Jestem wykończony... Pod koniec dnia zrobiło się słonecznie ale już nic nie biegam bo chodzę jak zombie. Do domu zajechałem po 5⁰⁰, nie mogłem zasnąć za bardzo, wstałem o 7⁰⁰ ogarnąć dzieci i zakupy (żeby żona w końcu mogła się wyspać) i dopiero koło 11⁰⁰ przespałem się jeszcze ze dwie godziny.
Taka średnia ta podróż z pracy tym razem ale dotarłem więc nie ma co narzekać. Trzeba ćwiczyć deprywacje snu jak chce się kiedyś biegać ultra, nie? xD
PS Dworzec PKP w Grudziądzu wali żulem, trochę moczem też ale żulem najbardziej.
* Zjedzone: ???
* Spalone: 2 700 kcal
* Kroki: 10 000
Nie liczyłem dzisiaj kalorii, żeby nie dokładać sobie na głowę więcej. Zaliczam jako dzień odpoczynku (czyli zamiast soboty), jadłem normalnie- nieprzesadnie jakbym miał zgadywać to pewnie tak 3 000- 3 200 kcal ale to przez to masło orzechowe, którym posmarowałem gofery Twarogowe. :grinning:
Ogólnie to (po kolei): kajzerka, 6 goferow z masłem orzechowym i trochę dżemoru, mały kawałek piersi z indyka, duża garść frytek z piekarnika, surówka z kapusty marchewki ogórka i papryki, 4 kabanoski drobiowe, 2 paróweczki piłki z Sokołowa i teraz kanapka z szynką.
Jutro zacznę dobrze Twarogowo bo mam wszystko kupione.
Dworzec PKP w Grudziądzu wali żulem, trochę moczem też ale żulem najbardziej.
Takich dworców praktycznie już nie ma. Doceń unikalne doznania, bo już nie tak długo i jego też nie będzie. W sumie to myślałem, że jest już zamknięty. xd
