Wiecie co jest dość śmieszne? Oburzenie prawakow, że ktoś nie wierzy w chorobę ziobry. Człowieka, który jest nałogowym kłamcą, który sam nie przebierał w środkach (przesłuchiwanie kobiety podczas porodu...), który w każdym możliwym momencie obraża innych.
Człowiek, który miał bardzo trudny nowotwór, który miał bardzo skomplikowaną operację w zeszłym tygodniu, który dosłownie umierał. A co widzimy? Gościa, który bez problemu chodzi, który mimo wycięcia przełyku nie ma problemu z mówieniem (no dobra, ma chrypkę), który ma włosy (jak to był poważny nowotwór i tak długo czekali z operacją to zakładam, że potrzebował chemii). Mamy gościa, który w kilka godzin z rzekomego pobytu za granicą wrócił dawać wywiady pod własnymi domami.
Czy ktoś z was miał kiedyś operację? Czy ktoś miał choćby usuwane ósemki? Ja na szczęście tylko wycięcie pieprzyka (super sprawa, że jestem odporny na znieczulenie, nie polecam), ale opiekowałem się choćby dziadkiem po wszczepieniu rozrusznika, kumplem po wycięciu grasicy, albo obserwowałem jak moja babcia powoli odchodzi przez raka. I wiecie co? Nawet kumpel po laparoskopowym wycięciu tej grasicy nie mógł się ruszać z łóżka przez kilka dni, a to raptem dwie dziurki jak po igle. Człowiek po chemii nie jest w stanie funkcjonować normalnie przez kilka dni, zmienia się też jego osobowość. Tu mamy gościa, który nawet przytył po pobycie w szpitalu :v
Sory, ale ja tego nie kupuję.
#polityka