Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

hellgihadAutorytet

Dołączył/a:

  • 431 wpisów
  • 3223 komentarzy
  • 6 obserwujących

Autorytet

w Gry

15piorunów

118+ 1 = 119

Tytuł: Stasis
Developer: THE BROTHERHOOD
Wydawca: THE BROTHERHOOD
Rok wydania: 2015
Gatunek: Horror, Adventure
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 9h
Ocena: 6/10

Ktoś ostatnio na tagu przypomniał mi o tym indyczku wrzucajać pochlebny wpis o sequelu tego point'n'clicka a że miałem tę grę na wishliscie już od lat i cena spadła do śmiesznych 2 dolców z groszami no to w końcu się za nią zabrałem.

Gra jest przedstawicielem wymierającego gatunku przygodówek i podlana mocnym horrorowym sosem. Akcja osadzona jest na ogromnym górniczym statku kosmicznym który został przerobiony na placówkę badawczą. Nasz protagonista budzi się z tytułowej hmm śpiączki (?) i no cóż, jak to w takich settingach bywa, statek jest opuszczony i ostro pokiereszowany, załoga jest rozsmarowana na ścianach a John, bo tak na imię ma bohater nie bardzo kuma co się właściwie odjebało, jedyne co ogarnia to że razem z nim powinna podróżować jego żona i córka, przydałoby się więc ich poszukać.

Fabuła jak widać nie jest zbyt odkrywcza i dalej jest niewiele lepiej. Tajemnicze eksperymenty, nawiedzony doktorek i powabna pomagierka, wszystko jest. Gra prowadzi jak po sznurku do dość przewidywalnego zakończenia, nawet plot twist na końcu jest dość oczywisty więc no historia nie porywa.

Point'n'clicki nie są mi obce, i chociaż już dawno w żadnego nie grałem, to udało mi się ukończyć grę bez siegania do internetu. Zagadki są dość logiczne, a lokacje nie są zbyt wielkie i dość dobrze posegmentowane, zaciąłem się na dłużej może w 2-3 miejscach. W kilku lokacjach da się też zginąć, czego nie jestem zbyt wielkim fanem w przygodówkach, zwłaszcza ze nie wiąże się to z żadnymi konsekwencjami i gra cofa nas może o jeden ekran.

Największą zaletą gry jest bez wątpienia jej klimat i naprawdę mocne momentami sceny. Statek jest odpowiednio mroczny, lokacje są brudne, pełne trupów ludzi i mutantów i niepokojących dźwięków. Gra może nie straszy tak jak klasyczne survival horrory ale zwiedzanie statku i obczajanie na jakie okropieństwa natkniemy sie w następnym pokoju daje radę. Do tego jest też dobrze udźwiękowiona, kroki odbijają się od ścian a wypowiadanym kwestiom towarzyszy spore echo. Voice acting niestety wypada przy tym blado a konwersacje prowadzone przez kilku ocalałych są strasznie płytkie.

Problemem jest też stan techniczny tej pozycji. Gra ma już ponad 10 lat i korzysta z nieco zapomnianej techniki używania prerenderowanych teł znanej choćby ze starych Residen Evilów przez co nie da się zmienić natywnej rozdzielczości. Sprawia to że wszystko jest mocno rozmyte i nieczytelne. Do tego gra kilka razy mi się wywaliła do pulpitu co zmusiło mnie do powtarzania sporych części aktywności bo automatycznego zapisu tutaj niet. Nie był to aż taki problem, bo jak już wiadomo co zrobić to w kilka minut można nadrobić godzinę rozkminiania gdzie użyć mokrego brudnego ręcznika a gdzie odciętej ręki.

Generalnie trochę się zawiodłem, bo po kilku polecajkach spodziewałem się czegoś lepszego. Może w 2015 gra robiła lepsze wrażenie ale obecnie to już tak średnio, no ale za 2 dolary może być :P



Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

14piorunów

No nie spodziewałem się ale wygrałem poprzednią edycję więc lecimy dalej z

Co by tu ciekawego... Czego nie należy mówić podczas pierwszej kolacji z rodzicami swojego partnera, a co można powiedzieć podczas seksu (niekoniecznie z rodzicami partnera xD)

Sugestia od publiczności wzięta pod uwagę :P

Pokaż więcej komentarzy (13)

Autorytet

w Gry

22piorunów

117+ 1 = 118

Tytuł: Cronos: The New Dawn
Developer: Bloober Team
Wydawca: Bloober Team
Rok wydania: 2025
Gatunek: Horror
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 18h
Ocena: 9/10

Moja pierwsza styczność z grami od polskiej ekipy Bloober team (no, próbowałem jeszcze kiedyś grać w Medium, ale stary komp nie dał rady tego dźwignąć...) i kurde no siadła mi ta gra jak mało co. Zaznaczę że jestem mocnym fanem Dead Space od którego gra czerpie całymi garściami więc moja ocena może być nieco skrzywiona, ale postaram się uzasadnić co mi się podobało.

