
Wpis użytkownika WatluszPierwszy w Hydepark
WatluszPierwszyFanatyk
144piorunów#gownowpis #pracbaza #przemyslenia
Po tygodniu L4 stwierdzam, że jak to śpiewa punkowy zespół Castet "robota to głupota". Czytanie książek, grzanie ryja w upale na balkonie, spacery w osiedlowym parku, kawusia na ławce, oglądanie z synami Mundialu, wysypianie się, muzyczka w słuchawkach i humor gitówa. Tak trzeba żyć. Robota to jedynie droga do uzyskania odpowiedniej kwoty na koncie na koniec miesiąca. Jeśli ktoś nie ma misji w pracy czyli np. jest strażakiem albo ratownikiem medycznym, albo ma pracę wynikającą z pasji, bp np. jest się kowalem artystycznym, albo lubi się pracę przy zwierzętach i zapierdziela w staninie koni, to robienie z pracy treści życia jest objawem spierdolenia umysłowego. Zawsze uważałem, że ludzie dorabiający ideologię do pracy w korpo czy januszexie powinni się zgłosić na terapię ale za każdym razem gdy jestem na zwolnieniu lub na urlopie, to zaczynam myśleć, że dla takich ludzi nie ma ratunku. Gdy słyszę te wszystkie pierdolety o "naszej firmie", "naszym zespole" o tym, że "jesteśmy drużyną", to śmiać mi się chce, bo drużyną to jest Polonia Warszawa albo te chłopy z Francji, które wczoraj mecz ze Szwedami wygrały. Drużynę, to sobie mój syn zbiera, jak idzie z kumplami ze szkoły popykać w piłkę. Nie kurła, w robocie nie tworzy się drużyny ani rodziny, ani teamu. Ma się tam grupę ludzi z którą się należy dogadać, tak by był efekt, bo efekt to kasa na koncie, która się realnie przekłada na poziom życia i możliwość realizacji pasji, zamiłowań oraz ogarnięcie pierdolnika związanego z rachunkami, kredytem na mieszkanie i całą resztą tego bałaganu formalnego.
Musiałem to napisać, bo mój łeb ADHD-owca produkuje milion myśli na godzinę i czasami muszę je wypuścić w formie pisanej, bo inaczej będą mi się międlić we łbie przez pół dnia.
Komentarze (43)
@WatluszPierwszy zgodzę się, ale zapytam. Czy jeśli pomyślałem sobie że skoro odchodzę z korpo a na koniec chce zostawić po sobie porządek, doprowadziłem sprawy do końca oraz posprzątałem po sobie bo na koniec chciałem zostać zapamiętany jako profesjonalista. To po której stronie jestem? Po stronie korpo świrów bo pracuje i chce zostawić po sobie coś działającego czy już jestem wolny bo razem z okresem wypowiedzenia robię sobie wakacje a później otwieram swój interes?
Komentarz usunięty
@WatluszPierwszy rozumiem ludzi o Twoim nastawieniu, ale muszę powiedzieć, że trafiłem niedawno do korporacji, która prezentuje wysoki poziom i naprawdę tysiące osób w tej robocie mają poczucie misji oraz jedności. Ludzie w zespole się wspierają i jest poczucie solidarności. Pracuje się super w takiej atmosferze. Nie chodzi o robienie z pracy misji życia i najważniejszej rzeczy na świecie, ale o poczucie wspólnoty i pracy dla osiągnięcia wspólnych celów. Motywacja do pracy jest ważna i pomaga czerpać z pracy przyjemność.
Totalnie się zgadzam. Jestem tylko narzędziem dla pracodawcy, który ma swój koszt (wypłata).
Ja natomiast „sprzedaje” swój czas i skille. 😉
W punkt. Na każdym stanowisku w korpo robię dosłownie tylko to co jest wymagane, żadnych dodatkowych gówien, pseudo projekcików zwiększających visibility za które co najwyżej dostaniesz uścisk prezesa albo gówno awans zwiększający twoje obowiązki x2. 8h i do domu. Amen. Jak ktoś chce więcej zarabiać to zmienia się firmę a nie grinduje drabinkę w korpo która tylko z każdym awansem wymaga więcej i więcej. Prędzej czy później takiej osobie siądzie psycha.
