Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

Kuba0788Inspirator

Dołączył/a:

  • 41 wpisów
  • 117 komentarzy
  • 0 obserwujących

Autorytet

w Hydepark

92piorunów

Pracuję na wielkim parku logistycznym składającym się z kilku hal w którym mieści się kilkanaście firm. Całe to centrum stoi w szczerym polu i do najbliższego sklepu mam jakieś 3 kilometry.

Dużo gęb do wyżywienia - czyli idealny biznes dla dostawców typu "Pan kanapka" i teraz opowiem wam jak pięknie to można spierdolić xD

Cały teren został zdominowany przez jednego dostawcę. Przywozi kilka skrzynek jedzenia a wyjeżdża z pustymi skrzynkami. Ledwo to mieści do auta. No fajnie? Niby tak, tylko to jego jedzenie jest takie sobie. Takie mocne 5/10 w polotach do 7/10.

A mimo to wszyscy i tak u niego kupujemy (no chyba, że ktoś woli gotować w domu) bo reszta dostawców wypierdala się na tak prostych rzeczach, że szok.

Na potrzeby historii nazwijmy tego dostawcą Kanapka Oryginalny.

Kanapka Oryginalny codziennie jest o tej samej godzinie. Czy słońce, czy śnieg, ja wiem że o 8:05 podjedzie kombiak i wyjadą z niego obiadki.

I pojawia się konkurent, chce walczyć o tytuł samca alfa kanapkowych dostawców. Ma smaczniejsze jedzenie. Ceny takie same jak oryginalny ale bije jakością.
Pierwszy dzień jest o 9:00. Drugi o 9:30. Trzeci o 11:00. Czwarty o 7:30 i nikt nie kupił bo nie zdążyliśmy dojechać do roboty. Piąty 10:30. Szósty o 11:00. Siódmego go nie było. Ósmego dnia był około 12:30 jak już wszyscy zjedli obiad.

Za pół roku znowu jest konkurencja. Ma większe porcje i ciut lepsze ceny. Przyjeżdżał dosyć regularnie. Pierwszy dzień 9. Drugi dzień 9. Trzeci dzień 9. Czwarty dzień godzina 12 i chłopa nie ma. Dzwonię gdzie jest - centrala nie wie. Następnego dnia był ktoś inny i mówi że tamtemu zabrali prawko za jazdę po pijaku. Ale ten inny przyjechał raz i nara.

Za pół roku kolejny kanapka chce zdominować, sam Pan Viking. Jedzenie the best. Ale co z tego jak mu dali elektryczne auto i 3 dni z rzędu przyjechał z rana na 8:30 jak czwartego spadł śnieg i przyjechał po 12 bo mu się auto rozładowało i stał i ładował xD No to zmienił harmonogram tak aby doliczyć sobie ładowanie więc był u nas o 6 rano gdy tylko jedna firma pracowała a potem wracał około 12 jak już każdy skombinował sobie inny obiad.

Teraz też przyjechali jacyś, niby jedzenie też OK ale co z tego jak przyjechali 3 dni i tyle ich widzieli.

A do tego za każdą taką akcją lista chętnych na ich obiadki spadają bo masz dwie opcje:
-o 8 rano kupić jedzenie u sprawdzonego gościa co jest codziennie
-olać pierwszego gościa i modlić się, że ten drugi łaskawie dzisiaj przyjedzie gdzieś między 8 a 12.
Więc każdy widzi nowego dostawcę ale już nikomu nie chce się wychodzić, oglądać co ma w ofercie bo wie, że za tydzień już tu go nie będzie.

Jeszcze do tego każda firma zwija się od razu gdy wpadnie jakiś dzień na minusie. A czy muszę mówić, że oprócz robotników jest też dużo biurw które w piątki pracują z domu? I teraz wpada piąteczek i katering jest na minusie tego dnia i już w poniedziałek już ich nie ma xD

#przemysleniazdupy

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gwiazdor

w Hydepark

107piorunów

#zajebanezfacebooka

Skończyłem kurs psiego behawiorysty z nudów, bo akurat miałem trzy wolne weekendy, a wszystkie seriale już obejrzane. Myślałem, że będzie śmiesznie: trochę o smyczach, trochę o lęku separacyjnym, ktoś powie „piesek musi mieć granice” i do domu. Tymczasem po dwóch dniach dostałem certyfikat z moim imieniem, złotą łapką w rogu i podpisem kobiety, która przez cały kurs mówiła do owczarka niemieckiego „panie Krzysztofie”.

