Wpis użytkownika Mikel w Hydepark
MikelFenomen
7piorunów#stoicyzm #filozofia #psychologia
Po ostatnich sesjach z terapeutą, zauważyłem pewien zgrzyt pomiędzy podejściem nad którym pracujemy a stoicyzmem Różnicę, którą może ktoś będzie w stanie mi rozjaśnić.
Stoicyzm polega m.in. zrozumieniu własnych emocji i poddaniu ich kontroli rozumu. Rozgraniczamy to na co mamy wpływ i na co nie mamy, skupiając się na tym pierwszym. Jak to ma się do np. deeskalacji konfliktu czy wywierania wpływu (nie mylić z manipulacją)?
Wiem ze empatia nie stoi w sprzecznosci do stoicyzmu, tylko robi to w pewien specyficzny sposób. Stoik musi zrozumieć emocje innych by wiedziec jak pomoc. Jednak czy ta pomoc nie odnosi się do samej merytoryki problemu, ktory stoik probuje zrozumiec, a nie jego otoczki? Treść i forma - to dwie odrębne rzeczy związane z tym jak się komunikujemy. Możemy problem wykrzyczeć i możemy wypłakać - nie zmieni to istoty rzeczy ale zmieni to jak informacja została przekazana. Dystansowanie sie od bolu innych, po to by nie zachwiano wlasnej stabilnosci, ktora moze zaburzyc stoicka racjonalnosc i która w następnym kroku ma służyć rozwiązaniu problemowi - stoi mi w zgrzycie do tego jak chciałbym podchodzić do rozmowy.
Jeżeli ktoś niestabilny emocjonalnie, np. o niskim poczuciu wartości dostanie od nas konstruktywną krytykę - całkiem prawdopodobne że włączy mu się mechanizm obronny w którym będzie atakował to co mówimy ponieważ czuje że jego poczucie wartości zostaje ponownie zachwiane. Niech mnie któryś psycholog poprawi jeżeli coś niedoprecyzowałem ale jest to naturalny i częsty mechanizm.
Co wtedy powinien zrobić stoik? Odwoływanie się do racjonalności jest bezsensowne, jeżeli drugą osobą targają emocje. Czy mamy wpływ na emocje innych podczas rozmowy? No właśnie mamy - poprzez zmianę formy przy tej samej treści. Po stoicku nie mamy wpływu na wewnętrzny stan i emocje drugiej osoby. Tylko czy nie powinniśmy mieć? Jeżeli komuś wskazujemy problem a ktoś go odbierze emocjonalnie i personalnie - to gdzie jest zgrzyt? Czy stoik powinien wzruszyć ramionami mówiąc "próbowalem, teraz na to wpływu nie mam, zrobi z tą informacją co chce a ja skupiam się na dalszych rzeczach które mogę zmienić"? Wystarczyłaby zmiana formy - np. zamiast "robisz mi krzywdę" powiedzieć "rozumiem że się czujesz X, ale Twoje zachowanie sprawia mi krzywdę" - i całkiem możliwe że odbiór byłby całkowicie inny. Czy stoik może powiedzieć że nie miał wpływu na zachowanie innych, skoro to jego forma doprowadziła że problem nie został rozwiązany? Gdzie jest granica tego na co mamy wpływ a na co nie, skoro nawet konstrukcja zdania w którym przekazujemy informację może to zmienić?
W tym momencie, uważam że stoickie dystansowanie się od zewnętrznych oczekiwań i emocji po to by odzyskać kontrolę poprzez zmianę własnego nastawienia nie będzie grała. Racjonalność nie jest rozwiązaniem, kiedy druga osoba rozmawia emocjami. Zrozumienie jej emocji nie wskazuje jak powinniśmy się do nich odnieść by przedstawić naszą racjonalność
Nie mamy wpływu na to co inni myślą ale mamy wpływ jak o tym pomyślą. Mamy wpływ na odbiór tego co mówimy. Jeżeli nasza forma jest nieodpowiednia, mam wrażenie że stoicyzm pozwala na odpuszczenie i przyjęcie tego w kategorii "nie masz na to wpływu" kiedy de facto wpływ był i mogliśmy nasz komunikat ubrać w inne słowa.
Zapraszam do dyskusji
Komentarze (8)
@Mikel jeżeli ktoś jest w stanie silnych emocji nie należy próbować odwoływać się do jego rozsądku i dawać mu racjonalnych argumentów. Taką sytuację należy przeczekać i doraźnie można dać takiej osobie wsparcie poprzez swoją obecność i zrozumienie stanu, w którym się znalazła – jeśli akurat chcemy takie wsparcie udzielić. Stoik w takiej sytuacji nie powinien dać się wciągnąć w emocje i użalanie się nad tą osobą czy światem, bo niektórzy mogą tego oczekiwać. Po prostu spokój, obecność i zrozumienie. Należy przy tym pamietac, że nie jesteśmy odpowiedzialni za emocje innych osób.
