Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

VectusSpecjalista

Dołączył/a:

  • 15 wpisów
  • 54 komentarzy
  • 2 obserwujących

Specjalista

w Bieganie

15piorunów

#sztafeta

17 057,46 + 3,03 = 17 060,49

Krótka bieżnia po treningu siłowym.

Tydzień nie ćwiczyłem przez jakąś infekcje, później byłem na kilkudniowych wakacjach w Mediolanie, gdzie robiłem dziennie 20 tys. kroków, ale niestety tutaj się to nie liczy.

Po powrocie byłem na wizycie u ortopedy w związku z moimi bolącymi kolanami po przebiegnięciu dystansów powyżej 5km.

Wykonał USG prawego stawu kolanowego i stwierdził chondromalacje 2 stopnia 😒

Ale to mnie nie powstrzyma od biegania i podjęcia nowego hobby - chodzenia po górach. Zamierzam wykonać zastrzyki z kwasem hialuronowym. Lekarz zalecił wyższe dawki (120mg HA) do obu stawów, ale łączny koszt to ok. 1280zł. Póki co zamówiłem 3 mniejsze dawki (po 44mg HA) za łącznie 600zł i myślę podać w lewe kolano jedną dawkę, a w prawe kolano dwie dawki.

Czy ktoś z Was stosował taką terapie i jak ocenia efekty? Myślicie że dawki które planuje podać będą odpowiednie?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Specjalista

w Bieganie

16piorunów

#sztafeta

16 263,30 + 1.92 = 16 265,22

Mało, ale już się tłumacze. Od tygodnia byłem chory (prawdopodobnie covid), dzisiaj już tylko katar został i lekki ból gardła. Byłem z dziewczyną pograć w badmintona, ale czułem lekki niedosyt więc postanowiłem spróbować chwilę biegu, obczaić dokąd zmierza jedno odgałęzienie terenu w którym normalnie biegam. Jednak z szybko wysychającym gardłem i katarem bieganie nie jest najlepszym pomysłem.

PS zawsze czekacie na garmina aż "złapie" GPS? Czekałem z 30s ale nic to nie dało więc pobiegłem bez, no i widziałem różnice. Zawracając nie policzyło mi z 50-60m dystansu. Czy jak poczekam na złapanie gps to nie ma takich błędów?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Specjalista

w Bieganie

13piorunów

15 660,22 + 4 + 5 = 15 669,22

Dokąd w ogóle biegniemy?

Miałem kilka lat przerwy w bieganiu, robiłem kiedyś 5 km tak w 34 minuty, raz udało się 10km zrobić. Od pół roku chodzę na siłownie i coś tam na bieżni biegałem i się wkręciłem znowu. Ładna pogoda i okoliczne tereny sprawiły że znowu biegam na zewnątrz, ale mniejsze dystanse żeby nie uszkodzić kolana. Jak dla mnie wynik 5km poniżej 30 min to dobre osiągnięcie i jestem z siebie zadowolony.

Nowy zegarek motywuje żeby ruszyć tyłek, mogę puszczać muzykę na słuchawki i nie brać ze sobą telefonu, do tego zakupiłem troche odzieży sportowej i pas do biegania, w którym trzymam wygodnie klucze i ewentualnie troche wody.

#sztafeta

Pokaż więcej komentarzy (4)

Zawodowiec

w Hydepark

97piorunów

Jako, że są święta to nie może zabraknąć pierogów z kapustą i grzybami. Więc się dzisiaj do tego zabrałam.

Ale nie chce mi się lepić iluś tam pierogów, więc zrobię 1 dużego pieroga. Jak powiedziałam tak zrobiłam. Zagniotłam ciasto, rozwałkowałam i nadziałam kapustą z grzybami.

Niestety nie zmieściłby mi się do garnka, więc musiałam go zwinąć w taki zawijas. O dziwo po ugotowaniu utrzymywał się na powierzchni wody jak każdy inny pierożek, a podejrzewałam, że ten potwór będzie cały czas leżał na dnie garnka. Nie rozwalił się ani trochę, po ugotowaniu został nietknięty, a farsz nie wyłaził.

Ostatnie zdjęcia pokazują jak prezentuje się na talerzu i jak wygląda w środku.

Następnie go zjadłam oglądając anime.

Polecam!

#kuchnia #foodporn #swieta #wielkanoc #wolnoscdlapierogownahejto

Pokaż więcej komentarzy (21)

Specjalista

w Nieruchomości

0piorunów

#kredythipoteczny #nieruchomosci

Przypuszcza ktoś jak mogą wyglądać nadpłaty na bezpieczny kredyt? Rozumiem że nadpłacamy kapitał, czy wysokość raty ulegnie zmniejszeniu i zmniejszy się część odsetkowa w racie? Nadpłacając tym samym sprawiamy że dopłata od państwa będzie mniejsza, więc niekoniecznie korzystne będzie nadpłacanie. Co sądzicie?

