
Wpis użytkownika Cinkciarz w Hydepark
CinkciarzFenomen
40piorunówCo za weekend ja przeżyłem, klękajcie narody! Ale po kolei, bo emocje jeszcze trzymają.
Niektórzy z tagu #motocykle pewnie pamiętają moją zeszłoroczną walkę z chińską materią przy wyborze moto pod Skandynawię. Plan się udał, ale na wyprawie, jako asfaltowiec od kilkunastu lat, byłem poza czarnym totalnie zesrany. Filozofia jazdy cała na odwrót :upside_down_face:, walka o życie na szutrówkach... no i ksywka Kapitan Snuja #pdk wpadła do portfolio. Ale ziarno zostało zasiane.
Od tamtej pory ganiam po łąkach i szukam różnych okazji, więc zdarzyło się też tak, że odpowiedziałem na pewnego posta na FB, dzięki czemu zostałem zaproszony na weekend #offroad. Chłop układał sam trasę, tak żeby było legalnie, a żeby nie trzeba asfaltem ganiać. Wyszła pętla na jakieś 500km od Śląska gdzieś pod Bełchatów i powrót przez Jurę. Legalnie, jak najmniej asfaltu, partyzantka. Wyjechaliśmy w czwórkę w piątek "po" pracy 😉. Pola, strumyki, kałuże, kilka gleb i dokręcanie śrubek, w końcu nocleg nad Liswartą. Suszenie butów nad ogniem, Perła Export, nieco zieleniny i męskie pogaduchy do północy. Klimat tak gęsty, że można go było kroić.
Drugiego dnia dobiło kolejne 3 raiderów z Katowic. I tu się zaczęło: piach po same ośki, rzeczki, przewrócone pnie. Co chwila jakieś sarny i bażanty, piękne zielone pola centralnej Polski z dojrzewającymi zbożami i rzepakiem, a my walka z grawitacją przy każdej glebie. Wieczorem obóz, a w zasadzie już małe miasteczko namiotowe gdzieś nad Pilicą. Jak siadła mgła, to zrobiło się wręcz filmowo. Żadnej spiny, same stare chłopy, kiełba z ognia i totalne odcięcie od świata.
Ostatni dzień powrót, ale w końcu słońce i 20 stopni. Na Jurze kawałek TET, było kilka wyzwań, jakieś mniejsze awarie, ale wszyscy cali dojechali do Jaworzna i zaczęliśmy się rozjeżdżać.
Nabrałem masę doświadczenia, zaliczyłem kilka gleb, przestałem bać się piachu, przeskakiwałem pnie i wjeżdżałem w miejsca, o których wcześniej bym nie podejrzewał że dam radę. No i najważniejsze - przez większość drogi miałem banana na gębie. Do tego skupienie na drodze nie pozwala myśleć o niczym innym, więc odpoczynek psychiczny od wszystkiego - mindfulness w najczystszej postaci.
Mam teraz jeden duży problem: asfalt przestał mnie jarać. Żeby poczuć tam adrenalinę, musiałbym zapierdalać 150 km/h, co jest zwyczajnie głupie. Off-road daje to samo przy 40 km/h, tyle że z większą dawką potu i mniejszym ryzykiem poważnych uszkodzeń. Czas zmienić ciuchy turystyczne na zbroję, potrenować trochę po hołdach w okolicy i szukać okazji do kolejnego wypadu :relaxed:
Komentarze (19)
Miałem ostatnio podobne doświadczenia, tylko ja od dawna chce iść w turystyczny off-road, czekam aż odłożę trochę siana i kupuje swm 500r
i tak trzeba zyc . pozytywnie zazdraszczam. :smiley:
@Cinkciarz zazdro wchuj
Jakbym swoje przeżycia czytał 😁 Często powtarzam że wejście w offroad to jak odkrycie motocykla na nowo. Nagle się okazuje że człowiek gówno wiedziaj jak jeździć motocyklem (a wbrew pozorom, offroad i asfalt to wciąż te same prawa fizyki).
@Cinkciarz pochylenie ciała to kwestia prędkości; niska prędkość -> mała siła odśrodkowa. Przy dużych prędkościach można bardziej pochylić motocykl ale bez pochylenia ciała będzie to nie wygodne i niepoprawne (luzowanie chwytu Moto nogami). W offie też pochylasz się przy wyższych prędkościach.
Uslizgi kół to też ta sama filozofia, na asfalcie po prostu jest lepsza trakcja więc trzeba mocniej się postarać by zerwać przyczepność. W terenie trudniej będzie highside zaliczyć ale zdarza się że dupa podskoczy przy ostrzejszej zabawie. (Może nawet mam gdzieś nagranie)
Więc będę się upierać że to ta sama fizyka i tylko inne warunki 😉
Edit: jeszcze dodam że trzymanie pozycji pionowej ciała pozwala na szybsze manewrowanie. A w terenie tego manewrowania mamy więcej
@szczekoscisk chłopaki żartowali ze mnie, że cały czas przechylam się do zakrętu, typowo jak na asfalcie/torze. W offie przechylasz motocykl, a ciałem kontrujesz, żeby się nie wywalić. To zachowanie częściowo stosują na drodze.
Do tego uślizg na asfalcie to często dramat, jak się poszczęści to lowside, jak nie, to katapulta. W offie nauczyłem się za pomocą uślizgu prowadzić zakręt.
Różnic jest więcej, chociaż fizyka ta sama (szczególa teoria względności tak twierdzi 😉 )
@Aramil podaj przykład
@szczekoscisk Niby te same prawa fizyki, ale to jednak trochę tak, jakbyś porównywał komandosa i doktora nauk humanistycznych. To i to człowiek, ale różnica jest jednak zauważalna 😉
To są drobne niedogodności, najważniejsze by można było dalej jechać 😅
@szczekoscisk najgorsze w offroadzie to są suche usta, nie? 😉
No ładnie ten piździk sobie radzi!
Zazdro!
@Cinkciarz kusisz diable - o tym konusie rozmyślam od roku...
@AndrzejZupa bez wątpienia, myślę że nie wykorzystuję nawet połowy jego potencjału. Z motocyklami tak już jest, że ograniczają ci głównie twoje umiejętności (i psychika, chociaż niektórych to nie powstrzymuje). Tu nie ma 4 kół które same stoją, ty naciskasz gaz lub hamulec a komputer robi resztę.
Ktoś po drodze tablicę zgubił 😃 (albo zdemontował zawczasu)
@Cinkciarz Też tak zawsze planuję ;P
Na razie zmapowałem swój powiat, ale już większość oblatane i za ościenne muszę się wziąć ;P
Nie jest to idealne, ale da się trochę takich danych wyciągnąć z geoportalu.
@Cinkciarz Wiem, że istnieją, ale wolę mieć kontrolę nad własnymi mapami xDD
Tu widzę, że część publicznych jest w kategorii inne, a ta jest niestety już trochę śliska (bo są tam typowo prywatne między polami, ale też leśne gdzie cholera wie czy można i czasem jest ryzyko).
Warstwa "drogi LP udostępnione" praktycznie nie istnieje, bo LP nie mają obowiązku tego raportować w wygodnej dla ludzi formie (choć z tego co wiem dyrektor dał już wytyczne jednego standardu), na tę chwilę wystarczy, że mają u siebie taką listę w formie papierowej :stuck_out_tongue_winking_eye:
Jeszcze kilka fotek (nie jestem autorem wszystkich)