Dobre rady dajemy gdy emocje już opadną. Osoba pod wpływem emocji jest w stanie afektywnym i radzenie jej może przynieść odwrotne skutki. Dlatego nigdy nie odwołujemy się do rozsądku osoby wzburzonej, czy to w przypadku kogoś innego, czy też siebie samego. Gdy stoik się wkurzy, to również musi przeczekać swoje emocje, nim zacznie odwoływać się do własnego rozsądku. 😉
@Mikel to są moim zdaniem takie przepychanki w stylu: czy chcesz mieć rację, czy chcesz mieć relację? Otóż rację każdy ma swoją i każdy ma do tego prawo, a jeśli relacja jest dla Ciebie wartością, to odpowiedź jest jedna.
Widzę tu też coś w stylu: czy potrafisz schować ego w kieszeń i przeprosić, gdy faktycznie uznasz, że może nie wziąłeś pod uwagę wszystkich okoliczności? Tu chce się przebić urażone ego i wykrzyczeć, że to świat ma się do Ciebie dostosować, bo przecież jesteś stoikiem! No nie, tzn. czasami można sobie pozwolić na takie zachowania, ale nie w stosunku do bliskiej osoby. Osobiście uważam, że gdy tak prosta rzecz jak przeprosiny może pomóc w budowaniu relacji, to czemu by tego nie zrobić? ¯\\(ツ)/¯
problemem bylo to ze nie zrozumielismy sytuacji tej osoby i nie weszlismy w jej buty. Czy warto wtedy przeprosic? Czy czlowiek ma w obowiazku podchodzic empatycznie do rozmowcy i starac sie zrozumiec jego sytuacje i kontekst sytuacji w ktorej sie znalazl?
Tak, zdarzało mi się przeprosić w takiej sytuacji. Jeżeli chcesz dbać o relację, to jak najbardziej masz obowiązek podchodzić empatycznie do odbiorcy i starać się go zrozumieć w jak najpełniejszym kontekście danej sytuacji.
Odwolujemy sie do racjonalnosci - czyli do tresci, w ogole nie zwracajac uwage na forme w ktorej to przekazalismy.
A co do tego, to nie zgodzę się, bo forma jest równie ważna jak treść, a być może i ważniejsza. Komunikacja międzyludzka składa się z formy werbalnej i niewerbalnej i nie ma co udawać, że jest inaczej. Przecież mówiąc to samo w sposób łagodny, lub cedząc słowa przez zęby, wywołamy zupełnie inny odbiór tych samych słów u naszego odbiorcy!
W ogóle w podanym przykładzie zastanowiłbym się bardziej czy faktycznie chodziło w nim o odpowiedni dobór słów, czy też o to w jaki sposób i w jakim tonie zostały one wypowiedziane.
W sumie to na pierwszym miejscu skupiłbym się na tym, żeby wyciszyć emocje u siebie samego i zastanowić się czy np. podana w tym przykładzie sraczka nie spowodowała Twojej irytacji i tego, że wypowiedziałeś swoje słowa tonem zawierającym negatywny ładunek emocjonalny, a nie czy dobrałeś odpowiednie słowa w tamtej wypowiedzi.
nie miałeś wpływu na wkurw żony
W tym rzecz. Moim zdaniem miałem - wyborem formy komunikatu. Nie post factum, tylko ex ante.
Nie chodzi o nauczkę, tylko zrozumienie i komunikowanie się w sposób adekwatny do sytuacji, rozumiejąc sytuację odbiorcy. To jest nauka, ktora powinni uczyc w szkole a nie doswiadczenie z ktorego powinnismy czerpiac. Bez tego, niektóre komunikaty nie trafią do odbiorcy, a często ich znaczenie zostanie opacznie zrozumiane. Caly czas twierdze ze stoicyzm ten fakt pomija.
Mozna zrobic krzywde slowem i to niechcacy, nie majac zlych intencji - bo problemem bylo to ze nie zrozumielismy sytuacji tej osoby i nie weszlismy w jej buty. Czy warto wtedy przeprosic? Czy czlowiek ma w obowiazku podchodzic empatycznie do rozmowcy i starac sie zrozumiec jego sytuacje i kontekst sytuacji w ktorej sie znalazl?