Pokaż więcej komentarzy (14)

Osobistość

w Mała farma

296piorunów

Elo kurkowe świry! Po tej stronie ekranu #zakreconyfarmer

Ten tydzień zamykam z 40ma jajami na koncie z czego aż 5 jajek jest od nowych kurek! 💕

Szczegóły tygodnia:

* 27.03 - 4szt.
* 28.03 - 4szt.
* 29.03 - 4szt.
30.03 - 11szt.*
* 31.03 - 6szt.
* 01.04 - 5szt.
* 02.04 - 6szt.

Miesiąc marzec (liczony od 22.03 do 31.03) przyniósł 57 jaj.

Podsumowanie zeszłego tygodnia: 28 jaj w 5 dni

Jajeczka od nowych takie śmieszne, malutkie xd 40g średnio, gdzie te większe ważą po 70-80g.

Niestety przeziębiłem się więc prace na fermie w tym tygodniu były wstrzymane co mnie wkurza niemiłosiernie bo chciałem już ogarnąć kurnik do końca i grzyby zasadzić :confused:

Kolejną złą wiadomością jest to, że najprawdopodobniej 90% larw BSF jest już martwych. Nie mogłem ich trzymać w domu gdzie jest znacznie cieplej, a ostatni tydzień był dość zimny, nawet u mnie na stolarni. Coś tam się jeszcze rusza ale znacznie mniej niż na początku. Będę musiał znów zamówić i znów spróbować je wyhodować ale póki nie będzie stabilnego +10°C na dworze to chyba nie ma co się za to zabierać.

Z dobrych wieści to kurki mają się dobrze, przestały się bić i już częściej nowe wychodzą na dwór by sobie spokojnie pochodzić lub zjeść coś z korytka razem ze starymi. Zacząłem też je karmić z ręki -tu akurat na sposób je wziąłem xd czyli małpka widzi- małpka robi. Stare kury nie boją się nas więc to je zacząłem karmić pierwsze (w obecności nowych). Młode podpatrzyły i już trzeciego dnia same dziobaly z łapy. Oczywiście nowe były bardziej zainteresowane palcami niż ziarnem ale się skalibrowały xd

Przyznaje że kury to całkiem pojęte zwierzątka bo już się nauczyły przybiegać na sygnał dźwiękowy (prosty pawłow czyli dzwiek- bodziec ale mimo wszystko fajnie je tak zwołać xd) bo przynosząc im coś lepszego do dziobania zawsze cmokałem. Do tego spore poruszenie wśród kur sprawiają słowa "cześć dziewczynki"- tymi słowami witam się z nimi co rano otwierając kurnik i nawet w ciągu dnia rzucając w ich kierunku te słowa usłyszę kilka kokonięć w odpowiedzi :heart_eyes:

Plan na przyszły tydzień to zrealizować zaległe rzeczy (gruntowne sprzątanie kurnika, zasądzenie grzybni) i postawić wannę z wermikompostem.

Obiecuję też popracować nad excelem by zrobić profesjonalne wykresy zbioru jaj xd (możecie podrzucić pomysły jakie statystyki chcecie ogaldac- ale są dwa warunki:

a) nie mogą to być po⁎⁎⁎⁎ne rzeczy typu "obwód każdego jajka" bo nie wyrobie czasowo

b) być może będziecie musieli mi pomóc w skonstruowaniu takiego wykresu xd)

Ps. Pytano mnie na PW co tam różowa piecze. Ano piecze torty, ciasta i inne słodkości- przyfarciło mi się pod tym względem :grinning: dopiero zaczyna wiec jak mogę Was prosić to tam polajkujcie coś, na pewno się ucieszy xD (IG: słodki.wybryk)

Pokaż więcej komentarzy (41)

Kompan

w Kuchnia

29piorunów

Genialnie prosta i masakrycznie smaczna zupa azjatycka dla każdego.

Uwaga, uwaga: jeśli ten post osiągnie 20 piorunów, wrzucę przepis na genialną zupę z chorizo (banalnie prosta, tym razem przepis zmieści się w 4 zdaniach), której nauczył mnie osobiście Pascal Brodnicki. Dzisiaj szef kuchni Hejto proponuje Ramen. Jest to zupka azjatycka w stylu naszej

Mocarz

w Ciekawostki

152piorunów

Ja zawsze miałem te leki za darmo. Dopisze mi pani tego seniora?”, “A na te suplementy to żadnej zniżki dla seniorów nie ma?”, “Mam legitymację emeryta, daje to jakąś zniżkę?” - dla pracowników aptek takie pytania to codzienność i (nie)stety odpowiedź na wszystkie brzmi nie.⁣

