Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

Wpis użytkownika fonfi w Rowerowy Równik

Fanatyk

w Rowerowy Równik

97piorunów

322 453 + 503 + 9 + 20 = 322 985

Dzień dobry się z Państwem.

Od czego by tu zacząć…?

To może tak: żyję.

Pomimo 500km szutrów, piachów, leśnych ścieżek i innych “ujebów” oraz żaru lejącego się z nieba.

Ale od początku.

Plan przejechania Mazowieckiego Gravela na koronnym dystansie 500km chodził za mną już od dawna. Dwa lata temu zrobiłem nawet pierwsze podejście, ale wtedy dużo rzeczy poszło nie tak i pokonany przez mazowieckie błota, poobijany musiałem się wycofać. Później dwie kolejne edycje jeździłem sobie przygodowo z dzieciakami na dystansie 100km. Dzieciaki jednak dorosły, odkryły, że wcale nie muszą się zgadzać na głupie pomysły ojca i powiedziały “jedź se sam!” A mnie dwa razy powtarzać nie trzeba.

Nauczony poprzednim doświadczeniem, które śmiało można nazwać porażką, tym razem postanowiłem się jednak trochę przygotować. W tym celu na jakiś tydzień przed startem zatrudniłem sobie profesjonalnego trenera. To znaczy “Czata GPT” sobie zatrudniłem. Nakarmiłem go informacjami o sobie, parametrami trasy, swoimi oczekiwaniami i po krótkiej dyskusji, po której czat doszedł do wniosku, że jednak nie uda mu się wybić tego durnego pomysłu z mojej głowy, przygotowaliśmy Plan. Plan bardzo wyraźnie (wielokrotnie i stanowczo) podkreślał, żeby przede wszystkim pilnować tętna (a nie jak na początku chciałem tempa), nawadniania i jedzenia. Uzbroiłem się zatem w żele, batoniki, izotoniki, powerbanki, rozpisałem sobie krytyczne punkty na trasie, upchnąłem wszystko w sakwę i byłem gotowy (xD) do startu.

Start o 6:05 w sobotę z rynku w Warce. W związku z tym pobudka o 3:15, szybkie (ale pożywne) śniadanko, żeby zdążyć na pociąg o 4:26. 10 km na dworzec, wiadomo - rowerem. Przecież nie będę o tak nieludzkiej godzinie budził szanownej małżonki, żeby mnie zawiozła. W ten sposób na starcie byłem z półgodzinnym zapasem.

Na rynku zaskoczył mnie kolega @Ragnarokk, który już wcześniej groził ma na hejto, że się tam zobaczymy. Dlaczego zaskoczył? Bo po tym jak przejrzałem jego posty i nie znalazłem tam żadnych treści “okołorowerowych”, za to mnóstwo treści o “grzybkach” doszedłem do wniosku, że może po prostu z nimi przesadził. Okazało się jednak, że kolega był jedną z tych osób, dzięki którym Mazowiecki Gravel w ogóle może się odbyć i jak pracowita pszczółka uwijał się w roli jednego z organizatorów. Szacun i wielkie dzięki!

No więc start. Od samego początku, trzymając się planu mojego profesjonalnego trenera, pilnowałem tętna. Wbrew pozorom nie było to takie proste - noga świeża, temperatura rano milusia, jedzie się wspaniale - to jak to tak, że mnie wyprzedzają?! Ale zacisnąłem zęby i pilnowałem, żeby serducho nie waliło szybciej niż 145-150 razy na minutę. I takim spokojnym tempem przez pierwsze godziny turlałem się przez piękne tereny w okolicach Warki, a później przez szutrowe autostrady Puszczy Kozienickiej, gdzie dopadła mnie pierwsza i jedyna awaria na trasie. Może awaria to za dużo powiedziane, bo zachowując czujność udało mi się jej uniknąć. Kto jeździ dłuższe trasy, ten wie jak denerwujące są wszelkiego rodzaju trzaski, stuki i inne niepożądane dźwięki w rowerze. Więc kiedy przez szum łańcucha, chrupot moich starych stawów i jęki zmęczenia przedarło się rytmiczne pukanie, postanowiłem się zatrzymać i sprawdzić o co może chodzić. Okazało się, że w dodatkowym uchwycie na bidony, który miałem przykręcony do siodła, poluzowały się śruby i jeszcze parę kilometrów i pewnie bym go zgubił. Niestety trzeba było rozmontować wszystko, dogrzebać się do klucza, przykręcić porządnie śrubę, zmontować wszystko z powrotem, schować klucz, po czym rozmontować wszytko jeszcze raz, ponownie dogrzebać się do klucza, przykręcić drugą śrubę, której nie dokręciłem za pierwszym razem, zmontować wszystko po raz drugi i już po 30 minutach przerwy mogłem ruszyć dalej.

