Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#siegeofterra

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1298 + 1 = 1299

Tytuł: Warhawk

Autor: Chris Wraight

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 482

Ocena: 7/10

“And so the world ends thus, not in defiance, but in madness”

VI część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Jaghatai Khan zmęczony wojną defensywną i licznymi niepowodzeniami opracowuje śmiały plan kontrataku. Osią wydarzeń jest ciąg dalszy konfliktu Białych Szram z Gwardią Śmierci, ale poza tym książka zawiera jeszcze mnóstwo innych wątków pobocznych.

Chris Wraight ma relatywnie lekkie pióro i nie stosuje takiej pompy i teatralności jak Dan Abnett czy Aaron Dembski-Bowden. W związku z tym, podobnie jak wcześniej “Szramy”, tak też i “Warhawka” czytało mi się przyjemnie niczym powieść przygodową, tylko tym razem zgodnie z cechą gatunkową nasyconą licznymi scenami walk, zarówno wojsk pancernych, piechoty, jak i indywidualnych pojedynków. W tej ostatniej kategorii, oprócz starcia dwóch prymarchów, książka zawiera też genialną konfrontację dwóch prawdopodobnie najpotężniejszych astartes uniwersum .

Bardzo ciekawie poprowadzona została ewolucja postaci, w szczególności Sigismunda i Caipha Morarga. Pierwszy trzymany dotąd przez Dorna na krótkiej smyczy zostaje z niej w końcu spuszczony. Drugi z troską obserwuje zmiany zachodzące w XIV Legionie.

Dodatkowo autor zastosował ciekawą zabawę, w której każde zdanie otwierające rozdział nawiązuje do zdania kończącego rozdział poprzedni, nawet jeśli dotyczy zupełnie innego wątku.

Erebus to c⁎⁎j.

Solidny tom.

GURU1piorunów

Mi sie zawsze wydawalo ze erebus zostal napisany zeby jakos lepiej uzasadnic to ze jego prymarch tak latwo sie dal wy⁎⁎⁎ac bogom chaosu

Gruba ryba1piorunów

@ErwinoRommelo ta postać jest tak totalnie antypatyczna jak to tylko możliwe. Kor Phaeron też. Co ogólnie jest rzadkością, bo seria jest tak napisana, żeby dało się sympatyzować albo przynajmniej zrozumieć motywacje nawet typków pokroju Sevatara czy Kharna

GURU0piorunów

@saradonin_redux caly 17sty legion to zjeb na zjebie, zauwaz jak duzy wplyw na fabule ma wlasnie to ze mozna zrozumiec motywacje postaci, w teori tyranidy powinny juz dawno wszystko zjesc, ale tak sie nigdy nie stanie bo nieda sie o tym napisac ksiazki tak zeby byla fajna do czytania.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1280 + 1 = 1281

Tytuł: Mortis

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 560

Ocena: 5/10

“What will be left after a war like this?”

V część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę oraz tytuł i wiadomo, że główną oś wydarzeń stanowić będzie to, co przedszkolaki lubią najbardziej, czyli bitwy wielkich robotów, w szczególności Legio Mortis i ich niedorzecznie wielkich tytanów klasy Imperator.

Pod względem fabularnym całe oblężenie Terry przebiega liniowo, więc oczywiście “Mortis” podejmuje opowieść po wydarzeniach kończących “Saturnine”.

John French podobnie jak w “The Solar War” znów w jednej książce zamieścił wiele różnych perspektyw na wydarzenia główne oraz poboczne mające większy lub mniejszy wpływ na otaczający świat. Słusznie, gdyż titan-pr0n, choć efektowny, szybko zaczyna nużyć. Chyba jednak trochę przesadził i chciał poruszyć zbyt wiele tematów w jednej powieści. Wątków można wyróżnić co najmniej dziewięć, co sprawia, że ich śledzenie bywa uciążliwe, a całe napięcie gdzieś umyka.

Same bitwy tytanów zostały napisane w dwóch różnych skalach. Pierwsza ukazana z rozmachem i w tonie batalistyczno-katastroficznym głównie z punktu widzenia Tetrecaurona - princepsa senioris z Legio Ignatum pokazuje bardziej globalne, taktyczne spojrzenie na pole bitwy. Napięcie znakomicie budują detale np. w postaci komunikatów nadawanych pomiędzy tytanami. Natomiast związany z tym samym tematem wątek Acastii i Rycerzy Vyronii choć zbliżony technicznie, miał bardziej osobisty i ludzki charakter.

