Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#ciekawostinwestycyjne

Osobistość

w Dyskusje

54piorunów

Czy wiesz, że…

… można dorobić się milionów na sprzedaży lodów produkowanych w domowych warunkach?

Sarah Park to imigrantka z Korei Południowej, która w 2000 roku wyemigrowała wraz z córką do Stanów Zjednoczonych. Kobieta zdecydowała się na ten krok głównie z powodu ostracyzmu, jakim darzone są samotne, pracujące matki w Korei. Droga do spełnienia amerykańskiego snu nie była jednak usłana dla niej różami. Sarah zaczynała ją bowiem od kompletnego zera, tj. nawet bez znajomości języka angielskiego.

Koreanka w tym samym czasie wychowywała córkę, uczyła się języka i pracowała na dwóch, a czasami nawet trzech etatach jednocześnie. Chyba każdy przyzna, że nie miała ona najlepszego startu. Tym bardziej imponuje fakt, że udało się jej osiągnąć sukces w każdej dziedzinie życia. W tej prywatnej całkowicie zasymilowała się ona z amerykańską kulturą i wychowała swoją córkę na absolwentkę Harvardu; zaś w tej zawodowej - zbudowała manufakturę lodów domowej produkcji, przynoszącą ponad milion dolarów przychodu.

Początkowo kobieta zajmowała się fizycznymi pracami dorywczymi, takimi jak sprzątanie czy opieka nad starszymi bądź schorowanymi ludźmi. Z czasem jednak udało się jej odłożyć na tyle dużo pieniędzy, by wystartować z własnym sklepem z delikatesami. Około 2019 roku kobieta jednak zdecydowała się sprzedać sklep i przejść na zasłużoną emeryturę. Jednak jak to bywa wśród osób, które całe życie pochłonięte były ciężką i czasochłonną pracą, Sarah nie za bardzo polubiła z wolnym czasem.

Jej nowym hobby okazała się produkcja lodów. Początkowo kobieta produkowała je tylko dla najbliższej rodziny, z czasem jednak jej krąg klientów poszerzał się o kolejnych sąsiadów, aż w końcu Sarah zaczęła odbierać telefony od nieznajomych zainteresowanych kupnem lodów jej produkcji! Pod wpływem impulsu kobieta zadzwoniła do swojej córki, pytając, czy ta pomoże założyć jej własną lodziarnię. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę.

Bowiem w ciągu zaledwie kilku lat działalności biznes kobiet rozkwitł do niespodziewanej wielkości. W 2022 roku firma Sarah’s Handmade Ice Creams & Treats zatrudniała już 35 pracowników i wytworzyła przychód na poziomie 2 milionów dolarów!

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Dyskusje

110piorunów

Czy wiesz, że...

... ciężką i mądrą pracą można wyrwać się nawet z najgorszej biedy?

Leonardo Del Vecchio urodził się w wielodzietnej rodzinie, bez większych perspektyw na życie. Jego ojciec, uliczny sprzedawca warzyw, zmarł jeszcze przed jego narodzinami. Chłopiec pierwsze lata swojego życia spędził przy matce, jednak w wieku siedmiu lat, najprawdopodobniej z powodów finansowych, został odesłany do sierocińca, gdzie spędził resztę swojego dzieciństwa. W wieku 14 lat został odesłany do fabryki produkującej narzędzia, gdzie zdobył fach, który zupełnie odmienił jego dalsze życie.

Otóż w wieku 26 lat Leonardo wyemigrował do miasteczka Agordo, by założyć tam własny zakład produkujący oprawki do okularów. Dlaczego akurat do Agordo i skąd wziął na to pieniądze? Otóż w tamtym czasie władze Agordo oferowały darmową ziemię dla każdego, kto zdecyduje się tam otworzyć własny biznes. Toteż Leonardo postanowił wykorzystać szansę daną mu przez los i założył tam firmę, którą nazwał Luxottica, a o której produktach z pewnością słyszałeś.

I choć początki były trudne, to biznes ten uczynił Leonarda Del Vecchio najbogatszą osobą we Włoszech, z majątkiem szacowanym na 30 miliardów dolarów (przed śmiercią mężczyzny w 2022 roku). Dziś Luxottica jest właścicielem takich marek jak: Ray-Ban, Oakley, Arnette, Persol, Oliver Peoples czy Costa. Oprócz tego jest także wykonawcą okularów sygnowanych przez marki takie jak: Giorgio Armani, Bulgari, Gucci, Chanel, Prada, Michael Kors, Coach, Dolce and Gabbana, czy Fendi. Przez wiele podmiotów Luxottica nazywana jest wręcz oprawkowym monopolistą!

Na czym polegał sukces Luxottici? Otóż Leonardowi trafnie udało się dostrzec na rynku niezagospodarowaną dotąd niszę, tj. branżę okularów przeciwsłonecznych, której się całkowicie poświęcił. Co więcej, mężczyzna był swego rodzaju wizjonerem, który zrewolucjonizował podejście do okularów na całym świecie. W czasach sprzed Luxottici okulary były traktowane bardziej jako narzędzie, coś nudnego, coś co zakładasz tylko dlatego, że musisz. Leonardo podszedł do tematu w zupełnie inny sposób, czyniąc okulary częścią mody. Czymś, co zakładasz, bo pasuje Ci do ubioru; czymś, co jest po prostu ładne.

GURU28piorunów

Ten wpis można używać jako definicji paradoksu przeżywalności. Wiesz o jednym Leonardo di Caprio, nie słyszysz o tysiącach co c⁎⁎ja osiągnęli.

Statystyki są jasne, chcesz być bogaty to najlepszą drogą są bogaci starzy, elitarne wyksztaocenie i kontakty u kolegów swoich lub tatusia.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Osobistość

w Dyskusje

65piorunów

Czy wiesz, że...

... w biznesie rozmiar ma znaczenie?

Jeżeli nie wierzysz, zapytaj o zdanie Larrego Nicholsa. Kogo? No właśnie.

Larry D. Nichols to projektant zabawek urodzony w 1939 roku, specjalizujący się w wymyślaniu łamigłówek. Jedną z jego najsłynniejszych gier-łamigłówek jest Twizzle, czyli kostka z sześcioma kolorowymi ściankami. Łamigłówka zbudowana jest z ośmiu jednakowych kostek, które dzięki specjalnej konstrukcji mają możliwość obracania się wokół trzech osi. Celem Twizzle jest wymieszanie kolorów na ścianach kostki, a następnie przywrócenie ich do pierwotnego stanu.

Zaraz, zaraz, czym w takim razie różni się Twizzle od kostki Rubika? Otóż Twizzle ma wymiary 2x2x2 i powstał… 17 lat przed wynalezieniem kostki Rubika. Zdaje się więc, że o braku sukcesu Twizzle zdecydował jego rozmiar. Wszyscy bowiem wiemy, jakim przebojem okazała się kostka Rubika o wymiarach 3x3x3. I choć Nichols był w posiadaniu patentu, który podkreślał możliwość stworzenia kostek o większych wymiarach niż Twizzle, to sąd w Stanach Zjednoczonych uznał, że kostka Rubika nie łamie jego patentu.

Trzeba jednak zaznaczyć, że w procesie sądowym Nichols skazany był na porażkę, gdyż mierzył się z prawdziwym gigantem, tj. firmą Ideal Toy Company, która była wówczas jednym z największych producentów zabawek w Stanach Zjednoczonych. O skali ich wielkości niech świadczy fakt, że tylko w latach 1979-1980 Ideal Toy Company wydało około 15 milionów dolarów na pozwy skierowane przeciwko konkurencji, która także spróbowała wprowadzić na rynek amerykański kostkę Rubika (Nicholsa?)

Kosmonauta2piorunów

Mocny mindfuck z tym sześcianem na focie. Cień ma źle rzucony ale wygląda calkiem naturalnie - choc odrazu łapiemy że coś jest nie tak

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

58piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieją rzadkie przypadki, w których produkt jest na tyle dobry, że w ogóle nie potrzebuje płatnego marketingu?

Kostka Rubika to jedna z najbardziej popularnych zabawek-łamigłówek na świecie. Została wynaleziona przez Ernő Rubika, węgierskiego profesora architektury, i początkowo została nazwana „magiczną kostką”. Miała ona służyć jako narzędzie dydaktyczne dla studentów na Uniwersytecie w Budapeszcie, udowadniając im, że można przemieszczać części bez niszczenia całego obiektu.

