Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika Cori01 w Dyskusje

Osobistość

w Dyskusje

48piorunów

MOJ TATA TO JANUSZ BIZNESU....

Eh muszę się pożalić bo mi aż rynce opadają...

Bardzo szanuję mojego tatę za to, że jest niezwykle pracowity, ma 71 lat i dalej pracuje fizycznie jako rzeźbiarz i gdyby miał rękę do biznesu i słuchał się innych ludzi co mu życzą dobrze to bysmy żyli jak paczki w maśle, no ale...

Wracając do tematu, jak moja babcia zachorowała na Alzheimera to się przeprowadzila do nas, a jej mieszkanie wykupili moi rodzice za niestety oszukaną kwotę od Miasta, no po prostu ktoś ich naciągnął na hajs i zawyżył wartość mieszkania.

Byłam wtedy dość mała, ale razem z moimi siostrami i rodzicami, remontowaliśmy to mieszkanie w poniemieckiej kamienicy, nosiliśmy gruz, zdzieralismy stara farbę itp. Mam trochę do tego uraz bo jak na dziecko nie powinnam nosić takiego ciężaru, no całe wakacje prawie tak spędziłam.

Od tych już ponad 20 mój tata zajmuje się wynajmem tego mieszkania, a to, że są to warunki dość spartańskie to decydują się na nie ludzie zdesperowani.

Piec kaflowy i drugie piętro po stromych schodach - to w zasadzie największe wady, no i trzeba samemu sobie meble zorganizować xd co raczej kłóci się z wygodną przeprowadzką.

Mieszkanie jest dość duże i uważam, że ma za⁎⁎⁎⁎ście duży potencjał. Kamienica ma tylko dwóch lokatorów i do tego mieszkania jest przypisana połowa strychu, która śmiało można przerobić na cześć mieszkalną(konserwator dopuszcza zmianę dachu z płaskiego na trójkątny), czasem sama sobie lubię wyobrażam jak bym je przerobiła gdybym miała hajs. Jest też dostępna spora piwnica.

Plusem jest też to, że jest to centrum miasta i jakby się chciało zaangażować, to urząd daje dofinansowanie na naprawę elewacji, trzeba tylko najpierw wyłożyć hajs, a potem dostaje się zwrot.

No generalnie, dla kogoś kto lubi mieszkania w kamienicach to jest to fajna opcja do remontu od prawie zera.

Dałam mojemu tacie kiedyś propozycje, żeby sprzedał to mieszkanie, podzielił zysk ze sprzedaży na nas 3( nigdy nic od rodziców na start w życie nie dostaliśmy więc to byłby pierwszy raz), ja bym za swoją część miała na wkład własny na kawalerkę w mieście wojewódzkim, wynajelbym ja, a tyle ile on dostaje za czynsz od lokatorów, płaciłbym mu - czyli 1500 zł.

Powiedział tylko, że to dobra propozycja ale i ona umarła w zarodku...

Co wybrał mój tata? Wynajmowanie mieszkania patologii i ciągła walka z kosztami po ich wyprowadzce. Aktualnie już ma entego z rzędu lokatora, który nie płaci czynszu i tylko liczy że dług zostanie spłacony xd jednak apogeum patologi i jego naiwności sięgnęło zenitu, bo wynajął mieszkanie małżeństwu, któremu odebrano 5 dzieci za złe warunki mieszkania w poprzednim miejscu, więc wynajęli mieszkanie u mojego taty i zrobili sobie 6 dziecko xd

Dlaczego jest mi przykro?

A to dlatego, że mój tata nie widzi powodu dla którego miałby wspierać swoje dzieci finansowo. On dostał po rodzicach w młodym wieku mieszkanie, ktorego zysk podzielił ze swoimi braćmi i dzięki temu mógł wybudować dom w którym mieszkamy, co prawda kosztem tego, że jego rodzice młodo umarli. Moja mama dostała po swoich rodzicach możliwość wykupienia mieszkania od miasta. Więc jak dla mnie to i tak dużo. Jest mi zwyczajnie przykro, że dla rodziców robię bardzo dużo ( z ojcem całe dzieciństwo miałam chłodne relacje, ale teraz jest super) to mam wrażenie, że ojciec na mnie trochę patrzy jak Stary Boryna na swojego Antka, nie dostrzegając, że Antek nigdy by go nie wyrzucił na tułaczkę, ale tak sobie ubzdural i tak chyba mój ojciec myśli o swoich córkach.

Nawet doradzał się mnie jakiego lokatora wybrać i chodziłam z nim na castingu, ale co z tego jak jeden lepszy od drugiego xd w tym złym znaczeniu.

