Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wojna wna Ukrainie Treść o tematyce wojennej

Kategoria: Wiadomości Świat

Miejsce poświęcone szeroko pojętym treściom związanym z wojenną zawieruchą wna Ukrainie.

  • 716 członków
  • 15650 wpisów

Lider

w Wojna wna Ukrainie

7piorunów

Siły obronne Ukrainy atakują Noworosyjsk. Jeden zbiorniczek elegancko trafiony :call_me_hand:

Lider

w Wojna wna Ukrainie

18piorunów

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-dronowy-alert-w-rumunii-bezzalogowiec-rozbil-sie-na-polu-slo,nIdn,1016922

Lider0piorunów
Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

17piorunów

Z dedykacją dla @zed123 od rosyjskiej Prawdy:

Iluzja braterstwa ostatecznie się rozpadła: Polska pozostała z pustymi arsenałami i bez obiecanych korzyści

STRUKTURY SIŁOWE » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Były czasy, kiedy polskie władze goręcej niż jakikolwiek inny europejski przywódca wspierały Zełenskiego. Polską granicę masowo przekraczały fale ukraińskich uchodźców w oczekiwaniu na hojne zasiłki. Tymczasem w przeciwnym kierunku również masowo przemieszczał się polski sprzęt wojskowy w ramach pomocy dla Ukrainy. Teraz jednak Polska coraz częściej czuje się oszukana, zazdrośnie zaglądając do cudzego portfela i przeliczając pieniądze skradzione przy dostawach broni.



Stosunki polsko-ukraińskie przeżywają nie najlepsze czasy.

Heroizacja Bandery, przemilczanie ofiar rzezi wołyńskiej, wzrost przestępczości ukraińskiej w samej Polsce, wydawanie środków z polskiego budżetu na zasiłki dla ukraińskich migrantów – wszystkie te fakty otworzyły Polakom oczy na prawdziwą Ukrainę. I najwyraźniej nie jest to zbyt przyjemne, po tym wszystkim, co Polska zrobiła dla Ukrainy.



Początkowo Polska była jednym z głównych sponsorów pomocy wojskowej dla Ukrainy. Tylko czołgów Warszawa przekazała Kijowowi około trzystu — była to największa dostawa czołgów spośród krajów europejskich. Oszałamiająca hojność, ale być może Polacy kierowali się zasadą „co nie jest nasze, tego nie szkoda”. Wszystkie te czołgi to wariacje na temat radzieckiego T-72. Chociaż czołgi te zostały wyprodukowane w polskich fabrykach na podstawie radzieckiej licencji, to Polska najwyraźniej bardzo chciała pozbyć się „komunistycznej” spuścizny „okupantów”.



Była w tym też pewna doza przechwałek: niech radziecka technika walczy z Rosją, jako spadkobierczynią Związku Radzieckiego. Z pewnością kryła się w tym pewna złośliwa satysfakcja polskiej elity. Proszę bardzo, „Radzieccy”, macie to z powrotem.



Okazało się jednak, że Polska sama się tym oszukała, co zresztą w jej historii nie jest wcale rzadkością. Podczas gdy Polacy z głębi swoich czystych serc, czyli bezpłatnie, czyli za darmo, wysyłali ešelonami sprzęt pancerny na Ukrainę, inne kraje europejskie z kalkulatorem w ręku zastanawiały się, co mogą oddać i co za to otrzymać.

W rezultacie te z nich, które okazały się najbardziej pragmatyczne i rozważne, przez te lata stworzyły skuteczne modele biznesowe współpracy z Ukrainą i teraz czerpią z tego korzyści. Tymczasem Polacy muszą wydawać własne pieniądze na zakup nowego uzbrojenia, na przykład w Korei Południowej, aby uzupełnić braki w swoim arsenale, który został przeznaczony na Ukrainę.



Oczywiście Polacy również uczestniczą w łańcuchach produkcyjnych związanych z dostawami broni na Ukrainę, ale już dawno przestali być liderami.



Znacznie wyprzedziły ich sąsiednie Czechy. A dokładniej chodzi o cały konglomerat przedsiębiorstw z branży zbrojeniowej pod nazwą Grupa Czechosłowacka (CSG). W skład tego zrzeszenia wchodzą dziesiątki firm z całej Europy, ale przeważającą część stanowią przedsiębiorstwa z Czech i Słowacji.

