Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#mistrzostwaswiata

Mistrz

w Piłka nożna

8piorunów

Mundial 1962 – świnia, pies i gwarek

Pięć miesięcy przed mundialem do Santiago przyjechali na losowanie grup włoscy dziennikarze Antonio Ghirelli i Corrado Pizzinelli. Tekst, który napisali, był nie tylko krytyczny pod względem infrastrukturalnym, ale wręcz rasistowski: Pizzinelli opisał stolicę Chile jako symbol kraju rozwijającego się, dotkniętego niedożywieniem, prostytucją, analfabetyzmem i nędzą. Gdy chilijski ambasador w Italii przesłał te artykuły do lokalnej gazety „El Mercurio", wywołało to falę oburzenia. Skutki ujawniły się pięć miesięcy później, podczas meczu Chile–Włochy.

Przed sześćdziesięciopięciotysięczną widownią Włosi wyszli na boisko z białymi kwiatami na znak pokoju – kibice odrzucili je z powrotem. Mecz zamienił się w serię bójek: obrońca Mario David sfaulował Leonela Sáncheza, gdy gracze otoczyli angielskiego sędziego Kena Astona, pomocnik Humberto Maschio uderzył pięścią Sáncheza, a po dziesięciu minutach od czerwonej kartki dla Giorgia Ferriniego ten odmówił zejścia z boiska, eskortowany w końcu przez policję. Sánchez, syn boksera, zrewanżował się Maschiowi i Davidowi serią uderzeń, a David przed przerwą posłał kopniaka w głowę Sáncheza i sam dostał czerwoną kartkę. Aston świadomie zagwizdał koniec meczu punktualnie po dziewięćdziesięciu minutach i pobiegł do tunelu, zanim za jego plecami wybuchły kolejne bójki. Chile wygrało 2:0. Brytyjski komentator David Coleman nazwał to spotkanie „najgłupszym, najbardziej obrzydliwym i haniebnym widowiskiem w historii futbolu".

Bitwa nie wydarzyła się w izolacji – w 1954 roku padało średnio 5,38 gola na mecz, w 1962 roku już tylko 2,78. Piłka stała się bardziej defensywna, cyniczna i brutalna, co Coleman uznał za egzystencjalną groźbę dla przyszłości mundiali.

Wybór Chile jako gospodarza nie był oczywisty – kraj rywalizował z faworyzowaną Argentyną. Szef chilijskiej delegacji Carlos Dittborn odpowiedział na przytyk prezydenta argentyńskiej federacji, że Argentyna „ma wszystko", słowami: „Właśnie dlatego, że my nie mamy nic, chcemy zrobić wszystko." Chile wygrało głosowanie FIFA 32 do 10, wykorzystując zręczną dyplomację między blokiem wschodnim i zachodnim. W maju 1960 roku kraj uderzyło najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii pomiarów, zabijające tysiące osób. Dittborn proponował prezydentowi zrzeczenie się organizacji turnieju na rzecz pomocy ofiarom, ale ten odmówił, twierdząc, że ludzie potrzebują radości mundialu. Liczbę miast-gospodarzy zmniejszono z ośmiu do czterech. Sam Dittborn nigdy nie zobaczył turnieju – zmarł na zawał miesiąc przed jego rozpoczęciem, w wieku trzydziestu ośmiu lat. Reprezentacja Chile nosiła na koszulkach czarną opaskę na jego pamiątkę.

Brazylia przygotowywała się drobiazgowo jak w 1958 roku, choć tym razem bez Pelégo, który doznał urazu pachwiny w meczu towarzyskim i ostatecznie zagrał tylko jeden mecz fazy grupowej. Jego miejsce zajął inny bohater z 1958 roku: Garrincha. Manuel dos Santos – jego prawdziwe imię – urodził się z deformacją obu nóg, dzięki czemu obrońcy nie potrafili odgadnąć, w którą stronę zamierza ruszyć. Żył chaotycznie: miał co najmniej czternaścioro dzieci z pięcioma kobietami, pił, nie interesowały go pieniądze ani sława. Krótko przed wyjazdem do Chile na przyjęciu w Rio zafascynował się ptakiem gwarkiem, który umiał szczekać jak pies, gwizdać i wypowiadać zdania. Gubernator Rio Carlos Lacerda obiecał mu ptaka, jeśli wróci z pucharem.

W Chile, podbudowany przyjazdem swojej kochanki, piosenkarki Elzy Soares, Garrincha rozegrał serię występów uznawanych za jedne z najlepszych indywidualnych popisów w historii mundiali do czasów Maradony. Strzelił dwa gole w ćwierćfinale z Anglią – w tym samym meczu, gdy na boisko wbiegł bezpański pies, którego złapał, czołgając się i ujadając, Jimmy Greaves (pies się na niego wysikał). Rywalem Brazylii w półfinale było Chile, które wcześniej w ćwierćfinale pokonało ZSRR 2:1 dzięki dwóm strzałom z dystansu. Po powrocie do Moskwy radziecki bramkarz Lew Jaszyn został kozłem ofiarnym tej porażki – kibice wybijali szyby w jego mieszkaniu, a na jego samochodzie pisano obelgi. Jego żona wspominała, że bez telewizji Rosjanie znali ten mecz jedynie z relacji korespondenta agencji państwowej, znającego się bardziej na polityce niż na futbolu, co skłoniło opinię publiczną do obwinienia Jaszyna o utratę mistrzostwa.

W półfinale z Chile Garrincha strzelił dwa kolejne gole, ale za kopnięcie kolanem rywala otrzymał czerwoną kartkę – swoją czwartą w karierze, choć szef delegacji Brazylii utrzymywał przed komisją dyscyplinarną, że to pierwsza, a zdarzenie było tylko żartem. Dzięki naciskom dyplomatycznym – łącznie z biletem do Montevideo przez Paryż dla peruwiańskiego sędziego liniowego, który przezornie po meczu zdążył ulotnić się do Peru – karę umorzono i Garrincha zagrał w finale.

Czechosłowacja, niedoceniana finalistka, dotarła do finału dzięki ogromnemu szczęściu, jak sam zauważał w swoim dzienniku dwudziestodwuletni Jozef Štibrányi, autor zwycięskiego gola z Hiszpanią: „Nasz styl gry nie jest piękny, ale fortuna jest zawsze po naszej stronie." Reprezentacja przyjechała bez masażysty, ale z dwoma agentami służb bezpieczeństwa pilnującymi zawodników. W finale Josef Masopust dał Czechosłowacji prowadzenie, lecz Brazylia odpowiedziała golami Amarilda, Zita i Vavá (pierwszego zawodnika w historii ze strzelonym golem w dwóch różnych finałach), wygrywając 3:1.

Po powrocie do domu Štibrányi odkrył, że ojciec wydał już premię mundialową na parkiet do domu. Spółdzielnia w Trnawie podarowała mu i koledze Adamcowi żywe prosięta z czerwoną kotylionową kokardą na szyi – co wywołało gniew lokalnych komunistycznych urzędników, niezadowolonych, że spółdzielnia rozdaje świnie piłkarzom, choć nie wypełniła planu produkcyjnego. Policja musiała ścigać uciekające z chlewika prosię po ogrodzie.

Po finale gubernator Lacerda wysłał Garrinsze telegram: ptak gwarek czeka na odbiór. Elza Soares wmaszerowała do szatni mistrzów świata, mimo protestów nagich zawodników, i pocałowała Garrinchę. Zgodzili się wziąć ślub.

Turniej zapamiętano jednak przede wszystkim jako moment przełomowy dla taktyki futbolu – rekordowe sześć czerwonych kartek, fala kontuzji odnotowywanych przez chilijską prasę i spadek liczby goli świadczyły o nadchodzącej erze systematyzacji i defensywnego cynizmu, symbolizowanej przez triumf catenaccio kilka lat później. Anglik Bobby Charlton nazwał bezbarwny remis swojej drużyny z Bułgarią „żałosną zdradą wszystkiego, co powinien reprezentować angielski futbol" – nie wiedząc, że właśnie w Anglii rodził się system, który cztery lata później odbierze Brazylii tytuł.

Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

Mistrz

w Piłka nożna

15piorunów

Mundial 1958 – objawienie

W lipcu 1950 roku, gdy Brazylia przegrywała w finale na Maracanã, dziewięcioletni chłopiec z biednej rodziny w stanie São Paulo bawił się w piłkę na ulicy, biegając do domu, by sprawdzić wynik. Gdy Urugwaj odebrał Brazylii mistrzostwo, zobaczył ojca i jego przyjaciół w absolutnej ciszy. „To był pierwszy raz, gdy widziałem płaczącego ojca," wspominał później. Chłopiec uklęknął przed obrazem Chrystusa i obiecał, że sam wywalczy ojcu mistrzostwo świata. Nazywał się Edson Arantes do Nascimento, choć cały świat zna go jako Pelé.

Szwecja została gospodarzem 1958 roku jako jedyny kandydat – podobnie jak Szwajcaria cztery lata wcześniej, skorzystała z wojennej neutralności, dającej jej infrastrukturę, jakiej żaden z europejskich uczestników wojny wciąż nie posiadał.

Klęski 1950 i 1954 roku stały się dla Brazylii państwowym projektem do naprawienia. Prezydent Juscelino Kubitschek, budujący nową stolicę Brasília według projektu Oscara Niemeyera, obwarował przygotowania kadry grantem rządowym. João Havelange, przyszły wszechwładny prezydent FIFA, a wówczas szef delegacji CBD, powiedział selekcjonerowi Vicente Feoli: „Potrzebuję drużyny, która sprawi, że ludzie zapomną o latach pięćdziesiątych." Feola, niedawny asystent węgierskiego trenera Béli Guttmanna, wprowadził formację 4-2-4 – pierwszy raz w pełni rozwinięty system tego typu zaprezentowany na globalnej scenie. Lewy obrońca Nílton Santos uznawany jest za pierwszego nowoczesnego atakującego bocznego defensora w historii.

Przygotowania były drobiazgowe aż do przesady: dentysta usunął zawodnikom 470 zębów, większość kadry leczono z pasożytów jelitowych, jednego gracza zdiagnozowano z syfilisem, a psycholog dr João Carvalhaes prosił piłkarzy o rysowanie postaci ludzkiej, by ocenić ich inteligencję. Garrincha narysował tylko okrąg z linią, twierdząc, że to rowerzysta w wielkim kapeluszu widziany z góry – Carvalhaes uznał go za niewystarczająco rozwiniętego umysłowo dla mundialu, a w teście IQ Garrincha nie osiągnął minimum wymaganego dla kierowcy autobusu w Rio. Pelégo ocenił jako „infantylnego, bez ducha walki". Z jedenastki, która zagrała w ćwierćfinale, dziewięciu zawodników psycholog odrzucił jako niezdatnych. Feola po prostu ignorował te raporty. Delegacja medyczna przeszukała dwadzieścia pięć obiektów w Szwecji, by znaleźć idealną bazę treningową, a gdy ją znalazła, wymieniła cały kobiecy personel hotelu na mężczyzn, by ograniczyć zawodnikom rozpraszanie uwagi.

Brazylia rozpoczęła zwycięstwem 3:0 z Austrią, zremisowała 0:0 z Anglią – pierwszy bezbramkowy remis w historii mundiali – po czym w meczu z ZSRR po raz pierwszy wystawiła razem Pelégo i Garrinchę. Obaj trafili w słupek w pierwszych trzech minutach, a Vavá strzelił dwa gole.

Argentyna przyjechała do Szwecji przekonana o własnej wyższości, po triumfie w mistrzostwach kontynentu w 1957 roku, gdzie pokonała Brazylię 3:0 dzięki słynnej linii ataku zwanej caras sucias – „brudnymi twarzami". Po zwycięstwie obrońca Federico Vairo, ze łzami w oczach, podsumował go przed mikrofonem jako dzieło tych pięciu „bezczelnych urwisów". Po turnieju trójka z jej gwiazd, Maschio, Angelillo i Sívori, przeniosła się do Serie A, a Argentyna odmawiała powoływania piłkarzy grających za granicą. Styl la nuestra – uliczna technika i beztroska radość gry – okazał się niewystarczający przeciwko europejskiej szybkości i precyzji. Po klęsce 1:6 z Czechosłowacją drużynę obrzucono monetami i owocami na lotnisku, a selekcjonera Guillerma Stábile zwolniono. Obrońca José Ramos Delgado podsumował: „Byliśmy przyzwyczajeni grać bardzo wolno, a oni byli szybcy… zostaliśmy w tyle." Argentyński futbol miał się odtąd stawać twardszy, szybszy i bardziej cyniczny.

Francja, grająca w piątym mundialu, awansowała wreszcie do półfinału, między innymi dzięki trzynastu golom Justa Fontaine'a – rekordowi turnieju niepokonanemu do dziś. Raymond Kopa, syn polskich imigrantów, po latach obelg ze strony kibiców stał się symbolem „dobrego imigranta" i wartości ciężkiej pracy.

ZSRR przyjechał osłabiony skandalem: ich najbardziej utalentowany napastnik, dwudziestoletni Eduard Streltsov, w przeddzień turnieju został aresztowany po nocy spędzonej z kobietą, która obwiniła go o gwałt. Skazano go na jedenaście lat łagru, z czego odsiedział sześć. Sprawa pozostaje do dziś przedmiotem kontrowersji – fotografie z archiwów KGB pokazują zadrapania na twarzy Streltsova i podbite oczy kobiety, lecz dowody nie są jednoznaczne. Reprezentacja, pozbawiona swojej największej gwiazdy, odpadła w ćwierćfinale ze Szwecją.

Walia, prowadzona przez gwiazdę Juventusu Johna Charlesa, dotarła do ćwierćfinału mimo organizacyjnego chaosu – federacja zabrała na turniej tylko osiemnastu zawodników, ale szesnastu działaczy. Dzień przed barażem z Węgrami stracono węgierskiego premiera reformatora Imre Nagya, co mogło wpłynąć na rozkojarzoną grę Węgrów w przegranym meczu. Z Brazylią, pozbawiona kontuzjowanego Charlesa, Walia trzymała się do siedemnastej minuty przed końcem, gdy Pelé strzelił swój pierwszy gol mundialowy – z obrotu i woleja w dolny róg. Była to pierwsza z dwunastu bramek, jakie strzelił na mistrzostwach świata w karierze, i koniec udziału Walii w finałach mundiali na sześćdziesiąt cztery lata.

W półfinale z Francją Brazylia wygrała 5:2, z hat trickiem Pelégo. W finale ze Szwecją Brazylia – ku własnej wściekłości – nie mogła zagrać w słynnych żółtych koszulkach, bo gospodarze nie chcieli oddać im praw do barw bez losowania, które Brazylia zbojkotowała, a potem przegrała. Zagrali w niebieskich koszulkach kupionych w sztokholmskim sklepie sportowym.

Szwecja prowadziła już po czterech minutach, lecz Brazylia – inna niż w 1950 i 1954 roku – nie załamała się. Pelé mówił o „dziwnym spokoju, dziwnym poczuciu niezwyciężoności". Vavá wyrównał, a potem dał Brazylii prowadzenie przed przerwą. Dziesięć minut po zmianie stron siedemnastoletni Pelé przyjął piłkę klatką, podniósł ją nad głową obrońcy i trafił wolejem – gol, który uczynił go gwiazdą światowego formatu z dnia na dzień; francuski „Paris Match" ochrzcił go „Królem Pelé". Mário Zagallo dodał czwartego gola, a Pelé zwieńczył wygraną 5:2 efektowną główką. Po końcowym gwizdku, ze łzami w oczach, spełnił obietnicę daną ojcu osiem lat wcześniej.