Legenda głosi, że kostka stała się łamigłówką dopiero po przypadkowym upuszczeniu jej przez Rubika. Bowiem po ponownym złożeniu kostki, jej kolory były losowo wymieszane, co utrudniało przywrócenie jej do oryginalnej formy. Zadanie to zajęło mężczyźnie miesiąc czasu!

Po entuzjastycznym przyjęciu kostki-łamigłówki przez studentów architektury, Ernő Rubik zaczął starać się o wprowadzenie „magicznej kostki” na rynek. Musimy jednak pamiętać, że w owym czasie Węgry należały do bloku wschodniego, w którym ciężko było rozwijać własną działalność gospodarczą. Niemal dwa lata zajęło mężczyźnie znalezienie fabryki, która zgodziła się wyprodukować pierwszą partię kostek. Ta partia rozeszła się niemal natychmiastowo przy zerowym nakładzie finansowym na marketing. Przez pierwsze dwa lata istnienia sprzedano na Węgrzech ponad 300 tysięcy kostek. Jednak prawdziwy, globalny sukces zabawki miał dopiero nadjeść.

W 1978 roku węgierski profesor matematyki, Tamas Varga, zaprezentował „magiczną kostkę” podczas międzynarodowego kongresu matematyków w Helsinkach. Na skutek tego wydarzenia, Rubik zaczął otrzymywać prośby z zagranicy dotyczące możliwości nabycia kostki. Międzynarodowa sława kostki rosła w takim tempie, że już w 1979 roku jeden z największych amerykańskich producentów zabawek nabył prawa do sprzedaży kostki na amerykańskim rynku, jednocześnie nadając jej nową, oficjalną nazwę – „kostka Rubika”.

Reszta to już dobrze znana historia sukcesu „kostki Rubika”. Do dziś sprzedano niemal 350 milionów sztuk tej zabawki, co czyni ją jedną z najbardziej popularnych zabawek kiedykolwiek! I to wszystko bez praktycznie żadnych środków finansowych przeznaczonych na jej marketing. Bo sam przyznaj, czy kiedykolwiek widziałeś reklamę kostki Rubika?

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Dyskusje

31piorunów

Czy wiesz, że...

... brytyjski rząd inwestuje w imprezy dla fetyszystów?

British Business Bank to bank rozwoju gospodarczego w Wielkiej Brytanii. Jego głównym celem jest wspieranie przedsiębiorczości brytyjczyków porzez inwestycje w małe i średnie przedsiębiorstwa. W 2022 roku w brytyjskich mediach zawrzało, po ujawnieniu, że bank ten zainwestował w firmę Killing Kittens*, stając się jej udziałowcem. W czym problem?

Otóż Killing Kittens to firma, która zajmuje się organizacją imprez dla fetyszystów. Wśród atrakcji, które czekają gości imprezy KK, można znaleźć m.in. dostęp do pokoi przeznaczonych do seksu grupowego czy pokoi BDSM, w których pod okiem doświadczonych instruktorów możemy poznać świat 'wiązania, dyscyplinowania, poddania i masochizmu'. Od czasu pandemii firma wprowadziła także aplikację służącą do znalezienia partnera o podobnych fetyszach.

Wiele osób skrytykowało rząd Wielkiej Brytanii za przeznaczanie pieniędzy podatników na takie inwestycje, jednak rzecznik British Business Bank nie widzi w tej inwestycji niczego skandalicznego. Jak tłumaczył, wszystkie złożone wnioski, które spełniały wszystkie kryteria kwalifikacyjne, otrzymały inwestycje, a tak się składa, że firma Killing Kittens złożyła wniosek, który spełniał wszystkie kryteria kwalifikacyjne.

Sam nie wiem, co myśleć o takiej inwestycji, jednego jednak jestem pewien: gdyby rzecz taka wydarzyła się w Polsce, to z pewnością urosłaby ona do rangi skandalu narodowego, w którym „oni” chcieliby zniszczyć polskie rodziny i polskie dzieci. Tymczasem w Wielkiej Brytanii, po kilku medialnych publikacjach, temat umarł z powodu braku zainteresowania nim ze strony brytyjskiego społeczeństwa

* - skąd nazwa Killing Kittens? Otóż kiedyś w internecie popularny był mem: „za każdym razem kiedy się masturbujesz, Bóg zabija jednego kotka”. Nazwa firmy jest bezpośrednim nawiązaniem do tego mema.

GURU10piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne u nas parę lat wstecz pamiętam gość dostał dotację na sklep internetowy z gadżetami erotycznymi.
Po fali krytyki okazało się, że jako jeden z niewielu biznesów po otrzymaniu dotacji nie tylko się utrzymał ale jeszcze zarabiał ciężkie pieniądze.

Osobistość7piorunów

Zwykły biznes prowadzący usługi. Nie może być gorzej traktowany niż inne firmy i dopełnił wszystkich formalności. Tak chyba działa sprawa administracja, co nie

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

37piorunów

Czy wiesz, że...

... świat finansów miał swojego Marcina Najmana?

Swego czasu Robert Beckman był popularnym doradcą inwestycyjnym na Wyspach Brytyjskich. Zasłynął on głównie z odważnych prognoz inwestycyjnych, które jednak w zdecydowanej większości okazywały się błędne. Można odnieść wrażenie, że Bob był dla angielskiego rynku finansowego tym samym zjawiskiem, jakim jest Marcin Najman na polskim rynku sportów walk.

Beckman zasłynął, gdy publicznie ogłosił, że w wieku 26 lat dorobił się na inwestycjach na amerykańskiej giełdzie - miliona dolarów. Problem polegał na tym, że nie dało się zweryfikować wiarygodności tej informacji. Sam Robert tłumaczył, że nie mógł nawet pokazać zarobionego miliona dolarów, ponieważ tak szybko jak go zarobił, tak też szybko go stracił. Według jego słów zajęło mu to mniej niż rok czasu. Trudno powiedzieć, ile w tej historii jest prawdy, gdyby jednak okazała się ona prawdziwa, to tłumaczyłaby dalsze ruchy inwestycyjne mężczyzny.

Otóż od tamtej pory Bob stał się niesamowitym pesymistą, który na każdym kroku wypatrywał kryzysów stulecia. W 1979 roku przewidywał on krach na rynku mieszkaniowym w Wielkiej Brytanii. Żaden krach jednak nie nastąpił, co nie odebrało pewności siebie Bobowi jako doradcy inwestycyjnemu i zaraz po tym napisał on kolejną książkę inwestycyjną, tym razem przewidującą… rychły kryzys finansowy. W istocie, w 1987 roku wystąpił kryzys nazwany Czarnym Poniedziałkiem, jednak jak trafnie zauważyli finansowi eksperci, ceny akcji na giełdach po Czarnym Poniedziałku były dalej dwukrotnie wyższe niż w dniu publikacji książki Roberta. Mężczyzna jednak nie poddawał się w swoich przewidywaniach i po zaledwie roku od Czarnego Poniedziałku wydał nową książkę… kolejny raz zwiastującą rychły kryzys na rynku nieruchomości. Jednak z tą samą skutecznością co poprzednio. Kolejna nietrafiona prognoza inwestycyjna nie przeszkodziła mu jednak w napisaniu kolejnej książki. Nie uwierzycie, o czym tym razem napisał, otóż o... rychłym kryzysie na rynku nieruchomości.

A to tylko jedne z najpopularniejszych prognoz mężczyzny, które okazały się fałszywe. Robert do tego stopnia stał się memem, że po jego śmierci The Times opublikowało nekrolog, w którym umieszczono informację, że od ostatniej prognozy Roberta co do kryzysu na rynku nieruchomości - ceny mieszkań się potroiły.

Skąd brała się popularność mężczyzny? Otóż był on naprawdę świetnym showmanem, wyprzedzającym swoje czasy. Robert zdawał się świetnie rozumieć, jak działają media, i skrzętnie to wykorzystywał. Za każdym razem, gdy tylko robiło się o nim cicho, ten wyskakiwał z jakąś kontrowersyjną medialną bombą, która ponownie stawiała go w świetle fleszy. Mężczyzna nie miał w tym żadnych zahamowań, przykładem może być skandal z 1991 roku, kiedy napisał on artykuł, w którym oskarżał amerykańskich Żydów i niemieckich bankierów o wywołanie II Wojny Światowej.

