Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zegarki

Fenomen

w Pracbaza

19piorunów

Ale sikor dostałem od kolegów w pracy. Za⁎⁎⁎⁎sty jest! 💚

Mistrz3piorunów

@Arkil i to na tej złej ręce noszony, jak ja :p

Fenomen2piorunów

@cebulaZrosolu i powiedz mi jeszcze, że jesteś leworęczny xD

Osobistość7piorunów

hilfiger, teraz cipki będę klękały przed tobą jak zobaczą Sikora, one kochają tę markę xd

Fenomen2piorunów

@MementoMori w końcu! 😈
Człowiek tyle lat się nad tym głowił, a wystarczył jeden prosty trik! 🙃

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

2piorunów

Planuję zrobić sobie prezent na święta i mam rozkminę.

Ma może ktoś tutaj zegarek od Luminox albo Traser i może podzielić się wrażeniami?
Myślałem jeszcze nad jakimś G-SHOCK. Ten ostatni fajnie byłoby gdyby miał powiadomienia BT o połączeniach i wiadomościach. Z innych funkcji smartwatch nie korzystałem więc typowy smartwatch odpada bo 2 leżą w szufladzie, a trzeci nosi córka.

Lider1piorunów

@jarezz ze swojej strony w stylu gshock to polecam Garmin instinct 2x
Bez aktywności masz spokojnie kilka tygodni na baterii (dla mnie najważniejsza rzecz) latem ładowanie solarne więc Infiniti powa
Lampka LED biała i czerwona- niby śmieszny gadżet ale tego używam bardzo często, zwłaszcza czerwonej wieczorem albo jak idę do dzieci.
No i dizajn mi się podoba oraz wytrzymałość, a przypomnę jestem rusztowaniowcem obecnie.

Lider1piorunów

A no i jeszcze masz powiadomienia o połączeniach, smsy, wiadomości ze wszelkich komunikatorów i możesz odpisać predefiniowaną wiadomością.
Do tego śledzenie snu, aktywności sportowe, ja korzystam bardzo że śledzenia spalonych kalorii.

Gruba ryba0piorunów

@AdelbertVonBimberstein to śledzenie kcal to w tle non stop czy trzeba włączać i wyłącza w treningu?

Lider1piorunów

@jarezz śledzi ci aktywności oczywiście ale również non stop po tętnie ci oblicza, bez włączonej aktywności. Jest opcja, że samo ci wykrywa kiedy chodzisz i jest to albo w miarę dokładne, albo się faktycznie w jakiś sposób ciebie uczy.
Bo widzę różnicę między leniwym dniem (spalone ze 200kcal) a zapierdzielem (800+ kcal).

Fenomen0piorunów

@jarezz dobry smartwatch ma bardzo wiele zalet. Ja noszę zna zmianę Amazfita GTR i Apple Watch. I cholernie trudno już mi się przesiadać na „analoga”.

Gruba ryba0piorunów

@Astro używałem Amazfit Trex, Huawei dwa modele i jakoś mnie nie kręcą.

Fenomen1piorunów

@jarezz ja mam taniego gtr 2 bo chciałem sprawdzić jak działa z iphonem i jaka w ogóle mają jakość.
Apple Watch używam do „rywalizacji” z różową. O ile sam zegarek jest brzydki jak cholera, nad jego działeniem to myślał jakiś pojeb to jednak jest stabilny i wspaniale współpracuje z gejfonem.
Krótko też korzystałem z Whitnigsa ale psują się na potęgę a serwisu w Polsce nie ma.
Jeśli jakimś cudem ktoś zrobi smart ringa do Apple to wracam do zegarków analogowych.

Fenomen1piorunów

@jarezz mam Luminoxa i Trasera.
Luminox porząday, metalowa koperta.
Traser plastikowa zabawa.
Mechanizmy to „porządne” chińczyki.
Trasera nie nosiłem z 6 lat. Luminoxa (nawet chyba rozważam sprzedaż) odkąd zmieniłem smartwatcha czyli ok roku.

Gruba ryba0piorunów

@Astro dzięki za opinię. Czyli raczej Luminox?

Fenomen1piorunów

@jarezz zdecydowanie. Jak będziesz kupował to daj znać. Zobaczę czy mam jeszcze zniżki.

Gruba ryba0piorunów

@Astro gdzie polecasz zakup? Glycine brałem na Zegarownii.

Fenomen1piorunów

@jarezz nie pamiętam kto jest teraz dystrybutorem ale ja bym brał bezpośrednio :) mogę jutro zapytać jak nie zapomnę :)
Ja kupowałem jeszcze jak Togo było dystrybutorem.

Gruba ryba0piorunów

@Astro a jak to szkło mineralne w Luminoxach?

Fenomen0piorunów

@jarezz bardzo poprawnie. Nigdy jakoś nim się nie przejmowałem, nie ma żadnej ryski.
Jedyny mankament to nie mogę teraz do niego dobrać teleskopów :/ nie wiem na czym to polega ale często mi wypadały. Aż trafił na półkę

Fenomen1piorunów

@jarezz nie wiem czy widać że rys nie ma :/

Gruba ryba0piorunów

@Astro a masz zdjęcie jak w nocy wygląda podświetlenie?

Fenomen1piorunów

@jarezz postaram się jutro zrobić ale raczej zdjęcie nie oddaje dobrze podświetlenia.
Poza tym mój zegarek jest z 2011 roku. Tryt już świeci połowę słabiej.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Osobistość

w Hydepark

12piorunów

Pokazywałem już ten zegarek przed "zrobieniem", tutaj zamieszczam foty przed i po ingerencji.
Sława mechaniczna z małym, damskim mechanizmem 1601, 17 kamieni, 21600 BPH. Widać, że to już schyłek Sojuza, lata 90-te, oszczędność na wszystkim i jednocześnie poszukiwanie atrakcyjnej formy, przeznaczenie na rynek wewnętrzny. Zegarek ciekawy o tyle, że koperta to plastikowy monolit, dodatkowo inny kształtem niż pozostałe, a wielkością coś między dużą damką a małym męskim.

Koperta jest jednocześnie jego przekleństwem.
Może w oryginale wychodził inaczej, może były jakieś zabezpieczenia przeciw wilgoci, ale tutaj niet. Kupiłem go razem z innymi w pakiecie (nie wiem, może jednostkowo to była inwestycja rzędu 10 zł), jako niesprawny. Po oględzinach widać było wewnątrz ślady rdzy, tzn. wilgoć wtargnęła do środka i narobiła spustoszeń. Przy koronce i pod wałkiem brak jakichkolwiek uszczelnień, więc nic dziwnego, że ruda chrupała z tej strony. Okruchy podczas np. nakręcania oddzielały się i szły w mechanizm, blokując obrót kół zębatych. Od strony szkła również brak zabezpieczeń, jest po prostu wciśnięte w kopertę. Ech.