I mniej więcej w tym momencie pojawił się on - upał. Nie, nie upał - piekielny żar. Temperatura przekroczyła 30 stopni i już poniżej tego progu nie spadła. A przynajmniej do późnego wieczora. Teraz oprócz kontroli tętna doszło pilnowanie regularnego nawadniania się i uzupełniania bidonów, co na trasie, która w większości prowadzi przez pola i lasy potrafi być nie lada logistycznym wyzwaniem. Zresztą stąd te dodatkowe bidony pod siodłem.

Pierwszy oficjalny pitstop był po 140 kilometrach na rynku w Zwoleniu. Mój żołądek karmiony do tej pory głównie słodkimi rogalami i żelami z dużą radością przywitał zupę gulaszową (w wersji vege, żeby nie zamulać się mięsem) i kilka herbat z cytryną i dużą ilością cukru - wiadomo w gościach słodzimy najwięcej. Na koniec szybkie chłodzenie głowy w fontannie i można jechać dalej.

O ile odcinki prowadzące przez las, schowane w cieniu, wśród świergotów ptactwa były bardzo przyjemne, o tyle te w szczerych polach dostarczały zupełnie innych atrakcji - żaru, lepiącego się do spoconego ciała kurzu i owadów wpadających we wszystkie otwory ciała. Dosłownie - we wszystkie!

Kolejny pitstop zaplanowany był na 218 kilometrze w Pętkowicach, w okolicy Bałtowa. Na 70 kilometrach dzielących te dwa punkty dwa razy musiałem uzupełniać zapasy izotoników i wody, i wlałem w siebie dwa soki pomidorowe, żeby poczuć w ustach coś innego niż cukier i muchy. Do Pętkowic dojeżdżałem z ogromną nadzieją na jakiś sensowny posiłek. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pitstop jest lokalną imprezą, przy wiejskiej remizie, z dmuchańcami dla dzieciaków, DJem puszczającym… powiedzmy, że lokalną muzykę, a do spożycia zaoferowano nam kiełbasę z grilla i piwo. Z alkoholem. To znaczy była oczywiście woda, jakieś kruche ciasteczka, a wiejskie koła gospodyń napiekły ciast, ale wierzcie mi po 200km w upale, żrąc tylko i wyłącznie cukier w różnych postaciach i stanach skupienia, sam widok ciasta wywołuje odruch wymiotny. Po szybkim zestawieniu trasy z punktami gastronomicznymi w google maps okazało się, że powinienem zdążyć do pizzerii w Iłży oddalonej o kolejne 60 kilometrów. Jeszcze tylko szybka wizyta w toalecie, w trakcie której odkryłem, że moje spodenki faktycznie - zgodnie zresztą z zapewnieniami na stronie producenta - są idealne na wycieczki do 5h. A później zamieniają się w papier ścierny. No nic, drugich na zmianę nie zabrałem, więc od tej pory, przez (ponad) połowę trasy ratowałem się co jakiś czas kremem na obtarcia, który przezornie ze sobą zabrałem. Cierpienie zmniejszał tylko na chwilę. A ja nie jestem jak @wagabundowy i na stojąco tylu kilometrów nie pojadę, więc przez najbliższy tydzień pewnie będę chodził bez majtek…

Do Iłży dotarłem chwilę po godzinie 22:00. Zamówiłem pizzę i przebrałem się w koszulkę na noc, bo temperatura łaskawie zaczęła spadać. Niestety mam taką przypadłość, że przy takim wysiłku posiłki w formie stałej ciężko mi wchodzą, więc wmusiłem w siebie raptem 3 z 4 kawałków, popiłem dzbankiem herbaty z cytryną i dużą - a jakże - ilością cukru, po czym o 23:00 zostałem z lokalu wyproszony.