:older_woman: Uprawnienie Senior przysługuje pacjentom 75+, czyli najwcześniej taką receptę można wystawić w dniu 75. urodzin (oczywiście zawsze można wcześniej, ale wtedy i tak to nie zostanie uwzględnione).⁣

:stethoscope: Sam wiek pacjenta nie wystarczy - na recepcie musi się pojawić symbol S w miejscu uprawnień dodatkowych. A to może wpisać tylko osoba wystawiająca receptę. Pracownik apteki nie może tego dopisać.⁣

Takie recepty mogą wystawiać:⁣

- lekarze i pielęgniarki POZ⁣

- lekarze specjaliści⁣

- lekarze szpitalni⁣

- emerytowani lekarze dowolnej specjalności, którzy mają PWZ, ale już nie pracują (tylko pro auctore i pro familiae)⁣

:warning: Wcześniej powinny zostać zweryfikowane poprzednie recepty danego pacjenta.⁣

Nie wystarczy też sama literka S na recepcie. Darmowe leki można uzyskać wtedy, gdy dany lek znajduje się na listach leków refundowanych, a pacjentowi przysługuje prawo do refundacji. Dodatkowo lek ten musi znajdować się również w wykazie bezpłatnych leków dla seniorów. Oczywiście recepta musi być poprawnie wypisana. Zaznaczenie/wpisanie odpłatności 100% dyskwalifikuje możliwość wydania leku bezpłatnie.⁣

:white_check_mark: W 2022 roku pacjentom 75+ bezpłatnie wydano łącznie 76,7 mln opakowań leków dla 2,7 mln seniorów. Kosztowało to 830,3 mln zł. W styczniu tego roku na liście leków 75+ znalazło się 2057 preparatów obejmujących 175 substancji czynnych.⁣

:exclamation:Uprawnienie S dotyczy tylko leków na receptę. Nie ma bezpłatnych pasków do glukometru, suplementów czy pieluchomajtek. Nawet jak lekarz zaznaczy S, to nic nie zmieni. Dany produkt i tak zostanie wydany z pominięciem tego uprawnienia.⁣

Więcej ciekawostek na: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/

#medycyna #ciekawostki #zdrowie #apteka #leki #farmacja

Pokaż więcej komentarzy (31)

Gruba ryba

w Sztafeta

28piorunów

_Biegacze! Witam was wszystkich na drugim podsumowaniu [#sztafeta](/tag/sztafeta) ! Edycja - Luty 2023_

W tym miesiącu wspólnymi siłami udało nam się wybiegać sumarycznie 3042,32 km. Najs, spokojniutko dobiegliśmy z Warszawy do Portugalii. ( ͡° ͜ʖ ͡°) W zabawie wzięło udział 34 uczestników. Sumarycznie wyszliśmy biegać 310 razy.

Podium biegaczy z największym przebytym kilometrażem:

_1 miejsce:_ _@enron – z dystansem 455,51 km_

_2 miejsce:_ _@scorp – z dystansem 331,85 km_

_3 miejsce:_ _@robert-zabel – z dystansem 312,81 km_

A poniżej zestawienie wszystkich biegaczy z tego miesiąca. Gratuluję wszystkim i zachęcam do dalszej aktywności! Oby nogi niosły nas jak najdalej.

Wołam wszystkich uczestników z tego miesiąca:

@enron @scorp @robert-zabel @sz-n @randall @Zioman @minaret @nxo @mulek10d @mozgogrdyczka @Sorokawojcie.ch @Calypso_Cluster @kalimer @duk @Instruktor.Prowadzacy @Ticzer @mkbiega @darek-kantorski @rakaniszu @Mjelon @pozdrawiam_was_ciule @Ronaldo @mejwen @Ojciec_Mateusz @rumczyslaw @NonServiam- @ThePX @pansiano @woohoo @legancko @MaxVerstappen @Patalizator @Seneka_Sredni @bagela

#sztafeta #bieganie #biegajzhejto

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Hydepark

67piorunów

Kontrola trzeźwości.
Ja uwielbiam wstać w weekend dużo wcześniej niż też, ta rodziny. Mam wtedy te 2 może 3 godzinki dla siebie, dziś wstałem o 6 i już prawie 2 godzinki pykam w days gone. Kto ma żonę i dzieci ten zrozumie... A tymczasem smacznej kawusi wam życze.

Kosmonauta1piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta mordo tu nie chodzi o uciekanie a o uwagę, mnie bardzo łatwo dekoncentruje ciągły ruch w domu, jakieś rozmowy, pytania do mnie itp.
a kiedy są to jeszcze małe Twoje dzieciaki które próbują czasem popełnić samobójstwo to naprawdę nie idzie wniknąć w świat gry tak jak można to zrobić bez tych wszystkich rozpraszaczy.