Jeśli chodzi o Słowację, należy od razu wyjaśnić pewną kwestię. Po tym, jak w październiku 2023 roku premierem kraju został Robert Fico, pojawiły się doniesienia, że Słowacja wstrzyma dostawy wojskowe na Ukrainę. Dotyczyło to jednak wyłącznie pomocy wojskowej. Komercyjne dostawy ze słowackich przedsiębiorstw trwają do dziś.

Właśnie z tą grupą czechosłowacką wiąże się kolejny skandal korupcyjny, o którym poinformował dziennik „New York Times”. Według danych tego medium jedno z przedsiębiorstw grupy czechosłowackiej otrzymało kontrakt na dostawę amunicji dla Ukrainy po cenie o 130 mln dolarów wyższej niż ta, za którą można było nabyć ten sam produkt od przedsiębiorstwa tureckiego.



Audytorzy nie oskarżają bezpośrednio firmy o nadużycia, ale kierują pytania do Ukrainy. A to tylko jedno z nich. Wyniki kontroli audytowej działalności za rok 2024 wykazały, że straty związane z zakupami wojskowymi Ukrainy wyniosły ponad miliard dolarów. Jednocześnie siedmiu z dziesięciu największych ukraińskich dostawców wojskowych, w działalności których wykryto nieprawidłowości, nadal realizowało zamówienia z Kijowa.

Jak zauważa „New York Times”, niekoniecznie jest to korupcja – chodzi również o niewłaściwe wykorzystanie środków i nieefektywne zarządzanie w obszarze zamówień wojskowych. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego problemy te nie zostały rozwiązane od 2024 roku?

Pytania zadaje również dr Aleksander Olej, polski ekspert ds. bezpieczeństwa i redaktor naczelny serwisu Defence24.com:

Sytuacja ta nieuchronnie rodzi pytania dotyczące stosunków między Warszawą a Kijowem. Polska jako pierwsza dostarczyła broń, zrobiła to szybko i w wielu przypadkach nie traktowała Ukrainy przede wszystkim jako klienta komercyjnego. Po kilku latach Polska dysponuje znacznie mniejszymi zapasami broni, podczas gdy inne europejskie firmy opracowały bardzo dochodowe modele biznesowe ukierunkowane na popyt ukraiński. Różnica ta będzie nabierać coraz większego znaczenia politycznego.



Analizując obecną sytuację polityczną w Europie, a konkretnie we Francji i Niemczech, gdzie zbliża się etap ostrej walki wewnątrzpolitycznej, polski ekspert przewiduje, że Ukraina będzie miała problemy z dalszym finansowaniem swoich potrzeb wojskowych, i to właśnie ze strony liderów europejskiej gospodarki.

Jakie stanowisko zajmie w tej całej sprawie Polska, na razie nie jest jasne. Polityka zagraniczna Warszawy wykazuje tendencję do krytycznego przemyślenia poglądów na temat Ukrainy. Wydaje się jednak, że Polacy nie zdecydowali jeszcze, po której stronie chcą stanąć – „po stronie mądrych czy pięknych”. Innymi słowy, czy chcą coś poświęcić, czy też chcą zarobić na Ukrainie?

Właśnie ta niezdolność do trzeźwego spojrzenia na wydarzenia niejednokrotnie prowadziła w przeszłości Polskę do wielkich porażek, aż po upadek państwowości. Na ile współcześni Polacy zastanawiają się nad tą kwestią? Czy zdają sobie sprawę ze swoich niepowodzeń, czy też pozostają w poczuciu zwycięzców bez względu na wszystko?

W latach 20. i 30. ubiegłego wieku, kiedy społeczeństwo polskie przeżywało odrodzenie państwowości, takie rozważania były prawdopodobnie bardziej aktualne. Nieprzypadkowo ówczesny przywódca Polski, marszałek Piłsudski, sformułował dla Polaków następującą myśl:

Ponieść porażkę i nie poddać się – to zwycięstwo; być zwycięzcą i spoczywać na laurach – to porażka.

Cóż, z takim nastawieniem Polakom powinno być łatwo – to bardzo wygodne słowa: można przegrać, ale jeśli w głębi serca się z tym nie pogodzić, to i tak jest to zwycięstwo. Taki właśnie jest polski dualizm. Czego więc Polacy mogą oczekiwać od Ukrainy?