Mechanizm rozebrany, umyty i nasmarowany, wyregulowany w granicach rozsądku (tu niezbyt zależało mi na szczególnej dokładności wskazań). Wałek oczyszczony z rdzy papierem ściernym, nasmarowany, dorobione szczątkowe uszczelnienie - ot, tak, żeby było lepiej, niż jest. Szkło było kiedyś lekko pęknięte, chyba przy wyjmowaniu nie wytrzymało naprężeń, widać to na godz. 3. Zegarek był dość mocno uderzony, wgniecenie widać w okolicach koronki, mimo polerowania nie udało się usunąć śladu. Ktoś przede mną wklejał je jakimś klejem, pozostały ślady na obrzeżach, prawdę mówiąc dopiero na zdjęciu zaczęło mnie to razić, nie wiem dlaczego nie zwróciłem na ten szczegół więcej uwagi i nie usunąłem tego. Na żywo nie jest to tak widoczne.
Szkło wypolerowane, również zamocowałem i uszczelniłem elastycznym klejem. Odpryski na tarczy podmalowane, wskazówki lekko przepolerowane z rdzawych zacieków. Pasek nowy, parciany Chińczyk. Gotowy do noszenia.
BTW, fotografowanie ciemnych, błyszczących paprochów to mordęga, każdy paproch jest widoczny. Normalnie wygląda lepiej, niż na zdjęciu.

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Siema,

Żona szuka zegarka do 800 cebulionów. Czy w tej kwocie są jakieś sensowne marki, które moglibyście polecić? Ja na zegarkach się nie znam, mam Casio za stówę, a jedyny sklep jaki kojarzę to Swiss, a tam w ofercie głównie Tommy, Lacoste, Boss i inne gówno.

Z tego, co udało się ustalić, to zegarek ma nie być sportowy, tarcza ma być okrągła i to kurde wszystko, także za wiele nie wiadomo 😛

Kompan2piorunów

@Piechur w tej cenie też już na luzie będzie szkło szafirowe. Polecam odfiltrować inne

Fanatyk1piorunów

@Unholy_Duck dokładnie. W tej cenie to wygląd i szkło szafirowe powinny być głównymi cechami

Pokaż więcej komentarzy (18)

Koneser

w Zegarki

15piorunów

Bulova 96K111 + racing green. Podoba mi się taka kolorystyka, pasek z CNS bands. Miał służyć w innym zegarku, ale ładnie siadł do tej tarczy :)

Fanatyk5piorunów

@nocnyfilm - ostatnimi czasy w zegarkach pociąga mnie stylowa prostota, minimalizm i czytelność - tu jest bardzo blisko tego.

Osobistość1piorunów

Bardzo dobrze wygląda. Żałuję tylko, że ta Bulova jest taka duża. Dla mnie osobiście 40mm to już jest dużo. Zwykle szukam 38 albo i nawet 36.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Hydepark

11piorunów

O, to jest fajny model: Sława "tank".

Tutaj mamy automat na 27 kamieniach w wersji eksportowej, lata 80-te, w tej samej stylistyce była też wersja kwarcowa.
Spory zegarek, ciężki, masywny, kształt niby "kostka" ale lekko zaokrąglony, czyli "tonneau" (beczka). Zintegrowana bransoleta. Koperta chromowana w dwu rodzajach wykończenia, w większości połysk a płaszczyzny sąsiadujące z bransoletą - szczotkowanie. Znów mamy tarczę w kontrastowych kolorach czerni, srebra i bieli, krępe wskazówki, do tego sekundnik - chorągiewkę. W poprzek tarczy moletowany pas, w którego obrębie symetrycznie znajduje się logo producenta i rozbudowany kalendarz z dniami tygodnia i datą. Szybka zmiana daty odbywa się przez specjalny przycisk z boku koperty a szybka zmiana dni tygodnia - przez wyciągnięcie koronki. Niestety, komplikuje to budowę kalendarza, jego serwis to istna mordęga - jest najbardziej złożony ze wszystkich sowieckich rozwiązań.
Kupiony jako sprawny, nieserwisowany, szkiełko i koperta lekko przepolerowane. Widoczne zadrapania i przetarcia chromu na narożnikach koperty, nie da się ich usunąć. Mam na podmianę kopertę w lepszym stanie z pękniętym szkłem, a na razie noszę tak.

Osobistość

w Hydepark

18piorunów

Znowu Sława, tym razem heksagon, czyli moja "heksa".
Początki poszukiwań na targu staroci, wtedy można jeszcze było coś znaleźć i za grosze kupić. Ta kosztowała 20 zł, była niesprawna i ze szkłem silnie podrapanym, ale na szczęście całym. Na szczęście, bo takie szkła fasonowe są do kupienia tylko z "dawcą narządów", czyli popsutym zegarkiem, robiącym za bank części zamiennych.
Oczywiście padnięty balans, wytarte czopy osi koła balansowego - taka już uroda tych mechanizmów. Cały balans miałem NOS, podmieniłem. Mechanizm umyty i naoliwiony, wyregulowany, koperta domyta i przepolerowana, najwięcej pracy włożyłem w doprowadzenie szkła do porządku. Wielokrotne polerowanie wodnym papierem ściernym gradacji 1500 i 2500, a potem pastą polerską, efekt dało całkiem niezły. Pasek nowy, chiński, z kontrastowym przeszyciem, w kolorystyce tarczy.
Wersja eksportowa z lat 80-tych, mechanizm manualny 2414 z kalendarzem, 21 kamieni. Mimo nietypowego kształtu, cała forma, zarówno koperty jak tarczy i wskazówek, jest bardzo prosta i czytelna. Rozmiar w sam raz na mniejszy męski, większy damski (ale katalogowo przeznaczony był dla panów).
Drugi taki, w innej wersji kolorystycznej, pomału dłubię w wolnych chwilach.

Osobistość

w Hydepark

18piorunów

Sława czyli Chwała, post 3/3.

Kończymy dziś serię wpisów o historii istnienia 2. Moskiewskiej Fabryki Zegarków, czyli "Sławy". Następnie będą publikowane wpisy o kolejnych uratowanych zegarkach tej (i nie tylko tej) marki.

Jest rok 1966.
W Polsce świętuje się 1000-lecie chrztu przez akcję „Tysiąc szkół na tysiąclecie Polski”. Każda z powstałych placówek jest przystosowana do pełnienia funkcji szpitala w przypadku wojny oraz posiada schron. Francuzi na Saharze przeprowadzają ostatni z siedemnastu testów atomowych – z próbami przenoszą się na atol Mururoa. LaVey zakłada Kościół Szatana. Watykan znosi „Indeks ksiąg zakazanych”. W USA rozpoczęto budowę World Trade Center (tak, tego WTC). Z Bajkonuru wystrzelono sondę księżycową Łuna 9, która z powodzeniem ląduje w Oceanie Burz (pierwsze w historii udane lądowanie na innym ciele niebieskim, pierwsze połączenie radiowe i zdjęcia z innego ciała niebieskiego). Wystrzelono biosatelitę z 2 psami, Wietierokiem i Ugołokiem, które wróciły na Ziemię po 23 dniach, ustanawiając rekord długości lotu dla psów (w jakim stanie wróciły – tego już nie wiem). Wystrzelono sondy Wenera 2 i Wenera 3, a Łuna 10 stała się pierwszym sztucznym satelitą Księżyca. Ciekawostka: wielokrotnie przesyłano z niej na Ziemię melodię „Międzynarodówki”, po raz pierwszy – podczas zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

