Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Poezja/Cytaty/Proza

Kategoria: Literatura

Miejsce do dzielenia się z innymi twórczością literacką (swoją lub innych artystów). Tutaj można wrzucać wiersze, lirykę oraz różne cytaty.

  • 13 członków
  • 393 wpisy

Specjalista

w Poezja/Cytaty/Proza

7piorunów

- Codziennie czytam wiersze, a pod tym tagiem będę zamieszczał jeden, ten, który najbardziej mi się spodobał konkretnego dnia. Służy mi to do kontroli siebie, ale może komuś się również spodoba :)!

Mój ostatni sonet

Bądź zdro­wa! - tak po­nu­ry By­ron że­gnał żonę,

Tak i nie­je­den luby lubą swą nie­sta­łą,

Lecz mych po­że­gnań chwi­la bę­dzie onie­mia­łą,

Cho­ciaż za­wsze wy­mow­ne oczy wspło­mie­nio­ne.

Te­raz więc, póki jesz­cze Nie­bo jest ła­skaw­sze,

Póki ja­sność Twych spoj­rzeń jesz­cze dla mnie świe­ci,

A za­sło­na przy­szło­ści czar­nych chmur nie wznie­ci,

Żegnam Cie­bie, o luba, że­gnam Cię na za­wsze.

Na za­wsze?... - może z ża­lem Twe usta po­wtó­rzą,

Może na­wet Twe oko w roz­sta­nia go­dzi­nie

Uro­ni łez­kę, kie­dy wspo­mnie­nia się wzbu­rzą.

Lecz żal ten, jak ślad ło­dzi pły­ną­cej, prze­mi­nie

I łza osch­nie, gdy losy ra­dość Ci wy­wró­żą,

I w pierz­chli­wej pa­mię­ci pa­mięć o mnie zgi­nie

Osobistość

w Poezja/Cytaty/Proza

5piorunów

bardzo mnie dziwi, ze przy ostatniej fali antypoborowej na wykopie nie zrobiła jeszcze kariery ta piosenka i wiersz:

https://www.youtube.com/watch?v=7wChlvZbXjY

>Gdy znów do murów klajstrem świeżym

Przylepiać zaczną obwieszczenia,

Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”

Na alarm czarny druk uderzy

I byle drab, i byle szczeniak

W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,

Że trzeba iść i z armat walić,

Mordować, grabić, truć i palić;

Gdy zaczną na tysięczną modłę

Ojczyznę szarpać deklinacją

I łudzić kolorowym godłem,

I judzić „historyczną racją”,

O piędzi, chwale i rubieży,

O ojcach, dziadach i sztandarach,

O bohaterach i ofiarach;

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin

Pobłogosławić twój karabin,

Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,

Że za ojczyznę – bić się trzeba;

Kiedy rozścierwi się, rozchami

Wrzask liter pierwszych stron dzienników,

A stado dzikich bab – kwiatami

Obrzucać zacznie „żołnierzyków”.

– O, przyjacielu nieuczony,

Mój bliźni z tej czy innej ziemi!

Wiedz, że na trwogę biją w dzwony

Króle z panami brzuchatemi;

Wiedz, że to bujda, granda zwykła,

Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,

Że im gdzieś nafta z ziemi sikła

I obrodziła dolarami;

Że coś im w bankach nie sztymuje,

Że gdzieś zwęszyli kasy pełne

Lub upatrzyły tłuste szuje

Cło jakieś grubsze na bawełnę.

Rżnij karabinem w bruk ulicy!

Twoja jest krew, a ich jest nafta!

I od stolicy do stolicy

Zawołaj broniąc swej krwawicy:

„Bujać – to my, panowie szlachta!”

   

Pokaż więcej komentarzy (2)

Sum

w Poezja/Cytaty/Proza

4piorunów
Padlina
Charles Baudelaire

Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,

W ten letni tak piękny poranek:

U zakrętu leżała plugawa padlina

Na ścieżce żwirem zasianej.

Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,

Parując i siejąc trucizny,

Niedbała i cyniczna otwarła sekrety

Brzucha pełnego zgnilizny.

Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,

Jakby rozłożyć pragnęło

I oddać wielokrotnie potężnej Naturze

Złączone z nią niegdyś dzieło.

Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,

Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,

Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,

Żeś omal nie padła na trawy.

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra

I z wnętrza larw czarne zastępy

Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta

Na te rojące się strzępy.

Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,

Jak fala się wznosiło,

Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało

Samo się w sobie mnożyło.

Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym

Jak wiatr i woda bieżąca

Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym

W opałce obraca i wstrząsa.

Forma świata stawała się nierzeczywista

Jak szkic, co przestał nęcić

Na płótnie zapomnianym i który artysta

Kończy już tylko z pamięci.

A za skałami niespokojnie i z ostrożna

Pies śledził nas z błyskiem w oku

Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można

Wyszarpać ochłap z zewłoku.

A jednak upodobnisz się do tego błota,

Co tchem zaraźliwym zieje,

Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,

Pasjo moja i mój aniele!

Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,

Po sakramentch ostatnich,

Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniową,

By gnić wśród kości bratnich.

Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko

Toczył w mogilnej ciemności,

Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską

Mojej zetlałej miłości.

  

Kosmonauta1piorunów

@..... kocham ten wiersz. Przypomniałeś mi jak opracowywaliśmy go w technikum na języku polskim. Mocny kawałek poezji.

Kompan

w Poezja/Cytaty/Proza

2piorunów

Broniewski na dziś

Zagłębie Dąbrowskie

Władysław Broniewski

Szybie milczący i ciemno,

ożyjesz i będziesz gadał.

Po gniew - jak węgiel - kamienny,

windo złej pieśni

- na dół!

Po gniew, moja pieśni, najgłębiej

w serce ziemi się wwierć!

Węgiel dobywa Zagłębie!,

Zagłębia dobywa śmierć.

W dół i w górę otchłanie mroku,

czarna troska, czarna robota,

a na ziemi - szeroko, szeroko -

widma domostw i gruda błota.

Zagłębie dobywa węgiel,

tu nie ma innego prawa.

Nocą nad widnokręgiem

łuna błotnisto-krwawa,

w tej łunie - skrzypią wyciągi,

kraczą krany żelazne,

wywożą, wywożą pociągi

głaz rozbity na miazgę.

Trzeba wapnem skropić wagony.

Wapnem - czy ludzką krwią?!

Parowozów dech przyśpieszony,

z remiz tabunem rwą.

Zagłębie goni za zyskiem,

Zagłębie goni za chlebem,

smugi czerwonych iskier

wieją pod czarnym niebem.

Zagłębie dobywa węgiel,

śle go na zachód i wschód

i zamienia czarną potęgę

na mór, na nędzę, na głód.

Powiedz, ziemio surowa,

komu ty jesteś ojczyzną?

Groźnie milczy Dąbrowa

w noc głodu, kryzysu, faszyzmu.

Milczy błotnista ulica,

wiedzą górnicy, kto wróg.

Na rogu stoi policjant,

nad policjantem - bóg.

Kryzys w ciężkim przemyśle,

płace górników głodowe,

ich twarze - nieprawomyślne,

ich domy - antypaństwowe!

Węgiel dobywa Zagłębie,

Zagłębie dobywa śmierć.

Po gniew, moja pieśni, najgłębiej

w serce ziemi się wwierć,

by te słowa zabrał niejeden,

jak lonty dynamitowe,

na Hutę Bankową, na Reden...

- Zapalać! Gotowe? - Gotowe!

Gruba ryba

w Poezja/Cytaty/Proza

30piorunów

Ruski czołg

Jedzie sobie traktor polem,

Patrzy przed się, a tu z krzaka,

Jakaś lufa sobie macha.

Myśli traktor - być nie może

Taka lufa na traktorze.

Pewno to jest ruski czołg!

Więc się zakradł wnet do krzaka,

Patrzy, zerka - niezła draka!

Bo tam leży ro⁎⁎⁎⁎⁎iony,

Ruski gruz gąsienicowy.