No to pomyślałem: skoro mam papier, to czemu nie. Założyłem szkołę dla psów.

Nazwę wymyśliłem profesjonalną: Akademia Świadomego Pyska. Logo zrobiłem w Canvie: pies w okularach i slogan „Twój pies wie. Ty jeszcze nie.” Ludzie zaczęli się zapisywać jak szaleni, bo wiadomo, pies w domu szczeka, gryzie kapcie, patrzy dziwnie na teścia - trzeba specjalisty.

Na pierwszych zajęciach przyszło osiem osób z psami. Ja stoję w polarze z haftem „behawiorysta”, ręce za plecami, mina jakbym rozumiał wilki lepiej niż one same. Patrzę na grupę i mówię:

- Zanim zaczniemy, musicie zrozumieć jedno. Pies nie ma problemów behawioralnych. To wy macie problemy ludzkie.

Wszyscy zapisują.

Pomyślałem: oho.

No i się zaczęło.

Jedna pani mówi, że jej maltańczyk nie chce wracać ze spaceru. Ja zamknąłem oczy, pokiwałem głową i powiedziałem:

- On panią testuje. Proszę przez tydzień, kiedy nie będzie chciał iść do domu, położyć się obok niego na chodniku i też odmówić powrotu. Musi zobaczyć, że jest pani częścią stada, a nie administracją budynku.

Pani prawie się wzruszyła.

Drugi facet mówi, że pies ciągle wchodzi mu do łóżka. Ja mówię:

- To nie pies wchodzi do pana łóżka. To pan bezprawnie śpi w legowisku lidera. Od dziś pan śpi na macie przy drzwiach, a pies na materacu. Po trzech nocach sytuacja się ustabilizuje.

Facet pyta, czy żona się zgodzi.

- Żona też jest częścią stada - mówię. - Niech wybierze: kanapa albo korytarz.

Wszyscy kiwają głowami, bo powiedziałem to spokojnym głosem.

Najlepsze było przy panu z labradorem, który jadł wszystko na spacerach. Patyki, chusteczki, raz podobno pół zapiekanki razem z papierem. Facet pyta, jak to zatrzymać.

Ja zrobiłem długą pauzę, taką terapeutyczną, po czym mówię:

- Musi pan odzyskać kontrolę nad zasobami. Kiedy pies coś podniesie, pan też musi coś podnieść. Ale szybciej. Pies ma zobaczyć, że pan jest szybszym zbieraczem.

- Czyli co mam podnosić?

- Cokolwiek. Liść. Kamień. Paragon. Symbolicznie. Proszę warczeć przy tym nisko.

I nagle osiem dorosłych osób stoi na trawniku i ćwiczy podnoszenie liści z warczeniem.

Ja już ledwo wytrzymuję.

Na trzecich zajęciach wprowadziłem moduł „komunikacja międzygatunkowa”. Powiedziałem, że psy poznają świat przez zapach i dotyk, więc jeśli chcemy, żeby pies nam zaufał, musimy przestać się brzydzić jego „naturalnego języka”.

- Proszę dziś w domu powąchać psie łapy - mówię. - Ale nie tak normalnie. Z szacunkiem. Każdą osobno. Przednią lewą najdłużej, bo tam zwykle siedzi konflikt emocjonalny.

Jedna pani zapytała, co jeśli pies zabierze łapę.

- To znaczy, że nie jest gotowy na dialog.

Potem dodałem, że bardziej zaawansowani mogą delikatnie polizać opuszkę, żeby „domknąć rytuał akceptacji”. Myślałem, że wtedy ktoś wstanie i powie: dobra, panie, koniec tej komedii.

Nikt nie wstał.

Jedna pani nawet zapisała: „lizać łapy - bez presji”.

Zrozumiałem wtedy, że mam władzę, której człowiek mieć nie powinien.

Kulminacja przyszła, gdy na zajęcia przyszedł pan z buldogiem francuskim, który gryzł.

Nie jakoś dramatycznie. Nie „rzuca się do tętnicy”. Bardziej: podgryzał gości, łapał za nogawki, robił z łydki test smaku. Pan mówi, że pies gryzie, kiedy ktoś wchodzi do mieszkania.

Ja od razu w tryb specjalisty. Przykucnąłem, spojrzałem buldogowi w oczy, a on prychnął na mnie jak stary autobus.

- To nie jest agresja - powiedziałem tonem człowieka, który właśnie wrócił z trzyletnich badań nad wilkami w Bieszczadach. - To jest nie zaadresowana korespondencja emocjonalna.

Wszyscy zapisują.

