Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wspinaczka

Fanatyk

w Sport

4piorunów

XXXI dzień   w ramach 

Prawie zapomniałem. Był człowiek na niewspinaczkowym urlopie i się odzwyczaił. Od notatek i wspinania.

Buldering. Taki trochę zaczepny, żeby się poruszać. Nic wyjątkowego, ale kilka baldzików dających satysfakcję udało się popełnić.

Lider

w Hydepark

9piorunów

Ktoś, coś wie więcej na ten temat?

Ze ścianki nie da się ot tak odpaść i runąć na ziemię. No chyba, że ktoś się wspinał bez zabezpieczeń albo autobely się zepsuł.

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/warszawa/bliscy-mezczyzny-ktory-odpadl-ze-scianki-wspinaczkowej-poszukuje-swiadkow/v11ht16

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Podróże

44piorunów

Znów minęło kilka miesięcy od mojego ostatniego wpisu. Wspomnienia z mojej podróży sprzed ponad 2 lat się zacierają, zastępowane przez wydarzenia z obecnego, pospodróżniczego życia. Obym dokończył spisywanie tych historii zanim wchłonie je nicość zapomnienia.

--

W rejonie Huaraz przebywałem łącznie około tygodnia. Obszar ten słynie nie tylko z wspaniałych tras trekkingowych, ale też możliwości, jakie oferuje do uprawiania wspinaczki skalnej i boulderingu. Miałem duże nadzieje wybrać się do Hatunmachay, oddalonego o 1,5 godziny jazdy od Huaraz, by tam przez dzień lub dwa mierzyć się z obitymi drogami o różnej skali trudności, a przy okazji podziwiać potężne Andy. Niestety nie było to takie proste - potrzebowałem przede wszystkim jakiegoś partnera wspinaczkowego, a w pierwszym hostelu, w którym się zatrzymałem, potencjalnych kandydatów, czy w ogóle ludzi, było jak na lekarstwo. Gdy przeniosłem się do drugiego hostelu, typowo już nastawionego na wspinaczy, okazało się, że się spóźniłem - dwa dni wcześniej grupa trzech osób wyruszyła w tamte rejony. Ach, gdybym tylko zmienił hostel wcześniej!

Nie zamierzałem się zrażać tym drobnym niepowodzeniem. Przeczytałem, że w samym Huaraz jest niewielka formacja skalna z kilkoma obitymi drogami, Los Olivos, więc postanowiłem się tam przespacerować. Po trzydziestominutowym marszu, wliczając drobne zbłądzenie pod sam koniec drogi, przechodziłem przez bramę obiektu - okazało się, że jest to prywatny teren otoczony starym, ale wystarczająco szczelnym ogrodzeniem. Tuż za bramą znajdował się niewielki budynek, z którego przez otwarte drzwi przywołał mnie siedzący w nim mężczyzna.

- Hola!
- Hola!
- Bienvenido a Perú - w powitalnej formułce wybrzmiało raczej znudzenie niż życzliwość. 
- Gracias! 
- Quieres escalar?

Odpowiedziałem już po angielsku, że owszem, ogólnie chciałbym się powspinać, ale najpierw wolałbym się rozejrzeć - nie byłem pewien, czy w ogóle było tam cokolwiek, do czego miałbym szansę się wstawić, no i przede wszystkim zależało mi na dołączeniu do jakiejś grupy - bez partnera do wspinaczki i asekuracji mógłem co najwyżej pogapić się na własne nogi.

- Wstęp za 10 soli - odparł gospodarz. 
- A wspina się tam ktoś w tej chwili? Bo jeśli nie, to bez sensu, żebym tam wchodził. 
- 10 soli - mój rozmówca był absolutnie niewzruszony.
Bienvenido a Perú! - wycedziłem do niego z sarkazmem, obróciłem się na pięcie i wyszedłem rozczarowany brakiem gościnności.

