Wpis użytkownika krokietowy w Hydepark
krokietowyFanatyk
13piorunówJak byłem mały, to myślałem, że tak jak rodzice, przepracuję większość życia w jednej firmie.
Jak zwykle życie układa się zawsze inaczej niż planujemy i w ciągu 5 lat miałem już 4 różne prace(i mam nadzieję że tempo ich zmiany w końcu zahamuje).
staż z urzędu* - pierwsza praca wzięta by się wkręcić na rynek i zrozumieć na czym polega, spoko atmosfera, ciekawe choć czasami monotonne i zwykle dość proste czynności z tym związane - jedyny problem który widziałem to wypłata - staż w wysokości połowy minimalnej(tak, to było legalne) nie zachęcał zbytnio. Dotrwałem do końca, bo wynagrodzenie to był jedyny problem a ludzie byli bardzo spoko i było całkiem dużo czasu na wkuwanie na studia gdy akurat nic ważnego nie było do roboty.
mała firma* - kilku pracowników, niemal wszyscy uczyli się w tej samej szkole i się znali długo, więc czułem się w ich towarzystwie nieco jako taki podrzutek, choć starali się mnie jakoś "wgrać" do zespołu. Praca ciekawa i trudnawa. Miałem jakieś krótkie wprowadzenie i coś tam grzebałem przy różnych sprawach, korzystając głównie z dokumentacji lub pisząc swoją. Jednak bardzo dużym problemem w firmie była komunikacja i dopiero wtedy zrozumiałem jak ona jest ważna w pracy. Jako młodzik, bardzo często nie wiedziałem co robić, bo albo napotykałem jakieś blokery albo po prostu zadania się kończyły. Pisałem do kolegów/przełożonych z pytaniami, jednak bardzo często odpowiadali po kilku godzinach albo wcale, co uniemożliwiało mi pracę. Nie muszę chyba pisać, że mój wkład w firmę był dość mizerny i szef pożegnał się ze mną po kwartale - nie dziwię się mu się i szczerze mówiąc cieszę że zakończyliśmy współpracę, bo z perspektywy czasu nie wygląda by była ona dla nas obu korzystna w dłuższej perspektywie.
państwowa firma* - jak powiedział jakiś znany myśliciel "Człowiek musi jeść" więc dorwałem pracę informatyka z pogranicza moich kompetencji. Jak na firmę, to bardzo dużo było takich wykładów o bezpieczeństwie, zasadach firmowych, różnych kursów i testów z nich. Zajmowaliśmy się w małej grupie obsługą jakiegoś wewnętrznego programu i pomocą innym użytkownikom. Nauka programu, którego nigdzie indziej nie ma i się nigdy nie przyda i kontakty z nietechnicznymi użytkownikami to były dwa minusy tej pracy. To była moja pierwsza praca w formie zdalnej i się w tej formie zakochałem - nie musiałem stać w korkach i tracić około 2h dziennie na dojazdy/przygotowanie do pracy. Atmosfera i organizacja pracy była bardzo fajna - codzienne sprawdzanie wyników i planowanie dnia na plus kontrastowało z wolną amerykanką z poprzedniej pracy. Powoli zbliżał mi się koniec umowy a nie było możliwości jej przedłużenia, więc szefostwo chcąc zachować nieco przyuczonego pracownika(nasz dział współpracował z innymi, więc nieco liznąłem wiedzy z tych innych działów) zaproponowało mi stały etat na stanowisku, bardziej zgodnym z moimi kwalifikacjami. Zastanawiałem się nad tym, jednak pałka się przegła, jak z powodu wojny kazali nam przychodzić do biura ze względów bezpieczeństwa - rozleniwiłem się, więc praca w formie stacjonarnej, stała się dla mnie uciążliwością. Niecałe trzy tygodnie po tej decyzji opuściłem sam progi firmy i przeskoczyłem do następnej pracy.