Wsiadłem na rower, i po przejechaniu kilkuset metrów troszkę mnie po posiłku zmuliło, więc stwierdziłem, że w sumie nic nie stoi na przeszkodzie żeby drzemkę, którą miałem zaplanowaną dopiero na 330km w Szydłowcu odbyć już teraz. Podjechałem pod kościół, znalazłem schowaną w cieniu ławeczkę, przypiąłem sobie rower linką do ręki, ustawiłem budzik i zamknąłem oczy. Budzik zadzwonił po piętnastu minutach więc… przestawiłem go o kolejne piętnaście. A później jeszcze raz… W ten sposób udało mi się zdrzemnąć jakieś pół godziny. Ze snu bardziej niż dźwięk budzika wyrwał mnie dźwięk terkoczącej piasty jakiegoś innego przejeżdżającego uczestnika, którego zatrzymałem w nadziei, że razem - żeby było raźniej - przejedziemy przez noc. Okazało się, że kolega ma zarezerwowany nocleg w Iłży i zaczął mnie gorąco namawiać, żeby się tam z nim zabrać, bo są miejsca i w ogóle. Przez zmęczenie i późną porę (było już po północy) w pierwszym momencie dałem się mu namówić, ale po chwili jazdy stwierdziłem, że jak położę się w miękkim łóżku, to prędko się z niego nie podniosę. Perspektywa kolejnego całego dnia w upale, z obtartymi jajkami szybko przywołała mnie do rozsądku, podziękowałem koledze i pojechałem w noc. I w las…

I to była najlepsza decyzja w tym całym porąbanym pomyśle. W nocy temperatura spadła do 14 stopni, drogi pożarowe w lasach w Górach Świętokrzyskich okazały się niewiele gorsze od asfaltów, a z podcastem w uchu nawet błyskająca na horyzoncie burza nie wydawała się taka straszna.

Następny na trasie był Szydłowiec. Szydłowiec był w moim planie niezmiernie istotny. A był istotny dlatego, że znajdowała się w nim jedyna otwarta 24h/dobę stacja benzynowa, a za nim przez kolejne 100 kilometrów, poza lasami, nie było zupełnie nic. Należało więc chwilę odpocząć, posilić się i uzupełnić zapasy. Po dojechaniu na Orlen okazało się, że:

* toaleta zamknięta, bo właśnie jest sprzątana,

* maszyna do kawy i herbaty też jest wyłączona, bo dopiero czeka na sprzątanie, przez tą samą panią co właśnie ogarnia toaletę

* piec do ciepłych posiłków jest w trybie serwisowym

* a hot-dogi wyjedli już Ci co byli ode mnie szybsi

Jedyne co pani była w stanie mi zaoferować, to hamburger podgrzany w opiekaczu. ale o drugiej w nocy, po 300km, człowiek raczej nie wybrzydza. Niestety bułka po podgrzaniu okazała się twarda jak kamień więc wyjadłem tylko ze środka mięso z ogórkiem przywalone keczupem i musztardą. Zresztą “mięso” to też nadinterpretacja, ale akurat w tym wypadku to nawet dobrze. Na szczęście w międzyczasie udrożniła się toaleta i ekspres więc mogłem zalać posiłek kolejną herbatą z cytryną i - wiadomo - dużą ilością cukru. Chwilę jeszcze posiedziałem, żeby podładować telefon i nawigację.

Jak tylko ruszyłem to zaczęło się robić jasno, bo to przecież najkrótsza noc w roku. Po podjechaniu kilku podjazdów, które na mapie wyglądały dużo groźniej niż w rzeczywistości i kilku odcinków “specjalnych”, które w rzeczywistości wyglądały dużo gorzej niż na mapie spotkałem kolegę, który jak tylko mnie zauważył zaczął gorączkowo machać. Zdecydowanie nie wyglądało to na pozdrowienie, a na prośbę o pomoc - dlatego też postanowiłem się zatrzymać. Okazało się, że kolega - na potrzeby tego tekstu nazwijmy go Adam, chociaż imię miał zupełnie inne - złapał gumę i swoją pompką uszkodził już zawór w pierwszej zapasowej dętce, więc z drugą dętką bał się ryzykować i w towarzystwie owadów czekał, aż go ktoś inną pompką poratuje. No więc poratowałem. Podarowałem mu też jedną ze swoich zapasowych dętek, żeby bidula nie jechał bez zapasu, życzyłem powodzenia i pośpiesznie ruszyłem dalej, pozwalając komarom kontynuować konsumpcję nieszczęśnika.

Tak jak wspomniałem od Szydłowca przez kolejne 100 kilometrów nie było nic. To znaczy trasa prowadziła przez jakieś mieściny, ale jako że była już niedziela i wczesnoporanne godziny to na nic ciekawego nie można było liczyć. Nawet wiejskie psy nie wykazywały zainteresowania.