(Taki tam, autorski jeszcze z początków wojny)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Kompan

w Poezja/Cytaty/Proza

1piorunów

Od lat interesuje się poezją, pisze czasem własne fraszki czy kompozycje. Najnowsze dzieło które powstało pod wpływem krytyki Kataru jako organizatora Mistrzostw Świata:

polaczku proszę
nie bądź taki
zacietrzewiony.
otwórz się na inne kultury
zobacz piękno różnorodności.
nie daj się ponieść
emocjom negatywnym
polaczku.
proszę.
Statysta2piorunów

Pierwszy krok wykonany. Brawo. Jak we wszystkim a w poezji zdecydowanie trzeba włożyć serce i uczucie. Jak kiedyś znów zamieścisz coś swojego chętnie przeczytam.👍

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

5piorunów

Stanisław i Wincenty Korab-Brzozowscy, _Ojcu swemu synowie_ (z tomu Stanisława _Nim serce ucichło_), 1910

Nowych światów odkrywcy, niespokojni gońce,

Ścigający swym wzrokiem Hesperyd ogrody,

Zwińcie żagle już wzdęte! Na niepewne wody,

O żeglarze! wstrzymajcie korabie płynące.

Błogosławić tu przyszedł waszej drogi końce

Boski Starzec — Ulisses i Syndbad. — Zachody,

Wschody, północ, południe, lądy i narody

Wszystkie widział, i poznał, na co patrzy słońce.

Chodźcie; w sercu swem zamknął, jak w cedrowej skrzyni,

Drogie skarby mądrości (żywe i śmiertelne) —

Z lichym mówił robakiem i z Bogiem w pustyni.

Chodźcie zaczerpnąć słodycz z prac Jego stulecia,

Albowiem Jego myśli, złote roje pszczelne,

Zebrały dla was miody z wonnych ziół i kwiecia.

Ilustracja: William J.M. Turner, The Fighting Temeraire tugged to her last berth to be broken up (pol. Ostatnia droga Temeraire'a), 1839

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

4piorunów

Антон Павлович Чехов (Anton Pawłowicz Czechow), _Смерть чиновника (pol. Śmierć urzędnika_), tłum. A.W., 1883/1926

Pewnego pięknego wieczora, niemniej piękny intendent Iwan Dmitriewicz Czerwiakow siedział w drugim rzędzie krzeseł i patrzył przez lornetkę na scenę, gdzie grano „Dzwony Kornewilskie“. Patrzył i czuł się u szczytu błogości. Lecz nagle… — w opowiadaniach często spotyka się to „nagle“ — autorowie mają słuszność: życie tak pełne jest niespodzianek! Nagle więc… zmarszczył twarz, przewrócił oczyma, wstrzymał oddech… apczchi!! Kichnął, jak widzicie. Nikomu i nigdzie nie wzbrania się kichać. Kichają chłopi i policmajstry, a czasami nawet i tajni radcy. Wszyscy kichają. Czerwiakow wcale się nie zmieszał, wytarł nos chustką i jako człowiek grzeczny, obejrzał się naokoło, czy nie przeszkodził komu swojem kichnięciem. I teraz dopiero odczuł pewne zmieszanie. Zobaczył mianowicie, że staruszek, który siedział przed nim w pierwszym rzędzie krzeseł, wycierał sobie starannie rękawiczką łysinę i szyję, mrucząc coś pod nosem. W staruszku poznał Czerwiakow cywilnego generała z wydziału komunikacji, Bryzżałowa.

…Ucharkałem go… — pomyślał Czerwiakow. — Nie jest to wprawdzie mój szef, mimo to, jednak jakoś mi niemiło. Trzeba go przeprosić.

— Przepraszam, ocharkałem pana... ale to nieumyślnie.

— To nic.

— Wybacz pan, na Boga! Ja przecież... ja nie chciałem...

— Ależ siedź pan, z łaski swojej. Nie przeszkadzaj pan słuchać!