Autorytet4piorunów
Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

34piorunów

Czy wiesz, że...

... w Chinach za oszustwo finansowe przewidziana jest kara śmierci?

Wu Ying, przedsiębiorczyni z Chin, na szczycie swojej kariery zajmowała szóste miejsce wśród najbogatszych obywatelek Chin. Kobieta pochodziła z biednej, rolniczej rodziny i ogromnej fortuny miała dorobić się wyłącznie własną przedsiębiorczością. Ale to nie koniec listy jej niezwykłych osiągnieć, bowiem kobieta miała zostać miliarderką już w wieku 25 lat!

Wu Ying rozpoczęła swoją zawodową karierę w wieku szesnastu lat, kiedy podjęła pracę w zakładzie kosmetycznym swojej cioci. Szybko jednak zrozumiała, że prawdziwi bogaci ludzie nie mają szefów i założyła swój własny salon kosmetyczny. W salonie tym wpadła na pomysł stosowania produktów z dodatkiem ekstraktu z łożyska owcy, który miał mieć silne działanie przeciwstarzeniowe. Ekstrakt cieszył się takim powodzeniem, że szybko pozwolił kobiecie na założenie kolejnego biznesu - wypożyczalni samochodowej.

Oba biznesy prężnie się rozwijały, co pozwoliło 24-letniej Wu Ying założyć Bense Group - sieć firm z sektora finansowego o łącznym kapitale zakładowym wynoszącym ponad cztery milionów dolarów. Kobieta miała okazać się tak świetnym inwestorem, że w ciągu roku pomnożyła wartość swoich inwestycji 120-krotnie! W 2006 roku bowiem operowała już ona majątkiem w postaci ponad 500 milionów dolarów.

Tak spektakularnie szybki sukces finansowy nie mógł przejść niezauważony przez chińskie władze. Kobieta została aresztowana już w 2007 roku (parę miesięcy po skwalifikowaniu jej jako 6. najbogatszej Chinki) pod zarzutem przeprowadzania nielegalnych zbiórek pieniędzy. Szybko jednak postawiono jej kolejny zarzut: oszustwa finansowego - przestępstwa, za które w Chinach grozi kara śmierci. Okazało się, że Bense Group było niczym więcej niż piramidą finansową, tym samym legenda o przedsiębiorczej kobiecie, która wydostała się z biedy i została miliarderką, zamieniła się w historię o sprytnej oszustce.

W 2009 roku Wu Ying została skazana na karę śmierci. Nie możemy jednak zapomnieć, że mówimy tu o młodej, popularnej kobiecie, toteż pod wpływem presji chińskiego społeczeństwa wyrok kary śmierci został zmieniony na karę dożywotniego pozbawienia wolności. W późniejszym czasie wyrok został jeszcze raz złagodzony i dziś Wu Ying odsiaduję wyrok 25 lat pozbawienia wolności.

Tytan1piorunów

u nas to nie przejdzie, sejm i senat z rodzinami i kolesiostwem trzeba by pod murem ustawić

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

80piorunów

Czy wiesz, że...

... nie ma sytuacji bez wyjścia?

Wiliam Kamkwamba przyszedł na świat w małej wiosce w Malawi. W domu Wiliama nie było ani dostępu do elektryczności, ani do wody pitnej. Chłopiec nie mógł także liczyć na wykształcenie, gdyż co prawda rozpoczął szkołę podstawową, jednak nie mógł jej ukończyć z powodu braku środków finansowych potrzebnych do kontynuowania edukacji. Myliłby się jednak ten, który uznałby, że chłopiec znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Afrykańczyk uznał bowiem brak elektryczności i dostępu do wody pitnej w wiosce za przeszkody, które trzeba po prostu pokonać. I on postanowił to zrobić!

Chłopiec był stałym bywalcem szkolnej biblioteki, w której wyszukiwał pozycji dotyczących elektroniki. Pewnego dnia natknął się tam na książkę „Using Energy”, z której dowiedział się o możliwości utworzenia turbiny wiatrowej produkującej prąd. Od tamtej pory miał on tylko jeden cel – zaopatrzyć swój dom w elektryczność za sprawą własnoręcznie wykonanej turbiny wiatrowej. Cel, który udało mu się zrealizować za pomocą eukaliptusa, części rowerowych i materiałów znalezionych na lokalnym wysypisku śmieci.

Działająca turbina wiatrowa, zasilająca dom chłopca w energię elektryczną, stała się lokalną sensacją, którą podłapały narodowe media, przynosząc Wiliamowi sławę, o jakiej nigdy nawet nie marzył. Za sprawą medialnych doniesień o chłopcu, znaleźli się nawet ludzie gotowi opłacić jego edukację. Wiliam wykorzystał swoje pięć minut i w 2014 roku ukończył studia w Stanach Zjednoczonych.

Dziś Wiliam Kamkwamba zajmuje się rozwiązywaniem problemów małych społeczności wiejskich w Malawi. Wyszukuje on silnych liderów, gotowych do ciężkiej pracy na rzecz podniesienia standardu życia całej wioski. Następnie doradza im, w jaki sposób zaopatrzyć ich wioski w elektryczność i źródło wody pitnej. Szczególnie specjalizuje się on w kopaniu studni metodą wiercenia udarowego oraz instalacją turbin wiatrowych i paneli solarnych. Mężczyzna nie zapomniał także o swoich początkach i stale inwestuje on w biblioteki na terenie całego kraju, starając się jak najlepiej je wyposażyć.

Osobistość27piorunów

No i tak to powinno wyglądać! Ta historia jest tak wielowymiarowo pozytywna, że aż trudno uwierzyć :smiley:

Pomoc dla krajów afrykańskich z zachodu często nie wychodzi, bo daje się środki w zły sposób,, na niepotrzebne rzeczy, albo bez opieki nad tym co się daje, i potem sprzęt z niewiedzy użytkowników niszczeje. Tutaj lokals sam określił potrzeby i rozwiązania i t wdraża, przy okazji pokazując że mogą coś zrobić sami, a nie tylko czekać na mikołaja z zachodu. Oby więcej takim Wiliamów!

GURU17piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne Tutaj widać jak ważne dla rozwoju jest nauka. Bez bezpłatnej nauki, Afryka nie rozwiąże tak łatwo swoich problemów.

>kopaniu studni metodą wiercenia perkusyjnego
trochę mnie zaintrygowała mnie ta metoda:).
Percussion - perkusja.
Percussion Drilling - wiercenie udarowe :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Dyskusje

82piorunów

Czy wiesz, że...

... nie raz najbardziej dochodowe wynalazki powstają kompletnie przez przypadek?

Kto z nas nie kojarzy samoprzylepnych karteczek? Pierwsze z nich powstały w kształcie żółtego kwadratu i szybko stały się na tyle popularne, że na stałe przesiąkły umysły ludzi jako symbol notatki. Stąd też ich obecność na przykład w tabletach i smartfonach, gdzie przecież nie ma potrzeby ich użycia. Co jeżeli powiem Ci, że powstały one zupełnie przez przypadek i przez pierwszą dekadę były uważane za bezużyteczne?

W 1968 roku naukowiec z firmy 3M, Spencer Silver, pracował nad supermocnym klejem. Nie do końca mu to wyszło i w efekcie wynalazł on… słabo-przylepny klej wielokrotnego użytku. Mężczyzna zachwycił się swoim wynalazkiem, jednak w zachwycie tym pozostawał on długo osamotniony. Przez wiele lat firma 3M wielokrotnie odrzucała jego prośby o wprowadzenie kleju na rynek, argumentując to jego bezużytecznością. Spencer jednak nigdy nie zwątpił w swój wynalazek i cyklicznie organizował seminaria, w których go prezentował.