I tak, przeklinając kilka razy na piachach organizatorów, dojechałem do Odrzywołu (417km) do kolejnej otwartej 24h stacji benzynowej. Tutaj na szczęście udało mi się dostać hot-doga, który przy moim oporze do stałych posiłków, wszedł zaskakująco gładko. Został popity, a jakże - herbatą i butelką soku pomarańczowego. Tutaj też dogonił mnie Adam (ten, który ma zupełnie inaczej na imię) i postanowiliśmy, że do mety pojedziemy już razem.

W towarzystwie czas mija zdecydowanie szybciej więc nawet nie wiem, kiedy minęło nam tych kolejnych kilkadziesiąt kilometrów. Wiem za to, że minęło nam na marudzeniu, narzekaniu i plotkowaniu. Mieliśmy nadzieję dojechać do mety już bez postojów, ale niestety pojawił się znowu on - upał. Nie, nie upał - piekielny żar. Temperatura znowu przekroczyła 30 stopni, a momentami zbliżała się nawet do 40. Dlatego też postanowiliśmy zatrzymać się jeszcze na chwilę na kolejnej stacji na 460km, czyli niecałe 40 km przed metą. Jeszcze nigdy bezalkoholowe piwo nie smakowało mi tak bardzo. Przy okazji odkryłem, że potrafię wypić całą półlitrową puszkę jednym haustem, ciekawych rzeczy się człowiek dowiaduje o sobie przy okazji takich przygód. Kiedy ja przyjemnie siedziałem sobie w klimatyzowanym pomieszczeniu odpisując na SMSy, Adam wyszedł dokończyć swoje napoje na zewnątrz. Kiedy po 10 minutach wyszedłem, znalazłem go - jak przystało na prawdziwego ultrasa - śpiącego na trawie przy koszu na śmieci.

Z przykrością go obudziłem i podjęliśmy ostatni już tego dnia wysiłek. Okazało się, że ten króciutki postój dał nam nowy zastrzyk energii i - jak to mawiają - poszedł ogień na tłoki. Perspektywa, zbliżającej się z każdym obrotem korby, mety spowodowała, że przestaliśmy już nawet dbać o jedzenie i poiliśmy się tylko izotonikami - po to, żeby oszukać głód i nie dostać udaru.

I tak po niecałych 32 godzinach wjechałem na metę, gdzie ku mojemu zaskoczeniu czekali na mnie z niespodzianką rodzice.

500 kilometrów, ponad doba na rowerze, hektolitry herbaty z cukrem, kilka kryzysów i dokładnie zero powodów, żeby robić to ponownie.

Do zobaczenia za rok.

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Komentarze (84)

Gruba ryba1piorunów

Chłop to jest jednak durne stworzenie. Ale może w tym cały jego urok?

Koledze gratuluję, żonie przesyłam pozdrowienia. :smiley:

Gruba ryba3piorunów

Wrzucali wpisy z setką, też wrzuciłem. Sto mil? Zrobiłem. Wrzucają dwósetki? Już się przymierzam. Wpada 500? Chyba porzucę kolarstwo XD

Gratulacje, taki dystans to nie w kij dmuchał!

Specjalista3piorunów

@fonfi Nie tylko świetna przygoda, ale i wspaniale opisana.

Fanatyk5piorunów

Coto się dzieje ostatnio na tym tagu 🤯 szacun wielki, to jest gruba trasa!

Autorytet2piorunów

@fonfi gratuluję, piękny wynik! Pchałem kropkę nr 15 i myślałem "Co za wariat?", żeby w taki ukrop przez półtorej doby zamieniać cukier z herbaty w kilometry.

Jak organizm znosił ostatnie 100 km? Pytam o takie najbardziej przeszkadzające objawy zmęczenia, jak np. zasypianie w siodle lub rozjeżdżanie się ostrości wzroku.

Fanatyk6piorunów

@fonfi zapiorunowałem wcześniej, teraz przeczytałem 😉 dla samej relacji było warto tak się zmęczyć 😉

GURU4piorunów

@fonfi Gratulacje!!!

500 km. To jest trudne do wyobrażenia. 😊

Lider6piorunów

@fonfi Ja wczoraj zrobiłem na rowerze 32 km, więc można powiedzieć że już niewiele mi brakuje xD

Ale do Śremu już na rowerze nie dotrzesz...

