Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika Mila w Dyskusje

Osobistość

w Dyskusje

83piorunów

Dzisiaj pierwszy raz w życiu kopnąłem psa. A tło tego wyznania jest takie, że byłem z mamą i naszym maltańczykiem na spacerze a tu nagle podlatuje jakieś psisko bez kagańca i smyczy, z obrożą typu pieszczocha i próbuje gryźć naszego. Niewiele się zastanawiając wyprowadziłem kopnięcie, trochę na mnie powarczał ale później uciekł. Na usta mi się tylko cisnęło: "*wa co za ludzie, puszczają psy samopas, a jakby zaatakował dziecko?"

Komentarze (14)

Gruba ryba0piorunów

I tak za delikatnie, śp kuzyn kiedyś rozerwal psu mordę który dobiegł i zagryzł nam kota.

Chodziłem wtedy do podstawówki, w sumie to gdyby nie kot to nie wiem czy nie ugryzłby kogoś z nas, kuzyn starszy ale nie zdołał uratować kota

Lider1piorunów

Jak jezdzilem rowerem to na wszystkie psy dzialalo jedno - niepohamowana agresja slowna. Wystarczylo stanowczo wydrzec sie na nie i odpuszczaly. Szybko sie wkurwiam i mam wysoki poziom agresywnosci. Najwidoczniej to wyczuwaly.

Osobistość3piorunów

Bardzo dobrze

Noś se gaz w żelu

Lider7piorunów

@Mila Przykre to, ale Twoja reakcja była jedyną słuszną :confused:

Fanatyk6piorunów

W słusznej sprawie to można.

Ja przytrzasnąłem dziś kotu ogon szufladą. Łasi się, żebra, zamykałem kolanem i nie zauważyłem że ogon w środku. Niechcący ale jakoś tak, niesmak pozostał. 😒

Fanatyk3piorunów
Ja przytrzasnąłem dziś kotu ogon szufladą. Łasi się, żebra, zamykałem kolanem i nie zauważyłem że ogon w środku.

@Ravm No, tak najgorzej. Raz w podobnej sytuacji niechcący lekko przytrzasnąłem kota drzwiami, lekko, bo ułamek sekundy przed uderzeniem się zorientowałem, i większość pędu udało mi się powstrzymać, ale trochę go zgniotło. Kot nawet nie był wkurzony, tylko się nadal łasił... no i nic mu się nie stało.

A z psami, jeszcze raz mi się udało jednego małego gnojka, który mi zaczął szarpać nogawkę, trafić torbą na laptopa z Thinkpadem R61 w środku. Fajnie poleciał po trafieniu (kundel, nie laptop).

Gruba ryba38piorunów

W samoobronie się nie liczy.

Fanatyk2piorunów

@Mila Właściciel się pojawił, poza zasięgiem, czy udawał, że nie widzi?

Fanatyk0piorunów

@Taxidriver Na większość kundli, zwykły but starcza, ale jakby się jakiś amstaff czy inny pitbull ze szczękościskiem wgryzł, to po prostu trzeba to jakkolwiek unieszkodliwić, no i wtedy im więcej szkód szybko wyrządzisz tym lepiej.

Właśnie sobie czytam o użyciu tazerów na psy, i wygląda na to, że może wystarczyć, aby puściły, ale z tego co ludzie piszą wygląda podobnie jak gaz pieprzowy - może na chwilę psa zatrzymać, ale zdecydowanego psa raczej tylko jeszcze bardziej wkurzy.

However, one caveat, when the power goes off, the incapacitation stops. A person knows if they continue to be aggressive the power will go back on (some do regardless of that fact). Animals don’t have those reasoning skills. A Taser discharge will leave them in pain, confused and very very angry.

https://www.quora.com/Will-a-taser-work-for-a-dog-attack

Just a moment...Quora
GURU0piorunów

@LondoMollari to polecam w takim wypadku coś długiego, niż kuchenny albo bagnet. Jak wbijesz w kundla to przy odrobinie szczęścia jak pociągniesz to go otworzysz.
No i celuj w tors, szansa na bezrobocie płuc/serca.
W tego co pamiętam ze wsi, to widły się najlepiej sprawdzały. A swoją drogą jak by zadziałał paralizator na psa?
No i jeszcze kwestia czy nie będzie miał jakiejś kamizelki na sobie. Dodatkowo uważaj bo oni chyba noszą broń, więc walka 1vs1 może być problematyczna.

Fanatyk1piorunów

@Taxidriver Może niektóre psy to zniechęci, ale psa naprawdę chętnego do ataku gaz pieprzowy może jedynie odrobinę bardziej wkurzyć. Druga sprawa, że gazu/żelu pieprzowego można użyć w sytuacji, kiedy pies jest jeszcze w sporym dystansie. Jeśli jeszcze jest dystans, to można liczyć że pies się przestraszy albo oddali. Nóż czy inna broń (albo nawet kij, parasol czy kamień) to to bardziej na sytuacje kiedy pies już skrócił dystans, i aktywnie gryzie/szarpie.

Fanatyk9piorunów

@Mila Pytam, bo niedawno w parku, kiedy byłem na rolkach, jakieś bydle bulldogopodobne za mną biegło i szczekało. Właściciel był, ale ze względu na tuszę zbliżoną do Fiata 126p, nie bardzo był w stanie czegokolwiek zrobić, poza wołaniem, które robiło mniej więcej takie wrażenie na pimpusiu jak czwarty sądowy zakaz prowadzenia na polskim alkokierowcy.

Na szczęście bydle dostało zadyszki po minucie (takie uroki ras, w których dla płaskiego pyska zrezygnowano z drożności układu oddechowego xD), ale autentycznie trochę mnie to zaniepokoiło. Lata temu, kiedy mieszkałem w Krakowie nosiłem ze sobą nóż albo maczetę na wszelki wypadek. Chyba wrócę do tego zwyczaju, właśnie przez takie sytuacje.

Osobistość16piorunów

@LondoMollari nie widziałem właściciela, ale tutaj jest paru takich "agentów". którzy wpuszczają psy a sami siedzą w domach.