Nie mając widoków na znalezienie partnera do wspinaczki, pozostała mi jeszcze jedna opcja - bouldering. O kilka minut jazdy od mojego hostelu, w pobliskiej wiosce o wdzięcznej nazwie Huanchac (a może to była wciąż dzielnica Huaraz - ciężko stwierdzić) znajdowało się kilkanaście wysokich na kilka metrów głazów o wytyczonych i opisanych w przewodniku wspinaczkowym liniach. O miejscu tym dowiedziałem się od gospodarza mojego hostelu, który sam był zapalonym wspinaczem. O ile ze względu na swoje obowiązki nie mógł mi towarzyszyć w przechodzeniu skalnych dróg, użyczył mi kilku wskazówek, udostępnił do obfotografowania wspomniany przewodnik i zaoferował wypożyczenie crashpada, a więc specjalnego materaca służącego do amortyzacji upadków (lub zeskoków) z boulderów. Podpytałem go jeszcze o możliwość wypożyczenia magnezji, bo wyjeżdżając z Polski zabrałem jedynie jakąś resztkę, ale wówczas zrobił zafrasowaną minę.

- Hmmmm, nie mam jej niestety zbyt wiele. To jest u nas dość trudno dostępny towar. Zawsze proszę moich znajomych z innych krajów, żeby przywieźli mi jej trochę ze sobą.

Nie powiem, zdziwiłem się, a przede wszystkim zacząłem żałować, że nie chciało mi się dosypać choć garstki tego białego proszku do mojego woreczka przed wyjazdem. Gdy jednak pokazałem mojemu rozmówcy jakim dysponuję zapasem, ten prawie mnie ofukał twierdząc, że tyle to mi powinno wystarczyć na kilka dni. Po tym jak spojrzałem na niego z niedowierzaniem, westchnął i przyniósł swój woreczek, na którego dnie była cieniutka warstewka magnezji - w moich oczach bardziej zabrudzenie materiału niż sensowna do wspinaczki ilość, lecz dla niego - wciąż wartościowe pokłady cennego kruszcu.

- Jeśli chcesz to weź - rzekł całkiem szczerze. 
- Nie no, teraz już rozumiem - odparłem - to co mam w zupełności mi wystarczy.

Po spakowaniu niezbędnych do wspinaczki rzeczy i wypożyczeniu crashpada udałem się na wskazane przez mojego gospodarza miejsce, skąd miałem złapać colectivo w kierunku Huanchac. To pojawiło się dość szybko, więc niedługo potem wysiadałem nieopodal pierwszego zestawu głazów - przynajmniej tak wskazywała mapa. Odnalezienie właściwego miejsca nie było banalne, bo głazy były po prostu wciśnięte pomiędzy jakieś chaszcze, lub ukryte za zabudowaniami, porozsiewanymi to tu, to tam, bez większego ładu czy składu, choć może po prostu postawionymi w tych miejscach, gdzie pozwalała na to rzeźba terenu. Okolica raczej nie była zbyt urokliwa. Przybrudzone domy, przyklejone do nich poletka uprawne i zupełne nieużytki, porośnięte kurczowo trzymającymi się życia chwastami w nieprzyjaznym sąsiedztwie wszechobecnych kamieni i śmieci.

W końcu zlokalizowałem pierwszą grupkę boulderów - wyglądały, jakby nikt się na nich od dawna nie wspinał, o czym świadczył brak jakichkolwiek pozostałości po magnezji na skalę, czy choćby wydeptanych dookoła ścieżek. Wstawiłem się w dwa problemy wspinaczkowe, trochę na chybił trafił, bo ciężko mi było zidentyfikować konkretne linie - do tej pory nie wiem czy przeszedłem je zgodnie z założeniami autora. Przede wszystkim jednak nie czułem z tego zbyt wielkiej frajdy. Złożyłem crashpada i poszedłem w kierunku innego skupiska boulderów, znów wspomagając się mapą.

Drugie podejście było już odrobinę bardziej udane - udało się dość szybko zidentyfikować właściwy boulder i wspinaczkową linię, którą zamierzałem pokonać. Okazała się dość łatwa, więc uporałem się z nią bardzo szybko. Pozostałe drogi na tym głazie były już zbyt ryzykowne jak na moje umiejętności i brak partnera do asekuracji - niekontrolowany upadek z 3 metrów, nawet gdybym trafił w materac, a nie kamieniste podłoże, nie znajdował się w orbicie moich zainteresowań.