- Co mamy robić? - pyta właściciel.

- Kiedy pies gryzie gościa, gość musi oddać mu symboliczny dług.

- Jaki dług?

- Nogawek.

Cisza.

- Proszę przygotować w domu koszyk ze starymi skarpetami. Każdy gość, zanim wejdzie, bierze jedną skarpetę, kładzie ją przed psem i mówi: „przynoszę okup, nie przynoszę chaosu”.

Kobieta z border collie spytała, czy skarpeta ma być uprana.

Zamknąłem oczy, jakbym kontaktował się z psim kolektywem.

- Nie musi.

I oni to zapisali.

Potem dodałem, że jeśli pies mimo wszystko ugryzie, nie wolno krzyczeć, tylko należy spokojnie powiedzieć:

- Dziękuję za informację zwrotną.

Na następnych zajęciach facet powiedział, że pies gryzie mniej, ale teściowa odmówiła składania skarpety przy wejściu i została „bardzo stanowczo oceniona przez buldoga”.

Powiedziałem, że proces działa.

A potem nadszedł moment, który do dziś czasem wraca do mnie w nocy.

Pewien chłop zapytał, że jego pies ma dziwne kupy i czy powinien iść do weterynarza. Normalny człowiek powiedziałby od razu: tak, proszę iść do weterynarza. I ja też wiedziałem, że tak trzeba powiedzieć. Weterynarz. Badanie. Dieta. Pasożyty. Normalna odpowiedź.

Ale wtedy spojrzałem na grupę.

Osiem dorosłych osób. Notesy w dłoniach. Oczy pełne zaufania. Ludzie, którzy już warczeli do liści, spali na wycieraczce i pytali, czy łapę psa lizać zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

I pojawiła się myśl.

Mała, czarna, okropna myśl.

„Powiedz im”.

Poczułem, jak gdzieś w środku otwiera się klapka, a zza niej wychyla się diabeł w polarze behawiorysty.

„Powiedz im, że trzeba spróbować”.

Nie dlatego, że trzeba. Nie dlatego, że to ma sens. Tylko dlatego, że mogłem.

Wiedziałem, że oni to zrobią.

To było najgorsze.

Nie miałem przed sobą sceptyków. Nie miałem przed sobą ludzi, którzy wstaną i powiedzą: panie, puknij się pan w miskę. Miałem przed sobą uczniów Akademii Świadomego Pyska. Ludzi po module „stanie bokiem do psa w celu przeproszenia przestrzeni”. Oni by to zapisali. Oni by poszli do domu. Oni by się kłócili, czy próbkę należy pobrać rano, czy po spacerze.

Facet patrzył na mnie i czekał.

Ja otworzyłem usta.

- W takich przypadkach - zacząłem powoli - kluczowa jest pełna analiza sensoryczna…

Grupa pochyliła się nad notesami.

I wtedy zobaczyłem siebie z boku.

Nie jako trenera. Nie jako żartownisia. Tylko jako człowieka, który stoi na granicy. Po jednej stronie: niewinny trolling, skarpety dla buldoga, oddawanie łóżka jamnikowi. Po drugiej stronie: totalna ciemność. Behawiorystyczna przepaść. Miejsce, z którego nie wraca się już tym samym człowiekiem.

W głowie miałem dwie myśli naraz.

Pierwsza: „Nie rób tego”.

Druga: „Ale wyobraź sobie opinie w Google”.

Przez sekundę naprawdę walczyłem sam ze sobą. Palce mi zadrżały. Certyfikat w ramce na ścianie błysnął złotą łapką, jakby też mnie kusił. Buldog francuski ziewnął, jakby mówił: „dawaj, człowieku, zobaczmy, jak nisko upadniecie”.

Wziąłem oddech.

- …ale - powiedziałem w końcu - absolutnie nie smakiem.

Ktoś przestał pisać.

- Proszę nie próbować psiego stolca - dodałem bardzo wyraźnie. - To nie jest metoda. To nie jest metafora do praktykowania. To jest moment, w którym idzie się do weterynarza.

W sali zrobiło się dziwnie cicho. Jakby byli trochę rozczarowani.

Pani od maltańczyka uniosła rękę.

- Czyli tylko obserwujemy?

- Tylko obserwujemy.

- A zapach?

Zacisnąłem powieki.

- Z bezpiecznej odległości.

Właściciel psa zapisał: „weterynarz, nie próbować, zapach z dystansu”.

I na tym się skończyło.

Przynajmniej wtedy.