W 1974 roku, podczas jednego z takich seminariów, jeden z słuchaczy wpadł na pomysł wykorzystania kleju do zakładek w swoim śpiewniku. Pomysł ten przyjął się świetnie i firma w końcu dostrzegła potencjał kryjący się za słabo-przylepnym klejem wielokrotnego użytku. Od tamtego czasu korporacja 3M zaczęła badać zainteresowanie rynku karteczkami samoprzylepnymi, w końcu wprowadzając je na rynek w Stanach Zjednoczonych w 1979 roku. W ciągu zaledwie pierwszego roku od wprowadzenia produktu na rynek, ten sprzedał się na kwotę 2 milionów dolarów i momentalnie podbił rynek…

Pozostaje jeszcze jedna kwestia do wyjaśnienia: skąd wziął się pomysł na bladożółty kolor pierwszych karteczek/zakładek? Nie doszukujcie się tu żadnej głębi. Karteczki powstały żółte, ponieważ takiego koloru były odpady papiernicze z laboratorium 3M…

Zawodowiec1piorunów

3M jest teraz w klopotach przez "forever chemicals". Ogladalem kilku"ekspertow" ktorzy twierdzili ze te chemicals to ołów w far achieve naszych czasow- zwiekszaja agresje, powoduja raka, skracaja "attention span".

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Dyskusje

20piorunów

Czy wiesz, że...

... Samsung skopiował iPhone’a?

Zanim spadnie na mnie fala hejtu, uściślę: według kilku wyroków sądowych, z których jednak żaden nie uprawomocnił się. Ale o tym za chwilę, powoli do tego dojdziemy.

Smartfony zawdzięczają swój rozwój i upowszechnienie głównie dwóm gigantom technologicznym: Apple i Samsung. Rewolucja rozpoczęła się w 2007 roku, wraz z wprowadzeniem na rynek pierwszego iPhone’a. To wydarzenie raz na zawsze zdefiniowało rynek smartfonów. Konkurencja zdawała się nie mieć innego wyjścia, jak tylko podążyć śladem sukcesu iPhone’a, upodobniając swoje telefony do niego.

Samsung, koreańska firma elektroniczna, która już wcześniej miała doświadczenie w produkcji telefonów komórkowych, okazała się najlepszym naśladowcą sukcesu Iphone’a. Otóż w 2010 roku, Samsung wprowadził na rynek swoją flagową serię Galaxy S, która z miejsca stała się jedną z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych na świecie, swoją popularnością dorównując Iphone’owi. Mało kto jednak wie, że od tamtego czasu, firmy Apple i Samsung prowadziły nie jedną, lecz dwie rywalizacje: rynkową i sądową.

Spór patentowy między dwoma technologicznymi gigantami, Applem i Samsungiem, rozpoczął się w 2011 roku i szybko stał się jednym z najważniejszych konfliktów w przemyśle technologicznym. Firma Apple oskarżyła bowiem swojego konkurenta o skopiowanie iPhone’a. W 2012 roku sąd przyznał racje Apple, przyznając firmie 1 miliard dolarów odszkodowania. Samsung jednak nie zaakceptował tej decyzji i złożył apelację, co rozpoczęło serię apelacji i kontrapelacji. Spór dotyczył wielu patentów, w tym takich podstawowych funkcji smartfona, jak powiększanie przez dotknięcie, czy siatka aplikacji na ekranie głównym. Za każdym razem, gdy spór wracał do amerykańskiej sali sądowej, Apple wygrywało, a Samsung składał apelację.

Koniec końców, po latach procesów sądowych, apelacji i kontrapelacji, w 2018 roku Apple i Samsung zakończyły swój długotrwały spór patentowy za pomocą pozasądowej ugody. Można jedynie domniemywać, że Apple było stroną dyktującą warunki ugody, gdyż Samsungowi powoli kończyły się opcję na kolejne apelacje. Jednakże to tylko domniemania, gdyż warunki ugody nie zostały nigdy ujawnione i prawdopodobnie nigdy nie zostaną, chyba że w przypadku jakiegoś wycieku danych z jednej, lub drugiej firmy. W każdym razie, ugoda ta oznaczała zakończenie pewnego rozdziału zarówno w historii smartfonów, jak i historii sporów patentowych.

GURU15piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne Patentowanie takich rzeczy jak powiększenie przez dotknięcie, albo siatka ikonek powinno być zakazane.
Tak jak bym Wam opatentował chowanie kluczy od mieszkania do kieszeni, albo kształt trójkąta.
Te patenty to raczysko.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Dyskusje

94piorunów

Czy wiesz, że...

... rosyjskie lata 90. były nawet bardziej szalone niż ich odpowiednik w Polsce?

Dziś o prawdziwej wolnej amerykance, cofniemy się bowiem do Rosji lat 90. i panującego wówczas braku wszelki zasad. Nie przedłużając - w lutym 1994 roku rosyjski biznesmen, Sergei Mavrodi, założył piramidę finansową MMM, która obiecywała inwestorom zwroty na poziomie 3000% rocznie. Nie wierzycie, że ktokolwiek mógłby uwierzyć w tak wysokie zwroty z inwestycji? Otóż w tamtych latach ludzie wierzyli we wszystko, co transmitowała telewizja. A że nie istniały żadne regulacje państwowe zabraniające telewizjom transmitowania reklam oszustw, toteż każdy, kto dysponował wystarczającą gotówką, mógł zakupić dowolną reklamę w jakiejkolwiek z rosyjskich stacji telewizyjnych.

Sergei skorzystał z tego precedensu i stworzył kilka reklam przedstawiających „rosyjski sen”, w których zwykły obywatel, Lonia Gołubkow, na skutek inwestycji z MMM stał się „bohaterem ludu”! Seria reklam okazała się pełnym sukcesem. Sergei i jego MMM zostali wręcz zasypani pieniędzmi. Szybko ich śladem zaczęli podążać inni oszuści, którzy już zupełnie nie patyczkowali się z rzeczywistością. Jeden z takich naśladowców w telewizyjnej reklamie obiecywał inwestorom zwrot z inwestycji wynoszący… 30000% rocznie…

Eldorado nie mogło trwać wiecznie, w końcu musiało zainterweniować państwo. W lipcu 1994 roku rosyjskie ministerstwo finansów wydało oświadczenie, wymieniając MMM wśród szeregu innych firm inwestycyjnych, które nielegalnie wyemitowały niezarejestrowane papiery wartościowe, ostrzegając, że papiery te są bezwartościowe. W Rosji zawrzało. Tysiące inwestorów MMM wyszło na ulicę i rozpoczęło zamieszki. Sytuację udało się opanować dopiero po interwencji milicji. Następnego dnia MMM zawiesiło działalność. Firma funkcjonowała zaledwie 5 miesięcy, ale w tym czasie udało się jej oszukać rosyjskich obywateli na kwotę około 1,5 miliarda dolarów! Lecz to nie koniec tej historii.

Sergeiowi Mavrodi udało się przekonać inwestorów, że MMM było dobrze prosperującą firmą, która została zniszczona przez opresyjny aparat władzy. Powstał wtedy nawet „Związek Obrony Praw Akcjonariuszy MMM”, który zebrał milion podpisów celem przeprowadzenia referendum w sprawie braku zaufania do rządu Jelcyna, zaś sam Mavrodi wygrał wybory uzupełniające i dostał się do Dumy Państwowej, tym samym zyskując immunitet. Mężczyzna przeprowadził swoją kampanię wyborczą pod hasłem przywrócenia MMM dawnej świetności, jednakże po dostaniu się do parlamentu, nie zrobił nic w tym kierunku. Sergiei w parlamencie pojawił się tylko raz, podczas głosowania na temat… pozbawienia go immunitetu. Później próbował jeszcze założyć własną partię oraz kandydować na prezydenta Rosji, jednakże dwukrotnie jego wnioski zostały odrzucone, po tym jak urzędnicy stwierdzili, że większość przedstawionych przez niego podpisów jest sfałszowana.

Ostatecznie Mavrodi został aresztowany dopiero w 2003 roku. W areszcie zostały przedstawione mu liczące niemal 200 000 tysięcy stron akta sprawy. Mężczyzna dostał 3 lata na zapoznanie się z nimi! W końcu w 2006 roku ruszył proces w związku z oszustwem MMM. Po roku Mavrodi usłyszał wyrok skazujący go na 4,5 roku pozbawienia wolności. Jako że mężczyzna odsiedział już 4 lata w areszcie, po niecałym miesiącu został zwolniony i wyszedł na wolność…

Gruba ryba17piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne

> Po roku Mavrodi usłyszał wyrok skazujący go na 4,5 roku pozbawienia wolności. Jako że mężczyzna odsiedział już 4 lata w areszcie, po niecałym miesiącu został zwolniony i wyszedł na wolność…

To nadal więcej niż komendant główny za rozjebanie komendy granatnikiem.