Eh może wy mi coś doradzicie bo nawet nie chodzi o to, że chciałabym już mieć możliwość kupienia czegoś swojego, ale o to, że mój ojciec nie nadaje się na landlorda i widzę jak przez swój brak wiedzy wpada tylko w większe problemy ze swoją upartością i jak dużo stresu w nim to generuje.

On twierdzi, że to mieszkanie będzie zyskiwać na wartości, no ale nie bardzo. Mieszkamy w małym mieście, dzietność spada, a kamienica wymaga dbania o nią żeby się nie rozpadła ... Nie mówiąc o tym że ci lokatorzy niszczą to mieszkanie...

Komentarze (24)

Fenomen0piorunów

@Cori01 i naprawdę nie miałem lekko w domu, teraz wracam do niego, bo rodzice coraz starsi, ale nie jest to miejsce gdzie czuje się dobrze, nie wchodząc w szczegóły.

Po części Cię rozumiem, bo w momencie jak mogę powiedzieć o kredycie który z żoną spłacamy że "widać brzeg" czuje się naprawdę dobrze, że jestem w końcu u siebie i chciałbym tego doświadczyć wcześniej, ale nie czuje żeby to była rola rodziców żeby zapewnić mi taką stabilność w życiu.

Osobistość1piorunów

@jedzczarnekoty jak już powiedziałam, zależy z której strony na to spojrzysz, a wykarmienie potomstwa, aż będzie mogło wejść samodzielnie w społeczeństwo to minimum, które zapewniają nawet psy swoim szczenieciom, także nic szczególnego. A w wielu kulturach i też polskiej było coś takiego jak posag przy wejściu w dorosłość. Nie wiem co w tym fajnego wypuszczać dzieci w dorosłość na zasadzie "wykarmiłem Cię, idź w świat, bądź mi wdzięczny, za to że Cię spłodziłem". Dzieci same się nie proszą na świat, nie wybierają sobie urody ani inteligencji, oczekiwanie od dzieci że mają sobie radzić bo tak, jest dziwne i właśnie odzwierzęce, na zasadzie "rozmnażajcie się mimo wszystko, dzieci jakaś sobie poradzą, a jak sobie nie poradzą to znaczy że same sobie zasłużyły. Pamiętam bardzo dobrze tekst mojego byłego co miał starego milionera, że jak ktoś sobie w życiu nieradzil to jego wina i sam sobie wybierał taką drogę i mówił to koleś który w wieku 20 lat miał mieszkanie i samochód za 100k od ojca xd także wszystko sprowadza się do tego o czym mówię "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia "

Fenomen0piorunów

@Cori01 w tym momencie wyolbrzymiasz - bo od dawna było tak że dzieci były pod opieką rodziców do końca nauki. Owszem, potem nieco się to zmieniło, coraz więcej jest "gniazdowników", rynek nieruchomości sporo tutaj namieszał, ale generalnie moment ukończenia studiów/zdobycia zawodu był końcem utrzymywania dziecka. A to nie są dzieci które dostały kredki i jakoś mają sobie radzić, to znacznie więcej.

Osobistość3piorunów

@jedzczarnekoty rola nie rola, jak wspominałam jak ktoś decyduje się na dzieci to nie po to, żeby dać im czarne i białe kredki, żeby jakaś sobie radziły. Kwestia spojrzenia na rzeczywistość.

Fenomen0piorunów

@Cori01 będę kolejnym który się czepia, ale kto powiedział że rodzice mają zapewnić coś "na start" swoim dzieciom? Przez co, w domyśle jest to jakieś mieszkanie czy coś w ten deseń.

Ja dostałem działkę rolną, małą, na razie (albo i a ogóle) niewiele wartą, ale w sumie tylko dlatego żebym jak mi się noga powinie mógł się ubezpieczyć jako rolnik w KRUS (jako bezrobotny w PUP nie mógłbym nigdzie dorabiać a muszę zarabiać z racji nieuleczalnej choroby). Niemniej uważam że spadek spadkiem, kiedyś tam, ale reszta - to moje życie. Rodzice dali mi dach nad głową, nakarmili, ubrali, do osiągnięcia pełnoletniości. Wysłali do dobrej szkoły. Co więcej - wspierali na studiach, bo studiowałem "dojeżdżając" lokalnie - choć marzył mi się UJ. Więc - to jest chyba wszystko co mogą zrobić w celu usamodzielnienia dziecka. Pomogli dając na prawo jazdy, na OC jak raz nie miałem, stare auto dostałem od taty na studia. Ale więcej? To nie ich rola.

