
Wpis użytkownika Piechur w Filmy
PiechurGruba ryba
14piorunów176 + 1 = 177
W przerwie między Strasznymi Filmami film uważany za straszny, strasznym nie będąc. Zapraszam na #piechuroglada :popcorn:
----------
Tytuł: Matrix: Revolutions
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: Larry (Lana) Wachowski, Andy (Lilly) Wachowski
Czas trwania: 129 min
Moja ocena: 7/10
Neo wie już, co musi zrobić, aby dać ludzkości szansę i zapanować nad panoszącym się bez kontroli Smithem. W międzyczasie Zion walczy o przetrwanie w nierównym starciu z maszynami.
Krążą opinie, że jest to najgorsza część z oryginalnej trylogii, z czym od dawna się nie zgadzam. Początek jest dość toporny, to fakt: Neo na stacji, beznadziejnie grająca dziewczynka, niezręczne tłumaczenie zmiany aktorki grającej wyrocznię (Gloria Forester niestety zmarła w 2001 roku), cały wątek z klubem i Merovingianinem... Ech, ciężko się to gryzie, ale później jest już dużo lepiej. Osobiście podobało mi się skupienie bardziej na walce mieszkańców Zionu z maszynami - akcja wylewa się z ekranu, cały czas coś się dzieje, dodatkowo mamy statek prowadzony przez Niobe, jest fajnie. Mocnym elementem jest również postać Bane'a, a konkretnie to jak fenomenalnie Ian Bliss, który się w niego wciela, zdołał emulować grę Hugo Weavinga. Finalna walka jest spoko, choć zdecydowanie bardziej w napięciu trzymała mnie konfrontacja Neo ze Smithem w pierwszej części. Polecam jako dobry akcyjniak na wieczorny seans.
Komentarze (2)
Mi nie podibał się ten najazd maszyn na Zion, było ich za dużo żeby się dało od nich obronić i przez to wyglądało to nierealistycznie że im się udało
Fun fact: Podczas finałowej walki wykorzystano sztuczny deszcz, który dla lepszego efektu składał się z wyjątkowo dużych kropli. Filmowanie w takich warunkach okazało się wyjątkowo trudne, zwłaszcza dla aktorów, którzy mieli problem nie tylko z wypowiadaniem swoich kwestii (przy ustach często tworzyły się bąble powietrza), ale także z widocznością.