„Sława” od początku istnienia wypuściła już blisko 100 milionów sztuk, eksportuje ponad 50% swoich produktów do 36 krajów; w 1979 r. odbiorcami będą już 72 kraje na wszystkich kontynentach. W ciągu roku wychodzi z niej ok. 2 mln zegarków damskich i 3 mln budzików, nie licząc innych czasomierzy. Inżynierowie 2. Moskiewskiej Fabryki Zegarków, we współpracy z instytutem badawczym, konstruują mechanizm męskiego zegarka 24xx, który następnie jest rozwijany – dochodzi kalendarz, automat (lichy, bo z łożyskiem ślizgowym), wskazanie dni tygodnia. W zależności od wersji, 19 do 27 kamieni, z czego kilka służy jako łożyska ślizgowe kalendarza (!). Dokładność -20/+40 sekund na dobę, czyli przeciętnie (aczkolwiek daje się wyregulować do kilkunastu sekund). Będzie on produkowany do samego rozpadu Związku Radzieckiego. Ogólnie jest udany i nawet wyjątkowy: jak żaden ze znanych mi mechanizmów, posiada dwie sprężyny napędowe w oddzielnych bębnach, co pozwala wygospodarować miejsce na duże koło balansowe. Niestety, Ruscy przedobrzyli. Aby zmniejszyć tarcie osi, ich końce są bardzo cienkie. Oś koła balansu, pomimo zabezpieczenia antywstrząsowego, jest przez to podatna na uszkodzenia w wyniku wstrząsu, a źle serwisowana – ulega szybkiemu zużyciu. Jeśli dziś kupisz męską „Sławę” i nie jest sprawna, to na 99% ma uwalone czopy balansu, niestety. Ten kaliber jest uznawany za mniej odporny i mniej niezawodny, niż inne ruskie, a szkoda, bo fabryka opracowała szerokie wzornictwo, zapewniając bardzo duży wybór paniom, panom, dzieciom i młodzieży. Choć nie miała większych pretensji do uczestnictwa w podboju Kosmosu, a głównym dostawcą zegarów dla misji kosmicznych był „Poljot”, to w 1970 r. dostarczała na potrzeby lotów załogowych zewnętrzne zespoły zegarowe do przełączania obwodów elektrycznych wg zadanego programu awaryjnego.

W 1976 r. wypuszczono pierwszą partię zegarków kwarcowych z mechanizmem 3056 na 10 kamieniach, o dokładności 2 s/d. Nie wiem, czy zachodnie zegarki porównywalnej klasy były lepsze, trwalsze, dokładniejsze, nie podejmuję się takiej oceny. Zwracam tylko uwagę, że w latach 70-tych te właśnie „Sławy” eksportowano do państw zachodnioeuropejskich, głównie do Szwajcarii. Natomiast łożyskowanie rubinami mechanizmów w dobie „rewolucji kwarcowej” i systematycznego cięcia kosztów produkcji, praktykowano tylko w drogich i luksusowych czasomierzach. Inni producenci używali ich jak najmniej (3 – 7); tak duża liczba kamieni była ewenementem. Pewnie przy opracowaniu „kwarców” pomocne było to, że w początkach fabryki produkowano tam zegary i inne urządzenia elektryczne, w latach powojennych zaś współpracowano z inżynierami francuskiego LIP-a.
W Sojuzie namiętnie wdrażano pomysły racjonalizatorskie, czasem lepsze, czasem gorsze. W tym przypadku podzielono wytwórstwo podzespołów mechanizmów między różne fabryki, a każda miała natrzaskać dosyć dla siebie i pozostałych zakładów zegarkowych. W Mińsku (Łucz) produkowano układy scalone, w Ugliczu (Czajka) – rezonatory kwarcowe, a w Kusinie – magnesy do silników krokowych. Tylko weź tu człowieku ogarnij to i zapewnij logistykę między zakładami, żeby finalnie takie puzzle poskładać w jedną funkcjonalną całość. Na tej samej zasadzie podzielonego wytwórstwa pojawiły się werki nowszego typu, 2356. Dobrą stroną takiego dywersyfikowania procesów była unifikacja podzespołów, ich powtarzalność w partiach i na dalszych etapach - między montowniami. Zasadniczo te same mechanizmy widać w „Łuczu” z Mińska, „Rakiecie” z Petrodworca, „Sławie” z Moskwy oraz niektórych „Czajkach” z Uglicza. Mówią, że szybkie przejście z zegarków mechanicznych na kwarcowe było podyktowane usterkowością tych pierwszych, ale to nieprawda. Tradycyjne werki w złoconej kopercie były produkowane równolegle do nowoczesnych i schodziły z produkcji jeszcze w latach 80 – 90, kiedy cała zachodnia produkcja pruła sobie flaki w walce o zegarek jak najtańszy.

W ciągu całej swojej historii „Sławę” opuściło 330 milionów czasomierzy, zatrudnienie znalazło tam ponad 10 tys. pracowników.
Po 1990 r., rozpadzie ZSRR i stopniowym upadku fabryki, mechanizmy sprzedawano jeszcze do Chin i Hongkongu, a spółka dysponująca prawami handlowymi funkcjonowała w dawnej fabryce „Czajki” w Ugliczu. W 2011 r. budynki 2. Moskiewskiej Fabryki Zegarków zostały wyburzone.
Taki był koniec „Sławy”.

Poniżej:
Sława kwarc z lat 80-tych, model eksportowy z późniejszym mechanizmem 2356, kupiona jako niesprawna. Fajny projekt, bezel bardziej dla dekoracji niż w celach użytkowych, ale jest. Koronka schowana w podcięciu na kopercie, prawie jak Seiko. Wskazówki z pijanego snu krasnoarmiejca i dominujące symbole Związku Radzieckiego na tarczy. Mam pomysł, jak ją ożywić, ale na razie leży sobie.

Czarna Sława plastikowa, taka ni to damka, ni to młodzieżowa. To już lata 80/90 i cięcie kosztów produkcji. Zegarek posiadający wszelkie wady projektowe i niewiele zalet. Koperta z jednego kawałka, wewnątrz mały damski mechanizm, do którego trudno się dostać - trzeba od spodu wyjąć zaślepkę, poluzować (broń Boże odkręcić!) śrubkę, potem wyjąć wałek z koronką, potem wydłubać szkło albo wypchnąć je sprężonym powietrzem....Zero zabezpieczenia przed wodą, żadnego uszczelnienia - masakra. Kupiona za grosze w zestawie z innymi, niesprawna, wewnątrz lekko zalana i pordzewiała. Obecnie po serwisie i już chodząca, polerowane wskazówki, jeszcze tylko doprowadzić do jakiego takiego wyglądu samą kopertę i szkło.

Jak zwykle, kilka linków do wartościowych źródełek, szczególnie polecam kolekcję Mroatmana i jego cudeńka, np. Sławę naręczną z budzikiem oraz dwutarczową "sowę".
https://17jewels.info/movements/s/slava/slava-2414/
https://mroatman.wixsite.com/watches-of-the-ussr/slava

Mocarz1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk3piorunów

@klawo Pogięło cię?