Po pierwsze historia. Niezbyt jasna, pełna przeskoków w czasie, tajemniczej zarazy której nasza bohaterka nazywana podróżniczką próbuje się pozbyć w imię tajemniczego Kolektywu. Nawet po ukończeniu gry nie do końca jestem pewien co tam się odjebało. Główna misja bohaterki zostaje w pewnym momencie trochę zepchnięta na boczny tor i jak to bywa z historiami o podróżach w czasie chyba byłem świadkiem jakiegoś paradoksu, ale nie wiem xD

Po drugie i chyba najważniejsze - klimat. Akcja umiejscowiona jest w Polsce w czasach PRL a także w nieokreślonej ale raczej też niezbyt odległej przyszłości. Zwiedzimy Hutę Nowy Świt, Szpital, Zajezdnię tramwajów, Opactwo na obrzeżach miasta, a także kilka osiedli. Nie ma co ukrywać że na staruchów z Hejto takie coś pewnie działa lepiej niż opuszczone stacje kosmiczne, bo niektóre meblościanki i meble jeszcze można pamiętać z kaszojadowych lat 😛 Wszystkie te miejscówy są odpowiednio mroczne, opuszczone i brudne, organiczna materia pokrywająca ściany jest odpowiednio ohydna a mrugająca latarka daje zdecydowanie za mało światła, czyli idealnie :D

No i po trzecie gameplay. Gra jest dość trudna, co mi bardzo się podobało. Survival horrory nie są dla mnie nowością, ale tutaj jest to podciągnięte o kilka stopni. Nasza podróżniczka nie jest zbyt żwawa, a zarażone mutanty potrafią dobrze przygrzmocić i lubią poruszać się w gromadach, co wymusza bycie cały czas w ruchu. Nie można jednak pozwolić sobie na zbyt długie hasanie dookoła bo osieroceni, jak nazywa ich gra lubią podobnie jak w Dead Space łączyć się z leżącymi dookoła truchłami tworząc swoje mocniejsze wersje które potrafią pluć jadem albo są opancerzeni...do tego amunicji jest mało, naprawdę mało - nie sądzę abym w którymkolwiek momencie miał więcej niż dwa magazynki do dyspozycji a często musiałem się ratować odwinięciem z łapy. Zresztą, i tak nie było by gdzie tej amunicji trzymać bo nasz ekwipunek ma na początku chyba z 6 slotów w których trzeba zmieścić broń, amunicję, apteczki, jakieś znajdźki i przedmioty kluczowe. Kilka razy zdarzało mi się biec przez pół lokacji żeby podnieść jeden nabój do strzelby na którego nie miałem miejsca wcześniej xD Musze też pochwalić walki z bossami które nie polegają tylko na częstowaniu ich śrutem aż padną. Wymuszają ciągłe zmiany pozycji i używanie osłon oraz wybuchających beczek, albo trafiania w konkretne miejsca. W momencie gdy każdy strzał jest na wagę złota i możemy paść bo po prostu skończy się nam amunicja no to potrafi to podnieść ciśnienie. Oprócz tego będziemy się mogli pobawić dość prostymi ale pomysłowymi zagadkami w których będziemy musieli cofać czas "lokalnie" np. żeby odbudować kawałek podłogi albo przywrócić rozwalony mur do swoich naturalnych kształtów. W pewnym momencie dostaniemy też grawitacyjne buty które pozwolą nam skakać pomiędzy przystosowanymi do nich platformami ignorując grawitację, która ogólnie w pobliżu miejsc w których znajdują się wyrwy czasowe zachowuje się dość swobodnie.

Odjąłem oczko za brak polskiego dubbingu bo o ile zazwyczaj wolę angielski, tak tutaj granie po polsku miałoby o wiele więcej sensu, poza tym problemem dałbym śmiało dychę.