Czerwiakow zmieszał się, uśmiechnął się głupio i zaczął patrzeć na scenę... Patrzył, ale stan błogości minął. Dręczył go niepokój. Podczas antraktu zbliżył się do Bryzżałowa, pokręcił się koło niego i przezwyciężywszy lęk, mruknął:

— Ja pana ocharkałem... Wybacz pan... nie dlatego, żeby...

— Ależ niechże pan da spokój... Ja już zapomniałem, a pan wciąż to samo! — powiedział generał i niecierpliwie poruszył wargami.

...Zapomniał... z oczu jakoś mu źle patrzy... — pomyślał Czerwiakow, podejrzliwie przyglądając się generałowi. — Nawet rozmawiać nie chce. Trzeba mu wytłumaczyć, że wcale nie chciałem... że to prawo natury, bo gotów pomyśleć, że chciałem na niego plunąć. Jeżeli teraz nie pomyśli, to potem!...

Powróciwszy do domu, Czerwiakow opowiedział żonie o tem, co się przytrafiło. Żona, jak mu się zdawało, przyjęła to dość lekkomyślnie; zlękła się wprawdzie początkowo, ale gdy się dowiedziała, że to obcy, uspokoiła się.

— A jednak idź do niego i przeproś — powiedziała. — Pomyśli, że nie umiesz się zachowywać w towarzystwie.

— O to właśnie chodzi! Przeprosiłem go, ale on jakoś tak dziwnie... Ani jednego słowa nie powiedział na uspokojenie. Zresztą i czasu nie było na rozmowę.

Nazajutrz Czerwiakow włożył nowy mundur urzędowy, ostrzygł się i poszedł do Bryzżałowa.

Kiedy wszedł do poczekalni, ujrzał wielu interesantów, a wśród nich i samego generała, który już rozpoczął przyjmowanie podań. Załatwiwszy kilku interesantów, generał skierował wzrok na Czerwiakowa.

— Wczoraj, w „Arkadii”, jeżeli sobie Wasza Ekscelencja przypomina — zaczął meldować intendent — kichnąłem i… niechcący, ocharkałem… Przepr…

— Co za głupstwa!… Bóg wie co! Czego sobie pan życzy? — zwrócił się generał do następnego interesanta.

…Nie chce rozmawiać! — pomyślał Czerwiakow, blednąc. — Gniewa się, widocznie… Nie, tego nie można tak zostawić… Ja mu wytłumaczę.

Gdy generał załatwił ostatniego interesanta i skierował się do wewnętrznych apartamentów, Czerwiakow poszedł za nim i zabełkotał:

— Wasza Ekscelencjo! Jeżeli ośmielam się niepokoić Waszą Ekscelencję, to tylko, mogę powiedzieć, przez uczucie skruchy. Niechcący, sam pan wie!…

Generał zrobił taką minę, jakby mu się na płacz zbierało, i machnął ręką.

— Ale pan sobie poprostu ze mnie drwi — powiedział, znikając we drzwiach.

…Cóż to za drwiny? — pomyślał Czerwiakow. — Wcale nie drwiny. Generał, a nie może zrozumieć! Jeśli tak, to nie będę się więcej tłumaczył przed tym fanfaronem. Pal go sześć! Napiszę do niego list, a chodzić nie będę. Jak Boga kocham, nie będę!

Tak rozmyślał Czerwiakow, wracając do domu. Listu do generała nie napisał. Myślał, myślał — i w żaden sposób nie mógł wymyśleć listu. Trzeba było następnego dnia samemu iść i wytłumaczyć.

— Przychodziłem wczoraj niepokoić Waszą Ekscelencję — zaczął mamrotać, kiedy generał skierował na niego pytający wzrok — nie poto, żeby drwić, jak pan był łaskaw się wyrazić. Przepraszałem za to, żem ocharkał… a drwić nie miałem zamiaru. Czyżbym nawet śmiał żarty stroić?… Bo jeżeli my sobie będziemy na żarty pozwalali, to żadnego szacunku dla osób nie będzie.

— Precz stąd! — ryknął generał i cały się zatrząsł i posiniał.