Zawodowiec1piorunów

@Dzika_kaczka_bez_dzioba dlaczego na to nie wpadłem? Zawsze czekam wieczorem aż obie pójdą spać i potem już mi się nie chce konsoli odpalać… Chyba zacznę wstawać o 5 rano xD

Pokaż więcej komentarzy (21)

Mocarz

w Ciekawostki

174piorunów

Kwestia refundacji leków budzi wiele emocji u lekarzy, farmaceutów i pacjentów. Oto garstka najważniejszych informacji dla każdego: ⁣

:eight_spoked_asterisk: Największy mit związany z refundacją, w który wierzą nawet niektórzy lekarze - "Trzeba mieć podpisaną umowę z NFZ, żeby móc wystawiać recepty na leki refundowane" KAŻDY lekarz mający PWZ może wystawiać takie recepty (w tym również dentyści, ale to się baaardzo rzadko spotyka):exclamation: Bez znaczenia czy jest to wizyta prywatna, czy na NFZ. ⁣

Recepty pro familiae i pro auctore również mogą być ze zniżką. ⁣

:eight_spoked_asterisk: Ceny leków i innych preparatów refundowanych są takie same we wszystkich aptekach. Nawet jeśli dany produkt jest przepisany z odpłatnością 100%, a znajduje się w wykazie, to i tak jego cena jest ustalona odgórnie i nie zależy od apteki. ⁣

:eight_spoked_asterisk: Listy leków refundowanych zmieniają się co 2 miesiące. To znaczy, że lek z wykazu kupowany w styczniu może mieć inną cenę w marcu lub w ogóle nie być refundowany. Niektóre produkty są skreślane z list, a inne dodawane. ⁣

:eight_spoked_asterisk: Ceny produktów z wykazu są publicznie znane. Każdy może sprawdzić, ile kosztuje jego lek ze zniżką lub bez. ⁣

:eight_spoked_asterisk: To, że lek znajduje się w wykazie leków refundowanych, nie oznacza, że pacjent zawsze będzie miał go przepisanego ze zniżką. Trzeba jeszcze spełnić określone warunki, czyli np. mieć zdiagnozowane schorzenia, którym przysługuje refundacja. Oczywiście trzeba też mieć prawo do świadczeń opieki zdrowotnej, a recepta musi być poprawnie wystawiona. ⁣

:eight_spoked_asterisk: Odpłatność ustala osoba wystawiająca receptę. Farmaceuta wydaje leki za odpłatnością wynikającą z recepty. Nie może sam dopisać pacjentowi zniżki. ⁣

:eight_spoked_asterisk: Zdarza się tak, że jedna wielkość opakowania będzie refundowana, a druga nie. Czyli np. tabletki w opakowaniu po 28 szt. mogą być przepisane ze zniżką, a po 30 szt. zawsze będą pełnopłatne. Dochodzi później do takich sytuacji, gdzie np. 9 saszetek (zawsze pełnopłatne) kosztuje więcej niż 30 przepisanych na 100% (są w wykazie leków ref.)

:eight_spoked_asterisk: Na koniec ciekawostka, w którą ciężko uwierzyć widząc 3-cyfrowe kwoty na paragonach z apteki - w porównaniu z innymi państwami UE, w Polsce leki są tanie. ⁣

Więcej ciekawostek na: www.instagram.com/dwa__fartuchy

#medycyna #farmacja #apteka #prawo #ciekawostki #zdrowie

Kompan0piorunów

>Paracetamol bo Holandia wszystko tym leczy i Dopel Hertz bo sami starzy tam przychodzą:p

@BillyFuckboy Niby tak, ale jednak nie do końca. Dla mnie to jest dużo lepsze rozwiązanie, że suplementy, krople do oczu i inne tego typu medykamenty, mogę kupić w Kruidvacie.

Kompan0piorunów

Obrzydliwie nudny i bezwartościowy wpis. Jak większość. Polecam usunąć konto.

Pokaż więcej komentarzy (29)

Osobistość

w Podróże

156piorunów

Budzik rozdźwięczał w środku nocy, oznajmiając konieczność zwinięcia namiotu. Już drugi raz podczas tego trekkingu wstawałem, gdy na zewnątrz wciąż panowały całkowite ciemności, ale tak jak poprzednim razem spokojnie jadłem śniadanie w samotności, wsłuchując się w ciszę, tym razem tłok w kuchni był niesamowity - ludzie kompresowali się do minimalnych rozmiarów, byleby wszyscy zmieścili się na drewnianych ławach ustawionych wzdłuż stołów. Przyczyną tego stanu rzeczy wcale nie było to, by zdążyć na wschód słońca w jakimś urokliwym miejscu, lecz by zdążyć na kolejny camping przed jego przed zachodem.

