
Wpis użytkownika fonfi w Kawiarnia "Za Firewallem"
fonfiFanatyk
18piorunówDzieńdobrywieczór się z Państwem,
O mały włos zapomniałbym o opowiadaniu. Ale na szczęście nie zapomniałem. To znaczy ściśle mówiąc, to zapomniałem, ale zostało mi przypomniane. W każdym razie jest. Teraz mogę mieć jedynie nadzieję, że czytając będziecie mieli Państwo przynajmniej tyle frajdy ile ja miałem przy pisaniu.
Uprzedzając pytania: tak - Doris jest postacią autentyczną (tą z załączonego dla atencji zdjęcia), nie - nie potrafi gadać. Ale szaleć w środku nocy i drzeć się w niebogłosy już zdecydowanie tak. Wszelkie podobieństwa i zachowania są całkowicie nieprzypadkowe.
Zatem - nie przedłużając - zapraszam Państwa do lektury opowiadania powstałego na potrzeby zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem .
------------------
Koci Punkt Widzenia, czyli tuńczyk, polityka i programowanie rozproszone
— Doris, wróciłem! - krzyknął Ryszard w głąb mieszkania zamykając drzwi wejściowe za sobą.
— Dobra, zaraz przyjdę - dało się słyszeć zaspany głos z głębi mieszkania, gdzieś z okolicy sypialni.
Pomimo, że był piątek - a w piątki Ryszard zazwyczaj kończył pracę wcześniej - tego dnia dotarł do domu dość późno. Wieszając lekko przemoczoną kurtkę na wieszaku, usłyszał znajome ziewnięcie, które zawsze towarzyszyło przeciąganiu i rozciąganiu się świeżo rozbudzonej Doris. Poszedł do kuchni i wstawił czajnik z wodą żeby zaparzyć sobie herbatę.
— Jesteś głodna? Nałożyć ci coś? — krzyknął do Doris lustrując przy okazji zawartość lodówki.
— Jest wieczór. Oczywiście, że jestem głodna. I nie musisz się tak drzeć.
Ryszard aż podskoczył słysząc głos bezpośrednio za plecami i obejrzał się przez ramię obrzucając Doris karcącym wzrokiem.
— Chryste, mówiłem ci tyle razy, żebyś się tak nie zakradała. Zawału kiedyś dostanę.
— Ja się nie zakradam. Ja po prostu tak się poruszam. Jak mam inaczej chodzić? - odparła ze znudzeniem — F komsu jessem kotem — dodała niewyraźnie, wylizując sobie prawą łapę — A koty poruszają się cicho.
— Akurat! Nagram to i odtworzę ci o 4 nad ranem, jak przegalopujesz przez mieszkanie i moje łóżko niczym stado dzików.
— O! kochany - od zoomies to ty się odczep. Dobrze wiesz, że tego nie da się kontrolować.
— Hektor u sąsiadki jakoś kontroluje - rzucił złośliwie Ryszard
— Czy ty widziałeś tego spaślaka?! On nawet nie jest w stanie wylizać sobie jajek pod ogonem. Albo raczej tego co po nich zostało. A co dopiero przebiec parę metrów.
Mówiąc to, zeskoczyła ze stołu, na krawędzi którego przeprowadzała przed chwilą powierzchowną toaletę i usiadła zgrabnie przy miskach, wyglądając jak koci egipski posążek.
— No dobrze, niech ci będzie. Kurczak czy tuńczyk? - zapytał Ryszard trzymając dwie puszki w ręku.
— Tuńczyk. Tylko podgrzej trochę. Nie lubię takiego z lodówki. Powinien mieć temperaturę świeżej myszki. A tak w ogóle to gdzie byłeś do tej pory, hę?
— Zasiedziałem się w biurze bo próbowałem rozwiązać problem synchronizacji procesów w serwerach - wiesz, to o czym ci wczoraj opowiadałem. A później skorzystałem z zaproszenia na obiad od Anki.
— Tej z pracy?! Tej co ma tę szylkretową kotkę Plamkę?! Chcesz mi powiedzieć, że kładłeś łapy na obcym futrze?! - syknęła Doris, a oczy zmieniły się w szparki i złowieszczo zabłysły.
