
Policjant spowodował kolizję i uciekł. W domu był nietrzeźwy
Yes_ManLider
27piorunówFunkcjonariusz Komendy Miejskiej Policji w Elblągu miał spowodować kolizję i oddalić się z miejsca zdarzenia. Koledzy odnaleźli go w domu i stwierdzili, że jest nietrzeźwy. Wobec funkcjonariusza wszczęto postępowania dyscyplinarne.
Komentarze (16)
No musiał po takich wrażeniach flaszkę zrobic jak wrocil :kappa:
Kiedyś na studiach omawialiśmy taką sprawę gdzie gość spowodował wypadek po pijaku, ale uciekł i w domu zaczął pić alkohol, przyjechała policja i mówił że zaczął pić po powrocie - no i nie mogli udowodnic ze był pijany za kółkiem.
@Pawelvk nie. Masz udowodnić że ktoś był pijany w danym czasie. Być może są obecnie sposoby sprawdzenia tego (czy np poziom alkoholu rośnie skoro twierdzi że nadal pił), ale jeśli nie to nie można nikogo skazywać na bazie domniemań.
Domniemanie niewinności się kłania
@utede dowodem jest to, że jest pijany. W jaki sposób masz sprawdzić czy ktoś nie był pijany wcześniej?
@utede Prawo podatkowe cały czas tak działa. W dodatku jest brak domniemania niewinności ¯\\(ツ)/¯
A poza tym sąd (a raczej sędzia, bo to zawszej jakiś konkretny człowiek robi) ma cały wachlarz możliwości nie uznania dowodu, np. zgłaszanego przez stronę "broniącą się". Pewnie w jakiejś tam apelacji uda się takie coś "przełamać", ale nie wszyscy podejrzani/oskarżeni mają tyle zdrowia i pieniędzy.
A sędziemu za ewidentnie krzywe akcje (manipulacje dowodami, stronniczość) nie grozi NIC.
@Pawelvk od kiedy prawo działa na bazie podjerzeń a nie dowodach?
@dildo-vaggins ale skoro jest pijany teraz, to znaczy że mógł być już wcześniej. Jeśli spowodowałeś wypadek, nie pij a nikt nie będzie podejrzewał że wypiłeś przed wypadkiem. To powinno tak działać, a nie odwrotnie
@Pawelvk no właśnie nie da się udowodnić że był pijany wtedy więc nie można założyć faktu na jego niekorzyść
@dildo-vaggins jaki bezsens, powinno się traktować że chłop był pijany już wcześniej, bo skąd wiadomo że tak nie było?
@Yes_Man od dawna mam zdanie, że każdy kto uciekł z miejsca zdarzenia, powinien być traktowany jak osoba pod wpływem. Bo zazwyczaj o to chodzi.
W teorii mamy w naszym prawie równoważność ucieczki z byciem pod wpływem, w kontekście karnym i zakresu widełek. Niemniej tutaj mamy chyba nie bez powodu "oddalenie się z miejsca kolizji". To już jest traktowane luzacko, jak gdyby nigdy nic. I nadal można się tym wykpić. Czyli jeśli nikogo nie rozdupczyłeś, nie było wielkiego wypadku, a po prostu kolizja i jesteś nabity - najlepiej uciec, czy raczej "oddalić się".
Ewentualnie jak ktoś mądrzejszy i nie ma świadków, którzy poręczą że waliło od ciebie wódą i się zataczałeś, to po wypadku najlepiej nie uciekać, tylko wyjąć flaszkę z bagażnika i walnąć na hejnał. Tłumacząc się stresem, alkoholizmem, dowolnie. Taka linia obrony zadziałała u nas wielokrotnie. Im masz więcej hajsu, lepszego papugę, tym łatwiej się wyłgać w ten sposób. Wtedy jeszcze możesz jeszcze być przeproszony na końcu, choć jechałeś na⁎⁎⁎⁎ny.
@npnptcn wiem doskonale. W ten sposób da się określić czy przed spożyciem był trzeźwy czy nie.
@Taxidriver we flaszce może być woda, nikt tego nie sprawdza xD
@Taxidriver zacznie spadać dokładnie w tym samym momencie przecież xd No chyba, że pił w trakcie jazdy, ale to też musieliby go badać potem co pół godziny. Jedyne co możesz uzyskać, to jeśli powiedziałby ile dokładnie wypił alkoholu po wypadku i na podstawie promili stwierdzić, że ma jednak nadal nadwyżkę. Spadanie/wzrost pokazuje jedynie ile minęło od ostatniego spożycia. Stężenie wzrasta tak do godziny po wypiciu, a potem już tylko spada. Nie do końca wiesz jak to działa, ale rozumiem.
@npnptcn wywalenie flaszki na hejnał, jeśli już się było dziabniętym, niewiele pomoże.
Na badaniu krwi wyjdzie kiedy stężenie alkohoul zaczęło wzrastać, kiedy spadać.
@Yes_Man ma uzasadnienie i dlatego właśnie mamy prawo, które każe osobę która uciekła - tak samo jak pijanego kierowcę 😉 Jak widać, ten szok jest zdecydowanie rzadszym przypadkiem, niż próba cwaniakowania.
Zwłaszcza, że w przypadku nieudzielenia pomocy i pozostania na miejscu, oraz po badaniu psychiatrycznym, liczony jest przede wszystkim czas. Dlatego uznano szok wobec kierowcy który przejechał Litewkę, bo od wypadku do telefonu przez przejeżdżających kierowców minęły 3 minuty. Wedle prawników, gdyby to było 10 minut, nie wytłumaczyłby się w żaden sposób szokiem.
Miewaliśmy nawet nadzwyczajne złagodzenie kary dla osób, które uciekły - pod faktycznym wpływem szoku, ale powróciły na miejsce wypadku. Szok nie trwa wiecznie, a już tym bardziej przy kolizji. No chyba, że ktoś ma problemy psychiczne, albo uwiarygodniłby się przed psychiatrami, że reaguje skrajnie na takie sytuacje. A uwierz mi, nie jest tak łatwo przekonać biegłego. Konfabulacja i wymyślanie wychodzi szybko.
Bo powiedz mi, czy jak stuknąłbyś kogoś na parkingu, porysował auto, to tłumaczyłbyś się szokiem? xD Tym można grać, jak są ofiary śmiertelne, albo wypadek wygląda katastrofalnie. Ale nie jak ktoś puknął kogoś i się "oddalił". Ten koleś uciekł ze stłuczki, o żadnym szoku nie ma prawa być mowy. Powinien być traktowany jako najebus.
@npnptcn zakładanie że każdy był pod wpływem nie ma żadnego uzasadnienia. Niestety, trzeba złapać na gorącym uczynku lub tak jak w tym przypadku chwilę później. Są przypadki gdzie ktoś odjechał bo był w szoku.