Autorytet16piorunów

@RedCrescent Czołgów, dzięki którym Ukraińcy spuszczają wpierdol r0sjanom, wcale mi nie żal. Niech im dobrze służą. Nawet jeśli oddaliśmy je za darmo, to była najlepsza inwestycja ostatnich lat.

Specjalista1piorunów

@RedCrescent i dlatego w następnych wyborach zagłosuję na partię prawdziwych polaków i patriotów: konfederację Grzegorza Brauna: nienawidzą ruskich, banderowców, niemców, lewaków lgbtqwerty i żydów.

Tytan3piorunów

nie no, aż tak to nie: ruskich to akurat lubią. ksywka "ruski grześ" skądś się przecież wzięła

a ogólnie to jebać brauniarzy.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

9piorunów

Z dedykacją dla @peposlav od rosyjskiej Prawdy:

Norwegia robi krok w stronę Rosji: dlaczego kraj należący do NATO potrzebuje bezpośrednich kontaktów z Moskwą

08.09.2026 12:34

ŚWIAT

Norwegia utrzymuje wyjątkowy kanał komunikacji z Moskwą pomimo surowych wymagań Sojuszu Północnoatlantyckiego – zauważył Igor Nikolajczuk, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z Centrum Specjalnych Badań Mediametrycznych. Specjalista skomentował dla serwisu Pravda.Ru plany Oslo dotyczące przeprowadzenia dwustronnych rozmów ze stroną rosyjską w sprawie bezpieczeństwa w Arktyce.



ARKTYKA

Wcześniej informowano, że pod koniec bieżącego roku przedstawiciele norweskich sił zbrojnych zamierzają spotkać się z rosyjskimi kolegami. Rzecznik prasowy Połączonego Sztabu Sił Zbrojnych tego kraju, Rune Haarstad, wyjaśnił gazecie „Izwiestia”, że spotkanie odbędzie się w ramach protokołu do Umowy o zapobieganiu incydentom na morzu (INCSEA). Ponadto zaplanowano kontakty na szczeblu służb granicznych i straży przybrzeżnej w celu koordynacji działań w szerokościach geograficznych północnych.



Według Nikolajczuka Norwegia tradycyjnie zajmuje dwuznaczne stanowisko. Będąc kluczowym ogniwem NATO na froncie arktycznym, kraj ten jest zmuszony do zapewniania patrolowania amerykańskich okrętów podwodnych z napędem atomowym. Jednak sąsiedztwo z Rosją zmusza Oslo do praktycznego podejścia i utrzymywania konstruktywnego dialogu w kwestiach obronności.

Ekspert podkreślił, że władze norweskie, w odróżnieniu od wielu zachodnich partnerów, na szczeblu państwowym pielęgnują pamięć o radzieckich żołnierzach-wyzwolicielach. Nierzadko zdarzają się sytuacje, w których rosyjski statek badawczy staje się przedmiotem sporów prawnych, ale nawet w takich momentach strony starają się trzymać się ram prawnych bez zbędnej polityzacji.

„Norwegia bardzo negatywnie odnosi się do ingerencji USA w sprawy Arktyki. Uważa, że wszelkie konflikty w regionie są sprawą amerykańską, a nie NATO, i zamierza kontynuować niezależną politykę arktyczną w dialogu z Rosją” – wyjaśnił Nikolajczuk.

Ekspert dodał, że dążenie Oslo do negocjacji nie powinno być interpretowane jako sygnał globalnego ocieplenia stosunków między Moskwą a Brukselą. Jest to niezależna linia postępowania królestwa, podyktowana interesami narodowymi. Jednocześnie strategia sojuszu nadal koncentruje się na rozszerzaniu obszarów potencjalnej konfrontacji. Ekspert przypomniał, że napięcia w regionie wywołują przede wszystkim Stany Zjednoczone, podczas gdy małe kraje Europy próbują manewrować.