Sum1piorunów

niektórzy ludzie to są po prostu pasożyty, ten człowiek nic nie dał społeczeństwu, tylko generował straty

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Dyskusje

25piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieje firma odzieżowa, która zdaje się, że za cel postawiła sobie wywołanie jak największej liczby skandali obyczajowych?

Abercrombie & Fitch to amerykańska firma odzieżowa, założona ponad 130 lat temu. Choć w Polsce nie jest ona powszechnie znana, to na światowym rynku jest dość dużym graczem. W 2021 roku marka Abercrombie & Fitch zatrudniała ponad 40 tysięcy pracowników i obracała towarem wartym prawie 4 miliardy dolarów.

Na początku XXI wieku firma musiała jednak zmierzyć się z kilkoma skandalami obyczajowymi wywołanymi przez jej produkty. Ciężko nawet wytłumaczyć, dlaczego tak doświadczona firma zaczęła nagle popełniać tak wiele skandalicznych gaf marketingowych. Wszystko wskazuje jednak na to, że zmiany nie zaszły o tyle w samej firmie, co w społeczeństwie, które przestało przymykać oko na „niewinne” rasistowskie bądź seksistowskie żarciki.

Pierwszy skandal miał miejsce w 2002 roku, kiedy firma wypuściła koszulki z napisami „Pralnia Braci Wong – Dwóch Wongów Może Zrobić To Białe!”. Koszulki te były obarczone rasistowskimi grafikami, przedstawiającymi stereotypowych chińskich imigrantów z karykaturalnie skośnymi oczami i w stożkowych, azjatyckich kapeluszach. Rzecznik firmy skomentował te koszulki w następujący sposób: „uznaliśmy, że koszulki te są po prostu niegrzecznie śmieszne i że wszyscy je pokochają”. No cóż… nie wyszło. Koszulki zostały wycofane po fali protestów.

W tym samym roku firma wypuściła także linię stringów dedykowaną dla... małych dziewczynek. Jakby to nie było wystarczająco skandaliczne, stringi te były obarczone napisami takimi jak „Słodkie Oczko” czy „Wink Wink”. Produkty te również zostały wycofane po fali protestów.

Marketingowcy Abercrombie & Fitch nie uczyli się jednak na błędach i w 2004 roku firma wypuściła kolejne dwie kontrowersyjne koszulki, które również wywołały falę protestów. Pierwszą z napisem „W West Virginii wszyscy są rodziną”, co miało uderzać w stereotypy mówiące o powszechności związków kazirodczych w stanie West Virginia; drugą zaś przedstawiającą mężczyznę uprawiającego akrobatykę z podpisem „F jak Frajer”.

Rok bez skandalu obyczajowego byłby rokiem straconym, toteż przesuńmy się w czasie do 2005 roku. I w tym roku Abercrombie & Fitch nie zawiodło, wywołując skandal obyczajowy. Amerykańska firma odzieżowa wyprodukowała wówczas serię koszulek top z napisami „Kto potrzebuje mózgu, jeżeli ma cycki?”, „Wynajmij mnie na imprezę”, czy „Miałam koszmar, że jestem brunetką”. Koszulki te również zostały wycofane po fali protestów…

Jednak prawdziwy hit dopiero miał się wydarzyć. W 2006 roku sam prezes Abercrombie & Fitch udzielił wywiadu, w którym powiedział, że koszulki jego firmy są wyłącznie dla „fajnych, popularnych dzieciaków” i że inne dzieci nie powinny ich zakładać…

Dlatego zatrudniamy wyłącznie atrakcyjnych ludzi w naszych sklepach. Atrakcyjni ludzie przyciągają innych atrakcyjnych ludzi, a my chcemy docierać wyłącznie do atrakcyjnych ludzi. Nie kierujemy się do nikogo innego. W każdej szkole są popularne dzieciaki i te drugie. Szczerze mówiąc, jesteśmy marką dla popularnych dzieci. Jesteśmy za atrakcyjnymi, popularnymi dzieciakami o świetnym nastawieniu i wielu przyjaciołach. Reszta dzieci nie pasuje do naszych ciuchów i nie powinna ich zakładać. Czy jesteśmy wykluczający? Jasne!

Co wy uważacie o takim podejściu do marketingu, które zdaje się, że jest… skuteczne? W końcu firma wciąż obecna jest na światowym rynku, na którym wciąż jest jednym z największych graczy.

Tytan5piorunów

Świetna sprawa, że firma kontynuuje swoją misję i wizję. A, że w kontrowersyjny sposób? Kwestia etyki. Czy mniejszości są w ten sposób poniżone i umotywowane do zakupu? Wydaje mi się że jak najbardziej tak. Czy to jest złe? Niekoniecznie. Adisas działał w podobny sposób. Każdy w latach 90 chcial mieć kapcie adidasa. Polecam lekturę Cialdniego, lub idąc na skróty do zapoznania się z 6ma regułami marketingu wg Cialdniego

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Dyskusje

32piorunów

Czy wiesz, że...

... z odrobiną szczęścia możesz zacząć zarabiać 50 tysięcy dolarów dziennie po zaledwie dwóch dniach pracy?

Dong Nyugen to programista-samouk, pochodzący z niewielkiej wietnamskiej wioski Van Phuc. Wietnamczyk rozpoczął naukę programowania w wieku kilkunastu lat, co otworzyło mu drogę na studia informatyczne na Uniwersytecie Narodowym. Po studiach, kontynuował on swoją pasję, pracując jako deweloper. Jednak jego zapał do kodowania sięgał dalej – Dong w wolnych chwilach tworzył proste gry na smatfony, które następnie publikował na App Store, licząc na wygenerowanie małego dochodu pasywnego.

Gdzieś w 2014 roku, mając wolny weekend, Dong wpadł na pomysł stworzenia prostej gry mobilnej, przypominającej swym wyglądem staroświeckie gry konsolowe. Efektem jego pracy była prosta gra typu side-scroller, w której gracze sterują latającym ptakiem, pomagając mu uniknąć kolizji z zielonymi rurami. Mężczyzna nazwał grę „Flappy Birds” i tego samego weekendu udostępnił ją na App Store.

A wszystko to po to by… gra utonęła w zalewie innych darmowych aplikacji udostępnianych przez platformę App Store. Ciężko właściwie odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego”, ale dużo później, bez wyraźnego powodu, gra zaczęła zyskiwać na popularności, w pewnym momencie wykręcając naprawdę niesamowite liczby. W wielu krajach stała się nawet najczęściej instalowaną aplikacją na telefon. W szczytowym momencie popularności „Flappy Bird” generowało dla swojego twórcy dzienny dochód w wysokości 50 tysięcy dolarów - imponujący wynik jak na efekt dwóch dni pracy!

Dzisiaj, stworzenie takiej gry nie wymaga nawet umiejętności programowania. Wydaje się więc, że od bajecznej fortuny dzielni nas tylko dobry pomysł i… nieco szczęścia. Pamiętajmy jednak, że szczęście to nie wszystko - trzeba je jeszcze umieć wykorzystać!

Osobistość6piorunów

Dodatkowa ciekawostka ukazująca różnice w wychowaniu i wartościach którymi kierują się ludzie pochodzący z „biednych” państw. Otóż Dong Nyugen… usunął grę z App Store, kiedy ta wciąż była w swoim peaku (czyt. zrezygnował z 50 tysięcy dolarów dziennie!), więc jeżeli dziś pobierzesz grę „Flappy Bird”, to będzie to jej jakaś kopia, a nie oryginalna gra stworzona przez Wietnamczyka. Mężczyzna zdecydował się na taki ruch, po tym jak został oskarżony o czerpanie korzyści z kradzieży własności intelektualnej (niektórzy zaczęli zarzucać mu, że w swojej grze za bardzo zainspirował się starymi grami Nintendo). Dobre imię było dla niego cenniejsze, niż setki tysięcy dolarów - przyznajcie, ilu z was zdecydowałoby się w podobnej sytuacji na taki krok 😉?

Pokaż więcej komentarzy (22)

Osobistość

w Dyskusje

36piorunów

Czy wiesz, że...

... w 2008 roku za jedyne 999$ mogłeś nabyć aplikację, która wyświetlała napis mówiący o tym, że jesteś bogaty?