Osobistość2piorunów

@klawo nie zdążyłem zauważyć, co tam napisałeś, ale mogę się domyśleć (zwłaszcza, że wpis został zmoderowany). Jak sądzę, przejawiłeś uzasadnioną niechęć do sowieckich symboli, a może zarzuciłeś mi rusofilię czy coś tam. Może dla ciebie moje wpisy zaleciały onucą, ale powtórzę to, co wyjaśniałem na początku serii: piszę o zegarkach. Nie propaguję żadnej polityki czy ideologii. Ruskich jebać równo i zawsze. Zegarki są takie albo inne, nie ich zasługa czy wina, że powstały tu czy tam. Większość tych, do których mam dostęp, to zegarki sowieckie, bo są dostępne i na takie mnie stać (i nie tylko dlatego). Pisząc o nich, nie da się nie zahaczyć o historię - zegarki to czas, czas to historia, tak jest i już. Jeśli ktoś ma problem, że w moich wpisach pojawia się historia Związku Radzieckiego, czy wojny, czy Polski za PRL-u, to uprzejmie informuję, że żadnego z powyższych NIE MA od dobrych kilkudziesięciu lat. Nie jestem nieomylny, pewnie popełniam błędy, zawsze można mi o tym powiedzieć w sposób w miarę kulturalny albo napisać PW. Jeśli ktoś ma nadal z tym problem, to niech mnie daje na czarną listę, po co sobie psuć nerwy. Pozdrawiam.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

13piorunów

Wracamy do zasadniczego tematu: "Sława" czyli "Chwała" - post 2 i 1/2 z 3.

Jest rok 1966.
W Polsce świętuje się 1000-lecie chrztu przez akcję „Tysiąc szkół na tysiąclecie Polski”. Każda z powstałych placówek jest przystosowana do pełnienia funkcji szpitala w przypadku wojny oraz posiada schron. Francuzi na Saharze przeprowadzają ostatni z siedemnastu testów atomowych – z próbami przenoszą się na atol Mururoa. LaVey zakłada Kościół Szatana. Watykan znosi „Indeks ksiąg zakazanych”. W USA rozpoczęto budowę World Trade Center (tak, tego WTC). Z Bajkonuru wystrzelono sondę księżycową Łuna 9, która z powodzeniem ląduje w Oceanie Burz (pierwsze w historii udane lądowanie na innym ciele niebieskim, pierwsze połączenie radiowe i zdjęcia z innego ciała niebieskiego). Wystrzelono biosatelitę z 2 psami, Wietierokiem i Ugołokiem, które wróciły na Ziemię po 23 dniach, ustanawiając rekord długości lotu dla psów (w jakim stanie wróciły – tego już nie wiem). Wystrzelono sondy Wenera 2 i Wenera 3, a Łuna 10 stała się pierwszym sztucznym satelitą Księżyca. Ciekawostka: wielokrotnie przesyłano z niej na Ziemię melodię „Międzynarodówki”, po raz pierwszy – podczas zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Jak już pisałem przy okazji "zegarków kosmicznych", program lotów kosmicznych ma ogromne znaczenie propagandowe.

„Sława” od początku istnienia wypuściła już blisko 100 milionów sztuk, eksportuje ponad 50% swoich produktów do 36 krajów; w 1979 r. odbiorcami będą już 72 kraje na wszystkich kontynentach. W ciągu roku wychodzi z niej ok. 2 mln zegarków damskich i 3 mln budzików, nie licząc innych czasomierzy. Inżynierowie 2. Moskiewskiej Fabryki Zegarków, we współpracy z instytutem badawczym, konstruują mechanizm męskiego zegarka 24xx, który następnie jest rozwijany – dochodzi kalendarz, automat (lichy, bo z łożyskiem ślizgowym), wskazanie dni tygodnia. Dokładność -20/+40 sekund na dobę, czyli przeciętnie (daje się wyregulować lepiej, do kilkunastu sekund). Będzie on produkowany do samego rozpadu Związku Radzieckiego. Ogólnie jest udany i nawet wyjątkowy: jak żaden ze znanych mi mechanizmów, posiada dwie sprężyny napędowe w oddzielnych bębnach, co pozwala wygospodarować miejsce na duże koło balansowe. Niestety, Ruscy przedobrzyli. Aby zmniejszyć tarcie osi, ich końce są bardzo cienkie. Oś koła balansu, pomimo zabezpieczenia antywstrząsowego, jest przez to podatna na uszkodzenia w wyniku wstrząsu, a źle serwisowana – ulega szybkiemu zużyciu. Jeśli dziś kupisz męską „Sławę” i nie jest sprawna, to na 99% ma uwalone czopy balansu, niestety. Ten kaliber jest uznawany za mniej odporny i mniej niezawodny, niż inne ruskie, a szkoda, bo fabryka opracowała szerokie wzornictwo, zapewniając bardzo duży wybór paniom, panom, dzieciom i młodzieży. Choć nie miała większych pretensji do uczestnictwa w podboju Kosmosu, a głównym dostawcą zegarów dla misji kosmicznych był „Poljot”, to w 1970 r. dostarczała na potrzeby lotów załogowych zewnętrzne zespoły zegarowe do przełączania obwodów elektrycznych wg zadanego programu awaryjnego.

Poniżej: Sława asymetryczna, automat na 27 kamieniach, lata 80-te. Kupiona na targu staroci za chyba 20 zł, podrapana, oczywiście balans niesprawny i wyrobione łożysko wahnika, przez co ociera się on o dekiel i gorzej działa naciąg automatyczny. Wahnik został nieruszany, balans podmieniony, nowe szkło, polerka koperty, chiński pasek z kontrastowymi przeszyciami. Ciekawostką jest jej kształt, nierówny w każdą stronę. Bardzo ładny projekt tarczy, logo fabryki w jednej linii z podwójnym datownikiem, do tego wysokie, nakładane indeksy o moletowanej fakturze i szerokie wskazówki. Całość opisana łaciną, czyli wersja eksportowa. Przycisk powyżej koronki służy do szybkiej zmiany daty.

Koneser

w Zegarki

14piorunów

Rozbieram dla zabicia czasu aliexpressowe Tandorio. Cena robi swoje w środku, bo w ori Seiko nie ma rys ani śladow po jakimś płynie 🤖

GURU1piorunów

Strasznie to wygląda. To chyba wpływ kultury pracy - a raczej jej braku, gdzieś w pół-chałupniczych warunkach? Bo nie wierzę, że takie części luzem na przyczepie dowożą.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Hydepark

17piorunów

Tzw. wtręt, post niezamierzony lecz wymuszony sytuacją.

Jeszcze o naręcznych zegarkach elektrycznych, bo nie od dziś ten temat wzbudza moje zainteresowanie, a „Sława” odgrywa tu pewną rolę.

Jako pierwszy na świecie wypuścił je amerykański Hamilton w 1957 r. Proste pytanie brzmi: a po co, skoro potrafiono konstruować zegarki mechaniczne o dokładności kilku sekund? Skoro istniały takie o samoczynnym, automatycznym naciągu, więc nie było potrzeby codziennego nakręcania? No niby tak, ale...Jeśli chcielibyście automat odłożyć na kilka dni, to przestanie pracować. Zegarek automatyczny wymaga ciągłego ruchu, jeśli nie na nadgarstku, to w specjalnym urządzeniu – rotomacie (część takich mechanizmów ma możliwość ręcznego „dokręcenia” sprężyny). Z drugiej strony – postęp, rozwój produkcji ogniw elektrycznych w połączeniu z ich miniaturyzacją i pospolita walka o klienta, to bardzo silne czynniki warunkujące powstanie wielu produktów – w tym czasomierzy - według nowych, nietuzinkowych pomysłów. I rzecz nie do pominięcia – produkcja zegarka elektrycznego była o wiele mniej kosztowna, a przy tym o wiele łatwiejsza, niż zegarka mechanicznego.
Zatem idzie nowe: zegarek elektryczny.