Powoli zaczynałem tracić nadzieję na przyjemne spędzenie tego dnia. Rzutem na taśmę zdecydowałem pójść w kolejne zaznaczone na mapie miejsce. Prawie porzuciłem ten pomysł w połowie marszu przez miejscowego psa, który towarzyszył mi przez kilkaset metrów i swym ujadaniem wyraźnie dawał do zrozumienia, że jestem nieproszonym gościem. W końcu jednak odczepił się i ostatni fragment drogi szedłem sam wśród niskich zabudowań. Nagle moim oczom ukazał się względnie trawiasty placyk z kilkoma dużymi boulderami znajdująmi się w odległości po kilkanaście metrów od siebie. W końcu zamiast pojedynczych głazów wciśniętych w nieprzyjazne otoczenie znalazłem coś na kształt wspinaczkowego placu zabaw, na którym aż chciało się choćby i posiedzieć. Placyk ten był ogrodzony, ale uchylona brama zachęcała do wejścia. Pomiędzy głazami gdzieniegdzie pasły się nieco wychudzone krowy.

Zacząłem się wspinać. W końcu czułem jakąś radość, bo zarówno otoczenie nie odstraszało, jak i same drogi dawały frajdę, będąc odpowiednio trudne, ale nie wprowadzając zbędnego ryzyka kontuzji nawet w przypadku odpadnięcia. Po jakimś czasie na placyk weszły jeszcze 2 osoby z crashpadem - miałem nadzieję na zamienienie kilku słów i wspólne wstawianie się do problemów, ale jedynie skinęli mi głową i udali się pod wybrany przez siebie boulder. Z interakcji między nimi wywnioskowałem, że jeden z nich jest miejscowym "przewodnikiem", a drugi klientem. Moje spostrzeżenia okazały się słuszne, gdy po kilkudziesięciu minutach wspinałem się bliżej nich i zasłyszałem ich rozmowę. W końcu wymieniliśmy kilka zdań oraz spostrzeżenia na temat jednego problemu wspinaczkowego. Gdy tak rozmawialiśmy, przez bramę przeszła miejscowa staruszka w kolorowym kapeluszu i skierowała się bezpośrednio w naszą stronę. Nie rozumiałem co mówi, ale jej ton jej wypowiedzi, gestykulacja i wyciągnięta ręka znaczyły jedno - była właścicielką tego terenu i za korzystanie z jego dobrodziejstw należała się opłata - 5 soli od łebka. Każdy z nas sięgnął bez protestów do kieszeni i po chwili starowinka udała się w swoją stronę. Sam poczułem, że i na mnie powoli pora - byłem już trochę głodny, a otarcia naskórka dłoni też mówiły już "dość". Pożegnałem się z parą wspinaczy i ruszyłem w kierunku głównej drogi, skąd po niedługim czasie wsiadłem do colectivo i udałem się do hostelu.

Mimo, że nie był to jakiś super dzień pod względem wspinaczkowym, poczułem pewnego rodzaju spełnienie. Choć może bardziej po prostu odegnałem własne myśli, krytykujące mnie od jakiegoś czasu: "po co w ogóle zabrałeś te buty wspinaczkowe ze sobą - tylko miejsce zajmują". Poczułem się usprawiedliwiony.

Lider

w Wspinaczka

2piorunów

:snow_capped_mountain:

Marco Siffredi (22 maja 1979 – 8 września 2002) był francuskim snowboardzistą i alpinistą. Siffredi jako pierwszy zjechał na snowboardzie z Mount Everestu, dokonując tego wyczynu w 2001 roku przez kuluar Nortona. W 2002 roku zaginął po swoim drugim wejściu na Everest, gdy próbował zjechać na snowboardzie przez kuluar Hornbeina; jego ciała nigdy nie odnaleziono.

&źródło

Fanatyk

w Sport

6piorunów

XXIX i XXX dzień   w ramach 

Jestem ciekawym przypadkiem - bardziej kręci mnie samo trenowanie niż wykorzystanie tego w praktyce. Mooooże to kwestia tego, że nigdy nie udało mi się po wypoczynku faktycznie poczuć jakiegoś przypływu formy (niezależnie od sportu), zwykle czułem przypływ zmęczenia.