A no i jeszcze wymagania sprzętowe są dość konkretne, grałem na RX7600 i Ryzenie 5 i potrafiło chrupać nawet na niskich detalach w 1440p

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hejto

3piorunów

Tomki, jak działa to nowe obserwowanie wątków bo klikam obserwuj, niby zmienia się na przestań obserwować, ale nie dostaje powiadomień, a jak wejdę znowu na wpis który miał być obserwowany, to po raz kolejny mogę go zaobserwować :P

Hejtuje z przeglądarki FF, możliwe że adblock czy privacybadger to blokuje czy jakiś bug?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Dyskusje

32piorunów

Zajrzałem sprawdzić czemu od kilku dni nie było i się okazało że chyba wygrałem ostatnią edycję lol

Dzisiaj zatem edycja tematyczna z okazji finałów mistrzostw świata:

Co chciałbyś usłyszeć od Hiszpana, ale nie chciałbyś usłyszeć od Argentyńczyka

Pokaż więcej komentarzy (17)

Autorytet

w Książki

18piorunów

1069 + 1 = 1070

Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Autor: Stieg Larsson

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: ebook

Liczba stron: 500

Ocena: 7/10

Miałem tego ebooka na półce już od jakiegoś czasu ale za pierwszym razem jakoś się od niego odbiłem. Teraz przy drugim podejściu poszło już o wiele lepiej i bawiłem się na tyle dobrze, że na pewno sięgnę też po kolejne tomy.

Kiedyś oglądałem też ekranizację z Danielem Craigiem (swoją drogą nie wiem kto wpadł na pomysł ekranizacji tej książki bo wydaje się ona wybitnie do tego nie nadająca) ale było to na tyle dawno że zapamiętałem w sumie tylko jedną dość pewnie wiadomą scenę, nie mając za bardzo pojęcia o reszcie fabuły.

W książce przyjdzie nam śledzić poczynania Mikaela Blomkvista, zniesławionego dziennikarza gospodarczego który aby nie przysparzać redakcji gazety Millenium, której zresztą jest wydawcą, kłopotów daje się namówić pewnemu podstarzałemu magnatowi przemysłowemu na prywatne śledztwo mające na celu odkrycie co stało się z jego wnuczką Harriet, która niemal 40 lat temu w tajemniczych okolicznościach zniknęła z wyspy na której zamieszkiwała cała rodzina, a raczej klan Vagnerów.

Akcja książki rozgrywa się głównie na wspomnianej wyspie gdzieś na północy Szwecji, skutej lodem i owianej mgłą, w otoczeniu starych i zmurszałych ludzi i w większości skupia się na żmudnej, detektywistycznej pracy. Mikael czyta zapiski, ogląda stare fotografie, rozmawia z dziadkami i nieco młodszymi członkami rodu Vagnerów i pije kawę. Wszyscy piją kawę, dosłownie hektolitry kawy xD Akcja rozgrywa się dwutorowo, bo oprócz Mikaela śledzimy też poczynania Lisbeth Salander, nieco autystycznej ale wyjątkowo błyskotliwej hakerki której losy gdzieś w połowie książki krzyżują się z losami Mikaela.

Ogólnie brzmi to nudno, ale czyta się to naprawdę dobrze mimo że z powyższego opisu może się wydawać że to nic ciekawego. Główny bohater nie za bardzo wierzy w powodzenie swojej misji ale wkręca się w nią tak samo jak ja wkręcałem się razem z nim. Niektóre wątki są trochę naciągane, największy plot twist w książce trochę mnie zniesmaczył i wydawał się mocno z czapy, no ale jakoś to łyknąłem. Reszcie nie idzie za bardzo niczego zarzucić, to kawał dobrego, wielowątkowego kryminału, autor ma lekkie pióro, a fakt że akcja jest osadzona w Szwecji dodaje książce ciekawego, nieco egzotycznego z braku lepszego określenia sznytu.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Gry

10piorunów

109 + 1 = 110

Tytuł: Warhammer 40 000: Space Marine 2

Developer: Saber Interactive

Rok wydania: 2024

Gatunek: Strzelanka

Użyta platforma: PC

Czas do ukończenia: 9.5h

Ocena: 6/10

Miałem ochotę na jakąś niezobowiązującą strzelankę więc przypomniałem sobie o Space Marine 2 który zebrał całkiem niezłe oceny. Gra jest kontynuacją pierwszej części w którą nie grałem i w dodatku osadzona w universum W40k z którym do tej pory nie miałem styczności więc wjeżdżałem w to trochę na zimno. Wcielamy się w jakiegoś zniesławionego członka Ultramarines czyli superżołnieży Imperatora ale tak generalnie jeśli chodzi o fabułę to nie za bardzo zwracałem na nią uwagę. My jesteśmy dobrzy, tamci są źli. Źli mają jakąś broń którą trzeba zniszczyć no i napie*dalamy, to tak mniej więcej xD