Bo prawda jest taka, że ta myśl czasem do mnie wraca. Nie często. Nie codziennie. Ale są takie momenty: jadę tramwajem, mieszam herbatę, stoję w kolejce po bułki i nagle pojawia się w głowie szept:

„Mogłeś im kazać”.

I od razu robi mi się zimno.

Bo wiem, że mogli to zrobić.

Wiem, że wróciliby tydzień później z tabelką w Excelu, kolumnami: kolor, konsystencja, bukiet, refleksje emocjonalne psa.

A ja musiałbym tam stać w polarze z haftem i udawać, że to był element procesu.

Dzisiaj prowadzę drugi poziom kursu: „Człowiek jako smycz energetyczna”.

Na pierwszych zajęciach każę uczestnikom przez piętnaście minut udawać drzwi, żeby pies mógł „przepracować przejścia”.

Mam już zapisy do listopada.

Ale przy temacie stolca zawsze mówię jedno:

- Weterynarz.

Potem robię pauzę.

Bo człowiek musi znać swoje granice.

Nawet behawiorysta.

https://www.facebook.com/groups/kopypasty/posts/4223712624548778

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fenomen

w Heheszki

30piorunów

#heheszki #jedzenie #takaprawda #pasta #polska

Zajumane z FB, na dole link do źródła.

Każdy z Was na bank to czuje, ale jakoś głupio o tym powiedzieć, natomiast okazuje się, że wszyscy mamy ten sam problem.

Pizza była kiedyś dla biednych, a dziś trzeba brać kredyt, żeby zjeść przypalonego placka z garścią sera i pieczarek.

Kiedyś było to jedzenie dla biedoty.

I to dosłownie. Powstała w Neapolu jako tani placek dla ludzi, których nie było stać na wymyślne jedzenie. Mąka, trochę pomidorów, trochę sera, czasem coś wrzucone z litości przez los i obiad gotowy. To było coś na zasadzie tego, jak Wasza kobieta sprząta lodówkę, bo wszystkiemu kończy się ważność i mówi, że k⁎⁎wa, jutro zapiekanka. A jak zapytasz z czym, to odpowiada…

ZE WSZYSTKIM!

Chodziło o to, żeby się najeść szybko, tanio i bez filozofii.

A dziś?

Dzisiaj wchodzisz do polskiej pizzerii i czujesz się jakbyś wszedł do najdroższego Włoskiego butiku, gdzie projektantem jest gość, którego nazwiska nawet nie potrafisz wymówić.

Patrzysz w menu na ceny i okazuje się, że nigdy nie widziałeś tylu zer obok siebie, no chyba, że oglądałeś kiedyś obrady sejmu.

Zamawiasz pizzę 42 cm.

79 zł.

Okej, a co jest w tej cenie do pizzy?

Nic. Pizza.

Koniec. Nic więcej. Żadnego sosu, oliwy. Jak chcesz sos czosnkowy, to dopłać 5 zł.

Za 80 zł, rozumiesz? Za placka w tej cenie spodziewałbym się oprowadzenia po zapleczu gdzie rodowity Włoch pokazuje Ci jak kręci w powietrzu ciasto, potem przez 5 minut śpiewa Italodisco, a na końcu proponuje Ci wycieczkę do Pizy żebyś zobaczył krzywą wieżę, bo akurat musi pojechać kupić zapas mąki.

I ja rozumiem koszty. Naprawdę. Lokal, prąd, ZUS, pracownicy, składniki, włoskie produkty, prosciutto dojrzewające dłużej niż niektóre małżeństwa. Rozumiem pizzę za 60-70 zł z burratą, pistacjami i szynką, którą masował osobiście Giuseppe spod Neapolu.

Ale k⁎⁎wa… pizza z serem i pieczarkami za 80 zł? To już nie jest jedzenie dla ludzi.

Na to musi być specjalna okazja i ustalenie budżetu w rodzinie.

Przecież pieczarki nie są wydobywane przez nurków na dnie oceanu. To nie są trufle eskortowane przez ochronę BOR-u. To jebane pieczarki. Warzywo tak tanie, że kiedyś było dodatkiem „żeby coś było”.

Najlepsze są jednak te nowoczesne pizzerie, które robią z pizzy doświadczenie duchowe.

Wchodzisz do lokalu. Beton na ścianach. Żarówki zwisają jak po remoncie. Krzesła niewygodne specjalnie, żebyś przypadkiem nie odpoczął za długo po wydaniu 200 zł. W tle techno dla ludzi po ASP.

Kelner przychodzi i mówi, że ich ciasto dojrzewa 72 godziny.