Zatem z przyzwyczajenia spróbujmy pomierzyć postępy trudnością ćwiczeń na treningu.

Pierwszy dzień (wczoraj) - lina. Piramidy na 6b. A potem na 6a+. A potem, na dobicie, 5-6 interwałów na 6a+/b. Zdecydowany postęp, szczególnie robienie tylu interwałów na tak spokojnie, na palczastej drodze.

Drugi dzień (dziś) - baldy. Zdecydowanie widać, że większość piątek, w które się wstawiam (przypominam - skala jest 1-9), robię w pierwszej, max drugiej próbie. Pomijając różne ekwilibrystyczne. Chociaż z tym idzie mi coraz lepiej, dziś właśnie jedną piątkę w przewieszeniu ze skokiem do klamy dopisałem do notesu. Prawie też zrobiłem szóstkę, ale brakło mi trochę mocy, by - po kolejnym skoku - utrzymać topowy chwyt (bo był bardzo paskudny).

Wygląda na to, że jest lepiej, teraz czas na zasłużony odpoczynek.

Lider1piorunów

@Statyczny_Stefek ciekawe hobby, miałem chwilową przygodę z boulderingiem, ale wyprowadzka do innego miasta mi ją przerwała. Coś tam się wspinałem po ściankach w Kotłowni Lublin :smiley:

Fanatyk

w Sport

7piorunów

Pokonanie jednego z siedmiu na świecie problemów boulderowych o trudności 9A. Trudniej niż 9A na świecie nie ma.

https://youtu.be/cg5G1rZGyx0?si=4QdHCy1KEMvLYpKH

Fanatyk0piorunów
Kompan1piorunów

BTW. Aidan mówił że Arrival of the Birds może byc 9A+, ale wycenił koniec końców konserwatywnie na 9A ;)

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Wspinaczka

7piorunów

Leszek Cichy: znalezienie stopy Irvine’a to dalszy ciąg niesamowitej historii

Znalezienie stopy Andrew Irvine’a to ciąg dalszy niesamowitej historii – zaznaczył w rozmowie z PAP.PL Leszek Cichy. Pierwszy zimowy zdobywca Mount Everestu komentuje odkrycie szczątków wspinacza, który sto lat temu zginął podczas próby zdobycia najwyższego szczytu świata. PAP.PL:

GURU

w Sport

34piorunów

95 lat temu na Zamarłej Turni zginęły siostry Skotnicówny - pionierki samodzielnego taternictwa kobiet

6 października 1929 r. na południowej ścianie tatrzańskiej Zamarłej Turni zginęły Marzena (lat 18) i Lida (16) Skotnicówny; pionierki samodzielnego taternictwa kobiet, nastoletnie feministki. Tragedię uwiecznił w wierszu zakochany w Marzenie poeta Julian Przyboś. Zamarła Turnia (2179 m

GURU

w Architektura

49piorunów

Belgijski kościół zmienił się w centrum wspinaczkowe. Takich realizacji w Europie jest coraz więcej

Z roku na rok rośnie liczba europejskich kościołów, które się „przebranżawiają”. W dawnych świątyniach powstają kluby, restauracje, biblioteki, a nawet ścianki wspinaczkowe, jak w kościele św. Antoniego Padewskiego w Brukseli. Śmiałkowie mogą wspiąć się po ściance prawie pod

Fanatyk

w Sport

9piorunów

Wyjazd , czyli w wersji praktycznej.

Nie wiem czy jest wiele sportów tak frustrujących jak wspinanie. Na pewno szachy, gdzie jeden ułamek sekundy rozproszenia może zepsuć cały, półtorejgodzinny wysiłek - jedno przeoczenie i partia w plecy. W jakimś trekkingowaniu, rowerowaniu, pływaniu - po prostu można zacząć przemieszczać się wolniej, odrobinę się może i opierniczać, ale na tę górkę czy do jakiegoś "gdzieś" się dotrze. Jak ktoś odpadnie z peletonu na grupowym treningu - to jednak po walce i prawdopodobnie mocno ujechany, a być może i tak dociągnie w grupie, ale nie dając zmian. A tutaj... nie dość, że jedna chwila zawahania, czy też złe rozczytanie, niezauważenie czy zagapienie się potrafi zniweczyć cały wysiłek, to jeszcze do tego nie da się tak po prostu zjechać na dół i wrócić do tego samego miejsca, bo to już inne mięśnie wchodzą i inny, bardziej zmęczony człowiek. A jeśli dodamy do tego, że na mocnym zmęczeniu czasem nawet proste ruchy, z dobrych chwytów, zdają się brzęczeć wszędzie, od uszu, do końca kręgosłupa...