Dzień po finale zakończono pierwszy etap budowy Brasílii – symboliczna zbieżność dla narodu odkrywającego nową, postkolonialną tożsamość. Dla pisarza Nelsona Rodriguesa zwycięstwo było zrzuceniem „kompleksu kundla" – poczucia niższości Brazylijczyków wobec świata wynikającego z ich rasowego pomieszania. Skład mistrzów świata liczył trzech czarnoskórych i dwóch mulatów – wyraźny kontrast wobec rasistowskiego polowania na kozłów ofiarnych po klęsce z 1950 roku.

Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

GURU0piorunów

I co z tym ruskim? KGB go wrobiło? Czemu? Po co?

Mistrz2piorunów

@sireplama w książce jest nieco więcej:


"Strielcow, przewożony z oficjalnych przyjęć na kolejne oficjalne przyjęcia, by świętować olimpijskie zwycięstwo, zaczął pić coraz więcej, a jego zachowanie stawało się coraz bardziej nieprzewidywalne. Podczas oficjalnego bankietu na Kremlu mógł powiedzieć coś niemądrego minister kultury Jekaterinie Furcewej, której nastoletnia córka najwyraźniej była nim zafascynowana. Zaczął spotykać się z oficjalną krytyką: termin jego ślubu miał zakłócić przygotowania do sezonu, a kiedy został wyrzucony z boiska w meczu ze Spartakiem Mińsk, „Sowiecki Sport” nazwał go „chuliganem” i opublikował listy rzekomo od opinii publicznej potępiające go jako przykład „zła zachodniego imperializmu”.

Sytuacja stała się jednak znacznie poważniejsza w listopadzie, przed barażem kwalifikacyjnym z Polską. Drużyna miała wykupiony nocny pociąg z Moskwy do Berlina, ale Iwanow i Strielcow, obaj przynajmniej lekko pijani, spóźnili się na dworzec. Zostali wsadzeni do taksówki i dogonili pociąg, który zatrzymał się dla nich nieplanowanym postojem w Możajsku. Strelcow opuścił kilka meczów ligowych z powodu kontuzji nogi i pogłębił problem już na początku meczu. Zdając sobie jednak sprawę, że jedynym sposobem na uniknięcie dalszej krytyki jest świetny występ, przekonał trenera do opatrzenia go, aby mógł kontynuować grę. Jak to miał w zwyczaju w tamtych czasach, Strelcow włączył się do akcji, gdy było trzeba, strzelając gola i asystując przy wygranej 2:0.

To nie wystarczyło. Radziecka machina obróciła się przeciwko niemu. Po wykluczeniu ze Spartakiem Mińsk, Strelcow został zawieszony na trzy mecze, co było niezwykle surową karą. W lutym 1958 roku „Prawda” opublikowała obszerną krytykę napisaną przez niesławnego felietonistę Siemiona Nariganiego, w której atakowano każdy aspekt jego charakteru: Strelcow został przedstawiony jako egoista, alkoholik, arogant i idiota, ofiara tego, co w nagłówku określono mianem „choroby gwiazd”.

Co więcej, forma Strelcowa osiągnęła nowy poziom w pierwszej połowie 1958 roku. Nadal pił, uwodził kobiety, wpadał w tarapaty i strzelał gole. Nie można go było pominąć w kadrze na Mistrzostwa Świata. A potem, ostatniego dnia obozu treningowego w Tarasovskiej, niedaleko Moskwy, po tym, jak zawodnicy przymierzyli stroje turniejowe, Strelcow wybrał się na piknik z dwoma innymi zawodnikami, oficerem lotnictwa, który niedawno wrócił ze wschodu, Eduardem Karachonowem, i kilkoma młodymi kobietami. Wypili dużo alkoholu i ostatecznie spędzili noc w daczy Karachonowa. Następnego ranka jedna z kobiet, Marina Lebiediewa, oskarżyła Strelcowa o gwałt. Został aresztowany, skazany i skazany na jedenaście lat łagru, z czego odsiedział sześć.

Jego wina od tamtej pory jest przedmiotem intensywnych spekulacji. Osoby stojące za kampanią mającą na celu oczyszczenie jego imienia są przekonane, że Strelcow wziął na siebie winę za Karachonowa lub że cała sprawa była ustawką mającą na celu jego upadek, czy to dlatego, że uważano go za zbyt indywidualistę, czy dlatego, że uważano go za ryzyko dezercji, czy też dlatego, że Furcewa miała na niego ochotę. Jednak zdjęcia w archiwum KGB pokazują Strelcowa z zadrapaniami na policzku, a Lebiediewą z podbitymi oczami, podczas gdy dowody kryminalistyczne dowodzą, że tej nocy uprawiała seks z kimś o grupie krwi Strelcowa. „To tajemnicza sprawa” – powiedział Simonian. „Napisał do matki, że bierze na siebie winę za kogoś innego. Nie wiem na pewno, czy dopuścił się gwałtu, ale spędził noc z dziewczyną razem”."

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Piłka nożna

15piorunów

Mundial 1954 – „Nazwijcie mnie szaleńcem"

Lękliwy jedenastoletni narrator powieści Friedricha Christiana Deliusa „Der Sonntag, an dem ich Weltmeister wurde" boi się ojca, Boga i właściwie wszystkiego innego. W niedzielę 4 lipca 1954 roku przesiedział nabożeństwo prowadzone przez ojca-pastora w gorączkowym napięciu, czekając na moment, gdy będzie mógł włączyć radio i usłyszeć transmisję z finału mistrzostw świata. Gdy RFN wyrównuje po przegrywaniu 0:2, chłopca ogarnia ekstaza – nawet jego jąkanie ustaje na moment. Ten obraz stał się literacką metaforą całych Niemiec Zachodnich: kraju chorego, spętanego winą, niezdolnego się wypowiedzieć, który w niespodziewanym triumfie odnajduje odrobinę poczucia własnej wartości. „Pokazaliśmy światu, ile jesteśmy warci, wróciliśmy, nie jesteśmy już przegranymi," pisał Günter Grass. Popularne powiedzenie ujmowało to krócej: „Wir sind wieder wer!" – Jesteśmy znowu kimś!

Mit „cudu Berna" stał się jednak od początku ambiwalentny. Nawet wtedy „Süddeutsche Zeitung" ostrzegała przed nacjonalistyczną euforią: „Świętujmy zawodników. Ale otrzeźwiejmy: gra się skończyła, to było tylko gra."

Piłka węgierska w okresie międzywojennym była najbardziej wpływową siłą futbolu na świecie. Ten dorobek zniszczyły dwa ciosy: faszyzujący reżim Miklósa Horthyego, który rozwiązał siłą MTK, klub zasymilowanej żydowskiej klasy średniej, oraz powojenna nacjonalizacja klubów przez komunistów, którzy zdegradowali Ferencváros za jego nacjonalistycznych kibiców.

Mimo to nacjonalizacja przyniosła krótkoterminowy zysk. Selekcjoner Gusztáv Sebes – zaangażowany komunista, dawny działacz związkowy w fabryce Renault w Paryżu – razem z taktycznym mózgiem Gyulą Mándim (Żydem, który przetrwał Holokaust dzięki sprytowi szwagra) zbudowali Aranycsapat, Złotą Jedenastkę. Drużyna z Ferencem Puskásem i Józsefem Bozsikiem zdobyła złoto olimpijskie w 1952 roku, a w listopadzie 1953 roku rozbiła Anglię 6:3 na Wembley – pierwsza wygrana zagranicznej drużyny na tym stadionie w historii. Przed mundialem Węgrzy byli niepokonani od ponad czterech lat, w ostatnim sparingu rozbijając Anglię 7:1 w Budapeszcie.