Ok, może to zabrzmiało zbyt dramatycznie w stosunku do rzeczywistości. Do przejścia tego dnia było raptem 15 kilometrów, ale oszacowano je na 11 godzin marszu. Trasa prowadziła przez _Paso John Garner_ - przełęcz, do której trzeba było zrobić 700 metrów podejścia w pionie, a potem zejść z niej w stronę campingu, znajdującego się o 1100 metrów bliżej poziomu morza. No niby niedużo, ale dorzućcie do tego ciężkie plecaki z przytroczonymi namiotami i zapasami żywności, możliwość wystąpienia bardzo silnego wiatru w okolicach przełęczy i fakt, że spora część ludzi raczej nie była jakimiś zaawansowanymi piechurami. Gdy rozmawiałem poprzedniego dnia z pewną siwą już Włoszką, nie ukrywała dużych obaw związanych z tym dniem. Zresztą moi znajomi chilijscy studenci też darzyli ten odcinek dużą estymą, z góry zakładając jeden dzień odpoczynku przed wyruszeniem na niego. Tak więc nikt nie wolał ryzykować wystartowaniem zbyt późno. Zwłaszcza że, zgodnie z informacjami od strażników parkowych, kluczem było dotarcie na przełęcz w jak najwcześniejszej porze dnia - patagoński wiatr miał zwyczaj budzić się dopiero jakiś czas po świcie, a godzinę za przełęczą wchodziło się już w teren zalesiony, co skutecznie chroniło przed silnymi podmuchami. Potencjalnej siły wiatru akurat nie demonizuję - przekonałem się na własnej skórze pierwszego dnia, że gdy wieje, ciężko jest zrobić choćby krok do przodu (a przy okazji oddychać).

Korzyści z rozpoczęcia trekkingu nocą były nie do zignorowaniania. Wśród wad, poza wstawaniem o horrendalnej godzinie, chłód, słaba widoczność, no i jakieś tam ryzyko natknięcia się na nocne drapieżniki, a przede wszystkim pumy, o których pisałem już w jednym z poprzednich wpisów. Nie były to jednak wady, których nie dało się zaadresować - z chłodem poradzimy sobie ciepłym ubraniem się (lub energicznym marszem), z ciemnością - latarką, a z pumami - po prostu idąc w większej grupie ludzi. Albo magicznym zaklęciem, które już wypróbowałem w drodze na wschód słońca przy _Torres del Paine_ :upside_down_face:

Nie chciało mi się wlec razem ze wszystkimi - uwielbiam chodzić sam, w ciszy i swoim tempem. Widząc, że większa grupka ludzi właśnie robi pierwsze kroki w stronę wyjścia z campingu, chwyciłem naprędce plecak, wziąłem kijki w dłoń i dokańczając zapinanie kurtki już w marszu, dyskretnie ich wyprzedziłem, póki było na to dużo miejsca. Po ciemku, na wąskich ścieżkach jest to odrobinę trudniejsze.

Po kilku minutach szybkiego marszu słyszałem już wyłącznie swój przyspieszony oddech, głuche dudnienie ziemi pod moimi stopami i miarowe szuranie materiału plecaka oraz kurtki - "grupa pościgowa" została daleko w tyle. Szło się naprawdę bardzo przyjemnie. Było rześko, ale nie jakoś bardzo zimno. Szlak był nieźle oznaczony, zresztą wydeptana ścieżka nie pozostawiała wątpliwości, którędy należy iść. Do czasu.

W pewnym momencie ścieżka rozlewała się na jakby klepisko w środku lasu i nie sposób było mi dojrzeć dokąd dalej. Pierwsza próba znalezienia drogi zakończyła się niepowodzeniem - pozorna ścieżka, którą podążyłem, nagle kończyła się chaszczami. Wróciłem w to samo miejsce i zacząłem się rozglądać. Moja najbardziej budżetowa czołówka z Decathlonu była wystarczająca, by nie upaść i głupiego ryja nie rozwalić, ale zdecydowanie za słaba, by widzieć dalej niż kilka metrów.

Nie jest tak, że wpadłem w panikę, bo do tego nie było żadnego realnego powodu, ale jakoś tak ta głucha cisza, ciemność i newiedza, w którą stronę iść, wzbudziła we mnie dziwny niepokój. Wyobraźnia podsuwała widmo nienazwanego zagrożenia.

- Dzień dobry, ja w sprawie pumy! Tej, co ma jaja z gumy! - rzuciłem w mrok swe zaklęcie, co od razu dodało mi animuszu. Metodą prób i błędów zlokalizowałem w końcu dalszą część szlaku.