Podsumowując: jestem zadowolony. ;D Owszem, były spadnięcia z prostych miejsc na drogach typu 6a+, gdzie zbułowałem się wybierając zły wariant i nie starczyło mi siły (i spostrzegawczości) by zobaczyć, że poprawna sekwencja leży, ale nieco obok. Niemniej jednak jestem w stanie z marszu fizycznie pokonać każdą 6a/6a+ - jeśli nie popierdzielę sekwencji, ale i to mi się o wiele rzadziej zdarza. Maksymalnie zrobiłem 6b+, a wwędkowałem się przez 6c (łatwe 6c, bo jednak z jednym trudnym i siłowym miejscem) - jest to jednak duży postęp, jeśli popatrzymy na to, że jeszcze niedawno na wszelki wypadek wolałem sobie zrobić 5c na wędkę, a pamiętam, jak niespokojnym było prowadzenie tych trudności.

Najgorsze jest to, że nie mam cierpliwości do powtórzeń - sądzę, że patentując mógłbym regularnie wstawiać się w 6c, może w coś lekko mocniejszego, ale po prostu: włażę gdzieś, wieszam wędkę na innym, trudniejszym "gdzieś" i robię raz, z blokami lub bez - i idę dalej. Więc w sumie nie znam mojego poziomu RP, muszę się cieszyć tym, że tkwię gdzieś na poziomie 6b/6b+ OS. I to też mnie satysfakcjonuje.

PS. Nie, podczas wyjazdu, byłem zdecydowanie zawiedziony tym, jak idzie. Perspektywa kilku dni jednak trochę zmieniła 😉

Gruba ryba

w Hydepark

9piorunów

Siema,
Dostałem bon na 300 PLN do sportano.pl i pomyślałem, że fajnie będzie kupić uprząż wspinaczkową - przyda mi się przy trudniejszych trasach w Tatrach, może w końcu jakaś via ferrata wskoczy, a docelowo chciałbym w ciągu najbliższych kilku lat (jak dzieciaki podrosną) zacząć wspinać się na ściance/skałkach, których w okolicy mam pod dostatkiem.

Pytanie do doświadczonych w temacie: na co zwrócić uwagę przy wyborze uprzęży (oraz lonży)? Czy jest jakaś zasadnicza różnica co do techniki wykonania pomiędzy różnymi producentami, czy raczej wszystko będzie ok? Większość uprzęży ze sportano ma podobny opis, wahania wagi w okolicach 150g, czyli chyba bez znaczenia.

Kilka modeli, które wpadły mi w oko:

https://sportano.pl/p/348842/uprzaz-wspinaczkowa-meska-black-diamond-momentum-kingfisher

https://sportano.pl/p/405146/uprzaz-wspinaczkowa-meska-mammut-ophir-3-slide-balck-marble

https://sportano.pl/p/235322/uprzaz-wspinaczkowa-meska-wild-country-flow-2-0-deepwater-black

https://sportano.pl/p/69470/uprzaz-wspinaczkowa-meska-mammut-togir-2-0-3-slide-marine

https://sportano.pl/p/405126/uprzaz-wspinaczkowa-mammut-sender-light-vibrant-orange

Wołam @boogie , naczelnego wspinacza hejto :grinning:

Będę wdzięczny za podpowiedzi lub odsyłacze 😊

Gwiazdor7piorunów

wszystko będzie ok, dopóki nie zacząłeś i nie masz specyficznych potrzeb. Im bardziej odchudzona, tym gorzej się wisi, ale to ma znaczenie przy długim, bardziej zaawansowanym wspinaniu i górach.
Jeżeli nie wiesz, ile szpejarek (tych bocznych oczek na sprzęt) potrzebujesz to uniwersalne jest 4. Najwygodniej jest też mieć jedną klamrę do regulacji rozmiaru, chyba wszystkie co wstawiłeś tak mają.
Wyklucz te 2 ostatnie i wybierz z reszty która ci się wizualnie podoba :)

Gruba ryba1piorunów

@profil_e Dzięki za odpowiedź! Rozumiem, że ostatnie majty odpadają ze względu na ilość szpejarek (2), a ta przedostania?