— Byłem u Anki. Nie u Plamki. — próbował bronić się Ryszard
— Jasne! Ale ta mała małpa siedziała ci na kolanach!? Nie kłam! Widzę jej kłaki na twoich spodniach!
— Owszem, Plamka jest bardzo towarzyska…
— Masz w domu Rexa Kornwalijskiego, a łazisz głaskać jakiegoś parchatego dachowca?! - warczała coraz bardziej nakręcona Doris
— Hej! To było rasistowskie! - oburzył się Ryszard
Na szczęście sprzeczkę przerwało piknięcie mikrofalówki i letnia kocia karma z tuńczykiem znalazła się, z charakterystycznym mlaśnięciem, w misce. Na ten dźwięk Doris, zupełnie jak gdyby nic się przed chwilą nie stało, zaczęła kręcić ósemki między nogami Ryszarda, zaczepiając go ogonem i głośno przy tym mrucząc. Postawił miskę na podłodze, zalał sobie herbatę i usiadł na kanapie przyglądając się jak kocica pałaszuje zawartość miski z takim zapałem, że kawałki jedzenia fruwały dookoła lądując jej nawet między uszami.
— Jesz jak prosię… - skwitował.
— Kwjaaaa?! - oburzyła się Doris z pełnym pyszczkiem, przez co pytanie zabrzmiało bardziej jak kwiknięcie, dopełniając całości obrazu.
Ryszard uśmiechnął się pod nosem, zostawił kocicę w spokoju i włączył kanał informacyjny, żeby nadrobić zaległości z całego dnia. Akurat pokazywali relację ze sprzeczki prezydenta Zełeńskiego z Trumpem i J.D. Vansem w Gabinecie Owalnym. Zaproszeni do studia komentatorzy i eksperci w równie nerwowy co panowie prezydenci sposób, prowadzili ożywioną dyskusję, przekrzykując się i próbując przewidzieć co z tej awantury wyniknie dla szeroko pojętej geopolityki.
— A ci dwaj co znowu nawywijali?
Ryszard po raz kolejny wzdrygnął się zaskoczony głosem tuż przy jego uchu. Spojrzał groźnie na siedzącą na oparciu kanapy i wyraźnie zadowoloną z efektu zaskoczenia kocicę.
— Jeszcze nie wiem, dopiero włączyłem informacje, ale najwyraźniej nie bardzo mogą się dogadać.
— A to wszystko przez to, że nie ma tam kota - oceniła Doris - Koty łagodzą obyczaje. Tyko obecność kotów gwarantuje, że ludzie są spokojni, racjonalni i zachowują odpowiedni dystans do siebie i świata.
— A to ciekawe, masz na to jakieś dowody, czy tak na poczekaniu sobie wymyśliłaś? No i weź odwróć się jak wylizujesz się tym tuńczykiem. Nieludzko śmierdzi ci z pyska.
Na ten komentarz kocica przerwała w połowie wylizywanie futra na brzuchu i spojrzała na niego z groźnie położonymi uszami. Jednak złowrogi w zamyśle wygląd pyska, zniweczył całkowicie, komicznie wysunięty do połowy język. Ryszard parsknął śmiechem, wziął kocicę na ręce i - ewidentnie niezadowoloną - posadził sobie na kolanach.
— No to jak to jest z tą mądrością i łagodzeniem obyczajów, co? - zapytał wracając do tematu rozmowy.
— No weźmy takiego Piechocińskiego i jego Miauczura - zaczęła Doris, wydeptując czwarte już kółko na kolanach Ryszarda w poszukiwaniu właściwej miejscówki - łażą sobie na grzyby, robią selfiaki, wrzucają ciekawostki do internetu. Świat dookoła płonie, a oni heheszkują - zero spiny. O, albo taki Larry…
— Jaki Larry, nie kojarzę żadnego Larrego.
— No ten co jest Głównym Myszołapem w służbie Sekretariatu Gabinetu na Downing Street w Londynie. Ci to dopiero mają dystans do siebie. Nie ma to jak brytyjski humor, nie? Widziałeś kiedyś zdenerwowanego brytola? Pijanego - owszem. Głośnego też. Ale zdenerwowanego…?