Osobistość3piorunów

Piękna relacja, gratulacje :smiley:

Kosmonauta3piorunów

Gratulacje z okazji życiówki:) Ładnie pojechane i równie ładnie napisane. Mam nadzieję że jeszcze coś takiego pojedziesz w przyszłości:)

Osobistość8piorunów

Jebaniutki. Kolejny. Bierzemy Cię na czoło na trasę do Gdańska nam wystarczy a Ty sobie po rozgrzewce odbijesz na Szczecin czy Berlin... Szacunek :smiley:

Gruba ryba11piorunów

Ale mi przyjemność sprawiłeś tą historią. Poczułam się jakbym była na tym wyjeździe, tylko że 5 minut, bez zmęczenia, smrodu, gorąca i bólu jajec. Mi to odpowiada. 😂

Gratuluję Ci bardzo serdecznie i wszystkim innym krypto bezdomnym kolażom.

Gruba ryba4piorunów

A daj zdjęcie dłoni. Wciąż masz "założone" rękawiczki? :smiley:

Gruba ryba3piorunów

Ale za⁎⁎⁎⁎sta relacja, masz talent do pisania, prawie jak do zdjęć :smiley:

Pogoda dopisała w ten weekend aż nadto. XD Olbrzymie gratki, a z racji tego, że jestem ekspertem w zakresie otarć, polecam tak:

* Teraz na noc nakładać alantan w posypce, gdy podrażnienia są najgorsze, spanie tylko w luźnych spodenkach

* Jak zostanie zaczerwienienie, nakładać Avene Cicalfate+ lub La Roche Posay Cicaplast Baume B5+.

Jaką maść zastosowałeś przed jazdą?

GURU8piorunów

@fonfi Piękna relacja jak i historia. Ogromne gratulacje. 💪

GURU4piorunów

> 500 kilometrów, ponad doba na rowerze, hektolitry herbaty z cukrem, kilka kryzysów i dokładnie zero powodów, żeby robić to ponownie.
>
>
>
> Do zobaczenia za rok.

Świr nie człowiek, korba mu odbiła :rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing:

Osobistość8piorunów

Proces przeliczania osiągnięć zakończony. Wynik niestety:

Ja nie dam rady?! (125 km)*

Ja nie dam rady?! Hardkor edyszyn! (500 km)*

Walnij setkę! (czerwiec)*

Walnij imperialną setkę! (czerwiec)*

W sumie... Hardkor edyszyn! (750 km)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Fanatyk10piorunów

@fonfi mój maks aktualnie to 23 km, więc wyrazy szacunku, na szczęście, gdy osiągnę ten pułap co ty, to będę za stara by jeździć. Co mnie natomiast urzekło, to nie historie o upale, zmęczeniu i cukrze, ale to, że będziesz chodził tydzień bez majtek xdddddd

Fanatyk2piorunów

@fonfi

Ach, dziękuję drogi Panie

Rymy z Panem to wyzwanie

I choć bardzo jest gorąco

Działa to stymulująco

Na mózgowia mego zwoje

Bowiem dwoję się i troję

By dotrzymać Panu kroku

Zamiast stać w startowym bloku

Fanatyk1piorunów

@Kaligula_Minus
Chciałby coś napisać wczoraj,
Lecz wieczorna późna pora,
Po tym jak się wcześniej styrał,
Jebła fonfim wprost do wyra...

Słowo: "kutacz" - ah! "me gusta",
Podziw ciśnie się na usta,
Pozwól zatem, że Ci powiem
"Chapeau bas" - vel czapka z głowy!

Fanatyk7piorunów

@fonfi

Chyba oczy przetrzeć muszę,

Chłop mi pisze o pielusze xD

Czy z roweru mam nie zsiadać

Że pieluchę trza zakładać?

Co za dziwna dyscyplina

Mężu chyba zrzednie mina

Jak mu powiem, że na rower

Mam pieluchy mieć tetrowe xD

Co do dupy i bielizny

Miałam w myśli nie golizny,

Ale to, że się odznacza

Kształt kopyta lub kutacza xD

Fanatyk4piorunów

@Kaligula_Minus
Takie naszły mnie wrażenia,
Że nam brak tu zrozumienia,

To, że majtek nie zakładasz,
To się wcale nie przekłada,
Na świecenie gołą dupą,
Bo ją chowasz pod pieluchą.

Więc się nie martw o kopyto -
Idź na rower se kobito!

Fanatyk7piorunów

@fonfi

Nie przystoi chyba mi to

Bo będzie widać kopyto!