Po kilkudziesięciu minutach wyszedłem ponad linię lasu. W odległości mniej więcej 15 minut marszu widniały dwa światełka czołówek.

- Oho, czyli nie startowałem z obozu jako pierwszy - pomyślałem. - Ale jako pierwszy wejdę na przełęcz. 30 minut i przy moim tempie powinienem ich wyprzedzić.

Ale minęło 30 minut, 45, cała godzina, a oni wciąż utrzymywali dystans. Co więcej, mimo coraz bardziej stromego podejścia, wcale nie robili przerw. Miałem do czynienia z mocnymi zawodnikami. Już nawet wiedziałem którymi.

W końcu zaczęło szarzeć i można było schować czołówkę do kieszeni. Po kolejnych 30 minutach, w końcu dwójka na przedzie zatrzymała się - oto moja szansa na wysforowanie się na nic nie znaczące prowadzenie! Zbliżam się dziarskim krokiem i widzę, a jakże, dwójkę holenderskich młodzieniaszków, z którymi od kilku dni prowadziłem nienazwaną rywalizację o miano najszybszego i najwytrwalszego piechura. O czym oni pewnie nie wiedzieli. Ale może jednak wiedzieli, bo za każdym razem jak się wymijaliśmy, wymienialiśmy między sobą tryumfalne spojrzenia.

- Smacznego! - Wołam w ich stronę, widząc, że chłopaki właśnie ustawiają garnek z wodą na kartuszu gazowym, a w miseczkach już mają wsypaną owsiankę. Cieszę się, że robią dłuższą przerwę śniadaniową, bo i ja zaraz będę mógł zrobić sobie chwilę przerwy bez stracenia _pole position_. Podchodzę kawałek wyżej, tak by mnie nie widzieli (nie chcę, by się dowiedzieli, że też jestem zmęczony - a co, niech myślą, że starzec ma niezniszczalną kondycję 😆) i zrzucam plecak na ziemię. Odliczam w głowie czas potrzebny im na zagrzanie wrzątku, doliczam 5 minut i ruszam wyżej, bliski pewności, że oni jeszcze pałaszują. Owszem, lubię rywalizację 😆

Jednocześnie przypominam sobie, że na terenie parku panuje surowy zakaz używania jakiegokolwiek ognia poza wyznaczonymi miejscami na campingu. Wiąże się to z pożarami, które potrafią strawić wielkie obszary Patagonii. Wiejące tu wiatry sprawiają, że nawet niewielki ogień potrafi się błyskawicznie rozprzestrzeniać. W samym _Torres del Paine_ w 2005 roku spłonęło 15 000 hektarów parku. W 2011 - 17 000 hektarów. W obu przypadkach winni byli nieostrożni turyści. Szczęśliwie, chłopaki, których mijałem, podgrzewali wodę w otoczeniu gołych skał i kamieni - nie było więc powodów do obaw.

W końcu docieram do znaku oznaczającego przełęcz. Jest chwilę po wschodzie słońca. Przełęcz jest dość szeroka, więc nie widzę jeszcze dobrze co jest po drugiej stronie grzbietu, na który się wspinałem - trzeba jeszcze kawałek przejść. Po niedługiej chwili zbliżam się do jego krawędzi. Widoku, który wtedy ujrzałem, nie zapomnę do końca życia.

Od znajdującego się po przeciwległej stronie pasma górskiego oddzielało mnie istne morze lodu - lodowiec _Grey_. Jego ogrom robił wielkie wrażenie. I tak jak przed dotarciem do przełęczy myślałem, żeby jak najszybciej dojść do campingu i wtedy oddać się lenistwu, tak z chwilą dotarcia do tego miejsca zmieniłem plany. Już nigdzie mi się nie spieszyło. Chciałem być tu i teraz.

Zatrzymałem się kawałek dalej, rozłożyłem karimatę i usiadłem wygodnie, chłonąc widoki. Parę minut później dogonili mnie młodzi Holendrzy, ale i oni zamiast przeć do przodu, wszak byli świeżo po dłuższym postoju, usiedli nieopodal i wpatrywali się w lodowego kolosa.

Lodowiec znajdował się w cieniu, jako że poranne słońce dopiero przebijało się przez przełęcz _Johna Garnera_. A ja bardzo chciałem zobaczyć go oświetlonego.

Minuty mijały, a ja w ciszy obserwowałem powolny spektakl światła i lodu. Moi "rywale" to samo. Z przełęczy schodziło coraz więcej ludzi i wszyscy przystawali w zachwycie na ten niesamowity widok. Był on zaiste wspaniałą nagrodą za pokonanie najwyższego punktu na całym trekkingu.

Pierwsi ludzie zaczęli w końcu kontynuować wyprawę w stronę campingu. To postawiło na nogi szybkobieżnych Holendrów, którzy krzyknęli w moją stronę - Go, go go!