— Co-o? — spytał szeptem Czerwiakow, omdlewając z przerażenia.

— Precz stąd! — ryknął generał, tupiąc nogami.

W brzuchu Czerwiakowa coś się oberwało. Nic nie widząc i nie słysząc, cofnął się ku drzwiom i wyszedł… Powlókł się machinalne do domu i nie zdejmując munduru, położył się na kanapie i… umarł.

Ilustracja: Rembrandt Harmenszoon van Rijn, Syndycy cechu sukienników, 1662

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

3piorunów

Lucjan Rydel, _Księżyc wyszedł_ (z tomu _Poezye_), 1901

Księżyc wyszedł i płynie jak łódź pozłacana,

Niebo wisi niezmierne, bezdenne jak morze,

Chmur lotny puch szybuje przez jasne przestworze

Srebrząc się, jako morska białogrzywa piana,

Niebo wisi niezmierne, bezdenne jak morze,

Tatry czernią się w dali, jak grzbiet Lewiatana —

Srebrząc się, jako morska białogrzywa piana,

Śnieg osiadł granitowy zrąb, co błękit porze.

Tatry czernią się w dali, jak grzbiet Lewiatana,

Wichry po turniach w dzikim huczą rozhoworze,

Śnieg osiadł granitowy zrąb, co błękit porze —

A w koło mgła, z miesięcznej poświaty utkana.

Wichry po turniach w dzikim huczą rozhoworze,

Dolina leży cicha, snem zaczarowana,

A w koło mgła z miesięcznej poświaty utkana,

Jakby rąbek wzorzysty, co ocienia łoże.

Dolina leży cicha, snem zaczarowana,

Milczy las smukłych świerków o brodatej korze.

Jakby rąbek wzorzysty, co ocienia łoże,

W górze, ciemnych gałęzi sieć wisi splątana.

Milczy las smukłych świerków o brodatej korze

Paproć kryje świerkowych korzeni kolana,

W górze ciemnych gałęzi sieć wisi splątana,

Mdłe półblaski, półcienie majaczeją w borze.

Paproć kryje świerkowych korzeni kolana,

W powietrzu woń, lecz kwiatów dostrzedz wzrok nie może,

Mdłe półblaski, półcienie majaczeją w borze,

Księżyc wyszedł i płynie jak łódź pozłacana.

Ilustracja: Stanisław Masłowski, Wschód księżyca, 1884

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

7piorunów

Józef Czechowicz, _toruń_ (z tomu _nic więcej_), 1936

tu tyle lip gubiących kwiat

taki zapachów odmęt

wieże w księżycu srebrne pochodnie

na kościołach podobnych do tratw

odpływa miasto pod niebem z ciemnego szkła

popychają je strzały na czarnych tarczach zegarów

cisza i mgła

i obłok także płynący do nocnych jarów

falują gotyckich okien szramy

które odbłysk na kratach rozgwieżdżą

suną ceglane mury bramy

jedna schyliła się nawet jak maszt

w bramach wisła na przestrzał

brzeszczot to srebrem chłodny

rzuciła go po ciepłym dniu

otarłszy ostrze o zmierzch i o ruń

rzuciła go wiosenna noc pogodna

sobie do nóg

pod toruń

Ilustracja: Toruń. Pocztówka z 1905 lub 1906 roku. Sygnatura BN DŻS XII 8b/p.17/13

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

5piorunów

Edgar Poe, _Milczenie_, tłum. Antoni Lange, 1898

Są takie bezcielesne rzeczy, są zjawiska,

Co mają byt podwójny, jak bliźnięca owa

Moc, co naraz z materyi i ze światła tryska

I naraz tworzy bryłę — i cień w sobie chowa.

Tak dwulice Milczenie: naraz brzeg i morze,

Ciało i duch; pustynne kocha rumowiska,

Świeżą porosłe trawą; są w niem jakieś zorze —

Jakieś ludzkie pamiątki: więc się go nie trwożę,

Choć łzy mi płyną. Nigdy — dźwięk jego nazwiska.

