, bo jeśli dużo, to już z automatu dobre. No i jeśli jest dużo, nie wolno zmarnować.

Fanatyk3piorunów

@LTM87 no i też rozumiem że to mogło mieć kiedyś sens kiedy chłop tyrał od rana do zmierzchu i zapotrzebowanie miał z 3500 kalorii albo lepiej, ale dziś już tak nie trzeba, ale przekonanie zostało

Pokaż więcej komentarzy (28)