Zaskakująco ciekawie rozpoczęło się śledztwo Mauer w sprawie serii tajemniczych morderstw wśród oficerów oraz pośrednio wiary w Lectitio Divinitatus jako odpowiedzi na rozprzestrzeniające się poczucie beznadziei. Co z tego, kiedy potem urwało się, by wrócić dopiero za kilkaset stron?

Ciąg dalszy losów poborowego Katsuhiro poznanego w “The Lost and the Damned” prawdopodobnie miał nadal być smutną i dramatyczną historią okopową. Wyszło jednak nieciekawie i nużąco. Okrutnie przeciągnięta została podróż Olla Perssona w formie dziwnej, a’la lovecraftowej, psychodelicznej powieści grozy, nawet jeśli w pewnym momencie wychodzi z tego niezły mindfuck. Shibana natomiast w ogóle miałem ochotę pominąć, choć przyznam, że zakończenie było satysfakcjonujące.

Cała reszta, w tym kluczowy dla przebiegu kampanii wojennej temat Perturabo i IV Legionu, utrzymana została we właściwym tonie, choć przedstawiona bez większego polotu.

Na plus mogę dodatkowo zaliczyć stopniowo gęstniejącą atmosferę. W tej książce wyraźnie już widać, że kampania zaczyna wykraczać poza pojedynek wielkich strategów. Daje się wyczuć rosnąca desperację i słabnące nadzieje na zwycięstwo.

“Mortis” to książka bardzo nierówna, poniżej średniej na tle zarówno Oblężenia Terry jak i całokształtu Herezji Horusa. Po Johnie Frenchu spodziewałem się nieco więcej.

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1268 + 1 = 1269

Tytuł: Fury of Magnus

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 246

Ocena: 6/10

“Civilisations are not won and held by men who give straight answers.”

Krótka nienumerowana powieść w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy IV a V częścią.

Perturabo z żelazną konsekwencją realizuje plan oblężenia w imieniu Mistrza Wojny, tymczasem Magnus ma w tej wojnie własne cele.

Nie przepadam za Karmazynowym Królem i jego świtą egipskich czarowników. Trochę za dużo magicznego ugabuga, co w połączeniu z kwiecistym i pełnym metafor stylem Grahama McNeilla sprawiło, że nie była to najłatwiejsza lektura.

Mimo to książka stanowi wartościowe podsumowanie tematów rozpoczętych jeszcze w “Tysiącu Synów” i łączy je w spójną całość z kilkoma wątkami z innych powieści i opowiadań. Przy okazji zawiera kilka ciekawych nawiązań do wcześniejszych treści, niekoniecznie bezpośrednio związanych z Magnusem m.in. "Ostatni Kościół".

Nawet zdarzyło mi się uśmiechnąć kiedy Bodvar Bjarki adoptował sobie trzy Salamandry nie pytając ich o zdanie.

Lektura nieobowiązkowa, ale domyka kilka spraw i stanowi punkt zwrotny w kwestii motywacji Magnusa.

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

1261 + 1 = 1262

Tytuł: Saturnine

Autor: Dan Abnett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 464

Ocena: 9/10

“There will be daemons there.”

IV część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Zdradzieckie Legiony zdobyły pierwszy ważny przyczółek wokół Pałacu Imperatora. Lojaliści świadomi, że ich zasoby nie są nieskończone, muszą podjąć trudne decyzje.

Dan Abnett namalował książkę serią wymownych obrazów: smutnych, wzniosłych, brutalnych, często symbolicznych.

Niemal na samym początku zdarzyła się wpadka w kilku dialogach. Zamiast teatralnej maniery, trafily się zbyt potoczne, w jaskrawie niepasujący sposób. Rozumiem, że tak mogą mówić cywile, najemnicy czy rekruci, ale nie melancholijny i raczej powściągliwy Aksymand, a przeklinający Jaghatai Khan to już przesada. Odniosłem wrażenie jakby aktor wypadł z roli albo jakby te fragmenty dialogów napisała zupełnie inna osoba. Na szczęście później już wszystko wraca do normy.

Autor ponownie po mistrzowsku operuje formą. Da się zauważyć, że fragmenty opisujące Sanguiniusa są malownicze i heroiczne, zaś te dotyczące legionistów Imperialnych Pięści wyróżniają się bardziej uporządkowaną strukturą i surowym językiem (wyraźnie to widać w wątku, w którym występuje Camba Diaz). Jedna z bitew zaś została przedstawiona w postaci precyzyjnie koordynowanej operacji specjalnej w stylu Toma Clancy’ego.