To milczenie cielesne. Żadna zła potęga

Nie tkwi w niem. Więc spokojny bądź u jego progu.

Lecz jeźli kiedy z losów woli nieodmiennej

Stanie przed tobą jego cień — elf bezimienny,

Co opętał samotny świat, dokąd nie sięga

Ludzka stopa — natenczas duszę poleć Bogu.

Ilustracja: Edvard Munch, Skrik (pol. Krzyk), 1893

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

7piorunów

Stanisław Ciesielczuk, _Krople_ (z tomu _Wieś pod księżycem_), 1928

Wszechświat ma zawsze serca kształt —

A my, jak małe krople krwi,

Krążymy, roznosimy żar

Żyłami nocy albo dni.

I tak płyniemy poprzez czas

W ogromnem życiu drobnem życiem —

Zabija nas i stwarza nas

Potężne tego serca bicie.

Ilustracja: Jacek Malczewski, Don Kichot i Sancho Pansa, 1895-1900

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

3piorunów

Adam Asnyk, _Sonet VI [Na falach swoich toczy słońc miliony]_, (z cyklu _Nad głębiami_), 1898

Na falach swoich toczy słońc miliony

Wieczny Ocean bez dna i wybrzeży,

Którego nawet goniec uskrzydlony

Przestrzeni — promień świetlany nie zmierzy;

Ani fantazyi młodej polot świeży,

Ani błysk myśli, na zwiady rzucony,

Do krańców jego nigdzie nie dobieży

I tajemniczej nie przedrze zasłony.

Nieskończoności łańcuch wyciągnięty,

Biegnąc przez mroczne przestrzeni odmęty,

Wśród bezbrzeżnego znika nam ogromu,

Niemocą myśli przedwcześnie ucięty;

A z drugiej strony ginie pokryjomu,

Gdzieś — w nieskończonej małości atomu.

Ilustracja: Wielka Mgławica w Orionie, światło widzialne, teleskop Hubble'a, 2006

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

11piorunów

Gustaw Daniłowski, _Świat_ (ze zbioru _Poezje_), 1902

Tratując ciała żywe, miażdżąc serca, dusze,

Niby szalone słonie olbrzymią lawiną

Prą się ludzie na ludzi i w ciemności płyną,

Jak okręt obłąkany w nocnej zawierusze.

Zapomniano o wszystkim w tej dzikiej gonitwie.

Filozofi, kapłani i tłum niespokojny,

Wszyscy pędzą gotowi do mordu i wojny;

Nikt nikogo nie pyta: co będzie po bitwie?

Olbrzymie, wiecznie głodne, rozpasane stada,

Gryząc się o kęs lepszy, z palącym oddechem

Rozkiełzanych żądz niskich, grożąc sobie — biada!

Tarzają się po ziemi przesiąkniętej grzechem.

A na wszystko, jak marmur obojętna, blada

Śmierć patrzy z olimpijsko spokojnym uśmiechem.

Ilustracja: Jak strącić nurkujący bombowiec. 2. Kiedy strzelać?, 1943, sygnatura BN DŻS IA 7 Cim.

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

3piorunów

Kazimierz Bartoszewicz, hasło: _Polacy_, [w:] _Słownik prawdy i zdrowego rozsądku_, 1905

_Polacy_, naród zamieszkały przeważnie w granicach dawnej Rzeczypospolitej. Prócz tego można spotykać Polaków w Wiedniu, Paryżu, Monte-Carlo i w Marjenbadzie. W ostatnim, spadają z ciała, a w trzech pierwszych spadają z kieszeni. Ponieważ „wolno w Polsce, jak kto chce“, przeto jest niezliczona ilość Polaków lepszych i gorszych gatunków. O pierwszych znajdujemy wiele wzmianek na kartach dziejów — działalność zaś ich obecna wymagałaby charakterystyki, przechodzącej rozmiarami ramy niniejszego „Słownika“. Z gatunków gorszych zwracają na siebie uwagę Polacy międzynarodowi, którzy dzielą się znowu na dwa rodzaje. Pierwszy, plebejski, żyje w kraju…, drugi przebywa w stolicach europejskich i w domach gry; pierwszy ma więcej niż drugi wspólności z polskimi Polakami, bo siedzi na ojczystej ziemi, żeni się z Polkami, mówi po polsku, wówczas, kiedy rodzaj drugi mówi przeważnie po francuzku i po angielsku, zawiera małżeństwa z cudzoziemkami, rzadko odwiedza strony ojczyste, a o patryjotyzmie tyle ma pojęcia, co cielę o architekturze.