Fenomen0piorunów

@Cori01 no problem w tym że to dziadkowie przepisali a nie rodzice. Ale, rodzice im szepnęli słówko, to wiem.

Choć, jestem dziwny i mojej sytuacji nie zrozumiesz, od rodziców nic nie chcę. I tyle. Jakbym mi coś chcieli przepisać, to wziąłbym to tylko dlatego żeby mój brat nie roztrwonił całości. A potem, nie wiem. Ale nie czuje czegoś w rodzaju ojcowizny, niczego nie czuję do domu rodzinnego i jego okolic. To nie był mój dom.

Osobistość1piorunów

@jedzczarnekoty zależy co rozumiesz przez wędkę. Ja wolę ryby bo z wędki nic nie będziesz mieć jak staw jest wymarly od ryb albo inni mają już sieci i kutry rybackie.

Osobistość1piorunów

@jedzczarnekoty Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale jakby moi rodzice przepisali mi coś a mojej siostra nie, to z automatu bym im oddała równowartość tego, tak żeby wyszło po równo. Wstyd by mi było wziąć wszystko na "siebie", więc dziwna sprawa...

Fenomen0piorunów

@Cori01 kiedyś czytałem jakiś artykuł filozofa, że jesteśmy zwierzętami i od tej natury nie uciekniemy. I coś w tym jest. A czy rodzice powinni dać wędkę czy zapas ryb na wkład własny - tutaj nie chce dyskutować bo jak mówisz, każdy na inne podejście samodzielności dziecka, jak u zwierząt 😉

Fenomen0piorunów

@Cori01 nie zazdroszczę, naprawdę. Ale, właśnie, jednego wątku Ci nie powiedziałem - o tym, że brat dostał mieszkanie po dziadkach. I co, mam płakać? Kiedyś usłyszałem że "ja miałem w życiu łatwiej"? I nawet się nie zastanawiam czy w tym miejscu jak ciągnąłem na półtora etatu, czy w innym. Odciąłem się od tego. Bardzo Ci to polecam. Nam było łatwiej wynająć coś we dwójkę. Ale każda złotówka którą wydaliśmy na budowanie naszego "domu" (nawet jak w wynajmowanym mieszkaniu i żyjąc za jedną najniższą) była warta.

Osobistość2piorunów

@jedzczarnekoty a abstrahując dużo bym dała żeby chociaż na prawo jazdy mi dali rodzice. Owszem dali ale jak nie zdałam za pierwszym razem to zrobil mi ojciec awanturę i powiedział że nie da mi na kolejne lekcje czy egzamin, niestety na tamten moment nie miałam na tyle oszczędności żeby dawać je na prawo jazdy, którego myślałam że nigdy nie zdam. Po 10 latach od pierwszego kursu sama zarobiłam na kolejny, bez stresu że jak nie zdam za pierwszym razem to nie będę mieć kasy na kolejny egzamin ... Fajnie też by było dostać ziemię, nawet nic niewiele wartą:) o samochodzie nawet gruzie nie wspomnę

Osobistość3piorunów

@jedzczarnekoty kwestia spojrzenia na rzeczywistość i też na ewolucję. Trochę z innej beczki, ale babcie "powstały" po to żeby wspierać swoje dzieci w wychowaniu wnuków, co zapewniało większy sukces w przekazywaniu swoich genów dalej. Tak samo jest z dziećmi, część owszem urodzi się geniuszami, którzy bez żadnego wsparcia finansowego dorobią się majątku przed 30-40. Jednak większość ludzi jest przeciętnych, w tym ja i moje rodzeństwo, co nas wyróżnia? Odziedziczona po ojcu pracowitość i żadna z nas nigdy w życiu się nie obijala, niestety traw chciał że, żadna z nas nie została lekarzem czy programista(bo nie mamy do tego talentu). Moja siostra jakimś cudem uzbierała na wkład własny, ale kosztem swojego zdrowia i trochę też szczęściem, aktualnie jakby zaczynała z tego samego pułapu na wkład własny zbierałaby dwa razy dłużej, zdążyła jeszcze przed tym szaleństwem cenowym, ale wszystko kosztem zdrowia. Ja też już bym miała na wkład własny gdyby mi się zdrowie nie rozpierdzielo od stresu i nieszczęśliwego wypadku.

Co bym zrobiła gdybym miała dzieci? Dała im dobry start w życie tak żeby o założeniu rodziny nie musiały myśleć po 30-40.