„I am rich” to aplikacja mobilna stworzona dla użytkowników IPhone’a. Powstała ona jako żart, w odpowiedzi na rosnącą krytykę cen produktów z logiem jabłka. Aplikacja nie miała żadnego konkretnego zastosowania i kosztowała maksymalną kwotę możliwą do ustawienia w App Store. Składała się jednie z czerwonego klejnotu, który po naciśnięciu wyświetlał tekst:

Jestem bogaty!
Należ mi się to!
Jestem dobry,
Zdrowy i popularny!

Jest to oczywiście luźne tłumaczenie tekstu, który wyświetlała aplikacja w języku angielskim. Niektórzy mogli zauważyć, że popełniłem drobną literówkę w tłumaczeniu, otóż… nic bardziej mylnego! Aplikacja, która kosztowała 999$ i której jedynym zadaniem było wyświetlić motywujący tekst – wyświetlała go z błędem…

Dzisiaj taka aplikacja pewnie nie wzbudziła by większego zainteresowania wśród opinii publicznej, trzeba jednak pamiętać, że Internet w 2008 roku był zupełnie innym miejscem, niż jest dzisiaj. Wówczas wokół tak snobistycznej aplikacji narosło wiele kontrowersji. O aplikacji pisały i mówiły jedne z największych światowych mediów, takie jak Fox News, The New York Times czy Los Angeles Times.

Na skutek masowej krytyki, aplikacja została usunięta z App Store po zaledwie jednym dniu. Gdy była jeszcze dostępna, zakupiło ją 8 osób. Autor aplikacji, Armin Heinrich, pochwalił się nawet, że „otrzymałem e-maile od klientów mówiących mi, że naprawdę kochają tę aplikację... i że nie mieli problemów z wydaniem na nią pieniędzy”.

Fenomen12piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne najlepszy przykład na to, że ludzie lubią piastować swojej próżności. Nawet za cenę tysiąca dolarów xD w sumie może autor powinien spróbować dzisiaj, w modelu subskrypcyjnym (bo przecież ktoś może przestać być bogaty) mógłby się dorobić małej fortuny 😛

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

49piorunów

Czy wiesz, że...

... w Europie funkcjonuje wielomiliardowy fundusz inwestycyjny kontrolowany przez ludzi Putina?

Ostatnio w polskich mediach głośno było o zablokowaniu środków finansowych freakfightowej organizacji HIGH League ze względu na powiązania jej właścicieli z czeczeńskim zbrodniarzem wojennym, Ramzanem Kadyrowem. Co jeżeli powiem Ci, że w Europie zupełnie legalnie funkcjonuje za to wielomiliardowy fundusz inwestycyjny założony bezpośrednio przez człowieka Putina?

LetterOne to międzynarodowy fundusz inwestycyjny założony w 2013 roku przez rosyjskiego oligarchę, Michaiła Fridmana. Pod koniec 2021 roku fundusz posiadał 27 miliardów dolarów aktywów. LetterOne jest właścicielem bądź współwłaścicielem takich międzynarodowych gigantów jak: największa hiszpańska sieć supermarketów DIA, niemiecka firma zajmująca się wydobyciem gazu i ropy naftowej - Wintershall Dea, brytyjska sieć sklepów ze zdrową żywnością - Holland&Barrett, czy największy operator telefoniczny w Turcji - Turkcell.

Rosyjscy oligarchowie, Mikhail Fridman i Petr Aven, pełnili czynne role w zarządzaniu funduszem aż do dnia, w którym zostały na nich nałożone sankcje. Dopiero wówczas zrezygnowali oni ze swoich stanowisk. Najlepsze jednak jest to, że mieli oni prawo wyznaczenia swoich następców, którzy sprawują ich stanowiska po dziś dzień! Co więcej, wciąż posiadają oni niemal połowę udziałów w LetterOne. Ich udziały zostały jedynie chwilowo zamrożone, co oznacza, że w momencie zakończenia się wojny i zniesienia sankcji mężczyźni powrócą jako prawowici właściciele funduszu LetterOne. Czyli w tym samym momencie, gdy na Ukrainie na rozkaz Putina giną ludzie, to ludzie Putina bez problemów pomnażają swoje pieniądze w Europie. I nikt, absolutnie nikt, nie widzi w tym nic złego. Pozostaje więc tylko zapytać, czy po prostu duży gracz, operujący miliardami dolarów – może więcej? Nie wiem, choć się domyślam.

Lider2piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne a co ma w tym widzieć? Zamiast podchodzić do tego z emocjami i ideologicznie, pomyśl jakie to byłyby koszty gospodarcze i społeczne. Gospodarki światowe zbierają się do kupy po kowidzie, dostają nieco po d⁎⁎ie przez wojnę na Ukrainie i działania Chin w Azji, a Ty chciałbyś wywołać największy kryzys na kontynencie?

Autorytet5piorunów

Masz naprawdę super te wpisy i wszystkie czytam i piorunuje ale czasami zachowujesz się jak przedszkolak który poznaje świat. Nikogo nie interesuje i nigdy nie będzie interesować to czy giną Ukraińcy, Irakijczycy, urgujowie czy ktokolwiek inny będzie w przyszłości ginąć dopóty, dopóki będzie różnica miedzy bogatymi a biednymi

Pokaż więcej komentarzy (25)

Osobistość

w Dyskusje

90piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieje europejski producent smartfonów, który za cel postawił sobie produkcję „bardziej sprawiedliwych” telefonów?

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z negatywnego wpływu smartfonów na naszą planetę. Lista problemów, jakie niesie za sobą produkcja tych urządzeń, jest długa. Zaliczamy do niej między innymi: krótki cykl życia telefonów, niewydolny system recyklingu odpadów powstałych po smartfonach, znaczący ślad węglowy, jaki zostawia sektor producentów telefonów, czy także wykorzystywanie „minerałów konfliktowych”, których użycie przyczynia się do łamania praw człowieka i finansowania działań zbrojnych.

Problemy te zauważyło trzech holenderskich aktywistów społecznych, którzy w 2011 roku wystartowali z kampanią społeczno-medialną „sprawiedliwszych telefonów”. To co zrobili następnie, zdaję się że jest ewenementem na skalę światową i powinno być stawiane za wzór do naśladowania wszystkim innym aktywistom. Otóż po dwóch latach bezowocnych apeli, postanowili oni… sami zająć się produkcją „sprawiedliwych” smartfonów i w tym też celu założyli firmę Fairphone. Do lutego 2022 roku, firma Fairphone sprzedała ponad 400 tysięcy telefonów.

Bas van Abel, jeden z założycieli firmy, przyznał w 2017 roku, że w obecnej sytuacji nie jest możliwe stworzenie w 100% „sprawiedliwego” telefonu. Zaznaczył jednak, że celem firmy Fairphone jest ciągłe przesuwanie granic możliwości i tworzenie jak najbardziej „sprawiedliwych” smartfonów.

W listopadzie 2021 roku na rynek wprowadzono najnowszy model firmy, Fairphone 4. Telefon ten wyróżnia się od konkurencji kilkoma czynnikami. Przede wszystkim posiada on dłuższą gwarancją, wynoszącą aż 5 lat. Do tego otrzymał on także maksymalną ocenę za „naprawialność” od firmy iFixit. Oznacza to, że żadna z części smartfona nie jest przyklejona na stałe, co umożliwia łatwe rozebranie urządzenia za pomocą zwykłego śrubokręta. Obudowa telefonu zaś wykonana jest z aluminium certyfikowanego przez ASI, a tylna klapka smartfona z recyklingowanego w 100% plastiku. Ponadto Fairphone jest jedyną firmą na świecie, która przy produkcji smartfonów wykorzystuje złoto certyfikowane przez Fairtrade.

W momencie pisania tego artykułu, najmocniejsza wersja Fairphone 4 kosztowała 600 euro. Kwota ta często krytykowana jest przez internautów jako zbyt wysoka. Jednak oprócz tego mankamentu, wśród recenzji Fairphonów dominują pozytywne opinie. Kto wie? Może trójce holenderskich aktywistów uda się zrewolucjonizować rynek smartfonów na świecie?