Gwiazdor3piorunów

@Piechur źle spojrzałem na zdjęcie i myślałem, że też są tylko 2 😛
Jeszcze warto zwrócić uwagę na rozmiar - najlepiej lokować się obwodem w okolicach środka przedziału podanego przez producenta to nie będzie problemu z dopasowaniem. U osób bardzo chudych/grubych zdarza się, że regulacji nie starcza i powinny wziąć inny model

Gruba ryba0piorunów

@profil_e Dziękuję za praktyczne porady 😊 Jeszcze jedna kwestia - czytałem, że do via ferrat polecany jest inny typ uprzęży niż do wspinaczki skałkowej/ścianowej ze względu na inne miejsce mocowania lonży. Jak to wygląda w praktyce? Rzeczywiście trzeba zastanowić się nad zakupem dwóch typów, czy te, które tu wymieniłem, mogą być używane "uniwersalnie"?

Gwiazdor1piorunów

@Piechur zdecydowanie uniwersalne. Na via ferraty można kupić uproszczone gacie, ale potem słabo się w tym wisi na ścianie (inny środek ciężkości). Nie ma żadnego problemu w drugą stronę, czyli standardowa uprząż na ferraty.

Przy okazji spojrzałem na ceny bo akurat mam uprząż do wymiany i Black Diamond momentum w innym kolorze w innym sklepie jest o 100zł taniej, polecam się rozejrzeć 😁 ten konkretny model mam w domu, jest bardzo podstawowy, ale zupełnie wystarczający do tego, co piszesz

Gruba ryba1piorunów

@profil_e Na sportano ogólnie drożej wszystko, ale jestem tu uwiązany tym bonem 😉 Dzięki jeszcze raz za wszystkie wskazówki 😁

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

15piorunów

Rzucam wyzwanie @travel_learn_wine na najlepsze zdjęcia z Igrzysk Olimpijskich :slightly_smiling_face: Niestety najlepsze zdjęcia to kard z transmisji kolarskiej. Dodaję pływanie w Sekwanie bo niewykluczone, że Ci ludzi już nigdy nie będę pływać xD Ostatnie zdjęcie to Sorato, którym tym konkretnym ruchem przegrał złoty medal we wspinaczce.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

24piorunów

Niestety to ostatni dzień wspinaczki na olimpiadzie w Paryżu.

W dzisiejszym finale kobiet w Lead & Bouldering wygrała, i obroniła tytuł z Tokio, niesamowita, fenomenalna, rewelacyjna Słowenka :earth_africa: Janja Garnbret (25 lat). Dziewczyna jest kosmitką i jej umiejętności są "poza skalą". Oglądanie w jaki sposób się wspina to czysta przyjemność i potwierdza, że może być najlepszą wspinaczką w historii tego sportu.:first_place_medal:

Na drugim miejscu reprezentantka USA :statue_of_liberty:, Brook "kokardka" Raboutou (23 lata). Zawsze uśmiechnięta, zawsze w warkoczu, bardzo często z kokardkami we włosach :slightly_smiling_face: Pomimo jej problemów w ostatnim sezonie, problemów z kwalifikacją do igrzysk, pokazała, że jej obecność nie jest przypadkowa. :second_place_medal:

Brązową medalistką została reprezentantka Austrii :earth_africa: Jessica Pliz, której nie bardzo znam 😒 Jej brązowy medal może nie jest kompletną niespodzianką, ale było kilka innych wspinaczek, na które bym stawiał 😉 Well done! :third_place_medal:

Brook jest młodsza od Janji oraz Jessici i na pewno będzie startować profesjonalnie jeszcze 5-7 lat, więc mam nadzieję zobaczyć ją w LA za 4 lata :smiley: Janja za 4 lata będzie mieć 29 lat i jej występ nie jest pewny, wszystko zależy jak będzie się czuła, czy regeneracja organizmu nadal będzie na odpowiednim poziomie, czy przeszłe i (tfu tfu) przyszłe kontuzje spowodują jakieś poważne decyzje. Jessica najprawdopodobniej pożegna się z profesjonalnym wspinaniem w najbliższych latach (nie zdziwię się jak odejdzie już w tym roku).