Aby pokazać różnice, wyjdźmy od najprostszego zegarka mechanicznego. Energia zmagazynowana w ściśniętej sprężynie uwalniana jest i przekazywana na układ kół zębatych, podobnie jak energia silnika samochodowego przez skrzynię biegów idzie na koła napędowe. System zębatek jest tak zestopniowany, że obroty jednej z nich mogą posłużyć do wskazywania sekund, innej – minut. Ale gdyby tylko na to pozwolić, sprężyna rozwinęłaby się w jednym momencie, więc na końcu całego układu potrzebny jest swego rodzaju hamulec - element, który ogranicza ruch kół i „porcjuje” energię sprężyny tak, że wydatkowana jest stopniowo i (mniej więcej) równomiernie przez długi czas. Może to być wychwyt i wahadło, koło balansowe – różnie.

Wszyscy wiedzą, jak zachowują się magnesy jednoimienne i różnoimienne, prawda? W najprostszym zegarku elektrycznym pod działaniem prądu elektrycznego zaczyna pracować elektromagnes, który po obu jego stronach jest odpychany przez dwa magnesy o przeciwnym niż on ładunku, zatem miota się jak szatan między jednym a drugim skrajnym punktem. Obrazowo mówiąc, postawcie Tuska między Jarosławem i Mateuszem (dobra, specjalnie dla Bojowego daję tag , sam nie wiem po co). Konstrukcyjnie biorąc, mamy rodzaj elektrycznego silnika o cyklicznym działaniu i przekładnię zębatą, przekazującą jego ruch na wskazówki. Znów porównując do samochodu, to co do tej pory było hamulcem, stało się napędem całego układu – i może na tym polega największa innowacyjność takiego rozwiązania. Potem jeszcze trzeba poszatkować powstały ruch na zgrabne porcje, a ponieważ każda trwa ileś tam, to zliczyć je w coraz większe przedziały – sekundy, a sekundy w minuty....i oto jest on: pierwszy Hamilton 500. Proste.

Niby proste, a dotarcie do takiego rozwiązania zajęło konstruktorom dekadę. Prototyp Epperleina powstał w latach 1952 – 56, a że jego przedsiębiorstwo współpracowało z Hamiltonem, pomysł przeszedł z firmy na firmę (Epperlein produkował też pod własną marką). Konkurencja nie zasypywała gruszek w popiele i opracowywała własne rozwiązania, twórczo podchodząc do tematu z różnych stron. Ruchoma cewka, która okresowo staje się elektromagnesem i stałe magnesy, albo odwrotnie – ruchome magnesy kontra stałe elektromagnesy. Wobec tego Hamilton spieszył się z przekazaniem swego dzieła do sprzedaży, w efekcie mocno go niedopracowując. Taki zegarek był w pełni elektryczny, bez rezystorów, tranzystorów, przetworników, trymerów, silników krokowych i innego szpeju, co w sumie przesądza o jego prostocie i odporności, no, chyba że przegapi się dłuuuuugie i cieniutkie druciki, które przy byle silniejszym wstrząsie będą przerywać pracę mechanizmu...ot, przypał. To najwcześniejsza zegarmistrzowska hybryda układu elektrycznego i mechanicznego w zegarku naręcznym, posiadająca wiele elementów, powiedziałbym, tradycyjnych (np. zmodyfikowane koło balansowe z włosem).

No a Ruskie...?
2. Państwowa Fabryka Zegarków, późniejsza „Sława”, w 1959 r. wypuszcza do sprzedaży zegarek z mechanizmem elektrycznym 114CzN (były go co najmniej 2 wersje). I jest on uderzająco podobny do Hamiltona, ba! To jest jego kopia, późniejsza od oryginału o 2 lata. Szybko sobie, sk...syny, poradziły. Przekopiowały, można powiedzieć, z wszystkimi niedociągnięciami i niedopracowaniami, np. dużą wrażliwością na wstrząsy mechaniczne. Pierwsze egzemplarze zza oceanu były nowinką i sprzedawały się w dużej mierze dzięki silnemu marketingowi, po czym...wracały do producenta jako źle działające. Natomiast w rosyjskojęzycznych źródłach czyta się o niewielkiej partii „ich” czasomierzy, upłynnionej wśród naczalstwa, i równie wrażliwej tudzież awaryjnej. Wypuszczono drugą wersję mechanizmu – podobną jak dwie krople wody jeśli nie do Hamiltona, to do Epperleina. Przypadek? Nie sądzę. Poza tym wątkiem najwcześniejszych sowieckich naręcznych elektryków, jest taki ślad, zgodnie z którym w rok po Amerykańcach Ruscy mieli swoją (jasssne, „swoją”...) elektromechaniczną hybrydę przeznaczoną dla kosmonautów. Nie wszystko mi tam pasuje - może do tego wrócimy kiedy indziej.

Im dalej, tym ciekawiej.
Jak chcą niektórzy, Chruszczow przywiózł z wizyty w Stanach Bulovę Accutron 214 (pierwszy na świecie zegarek z tranzystorem i oscylatorem kamertonowym – początek nowej ery zegarków ELEKTRONICZNYCH) i kazał ją przekopiować, dzięki czemu powstała Sława Tranzystor. Jego wizyty w USA miały miejsce w 1959 i 1963 r., Bulova wypuściła swój sikor w 1960, czyli należy brać pod uwagę tą drugą wizytę, i teraz pojawia się pytanie – w jakim tempie, używając wstecznej inżynierii, możliwe było odtworzenie ruskiego Accutrona? Uważa się, że trwałoby to kilka lat, choćby ze względu na brak odpowiedniego sprzętu i technologii. Tymczasem Ruskie, nie wiedzieć skąd, w 1964 r. pokazują swój wypust na targach w Lipsku, a na rysunkach w starych książkach mechanizm widnieje z datą produkcji 1962 r. Wot, zagwozdka. Przy czym ich zegarek kamertonowy nie jest kopią 1:1 Bulovy, a raczej rozwinięciem pierwowzoru, zaś kolejne wersje obu marek różnią się diametralnie rozwiązaniem kalendarza. Wygląda na to, że od pewnego momentu myśl techniczna ewoluowała niezależnie od siebie u obu producentów.

Poniżej: porównanie mechanizmów Epperlein - Sława 1, Hamilton - Sława 2, Bulova - Sława Tranzystor. Wszystkie zdjęcia z neta. Dla chętnych kilka linków do forów tematycznych, którymi posiłkuję się przy pisaniu postów.

https://www.safonagastrocrono.club/slava-114-chn-a-brief-history-of-electric-watches-in-the-soviet-union/
https://www.watchtalkforums.info/threads/slava-transistor-Слава-Транзитор-2397-reference-research.151178/
https://electric-watches.co.uk/movement-gallery/
https://www.crazywatches.pl/electric,1

Osobistość2piorunów

i Jeszcze Bulova vs. Sława Tranzystor, bo limit zdjęć.