RFN dopiero w 1950 roku została przyjęta do FIFA. Selekcjoner Sepp Herberger, sklasyfikowany po wojnie jako Mitläufer – bierny człowiek reżimu, nie ideologiczny nazista – spędził pierwsze miesiące po wojnie, pisząc setki listów w poszukiwaniu swoich graczy. Przed mundialem RFN przegrała eliminacyjny mecz z Saarlandem, co „Kicker" nazwał „przeraźliwym SOS". Trzy tygodnie przed turniejem kibice szyderczo skandowali nazwisko Herbergera po porażce Kaiserslautern 1:5.

Gospodarzem turnieju wybrano Szwajcarię na tym samym kongresie FIFA z 1946 roku, który przyznał mundial 1950 Brazylii – neutralność wojenna dawała jej infrastrukturę, jakiej nie miał żaden inny europejski kraj. Format okazał się wadliwy: począwszy od kwalifikacji, gdzie niektóre drużyny walczyły w grupach złożonych z 4 ekip, zaś na przykład Węgry awansowały do Mistrzostw Świata bez gry, jako że ich jedyny oponent czyli Polska wycofała się tuż po rozlosowaniu grup. Z kolei Hiszpania niespodziewanie wypadła z eliminacji po kontrowersyjnym barażu w Rzymie, gdzie rzekomy pracownik FIFA oznajmił, że Lászlo Kubala jest niezdolny do gry dla Hiszpanii - następnego dnia okazało się, że FIFA nie wysłała żadnego wysłannika do Rzymu, a tożsamość mężczyzny została tajemnicą. Z kolei w grupach już podczas samych mistrzostw drużyny rozstawione grały tylko z nierozstawionymi, ale w ćwierćfinałach nie obowiązywało już rozstawienie. RFN miało szczęście - cała czwórka zwycięzców grup trafiła do górnej części drabinki co oznaczało, że z najtrudniejszymi rywalami mogło się spotkać dopiero w finale.

Świadomie godząc się z rolą faworyta turnieju w drugim meczu grupowym, Herberger dał odpocząć ośmiu kluczowych zawodnikom na mecz z Węgrami – przegrany 3:8 – wiedząc, że i tak czeka go baraż z Turcją. Niemiecka prasa nie wybaczyła mu tej decyzji: „Der Spiegel" pisał, że nadszedł czas, by „zdradzieckiego trenera Herbergera powiesić na jabłoni". W tym meczu Puskás doznał urazu kostki za sprawą Wernera Liebricha – do dziś nie wiadomo, czy aby nie celowo.

Ćwierćfinał Węgry–Brazylia, starcie dwóch zespołów na czele rozwoju taktycznego, przeszedł do historii jako „Bitwa w Bernie" – seria bójek, czerwonych kartek, rzuconej butelki i walk w tunelu prowadzącym do szatni, gdzie selekcjoner Sebes doznał rozcięcia wymagającego czterech szwów. Brazylijska federacja oficjalnie złożyła do FIFA absurdalną skargę, że sędzia Arthur Ellis był agentem Kremla.

Półfinał Węgry–Urugwaj uznawany jest za jeden z najwspanialszych meczów w historii mundiali aż do finału 1982 roku. Mimo nieobecności kontuzjowanego Puskása Węgrzy prowadzili 2:0, ale obrońcy tytułu wyrównali w ostatnich minutach regulaminowego czasu. W dogrywce Sándor Kocsis strzelił dwie głowy, w tym decydującą cztery minuty przed końcem – swój trzynasty gol turnieju.

Poranek 4 lipca był mokry i z każdą godziną robił się mokrzejszy – mecz finałowy rozpoczął się po trzydziestu sześciu godzinach deszczu. Dla Węgrów to był problem, dla Fritza Waltera – który od czasu malarii cierpiał w upale, ale ożywał w deszczu – idealna pogoda. Puskás i Czibor dali Węgrom prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach. Po dwóch minutach Max Morlock zdobył kontaktowego gola czubkiem buta. Niemcy zdominowali kolejne minuty i Helmut Rahn wyrównał na 2:2 jeszcze przed osiemnastą minutą.

Węgrzy uderzali w słupek, niemiecki bramkarz Toni Turek bronił kapitalnie, a sześć minut przed końcem Rahn przechwycił piłkę od Mihály'ego Lantosa, przełożył piłkę na lewą nogę i strzelił w dolny róg bramki. Komentator Herbert Zimmermann wykrzyczał słowa, które stały się częścią niemieckiej tożsamości narodowej: „Rahn strzela... Gol! Gol! Gol! Gol! Bramka dla Niemiec! Trzy do dwóch prowadzą Niemcy! Nazwijcie mnie szaleńcem, nazwijcie mnie wariatem!" Cztery minuty przed końcem Puskás trafił do siatki, lecz walijski sędzia liniowy Mervyn Griffiths po długim wahaniu ostatecznie uznał, że strzelec był na spalonym. RFN triumfowała 3:2.

Pytania o przyczyny klęski Węgrów mnożyły się od razu: deszcz i błoto, zmęczenie po brutalnych meczach z Brazylią i Urugwajem, hałas orkiestry dętej zakłócający sen przed finałem, kontuzja Puskása. Gdy dwa miesiące po finale Rahn, bracia Walter, Morlock i Mai zachorowali na żółtaczkę, na Węgrzech odczytano to jako dowód dopingu – badanie opublikowane w 2013 roku przez Humboldt University wskazuje na poszlaki dotyczące pervitiny, metamfetaminy stosowanej przez wojska niemieckie w czasie wojny.

Reakcja w Budapeszcie na porażkę w finale była gwałtowna: setki tysięcy ludzi wylały się na ulice w gniewie, drużynę trzeba było skierować na objazd do górniczego miasteczka Tata, a mieszkania niektórych zawodników zaatakowano. Bramkarz Gyula Grosics nazwał te wydarzenia zarodkiem powstania węgierskiego z 1956 roku. Gdy ono nadeszło, Puskás, Kocsis, Czibor i cała młodzieżowa kadra wyemigrowali na Zachód – złota era węgierskiej piłki dogorywała.

W Niemczech Zachodnich radość pozostała niejednoznaczna. Część kibiców na stadionie, wbrew oficjalnym wytycznym, odśpiewała pierwszą, nacjonalistyczną zwrotkę hymnu – szwajcarskie i wschodnioniemieckie radio natychmiast przerwały transmisję. Prezes DFB Peco Bauwens na bankiecie wygłosił przemówienie przywołujące Wotana (najwyższe germańskie bóstwo) i Führerprinzip (zasadzie wodzostwa w III Rzeszy), co zmusiło bawarskie radio do zaprzestania nadawania. Mimo to dla powojennej Republiki Federalnej, dopiero co powstałej w 1949 roku, futbol pozostawał jedynym obszarem, w którym wypadało otwarcie cieszyć się z bycia Niemcem.

Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

Mistrz

w Piłka nożna

20piorunów

Mundial 1950 – pycha i sprzedawca salami

„Wy, gracze," powiedział burmistrz Rio de Janeiro przed decydującym meczem do brazylijskich piłkarzy, „za kilka godzin zostaniecie okrzyknięci mistrzami przez miliony rodaków… Już teraz was witam jako zwycięzców!" Pycha była wszechobecna. „Świat piłki nożnej ma nowego mistrza," pisał „Diário Carioca". Jeden z dzienników wydrukował rano fotografię drużyny z nagłówkiem: OTO MISTRZOWIE ŚWIATA. Tylko trener Flávio Costa miał wątpliwości: „Boję się, że moi zawodnicy wyjdą na boisko w niedzielę z naszywką mistrzów już przypiętą do koszulki."

