krzysztof-2Tytan
1piorunówZ serii: Myśliwi - nietykalna kasta
Nigdy nie pomyślałabym, że będę musiała napisać taki post. Ktoś zabił naszego konia.
W poniedziałek rano na pastwisku został znaleziony nasz ukochany koń z raną postrzałową w boku, w okolicy słabizny.
Zawiadomiliśmy policję. Na miejsce przyjechała również pani prokurator oraz inne osoby zaangażowane w czynności. Potem rozpoczęły się długie godziny oczekiwania, aż ktoś odbierze ciało naszego konia, aby zabezpieczyć je do sekcji.
Przed zabraniem konia poprosiliśmy o sprawdzenie okolicy jego rany wykrywaczem metalu, ale policja i prokurator „nie widzieli takiej potrzeby”. Zrobiliśmy to samodzielnie i urządzenie dawało sygnał w miejscu rany, czyli otworu postrzałowego. Na ranie wskazało odczyt 70 w skali ID.
Koń został zabrany i miał mieć sekcję następnego dnia. Niestety, nie został przyjęty, ponieważ w dokumentach wpisano, że waży 80 kg zamiast około 400 kg. W efekcie straciliśmy kolejną dobę.
W środę rano koń został odebrany ponownie i miał trafić do Karlina na sekcję. Dotarł jednak tak późno, że badanie przełożono na kolejny dzień.
Od początku mamy poważne obawy dotyczące bezstronności i rzetelności przeprowadzenia sekcji. Według posiadanych przez nas informacji pan H. weterynarz, który miał wykonać sekcję, ma powiązania ze środowiskiem myśliwskim. Od pierwszego kontaktu unikał tematu rany postrzałowej oraz sprzeciwiał się użyciu detektora metalu podczas sekcji. Jak wynika z naszych informacji nie odnalazł kuli w ciele konia.
Dlatego, z pomocą naszego adwokata, podjęliśmy formalne działania. W pierwszej kolejności złożyliśmy wniosek o umożliwienie nam udziału w dodatkowych oględzinach konia, a kiedy zaczęto piętrzyć trudności złożylismy wniosek o zmianę biegłego. Od początku zależy nam tylko na tym, aby okoliczności śmierci naszego konia zostały zbadane w sposób bezstronny i niebudzący wątpliwości, a sytuacja wygląda tak, że odmawia się nam nawet możliwości obejrzenia zwłok.
Już wcześniej prosiłam o możliwość uczestniczenia w sekcji. Pani policjantka nie wiedziała, czy jest to możliwe. Miała to sprawdzić i oddzwonić do mnie, ale telefon nigdy nie nastąpił.
Od rana, z pomocą adwokata Wojciecha Chojnowskiego, podejmowaliśmy działania mające na celu przeprowadzenie sekcji przez innego biegłego albo umożliwienie nam udziału w ponownych oględzinach konia przez pana biegłego. O 10:40 policjantka poinformowała mnie, że oględziny odbędą się o 11 (w miejscu oddalonym o 1,5 godziny drogi od mojego domu). Pan biegły zdecydowanie sprzeciwiał się przesunięciu godziny oraz naszemu wejściu na teren zakładu z detektorem.
Po wielkich trudach otrzymaliśmy zgodę przełożonej asesora prowadzącego sprawę na wejście na teren zakładu wraz z naszym weterynarzem oraz ponowne sprawdzenie konia tym samym wykrywaczem, którym badano go w dniu odbioru. W związku z tym pojechaliśmy pod zakład STRUGA sp. z o.o. — zakład utylizacji w Karlinie.
POJECHALIŚMY NA MIEJSCE, ABY DOPILNOWAĆ RZETELNEGO WYJAŚNIENIA ŚMIERCI NASZEGO KONIA.
Na miejscu spotkaliśmy się z odmową wpuszczenia nas na teren zakładu. Pracownica poinformowała nas, że ma zakaz wpuszczania nas i musimy poczekać na kierownika.
Usłyszeliśmy również uwagi o tym, że utrudniamy pracę i stwarzamy problemy.