@dicklaurent madr słowa. Niby nie grindowowalem za bardzo ale pierwszy raz w życiu byłem w jednej firmie ponad 5 lat mając nadzieję na jakiś awans. A chuja. Za to inne firmy oferują pracę z awansem w ofercie. Czas już chyba. Pierwsze kilka lat co rok zmieniałem i zawsze było lepiej. Postanowiłem sprawdzić tą mityczna "lojalność". Gówno warte to
@dicklaurent jasne. Ja ma niemal taki model. Co roku jest podwyżka, która wychodzi w graniach 300-500 zł netto czyli w sumie typowa inflacyjna. Żeby mieć więcej kasy trzeba być "starszym specjalistą" i to jest mój cel na ten moment ze względu tylko i wyłącznie finansowego. Później jest kierownik, ale to już jak piszesz wiąże się z zarządzaniem ludźmi, ogarnianiem zadań bieżących, tygodniowych, miesięcznych itd. a ja do czegoś takiego się nadaję jak przysłowiowy wół do karety.
@WatluszPierwszy pójdę o krok dalej. W zasadzie większość korpo nie ma jakiejkolwiek ścieżki awansu/promocji dla pracowników niższego szczebla czytaj klepaczy. Brak awansu to praktycznie brak podwyżek albo jakiś nędzny ochłap w stylu 2% rocznie. Jeśli chcesz więcej wymagałoby awansować - jedyna opcja awansu to bycie teamleaderem albo menago gdzie większość ludzi nie jest nawet zainteresowana czymś takim bo zwyczajnie soft skillowe zarządzanie ludźmi/zespolem to nie jest ich konik. Tak więc jeśli chcą zarabiać więcej to nic nie ugrają bo ścieżka awansu jest żadna a korpo za codzienne obowiązki czy staż na stanowisku nigdy nie doceni znaczącą podwyżką.
@dicklaurent ja kilka lat temu ogarnąłem, jak wygląda system awansów a co za tym idzie plusów finansowych w firmie w której pracuję i widzę, że jakiekolwiek starania można sobie w kieszeń wsadzić. Jak jest się na konkretnym stanowisku specjalistycznym (jak ja), to wyżej skoczyć można jedynie na "starszego specjalistę" i to jest jakiś tam plus finansowy. Dalej się nie zajdzie, bo wyżej są kierownicy działów a te stanowiska są od 10 lub więcej lat zajęte przez te same osoby, które się ze swoich posad nie ruszą, bo mają tam stabilizację i wygodę. Ot i cała tajemnica, jak to działa. W związku z czym robię swoje i koniec pieśni.
@WatluszPierwszy No chyba że jest się pracoholikiem jak ja to siedzenie w domu denerwuje...
@Dalian dobra a teraz się przyznaj. Masz na imię Kasia, jesteś moją żoną i w tajemnicy masz konto na hejto.
@WatluszPierwszy Ogółem to po ojcu odziedziczyłem taką zjechaną cechę, że jak czegoś sam nie zrobię to uważam to za źle zrobione. Nawet jeśli ktoś zrobi coś tak jak sam bym to zrobił, ale nie ja to zrobiłem to uważam to za źle zrobione.
@Dalian to już jest osobny problem. Ja kocham być w domu i nie mieć nic do roboty, bo paradoksalnie wtedy mam najwięcej do zrobienia. Zaraz mój łeb uruchamia listę przyjemnych, pasjonujących zadań. Czytam, włączam muzykę, idę pobiegać, sprzątam (tak, lubię robić domowe porządki), siedzę i godzinami przeglądam jakieś swoje szpargały... a później się okazuje, że miałem za mało czasu dla siebie na to wszystko.
Jestem z wykształcenia ratownikiem medycznym i miałem epizod jakoś Kowal artystyczny, a teraz pracuje w warsztacie za lepszy hajs z luzem w głowie :D troche mindfuck miałem, bo to wyglądało, jakbyś moje życie opisywał xD
@WatluszPierwszy I jedwabników :p
@Giban kurde, nieźle. Tylko koni brakuje 😉
Ogólnie tak od 22 roku życia zarabiam z różnych interesów, firemek, ot mały przedsiębiorca. Korzystam z różnych dźwigni, więc mój przeciętny tydzień pracy przez ostatnie 10 lat to pewnie jakieś 8-12h pracy średnio. Ostatnie 5 lat to było wydawanie hajsu po większym zastrzyku.
Ostatnio, z racji posiadania wspólasa oraz widma głodu, musiałem przycisnąć i pracuje np. 6-12h dziennie, bo chcemy coś zbudować.