Wiarygodnie napisane zostały też postaci, zarówno stare jak i nowe. Szczególnie ciekawie rozwijały się losy Abaddona wraz ze wspaniałą sceną z pięcioma etapami żałoby. Można było wyczuć, że był już powoli przygotowywany do nowej roli.

Wrócił Sindermann, więc oczywiście przemycona została szczypta rozważań filozoficznych poruszających tematy moralności, wiary czy prawdy. Wpadło przy okazji trochę ciekawostek dotyczących przeszłości Imperatora.

Książkę kończy seria dramatycznych, lecz bardzo zróżnicowanych walk, w których żywota dokonało kilka znaczących postaci po obu stronach konfliktu. Jedni otrzymali śmierć piękną, inni nieoczekiwaną, jeszcze inni przez nikogo nie zauważoną.

Znakomita część, emocjonująca opowieść, którą pochłonąłem z przyjemnością.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1235 + 1 = 1236

Tytuł: Sons of the Selenar

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Liczba stron: 195

Ocena: 9/10

“How best should a warrior die?”

Nowela w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy III a IV częścią.

Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę, by domyślić się, kto będzie bohaterem książki. Graham McNeill odchodzi na chwilę od głównych wydarzeń skupionych wokół Pałacu Imperialnego by przedstawić dalsze losy styranego krążownika Sisypheum i jego załogi złożonej z garstki legionistów Rozbitych Legionów ocalałych z masakry na Isstvanie V. Mieliśmy okazję spotkać ich już wcześniej m.in. w powieści “Anioł Exterminatus” czy opowiadaniu “Kryptos”. Sabik Wayland, Nykona Sharrowkyn, Atesh Tarsa i spółka docierają do Układu Sol by dołączyć do obrony Terry, kiedy niespodziewanie odbierają tajemniczy sygnał z Luny.

“Sons of the Selenar” to tak naprawdę historia wojenna typu “misja ponad wszystko” tylko osadzona w realiach Herezji Horusa. Po trzech złożonych i wielowątkowych powieściach taka zwarta i jednowątkowa forma okazała się miłą odmianą. Znakomicie napisana historia, pełna emocji i wartkiej akcji, stanowiąca sentymentalne pożegnanie z grupą niezłomnych bohaterów.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1226 + 1 = 1227

Tytuł: The First Wall

Autor: Gav Thorpe

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 528

Ocena: 4/10

“I would rather win a battle fighting for nothing than loose one.”

III część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Niestety, w stosunku do pierwszych dwóch, bardzo przyzwoitych części, zjazd jakościowy jest wyraźnie odczuwalny.

Po pierwsze, chronologia powieści jest poprzestawiana w wyjątkowo chaotyczny sposób i każda perspektywa obejmuje nieco inny przedział czasowy. Problem w tym, że odcinki czasowe nie są wzajemnie rozdzielne i odległe - nie ma tak, że jeden wątek dział się w teraźniejszości, a drugi lata wcześniej. W “The First Wall” różnice czasowe sięgają często zaledwie kilku dni i\\lub przedziały czasowe częściowo nakładają się na siebie, więc istnieją bezpośrednie powiązania przyczynowo-skutkowe pomiędzy wydarzeniami, które zupełnie niepotrzebnie zostały zamienione miejscami. Autor co prawda częściowo uzasadnił takie podejście w posłowiu, ale nie zmienia to poczucia nieuporządkowania, bo dobrej książki nie trzeba tłumaczyć.

Po drugie, Gav Thorpe nie wyciągnął wniosków z poprzednich powieści i nadal wypełnia objętość niepotrzebnymi opisami prozaicznych czynności. W “Angels of Caliban” zanudzał jak chłop jechał czołgiem, a w “The First Wall” poszedł tym tropem jeszcze dalej i rezerwiści jadą pociągiem przez kilka rozdziałów - ze wszystkimi szczegółami: jak pociąg nadjeżdża, jak wsiadają, zajmują miejsca i wykonują inne nic nie znaczące czynności o absolutnie zerowym wpływie na cokolwiek. Nikogo to nie obchodzi.

Podobał mi się natomiast “Wietnam” Forrixa i jego oddziału pozostawionych bez wsparcia na terytorium wroga, bo zawarł w tym epizodzie cały etos Żelaznych Wojowników. Było też trochę innych, bardziej udanych elementów jak przemyślenia Abaddona, stopniowa przemiana Kharna, czy kilka dramatycznych pojedynków.

Niby tragedii nie było, ale niezbyt mi się podobało, nie licząc satysfakcjonującej końcówki, w której jedne wątki się całkiem sprytnie połączyły, a inne dobiegły końca. Jednak wydarzenia w ramach cyklu “The Horus Heresy: Siege of Terra” mają charakter liniowy, więc nie bardzo daje się cokolwiek pominąć.