Przecież ja k⁎⁎wa nie mam tyle czasu, chciałem zjeść coś na szybko.

Potem dostajesz pizzę wielkości koła zapasowego do Fiata Punto i słyszysz, że minimalizm składników pozwala wydobyć charakter wypieku.

Minimalizm? Bracie, tam są trzy kawałki sera i samotna pieczarka wyglądająca jak ocalały z katastrofy.

I oczywiście obowiązkowa oliwa.

Ale nie taka normalna. Nie. Teraz oliwa musi być infuzowana, rzemieślnicza i z nutą dymu i cytrusów.

Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, czy będę wyglądał głupio jak zacznę się nią nacierać w lokalu zamiast marnować ją do pizzy?

Kiedyś oliwa stała na stole i każdy lał ile chciał. Dziś dostajesz pipetkę jak w laboratorium.

Proszę bardzo, 14 zł.

14 zł za tłuszcz do chleba. Za chwilę będą podawać ketchup z ochroniarzem.

A dowóz? To jest osobny kabaret i temat na osobny post, ale w skrócie.

Pizza kosztuje 82 zł.

Dowóz 11.99 zł.

Opłata serwisowa 4 zł.

Opakowanie ekologiczne 3 zł.

Aplikacja doliczyła coś jeszcze, bo chyba była smutna.

Finalnie płacisz 109 zł i zastanawiasz się, czy Ty aby na pewno zamówiłeś Włoską Margherita pizzę, czy Włoską Małgośkę na godzinę.

A ty jesz tę pizzę za stówę i próbujesz sobie wmówić, że czuć jakość, że nie żałujesz…

Nie, k⁎⁎wa.

Czuć desperację i ratę za leasing pieca.

I dajcie znać serio.

Ile kosztuje u Was pizza?

Wejdźcie teraz na aplikację, sprawdźcie i napiszcie w komentarzach.

Źródło: https://www.facebook.com/SerafinPeziol/posts/pfbid02DLSkT6TiDTNLBzczS3Jg3ohQ5eQ2ZiV7KWbrGmrGNC2eukbnFVUSp5dffCxt3VaGl

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Rodzicielstwo

14piorunów

Hej, pytanie do czytających na dobranoc z #rodzicielstwo. Polecacie jakieś pozycje do poczytania przed snem? Kubusie i Kicie kocie to już na pamieć i ja znam :p.

Gruba ryba1piorunów

A może odwiedź pobliską bibliotekę i dział książek dla dzieci? Dzieciak sam sobie wybierze co będzie chciał czytać.

Inspirator3piorunów

Jaki wiek kaszojadów?

U nas 4-latkowi wchodzą ostatnio głównie Frankliny. Jak trochę starszy to fajna jest seria o przygodach skarpetek.

Pokaż więcej komentarzy (26)

Lider

w Książki

33piorunów

742 + 1 = 743

Tytuł: Old Shatterhand

Autor: Karol May

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Siedmioróg

Format: ebook

Liczba stron: 294

Ocena: 7/10

To książka, która działa trochę jak wehikuł czasu. Wracając do Old Shatterhanda, trudno nie mieć wrażenia, że znów jest się młodszym - kiedy czytanie było czymś innym, a wyobraźnia działała inaczej. Przygody na Dzikim Zachodzie wciągały wtedy bez najmniejszego problemu. Historia skupia się na młodym Niemcu, który trafia do Ameryki i stopniowo staje się legendarnym Old Shatterhandem - człowiekiem silnym, sprawiedliwym i niemal niezniszczalnym. Po drodze poznaje Winnetou, z którym łączy go jedna z najbardziej ikonicznych przyjaźni w literaturze przygodowej, mimo wielu róznic.

Największą siłą tej książki jest właśnie jej przygodowy charakter. Pojedynki, pościgi, niebezpieczne wyprawy i starcia z przeciwnikami - wszystko to jest podane w sposób prosty, ale bardzo wciągający. Karl May nie komplikuje fabuły, tylko stawia na tempo i emocje, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z przyjemnością. To klasyczna opowieść o dobru i złu, honorze i przyjaźni. Czyli idealna dla jej grupy docelowej.

Jednocześnie widać, że to literatura z innej epoki. Bohaterowie są mocno idealizowani, konflikty często uproszczone, a świat przedstawiony bywa czarno-biały. Dla współczesnego czytelnika niektóre elementy mogą wydawać się naiwne albo zbyt schematyczne - szczególnie jeśli oczekuje bardziej złożonych postaci i realistycznej psychologii, ale przymykam na to oko, bo jestem 25 lat starszy niż typowy czytelnik tej książki.