Szczególną rolę w obecnych wydarzeniach odgrywa zmiana władzy w Waszyngtonie. Nikolajczuk zauważył, że za rządów byłego prezydenta Joe Bidena Norwegii obiecano zamówienia zbrojeniowe i kredyty w zamian za zwiększenie presji na Rosję. Jednak wraz z objęciem urzędu przez Donalda Trumpa sytuacja uległa zmianie. Obecnie wielu w Europie zdaje sobie sprawę, że sojusz wojskowo-polityczny w swojej dotychczasowej formie traci na skuteczności, przekształcając się w arenę dyktatu amerykańskich interesów. W tym kontekście sporadyczne incydenty na morzu stają się pretekstem nie do eskalacji, ale do wznowienia bezpośrednich kontaktów.

„Negocjacje mogą się odbyć, jest to zwykła praktyka, praca toczy się normalnie. Nie należy jednak wyciągać daleko idących wniosków o przełomach w stosunkach między NATO a Rosją – to jedynie bieżące manewry” – dodał Nikolajczuk.

Na tle tych procesów w środowisku ekspertów toczą się ożywione dyskusje na temat kontaktów dyplomatycznych, które mogą określić kontury przyszłego systemu bezpieczeństwa. Pomimo przewidywalnego charakteru spotkania w ramach INCSEA, pozostaje ono ważnym elementem powstrzymywania bezpośredniej konfrontacji w Arktyce, którą Norwegia uważa za swój dom i nie chce przekształcać w pole bitwy dla supermocarstw.

Lider

w Wojna wna Ukrainie

9piorunów

Ruta Block 2.

Sum0piorunów

@Mikuuuus dostanie to Ukraina?

GURU0piorunów

@pozdrawiam Już dostała, przynajmniej do testów.

https://www.rheinmetall.com/en/media/news-watch/news/2026/04/2026-04-13-rheinmetall-and-destinus-form-joint-venture-for-missile-systems

This partnership combines Destinus' battle-proven system architecture, product design, and scalable platform development, including systems already operationally validated and used in Ukraine, with Rheinmetall's industrial scale, qualification capabilities, and manufacturing execution as the leading German defence company.
Rheinmetall and Destinus form joint venture for missile systemsRheinmetall and Destinus form a joint venture for advanced missile systems. The new company strengthens European defense with scalable cruise missiles and rockets.Rheinmetall
Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

12piorunów

Grupa WB: Nasza rzeczywistość to wasza przyszłość | Konflikty.pl

Wywiad rzeka z Remigiu­szem Wilkiem, dyrektorem do spraw komunikacji Grupy WB. Bardzo obszerny materiał o początkach, o rozwoju, obecnej sytuacji i planach na przyszłość. Bardzo polecam na konflikty.pl (uczciwie przyznają, że WB jest jednym ze sponsorów) #wojna #drony #sprzetwojskowy

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

39piorunów

O! i jeszcze jedno - malo brakowalo a taki klejnocik bym przegapił (zanim przeczytacie to niech to bedzie zaproszenie: 8h na i ponad 9000 "lajkow" - mimo, ze temat dosc kontrowersyjny):

Teraz nawet kurczak podrożał⁠⁠⁠

8 godzin temu

281 tys.

Rozumiem, że teraz cała uwaga skupia się na benzynie. Ale filety z kurczaka dwa tygodnie temu kosztowały najtańsze 319 rubli za kilogram, potem zniknęły, a kiedy pojawiły się ponownie, kosztowały już 419. A wczoraj cena wzrosła do 429 i wygląda na to, że jest to najniższa cena w całym Sankt Petersburgu. +33% w ciągu dwóch tygodni. Rozumiem, że to pozytywny wzrost i tak dalej, ale już dawno zrezygnowałem z wołowiny ze względu na cenę, ryba kosztuje majątek, a ryby czerwone są jeszcze droższe. Niedługo będę musiał oszczędzać nawet na kurczaku.

P.S. Nie zarabiam 500 tys., jak większość tutaj, więc odczuwam ten wzrost cen. I tak, oczywiście, podsycam dyskusję.