Kiedy przyjechał kierownik, poinformowaliśmy go, że nagrywamy rozmowę. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że w takim razie rozmowa jest zakończona, po czym kierownik zamknął się w biurze na terenie zakładu.
Po zakończeniu nagrywania udało nam się ponownie porozmawiać. Poinformowaliśmy kierownika, że mamy zgodę pani prokurator, i zaproponowaliśmy, aby do niej zadzwonił w celu potwierdzenia. Mimo to nadal twierdził, że nie może nas wpuścić. Powiedział nam również, że jego zdaniem nie jest to rana postrzałowa.
Usłyszeliśmy od pana kierownika, że jedyną osobą, która może wjechać na teren zakładu w dowolnym momencie, jest pan H. — czyli biegły w naszej sprawie - i że może przyjechać nawet o północy, bez wcześniejszego uprzedzenia, a i tak zostanie wpuszczony.
Dlaczego więc my nie mogliśmy wejść, mimo że otrzymaliśmy zgodę pani prokurator?
Zarówno my, jak i właściciel zakładu wezwaliśmy policję. Niestety, jej przyjazd nie doprowadził do rozwiązania sytuacji.
Na moją prośbę, abyśmy wszyscy mogli rozmawiać wspólnie i jawnie, ponieważ to również ja wezwałam policję, odmówiono mi udziału w rozmowie. Policjanci zamknęli się w biurze na terenie zakładu wraz z kierownikiem.
Po opuszczeniu biura funkcjonariusze rozpoczęli rozmowę ze mną i moim adwokatem, który uczestniczył w niej przez telefon. Pomimo przedstawienia sytuacji policjanci poinformowali nas, że nie mogą zmusić kierownika zakładu do wpuszczenia nas do środka.
Na naszą prośbę skontaktowali się z dyżurnym policji, jednak nie udało się doprowadzić do kontaktu z prokuraturą w Goleniowie.
W obecności policji przekazaliśmy kierownikowi zakładu pismo, w którym poinformowaliśmy, że w związku z całą sytuacją nie wyrażamy zgody na utylizację naszego zwierzęcia bo chcemy dokładnie sprawdzić ranę postrzałową. W momencie wręczania pisma pan kierownik powiedział, że nie będzie niczego podpisywał, dlatego poprosiliśmy jedynie o jego przyjęcie. Po zapoznaniu się z treścią pisma powiedział, że „nie ma czegoś takiego”, a następnie, śmiejąc się nam w twarz, zamknął drzwi biura.
Wróciliśmy do domu z poczuciem ogromnej bezsilności – pomimo wszelkich starań nie mogliśmy nawet przyjrzeć się oględzinom, choć prawo na to pozwala.
NIE CHCEMY, ABY TA SPRAWA ZOSTAŁA ZAPOMNIANA.
Nie chcemy nikogo bezpodstawnie oskarżać – chcemy tylko prawdy, rzetelnego i bezstronnego postępowania.
To nie był dla nas „tylko koń”. To członek naszej rodziny. Istota, którą kochaliśmy, o którą dbaliśmy i z którą byliśmy związani. Nie możemy pogodzić się z tym, że ktoś mógł zadać mu taką śmierć.
Nie rozumiemy, dlaczego droga do wyjaśnienia tej sprawy napotyka tyle przeszkód. Chcemy, aby wszystkie okoliczności zostały dokładnie zbadane, a żaden istotny szczegół nie został pominięty.
PROSIMY WAS O POMOC W NAGŁOŚNIENIU TEJ SPRAWY.
Udostępniajcie ten post. Oznaczajcie media, dziennikarzy i osoby, które mogą pomóc nam dotrzeć do większej liczby ludzi.
Każde udostępnienie ma znaczenie.
Nie pozwólmy, aby ta sprawa została zamieciona pod dywan. Chcemy, aby prawda wyszła na jaw, a osoba odpowiedzialna — jeśli jej wina zostanie udowodniona — poniosła konsekwencje.
Dziś walczymy o sprawiedliwość dla niego. Nie pozwólcie nam walczyć samotnie.
Prosimy, udostępnijcie. Niech nasza historia dotrze jak najdalej.