Lider4piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne
> Europejski producent

( ͡o ͜ʖ ͡o)
https://www.fairphone.com/en/impact/source-map-transparency/

Mapping the journey of your phone - FairphoneFairphone | Buy a phone, join a movementFairphone
Lider2piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne tak samo się promują jak i garwoliński potentat, właściciel m.in. Manta multimedia.
Firma oczywiście europejska, ale montaż niestety nadal azjatycki, żeby zachować jakąkolwiek konkurencyjność. Trzeba za to im oddać, że jawnie podają łańcuch dostaw - delikatnie mówiąc nie jest to standardem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gwiazdor2piorunów

A z ciekawości sprawdziłem,i patrząc na specyfikację to jest przeciętnie a cena jest spora,wyglądem przypomina trochę nowe iphony.
Plus za gwarancję i naprawialność ale poza tym nie widzę sensu kupowania tego telefonu

Osobistość3piorunów

@Kaktus12 co ze świadomością, że przy produkcji twojego telefonu nie ucierpiało żadne dziecko ( ͡° ʖ̯ ͡°) ? Bo mnie osobiście to najbardziej przekonuje do zakupienia ich telefonu, w momencie oczywiście, gdy posiadany obecnie przeze mnie telefon się zużyje.

Pokaż więcej komentarzy (30)

Osobistość

w Dyskusje

99piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieje państwowy fundusz emerytalny, który nie dość, że nie jest zadłużony, to do tego generuje wielomiliardowe zyski?

Norweski Fundusz Emerytalny, znany również jako Fundusz Naftowy, jest jednym z największych funduszy suwerennych na świecie. Został utworzony w 1990 roku, kiedy rząd Norwegii postanowił zainwestować nadwyżki z dochodów z eksploatacji ropy naftowej i gazu ziemnego. Fundusz zarządzany jest przez Norges Bank Investment Management, tj. spółkę podlegającą norweskiemu bankowi centralnemu.

Na dzień dzisiejszy wartość funduszu przekracza ponad bilion dolarów amerykańskich! To więcej niż cały budżet polski na rok 2022… pomnożony dziesięciokrotnie! Myliłby się jednak ten, który pomyślałby, że Norwegowie wykorzystują te pieniądze na dostatnie życie w luksusie. Nic bardziej mylnego. Głównym celem funduszu jest zabezpieczenie długoterminowych finansów kraju na przyszłe pokolenia! Fundusz nie jest bezpośrednio wykorzystywany do finansowania emerytur obecnych obywateli, zaś jego dochody są reinwestowane, aby pomóc w utrzymaniu stabilności gospodarki Norwegii w przyszłości!

Fundusz inwestuje w szeroki wachlarz aktywów na całym świecie, w tym w akcje, obligacje i nieruchomości. Jego portfel inwestycyjny jest zróżnicowany i obejmuje tysiące firm z różnych sektorów i krajów. Wśród największych pozycji w portfelu funduszu są takie firmy jak Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon czy Nestle.

Wartym podkreślenia jest fakt, że możesz być jednym z największych funduszy inwestycyjnych na świecie, zarządzanym przez jednych z najlepszych inwestorów na świecie, ale nawet to, nie pozwoli Ci pokonać globalnych trendów. Tak też Norweski Fundusz Emerytalny w 2022 roku osiągnął stratę w wysokości 14.1%, tj. stratę 170 miliardów dolarów. Nie dajcie się więc przekonać różnego rodzaju czarodziejom inwestycyjnym, którzy chcą was przekonać, że oni wiedzą w co warto, a w co nie warto zainwestować w każdej sytuacji. W końcu gdyby wiedzieli, to pracowaliby oni właśnie dla jednego z takich funduszy, a nie reklamowali swoje książki na polskim youtubie…

Fanatyk26piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne z ciekawostek dodam, że aby nie przegrzać gospodarki i nie dać pola do nadużyć na lokalnym poletku, Oljefondet ma zakaz inwestowania w norweskie spółki. Szacuje się też, że fundusz posiada 1,5-2% akcji notowanych na giełdach całego świata. To, jak na 5mln kraj na końcu niczego, może być silnym narzędziem nacisków politycznych.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Dyskusje

42piorunów

Czy wiesz, że...

... swego czasu istniał pornocentryczny fundusz inwestycyjny?

AdultVest to fundusz hedgingowy skupiający się na przemyśle dla dorosłych. Powstał w 2005 roku z inicjatywy Francisa Koeniga jako pierwszy fundusz inwestycyjny dedykowany branży porno. Francis Koenig był doświadczonym inwestorem i zdaje się, że był pewien odkrycia niezagospodarowanej dotąd luki na rynku i postanowił ją natychmiast wykorzystać. Mężczyzna był na tyle pewny swojego pomysłu, że ustalił minimalna kwotę wejścia do fundusz na poziomie jednego miliona dolarów. Jak się okazało, chętnych do wsparcia AdultVest nie brakowało…

Fundusz kierował swoje inwestycje w różne sektory przemysłu dla dorosłych, począwszy od produkcji filmów pornograficznych, a na technologii i usługach internetowych kończąc. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych ruchów AdultVest było przejęcie firmy iPorn w 2008 roku. W tym samym roku AdultVest zdobył również nagrodę dla „najlepszego debiutanckiego funduszu hedgingowego roku”. Mało kto spodziewał się, że był to ostatni dobry rok funduszu.

Bowiem już w 2009 roku Koenig został oskarżony o fałszowanie raportów finansowych, a w mediach pojawiło się kilka publikacji godzących w jego dobre imię. Jeden z artykułów powoływał się na byłego pracownika AdultVest, który twierdził, że „prawie nie ma już pieniędzy w funduszu” i że Francis roztrwania fundusze firmy na luksusowy styl życia: „Koenig ma czarną kartę American Express wydaną przez firmę, którą wydaje na imprezy, dziewczyny i luksusowe życie. Większość pieniędzy zaginęła, a iPorn nie jest warte tyle, ile on twierdzi”. Na skutek tych zarzutów rozpoczęto śledztwo, które… oczyściło Francisa Koeniga z oskarżeń o fałszowanie raportów finansowych.

Jest to zadziwiające, wiedząc-„niewiedząc” o tym jak potoczyły się dalsze losy funduszu. Otóż od tamtej pory, AdultVest… przepadł jak kamień w wodę. Losy Francisa Koeniga i funduszu AdultVest możemy dosłownie śledzić jedynie do 2010 roku. Po 2010 roku brak jakichkolwiek dalszych medialnych publikacji o ewentualnym bankructwie lub sukcesie. Nic, zupełnie tak jakby z dnia na dzień cały fundusz przestał istnieć, pozostawiając po sobie jedynie informacyjną czarną dziurę zasłoniętą grubą, medialną kurtyną ciszy.
Możecie wy macie jakiś pomysł na to, co mogło stać się z funduszem i jego założycielem, że spowodowało totalną zmowę milczenia na ich temat w mediach?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Dyskusje

39piorunów

Czy wiesz, że...

… w czasach poprzedzających zniesienie niewolnictwa, żył w Stanach Zjednoczonych czarnoskóry inwestor milioner, który nienawidził… czarnoskórych?

Jeremiah Hamilton urodził się na początku XIX wieku, a do swojej śmierci w 1875 roku zdążył zgromadzić majątek szacowany na 12 milionów dolarów. Należy jednak pamiętać, że wraz z czasem pieniądz fiducjarny traci na wartości i po przeliczeniu ze względu na dzisiejszą siłę nabywczą dolara, dziś jego majątek wart byłby ponad miliard dolarów! Mężczyzna określany był w mediach jako „jedyny czarnoskóry inwestor” oraz „jedyny czarnoskóry milioner”. Dlaczego więc dziś jest on postacią niemal anonimową? Dlaczego społeczność afroamerykańska nie upamiętnia jego życia i osiągnięć?

Otóż, Jeremiah był… rasistą, który kierował się zasadą robienia biznesów tylko z białymi ludźmi. Po raz pierwszy stał się on publiczną personą, kiedy nowojorskie gazety opisały jego nieudaną próbę przemycenia podrobionych monet do Haiti. Sprawa była o tyle kontrowersyjna, że działał on na zlecenie bogatych, białych kupców, a Haiti było w tamtym czasie pierwszą czarną republiką. Redaktor Freedom’s Journal, pierwszej afroamerykańskiej gazety, przeklął Hamiltona za to i wezwał, by ten zdradził imiona swoich mocodawców, jeżeli chce uratować resztki swojego honoru. Hamilton jednak do końca pozostał lojalny wobec nowojorskich kupców i nigdy nie zdradził ich imion.

