Wpis użytkownika PanAreczek w Hydepark
PanAreczekGwiazdor
35piorunówByłem ostatnio na targach roślin, takich wiecie: monstera za pół wypłaty, podłoże premium, mech w słoiku jako „mikroekosystem”, a między tym wszystkim nagle strefa gastro. Stoisko z reklamą sokowirówki. Dalej wrapy, jakieś wegańskie pierogi, lemoniada za 20 zł.
Obok kolejne i baner: „Psi Bufet”.
Podchodzę bliżej, a tam typ z uśmiechem jak z reklamy jogurtu i drugi gość, który wygląda jakby właśnie zwietrzył interes życia.
- Dzień dobry, zapraszam, świeże posiłki, naturalne składniki, najwyższa jakość.
- O, a co to dokładnie?
- Gotowe dania, zbilansowane, przygotowywane z mięsa i warzyw, dostarczane regularnie.
- Mięsa pan mówi… a ten „psi” to co oznacza?
- To nazwa marki.
- No tak, ale coś musi znaczyć.
- No… taka identyfikacja.
Gość się nachyla konspiracyjnie.
- Czyli rozumiem, że specjalizujecie się w… psie?
Sprzedawca jeszcze się uśmiecha, ale już tak mniej pewnie.
- Tak, specjalizujemy się w psach.
- No właśnie, czyli…?
- No… czyli tworzymy jedzenie dla psów.
- Dla psów? Czyli jak dla psa, czy z psa?
- Nie, nie z psa! Dla psa.
- Aha… czyli pies nie trafia do garnka?
- Dokładnie. To psy są odbiorcami, nie składnikiem.
- Okej, oficjalnie rozumiem. A nieoficjalnie?
Obok ktoś z wrapem przestaje gryźć i zaczyna słuchać.
- Nie ma żadnego „nieoficjalnie”.
- Wie pan, ja już jadłem różne rzeczy. Człowiek podróżuje, próbuje…
- Proszę pana, to jest jedzenie dla psów.
- Czyli testujecie na nich, zanim trafi do klienta?
Sprzedawca mruga dwa razy.
- Nie. Psy są klientami.
- Pies nie jest klientem.
- Jest, bo to dla niego jest produkt.
- Klient płaci. Pies nie płaci.
- Właściciel płaci w jego imieniu.
- Czyli właściciel jest klientem.
- Ale pies korzysta.
- Dziecko też korzysta z zabawek, a nie jest klientem.
- No…
- Czyli sprzedajecie jedzenie właścicielom.
- Tak.
- A nazwa sugeruje, że psom.
- Bo to dla psów.
- No ale klientem nie jest pies.
- …
- Czyli coś tu się nie spina.
- …
- Dobra, nieważne. Ile za kilogram?
- Czego?!
- No tego waszego… „nie dla ludzi”.
Sprzedawca odwraca głowę i przez chwilę udaje, że coś poprawia na stoisku.
- A jakbym wziął większą ilość?
- NIE MA TAKIEJ OPCJI.
- Zawsze jest opcja, tylko trzeba się dogadać.
Ludzie już jawnie słuchają, kilka osób przestało udawać, że ogląda rośliny.
- Proszę pana, to jest catering dla psów.
- No właśnie, czyli macie dostęp do… surowca.
- NIE MAMY DOSTĘPU DO ŻADNEGO „SUROWCA”!
- Szkoda, bo wygląda pan na konkretnego człowieka.
Sprzedawca bierze głęboki wdech.
- Kurczak. Wołowina. Indyk. To mamy.
- A pies na specjalne zamówienie?
- NIE.
- A jak przyniosę swojego?
Zapada taka cisza, że nawet sokowirówka ze stoiska obok jakby przycichła.
- Proszę… co?
- No swojego nie mam, ale mógłbym ogarnąć. Pan by tylko przygotował.
- PROSZĘ NATYCHMIAST ODEJŚĆ OD STOISKA.
- Czyli jednak się nie dogadamy.
Gość wzdycha, jeszcze raz zerka na baner.
- Szkoda, bo nazwa robiła nadzieję.
Odchodzi w stronę jedzenia, a sprzedawca stoi chwilę nieruchomo, po czym bierze marker i powoli poprawia baner:
„Bufet dla psa.”
źródełko: https://www.facebook.com/groups/kopypasty/posts/4168205820099459
Komentarze (8)
@PanAreczek ale taka kaszaneczke z psa jak w Wietnamie to bym wpierdolil. Szkoda, że na miejscu nie można kupić, bo wszystkim odpierdala.
@Johnnoosh https://bezprawnik.pl/jesc-mieso-psa/ problem leży w pozyskiwaniu surowca 😛
W niektórych krajach można bez przeszkód jeść mięso psa lub kota. Czy polskie prawo też na to pozwala?Czy prawo w Polsce pozwala jeść mięso psa albo kota? W zasadzie tak. Za to nie jest możliwy legalny ubój takich zwierząt.Bezprawnik@PanAreczek Chodzi glownie o to żeby nie hodowano psów na mięso, to jest najgorsze a nie samo zjedzenie a że tych usypianych w schroniskach jest niewiele to nie ma sensu zmieniać zwyczajów, u nas się nie je mięsa z psów i tyle.
@PanAreczek bambinisci mogliby sie nie przypierdalac kto z jakiego zwierza robi ibiad
@wielbuont Mamy w opór bezdomnych burków, schroniska przepełnione... jakby chociaż karmę z nich robili, to by nie szło na zmarnowanie.
Nawet śmiechem.
Btw byliśmy na wycieczce kończącej się przy jakiejś i stadninie. Była knajpa z pierogami i żurkiem niekiedy zacząłem dopytywać o dania z koniny to powoli zaczął się realizować dialog jak z tej pasty powyżej. No ale żona już mnie zaczęła kopać pomostach pod stołem i nie dobrnęliśmy do etapu wymiany szyldu na lokalu 😁
@PanAreczek mnie to tam średnio stresuje tak naprawdę bo raczej nienjem padliny jako takiej w ogóle. Ale oczywiście dla draki przez chwilę drążyłem temat.
@pigoku oficjalnie nie mają pewnie 😛