Ale ja nigdzie się nie spieszyłem. Było mi było dobrze tam gdzie byłem - na wielkim kamieniu, z widokiem na ocean lodu. Mijały mnie kolejne grupy ludzi, nawet najwięksi maruderzy, ale ja chciałem ujrzeć cały lodowiec w słońcu. Spędziłem tam ponad dwie godziny.

Gdy już żaden fragment lodowca nie pozostawał w cieniu, poczułem że mogę ruszać. Byłem zarówno bardzo zrelaksowany jak i pozytywnie nabuzowany. Mimo ogólnego zmęczenia, ciężkiego plecaka i niebanalnej stromizny, mojemu schodzeniu bliżej było do biegu niż do marszu. Szybko połykałem kolejne grupki ludzi, przemykając między nimi jak łania. Może zabrzmi to jak jakiś samozachwyt, ale wtedy czułem niesamowitą energię i jedność ze ścieżką. Normalnie byłbym ostrożny, żeby nie rozpieprzyć sobie operowanych przed laty kolan, ale wówczas po prostu sadzilem długie susy, umiejętnie asekurując się kijkami.

Przy okazji kijków, nieustannie jestem zdumiony widząc ludzi na szlakach z kijkami trekkingowymi, z których nie potrafią korzystać. Albo niosą je jak rekwizyt, który nic im nie daje poza stylówką Włóczykija, albo wręcz utrudniają sobie marsz (co dzieje się zwłaszcza na podejściu, gdy ktoś ma zbyt wydłużone kijki i pozycjonuje je przed sobą). Tak więc, moi drodzy, podstawowa zasada - gdy podchodzimy pod górę, kijki mają być krótsze i wbijamy je bardziej za siebie (na wysokości pięty nogi znajdującej się z tyłu), dzięki czemu będziemy się odpychać w stronę wzniesienia; gdy schodzimy, wydłużamy kijki i stawiamy je lekko przed sobą, by odciążyć kolana (poprzez przyjęcie części impaktu kroku na ręce).

Po drodze do docelowego campingu Grey znajdował się jeszcze jeden, w którym co prawda nie można było nocować, ale zatrzymać i zagrzać legalnie wodę na kartuszu gazowym - jak najbardziej. I tak sobie zalewam kurczaka curry z ryżem z Decathlonu, a tu zaczepia mnie jakiś gość:

- Wow, skąd to masz?

- Przywiozłem z domu - odpowiadam, myśląc że pytał, czy udało mi się kupić liofilizaty w _Puerto Natales_, z którego wyruszały wszystkie wycieczki do parku.

- Tak tak, ale skąd jesteś? Z Kanady?

- Nie, z Polski.

- Wow, nie wiedziałem, że tam też mają Decathlona! Bo też mam żarcie ich firmy, a jestem z Kanady.

Ciekawe jak to ludzi dziwi, że niektóre firmy są globalne. Ale jeszcze lepsi byli ci moi poznani na szlaku Chilijczycy. Widząc, że mam spodenki Forclaz i inne ciuchy z Decathlonu, pokazywali swoje i kiwali z dużym zadowoleniem głowami. Gdy zauważyli kolejną osobę w ciuchach Decathlonu zwarły im się styki i powiedzieli:

- Kurde, nie wiedzieliśmy, że Decathlon jest tak popularny poza Chile.

- No jasne, w końcu globalna firma - odpowiadam.

- Ale że jak?

- No normalnie - kontynuuję - ich markety są praktycznie w całej Europie. W moim rodzinnym mieście jest ich kilka.

- Zaraz zaraz, to to nie jest chilijska firma?!

XDDD

To by tłumaczyło ich początkową dumę, gdy widzieli, że połowę rzeczy mam z Decathlonu 😆

Po obiadku kontynuowałem zejście. Właściwie zaraz za tym pośrednim campingiem natrafiłem na kolejny niesamowity punkt widokowy. Znów uznałem, że nie mam się gdzie spieszyć i kolejne 40 minut spędziłem gapiąc się na lodowiec, tym razem pod innym kątem. Widziałem, że inni ludzie przechodzą szlakiem trochę nieświadomi, że 10 metrów w bok czeka ich uczta dla oczu, więc wołałem znajome mi twarze. Gdy już ujrzeli to co ja, zostawali w tym miejscu na co najmniej kilka minut.

W końcu trzeba było ruszyć tyłek dalej. Kontynuowałem zejście. Jakąś godzinę od finału tego odcinka pojawiło się rozwidlenie na opcjonalny punkt widokowy - razem 20 minut dodatkowego marszu w obie strony. Niby byłem zmęczony, ale do cholery, prawdopodobnie nigdy już nie miałem wrócić w to miejsce. Położyłem plecak koło znaku i ruszyłem na lekko. Powiem krótko - znów było warto, bo w końcu można było zobaczyć lodowiec od jego czoła.