średnia prywatna firma* - nie wiem jak, ale udało mi się znaleźć pracę, która łączyła niemal wszystkie plusy poprzednich prac - dobra atmosfera, mentoring, dobra płaca, praca zdalna. Praca jest ściśle powiązana z moim doświadczeniem i kompetencjami, więc to kolejny plus. Od samego początku byłem wrzucony na głęboką wodę i na początku myślałem że nie dam rady, popełniałem masę błędów, ale okazało się że jednak radę dałem(ale oczywiście błędy popełniam i to ciągle sporo). Minusem jest czasami to że zadania nam zlecane czasami nie są w pełni opisane i musimy je sami sobie dodefiniowywać pisząc do wszystkich o skonkretyzowanie/dopisanie warunków do zadania, zamiast skupiać się na ich wykonywaniu. Takim pluso-minusem jest to że jestem odpowiedzialny za niektóre moduły choć jestem chyba najmłodszy stażem w firmie - z jednej strony pozwala to rozwiązywać nowe ciekawe problemy, z drugiej czasami to przytłacza. O ile nic się nie popsuje w między czasie, to chyba w tej firmie chciałbym przepracować pewnie kilka lat.
By w pełni zakosztować wszystkich opcji pracy, pewnie musiałbym założyć startup a potem zatrudnić się w korpo.
Co ciekawe gdy szukałem pracy, zawsze wysyłałem tylko jedno cv do wcześniej wyszukanej firmy, czekałem na odpowiedź i póki co zawsze się udawało że za pierwszym wysłanym CV byłem zatrudniany.
Czytając różne komentarze na internecie, najbardziej się bałem w firmach toksycznej atmosfery tworzonej choćby przez jednego z pracowników, bo to odbierałoby chęć do pracy, ale zawsze się udawało tego unikać.
Jeśli wam nie odpowiada praca, to jak widać, trzeba czasem pocierpieć by znaleźć taką, która będzie bardziej odpowiadała.
Komentarze (5)
na rynku pracy jestem ponad 10 lat a najdłużej w jednej firmie pracowałem 2lata
aż mnie ciarki przechodzą co by było gdybym nie zmieniał roboty za kasą i stanowiskami..
@krokietowy Ja jestem w 16 pracy, lvl. 33. W sumie to nie w pracy, bo jestem obecnie freelancerem. Przez ADHD niegdy nie byłem w stanie zostać w żadnym miejscu na dłużej. Nie żałuję niczego, bo z każdego miejsca miałem jakieś doświadczenie, które mi pomogło później w życiu.
Także zmieniaj, próbuj testuj i się nie przejmuj.
Co się przejmujesz 😉 Miał byś się czym przejmować jak byś nie mógł znaleźć pracy a tak... jak nie ta to inna. Ja z drugiej strony pracuje już 9 lat jednej 😛 ale wcześniej przez pierwsze 3 lata na rynku pracy tez sporo poskakałem
Chyba to skopiuję i poślę paru młodszym znajomym ;D
To właśnie tak powinno wyglądać, żeby - szczególnie na początku kariery - próbować różnych rzeczy, cisnąć te staże, różne małe firmy, albo - alternatywnie - walić w korpo, bo można się sporo nauczyć o procesach, zdobyć kontakty, wytrenować w rzeczach, które trudno ogarnąć poza taką organizacją.
Siedzenie w jednym miejscu, bo "jest w miarę stabilnie" to najgorsze co ludzie robią. Twoje ostatnie stanowisko prawie na pewno dostałeś dlatego, że zebrałeś doświadczenia z kilku miejsc wcześniej i byłeś w stanie się obronić.
"By w pełni zakosztować wszystkich opcji pracy, pewnie musiałbym założyć startup, a potem zatrudnić się w korpo." - jedynie tutaj polecałbym odwrócić kolejność. Startup to chaos, korpo też, ale jednak zwykle taki już "sprocesowany", poza tym sporo ludzi rzuca korpo dla startupu, można się z nimi lepiej spasować 😉
@slawek-borowy - po firmach za młodu trzeba skakać jak płodna Julka po wiadomo czym :stuck_out_tongue_winking_eye:
Jak zauważysz, że przez pierwsze 6 miesięcy się nie rozwijasz i nie zdobywasz doświadczenia czy kontaktów, lub atmosfera siada na psychę - to zmieniasz.
W ogóle to dla "sportu" wysyłasz CV na lepsze, wyselekcjonowane pozycje cały czas i bierzesz udział w rozmowach dla praktyki i by nie wypaść z obiegu - a jak się coś lepszego trafi to zmieniasz.
Powiedzmy po 40 - jak masz już ugruntowaną pozycję wynikająca z doświadczenia to możesz myśleć o ustatkowaniu się gdzieś gdzie dobrze płacą i masz wszystkie benefity oraz szanse dalszego (choć wolniejszego) rozwoju i/lub awansu.
Awersja do skalkulowanego ryzyka to rak naszych czasów 😒