Dekadę później Jeremiah na stałe osiedlił się w Nowym Jorku, gdzie zdobył sławę bezwzględnego inwestora, którego nie interesowało nic poza zyskiem. Swoją karierę rozpoczął od oszustw ubezpieczeniowych. Źródła głoszą, że do 1835 roku otrzymał on zakaz ubezpieczania swoich statków handlowych od wszystkich ubezpieczycieli w Nowym Jorku. Na jego „szczęście” w tym samym roku w Nowym Jorku wybuchł wielki pożar, podczas którego czarnoskóry mężczyzna dorobił się milionów. Jak podają źródła: Hamilton skrzętnie korzystał z niedoli ludzi, którzy utracili swoje majątki w pożarze. Może stąd też wziął się kolejny z jego pseudonimów – Książe Ciemności.

W końcowym etapie swojego życia mężczyzna otworzył fundusz inwestycyjny, w który zainwestować mogli jedynie bogaci inwestorzy. Krążyły wówczas nawet plotki mówiące o tym, że biały inwestor, który chciał zainwestować w fundusz Jeremiaha, musiał najpierw osobiście przynieść mu bukiet składający się z najlepszych alkoholi. Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że Hamilton w funduszu trudnił się klasyczną analizą fundamentalną i wyszukiwaniem niedowartościowanych spółek. Co to, to nie, mężczyzna w dalszym ciągu dbał o swoją mroczną reputację, toteż zajął się on wyszukiwaniem spółek znajdujących się na skraju upadłości i zarabianiem na ich bankructwie. Skąd mężczyzna miał pewność, że dana firma zbankrutuje? Otóż… sam do tego doprowadzał, zasypując „wrogie” sobie firmy pozwami sądowymi…

Kosmonauta2piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne
Mógłbym prosić o źródło tych informacji? Sam czytałem wyłącznie "Prince of Darkness", autorstwa Shane'a White'a, i jak pamięć mnie nie myli, to wiele rzeczy się nie zgadza.
Np. fragment o rasizmie i braku robienia biznesów z nie-białymi - bo w tamtych czasach po prostu biali byli ultra bogaci, więc siłą rzeczy był zmuszony do robienia biznesów wyłącznie z białymi.

Pseudonim także był tam inaczej wytłumaczony - był w końcu czarny, wśród białych ludzi. Stąd "Prince of Darkness", od koloru skóry, nie zachowania (bo był takim samych sk******em jak inni inwestorzy).

Nie doprowadzał także do bankructwa, ale do sprzedaży udziałów firmy jego inwestorom, przez co dobrze prosperujące firmy były "wchłanianie" przez inwestorów. Prowadził także jeden z pierwszych hedge fundów.

Osobistość2piorunów

@micin3
"Np. fragment o rasizmie i braku robienia biznesów z nie-białymi - bo w tamtych czasach po prostu biali byli ultra bogaci, więc siłą rzeczy był zmuszony do robienia biznesów wyłącznie z białymi."

Tak, ale oprócz tego mieszkał w białej dzielnicy, otoczał się wyłącznie białymi ludźmi i poślubił białą kobietę. W pierwszej czarnej republice zasądzono dla niego karę śmierci, a pierwszy dziennik dla "czarnoskórych" przeklął go. Do tego w masie artykułów na jego temat możesz znaleźć informacje, że nie chciał być on kojarzony z innymi czarnoskórymi. Brakuje też jakiejkolwiek wzmianki, żeby poświęcił chociaż pensa ze swojego majątku na pomoc dla czarnoskórych.

"Hamilton never made an effort to be accepted within the small circle of affluent Black New Yorkers (they were disgusted with his shameless pursuit of wealth at any expense), but Hamilton was also never accepted by the white New Yorkers either, so he lived basically in isolation: neither black nor white wanted to be associated with him on personal terms."

"Pseudonim także był tam inaczej wytłumaczony - był w końcu czarny, wśród białych ludzi. Stąd "Prince of Darkness", od koloru skóry, nie zachowania (bo był takim samych sk******em jak inni inwestorzy)."

Ciężko o wiarygodne uzasadnienie skąd wziął się jego pseundonim, można tylko domniemywać. Ja dokopałem się do takiego cytatu: "Hamilton cut a swath through the lily-white New York business world of the mid-1830s, a domain where his depredations and business dealings soon earned him the nickname of “The Prince of Darkness”". A że w mid-1830s wydarzył się wielki pożar Nowego Jorku - stąd moje "pytanie" w ciekawostce.

"Nie doprowadzał także do bankructwa, ale do sprzedaży udziałów firmy jego inwestorom, przez co dobrze prosperujące firmy były "wchłanianie" przez inwestorów. Prowadził także jeden z pierwszych hedge fundów."

Proceder miał wyglądać tak, że Hamilton nabywał akcje firmy znajdującej się w ciężkiej sytuacji finansowej, następnie miał atakować ją pozwami sądowymi, sprawiając, że wypłacalność firmy stawała pod znakiem zapytania, więc Hamilton nabywał jej posiadłości, mienie itd. za bezcen. Formuła ciekawostki jest jednak taka, żeby za bardzo nie wnikać szczegóły, gdyż ta ma tylko z wierzchu przedstawiać jakieś wydarzenie i ma być zrozumiała dla każdego czytelnika, bez względu na jego zaangażowanie w świat ekonomii czy inwestycji.

Dziękuję za wartościowy komentarz :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Dyskusje

42piorunów

Czy wiesz, że...

... pierwszy milion dolarów trzeba… zarobić sprzedając piksele?

Niesamowite historie sukcesu biznesowego często zaczynają się od oryginalnych pomysłów. Tak też było w przypadku Alexa Tewa, młodego Brytyjczyka, który wpadł na oryginalny pomysł zarobienia pieniędzy potrzebnych mu na studia poprzez… sprzedaż pikseli.

W sierpniu 2005 roku, zaniepokojony brakiem środków finansowych potrzebnych do rozpoczęcia wymarzonych studiów z zarządzania biznesem, Alex założył stronę internetową: www.milliondollarhomepage.com . Strona ta została podzielona na bloki o wielkości 10x10 pikseli, które można było zakupić, a następnie zagospodarować według własnego uznania: w dowolną grafikę i link URL. Pojedynczy piksel na stronie Alexa kosztował jednego dolara.

Pierwszym klientem Alexa okazał się jego przyjaciel, który zagospodarował debiutanckie 400 pikseli w reklamę swojego zespołu muzycznego. Przez kolejne dwa tygodnie strona zyskiwała powoli na popularności poprzez marketing szeptany, jednak prawdziwy boom na nią nastąpił dopiero po tym jak opisały ją media, w tym samo BBC. W ciągu miesiąca od opublikowania pierwszej medialnej publikacji - strona zarobiła oszałamiające 250 tysięcy dolarów. Po kolejnych dwóch miesiącach sprzedano już połowę dostępnych pikseli. W końcu w styczniu 2006 roku Alex założył aukcje, w której można było kupić ostatni tysiąc pikseli. Licytację za 38 tysięcy dolarów wygrała firma sprzedającą produkty dietetyczne.

W ten oto sposób, 21-letni Anglik, w ciągu 5 miesięcy zarobił swój pierwszy milion dolarów. Jak poszło mu na studiach? Otóż… rzucił je po pierwszym semestrze. Można więc z przymrużeniem oka powiedzieć, że strona okazała się scamem! Czy była ona jedynym sukcesem biznesowym w życiu mężczyzny? Nic bardziej mylnego. W 2012 roku Alex wraz ze swoim przyjacielem założyli aplikację do medytacji. „Calm” okazała się ogromnym sukcesem i w 2017 roku zdobyła nagrodę Apple „Aplikacji Roku”. Z kolei w 2019 roku została wyceniona przez Forbesa na okrągły miliard dolarów.

A wy? Jaką macie wymówkę, żeby nie sprzedać swojego pierwszego miliona pikseli?

Autorytet1piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne Jest gdzieś jakiś archive jak ta stronka wyglądała pod koniec jej istnienia? Ciekaw jestem czy to było czytelne w ogóle 😛

Pokaż więcej komentarzy (3)