Fanatyk1piorunów
Wygląda na to, że od pewnego momentu myśl techniczna ewoluowała niezależnie od siebie u obu producentów.

@t0mek Pewnie od momentu, gdy KGB wykradło plany 😉

Zegarek automatyczny wymaga ciągłego ruchu, jeśli nie na nadgarstku, to w specjalnym urządzeniu – rotomacie

Powiedz mi jako fachowiec, czy to prawda, że zegarkowi trzeba czasem pozwolić się rozwinąć i trochę odpocząć? Słyszałem, że ciągle trzymanie sprężyny w napięciu powoduje zmęczenie materiału i utratę jej właściwości.

W ogóle rotomat w obecnych czasach wydaje mi się dziwnym pomysłem, bo skoro ktoś za wyższą cenę kupił zegarek mechaniczny, żeby obcować z urządzeniem z duszą kosztem dokładności i wygody, to po co wsadza tę duszę do pudła, żeby przypadkiem nie założyć tego zegarka ani nawet go nie nakręcić?

Osobistość1piorunów
to po co wsadza tę duszę do pudła, żeby przypadkiem nie założyć tego zegarka ani nawet go nie nakręcić?

@xniorvox na początku zajawki każdy ma tak, że pilnuje, z jaką dokładnością chodzi zegarek, reguluje, nakręca....a potem to już nie robi takiej różnicy. 10 sekund w tą czy w tą? A kto z nas żyje z dokładnością do 10 sekund? Inny dzień na datowniku? No i co z tego, jak mi się w laptopie wyświetla dzień, godzina itd? No więc chyba jest tak, że jak ktoś ma kilka, kilkanaście zegarków i chce, żeby były w ciągłej gotowości, bez konieczności nastawiania, przestawiania, ustawiania datownika (+ ma za dużo pieniądza) to kupuje rotomat. Ja nigdy nie miałem takiej potrzeby (a nadmiar gotówki zużyłbym inaczej). Co kto lubi.
Nakręcanie - nie wiem, co odpowiedzieć. Na zdrowy rozum należałoby używać całej sprężyny, żeby zużywała się/pracowała równomiernie. Natomiast mam zegarki kilkudziesięcioletnie, które musiały być nakręcane różnie - regularnie, nieregularnie, do końca, częściowo, po smarowaniu, bez smarowania - nie bardzo widzę różnicę między nimi. Jedynie w przypadku, gdy sprężynie kończy się rezerwa chodu, tzn. jest prawie całkiem rozwinięta, zegarek potrafi przyspieszyć - i jest to jak najbardziej prawidłowe i wytłumaczalne.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Zegarki

12piorunów

Z okazji Święta Niepodległości na ręce zegarek z biało-czerwonego kraju ;)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

37piorunów

Pewnie nie przebiję się przez falę podniecenia wyborami prezydenta USA, ale warto próbować.

Sława czyli Chwała, post 2/3.

Jak już wspominałem, po Czerwonym Październiku inteligencję wymordowano lub uwięziono, a kto mógł – uciekł za granicę. Brak podstawowych artykułów przemysłowych, najbardziej prymitywne i niewydajne procesy wytwórstwa, dewaluacja wartości pieniądza, głód, upadający handel, krwawo tłumione protesty i bunty obywateli – to obraz tamtych czasów. Zwiększenie produkcji we wszelkich możliwych kierunkach stało się zatem priorytetem porewolucyjnych realiów gospodarczych. Przy ogromnym zapotrzebowaniu na dosłownie wszystko, wdrażano produkcję, budując nowe zakłady lub reorganizując te już istniejące.

W 1924 r. moskiewskie zakłady zegarmistrzowskie połączono z zakładami elektromechanicznymi (MEMZ) w jedną montownię (125 pracowników wytwarzających i naprawiających urządzenia elektryczne). Po zniszczeniu zakładu przez pożar, aby ponownie go uruchomić po kilku latach, od 1927 r. powołano Państwowy Trust - GosTrest Toczmech. Trust, czyli zjednoczenie kilku dotychczas samodzielnych przedsiębiorstw, zajmował się urządzeniami elektromechanicznymi i optycznymi, ale też zegarami dla gospodarstw domowych. Prowadzono negocjacje ze szwajcarskim „Zenithem” o udzielenie koncesji, jednocześnie składając części z importu (prawdopodobnie budziki z Niemiec), a po zakupie majątku nowojorskiej fabryki „Ansonia Clock” przedsiębiorstwo doposażono, jak również powiększono o nowe budynki. Od 1930 r. stanowiło ono pełnowymiarową, samodzielną fabrykę – 2 Państwową Fabrykę Zegarków. Tutaj trochę gubię się w historii i datach, podawanych w różnych źródłach; przypuszczalnie jest to wynik reorganizacji i scalania kilku zakładów. Wygląda na to, że „spółka spółek” Gostrest Toczmech istniał i produkował pod własną marką na terenie 2. Fabryki Zegarków, po czym został „wchłonięty”. Do 1933 r. składano w Toczmechu zegarki na bazie zakupionych amerykańskich mechanizmów Dueber Hampden, a po likwidacji, od 1936 r. montowano już pod nazwą 2. Czasowyj Zawod zegarki kieszonkowe z części dostarczonych przez 1. Państwową FZ, a potem z własnej produkcji. Początkowo wypuszczano zegary wiszące, budziki, uliczne, elektryczne różnego rodzaju, a później również kieszonkowe, naręczne, specjalne (chronografy, stopery), elektromechaniczne, tranzystorowe, kwarcowe... Ale to dopiero dużo później.

Na razie bliżej nam jednak do czasów wojennych. Powszechnie znane jest przekonanie, że nie należy pytać Ruskich, dlaczego Wielka Wojna Ojczyźniana zaczyna się w ich historii od napaści Niemiec na ZSRS. I dlaczego wcześniej z sukinsynom Germańcem urządzali defiladę zwycięstwa. I co robiły ich wojska w 1939 r. za zachodnimi granicami Związku. Nie należy pytać, bo po co komu kłamstwa.

Pisałem już o tym, że kiedy przyszło zagrożenie od niedawnego sojusznika, 2. FZ wywieziono do Czystopola, gdzie dała asumpt do powstania Czystopolskiej Fabryki Zegarków, późniejszego „Wostoka”. Potem wróciła „na stare śmieci” do Moskwy, podczas IIWŚ podlegając Ministerstwu Uzbrojenia Moździeżowego ZSRR i funkcjonując w przemyśle militarnym.

Po zakończeniu wojny, jako pierwszy na bazie francuskiego Corteberta 616 powstał kieszonkowy „Salut” (1945 r.). Wychodząc od niego, w latach 50-tych opracowano tam mechanizm kieszonkowego zegarka „Iskra”, który posiadał dokładność 15 sekund na dobę. Czy to dużo? Otóż w Szwajcarii byłaby to klasa chronometru, tu zaś montowano go w zwykłej „kieszonce”. Aczkolwiek na jego bazie wykonano również chronograf dla marynarki wojennej. Z kieszonkowych była jeszcze „Mołnia” (zegarki tej nazwy pochodzą z kilku różnych fabryk).

Skoro zakład „wgryzł się” w temat dokładnego pomiaru czasu, uruchomiono produkcję stoperów. No, ale stopery stoperami, a jak mają żyć robotnicy, wstający do pracy w fabryce? No właśnie, budziki. Niejednokrotnie wspominałem, że radzieckie standardy produkcyjne przemysłu zegarkowego przewidywały wysokie założenia konstrukcyjne dla przedmiotów, przeznaczonych dla masowego odbiorcy. Wynikało to z kilku czynników, takich jak: duże zapotrzebowanie na czasomierze, które powinny być trwałe i nieobciążąjące serwisem; brak możliwości korygowania i napraw na prowincji; udane projekty powstające we współpracy z zespołem naukowo – badawczym. Porównując powstające w tym samym powojennym okresie budziki radzieckie i jakiekolwiek inne zachodnie, podstawową różnicą jest fakt, że w przeciwieństwie do tych drugich, ruskie mają w większości pełne łożyskowanie syntetycznymi rubinami, i jest to rzecz unikatowa. Były budziki „Mir”, Drużba”, „Pionier”, „Sława”, „Signał”, wychodziły też wersje dla niewidomych.

Z zegarków naręcznych w 2. Fabryce Zegarków najwcześniej powstawała, znana już z moich wpisów, „Pabieda”. Począwszy od 1951 r. montowano ją z części produkowanych w 1. MFZ, stopniowo uruchamiając własne linie wytwórcze. W 1956, jeśli dobrze pamiętam, wszedł „Start” (pisałem o nim w poście o zegarkach kosmicznych). Damska „Era”, od 1958 r., pokazuje przeskok jakościowy: podczas gdy mechanizmy zegarka kieszonkowego miały średnicę 36 mm, męskiego – 26 mm, to damskie maleństwo miało „silnik” średnicy 16 mm. W tym okresie to na damkach właśnie skupia się cała produkcja zakładu. Jeden z modeli, „Sława”, zyskuje taka popularność, że w 1964 r. fabryka przybiera jego nazwę i unifikuje wszystkie swoje dotychczasowe marki.

Początek lat 60-tych to eksperymenty z wszelkimi odmianami zegarków elektrycznych. Pomiędzy mechanicznymi i elektronicznymi/kwarcowymi, było wiele pomysłów na to, jak przy napędzie prądem uzyskać wskazania czasu. Jedno można powiedzieć: ciekawa gałąź ewolucji czasomierzy. Pojawia się wyścig – kto pierwszy, kto lepiej, kto dokładniej? I nie bez powodu zaczyna się ten pęd za dokładnością, po prostu inne znaczenie ma czas dla chłopa, wstającego na pianie koguta, a inne dla startującej z kosmodromu rakiety. Świat idzie naprzód, Gagarin leci w kosmos, trwają poszukiwania kolejnych rozwiązań technicznych. Bulova Accutron i jej drgający 360 razy na sekundę oscylator kamertonowy powstaje w 1960 r.; zegarki taktowane w ten sposób wykazują różnicę pomiarów o 2 sekundy dziennie. 2. MFZ opracowuje w tym czasie eksperymentalną hybrydę elektromechaniczną (wyszło ich chyba 1000 szt. pod symbolem 114CzN), a w roku 1963 – mechanizm kamertonowy z tranzystorem germanowym. Zegarki kamertonowe są w tamtym okresie najnowocześniejszym i najdokładniejszym rozwiązaniem technicznym na świecie. Sława Tranzystor dostaje złoty medal na targach w Lipsku (1964 r.) i jest produkowana przez kolejne 15 lat, ale to ciągle nie to, bo skomplikowana jest, no i droga w produkcji, a jeszcze te baterie... Tymczasowo do męskich, dużych kopert lądują małe, damskie mechanizmy, ale trwa opracowywanie własnego napędu dla zegarka męskiego, bo damskich to już jest w cholerę i ciut.

Poniżej: mechanizm zegarka elektromechanicznego, tzn. konstrukcja mechaniczna z kołem balansowym i napędem elektrycznym. Sława tranzystor - wygląd zewnętrzny, dekiel i mechanizm. Zwróćcie uwagę, że brak jest tradycyjnej koronki. Pokrętło do ustawiania wskazówek znajduje się po spodniej stronie koperty, obok otworu na baterie. Wg danych producenta baterie miały pozwalać na rok pracy, w rzeczywistości współczesne, z pewnością lepsze ogniwa wytrzymują pół roku. Na ostatnim zdjęciu widać sam mechanizm tranzystorowy i kamerton.
Wszystkie poniższe zdjęcia z netu.

Koneser

w Zegarki

10piorunów

Tandorio Flieger Aliexpress edition. Kupiony dla mechanizmu pod rozbiórkę, ale też z ciekawości. W końcu musiałem spróbować tych Chińczyków. Wrażenia spoko jak na zegarek poniżej 200 PLN, szkoda że nie mam porównania np. z Laco. Ten chiński ma dość ostre krawędzie koperty i gruby szlif.

GURU2piorunów

fajna ta książka?

Koneser3piorunów

@SuperSzturmowiec jestem w 89% i przeczytam ją drugi raz na pewno, bo wciąga. Autor jest Brytyjczykiem ale książka napisana obiektywnie, oparta o wiele pamiętników i kronik. Jeśli masz przeczytać jedną książkę o wrześniu to wybierz tą :)

Fenomen1piorunów

@nocnyfilm Laco oceniam dość średnio jak za cenę której żądają za swoje produkty.
W chińczykach za tę kasę dostaje się zazwyczaj dobry produkt z niewielką szansę na loterię.
Pamiętam czasy jak chińczyk wysyłał mi trzy razy ten sam zegarek bo mechanizm słabo chodził. Z odręczną laurką!

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

10piorunów

Skoro po PIERWSZEJ dołączyłem do opowieści DRUGĄ Moskiewską Fabrykę Zegarków, należałoby rozwinąć ten temat. Dziś – Sława, czyli Chwała. Będzie ściana tekstu, dla wygody dzielę wpis na kilka części.

Po Rewolucji Październikowej, państwo radzieckie przyjęło ustrój komunizmu wojennego. W jego warunkach to, co szło jeszcze przez pewien czas siłą rozpędu, szybko przewróciło się, rozbijając mordę: po 30 miesiącach produkcja zmalała pięciokrotnie, a rolnictwo – o 40%. Należy przy tym pamiętać, że sowiecka gospodarka była gospodarką centralnie planowaną. Na wysokim szczeblu zakładano, co będzie wytwarzane, gdzie i kto ma to wyprodukować a potem za ile sprzedać; postępując tak i tak, będą takie i takie wyniki, co pozwoli osiągnąć wyznaczony cel w czasie takim to a takim. Przeszkody? Przeszkody pokona człowiek radziecki, hej, ujmijmy w dłonie młot i sierp, a cudowny mój koń wejdzie na świeżą błoń, za nim tysiąc traktorów i maszyn.

„Hej, traktorze, potężny mój koniu,
ty najcięższych nie boisz się dróg!
My za szczęściem pędzimy w pogoni,
siły naszej niech lęka się wróg”.

Nawet zwykły traktor orząc, siejąc czy co tam jeszcze robią traktory, walczył o plony i lepsze jutro, był zatem traktorem BOJOWYM, a traktorzysta równał się walecznemu żołnierzowi.
Jak to się mówi, „papier wszystko przyjmie”. A że nie wszystko wychodziło? - Hmmmm, zwalmy to na kapitalistów, bumelantów, wrogów ustroju, kułaków, popów, reakcjonistów i szkodników. Tak. Opór? Zlikwidować przez CzeKa, a z towarzyszy wycisnąć ile się da w służbie Ojczyzny, chcą czy nie.

W powieści „Jak hartowała się stal” Ostrowskiego opisane jest takie zdarzenie z życia robotników, kiedy pracownik fabryki uszkodził podczas pracy wiertło. A wiertło było drogie, hamerykańskie (dosłownie - przecież własnych nie dało się wykonać), szkoda. Postawiono sprawę na zebraniu i może by mu się upiekło, gdyby nie główny bohater: ten potrafił bezinteresownie dop...dolić koledze. Przekonał innych, że na niedbałość, niestaranność czy lekkomyślność nie ma miejsca w kolektywie i winny został ukarany (bodajże wydalony z Komsomołu, a chyba też z fabryki, pamięć mnie zawodzi). Powieść jest w dużej mierze autobiograficzna i przypuszczam, że autor opisywał autentyczną historię. Była to jedna ze sztandarowych lektur okresu socjalizmu, bohatera stawiano za wzór do naśladowania przez młodzież. Zerwał więzy z rodziną i jej ograniczonym, chłopskim światopoglądem. Jako aktywista i budowniczy ustroju, pracował w czynie społecznym. Razem z innymi zapaleńcami spał w zimnie na gołym betonie (nie zauważając, że traktuje się go gorzej niż katorżnika); z własnej woli, entuzjastycznie, w mrozie i śniegu pracował, aż mu się czyraki porobiły? Hura, w końcu dali mu kurtkę! W wieku dwudziestu paru lat stał się kaleką, bo przez te 10 lat budowania sowieckiego ustroju został z niego strzęp człowieka? Nic to, ważne, że niby trybik maszyny popychał naprzód wielki Czyn i nawet jako ślepiec, dyktując swoje wspominki, mógł jeszcze dać dobry przykład oraz naukę innym.

Oto świadectwo tego, że w ustroju totalitarnym Kraju Rad nie było miejsca na jednostkę, człowieka i człowieczeństwo. Opornych miażdżono taranem, bezużytecznych odrzucano jak ochłap. Głupców, którzy chcieliby powrotu komunizmu, kopałbym po nerkach. Nie jesteśmy w stanie w pełni wyobrazić sobie realiów Sowietów, żyjąc w dobrobycie najlepszych czasów, jakich pamięć ludzka sięga. Z jednej strony: ZSRR to patriotyzm, kult ojczyzny (a więc obiektywnie zjawiska prawe i szlachetne, tylko że wykorzystane do zbrodniczych celów). Z drugiej zaś – oblężona twierdza taplająca się we własnej paranoi, która niosąc mir po świecie, czyni to kaźnią, karabinem i bagnetem. Tam, równolegle do zbrodni Hołodomoru, do dziesiątków milionów istnień zgnojonych w gułagach, do tysięcy kalek – weteranów wojennych, zagłodzonych w arktycznych koloniach na północy kraju, raszyści śpiewali: „Jak niewiastę Ojczyznę kochamy, strzeżem ją, jak łaskawą mać”.

Inny świat. Nieludzka ziemia.

I taki to twór na każdym kroku opiewano: „Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszyt czełowiek!”. Czczono go fanatycznie w każdym zakątku, stawiając pomniki najróżniejszej postaci, choćby państwową fabrykę nazywając „Chwałą”.

post 1/3

Poniżej: "Sława" z lat 80-tych, pasek z epoki. Proste, uniwersalne wzornictwo, opis na tarczy cyrylicą, masówka przeznaczona na rynek wewnętrzny. Zakup na Allegro za chyba 30 zł, stan ogólny dobry, do niewielkich ingerencji - wychodzi wałek z koronką, a kalendarz nie przeskakuje. Trzeba zdjąć tarczę i poprawić.

Osobistość

w Hydepark

13piorunów

Dziś spoiler zasadniczego wpisu – DOBRA SŁAWA MOJEJ BABCI :slightly_smiling_face:
O samej „Sławie”, marce, fabryce, upadkach i wzlotach zostanie napisane dokładnie w kolejnych postach, a tutaj jako sygnał pokażę tylko konkretny zegarek.

Z dzieciństwa pamiętam jej obecność, tak jak pamiętam obecność babci, wtopionej w obraz domu. W pokoju zajmowanym przez dziadków, na rozkładanym stole, zajmowanym głównie przez lampowy telewizor, obok lekarstw na astmę, leżały różańce i wkładane od święta zegarki – „Wostok” dziadka i „Sława” babci. Niewielka, kanciasta damka pasowała na mój dziecięcy przegub. Nie wiedziałem wtedy o tym, że ten sam model z inną tarczą wychodził jako dziecięcy/młodzieżowy. Kiedy jeszcze nie miałem własnego pierwszego Poljota, mogłem brać ją do szkoły (umówmy się, że zupełnie bez potrzeby). Była w domu, odkąd pamiętam, tzn. od wczesnych lat 80-tych, a przypuszczalnie pochodzi z połowy lat 70-tych, jest więc moją równolatką. W ogóle była w serwisie, bo na wkładce antymagnetycznej wydrapane są gmerki. Po 15 latach chodu odmówiła posłuszeństwa i chyba nie naprawiana poszła do szuflady.

Długo nie mogłem jej znaleźć. Namierzyłem ją przypadkiem, schowaną w pufie, razem z jakimiś szpargałami. Jest zarośnięta brudem, na tarczy i złoconej kopercie pojawiły się zielone wykwity grynszpanu w miejscu przetarć. Poza tym szkło i koperta są jeszcze całkiem dobre, czego nie można powiedzieć o mechanizmie. Fabryka miała mocną specjalizację w zegarkach damskich, ale posiadały one swoje słabe strony, takie jak brak zabezpieczenia antywstrząsowego. Uszkodzona jest oś koła balansowego, nie wiem, czy zwyczajnie zużyta czy też złamana np. przy upadku (mówiło się, że zegarek „się wstrząsnął”). Kupiłem dawcę narządów i mobilizuję się do naprawy.

Niedługo będzie dziesiąta rocznica śmierci babci. To już 10 lat, jak siadam na jej łóżku i opowiadam, co tam u nas. Przez całe życie dawała mi taką dobroć i miłość, jakiej chyba nigdy od nikogo nie doświadczyłem. Nawet kiedy już jej tutaj nie było, a mi w życiu trafił się bardzo trudny czas, słyszałem w głowie jej słowa wsparcia i czułem wiarę we mnie.
To już chyba wiem, co będzie dłubane w najbliższe długie, jesienne wieczory…Byłoby miło mieć po niej taką pamiątkę.

Na zdjęciach jest obleśny wygląd przed jakimkolwiek ogarnięciem, porównanie wielkości do „Amfibii”, czyli jednego z większych ruskich, i po otwarciu koperty widok mechanizmu 1600 w wersji eksportowej. Mam nadzieję wkrótce zamieścić również fotkę po uruchomieniu.

Gruba ryba1piorunów

Ale malutki! (° ͜ʖ °)

Pokaż więcej komentarzy (2)