Mimo nie zwracania uwagi na fabułę podobała mi się pompatyczność i jakaś taka wzniosłość całej tej ekipy superżołnierzy - mamy misję, naszym celem jest wygrać bez względu na koszty z pieśnią na ustach, to jest zrobione spoko. Lokacje są naprawdę ładne i jest na czym zawiesić oko, ale niestety są one mega korytarzowe i w dodatku nie ma za bardzo co w nich robić, nie ma żadnych znajdziek oprócz jakichś datalogów i paczek z amunicją oraz porozrzucanych tu i ówdzie broni. Chlastanie zastępów robali a potem humanoidów czy jakichś innych kultystów jest przyjemne, a jucha leje się strumieniami, ale niestety dość szybko się to nudzi bo w grze nie istnieje absolutnie żaden system rozwoju postaci xD Gdzieś tak od trzeciej misji mamy dostęp w sumie do prawie całego arsenału który również nie powala bo opiera się głównie na różnego rodzaju karabinach. Są jakieś karabiny plazmowe czy miotacze ognia które można znaleźć na mapach ale wszystkim strzela się mniej więcej tak samo. Do tego mamy też jakąś mieczopiłę albo inny młot na bliski dystans, ale nie ma się tu co spodziewać żadnej finezji, jeden - dwa kombosy to wszystko na co stać naszego koksa. Jest też kilka bossów ale nie stanowią zbyt wielkiego zagrożenia - ot trzeba ładować w nich ołowiem aż padną.

Generalnie pewnie bym nawet tego nie skończył gdyby nie to że gra jest dość krótka i trochę się zainteresowałem tym universum. Musze przyznać że mają rozmach. xD

Po zakończeniu fabuły można sobie jeszcze pograć w jakieś misje czy multi ale absolutnie nie miałem na to ochoty. Ot taka giereczka do gamepassa.

Osobistość1piorunów

Ta gra ponoć daje wpierdziel cpu. Na jakim procesorze grałeś/ jak że stabilnością i fps ?

Mam tą grę na liście do ogrania ale zostawiam ja na nowy komputer za ileś lat, bo przy ryzen 5 5600x gra ledwo chodzi w 60 fps.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Hydepark

23piorunów

1045 + 1 = 1046

Tytuł: Inferno

Autor: Dan Brown

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: ebook

ISBN: 9788375088526

Liczba stron: 514

Ocena: 8/10

Miałem dość długą przerwę od Roberta Langdona, który no trochę mi się przejadł. Kilka lat temu próbowałem sięgnąć po Zaginiony Symbol i trochę się od niego odbiłem bo Dan Brown mimo świetnego warsztatu zaczął jak dla mnie trochę zjadać własny ogon i tłuc tę Langdonową serię według tego samego schematu. Tajemnicze symbole, śmiertelne niebezpieczeństwo, kumata ale oczywiście piękna pomagierka i rajd po ciekawych lokacjach po całym świecie w poszukiwaniu prawdy.

Nie inaczej jest i tym razem xD Mimo wszystko daję temu popcorniakowki trochę naciągane 8, chociaż tak do połowy książki myślałem że wyżej 6 się nie wzbije. Im dalej w las jednak tym jest coraz lepiej bo intryga którą tym razem wymyślił Brown jest naprawdę dobra i ciągnie całą książkę całkiem nieźle.

Oto najbardziej Bondowy z wszystkich profesorów historii sztuki Robert Langdon budzi się w szpitalu z postzałem głowy i amnezją sprawiającą że nie pamięta kilku ostatnich dni. Co więcej szpital znajduje się we Włoszech, a ostatnie co Langdon pamięta to wykład na swoim kampusie w Harvardzie. Dalej jest dosyć klasycznie, pościgi, strzelaniny, tajemnicze symbole tym razem kręcące się wokół Boskiej Komedii Dantego i kumata ale oczywiście piękna pomagierka. Brnąłem w to dalej w sumie tylko dlatego że akcja rozgrywała się we Florencji którą nie tak dawno temu odwiedziłem i niektóre lokacje kojarzyłem dość dobrze.