Więcej odnóg szlaku już nie było, więc po przejściu jeszcze dwóch lub trzech wiszących mostów, w końcu dotarłem na camping Grey. Widziałem wiele znajomych twarzy. Zbiłem żółwika z młodym gościem, który kilka dni wcześniej przypadkowo zalał moje zapałki na campingu _Central_. Widziałem wyczerpaną, ale przeszczęśliwą siwą Włoszkę, z którą rozmawiałem wieczór wcześniej.

- Ależ wy szybko chodzicie! - komplementowalem młodych Holendrów.

- Siła! - wyrazili swoje uznanie w moją stronę.

Dla każdego z nas był to długi i męczący, ale zarazem wspaniały dzień.

Niby poznałem wcześniej trochę osób, ale wieczorem nie miałem specjalnej ochoty się socjalizować. Paradoksalnie mało mi było widoków. Na mapie zobaczyłem kolejny punkt widokowy, raptem 20 minut pieszo w jedną stronę. Ubrałem się, wziąłem ze sobą piwo i poszedłem nad zatokę.

Dochodząc prawie do celu mijałem wracające już osoby - było niedługo po zachodzie słońca, więc żałowałem, że wcześniej się nie zebrałem. Ale mimo wszystko wciąż było pięknie.

Usiadłem wygodnie na skalnym siedzisku. Wpatrywałem się w górę lodową, która oderwała się od czoła lodowca i zacumowała w tej zatoce, by zakończyć swój żywot rozpadając się na przestrzeni dni na coraz to mniejsze kawałki.

Robiło się coraz ciemniej. Chłonąłem otoczenie wszystkimi zmysłami. Zapomniałem o zmęczeniu. Czułem jakąś dziwną wdzięczność, że mogłem przeżyć ten dzień.

I wtedy z całą mocą zdałem sobie sprawę, że choć życie daje czasem w kość aż do znienawidzenia, potrafi być też niesamowicie piękne. I choć często są to tylko chwile, to dla nich warto żyć. Za wszelką cenę.

Tego dnia odnalazłem moją definicję szczęścia.

#podroze #patagonia #chile #gory #trekking #polacorojo i trochę

Osobistość1piorunów

@devmanu dzięki! Przyznam, że oprócz tego ludzie

( ͡° ͜ʖ ͡°)

Osobistość1piorunów

@maciekawski bardzo dziękuję za miłe słowa! Nie ukrywam, że zawsze się trochę obawiam, czy nie przynudzam, a sam gdy widzę tak długie wpisy, często daję za wygraną 😅 Tak więc gratulacje dla Ciebie, że dotrwałeś do końca wpisu 😆

A widoki nieziemskie masz też przecież w Skandynawii, gdzie jak widzę rezydujesz :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (15)

Specjalista

w Podróże

5piorunów

Chciałbym zacząć przygodę z wycieczkami w góry i szukam pomysłów gdzie się udać. Na początek chciałbym spróbować jednodniowe wypady, zaczynając z Krakowa. Dużą przeszkodą w mojej sytuacji jest brak auta. Swój wpis podziele na kilka tematów:

1. Gdzie można się wybrać z Krakowa żeby sensownie wyjechać autobusem/pociągiem, pochodzić z 4-8h i wrócić przed nocą?
2. W jaki sposób wybierać szlaki, jest jakaś aplikacja na telefon, która na bieżąco fajnie pokazuje swoje położenie i trasę szlaku, ile zostało itp?
3. Kupuj auto byczku bez auta nie ogarniesz gór/jeździj ze znajomymi samemu nie ma sensu - true/false

Specjalista1piorunów

@Cebulades raczej myśle zacząć na wiosne jak będzie cieplej ale dzięki za rady

Kompan0piorunów

@Vectus
Mapy.cz - pobierasz offline i masz wszystko na mapie ładnie oznaczone, czasami nawet ławki widokowe.

Ja żeby się nie powtarzać to dodam, że jeżeli nie masz auta i doświadczenia to może warto do kogoś dołączyć - szukaj grup na FB w stylu "wspólne wypady w góry". Obcy ludzie się dogadują i jest fajnie.

Dodatkowo - portale typu gdzienaweekend - byłem z nimi tylko raz w Bieszczadach i było spoko. Cena niska, cały weekend zaplanowany, nocleg jest, można się integrować. Jak dla początkującego to myślę, że super sprawa, wycieczki dostosowane do różnych ludzi ale przeważnie chodzi się raczej wolno i nie jakoś specjalnie daleko. I masz też przewodnika. Przekmiń sobie też takie opcje

Pokaż więcej komentarzy (17)