Mimo tego Old Shatterhand broni się swoją energią i klimatem. To książka, która przypomina, dlaczego kiedyś tak łatwo było zatracić się w lekturze i po prostu dobrze się bawić. Był to bardzo przyjemny powrót do korzeni czytania - może prosty, ale przez to właśnie tak satysfakcjonujący.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Inspirator1piorunów

Pierwsza książka jaką pamiętam, że mi się bardzo spodobała.
Mój tata miał wydanie zeszytowe, zeszyty A4 bodajże kupowane w kiosku, które dał do oprawienia i wyszła wielka książka formatu A4. Nosilem ją ze sobą do podstawówki, zajmowała większą część mojego tornistra, czytałem na przerwach i próbowałem na lekcjach pod ławką 😀

Inspirator1piorunów

Mocno jest brutalna? Pamiętam, że mi też za gówniaka ta seria weszła jak złoto, więc chciałbym teraz przeczytać to dzieciakowi, tylko obawiam się czy to jeszcze nie za wcześnie dla niemalże 7-latka - pamiętam jakieś walki na noże i opisy skalpowania. Młody już ma za sobą wszystkie klasyki Verne'a, dwie części Tomka i kilka części Pana Samochodzika - czy ta seria mocno odstaje drastycznością od tych pozycji?

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Hydepark

202piorunów

Ktoś się spyta jak się żyje na ścianie wschodniej?
Tracisz znajomych jeśli:
- masz wyraźnie większe dochody
- krytykujesz unikania płacenia podatków
- kupiłeś nowy samochód
- krytykujesz PIS/Konfederację/Brauna/Kościół Katolicki
- odmawiasz spożycia alkoholu
- nie słuchasz disco-polo

I tak sie zyje. Poznajesz ludzi, wydaja Ci sie rozsadni, a potem zonk.
#gownowpis #gorzkiezale

Lider4piorunów

Zapomnialem dodac - jestes przedsiebiorca. Wtedy mowia, ze jestes prywaciarzem xD Kumpla tesc kiedys przy rodzinnym obiedzie odpalil swoje madrosci o pierdolonych prywaciarzach. Kumpel sie spytal czy on tez jest pierdolony xD

Autorytet2piorunów

@100mph O. Moje rodzinne strony. Ponad dwie dekady temu spierdoliłem z Terespola, ale jak odwiedzam od wielkiego dzwonu rodzinne strony to dokładnie tak to wygląda między nimi. Ten z tym już nie gada, bo za Tuskiem. Tamtemu odbiło i nie gada z sąsiadem, bo mu lepiej idzie. Trzech kuzynów się podbudowało na jednym wielkim podwórku (podzielone po babci). Żrą się o byle co, a kiedyś byliśmy jedna paczką.

Moj rodzinny dom stoi pusty i niszczeje. Tam nie ma obecnie perspektyw.

Ale gdyby się kiedyś odblokowały dobre stosunki z Białorusią, to rzut kamieniem jest Brześć. Miasto z kilkuset tysiącami mieszkańców. Wtedy ten dom będzie wart sporo.

Pokaż więcej komentarzy (50)

GURU

w Bazar

36piorunów

494 + 1 = 495

*

Tytuł: Sensacyjne życie ptaków

Autor: Adam Zbyryt

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 10h

Liczba stron: 320?

Ocena: 7/10

*

Mam problem z tą książką. Z jednej strony daje masę ciekawostek o życiu ptaków i to dużo bardziej zróżnicowanych niż poprzednio, ale… dygresje. Pełno dygresji. Już na starcie autor zaznacza, że to nie jest tytuł wyłącznie o ptakach i faktycznie to czuć.

"Sensacyjne życie ptaków" to coś w rodzaju przeglądu popcornowych tematów z ptasiego świata - od ptaków pijących krew, przez trujące przepiórki, ptasią masturbację, jedzenie odchodów, "kosmetyki", samoleczenie, kończąc na ptasim homoseksualizmie. Jakiś bori mógł zostać pominięty. Z pozoru clickbejt, w praktyce dość naukowa opowieść, choć autor ucieka od tego stwierdzenia. Każde zagadnienie tak, jak w poprzednio recenzowanej przeze mnie książce jest analizowane z wielu perspektyw, a autor nie skacze na hipotezy, jak jurny królik i jasno zaznacza kiedy czegoś nie wiemy.