Jak tak można? xD
I tak nie mam nikogo nad łbem, i tak robie rzeczy które lubie, i tak sam układam plan dnia, a nie kumam jak tak można na dłuższą metę. Dzień bez książki, bez wizyty w katedrze, bez czytania wierszy, bez śmiania sie z głupot, bez 2h kawy w przeciagu dnia.
@Afterlife są i tacy szczęśliwcy. Mam kumpla, który ma sklep z płytami, ogarnia kilku kapelom koncerty, produkuje tzw. merch dla zespołów. On mówi, że od kilku lat nie przepracował jednego dnia, bo po prostu lubi to, co robi. Ma zajęcie w 100 proc. związane ze swoją pasją.
@WatluszPierwszy aż tak tego nie kocham. Powiedzmy w 30%. Poza tym robienie czegoś co się kocha przez 8h dziennie, codziennie to też specyficzny scenariusz
@Afterlife jak robisz coś, co lubisz, to już się nie wpisujesz w to o czym mówiłem. To jak wspomniany przeze mnie gość, który kocha zwierzęta i pracuje przy koniach. On robi coś, co lubi i taka praca ma sens.
Pracujesz po to,zeby zyc.
Wiekszosc ludzi nie ma pasji czy zainteresowan- nadmiar wolnego czasu i glupoty sie wlaczaja w glowie :)
Dzisiaj i jutro mam wolne
@WatluszPierwszy
a najlepsza rozrywka i tak jest porzadny sen:)
@jajkosadzone mnie przeraża to, jak wielu ludzi poza robotą nie ma nic. Przychodzą do domu i ogarniają w kółko obowiązki domowe, bo nic innego im nie zostaje. Ewentualnie pierdykną się przed telewizor albo siedzą po kilka godzin w social mediach.
Druga grupa (tych jest mi zwyczajnie szkoda) to tacy, którzy już są np. na emeryturze i nie wiedzą, co ze sobą zrobić, bo zabrakło roboty. Tutaj przykładem jest mój teść. Siedzi na emeryturze i ciągle łazi wokół domu czy trzeba czy nie trzeba. Wstaje o 5:00 i około 8:00 nie ma już nic do zrobienia. Siada przed TV, coś tam pogrzebie w telefonie i... łazi znowu wokół domu.
@WatluszPierwszy od pierwszej w życiu rozmowy o pracę powtarzam to samo - praca to jedynie środek do realizacji marzeń. Mogę kopać rowy, klikać w komputer albo dowozić żarcie. Wszystko jedno, o ile przybliża mnie to do realizacji marzeń lub życiowych planów.
@Elvisiako mówię to samo i o dziwo sporo ludzi się oburza. Powtarzam od lat, że gdyby kto mi dał tyle samo za koszenie trawy albo za siedzenie na stołku i otwieranie szlabanu ile teraz dostaję w korpo, to bym to robił bez mrugnięcia okiem.
> ludzie dorabiający ideologię do pracy
Zdecydowanie lepiej gdy ideologię do pracy dorabia religia :smiley:
@WatluszPierwszy cóż, co by nie mówić, protestancki etos pracy nieźle zadziałał.
No ale to robisz dla życia wiecznego, nie żeby man Mirek se mógł nowe lambo kupić. 😛
@Opornik a to tak można? Nie wiem, pytam, bo jestem niewierzący.
Najgorsze, że niektórzy ludzie nie potrafią sobie znaleźć zajęcia poza pracą - nie mają hobby ani zainteresowań. Może to też przez to, że przyzwyczaili się do wracania zmęczonym z roboty i braku chęci do czegokolwiek 😛 Bez pracy straciliby prawdopodobnie sens życia. Dlatego na początek zacząłbym od zmiany systemu - zamiast 8h dziennie przez 5 dni, np. 6h przez 4 dni, myślę że wszystkim żyłoby się o wiele lepiej, a świat by wcale na tym nie stracił. Te wszystkie gówno znaczące korpo zadania byłyby zrobione trochę później, majątek miliarderów rósłby trochę wolniej 😛
@pawlox tak realnie patrząc, to rezygnacja z kawusi, siedzenia w kuchni i posuwania pierdoletów plus wyłażenia na papieroska przed biurowiec i dałoby się całą robotę ogarnąć w 4 dni robocze po 7 godzin każdy. Sam siedzę na home office i bez problemu bym to zrobił. Po prostu robiłbym sobie mniej mikroprzerw w robocie. Nie wiem czego się tak boją, że nie są w stanie ogarnąć skrócenia tygodnia pracy o jeden dzień.