Moim rodzicom również mogła się w międzyczasie podknac noga, ale większość tych potknięć to upartość mojego taty i nie słuchanie dobrych rad, czy to rodziny czy przyjaciół. Generalnie czasem mnie tata posłucha i wtedy jestem z siebie dumna ze przebilam ścianę...

A z takich zabawnych inwestycji, to mój tata zainwestował w dom gospodarczy na który wydał ok 70 tysięcy i uwaga... Nie korzysta z niego xd

Podsumowując każdy ma swoją filozofię, ja uważam że sprowadzenie na świat nowe istosty tylko po żeby jakaś sobie radziły jest smutne i egoistyczne i trochę odzwierzęce, ale czy jesteśmy czymś więcej? No i też nie chce żeby moje dziecko było niewolnikiem dziedzica, który ciula zrobił, żeby mieć co ma :)

Gwiazdor11piorunów

No cóż mieszkanie ojca, skoro woli się użerać to niech się użera.

Osobistość3piorunów

@Eruanno tak to prawda, jego wybór mimo, ze swoimi decyzjami robi pośrednio krzywdę i mojej mamie (która nie chce się zajmować tym mieszkaniem i ciągle mu mówi żeby to sprzedał bo tylko są problemy, to zamiast jej słuchać wyżywa się na niej jak okazuje się że znów nie płacą i marudzi pod nosem ). Rani mnie to, że nie widzi sensu w wsparciu dla swoich dzieci, które lepiej o niego dbają niż on dbał o nas... Już bym wolała żeby w dzieciństwie mniej pracował, ale dzięki temu nie chodził wiecznie wkurwiony z przepracowania, a pieniądze często były wyrzucane w np utrzymanie zbyt dużego domu.

Osobistość2piorunów

@Cori01 nie chcę się czepiać ale... (Jeżeli w zdaniu używamy "ale" to wszystko przed nim się nie liczy) Mieszkanie Twojego taty, a Ty chcesz decydować co z nim zrobić. Mieszkasz w jego domu. Może spróbuj trochę samodzielnie żyć. A gdy zarobisz i odłożysz, albo ukradniesz albo dostaniesz coś wartościowego, wtedy zrób z tym, to co będzie dobre dla innych

Osobistość3piorunów

@Analnydestruktor Jak ktoś się decyduje na dziecko/ dzieci to powinien mu zapewnić jakiś start w życie... Nie mówię o luksusach ale o czym kolwiek, nie tylko podstawa, czyli ubranie się wykarmienie. Sry ale na wszystko inne sama zarobiłam, samochód, Apart na zęby, zdrowie które kosztowało mnie wszystkie moje oszczędności, ciężko wypracowane. Do bycia roszczeniowym jest mi bardzo daleko. Może powinnam wcześniej wstawać i pracować na dwa etaty jak moja siostra, która w wieku 25 lat była pół łysa ze stresu i przepracowania, a w międzyczasie mój tata wynajmował mieszkanie patologi, której musiał płacić dodatkowo za rachunki xd Moja mama ma inne podejście, również chciała by sprzedać mieszkanie i podzielić pieniądze na nasza trójkę, dzięki czemu do Polski mogła by wrócić moja najstarsza siostra. Czy chce decydować "jego" pieniędzmi, nie są tylko jego miał podział z moją, ona zajmuje się domem i trójka dzieci, a on pracuje no i tak wyszło, że i on o wszystkim decyduje. Mieszam też u niego bo inaczej nie miałabym możliwość niczego odłożyć, mimo że zarabiam dobrze, ale żaden ze mnie programista 15k. Nie wiesz co mówisz a piszesz sugerując że decyduje za niego, mimo że robi sobie innym krzywdę swoimi decyzjami, a i dodam tylko że jak ktoś zdecydował się na rodzinę to nie ma już czegoś jak "to tylko moje, bo ja zarabiam, a kaszojady to darmozjady" nie wyobrażam sobie zostawić rodziców potrzebujących, bez mieszkania i możliwości na normalne życie... Bo "każdy sam sobie rzepkę skrobię"

Fanatyk26piorunów

@Cori01 taka mentalność. Nie przeskoczysz tego. Moja teściowa ma po matce dom na wsi ze sporym podwórkiem. Stał kilka lat pusty po śmierci jej mamy. Miała chętnych na kupno, ale nie. Stan domu się pogarszał z roku an rok a teraz ona się buja z jakąś rodziną, której wynajęła tę chatę. Nie sprzeda "bo to rodzinny dom", trochę na zasadzie nie, bo nie.