Turniej w 1950 roku był dla Brazylii czymś więcej niż zawodami sportowymi – miał być wejściem kraju na salony nowoczesności. Futbol stał się narzędziem budowania tożsamości narodowej, zwanej brasilidade. Wybudowano Maracanã – z oficjalną pojemnością 160 tysięcy widzów, ogłoszony przez prasę „największym i najdoskonalszym stadionem świata". Dziennikarz Mário Filho, który wywalczył jego budowę swoimi tekstami, pisał, że Brazylia zyskuje nową duszę.

Po stronie Urugwaju pojawił się tymczasem człowiek, o którego roli nikt głośno nie mówił: Imre Hirschl, Węgier urodzony w 1900 roku w żydowskiej osadzie na południe od Budapesztu. W wieku szesnastu lat okłamał rekrutów co do swojego wieku i wstąpił do syjonistycznego pułku pod brytyjskim dowództwem w Palestynie – dostał kulę w nadgarstek i odłamki granatu w pierś. Po powrocie do Europy pracował jako handlarz salami. W 1929 roku wyemigrował do Brazylii. Bez grosza, gdy napotkał żydowski klub Hakoah New York, poprosił przyszłą legendę trenerską Bélę Guttmanna o pomoc. W zamian za masaż Guttmann polecił go drużynie, a Hirschl rozpoczął karierę trenerską niemal przypadkowo. Dostał pracę w argentyńskiej Gimnasii y Esgrima, stawiał na młodych i taktyczną nowość. Wygrał. Potem wygrał podwójną koronę z River Plate. Potem trafił na zakaz działalności w Argentynie wskutek afery ustawiania meczów i musiał przenieść się dalej.

W 1949 roku objął Peñarol w Montevideo. Jednym z jego pierwszych posunięć był awans dwudziestodwuletniego Alcidesa Ghiggii do pierwszego składu – ku powszechnemu zdumieniu. Ghiggia stał się kluczowym ogniwem escuadrilla de la muerta, linii ataku, która przyniosła Peñarolowi trzy ligowe tytuły. Gdy selekcjoner reprezentacji Urugwaju podał się do dymisji, federacja chciała Hirschla – ale sympatycy rywala Peñarolu, klubu Nacional, nie mogli zaakceptować kogoś o tak bliskich związkach z wrogiem. Nominację zatwierdzono w tajemnicy, po czym nigdy oficjalnie nie ogłoszono. Pięć tygodni przed mundialem Urugwaj wybrał Jana Lópeza. Hirschl jednak trwał w cieniu: kapitan drużyny Obdulio Varela utrzymywał z nim regularny kontakt i czerpał taktyczne wskazówki przez cały turniej. Sześciu z jedenastki, która zagrała w decydującym meczu – w tym obaj strzelcy – było zawodnikami Peñarolu.

Do turnieju zgłosiło się zaledwie trzydzieści jeden z siedemdziesięciu trzech członków FIFA, a i tak fala wycofań przed startem doprowadziła do organizacyjnego chaosu. Japonia była zawieszona za niepłacenie składek, Niemcy wciąż pozostawały poza FIFA po rozwiązaniu tamtejszej federacji po wojnie. Szkocja zakwalifikowała się jako wicemistrz Home Championship – brytyjskie federacje po raz pierwszy zdecydowały się wziąć udział w mundialu – lecz odmówiła przyjazdu, bo nie wygrała tej rywalizacji. Turcja wyeliminowała Syrię, a potem sama się wycofała. Francja przyjęła zaproszenie do obsadzenia wolnego miejsca, by następnie zrezygnować, gdy zorientowała się, jak wiele podróży czeka ją po dotarciu do Brazylii. Indie miały wejść bez gry eliminacyjnej po wycofaniu się Birmy, Indonezji i Filipin, lecz i one w końcu zrezygnowały – rzekomo dlatego, że nie pozwolono im grać boso, choć to mit. Ostatecznie na starcie stanęło trzynaście drużyn.

Format nie przewidywał finału. Trzynaście zespołów podzielono na cztery grupy o nierównej liczbie uczestników: dwie czterozespołowe, jedną trzyzespołową i – po rezygnacji Francji – jedną dwuzespołową. Zwycięzcy grup awansowali do finałowej rundy grupowej, w której cztery drużyny grały systemem każdy z każdym, a mistrz świata wyłaniany był bez żadnego meczu finałowego. Urugwaj, Brazylia, Szwecja i Hiszpania trafiły do tej rundy. Brazylia rozgromiła Szwecję 7:1 i Hiszpanię 6:1 – Urugwaj ledwo utrzymał się w grze, remisując z Hiszpanią i pokonując Szwecję dopiero w końcówce. O wszystkim miał więc rozstrzygnąć ostatnie spotkanie, gdzie Brazylia mierzyła się z Urugwajem.

16 lipca 1950 roku przed ponad 170-tysięczną widownią Brazylii wystarczał remis. Varela mówił do kolegów: patrzcie na przeciwników, nie na trybuny. Do przerwy był remis 0:0. W przerwie Varela uderzył brazylijskiego obrońcę Bigode – ponoć z ostrzeżeniem, że jeśli jeszcze raz sfauluje Ghiggię, będzie żałował. Obaj gracze bagatelizowali incydent, ale w mitologii Maracanazo ten gest urósł do rangi psychologicznego przełomu.

Dwie minuty po przerwie Friaça dał Brazylii prowadzenie. Varela natychmiast zaprotestował, że gol padł z ofsajdu, żądał tłumacza – i zanim wznowiono grę, minęło siedem minut. W 66. minucie Varela obsłużył Ghiggię, ten wyminął Bigode i dał piłkę Juanowi Schiafino, który trafił do siatki. Stadion zamarł. Chwilę później Ghiggia znowu ruszył prawym skrzydłem. Brazylijski bramkarz Barbosa spodziewał się podania – zamiast tego Ghiggia uderzył w bliższy słupek. Brazylijski komentator Luiz Mendes sześć razy powtórzył „gol Urugwaju" w różnych intonacjach – jakby przechodził przez kolejne stadia żałoby. Brazylia miała jedenaście minut. Nie strzeliła.

Jules Rimet znalazł Varelę na murawie po końcowym gwizdku i wręczył mu trofeum bez ceremonii, wśród paraliżującej ciszy. Urugwajczycy zostali ostrzeżeni, by nie wychodzić wieczorem z hotelu. Wyszli – i nikt ich nie tknął, bo Brazylijczycy byli zbyt oszołomieni, by myśleć o zemście.

Reakcja obnażyła głębsze pęknięcia w brazylijskim społeczeństwie. Za porażkę obwiniono bramkarza Barbosę i obrońcę Bigode – obaj byli czarnoskórzy. Rasistowska narracja głosiła, że czarni zawodnicy nie mają charakteru. Fakt, że sam Varela, bohater Urugwaju, był czarny, nie robił na nikim wrażenia. Barbosa cierpiał przez resztę życia. W sklepie w 1970 roku usłyszał, jak jakaś kobieta mówi synkowi, wskazując na niego: „To ten człowiek, który sprawił, że cała Brazylia płakała." „W Brazylii najwyższy wyrok wynosi trzydzieści lat," powiedział przed śmiercią w 2000 roku. „Ja odsiedziałem pięćdziesiąt."

Jedynym wymiernym owocem klęski był nowy strój. Federacja ogłosiła konkurs na koszulkę w narodowych barwach zamiast pechowej białej. Wygrał dziewiętnastoletni ilustrator Aldyr Garcia Schlee – który sam kibicował Urugwajowi i w dniu feralnego meczu siedział w kinie po drugiej stronie granicy. To on dał Brazylii kultowe żółte koszulki.

Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

Fenomen5piorunów

Niesamowita historia, Brazylia to ma w ogóle jakieś takie dziwne "szczęście" do zapisywania się w historii piłki nożnej 😉 Aż mi się przpomniało jak Niemcy ich rozgromili w 2014 roku 7 do 1 - wydaje mi się, że ta piłkarska trauma do dzisaj odbija się czkawką w Brazyli 😉

Mistrz

w Piłka nożna

15piorunów

Mundial 1938 – ostatni walc starej Europy

W lutym 1937 roku Hugo Meisl, twórca austriackiego Wunderteam, dostał zawału serca w trakcie rozmowy w biurze federacji. Zanim lekarz zdążył przybyć, był już martwy. Miał pięćdziesiąt pięć lat. Razem z nim umarła złota era wiedeńskiej piłki nożnej.

Rok później, w marcu 1938, Niemcy wkroczyły do Austrii. Austriacka federacja wysłała do FIFA telegraf: „Przepraszamy, odwołujemy zgłoszenie do mundialu. Austriacka federacja przestała istnieć." Nie tylko federacja przestała istnieć. Turniej we Francji w czerwcu 1938 roku odbywał się już w cieniu nadchodzącej katastrofy.

Przyłączenie Austrii do Rzeszy postawiło przed selekcjonerem Niemiec Seppem Herbergerem nierozwiązywalne zadanie: zlepić w jedną drużynę dwie kadry o odmiennych filozofiach gry i wzajemnej niechęci. Niemcy grali bezpośrednio i fizycznie, Austriacy – kombinacyjnie, w stylu wiedeńskich kawiarni. Spięcia na treningach były na porządku dziennym. W szatni Fritz Szepan, idol Niemców, po popisowym żonglowaniu przez Austriaka Strohla sam wykonał podobną ewolucję, po czym uderzył piłką tuż nad głowami kolegów, mamrocząc obelgi pod nosem. To nie była drużyna zdolna zagrać razem.

Gwiazda Wunderteam Matthias Sindelar – „Papierowy Człowiek", najelegantszy piłkarz epoki – niedługo przed mistrzostwami świata ogłosił koniec kariery i nie pojawił się w składzie. Herberger nie miał narzędzi, by go zatrzymać. Sindelar zginął na początku 1939 roku w swoim mieszkaniu z powodu wycieku gazu. Wiedeńscy emigranci chcieli widzieć w nim antyniemiecką ikonę, artystę, który nie mógł przeżyć śmierci swojego miasta. Prawda była bardziej prozaiczna: w czasie meczu "zgody" który odbył się pomiędzy reprezentacją Niemiec a drużyną "Ostmark" wkrótce po Anschlussie, całość 22 piłkarzy wykonało nazistowski salut w czasie hymnu, zaś m.in. Sindelar publicznie zachęcał do zagłosowania na tak by potwierdzić przyłączenie Austrii do Niemiec.

Niemcy, złożone z dziewięciu Austriaków i kilku Niemców, przegrały z Szwajcarią już w pierwszej rundzie: po remisie 1:1 poległi w powtórce 2:4. Szwajcarzy, zagrzewani przez wrogie faszystom paryskie trybuny, zagrali ponad swoje możliwości. Rok wcześniej Niemcy rozgromili Danię 8:0 w słynnym meczu pokazującym moc Breslau-Elf. Teraz odpadli w pierwszej rundzie. „Niemcy i Austriacy wolą grać przeciwko sobie nawet wtedy, gdy są w jednej drużynie" – skwitował dziennikarz Christian Eichler.

Mistrz – Włochy – rozpoczynał w Marsylii. Gdy zawodnicy wykonali faszystowski salut przed meczem z Norwegią, zalały ich gwizdy. Pozzo powiedział graczom, że reprezentują Ojczyznę, nie system polityczny, i kazał powtórzyć gest. Włosi wygrali 2:1. W ćwierćfinale z Francją Rzym nakazał zawodnikom wystąpić w czarnych koszulkach zamiast zwykłych białych – symbolika była celowo prowokacyjna. Włochy grały wśród gwizdów przez całe spotkanie, lecz wygrały 3:1.

Przed półfinałem z Brazylią Pozzo wysłał swojego bramkarza z 1934 roku, Giampiera Combiego, na mecz Brazylijczyków. Combi wrócił z oceną, że rywale są technicznie utalentowani, lecz taktycznie „zerem", i radził grać z kontry. Leônidasa da Silvę, brazylijskiego asa, który wcześniej strzelił hat tricka w zwycięstwie 6:5 z Polską i próbował grać boso na rozmokłym boisku w Strasburgu, przed tym meczem odstawiono na ławkę. Włochy wygrały 2:0, wynik w końcówce ustalił Meaza, któremu urwała się gumka od spodenek. Kapitan włoskiej drużyny przytrzymał je jedną ręką, a drugą spokojnie ustawił piłkę na 11 metrze, po czym posłał ją do siatki.

Drużyna Pozzo była w dużej mierze odmieniona w porównaniu z 1934 rokiem – tylko dwóch zawodników wystąpiło w obu finałach: pomocnik Ferrari i wielki Meazza. Bramkarzem był Aldo Olivieri, zwany il Gatto Magico, który przeżył wypadek skutkujący pęknięciem czaszki; jego zwinność miała być efektem lekcji baletu narzuconych przez trenera.

W finale Włochy zmierzyły się z Węgrami, którzy w półfinale rozbili Szwecję 5:1. Przed meczem selekcjoner Dietz podjął zdumiewającą decyzję: z jedenastki wypadł Toldi, najgroźniejszy fizycznie napastnik Węgrów, a za nim podobno dwóch kolejnych zawodników odpadło w proteście. Na Węgrzech przez dekady szeptano, że mecz był ustawiony – Budapeszt potrzebował włoskiej przychylności wobec rewizji traktatu z Trianon. Historyk Péter Szegedi odrzuca tę tezę: gdyby Włochy miały wygrać za wszelką cenę, logiczniej byłoby odsunąć Sárosiego lub Zsengellera, który strzelił pięć goli w turnieju. Bardziej prawdopodobne, że Dietz chciał po prostu błysnąć nieoczekiwanymi decyzjami.

Wynik nie pozostawiał wątpliwości: 4:2 dla Włoch, dwa gole Colaussiego i dwa Pioli. Pozzo siedział na trybunach – formalnie nie posiadał kwalifikacji trenerskich i nie wolno mu było prowadzić drużyny z ławki. Polecenia przekazywał asystentom, mieszając dialekty piemoncki i genueński, by nie dało się go rozgryźć.

Trofeum Rimeta złożono w banku we Włoszech. Gdy w 1943 roku Niemcy zajęły kraj, działacz Ottorino Barassi wyniósł puchar z banku i ukrył go w pudle po butach pod łóżkiem. Dzięki temu mundial 1950 roku mógł w ogóle dojść do skutku.

*

Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

Kosmonauta2piorunów

@bojowonastawionaowca z tekstu wynika, że Maeza strzelił z ręki? Czy to nie byłby skandal? W typie tego z Maradoną? Bo chyba wtedy też nie było można rękami grać 😅

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Sport

1piorunów

jaki whnik?

  • Katar5%
  • Szwajcaria70%
  • Remis25%

20 głosów

Lider3piorunów

za poziom gry obie druzyny odeslalbm juz do domu

Autorytet2piorunów

@100mph za poziom gry to póki co wszyscy są do wyjebania xD

Co prawda nie widziałem żadnego całego meczu, ale jednak.

Lider0piorunów

@zachlapany_szczypior amerykanie zagrali ladnie, kanadyjczycy nawet nawet

Autorytet0piorunów

@100mph Kanada kopała się w czoło. Murica nawet cos tam może i kopała, ale z kim.

Lider0piorunów

@zachlapany_szczypior cala ta faza grupowa jest chuja warta

Pokaż więcej komentarzy (8)

Mistrz

w Piłka nożna

26piorunów

Mundial 1934 – triumf faszyzmu

Gdy w sierpniu 1933 roku austriacki kanclerz Engelbert Dollfuß przybył do włoskiego kurortu Riccione na rozmowy z Benito Mussolinim, ten pływał sobie w morzu i nie kwapił się do powrotu na brzeg. Dollfuß wynajął łódkę i wiosłował do niego sam. Na plaży obaj politycy tworzyli wymowny obrazek: potężny Mussolini w samych kąpielówkach i niespełna metr pięćdziesiąt mierzący kanclerz w oficjalnym garniturze. Różnica między nimi była przekazem samym w sobie: Italia silna i nowoczesna, Austria słaba i staroświecka. Sześć miesięcy wcześniej Włochy uzyskały prawo organizacji mistrzostw świata 1934 roku. Dla Mussoliniego była to bezcenna okazja.