Polacy przeważnie mają duży pociąg do próżniactwa. Największą cześć oddają muzykantom, śpiewakom i aktorkom. Ulubionem ich zajęciem wycinanie lasów, politykowanie i puszczanie baniek mydlanych (patrz pod: komitety i posiedzenia). Czytują mało, ale piszą bardzo dużo. Lubią bigos i zrazy zawijane. Cierpią często na wodowstręt, co się objawia przez nadużywanie napojów wyskokowych (nawiasem mówiąc — nie są w tem gorsi od innych narodowości, owszem, statystyka staje po ich stronie). Siedzą chętnie pod pantoflem, filozofują na temat: jakoś to będzie.

Bywają i podgatunki Polaków, ale są to zazwyczaj formy przejściowe. Ginie np. gatunek polaka wyznania mojżeszowego. Obecnie wiele hałasu czynią Polacy zakopańscy (sami się piszą: zakopiańscy, według własnej gramatyki). Mają oni swoją własną stolicę, swój język, styl architektoniczny, swoich poetów, swoje dziennikarstwo, swoje suknie damskie, swoją muzykę, rzeźbę, swoich wielkich mężów, swoich przewodników, swoje krypcie, serdaki, ciupagi i swojego oryginalnego bzika.

Przysłowie mówi, „że mądry Polak po szkodzie“, za dni naszych jednak i z tą mądrością coraz trudniej spotykać się przychodzi.

Ilustracja: Witold Wojtkiewicz, Orka, 1905

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

7piorunów

Maria Konopnicka, _Pieśń XII [A jak poszedł król na wojnę...]_ (z cyklu _Piosenki i pieśni_, tom _Poezye. Serya trzecia_), 1887

A jak poszedł król na wojnę,

Grały jemu surmy zbrojne,

Grały jemu surmy złote,

Na zwycięstwo, na ochotę...

A jak poszedł Stach na boje,

Zaszumiały jasne zdroje,

Zaszumiało kłosów pole,

Na tęsknotę, na niedolę...

A na wojnie świszczą kule,

Lud się wali jako snopy,

A najdzielniej biją króle,

A najgęściej giną chłopy.

Szumią orły chorągwiane,

Skrzypi kędyś krzyż wioskowy,

Stach śmiertelną dostał ranę,

Król na zamek wracał zdrowy.

A jak wjeżdżał w jasne wrota,

Wyszła przeciw zorza złota,

I zagrały wszystkie dzwony,

Na słoneczne świata strony.

A jak chłopu dół kopali,

Zaszumiały drzewa w dali,

Dzwoniły mu przez dąbrowę

Te dzwoneczki, te liliowe...

Ilustracja: Józef Szermentowski, Pogrzeb chłopski, 1862

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

9piorunów

Kazimierz Przerwa-Tetmajer, _Żórawie_ (z cyklu _Melancholia_), 1899

Widziałem raz żórawie, odlatujące na wschód wielkiem stadem.

Był to jesienny wieczór, pełen smętnego fioletu i ciszy, jak zwykle o tej porze w Tatrach.

Żórawie leciały wolno, czerniąc się nad różowemi ostatnim różem słonecznym górami.

Patrzałem za nimi długo, dopóki nie znikły, z coraz większym smutkiem. Nie wiem, czemu wydało mi się, że się te żórawie obłąkają na morzu i nie powrócą już nigdy.

Leciały gdzieś w bezdeń powietrzną, w dal, tak posępne oku, jakby i one czuły, że lecą tędy po raz ostatni, że nie powrócą już nigdy, już nigdy.

