Wpis użytkownika Walenciakowa w Wojna wna Ukrainie
WalenciakowaGURU
36piorunówhttps://qu.ax/BGbC.mp4
Mirror:
https://files.catbox.moe/b9t8lc.mp4
Miszę, Witalija i Vadima poznałem w 2017, w Łodzi, gdzie pracowali razem z moim kolegą Robertem (Polakiem). Fajne chłopaki, przyjechali tu na kilka lat, żeby zarobić na wykończenie swoich domów. Pochodzą z ładnego ukraińskiego miasta Czerniowce, niedaleko granicy z Rumunią. Nie powiem, dogadywaliśmy się i spędziliśmy razem trochę czasu. W 2019 wrócili dokończyć domy, czekały tam też na nich żony i dzieci.
Kontakt co jakiś czas był, zapraszali nas do Czerniowców, chociaż ja tam już kiedyś bylem, przy okazji wycieczki Kijów - Odessa - Tyraspol - Kiszyniów - Czerniowce - Kowel - Chełm. Ale Robert nawet nie ma paszportu, samemu mi się nie chciało.
No i niestety teraz już nie ma wyboru, musimy pojechać. Witalij zginąl w tym tygodniu na wojnie, a to jego pogrzeb. Ziemia puchem Witalij, chwała bohaterom. Przyjedziemy.
Tak chciałem się pożalić. To druga osoba z Ukrainy, którą "straciłem".
Tati (Tatiana) byla moją dziewczyną przez pewien czas, pochodziła z Balaklei (obwod charkowski). Po rozstaniu nadal utrzymywalismy sporadycznie kontakt. Po 24.02.22 Balakleja blyskawicznie wpadla w ręce kacapów. Od tej chwili i az do dziś nie pojawiła się więcej na fb czy messengerze, chociaż wczesniej byla praktycznie codziennie. Nie wiem co się stało.
Komentarze (4)
Ostatnio dopytywałem Ukrainkę, która tutaj sprząta skąd jest, jakie plany. Powiedziała, że jest z Charkowa i że myślała, czy nie wracać na rok szkolny do siebie, bo szkoły mają w końcu poorganizować, a jej córa ma parę lat. Szkoły mają być otwarte w metrze.
Mówiła też, że miasto, z którego ruskie wystrzeliwują rakiety jest tak blisko, że lecą do nich kilkadziesiąt sekund i nie ma szans na reakcję.
I tak siedzi sobie tysiąc kilometrów od domu, za którym tęskni, z dzieckiem, które jest odcięte od prawie wszystkiego, co znało wcześniej.
Tyle tragedii ludzkich przez kacapów. Przyjaciele udostępnili dom dla kobiety z Ukrainy, która uciekała z Kijowa w pierwszej fali. Jechała autem tydzień. Na początku miała to być starsza pani profesor. Drugiego dnia już tylko po doktoracie, trzeciego młoda i każdego dnia wersja się zmieniała. Gdy czekali, aż dotrze do ich mieszkania to wiedzieli, że to młoda pani doktor weterynarii z córką, dwoma kotami i dwoma psami w tym jeden dog... Później ona opowiadała, że jechała zmęczona i przerażona z tym całym dobytkiem wiedząc, że czeka na nią jakiś typ. Dom ma być w lesie to i sobie wyobrażała, że pewnie na początek zgwałci a później to diabli wiedzą co... Gdy zobaczyła ich dwoje to było widać, jak schodzi z niej przerażenie... Są jak rodzina teraz. Jej mąż z którym była w separacji jest w ichnim wocie. Już zaliczył szpital bo był na froncie. Po tym dostał przepustkę i ona pojechała autobusem z dzieckiem do niego bo go nie wypuścili z Ukrainy. Tydzień temu był w Polsce. Dostał medal za obronę jakiegoś odcinka, bo mimo natarcia specnazu jego oddział wytrzymał i odparł atak. Dostał medal i urlop z możliwością wyjazdu z kraju. Dlaczego ta historia? Bo paradoksalnie bardzo zbliżyła ich na nowo. Znowu są rodziną. To taka historia o wojennej tułaczce, która na razie ma dobre zakończenie. Zobaczymy co wojna im przyniesie. Ta kobieta pracuje zdalnie w międzynarodowej korpo a córka skończyła szkołę podstawową w Polsce z wynikiem 90%. Dziecko bardzo chwali polskie szkoły - uważa, że nareszcie jest traktowana podmiotowo i twierdzi, że uwielbia się tu uczyć.
Ziomeczki z Ukrainy robili u mnie kostkę. Dlugo im schodzilo to byl czas zeby pogadac. Mieli plany, dom postawic, inny garaz zrobic. Gadalismy jak zrobic izolacje tego garazu, jeden mial 2 synow z 10lat mlodszych ode mnie. I jak wybuchla wojna to mysl co u nich nie dawala mi spokoju. Moze ziomkowi synów zmobilizowali? Albo jego wzieli i c⁎⁎j wie czy zyje? Dopiero co rozmawialismy o planach na przyszly rok, a tu nagle wojna...
ಠ_ಠ