
Zmobilizowany poległ z rąk współtowarzyszy, a rodzinie odmawiają wypłaty odszkodowania [PODCAST]
AndromedaGruba ryba
54piorunówChciałabym podzielić się reportażem w formie podcastu na temat społeczny. Tym razem posłuchamy historii rodziny z Republiki Komi, w której syn został zmobilizowany i pojechał na Ukrainę, gdzie, najpewniej zabili go "współtowarzysze broni".
Co więcej, rosyjski MON uznał, że chłopak zginął w jakimś wypadku, z własnej winy, więc rodzinie nie przysługują żadne odszkodowania, zasiłki i świadczenia. Zdesperowana rodzina postanowiła upublicznić swoją historię, a ja ją opracowałam.
Materiał jest dość długi i obfituje w dużo ciekawych informacji, które dają całkiem kompletny obraz życia w Republice Komi, realiów bycia zmobilizowanym, jak i tego co się dzieje za linią frontu w rosyjskich szeregach. No i oczywiście, przedstawia podejście rosyjskiego aparatu biurokratycznego do matek poległych żołnierzy.
Komentarze (7)
Chłop mówił o gotowaniu upolowanej sarny i zająca, bo nie dostarczono im niczego do jedzenia. To, co wydawało się być ukraińską propagandą, okazuje się być prawdą.
Fajny materiał. Jednego saszki do mordowania mniej, mi tam go w ogóle nie szkoda - jechał mordować za pieniądze, bo Raisa szukała kasy.
Zawsze takie historie są smutne kiedy przedstawia się je z perspektywy rodzin.
Ostatecznie jednak, ten młody mężczyzna pojechał by podbić Ukrainę jako agresor. Nawet się nie wymigiwał i nie unikał poboru - w przeszłości sam zabiegał o przyjęcie do wojska, a po liście z komisji uzupełnień czuł się w obowiązku walczyć. Matka wspomina, że "gdybym wiedziała jak to się skończy, ukryłabym Lijoszenkę w lesie, nigdzie bym go nie puściła. Myślałam, że Bóg zapewni mu bezpieczeństwo, czytałam modlitwy dzień i noc - nie pomogło". Nie niepokoiło jej, że jej syn jedzie zabijać Ukraińców w ich kraju. Gdzieś tam dalej wspomina nawet że matka albo ciotka namawiały go do strzelania do Ukraińców. Z perspektywy żałuje straty potomka i to budzi współczucie.
Gdyby tą samą historię opowiedzieć na Hejto z perspektywy frontu to wszyscy tu byliby zachwyceni zabijającymi się "orkami".
Co za chichot losu, gość przeżył kilka miesięcy na froncie, zabili go swoi na tyłach...
Dziękujemy : )
Mały, chudy, zezowaty i poczciwy. Idealny materiał do znęcania się.
Bardzo miło jej się słucha, miły głos i nic ma siłę.