
Wielkanocny spacer krajobrazowy po krainie Zajęcy - tzn. Sasinów.
zuchtomekGURU
13piorunówKontynuując zwiedzanie granic Ziemi Lubawskiej, z okazji świąt wielkanocnych postanowiłem odwiedzić Krainę Sassenpile - pogańskiego plemienia Sasinów, a na nasze - Zajęcy - stąd wybór wielkanocnego spacerku wydał się oczywisty :smiley:
Zaczynając od początku, przedstawię pokrótce kim owi Sasini byli i posłużę się tu czysto wikipedią, bo dywagacji na ich temat bywa wiele, a żaden ze mnie naukowiec żeby stawiać twarde tezy:

Ziemia Sasinów, Ziemia sasińska, Sasinia (niem. Sassen, łac. Terra Sossinensia, lit. Sasna, prus. Sasnis) – kraina historyczna oraz terytorium plemienne, położone w południowo-zachodniej części Prus, zamieszkana przez plemię Sasinów.
Ziemia Sasinów obejmowała w przybliżeniu obszar Garbu Lubawskiego wraz z terytoriami nad rzekami: Drwęcą, Welem, Nidą, Omulew i Sawicą. Od wschodu graniczyła z Galindią, od północy z Pogezanią, na zachodzie z Pomezanią, na południowym zachodzie z ziemią chełmińską i z Mazowszem na południu. Obecnie jest to południowo-zachodnia część województwa warmińsko-mazurskiego.
Do miast leżących współcześnie na terenie Sasinii należą:
Ostróda, Działdowo, Nidzica, Lubawa, Nowe Miasto Lubawskie, Lidzbark Welski, Olsztynek, Wielbark i Miłomłyn.
Nieco więcej tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia_Sasinów
Do rzeczy:
Można powiedzieć, że kontynuowałem swój wcześniejszy spacer dawnym pograniczem, które poprzednio opisywałem w kontekście granicy Polsko-Niemieckiej w czasach międzywojnia: https://www.hejto.pl/wpis/przez-dawna-granice-spacer-krajoznawczy-pograniczem-ziemi-lubawskiej-i-mazur-a-w
No więc spacer zaczęliśmy pod jednym z kilku wiaduktów kolejowych, które pozostały tu po linii kolejowej Samborowo - Turza Wielka, a którą to po 'wyzwoleniu' terenów zabrała ze sobą bohaterska armia czerwona (wiadukty gdyby się dało też by pewnie zabrali), gdzieś pomiędzy wsiami Glaznoty, a Zajączki - widać go z drogi biegnącej wzdłuż nasypu kolejowego i o ile nie jedziemy zbyt szybko to widać go z drogi.



Po przejściu pod wiaduktem trafiamy na szeroką polanę, która jest jednym z niewielu tak 'płaskich' miejsc na wzgórzach dylewskich, a sama w sobie jest pradawną doliną rzeki Gizeli / Gryźliny.

Dalej podążamy zanikającą już drogą, prowadzącą zapewne w zamierzchłych czasach do grodziska, a w tych nam bliższych - do młyna (Zajączki, a jakże)

Dochodząc do lasu i podążając do obecnego koryta rzeki Gizeli, natykamy po drodze wiele wysięków i wybijających źródeł, a także relikty starego młyńskiego koryta, którego woda napędzała młyńskie koło (o ile relikty to nie za dużo powiedziane.. Można rzec - kamieni kupa i tyle).

Do podnóży grodziska dochodzimy stosunkowo szybko, po około 500 metrach jesteśmy u jego podnóża i muszę wam powiedzieć, że ta górka robi wrażenie..

Zdjęcia nie oddają tej głębi, ale profil wysokościowy może nieco pomóc w wyobraźni - od podstawy do szczytu mamy dość strome 50. metrowe podejście!
Widoczki z góry robią wrażenie, którego nijak nie da się oddać zdjęciem, ale spróbowałem 😉

Samo grodzisko, jest obecnie oczywiście tylko 'dziurą w ziemi' i tu też potrzeba nam nieco wyobraźni, żeby to zobaczyć, ale po chwilowym rekonesansie staje się jasne dlaczego właśnie to miejsce zostało wybrane na budowę grodu - tak swoją drogą raczej na pewno najwyższej osady w tej formie na terenach północnej Polski.