— A Brexit? To chyba nie była zbyt rozsądna decyzja? A podjęta za “kadencji” Larrego, nie?
— Ryszard, nie udawaj głupiego. Przecież tak jak ja, dobrze wiesz, że dzięki staraniom Larrego zarówno David Cameron jak i Theresa May byli przeciwni Brexitowi. Jedyne czego ten napuszony angielski sierściuch nie dopilnował to tego porąbanego pomysłu z referendum. No ale może akurat był zajęty obowiązkami i łapał myszy. W każdym razie to na pewno nie jego wina.
— A Fiona? - drążył Ryszard
— Jarkowa Fiona, ta histeryczka?! - Doris aż przysiadła z wrażenia i przestała ugniatać ciasteczka na miękkim brzuchu Ryszarda - To akurat wyjątek. Ona faktycznie jest zdrowo rąbnięta. Myślę, że to schronisko ją tak załatwiło zanim ją stamtąd zabrał. Kto wie co tam się mogło dziać. A do tego przeraźliwie linieje. Powinna bardziej o siebie zadbać. Zwłaszcza o tę przetłuszczoną sierść na ogonie i rozdwojone końcówki. Biedna kocica. Ale trafił swój na swego… A… A pamiętasz Socks’a?
— Tego kota Clintonów? Pamiętam, co z nim? - zaciekawił się Ryszard
— No właśnie, przypomnij sobie jak wyglądała polityka Clintona jak Socks mieszkał w Białym Domu. Reformy gospodarcze, reformy edukacji, a żeby daleko nie szukać to przecież za jego prezydentury przyjęto nas do struktur NATO dzięki czemu teraz możemy spać w miarę spokojnie. - wyliczała Doris - Chyba nie myślisz, że ten stary erotoman sam to wszystko wymyślał?
— No właśnie, nie dało się uniknąć tych seksafer? Przecież to się później ciągnęło za nim latami - dopytywał Ryszard
— Nooo, akurat z faktem, że Bill miał problem z utrzymaniem ptaszka w spodniach to Socks niewiele mógł zrobić. A do tego ta cała Linda z jej nagraniami jak Socks z Billem instruują Lewinsky co ma mówić. Kto mógł podejrzewać… W każdym razie, jak widzisz, za każdym człowiekiem sukcesu stoi kot. Albo kocica.
— Mój boże… - zamyślił się Ryszard
— Boga w to nie mieszaj. Już ci kiedyś tłumaczyłam, że ONA, na swoje podobieństwo stworzyła koty, a was - ludzi - z końcówki ogona, żeby miał nas kto karmić. Nie wracajmy do tego.
— Jasne, jasne - pojednawczo mruknął Ryszard drapiąc Doris za uchem - ale może chodźmy już spać bo późno się zrobiło.
Doris, jak gdyby tylko czekając na to zaproszenie, zeskoczyła z wdziękiem z kolan Ryszarda i potruchtała w kierunku sypialni. Przystanęła na chwilę w progu i obejrzawszy się żeby sprawdzić czy za nią idzie, rzuciła od niechcenia:
— Jak się wyśpisz, to ci jutro pokażę jak ogarnąć tę synchronizację procesów w serwerze. Na wielką kuwetę - ileż można się męczyć z taką pierdołą…
1234 słowa. Wliczając tytuł.
Komentarze (5)
@fonfi zum zum zumies! :grinning:
Piękna koncepcja stworzenia człowieka. Próbuję sobie ten Eden wyobrazić. Z tego mogłoby wyjść całkiem niezłe opowiadanie. Jeszcze jakby tam tego węża umieścić. Nawet nie wiedziałem, że koty na węże polują.
Do Cats Eat Snakes? Health Risks & Precautions - CatsterIf you live in an area where snakes are around you may be wondering if your cat will hunt and eat them, and if they do, will it provide any health benefits?Catster@George_Stark Nawet mi nie mów...
@fonfi Czas, Panie. Czasu brak na wszystko czego by się chciało.
@George_Stark Jeśli tylko zadany temat pozwoli to czemu nie? Chociaż nawet jak nie pozwoli - to czemu nie... 😁