@sierzant_armii_12_malp to jest niesamowite jak sobie żonglujesz definicjami w głowie, byle wyszło na twoje i pokazujesz swój punkt widzenia jako jedyny słuszny xd
Podsumujmy.
* Nazywasz modlitwę mało ambitną rzeczą i uważasz, że to jest smutne, że to przynosi komuś szczęście (XD)
* Pytam dlaczego to ma być smutne to, że modlitwa komuś przynosi szczęście, oraz oddzielam kwestię tego, czy modlitwa jest ambitna. Ambicja to jest zupełnie osobny temat.
* Ty dalej ciągniesz o ambicji, że nawet układanie puzzli to ambicja xd
* Kolejny raz pytam o to, dlaczego modlitwa to coś złego, jeśli komuś przynosi szczęście xd
* Dalej już nie rozumiem kompletnie co to za losowy upust z rzeki twoich myśli, jakiś bełkot który nawet nie wiem czy sam przeczytałeś i czy sam rozumiesz, co napisałeś. Więc zapytałem co ciebie uszczęśliwia.
* Ciebie uszczęśliwia spanie i żarcie. Wspaniały przykład w dyskusji o szczęściu i ambicji. Celowo pomijam inne rzeczy, które wymieniłeś, żeby postawić cię w sytuacji OPa, który wstawił cytat o modlitwie, bo to ona jest tutaj przedmiotem dyskusji. No i nie widzisz tu żadnej sprzeczności ani hipokryzji, twoje żarcie to nie jest jakieś klepanie formułek, to jest rozwój i ambicja, bo próbujesz nowych rzeczy.
* Uważasz, że skoro przyczepiłem się spania i żarcia, to uczenie się i tworzenie użytecznych rzeczy nie jest ambitne. Chociaż nigdzie o tym nie wspomniałem.
* Dalej nie odpowiedziałeś dlaczego smutne jest to, że modlitwa przynosi szczęście.
* Nie przyczepiłeś się do ambicji OPa, który napisał, że uszczęśliwia go leżenie i nic nierobienie.
Zadam pytanie jeszcze raz, ale może trochę inaczej.
Dlaczego komukolwiek miałoby przeszkadzać, że komuś innemu jakaś rzecz przynosi szczęście? Nawet jeśli jest to coś nieambitnego i bezsensownego? Czy mam pisać, że to jest bardzo smutne, że ciebie uszczęśliwia spanie i jedzenie?
Dlaczego przeszkadza ci to, że ktoś żyje inaczej niż ty i wyznaje inne wartości? Dlaczego przeszkadza ci to, że komuś inne rzeczy przynoszą szczęście niż tobie?
I na koniec:
> Tak, modlitwa w odgórnie wyznaczonym terminie, z góry narzuconymi formułkami, jest bardzo smutną rzeczą - bo służy wtłaczaniu wyznawcy w ramy wyznaczone przez jakichś cwaniaczków, którzy na religii robią biznes. A jeszcze smutniejsze jest, kiedy zmusza się do tego dzieci.
Zgadzam się, ogólnie można to uznać za smutne, bezrefleksyjne powtarzanie wierszyków i szczególnie robienie z tego przymusu, no i najszczególniej wykorzystywanie tego w celach zarobkowych. Człowiek niewierzący nie widzi w tym sensu i jest to ok. Można tego nie lubić.
Ale co, jeśli ktoś traktuje to inaczej i mu to przynosi szczęście? Spotkałem się kiedyś z określeniem "opium dla mas" na religię, bo modlitwa może uspokajać, dawać szczęście. Możesz mówić, że ci ludzie sami siebie oszukują i to wszystko dzieje się w ich głowach. Ale mogą odczuwać z tego powodu szczęście i jakiś stan uniesienia. Czy to coś złego? Według mnie to jest spoko. Sam ten aspekt. Taka trochę super moc - masz problem, wmawiasz sobie, że zawierzasz go komuś i czujesz się lżej.