To są święte słowa. Przykre też jest to, że wydaje mi się, że gdybyś dał ludziom coś w rodzaju dochodu gwarantowanego to większość siedziałałyby przed telewizorem i piła piwo, bo nie mają pojęcia co ze sobą zrobić poza pracowaniem.
@Lubiepatrzec niestety pewnie by tak było. Chociaż jak obserwuję moich znajomych czy rodzinę, to sporo ludzi ma od groma zainteresowań a czas na ich realizację mocno ograniczony.
@WatluszPierwszy Mam takie same spostrzeżenia. Jedyne co bym dodał to że praca z fajną ekipą potrafi być autentycznie przyjemna nawet jeśli nie jest pasją.
@6502 jest to prawda. Ja tak miałem w poprzedniej robocie. Było po prostu spoko i wśród na prawdę fajnych ludzi. Kontakt z nimi został mi zresztą do dziś. Jeden z gości z którymi wtedy pracowałem biurko przy biurku dziś jest moim najlepszym kumplem. Jednak chodzi mi o to, że robienie z korpo roboty treści życia, ta cała nowomowa korporacyjna, wszystkie "realizacje case'ów", "focusowania" i inne rzeczy, to jest bzdura, którą należy zrobić a później obśmiać, bo tylko tego jest to warte.
@WatluszPierwszy nic dodać, nic ująć. Praca to nudny sidequest, którego nie da się pominąć, z często kiepsko napisanymi NPC, który trzeba odbębnić, żeby robić główne misje, nic więcej.
@WatluszPierwszy "nasza firma" to miała być w komunizmie, przy współdzieleniu środków produkcji. Dopóki nie jesteś współwłaścicielem to ma prawo cię nie obchodzić nic więcej niż termin wypłaty co miesiąc.
@AureliaNova bylem "wspolwlascicielem" firmy, w ktorej pracowalem: dostawalem pakiet udzialow pracowniczych za kazdy przepracowany miesiac. nic mnie tak nie zdemotywowalo do pracy niz gwarantowany hajs, ktorego nie musze negocjowac co roku, wystarczy robic tyle, zeby mnie nie zwolnili, bo jaki ja mam wplyw na wartosc akcji, bedac trybikiem w kilkusetosobowej firmie?
@WatluszPierwszy W pracy w korpo sprzedaję swój czas żeby móc opłacić prawdziwe życie poza pracą. 99% pracy jaką wykonałem w swoim życiu w korpo nie ma ŻADNEGO znaczenia dla świata i lepiej by było jakbym wcale tego nie robił - jakiś John zarobił kilka dolarów więcej do swojej ogromnej kupki z forsą i tyle. Dorabianie jakiejkolwiek ideologii do klepania excela albo gównokodu to objaw ciężkich zaburzeń.
@WatluszPierwszy ale z jakiegoś powodu to klepanie generuje hajs. To mnie zawsze zastanawia.
Co do mleczarni - pełna zgoda, ja myślę o piekarni albo jeszcze czymś innym co się przydaje społeczeństwu. Bo edukacją niestety gardzi.
@lipa13 mam tak samo. Jak mnie wywalili ze studiów sto lat temu, to poszedłem do pracy w mleczarni. Cały dzień jeździłem wózkiem z produkcji na magazyn i woziłem mleko. Szczerze, to widziałem w tym większy sens niż w obecnym klepaniu raportów i tabelek w korpo. Jak to mleko jechało do sklepów, to był w tym jakiś sens. Ktoś je wypije, zrobi sobie owsiankę, doda do cista... to ma sens. Natomiast jakieś korpo zadania to mielenie w koło Macieju dla samego mielenia.
@WatluszPierwszy wszyscy są drużyną, do końca spotkania, które mogło by być mailem xD
@zomers wszyscy są drużyną, kochanymi teammetami, do czasu, aż nowy manager kilkaset kilometrów stąd popatrzy na tabelkę w excelu i powie "o tutaj jak zamkniemy ten dział to będziemy mieli 0,02% oszczędności w 2 lata. Najwyżej się to później hindusami wyklepie".
Wtedy już nie jesteś członkiem drużyny, tylko zwykłym członkiem.
@zomers ja nie jestem w drużynie nawet na początku takiego spotkania a jak w mailu czytam o "naszej firmie", to się śmieję tak głośno, że sąsiedzi myślą, że burza idzie.