Grodzisko znajduje się na krawędzi doliny rzeki Gizeli, ok. 1,2 km na płd. od wsi Zajączki. Obiekt otoczony jest wałem, którego wysokość sięga 8 metrów, a samo wzgórze od podstawy na około 50m.
Grodzisko powstało przez odcięcie części południowo-wschodniej wzgórza, na którym jest posadowione, głębokim przekopem, który pełnił funkcję suchej fosy, jeszcze dziś doskonale czytelnej w terenie, natomiast niemożliwej do pokazania na zdjęciach - ot górka :stuck_out_tongue_winking_eye:
W zach. części wału występuje wyraźne obniżenie stanowiące zapewne pozostałość po bramie wjazdowej.
Po krótkiej modlitwie do Wielkanocnego Sasina tzn. zajączka 😉 ruszyliśmy w kierunku południowym, starając się trzymać jednaj wysokości i oszczędzić sobie podejść :stuck_out_tongue_winking_eye: Mimo tego - co chwilę lądowaliśmy w rzecznej dolinie, którą płynął jakiś wiosenny strumyk by znów wspinać się kilkadziesiąt metrów stromym zboczem bez wyznaczonych ścieżek- łydki lubią to!



Źródełko Alicji powyżej :smiley:
Przeglądając regionalne mapy trafiłem też na info, że stosunkowo niedaleko znajduje się głaz narzutowy zwany Obserwatorem, a skoro coś ma nazwę to muszę to sprawdzić :grinning:
Chwile krążyliśmy, ale bez cienia wątpliwości chodzi o ten kamyk, usytuowany na jeszcze wyższym wzniesieniu od grodu i bez wątpienia w doskonałym punkcie obserwacyjnym

Osiągnąwszy dwa postawione przed sobą cele, postanowiliśmy nieco rozszerzyć naszą pentelkę, wrócić na właściwy brzeg rzeki i już wzdłuż niego oraz dawnej linii kolejowej wracać do domu. Schodząc w dolinę nieopatrznie spłoszyliśmy spore stado sarenek, a sama Gizela, którą jesienią można przekroczyć jednym krokiem, nie ułatwiała nam za bardzo powrotu :stuck_out_tongue_winking_eye:

W Gizeli udało nam się również zaobserwować sporo żab, z których niektóre delikatnie wchodziły w słynną niebieską szatę godową :smiley:

Kiedy już udało nam się przekroczyć rzekę, niemal dochodząc do Glaznot, ponownie wyszliśmy na pradolinę rzeki, by w oddali zobaczyć brzozy, przy których zaczynaliśmy nasz spacer.

A z lasku z drugiej strony wyszły nas chyba pożegnać spłoszone wcześniej sarny

Ponieważ otwarte przestrzenie zdają się nudne - dalej wracać postanowiliśmy dawnym nasypem kolejowym.
Mimo, że coraz bardziej zarośnięty, to dalej wyraźnie widoczny i wyczuwalny pod podeszwami.

Przed dojściem do auta udało się jeszcze zaobserwować obsychające już kwiaty Wawrzynka Wilczełyko, oraz moje pierwsze trafienie Czarki Szkarłatnej.

Podsumowując: Spacer mimo, że krótki zaliczam jak najbardziej do udanych, wczesna wiosna to dobra pora do leśnych wędrówek na przełaj - dobra widoczność, brak zarośli i brak owadów :stuck_out_tongue_winking_eye:
Łażąc tak po okolicznych lasach, co i raz odkrywam gatunki i rzeczy, które wydawałoby się, że występują np. tylko w górach, albo w cieplejszym klimacie - serdecznie polecam zwiedzanie i zgłębianie historii waszych małych ojczyzn, czy jak kto woli mateczników.
No cóż, to by było na tyle - jak zwykle przydługo, ale łatwiej to przejść niż opisać :grinning:
Jeśli dotrwałeś do końca - zostaw komentarz - dyskusja to to co lubię najbardziej :stuck_out_tongue_winking_eye:
Komentarze (4)
Ta czarka wygląda trochę jak czarka austriacka. Hmmm a może jednak jak szkarłatna.... :upside_down_face:
@LongerJWB ja tam się nie znam za bardzo, tylko sobie łażę ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Bardzo ciekawa wycieczka. Przyroda jest niesamowita.
Na uwagę zasługuje, że zajace też mają poczucie humoru. Zrobiły ci Prima Aprilis. :rabbit2: Żaden nie dał się złapać na zdjęcie. :grinning:
@Mr.Mars Ani zajęca, ani na szczęście Sasina :grinning:
Były za to coraz bardziej pospolite Żurawie, Dzięcioł Czarny, masa sikorek, błękitnawe żaby, dwa razy spotkaliśmy sarny - może kiedyś się dorobię jakiegoś sprzętu z teleobiektywem, ale takie wyczekiwanie i polowanie z aparatem to też nie dla mnie - wolę połazić :grinning: