U mnie aż takiej patologii nie było, choć prześladowania miałem całe gimnazjum od kilku patusów, bo byłem ten grzeczny i uczący się. W trzeciej klasie już razchcialem wziąć nóż do szkoły aby się przed patusami skutecznie obronić, czy raczej wbić jednemu i drugiemu prosto w brzuch, ale mama stanowczo mi to "wybijała" z głowy nie rozumiejąc, że mam dość tych codziennych udręk.
Innym raz schodów ktoś mnie kopnął-zrzucił. Dobrze, że nic sobie nie złamałem. Co ciekawe było to na widoku nauczycielki, która przybiegła bliżej i której jeszcze ten patol naprzeklinał w twarz, innym razem jakbym nie zrobił minimalnie uniku to miałbym po oku (a tak lekko rozciętą brew) jak inny we mnie rzucił butelką. Moją wychowawczynię raz doprowadzili do płaczu.
Z perspektywy czasu (dzisiaj) żałuję, że tego noża nie wziąłem. Mimo, iż staram się postępować racjonalnie i bardziej "stoicko", to do teraz odczuwam skutki tej patoli i rzutuje to na całe moje życie. Jakbym ich podziurkował, to pewnie nie byłoby lepiej, pewnie byłbym w poprawczaku czy coś, ale z drugiej strony byłbym zadowolony, że dostali to na co zasłużyli. Finalnie po jednej akcji zgłosili sprawę do sądu i jak już byłem w liceum to jeden miał rozprawę i miał tam jakiegoś kuratora, ale to nie wynagrodziło nawet w ułamku tych 3 lat udręki. A patusów było kilku, a nie jeden.
Uważam, że dla dobra społeczeństwa powinno być przyzwolenie na eliminację takiej patologii, tym bardziej jeśli były wobec niej liczne, nieskuteczne zgłoszenia a patologia nie wykazuje oznak resocjalizacji.