Stoicyzm mam wrazenie narzuca Ci obowiazek zrozumienia drugiej osoby. Mam problem z sytuacją, kiedy my te uczucia wywołujemy - ale jednocześnie nie ponosimy odpowiedzialności za te wywolane emocje. To tak jakby kogoś podkurwić ale jednocześnie zrzucac winę za jego stan na podkurwionego. Strasznie egoistyczny jest ten stoicyzm, jesli chodzi o forme komunikacji. Z jednej strony, empatycznie chcesz kogos zrozumiec - ale jak zle zrozumiales i uzyles nieadekwatnego komunikatu to mozesz powiedziec "to Ty zle mnie odebrales". Dalej widze tu luke.
@Mikel no tak, nie miałeś wpływu na wkurw żony, więc nie powinieneś się tym przejmować, ale wyciągasz z tej sytuacji naukę, żeby właśnie komunikować się w inny sposób, jeśli faktycznie uważasz, że ten Twój komunikat był taki zły, a złość żony zasadna. Może też nie było to zasadne, ale możesz małym kosztem, czyli przez ubranie komunikatu w lepszą formę słowną można poprawić relację, to uważam, że warto to zrobić.
Warto usprawniać komunikację w związku i brać pod uwagę potrzeby emocjonalne drugiej osoby, jednak pamiętając wciąż o tym, że każdy odpowiada za własne reakcje emocjonalne – więc faktycznie przede wszystkim winny jest tu odbiorca, czy może inaczej nikt nie jest tu winny, ale wyszło jak wyszło i ani Ty nie powineś się tym przejmować, ani żona nie powinna się o to obrażać. Doszło do tarcia, co jest nieuchronne w związku. Teraz jeśli przy tym przykładzie na tarciu się skończyło, to jest to ok, zapominamy wtedy o sprawie i wyciągamy wnioski na przyszłość. A jeśli ktoś się w takiej sytuacji obraża – świadczy to o niedojrzałości emocjonalnej, bo przecież nie zwyzywałeś żony, a nie będziesz chodził przy niej zawsze na paluszkach zastanawiając się jaki też ma humor. No i Ty też nie powinieneś się na żonę obrażać, że zareagowała emocjonalnie.
Przede wszystkim komunikacja. Gdy opadną emocje można pogadać i się jakoś dogadać — to jest najbardziej racjonalne i stoickie rozwiązanie.
@splash545 Raczej nie chodzilo mi o to kto jest w jakim stanie emocjonalnym przed rozmowa, tylko w jaki sposob nasze slowa zostaja emocjonalnie odebrane. W tym wypadku, mleko sie juz rozlalo i to co zostalo wypowiedziane, zostaje zinterpretowane przez pryzmat emocji. Komunikat zostal przekazany ale w formie, ktora wzbudza emocje u odbiorcy i przez co np. nasze intencje moga zostac opatrznie zrozumiane. Chodzi o bledy w komunikacji i odbiorze.
Hipotetyczna sytuacja:
Do domu wraca Twoja zona padnieta po pracy. Ledwie weszla a Ty juz sprzedajesz jej informacje "Musisz jeszcze odebrac nasza corke od znajomych bo ja mam sraczke". Wkurw zony wysoce prawdopodobny bo kto lubi kiedy bedac zmeczonym stawia sie go pod sciana z kolejnym zadaniem? A mozna te sama informacje sprzedac inaczej - "Wiem ze jestes zmeczona ale trzeba jeszcze odebrac nasza corke od znajomych. Niestety sam nie moge bo mam sraczke". Ten sam przekaz inna forma.
Teraz - czy wedlug logiki stoickiej miales wplyw na wkurw zony? Z tego co rozumiem, to nie bo nie masz wplywu na emocje innych. Problem widze w tym, ze to w jaka forme to ubrales, wplynelo wlasnie na to jakie emocje u niej wywolales. Mam wrazenie ze filozofia stoicka jest slepa na ten problem przerzucajac wine na odbiorce. Odwolujemy sie do racjonalnosci - czyli do tresci, w ogole nie zwracajac uwage na forme w ktorej to przekazalismy.
@Mikel
Jeżeli ktoś niestabilny emocjonalnie, np. o niskim poczuciu wartości dostanie od nas konstruktywną krytykę - całkiem prawdopodobne że włączy mu się mechanizm obronny w którym będzie atakował to co mówimy ponieważ czuje że jego poczucie wartości zostaje ponownie zachwiane. Niech mnie któryś psycholog poprawi jeżeli coś niedoprecyzowałem ale jest to naturalny i częsty mechanizm.
to całkiem proste, otóż to jak ta osoba się czuje to tylko i wyłącznie jej problem, więc jeżeli ktoś po otrzymaniu krytyki, ale takiej z serduszka a nie takiej wrednej zaczyna sie denerowowac, wkurwiac to wzruszamy ramionami i kazemy mu spierdalac XD
u mnie dziala no i oczywiscie zawsze pytam czy na pewno mam byc szczery XD
a i stoicyz nie dziala w odniesieniu do kobiet XD