Gdzie problem? Cóż. Czasem autor leci do ciepłych krajów próbując zarysować pewien koncept, a jak już wraca, to się okazuje, że powiązanie między dygresją, a tematem przewodnim bywa luźne, a w sporadycznych przypadkach, nie ma go w ogóle. Nie jest aż tak tragicznie, jak w "Rzeczy o ptakach" innego autora, ale bywa to lekko dezorientujące. Zwłaszcza w połączeniu z okazjonalnym chaosem. Nie raz musiałem się cofnąć, żeby sprawdzić czy coś przeoczyłem, by odkryć, że nie, po prostu autor musiał zastosować jakiś skrót myślowy i mnie zgubił. Mam też wrażenie, że dużo więcej jest tu prywatnych przemyśleń, czasem za dużo.

Ogólnie uważam, że tym co najmocniej ciągnie ten tytuł w dół, jest brak odpowiedniej korekty, a sama treść jest fajna. Trochę jak dobry schabowy, ale dostajemy go na tekturowym talerzu i mamy kroić plastikowym nożykiem. Adam Zbyryt ma bardzo fajny sposób przekazywania wiedzy o ptakach, ale chyba przydałby się ktoś, kto by przy nim stał z dmuchanym, balonowym kijem bejsbolowym i robił boink za każdym razem jak wlatuje za gruba dygresja. XD

Nadal uważam, że to dobra książka. Po prostu trzeba być gotowym na to, że tego schabowego będziecie jedli łapkami.

*

:bird: To już trzecia książka ornitologiczna jaką zrecenzowałem. Nie wiem czy będę kontynuował, zobaczymy. Inne recenzje znajdziecie tutaj:

:small_orange_diamond: 9/10 - **Czego się boją ptaki?** - Adam Zbyryt

:small_orange_diamond: 5/10 - **Rzecz o ptakach** - Noah Strycker

*

#bookmeter

> #dziwensieodchamia

#ksiazki #audiobook #ptaki #ornitologia

Lider1piorunów

@Dziwen dlatego Zbyryta się znakomicie słucha w poniedziałkowe przedpołudnia w Radiu 357, ale do książki podchodzę z lekkim dystansem 😛

Fanatyk3piorunów

Dziwna tematyka

Pokaż więcej komentarzy (6)

Inspirator

w Hydepark

22piorunów

321 + 1 = 322

Tytuł: Detroit. Sekcja zwłok Ameryki.

Autor: Charlie LeDuff

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 9788380490406

Liczba stron: 296

Ocena: 6/10

Użycie wyrażenia "Sekcja zwłok" może być dla niektórych trochę mylące. Mi kojarzy się ono z analizą, skrupulatnym i usystematyzowanym dociekaniem przyczyn i następujących po nim skutków, rozkładaniem wszystkiego na czynniki pierwsze. Zamiast tego dostajemy kilka raczej mniej niż bardziej powiązanych ze sobą historii, anegdot oraz osobistych doświadczeń autora wynikających z bycia rdzennym mieszkańcem Detroit. Owe "okruszki" z rzeczywistości Detroit całkiem nieźle pozwalają zasmakować w realiach tego upadłego miasta (chociaż niektórych może trochę irytować język autora któremu chyba bardzo zależy, żeby pokazać jakim to jest lokalnym "swojakiem"), jednak mimo wszystko sekcją zwłok tego nazwać nie można - co najwyżej szturchaniem trupa kijem. Mimo wszystko czyta się jednak dosyć przyjemnie i stąd stosunkowo wysoka ocena.

Fanatyk2piorunów

@Kuba0788 czytałem kilka lat temu. Podobała mi się, ale faktycznie jest to raczej zbiór historii, które łączy jedno miasto. Nie ma tu głębszej analizy.

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

48piorunów

#pogoda #klimat #zimowypierdalaj

Jakie to szczęście, że mogę żyć w tym wąskim pasku, gdzie dotarła zachodnia cywilizacja (i temperatury) a nie jak jakieś zwierze polarne.

Osobistość1piorunów

O tak, ściana zachodnia kocham Cię

Inspirator4piorunów

Taka wyżowa mroźna, słoneczna pogoda to jest czyste złoto - w ogóle nie czuć tych mrozów, a za to wokół jest pięknie i człowiek (a przynajmniej w moim przypadku tak to działa) ma dwa razy więcej energii niż normalnie. Mnie dużo mocniej wypiździ, gdy jest +2, wilgoć w powietrzu i szaruga niż teraz. Niech ta zima trwa....

