Proponuję inny system. Może być to demokracja liberalna z elementami demokracji bezpośredniej.
Wybierany jest tak jak dotychczas parlament, ale przed głosowaniami nad ustawą, pierwszy głos mają obywatele i tak dostają 2tyg na to aby oddać głos na projekt ustawy, czy przechodzi do dalszej pracy, czy ma być poprawiony czy odrzucony.
Jeżeli przez 2tyg nie uzbiera się powiedzmy 30% głosów społeczeństwa, to warto nas dalszym procedowaniem jest odrzucone.
W przypadku gdyby prezydent zawetował jakaś ustawe, to powiedzmy, że minimum 3/5 obywateli może obalić weto prezydenta.
Oczywiście wartości nie są sztywne, ale sam zamysł dodania możliwość udziału obywateli w większych ustawach, miałby jakiś sens (na mniejsze, nie byłoby poparcia w społeczeństwie w poprzez nie uzyskania progu 30% głosów).
Dodatkowo, każdy projekt uchwały byłby oceniany przez społeczeństwo jako wartość do dalszego procedowania (te z większą ilością pkt, byłyby na górze listy, te z mniejszą, na dole). Każdy obywatel miałby np 10spraw, którymi mógłby się interesować i na zasadzie przydzielania pkt, mógłby wartościować ważniejsze dla niego sprawy np 2 pierwsze 5pkt, dwie kolejne 4 itd. jak wpada jakaś nowa co jest dla niego turbo ważna, to inne spadają na kolejne miejsca i pkt się zmniejszają.
Ta część systemu jest w "podobny" sposób przedstawiona w grze stellaris (tylko tam każda nacja ma przydzielone wartości od siły i to podbija dane uchwały)
Ostatnią rzeczą dałbym opiniowanie osób w parlamencie. Powiedzmy że każda partia musi co roku wymienić 20% swojego składu. Każdy wyborca może głosować. Ten który wybrał daną partię głosowe nad zmianą 10%w danej partii, reszta nad kolejnym 10% tak odpada ten co nie chce dogadać się z innymi partiami i ten co najgorzej służy swoim wyborcom - oczywiście zdaję sobie sprawę że podważa to zasadę niejawności wyboru, ale zakładam że dałoby się to w jakiś sposób obejść przez zamknięty system i po wyborach deklaracje przynależnosci do danej partii (nie musi to się wiązać koniecznie z rzeczywistym wyborem).