Strasznie mi szkoda Japonki :crossed_flags: , Ai Mori. Jest jedną z moich ulubionych wspinaczek, ma tylko 154cm wzrostu i brak tych centymetrów było widać w sesji boulderingu, gdzie było jej bardzo ciężko dosięgnąć chwytów, kiedy brakował jej zasięgu ramion. Zwróćcie uwagę na wynik tylko Lead Climbing, Ai Mori "ma złoto" :first_place_medal: i mając tylko 20 lat bardzo będę jej kibicować w LA 😉

Oriane Bertone z Francji :earth_africa:, ma tylko 19 lat (chyba najmłodsza zawodniczka ze wszystkich) odpadła ze ściany bardzo szybko i pogrzebała swoje szanse na brązowy medal, który był w zasięgu ręki. W najbliższych latach na pewno będzie o niej głośno i może być top3 w kolejnych Pucharach Świata i Igrzyskach.

Na koniec mała dygresja, brązowa medalista w Speed Climbing, Polka :earth_africa:💕 Aleksandra Kałucka będzie studiować na Edinburgh University i jej "lokalną" speed climbing wall będzie "moja" sala wspinaczkowa :slightly_smiling_face: Będzie trochę dziwnie widzieć Team GB oraz Team Poland ćwiczących obok siebie :slightly_smiling_face:

Gruba ryba1piorunów

Czy zawody wspinaczkowe są gdzieś transmitowane? (Poza igrzyskami)

Lider3piorunów

@Vakarian znalazłem, gdzie można oglądać na żywo! Platforma Max ze Sportem pokazuje (chyba) na żywo. Następne zaplanowane to Mistrzostwa Europy pod koniec miesiąca.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

22piorunów

Niesamowity Toby Roberts, Team GB, trochę niespodziewanie zdobywa złoto we wspinaczce sportowej :slightly_smiling_face: Chłopak ma tylko 19 lat i dobre 10 lat kariery przed sobą.

Na drugiej pozycji uplasował się Anraku Sorato, który po sesji boulderingu był na pierwszej pozycji i pretendentem do złota. Niestety wykonał jeden bardzo zły ruch, który kosztował go mnóstwo energii i chyba w głowie wiedział, że nie da rady dużo dalej przejść.

Na trzeciej pozycji Jakob Schubert, jeden z najlepszych wspinaczy "of all times".

Niestety największym przegranym jest Adam Ondra. Najprawdopodobniej najlepszy wspinacz w historii tego sportu. Adam jest 12 lat starszy od Tobiego, pomimo skilla jaki posiada, to jednak młodość wygrała :slightly_smiling_face: Jedno jest pewne, nikt Adamowi nie odbierze jego 9c!

Dla Jakoba (33 lata) oraz Adama (31 lat) to najprawdopodobniej ostatnie Igrzyska. Ciężko mi uwierzyć, aby 37 i 34 mogli konkurować z dużo młodszymi od siebie.

Jutro finał kobiet 💕

Lider

w Gównowpis

65piorunów

Włączam sobie neta i pierwszy artykuł w proponowanych...
"ile Aleksandra Mirosław będzie dostawać emerytury".
Kurw@, czy my musimy się tak zawsze interesować czyimis finansami?
Jakie to jest cebulackie... 🤬

Pokaż więcej komentarzy (11)

Mistrz

w Hydepark

8piorunów

Ale ta Ola Mirosław potrafi człowieka zestresować :p wolniej zaczyna bieg

Mistrz2piorunów

Jej rekord to chyba 6.09, dzisiaj uzyskała 6.1 xdd

Pokaż więcej komentarzy (6)