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

1210 + 1 = 1211

Tytuł: The Lost and the Damned

Autor: Guy Haley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

“Death in the abstract is a friendlier fellow than death in the flesh.”

II część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Tytuł “The Lost and the Damned” dotyczy zwykłych śmiertelników. Podczas, gdy jedni przywódcy naradzają się bezpiecznie na orbicie, a drudzy w bunkrze, jak w każdej wojnie, na pewną śmierć posyła się miliony zwykłych ludzi i jeszcze się im wpaja, że umierają za wspaniałe ideały.

W związku z tym większość opowieści mamy przedstawioną z perspektywy poborowych żołnierzy Imperium, kadry pilotów czy najemników w służbie Mistrza Wojny. Błoto, zimno, strach, krew i okopy.

“The Lost and the Damned” można z powodzeniem również rozszerzyć na prymarchów i Astartes, którzy w ramach paktu z siłami Chaosu poświęcili jakąś część samego siebie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że Angron miał niewątpliwie efektowne wejście.

Guy Haley jak zwykle zaprezentował lekkie pióro. Tak to napisał, że nawet jeśli ktoś przegapił kilka tomów, to pobieżnie streścił kontekst w ramach strategicznej narady prymarchów. Umiejętnie wykorzystał również kilka postaci z wcześniejszych tomów Herezji.

Książka nie wniosła jakiejś rewolucji fabularnej, ale okazała się solidną kontynuacją serii

Gruba ryba1piorunów

jak się to czyta po ang? sporo jest jakiś dziwnych słów czy raczej łatwo idzie?

Gruba ryba1piorunów

@Hoszin zależy od autora. Dan Abnett, Mike Lee, czy Guy Haley piszą raczej lekko i w miarę prostym językiem. Z kolei Graham McNeill często stosuje złożone opisy i bardziej wyszukane słownictwo. Aaron Dembski-Bowden plasuje się gdzieś po środku. Największe problemy ze zrozumieniem miałem z Jamesem Swallowem, ale to bardziej dlatego, że on lubi bardzo długie zdania o nieraz poprzestawianym szyku, więc czasem musiałem przeczytać ponownie, by załapać co autor miał na myśli.

Z uwagi na specyfikę świata pojawiają się archaizmy, jedne oczywiste jak apothecary, inne mniej. W polskim tłumaczeniu zresztą też jest tego sporo.

Na szczęście czytnik ma zainstalowany angielski słownik i wystarczy zakreślić słowo, żeby wyświetlić tooltip z definicją.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

1189 + 1 = 1190

Tytuł: The Solar War

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

“Our dreams cannot change the stars. But sometimes, our deeds can change the universe even if it is only by accident.”

I część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Długo mi zeszło, bo ostatnio miałem bardzo dużo pracy, wyjazdy i nie mogłem spokojnie usiąść z książką, więc czytałem tak trochę z doskoku, czasem tylko po kilkanaście minut.

Początek końca. 54 książki prowadziły do bitwy, którą rozpoczyna owa powieść. Syreny zawyły, gdy pierwsze okręty Mistrza Wojny dotarły na obrzeża Układu Sol. Siły Imperium od lat przygotowywały się na ten moment, więc drogi ku Terze strzegą liczne linie obrony.

Monumentalizm wraca do poziomu znanego z trylogii początkowej. Jest rozmach i pompa. Nieco chaosu też, gdyż autor starał się zawrzeć wiele różnych wątków zbiegających się ze sobą: od ogromnych bitew kosmicznych setek okrętów, po bardziej kameralną historię Mersadie Oliton, która to moim zdaniem okazała się najciekawszym elementem powieści.

Miara katastrofy jest przeogromna: umierają bohaterowie, okręty, stacje kosmiczne, czy nawet całe księżyce, a ich ofiara i tak wydaje się prawie nic nie znaczącą w skali całego konfliktu. John French jasno daje do zrozumienia, że opisane wydarzenia nie są tylko waśnią pomiędzy zbuntowanym synem a ojcem, ale pomiędzy Chaosem a ludzkością.

W tym odcinku Ezekyle Abaddon dostał swoje 5 minut i w końcu został pokazany nie tylko jako gburowaty wojownik, ale przede wszystkim jako zaufany generał Horusa, a przy okazji pojawiły się urywki jego młodości. Natomiast jeśli Layak łażący za nim niczym Wrzód za Bezim w Gothiku miał być zabawny, to niezbyt to się udało.