Dyktator nie był zapalonym kibicem, lecz doskonale rozumiał propagandowy potencjał sportu. Od 1925 roku państwo systematycznie inwestowało w piłkę nożną: otwarto ligę zawodową, wybudowano stadiony, nakazano łączenie lokalnych klubów w wielkomiejskie podmioty, a obcokrajowców wydalono z rozgrywek – choć szybko znaleziono furtkę, zaczęto sprowadzać piłkarzy włoskiego pochodzenia z Ameryki Południowej, zwanych oriundi. „Kiedy rywalizujecie za granicą," mówił Mussolini do włoskich sportowców, „honor narodu powierzony jest waszym mięśniom i przede wszystkim waszemu duchowi."

Architektem reprezentacji Włoch był Vittorio Pozzo – człowiek, który zakochał się w piłce nożnej w Anglii, przyjaźniąc się z zawodnikami Manchesteru United i studiując angielski futbol od podszewki. Jego system zwany metodo był odmianą formacji W-M, w której środkowy pomocnik zachowywał funkcję rozgrywającą. Pozzo był człowiekiem zasad i mistrzem zarządzania drużyną: gdy piłkarz Ferraris pobił się z kolegą, selekcjoner posadził obu do jednego pokoju i dał każdemu kawałek karmelu, by „posłodzić im usta". Gdy ten sam Ferraris zaczął nadużywać alkoholu, Pozzo osobiście pojechał do jego baru i przekonał go do powrotu. Ferraris ponadto ograniczył papierosy z czterdziestu do dwóch dziennie i wrócił do kadry.

Najgroźniejszym rywalem Włoch była Austria ze swoim Wunderteam prowadzonym przez Hugo Meisla. Obaj trenerzy znali się od olimpiady w Sztokholmie w 1912 roku i zaprzyjaźnili, choć w czasie I wojny światowej walczyli po przeciwnych stronach frontu. Serce austriackiej gry biło w Matthiasie Sindelarze, zwanym „Papierowym Człowiekiem" – szczupłym, inteligentnym napastniku kochającym cofać się głęboko i budować akcje. Dla Mussoliniego ten piłkarz był ucieleśnieniem wszystkiego, czym Italia być nie powinna: zbyt delikatny, zbyt artystyczny, zbyt wiedeński.

Organizacja turnieju stała się dla reżimu projektem prestiżowym. Wszystkie bilety drukowano na luksusowym papierze – jako pamiątki. Futurystyczny artysta Filippo Marinetti zaprojektował oficjalny plakat z potężną sylwetką piłkarza w narodowej koszulce z fasces w rogu. Mussolini ufundował własne trofeum – Coppę del Duce, brązową rzeźbę sześć razy wyższą od pucharu Rimeta. Urugwaj odmówił przyjazdu w odwecie za europejski bojkot pierwszego mundialu. Argentyna wysłała amatorską kadrę, która przegrała jedyny mecz. Cztery drużyny z Ameryk rozegrały łącznie zaledwie cztery mecze. Anglii zaproponowano zaproszenie i pokrycie kosztów – odmówiła, bo sekretarz FA Frederick Wall dobrze pamiętał atmosferę z meczu w Rzymie w 1933 roku, gdy tłum skandował imię Mussoliniego.

W ćwierćfinale Włosi trafili na Hiszpanię i stanęli przed najtrudniejszym zadaniem całego turnieju. Bramkarz Zamora bronił fenomenalnie, wynik 1:1 wymagał powtórki następnego dnia. Zamora nie mógł już zagrać z powodu kontuzji, Hiszpania musiała dokonać sześciu zmian. Włosi wygrali 1:0 golem Meazy.

Półfinał z Austrią na San Siro był kulminacją całego turnieju. Kilka godzin wcześniej przelała się gwałtowna burza, zamieniając murawę w błoto – na ciężkim terenie kombinacyjna gra Austrii traciła na wartości. Sędziował Szwed Ivan Eklind, najmłodszy arbiter turnieju, wokół którego krążyły plotki o niezbyt przypadkowej nominacji. Monti brutalnie zagłuszył Sindelara; „Papierowy Człowiek" po meczu trafił wprost do kliniki ortopedycznej. Jedyną bramkę strzelił Guaita. Meisl skomentował krótko: „Było niemożliwe pokonać Włochy w takich warunkach."

Finał przeciwko Czechosłowacji rozegrany w upalny czerwcowy dzień w Rzymie okazał się dramatyczny. W 71. minucie Puč wyprowadził Czechów na prowadzenie. Chwilę potem Svoboda trafił w słupek. Pozzo siedział w kurtce, którą nosił przez cały turniej, z odłamkiem kryształowego pucharu Švehla w kieszeni – swoim talizmanem. Na dziewięć minut przed końcem Orsi zdobył wyrównanie efektownym strzałem z woleja. W dogrywce Schiavio strzelił zwycięskiego gola i Italia triumfowała 2:1.

Mussolini wręczył Coppę del Duce, Rimet podał swoje trofeum, a Pozzo pędził telefonować relację do „La Stampy". Belgijski sędzia Langenus skomentował turniej z goryczą: „W większości krajów mundial nazwano sportową fiaskiem, bo oprócz woli zwycięstwa wszystkie inne względy sportowe były nieobecne." Włoska prasa odpowiedziała entuzjazmem. Florentyński tygodnik „Il Bargello" ogłosił, że triumf jest „afirmacją całego narodu, dowodem jego wirylnej i moralnej siły". Piłka stała się instrumentem państwowej propagandy – i to instrumentem, który zadziałał.

*

Tekst został napisany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

Sum0piorunów

faszyzm, klęczyzm, tęczyzm...te nowe mundiale też mają swoje odchyłki, ale w drugą stronę

Osobistość10piorunów

@darkonnen No bez jaj. Klękanie przed meczem czy noszenie tęczowej opaski to coś z czym można się nie zgadzać, nie popierać i uważać za bzdurne i nic nie wnoszące gesty, ale porównywać to do faszyzmu to już przesada.

Gruba ryba8piorunów

@darkonnen jesteś upośledzony?

GURU2piorunów

Gdzie to zdjecie kanclerza austrii na łódce? 😒

Plakat spoko.

@bojowonastawionaowca

napisany przy użyciu AI

:disappointed:

Mistrz7piorunów

@Opornik nic mądrzejszego niż autor książki nie napiszę w temacie, a kilkadziesiąt tysięcy znaków to jednak trochę za dużo na hejto, więc trzeba było nieco skrócić - a do tego AI się bardzo dobrze nadaje 😛

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

1piorunów

No k⁎⁎wa zasluzyli na brameczke. GG.

