
Wpis użytkownika Aramil w Hydepark
AramilTytan
6piorunówWłaśnie odnalazłem 2/3 swojego wpisu na #my9games więc może warto dokończyć :grinning:
1. Baldur's Gate - bezkonkurencyjnie gra o największym wpływie na moje życie. To Baldur, przypadkiem podejrzany przez ramię wujka, zapoczątkował moją fascynację RPG'ami co doprowadziło mnie do mojej jedynej realnej pasji czyli #grybezpradu
To Baldur spowodował, że "zmarnowałem" grube godziny na tworzenie postaci, przygód, czy mojego pierwszego w pełni poważnego biznes-planu o tytule "odbudowa doków Waterdeep po apokalipsie". To Baldur w końcu był jedną z tych gier, przez które razem z kumplem zarwałem cały miesiąc wakacji... Ech, jakbym miał wybrać top 10 gier, które mnie kształtowały to podium zajmują same Baldury (1, 2 i trombal, trójka pojawiła się za późno i nawet jej nie ukończyłem :grinning: )
2. Populous - ta gra pokazała mi, że strategie to nie tylko typowe RTS'y. Nie tylko różne wariacje na temat bijących się ludków jak WarWind, AoE czy inny Earth 2140, ale też budowanie, praca z terenem czy w końcu symulacja społeczności. W prymitywnej formie, ale jednak ziarno zostało zasiane (choć kiełkowało z 20 lat xD).
Niewykluczone, że to również Populous spowodowała że w mojej dziecięcej biblioteczce pojawiło się trochę książek o cywilizacji, religii, etc.
3. Time Commando - dziwna pozycja. Sam nie wiem czemu tu jest, ale po prostu uznałem że musi się pojawić. Grałem za młodu, mam bardzo szczątkowe wspomnienia, ale są zdecydowanie trwałe. Ostatnio widziałem że jest na Steamie i boję się ją kupić bo zwyczajnie spodziewam się nieprzyjemnego odgłosu roztrzaskanych wspomnień 😒
4. Wolfenstein: Enemy Territory - gra przy której liznąłem e-sport. Godziny przegrane na serwerach otwartych, klanowych treningach, czy solo treningu trick jumpów. Do tego bardziej techniczne rzeczy jak np. tuning ustawień czy mierzenie osiągów w trick jumpach zależnie od fps... Ach, to były dobre czasy...
5. Star Wars: Jedi Academy - podobnie jak ET, co prawda tam głównie grałem solo, ale wciąż: Ta gra była jednym z elementów wzmacniających moje połączenie ze światem Gwiezdnych Wojen i działała tu znacznie lepiej niż Jedi Outcast (ciekawe dlaczego?)
6. Disciples II - tu mogłyby być Herosy, w które rozegrałem zdecydowanie więcej partii, ale imho to właśnie ta mroczniejsza wersja strategii turowych pokazała mi, że nie tylko RTS'y są warte uwagi. Mam sporo wspomnień związanych z graniem w to przy dźwiękach Kata.
7. Rock Band - i inne gry rytmiczne. Dalej mam antytalent muzyczny, ale to jednak dzięki temu typowi gier coś tam potrafię odegrać na perkusji, a co najważniejsze - zwielokrotnić przyjemny efekt muzyki stukając sobie do rytmu (co wcześniej wcale nie było takie oczywiste xD)
8. Mass Effect - Długi czas zastanawiałem się czy nie wrzucić tu KotOR'a albo Dungeon Siege'a. Ale pierwszy był turowy, a drugi hack'n'slashem. Dopiero Mass Effect pokazał mi, że to już czas gdy pełnoprawny RPG może być trójwymiarową grą akcji i nie stracić na tym w moich oczach.
9. NFSU 2 - jedyna "ścigałka" oprócz Re-Volta do której regularnie wracam i w ogóle gram. Jednak nie mam jakiegoś realnego parcia na zdalnie sterowany samochodzik, a zglebiona MX-5 z porządnym aerografem lub winylami nie opuszcza tyłu mojej głowy już od dobrych 20 lat :grinning:
Honorowe miejsca poza klasyfikacją
* Lemmings: W zasadzie nic z tamtych czasów nie pamiętam, ale to podobno żądając odpalenia tej gry potrafiłem złośliwie wyłączyć tacie komputer w trakcie pracy :smiley:
* Quake 3 Arena: Przegrałem godziny, ale bez jakiegoś wybitnego szału. Jest to jednak prawdopodobnie gra, której zawdzięczam posiadanie wciąż obu oczu. To na etapie gdy młóciłem w "Arenę", złapałem przypadkowo lecący przez klasę cyrkiel na ostatnich milimetrach przed swoją gałką oczną w #gimbaza 😠
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!