W głuchym jęku harfy rozbitej niema więcej smutku, jak w tem słowie: nigdy.

Ani tatrzański wiatr, bijąc skrzydłami o lód na zamarzłych jeziorach, nie jęczy smutniej...

Skarga drzew podciętych, które wyciągają ku słońcu konary, jest w tem słowie i spojrzenie oczu ludzi umierających.

I co ma czynić człowiek, od którego wiara w rzecz najdroższą odlatuje, jak te żórawie, o których nie wiem czemu myślałem, że się obłąkają na morzu i nie powrócą już nigdy?...

Ilustracja: Józef Chełmoński, Odlot żurawi, 1871

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

3piorunów

Ludwik Maria Staff, _Bóg-człowiek_ (ze zbioru _Zgrzebna kantyczka_), 1922

Po dniu przez drogi bieży i pastwiska,

Przez ludne miasta i ciche pustelnie...

„Jo-hej!“ radosny głos wola weselnie,

I jak fontanna śmiech z ust jego tryska.

A kędy ujrzy ludzi, niepodzielnie

Oddanych cichej pracy bez nazwiska,

Owoce słodkie pomiędzy nich ciska:

„Jedzcie. To ciało me dojrzałe dzielnie“.

Kruże źródlanej rozdawa im wody:

„Pijcie. To bowiem krew ciała mojego.

„Na mą pamiątkę wznawiajcie te gody“.

Lecz w noc, gdy gwiazdy snów człowieczych strzegą,

W innej snom ludzkim postaci się zbliża:

Upiór, gwoździami przybity do krzyża.

Ilustracja: Francisco Goya, Disparate de miedo (pol. Szaleństwo strachu), druga rycina z cyklu Los disparates (pol. Szaleństwa), 1823-24

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

6piorunów

Tadeusz Hollender, _Las_ (z cyklu _Leśne_, tom _Czas który minął i inne wiersze_), 1936

Tumie zieleni, burzo liściasta,

woni surowych żywiczna strugo,

unieś mnie, wyrwij z kamieni miasta,

szumem uspokój, ukryj na długo!

Głowy żar szumem zagaś dojrzałym

wargom spieczonym daj mokry listek,

niech w gęstwie igieł słoneczne strzały

stracą swój biały żar płomienisty.

Tumie zieleni, burzo iglasta,

zatop mnie swoją szumiącą treścią,

nagi w kamiennym domu obrastam

liści twych pierzem, igieł twych sierścią!

Wiatrem mnie rozwiej, rozprósz mnie cieniem,

w śródleśnej rzeki rozrzuć mnie żwirze,

nazwij mnie takiem leśnem imieniem,

jakiego nigdy nie można wyrzec.

Burzo iglasta, w żywicznym dymie

rozwiej mnie cicho, zniszcz bezboleśnie,

zgubione echo daj mi na imię,

najbardziej ciche, najbardziej — leśne.

Ilustracja: Apoloniusz Kędzierski, W lesie, 1911

Inspirator

w Poezja/Cytaty/Proza

3piorunów

Jan Lemański, _Wróbelek_ (z cyklu _Miłosierdzie_, tom _Colloqvia albo Rozmowy_), 1905

Wróbelek wypadł z gniazdka,

A iż był bez lotek,

Snadnie pies go mógł pojmać

I zjeść, albo kotek.

Co widząc młode dziewczę,

Tkliwe (jak kobiéty),

Wzięło go i nuż pieścić:

— Moje, moje ty, ty

Maleństwo, ja cię nie dam

Zjeść, ja cię obronię!... —

To mówiąc, coraz bardziej

Ściska z wróblem dłonie.

I wróbelek, choć pies go

Ni kot nie złupieżył,

Choć tak czule ściskany

W dłoniach, zdechł, i nie żył.

...........

Chociaż dobrze czyniący

Są błogosławieni,

Źle jest ptaszka miętosić

W zbyt ciasnej przestrzeni.

Ilustracja: Ferdinand von Wright, Varpusia kuhilaassa (pol. Wróble na podwórku), 1878