Lider4piorunów

@ostrynacienkim tagujcie jednym tagiem już dałem na czarno a mistrzostwa świata mogą być w mniej pedalskiej dyscyplinie również

Gruba ryba2piorunów

Nie mniej pedalskie jak selfi z silowni :zany_face:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Piłka nożna

14piorunów

Mundial 1930 – narodziny piłkarskiego święta

*

Z okazji tegorocznego mundialu pojawiła się całkiem ciekawa książka "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Wiadomo, kto obecnie ma czas na czytanie każdej książki, więc stwierdziłem, że zdobędę ją niekoniecznie uczciwymi (acz legalnymi w świetle polskiego prawa) środkami i, jako że AI już z pewnością ją już ukradło, poprosiłem o skompilowanie na jej podstawie nieco krótszych tekstów. Zapraszam więc na tylko nieco kradzioną podróż po dotychczasowych 22 piłkarskich mundialach, by umilić sobie tymczasowy paździerz zgotowany wszystkim kibicom piłkarskim przez Łysego z FIFA. Materiału starczy na jednym tekście dziennie do końca fazy grupowej + jeszcze troszkę, dajcie znać czy długość tekstu (~5k znaków) jest odpowiednia ;)

*

W lipcu 1930 roku w stolicy Urugwaju rozegrano pierwszy w historii turniej o mistrzostwo świata w piłce nożnej. Był to projekt, który przez lata nosił w głowie Jules Rimet – Francuz, prezes FIFA, katolik głęboko przekonany, że sport może łączyć narody i wyrównywać podziały klasowe. Już w 1897 roku założył w Paryżu klub Red Star, w którym zakazał podziałów stanowych i organizował wieczory poetyckie dla robotników. Gdy w 1921 roku objął fotel prezesa FIFA, postanowił stworzyć turniej będący piłkarskim odpowiednikiem Ligi Narodów. Inauguracyjny mundial był jego spełnionym marzeniem – choć rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana niż ideał.

Wybór gospodarza nie był przypadkowy. Urugwaj był wówczas dwukrotnym mistrzem olimpijskim – triumfował w Paryżu w 1924 i Amsterdamie w 1928 – i uchodził za najlepszą drużynę świata. Kraj obchodził stulecie niepodległości, co czyniło rok 1930 symbolicznie idealnym. Urugwajczycy zobowiązali się pokryć koszty podróży wszystkich uczestników i wznieść nowy stadion. Architekt Juan Antonio Scasso zaprojektował Estadio Centenario – pierwszy stadion świata z żelbetonu, z wieżą o dziewięciu kondygnacjach symbolizujących pasy urugwajskiej flagi. Był jednak jeden problem: ulewne deszcze opóźniły budowę i obiekt nie był gotowy na mecze inauguracyjne.

Urządzenie turnieju w Ameryce Południowej zraziło Europejczyków. Większość federacji kontynentalnych nie miała ani funduszy, ani woli, by wysyłać drużyny za ocean. Europę reprezentowały ostatecznie zaledwie cztery zespoły: Francja, Belgia, Rumunia i Jugosławia. Japonia i Syjam wycofały się przed turniejem, Egipt spóźnił się na statek w Marsylii. Na starcie stanęło trzynaście drużyn.

Francja, Belgia i Rumunia wypłynęły razem liniowcem „Conte Verde". Rejs trwał ponad dwa tygodnie. Lucien Laurent, napastnik Francji i przyszły autor pierwszego gola w historii mistrzostw, wspominał tę podróż z rozrzewnieniem: nie było żadnej taktyki, zawodnicy biegali po pokładzie, słuchali kwartetu smyczkowego i dobrze się bawili. Dopiero po latach docenili swoje miejsce w historii. Na pokładzie był też Jules Rimet, który wygrał konkurs taneczny w papierowym kapelusiku. Kapitan Francji Alexandre Villaplane cieszył się zaś reputacją błyskotliwego piłkarza i bywalca kasyn – jego dalsze losy okazały się mroczne: kolaborował z nazistami jako szef francuskiego Gestapo i został rozstrzelany w 1944 roku.

Inauguracyjne mecze rozegrano 13 lipca 1930 roku na dwóch skromnych obiektach, bo Centenario wciąż stało w rusztowaniach. Na mniejszym stadionie padła pierwsza bramka w historii mundiali: Lucien Laurent przyjął piłkę i pewnym wolej posłał ją do siatki w 19. minucie meczu Francja–Meksyk. Był 14 lipca, Dzień Bastylii. Turniej obfitował w incydenty godne amatorskiej imprezy: linie rzutów karnych zaznaczono w złym miejscu, policja wchodziła na boisko, sędziowanie budziło wątpliwości. Brazylijski arbiter zakończył mecz Francja–Argentyna z sześcioma minutami przed czasem, gdy Francuzi byli o krok od wyrównania – argentyńscy kibice wbiegli na murawę świętować, a Francuzi musieli wymusić wznowienie.

Wśród zawodników uwagę przyciągał przede wszystkim Urugwajczyk José Leandro Andrade – czarnoskóry pomocnik uznawany za pierwszą globalną gwiazdę futbolu. W Paryżu w 1924 roku stał się sensacją: jego atletyzm i charyzma elektryzowały europejską publiczność nienawykłą do oglądania czarnoskórych piłkarzy na wielkich arenach. Paryskie gazety okrzykiwały go „cudownym czarnym pomocnikiem". Tańczył tango z Josephine Baker, bywał w luksusowych apartamentach, powrócił do Montevideo odziany jak dandys – w żółtych rękawiczkach i cylindrze. Jego dalsze losy były tragiczne: choroba, alkohol, bieda i śmierć w ubóstwie w wieku 56 lat.

Finał 30 lipca 1930 roku zgromadził oficjalnie ponad 68 tysięcy widzów. Belgijski sędzia John Langenus był tak przestraszony atmosferą, że wynegocjował z organizatorami własną drogę ucieczki na statek zakotwiczony w porcie. Argentyński kapitan Luis Monti przez kilka dni odmawiał gry po anonimowych groźbach śmierci. Ostatecznie pojawił się na boisku, lecz grał blado – „dosłownie bez duszy", jak odnotował „El Gráfico". Do przerwy Argentyna prowadziła 2:1, lecz Urugwaj odwrócił wynik. Ostatnią bramkę na 4:2 w ostatniej minucie strzelił Héctor Castro – człowiek, który w dzieciństwie stracił rękę w wypadku z piłą. Rimet wręczył trofeum, Langenus zdążył uciec na statek.

Argentynę podczas turnieju wyróżniał Guillermo Stábile – środkowy napastnik, który zdobył osiem bramek w pięciu meczach i został najskuteczniejszym strzelcem pierwszego mundialu. Paradoksalnie, cztery spotkania turnieju były jedynymi w jego reprezentacyjnej karierze. Urugwajczycy zaś wystawiali czterech zawodników, którzy grali we wszystkich trzech wielkich finałach – olimpijskich i mundialowym: Nasazziego, Scarone'a, Andradego i Ceę.

W Buenos Aires nastał mrok. Tłum zaatakował urugwajską ambasadę, kobietę powiewającą urugwajską flagą obrzucono kamieniami. Argentyńska prasa ogłosiła swoich „moralnymi mistrzami". „El Gráfico" pytał gorzko, czy międzynarodowe turnieje są w ogóle warte zachodu, skoro zamiast braterstwa przynoszą przemoc i upokorzenie. Wzorzec był gotowy – i miał się powtarzać przez kolejne dekady.

Tekst został napisany przy użyciu AI. Zdjęcia zaczerpnięte z _tej_ strony.

Fanatyk

w Piłka nożna

17piorunów

Mundial 2026: Meksyk pewnie pokonał RPA w meczu otwarcia

Od zwycięstwa rozpoczęli zmagania w mistrzostwach świata piłkarze Meksyku, którzy w meczu otwarcia pewnie pokonali Republikę Południowej Afryki 2:0. Pełne ręce roboty miał arbiter tego spotkania Brazylijczyk Wilton Sampaio, który pokazał trzy czerwone kartki. #sport #pilkanozna #mundial

Gruba ryba

w Hydepark

8piorunów

Mistrzostwa Świata w piłkę kopaną czas zacząć, ceremonia otwarcia właśnie się zaczęła. Pierwszy mecz Meksyk-RPA o 21.

i Meksykańskiego Lady Punk mają XD.

Gruba ryba2piorunów

@Hoszin ja tam czekam z niecierpliwością na mecz otwarcia - zaraz ide sie przebrać i będę jad strusia

Pokaż więcej komentarzy (2)