
Wpis użytkownika WatluszPierwszy w Hydepark
WatluszPierwszyFanatyk
53piorunów#lata90 #hejto40plus #hejto30plus #nostalgia #telewizja
Z racji tego, że @Trypsyna pod tagiem #etymologianadzis przypomniała o tak ważnym słowie jak "nostalgia" a @BapitanKomba wywołał mnie niejako do tablicy w temacie #preczzmitologizacjalat90 chciałbym podjąć temat.
Pamiętacie te czasy, gdy telewizor był bogiem? Ja pamiętam chociaż było to dawno. W latach 90. Ale po kolei. W moim domu telewizor zawsze był jakoś z boku. Owszem był, oglądało się, ale "stary w fotelu", to raczej nie u mnie. Chyba, że z książką, albo gazetą. To, jak mawiał klasyk "można... jeszcze jak". Natomiast u wielu moich kolegów i koleżanek telewizor pełnił rolę ołtarza do którego rodzice, a przeważnie ojciec rodziny przykuty był niemal, jak bracia Daltonowie z kreskówki o pewnym kowboju do kuli u nogi. Powrót głowy rodziny do domu równał się odpaleniu telewizora i oglądaniu w zasadzie czegokolwiek. Język korpo i influencerek z Instagrama używa często pojęcia "game changer". Czymś takim była w świecie "typowego starego" kablówka. Połowa osiedli się okablowała. Oznaczało to zwykle plus 100 kanałów w telewizji. Raj. Ojciec na kanapie mógł teraz oglądać serial klasy B po niemiecku, albo włoskie wiadomości a w gozinach wieczornych ponętną pani zza zachodniej granicy szeptała mu do uszka "ruf mich an" oferując telefoniczne uciechy za kilka marek. Ponadto telewizor był ważnym punktem zbornym imprez rodzinnych. Familia przy stole a w tle telewizor podkręcony niemal na full nadaje wiadomości, informacje z rynku świń, którymi żyłby przez tydzień Piechociński, albo retransmituje mecz naszej kadry biorącej w tyłek 3:0 z Azerbejdżanem, na ekranie rozmnażają się gibony, żołnierze giną na Bałkanach a w Srebrenicy dokonano masakry ludności cywilnej. Nic to. Rodzina wsuwa obiad, jak włoski kot Makłowicza wsuwał ricottę. Sam pamiętam, jak przychodziłem do mojego kumpla Krzyśka, gdzie tzw. pan domu wydawał się niemal przyklejony do fotela przed ekranem. Sporym szokiem był dla mnie dom jednej z koleżanek, gdzie telewizor grał nawet, gdy nikogo nie było w pokoju a, gdy go ktoś wcisnął przycisk OFF na pilocie, to ojciec potrafił z kibla zawołać "kto wyłączył?". Dziś mam wrażenie, ze telewizor pełnił trochę rolę internetu. Po prostu był zawsze w domu, więc stale się z niego korzystało. Musiał być w centralnym punkcie, by dawać wszystkim domownikom łatwość dostępu.
Na koniec taka anegdotka od kogoś, kto wychował się w mało telewizjożernym domu. Przyszła do nas kiedyś sąsiadka i pierwszym pytaniem jakie zadała było "wy nie macie telewizora?". Bowiem u nas telewizor nie stał w punkcie centralnym tzw. salonu (salon w mieszkaniu w bloku, to też dobre swoją drogą), tylko z boku wciśnięty we wnękę w regale. Brak telewizora. Nie, tak nie można było żyć 😉
Komentarze (10)
Swoją drogą mam taką hipotezę, że preferencje polityczne ludności pokrywają się z zasięgiem TVN we wczesnych latach 2000 (zanim weszła telewizja satelitarna)
Nie mam żadnych dowodów 🙂 Ale jednak content tvnu był bardziej progresywny niż tvp, a większość wsi nie miała do niego dostępu
@BapitanKomba może tak było, może nie. Winni i tak na końcu są Niemcy. To zamyka dyskusję.
@Lubiejeze A może TVN inwestując w telewizję w pierwszej kolejności stawiała nadajniki tam, gdzie dominowała ludność o poglądach liberalnych, ponieważ ci byli grupą docelową stacji? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@WatluszPierwszy no telewizor w centrum. Ja miałem tylko cztery kanały, bo na moje zadupie telewizja nie dochodziła, a dekodery i TV cyfrowa to dopiero później. Ojciec przyssany do ekranu, ku⁎⁎⁎⁎cy na widok Buzka czy tam innego Cimoszewicza to codzienność. Do tego obiady i wszystko inne przy TV, choćby to miały być TV Mango
@WatluszPierwszy guwniorz nie przełaczy kanału jeżeli usiądziesz na pilocie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@WatluszPierwszy Twój post poruszył we mnie smutną nutę. Faktycznie, u nas w domu telewizor był włączony cały czas (BTW, w Łodzi mówi się "grał cały czas"). Tak jak napisałeś: świątek, piątek czy niedziela, rodzinny obiad czy relaks - to świecące gówno cały czas nadawało gdzieś w tle. Zamiast kupić i włączyć jakiś sprzęt grający z fajną muzyką, to u moich rodziców i dziadków ciągle "grał" telewizor. Ojciec wracał po pracy do domu i jeszcze w butach włączał telewizor. Dzisiaj myślę, że miał ADHD i ten telewizor jakoś działał na jego ośrodek dopaminy.
Ja już nawet nie zwracałem na to uwagi i kiedyś (22 lvl) zaprosiłem na obiad grupkę znajomych, był też gość z Danii i oczywiście telewizor był włączony, jak zawsze. Carsten się skrzywił i zapytał, czy można wyłączyć telewizor. Od tamtej pory już tego pilnowałem, żeby po prostu z gośćmi porozmawiać, zamiast słuchać tego świecącego diabła.
@Lemon_ to był chyba schemat wielu domów. Ja to widywałem notorycznie u kolegów a i do dziś widuję, tyle że raczej w pokoleniu moich rodziców u ludzi powiedzmy 60 czy 70+. U moich teściów telewizor "gra" niemal przez cały dzień. Jedynie teściowa ciągłym truciem dupy nauczyła teścia, że jak nie ogląda, to ma wyłączyć i koniec. I chyba masz trochę racji, że to działa na takich ludzi dopaminowo, tak jak na młodsze pokolenia działa ciągłe scrolowanie TikToka.
Dziś mam wrażenie, ze telewizor pełnił trochę rolę internetu.
W pewnym sensie telewizor pełnił rolę internetu, bo miał telegazetę. Mój Ojciec za pośrednictwem telegazety kupił ~swój~ nasz pierwszy komputer xd
"Kto ma pilota ten ma władzę" - kiedyś usłyszałem...
U nas jakoś nigdy nie oglądało się za wiele telewizji, ot wieczorem jakieś wiadomości, mega hit czy inny Zbuntowany Anioł i tyle. Sam przestałem oglądać TV jakoś w wieku 16 lat i nigdy nie żałowałem. Chociaż od wejścia social mediów widzę że internet zaczął pełnić taką samą rolę maszynki do prania mózgów, a przez ostatnie kilka lat to już w ogóle... Alternatyw brak, więc coraz częściej wracam do starych dobrych książek.