Pokaż więcej komentarzy (18)

Autorytet

w Hydepark

32piorunów

102 + 1 = 103

Tytuł: Didaskalia. Osiem rozmów o przyszłości Polski

Autor: Patrycjusz Wyżga

Kategoria: inne

Format: książka papierowa

Ocena: 8/10

Rozmowy z ekspertami o prawdopodobnym kierunku rozwoju Polski. Przez politykę, gospodarkę, wojsko, migrację na demografii kończąc. Neutralna światopoglądowo, mądrych to miło posłuchać (poczytać).

Gruba ryba1piorunów

@DerMirker czy to są zapisy rozmów, jakie odbyły na na kanale na YouTubie?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Hydepark

102piorunów

W sumie tak sobie czasem myślę, że dorastanie w latach 90 to był naprawdę przywilej. Wszyscy żyliśmy W duchu tego, że świat się odbudowuje po wojnach, że mimo wszytsko ciężka praca ma jakiś sens i, że jeszcze mamy jakąś dobrą szanse na rozwój. Świat był w miarę pokojowy a nadzieję na przyszłość dobre.
Teraz który kamień nie podniesiesz to jest pod nim gowno. A takie rzeczy jak Ukraina czy obecnie Iran w mojej głowie w zasadzie były nie do pomyślenia, bo myślałam, że cywilizacyjnie jako ludzie odrobilismy lekcje.

Eh. #gorzkiezale #lata90 #iran #gownowpis

Fenomen3piorunów

@hatti-vatti Ja przy każdej kolejnej wojnie, jaka wybucha, kręcę głową ze zdziwienia. Zgoda buduje niezgoda rujnuje, to jest tak oczywiste jak 2+2=4. Rozpoczynanie wojny to jest zawsze, ale to zawsze, czyjeś nieszczęście, śmierć ludzi i bieda. I to bieda na długie lata, bo potem firmy obawiają się inwestować w takim kraju.

Najgorzej niestety jak do rządów dorwie się jakiś niespełna rozumu dyktator, jak obecnie w r0sji i nie ma kozaka, który wstałby i powiedział: zobacz, co zrobiłeś debilu!

Ale nie, oni będą dalej to ciągnąć, tak jak to robił Hitler i Pol Pot, Hirohito i cała masa takich pojebów. Dzisiaj ktoś to skomentował memem, który trafnie opisuje tę politykę:

Sum2piorunów

Wciąż pamiętam 2010 rok. Kiedy wszystko było jakieś takie spokojne. Była ta wiara w to że ludzie potrafią stworzyć nowy lepszy świat.

A teraz... Mam tylko jedno zdanie tylko zbyt kontrowersyjne.

Pokaż więcej komentarzy (56)

Inspirator

w Literatura

37piorunów

30 + 1 = 31

Tytuł: Quo vAIdis

Autor: Andrzej Dragan

Kategoria: Popularnonaukowa

Wydawnictwo: Otwarte

Format: książka papierowa

ISBN: 9788363944223

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10

Dragan jest już chyba swoistą gwiazdą rocka wśród ludzi interesujących się fizyką i okolicznymi tematami. I o ile jego dorobku naukowego nie jestem w stanie ocenić to jego działalność związana z popularyzacją nauki wśród ogółu uważam za ścisłą topkę w Polsce. Dzięki swojemu głębokiemu zrozumieniu tematu, elokwencji oraz temu, że jest on osobą wielu, niekoniecznie zbliżonych do siebie talentów potrafi on przedstawić w sposób jasny i przejrzysty problemy które normalnie są poza zasięgiem zrozumienia przeciętnego człowieka. I chociaż nie jestem jeszcze w stanie jeszcze skonstruować własnej sieci neuronowej to mam już dużo lepsze czucie tego co się dzieje gdzieś w dalekich centrach obliczeniowych gdy proszę o wygenerowanie obrazka aligatora na rowerze albo proszę o podanie domowych sposobów na bolące biodro.

I muszę przyznać, że jest to cholernie fascynujące, że cały proces sprowadza się do mnożenia przez siebie milionów liczb.

Dzięki książce dogłębnie poznamy też opinię autora nt. tez wygłaszanych przez Yanna LeCuna.

Z czystym sercem polecam - Dragan w swojej typowej, wysokiej formie.

#ksiazka

Gruba ryba7piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk2piorunów

Ja to nie mogę z ludzi którzy go krytykują. Chyba zwykle są przekonani o swojej elitarności i elitarności nauki, innego wyjaśnienia nie mam - a Dragan świetnie to przełamuje według mnie

Pokaż więcej komentarzy (6)