Fabuła przez większą część książki była trochę koślawa i w sumie byłem ciekawy jak Brown z tego wybrnie. Wyczekiwany plot twist zdumił mnie jednak do takiego stopnia że aż cofałem się do niektórych rozdziałów żeby sprawdzić czy to się na pewno klei, no i rzeczywiście - wszystko siedzi. Nawet mój największy zarzut czyli to że główny psychol z jakiegoś niewiadomego powodu zostawia po sobie wskazówki jest w miarę sensownie choć w dość nieoczywisty sposób wytłumaczony. Ostatnie oczko dodałem za ciekawe zakończenie odbiegające nieco od standardowych happy endów. Ogólnie jak ktoś jeszcze nie jest zmęczony Langdonem to polecam, ale ja teraz znowu chyba potrzebuję kilkuletniej przerwy zanim sięgnę po następny tom z serii.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

41piorunów

Yay, wygrana w , uprawnia mnie do niekwestionowanego zaszczytu wymyślenia kolejnego pytania. polecimy z czymś dziwnym bo czemu nie :P

O co można zapytać dzwoniąc do biura obsługi klienta, ale nie bardzo dzwoniąc do rodziców.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Autorytet

w Książki

27piorunów

1018 + 1 = 1019

Tytuł: Znachor

Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10

Kolejny urlop w Polsce to okazja na wizytę w księgarni i przytarganie kilku nowych pozycji do mojej biblioteczki. Tym razem padło na klasykę polskiej powieści i kina czyli Znachora. Dołęga-Mostowicz był mi polecany przez kilka osób i w sumie bardziej polowałem na Karierę Nikodema Dyzmy, która niestety była wyprzedana - smuteczek. Wziąłem więc Znachora którego ogólnie nigdy nie oglądałem w całości xD

Oczywiście znałem mniej więcej zawiązanie fabuły ale cały środek był dla mnie tajemnicą. Nie jestem pewien czy muszę streszczać fabułę takiego szlagiera, ale gwoli ścisłości historia rozgrywa się gdzieś na początku XX wieku w Polsce i opowiada historię światowej klasy chirurga który dręczony odejściem żony z córką idzie w tango i no cóż zostaje okradziony oraz pobity, przez co traci pamięć. Tułając się po świecie oraz imając się różnych prac w końcu trafia do pewnego młyna gdzie odkrywa swój talent do leczenia ludzi.

Zdziwiony byłem nieco skromną objętością książki bo spodziewałem się czegoś na kształt Lalki, Dołęga-Mostowicz jednak nie bawi się zbytnio w rozpasane opisy przyrody czy miejsc akcji i fabuła leci całkiem żwawo, momentami jak dla mnie aż nazbyt żwawo. Ogólnie jest to bardzo przyjemne czytadło i bez wahania polecam każdemu zwłaszcza jak ktoś lubi akcję osadzoną w XX leciu międzywojennym.

Postacie są mocno zarysowane a ich zachowanie i motywacje są wiarygodne, akcja jak już wspomniałem leci wartko i bez dłużyzn a wątek romantyczny jest całkiem niezły, chociaż przemiana Leszka z arystokratycznego lekkoducha w zakochanego bez pamięci adoratora jest trochę mało przekonująca. No i końcówka jest trochę meh, mam wrażenie że z jeden rozdział więcej żeby lepiej pozamykać wszystkie wątki byłby bardzo na miejscu i wydaje mi się że w filmie zostało to zmienione. Brakuje też trochę jakiegoś plot twistu, czytelnik ma wszystko podane na tacy i jedynie bohaterowie nie mają pojęcia o swoim pochodzeniu i powiązaniach, niemniej jednak nie uważam tego za jakiś duży minus.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Gry

16piorunów

86 + 1 = 87

Tytuł: Vampire Crawlers: The Turbo Wildcard from Vampire Survivors
Developer: poncle
Wydawca: poncle
Rok wydania: 2026
Gatunek: Deckbuilder
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 31h
Ocena: 9/10

Jako że utknąłem trochę w BG3 (a raczej straciłem chęci jak na razie po jakichś 120h gry xD) stwierdziłem że trzeba sobie zrobić przerwę na jakiegoś indora i padło na nowych Vampirków zwłaszcza że karcianki to oj lubię. Chciałem też sprawdzić czy oryginalna gra która okazała się szalonym hitem jak na tak prostą formułę była tylko fartownym przypadkiem, czy też panu developerowi Luca Galante uda się powtórzyć ten sukces.