Oraz razić swoim blaskiem...

...chyba, że zasłonię kaskiem!

Fanatyk4piorunów

@Kaligula_Minus
To co koleżanko gadasz,
To się jakby nawet zgadza,
Ale tylko gdy na trasy,
Na zad wsadzisz se majtasy.

A by jeździć w chwały blasku,
Jedź bez majtek. Byle w kasku!

Fanatyk7piorunów

@fonfi xD

Powiem teraz bardzo szczerze

Poobcierać na rowerze

To i owo łatwo przecie

Potem piecze w toalecie xD

Fanatyk2piorunów

@Kaligula_Minus e tam, ani męskie ani kobiece atrybuty tak łatwo się nie obrażają. Dla takich obrażeń to trzeba im mocno zajść za skórę 😜

Fanatyk5piorunów

@fonfi nie wiem, czy chcę wchodzi w to środowisko. Obawiam się o obrażenia atrybutów kobiecości xDDD

Fanatyk2piorunów

@Kaligula_Minus a to akurat prawda jest ☺️

Fanatyk5piorunów

@fonfi słyszałam, że wy - cykliści, to nawet jeździcie na rowerze bez majtek xD

Fanatyk2piorunów

@Kaligula_Minus nie poddawaj się, to wcale nie jest takie trudne :face_with_rolling_eyes: I pomyśl, że też będziesz mogła bezkarnie bez majtek biegać 😉

GURU6piorunów

> Kiedy po 10 minutach wyszedłem, znalazłem go - jak przystało na prawdziwego ultrasa - śpiącego na trawie przy koszu na śmieci.

Z kolegą Michałem (ten co wydawał trackery GPS) często śmieszkujemy, że kiedyś zrobimy konkurs pt: "Ultras czy bezdomny". Będzie trzeba po zdjęciach wybierać i to będzie naprawdę trudne. A mamy sporą bazę zdjęć 😛

I widziałem że się uda, gratulacje :smiley:

Fanatyk2piorunów

@Ragnarokk możesz, kierowniku mieć rację 🤔

GURU2piorunów

@fonfi Też mają nieobecne spojrzenie i mówią do człowieka "kierowniku" 😛

Fanatyk2piorunów

@Ragnarokk To fakt - ultrasa od żula ciężko odróżnić. Nawet śmierdzą podobnie xD

GURU3piorunów

@macgajster Nie zagadalibymy, bo byłem tylko w sobotę, a widzę że Ty w niedzielę :)

Gratsy za krótszą trasę :smiley:

Gruba ryba3piorunów

@Ragnarokk jakbymy wiedzieli, że mamy na miejscu hejtownika, to bymy zagadali

GURU5piorunów

ni uja ze 500 wolam @Marvin to jest nielegalne

Fanatyk0piorunów

@Ragnarokk Ja? Dostojnie?! Może jednak mnie z kimś pomyliłeś? xD

GURU8piorunów

@ErwinoRommelo Potwierdzam że tu ani grama ściemy, ślad GPX jak po sznurku, a zjazd na benzynówkę przed końcem widziałem. Dodajmy, że na żywo @fonfi wygląda nawet dostojniej jak na awatarze :smiley:

Fanatyk5piorunów

@ErwinoRommelo masz rację - powinni tego zabronić!!

Lider11piorunów

@fonfi szalony, szalony... Szacun! No i masz usprawiedliwioną nieobecność na hejtopiwie :grinning:

Gruba ryba4piorunów

@fonfi

Bez kitu, w największy sobotni upał wbijam do sklepu, mimo czapki pot spływa do oczu, a typ przeze mną kompletuje kratę i do sprzedawcy rzecze "ale elegancko, że wszystko z lodówki, w sam raz na taki skwar" xD

To są właśnie najtrudniejsze elementy ultrasowania, a nie otarte jaja czy obolała dupa.

Fanatyk5piorunów

> No i masz usprawiedliwioną nieobecność na hejtopiwie

@bojowonastawionaowca No nie ukrywam, że po drodze myślałem sobie jakby to fajnie było teraz siedzieć bulwarach i pić zimne piwko z hejtusami xD

Fanatyk17piorunów

A tak to wygląda naprawdę 😛

Fanatyk1piorunów

@Mordi no jak to nie, przecież samo się prosiło xD

Kosmonauta2piorunów

@fonfi Nikt nie spodziewał się w tym wątku śpiącego na orlenie drożdżówkarza:)