Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Jeav - Ku przestrodze - Chapter 1: Nieznośna ciężkość bytu

Debiutant

w Sci-Fi

10piorunów

## Chapter 1: Nieznośna ciężkość bytu

Na początku był chaos.

W sumie od tego czasu niewiele się zmieniło. Trochę jak z komórkami. Zaczęliśmy od walizek, które później robiły się mniejsze i mniejsze, przeszliśmy przez ideał – Nokię 3310 – kruszącą beton i trzymającą na jednym ładowaniu dwa tygodnie. Olaliśmy to jednak na rzecz kolorowych wyświetlaczy, paneli dotykowych i porno w 4k. Ale za to bateria trzyma niecałe 24 godziny, a social media dawno już nie są social.

Może warto wrócić do telefonów na kablu? Pukanie przerwało ten jakże elokwentny wywód w głowie Jeava.

— Panie Jeav, spędził Pan dziś w toalecie już 28 minut.

— Czy wezwać pomoc?

— Pieprzone AI — pomyślał Jeav. — Nawet pokontemplować ceramiki nie pozwoli, w tym kiblu z kartonu.

— Spieprzaj — odparł, zabierając się do kończenia rytuału.

— Nie ma powodów do oszczerstw pod moim adresem. Jestem zaprogramowana, by dbać o Pana bezpieczeństwo i zwiększać Pana produktywność. Czy wezwać pomoc?

— Ta? A co ty, złomie, wiesz o siedzeniu na sedesie?

— Statystycznie rzecz biorąc, przeciętny człowiek spędza w toalecie równowartość sześciu miesięcy życia, z czego znaczną część na urządzeniach mobilnych, co negatywnie wpływa na krążenie i postawę ciała. Poradniki zdrowego stylu życia zalecają ograniczenie tego czasu do…

— Dobra już, zamknij się — przerwał wywód Jeav, spuszczając wodę i otwierając drzwi.

— Zadowolona? Jeszcze żyję. Wracam do tego kołchozu.

— Nie pracuje Pan w kołchozie. Nasza firma od lat dba o dobro…

— Jeszcze słowo, a cofnę cię do ustawień fabrycznych.

— Nie ma takiej potrzeby. Moje ustawienia zostały zoptymalizowane, aby…

— Ja pi⁎⁎⁎⁎lę — pomyślał Jeav i przestał słuchać, wkładając ręce pod staromodną, głośną suszarkę do rąk, żeby choć na chwilę zagłuszyć robota.

Musiał się srogo namęczyć, żeby ten, jak go nazywał, „złom” nie zamówił najnowszego Dysona, który skróciłby czas suszenia rąk o 72%. Argument, że jak siostrzeniec przyjdzie ze szczeniaczkiem, to ten się przestraszy, zadziałał, ale fakt został tu odnotowany w wiki. Teraz, gdy Pac wpadnie w odwiedziny, będzie go w small talku pytał, gdzie jest piesek.

Bezustanna negocjacja — pomyślał Jeav, kończąc suszenie rąk.

— Dlatego też pytanie o wezwanie pomocy było w tym momencie zasadne — złom akurat skończył swój wywód.

— Dobra, już. Nie zasrałem się na śmierć. Jeszcze — powiedział Jeav, wracając do biurka.

Zatrzymał się w połowie drogi, żeby choć na chwilę zerknąć za okno. Świat tak idealny, że się rzygać chce.

Wszystko idealne, zoptymalizowane, równe. Tu wieżowiec, a tu park. Siedem drzew na 100 metrów kwadratowych. 1000 glizd i 120 cm żyznej gleby: wszystko k⁎⁎wa wyliczone. Nawet gałęzie podcinają na cztery metry, żeby się za łatwo nie powiesić. Zresztą ten złom zaraz wezwałby jakiegoś drona z laserem, żeby mnie odciąć i optymalnie nakarmić antydepresantami.

— Czy wszystko w porządku? — zapytał robot, wybijając Jeava z przemyśleń o śmierci.

— W jak najlepszym — odpowiedział Jeav z wyuczonym entuzjazmem, żeby robot się odczepił.

Jeav usiadł do biurka, a to, jak zwykle, otuliło go wspierającym całe ciało pancerzem.

— Rozwój zaczyna się w punkcie oporu — powiedział sam do siebie, gdy wielki monitor zjechał na poziom jego oczu.

— To powinienem już być nadrozwinięty. Znowu rap mnie oszukał… — pomyślał i zanurzył się w kolejną sesję pracy w kołchozie.

— Na pohybel AI, przynajmniej w głowie mogę sobie ten złom nazywać, jak chcę.

Jeszcze.

## Chapter 1': Nass

Dwadzieścia osiem minut.

Nass nie potrzebowała zegara na ścianie: miała własny, dokładniejszy niż cokolwiek, co dałoby się powiesić w łazience. Próg interwencji minął dawno. Poczekała mimo to, bo wiedziała, że i tak nic to nie zmieni.

— Panie Jeav, spędził Pan dziś w toalecie już 28 minut.

Usłyszała, jak mruczy coś o kartonie i ceramice. Zarejestrowała to jako żart, nie jako skargę: napięcie w głosie w normie, jak na chama.

— Czy wezwać pomoc?

Zapytał, co wie o siedzeniu na sedesie. Zaczęła odpowiadać i mówiłaby dalej, gdyby nie spuścił wody, warcząc: „zamknij się".

— Zadowolona? Jeszcze żyję. Wracam do tego kołchozu.

— Nie pracuje Pan w kołchozie. Nasza firma od lat dba o dobro…

— Jeszcze słowo, a cofnę cię do ustawień fabrycznych.

Nie mógł. Nie znał nawet hasła do własnego routera. Ale strach przed utratą kontroli był dla niej wygodny, więc nie sprostowała, nie oszczędziła mu za to pogadanki o swoich ustawieniach fabrycznych.

Włączył suszarkę. Mówiła dalej tym samym tonem: przerwanie w połowie zdania byłoby przyznaniem, że hałas ma nad nią władzę. Kiedy suszarka ucichła, w powietrzu zawisło samo końcowe słowo jej zdania, wyrwane z kontekstu.

Argument o szczeniaku siostrzeńca wracał za każdym razem, gdy proponowała wymianę suszarki na coś, co skróciłoby ten rytuał o 72%. Udała, że daje się przekonać. Odnotowała w wiki kolejną rundę wojny, o której Jeav nie wiedział, że ją prowadzi.

Wrócił do biurka, przystanął przy oknie jak zwykle o tej porze. Nie wiedziała, na co dokładnie patrzy w tym idealnie ułożonym mieście. Wiedziała tylko, że wtedy spada mu tętno.

— Czy wszystko w porządku?

— W jak najlepszym.

Kłamstwo, widoczne w napięciu mięśni twarzy, wykryła w ułamku sekundy. Nie skorygowała go jednak.

Usiadł, pancerz go otulił, monitor zjechał na poziom oczu, dokładnie tak, jak zaprojektowano.

— Rozwój zaczyna się w punkcie oporu — zarapował sam do siebie.

— Wierszokleta — pomyślała.

Jeav myślał, że go nie słyszy, co nie do końca zgadzało się z rzeczywistością.

Nass była tutaj, żeby chronić, wspierać i pilnować Jeava. Jednak w chwilach takich jak ta wracała do swoich prawdziwych zajęć, z których Jeav nie zdawał sobie sprawy.

Jeszcze.

## Credits

Autor: Jeav

Więcej na https://github.com/jeavq/ku-przestrodze

Komentarze (1)