No i kurde bele, znowu mu się udało, mimo że studio z solo developera rozrosło się do jakichś 25 osób czuć że oryginalny pomysłodawca trzymał wszystko za łeb i wiedział co robi, bo jego nowy twór bawi chyba jeszcze lepiej niż oryginał. Mimo całkowitej zmiany gatunku gra nadal jest szybka, pomysłowa, pozwala wykręcać kosmiczne buildy a otwieranie skrzyneczek, chlastanie tabunów różnego rodzaju potworków i wściekle dobry system walki powoduje podobne wyrzuty dopaminy jak w oryginale.

Zamiast nieskończonej mapy i gry w czasie rzeczywistym, nasz avatar spaceruje sobie po losowo generowanych mapkach i wdaje się w bójki z grupami niemilców znanymi z poprzedniej gry. Ot potworki stoją sobie w kilku rzędach a my naparzamy w nich kartami podzielonymi na czerwone (dmg), żólte (buffy), niebieskie (armor i heal) oraz fioletowe (ekstra mana). Każda karta wymaga określonej ilości many żeby ją zagrać. Kiedy skończy się mana, kończy się runda i ciągniemy nową rękę a potwory odpalają ataki.
So far so good, ale co jest najzajebistsze w tym systemie (i co ważne, dopiero pod koniec gry rozwija on w pełni swoje skrzydła) to kosmiczne combosy jakie możemy generować zagrywając karty w odpowiedniej kolejności. Nie wiem czy uda mi się to wytłumaczyć tak żeby było zrozumiałe ale się postaram, bo to jak dla mnie najlepszy ficzer tej gry :P

Zamiast zagrywać karty losowo, powinniśmy się starać zagrywać je w zależności od tego ile "kosztują" many, bo każda następna karta w łańcuchu dostaję mnożnik do tego ile zadaje obrażeń albo dodaje bonusów. Jeśli więc karta dodaje nam 6 punktów pancerza i kosztuje 2 many, zagrywając karty w kolejności 0 (tak, są karty które koszutją 0 many xD), 1, 2 dostaniemy wielokrotnie więcej armora niż gdybyśmy ją zagrali od razu. Żeby tego było mało, wędrując po lochach natkniemy się często na "dzikie" karty, które resetują koszt many - możemy więc zagrac karty w kolejności 0, 1, 2, 3, Wildcard i znowu 0, 1, 2... nie przerywając combo. Ja w ten sposób doszedłem chyba do combo x19 wykręcając jakieś chore liczby xD

Pomiędzy etapami będziemy mogli dokonać ulepszeń w wiosce która służy za swego rodzaju hub. A ulepszeń jest naprawdę ogromna ilość, możemy odblokowywać tytułowych crawlerów którzy są normalnymi kartami i dają przez jakiś czas unikatowe bonusy, możemy permanentnie ulepszać staty takie jak dmg, luck, ilość zdobywanych monet czy HP. Możemy odblokowywać karty tarota które sa na stałe przypisane do danego runu i sprawiają np. że pancerz nie znika po skończeniu rundy, możemy wsadzać w karty sloty na klejnoty zdobywane w trakcie przemierzania lochów które dają jeszcze inne bonusy, no jest tego masa.

Kilka tygodni temu grałem w EA Slay The Spire 2 i byłem pewien że to będzie moja karcianka roku, ale jednak to co poncle odjebało w Vampire Crawlers zjada Slay The Spire bez popity, nie mogę dać tej grze lepszej rekomendacji xD

Odejmuję oczko bo gra się trochę wolno rozkręca i imo średnio tłumaczy te wszystkie systemy ale jak już się ogarnie co i jak to nie idzie się oderwać.


Pokaż więcej komentarzy (4)

Autorytet

w Komputery

26piorunów

W końcu się przemogłem i zainstalowałem Ubunciaka na starym firmowym laptopie, tak o żeby sobie potestować i sie pobawić.

Ależ to zapie*dala w porównaniu do Windowsa xD

Autorytet5piorunów

@kodyak A co ja tam potrzebuję na testowym lapku. Aby przeglądarka śmigała i no może zobaczę jak Steam fruwa chociaż tam w nic nie pogram i tak raczej. Bardziej mnie wkurza że ctrl+C ma inną funkcję niż się przyzwyczaiłem :D
@skorpion Gnome

Pokaż więcej komentarzy (10)