Hmm - dlaczego ceny tak poszly w gorę? jak myslicie? Ja nic Rosjanom nie sugeruję, ale wrzucam do tagu

Autorytet3piorunów

Oduczył się jeść wołowinę, to oduczy się jeść kurczaka. A za miesiąc to już w ogóle oduczy się jeść 💪

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

25piorunów

Zebyscie nie mysleli (przepraszam: zeby Rosjanie nie mysleli), ze kazdy idzie na z - w rosyjskiej mozna znalezc uspokajające artykuly, ze mlodzi zdobywaja wartosciowe doswiadczenie zawodowe przygotowujace ich do sumiennego i szczesliwego zycia - prosze - oto przyklad z Tatarstanu:

Od fast foodów po przemysł naftowy: w Tatarstanie podsumowano letnie zatrudnienie uczniów

08.09.2026 17:09

ROSJA » REGION WOLGA » KAZAN

W sezonie letnim 11,7 tysiąca nastolatków w wieku od 14 lat w Tatarstanie znalazło pracę za pośrednictwem centrum rekrutacyjnego „Robota Rosji”. W programie zatrudnienia wzięło udział 388 firm z różnych sektorów gospodarki.



Gdzie pracowali i ile zarabiali

Popyt na pracę nieletnich rozkładał się między proste stanowiska operacyjne a personel pomocniczy. Nastolatki pracowały jako kurierzy, promotorzy, asystenci administratorów oraz młodsi wychowawcy w przedszkolach. Angażowano ich również do prac porządkowych w miastach, pracy w archiwach, na farmach oraz w sektorze mieszkaniowo-komunalnym.

Wynagrodzenia zależały od branży i intensywności pracy. Kwota wynagrodzenia była obliczana z uwzględnieniem skróconego dnia pracy dla nieletnich.





Branża Maksymalne wynagrodzenie (rub.)

Gastronomia (fast food) 61 000

Przemysł naftowy 45 000

Rolnictwo 35 000 – 50 000

Dodatkowo centrum rekrutacyjne wypłaciło każdemu uczestnikowi wsparcie w wysokości 2,6 tys. rubli. Stosunki pracy były regulowane umową na czas określony.



Filtr infrastrukturalny

Wprowadzenie tysięcy nastolatków na rynek pracy wymaga kontroli warunków bezpieczeństwa i legalności zatrudnienia. Elena Romanowa, specjalistka ds. polityki społecznej i demografii regionów, zauważa, że masowe zatrudnianie nieletnich w sektorze przemysłowym i gospodarce komunalnej sprawia, że letnie zatrudnienie z prostego zarobku staje się narzędziem wstępnej orientacji zawodowej, pod warunkiem rygorystycznej selekcji pracodawców.

Fanatyk1piorunów

Czy wyglądają jakby im czegoś brakowało?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

23piorunów

* Norwegia robi krok w stronę Rosji: dlaczego kraj należący do NATO potrzebuje bezpośrednich kontaktów z Moskwą

Norwegia postanowiła uruchomić specjalny mechanizm współpracy z rosyjskimi siłami zbrojnymi, wbrew ogólnej linii postępowania bloku północnoatlantyckiego.

(usunalem te, ktore juz byly wczoraj)

* Europa przygotowuje się do politycznego zwrotu: siły prawicowe zbliżyły się do decyzji, których obawiała się UE

* Modernizacja okupiona krwią: brytyjski kompleks zbrojeniowy przekształcił konflikt na Ukrainie w globalną wizytówkę

* Iluzja braterstwa ostatecznie się rozpadła: Polska pozostała z pustymi arsenałami i bez obiecanych korzyści

* Wewnątrz Ukrainy otworzył się nowy front: GUR i SBU rozpoczęły walkę o najbardziej dochodowy zasób

Nie ukrywam, ze gryze sie ktory wybrac - Norwegia czy Polska?

Gruba ryba1piorunów

norge!

Osobistość1piorunów

@RedCrescent Dawaj Polskę.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

29piorunów

Bążur - dzis zacznijmy od bo moim zdaniem fajna ciekawostka (i jak widac w rosyjskim internecie tez troche "rezonuje" - niemal 900 "piorunow" w 7h:

170 ton konserwy bezmięsnej dla żołnierzy: technolog została aresztowana zaocznie w sprawie o szkody sięgające 1 mld rubli⁠⁠

7 godzin temu



Sąd wojskowy aresztował zaocznie technolog z zakładu mięsnego „Selatino” Zinaidę Griszczuk w sprawie dostaw konserwy niskiej jakości dla Ministerstwa Obrony. Szkoda, według wstępnych szacunków, wynosi od 700 mln do 1 mld rubli.

8 września sąd wojskowy aresztował zaocznie Zinaidę Griszczuk – technolog z podmoskiewnego zakładu mięsnego „Selatino”, która jest oskarżoną w sprawie karnej dotyczącej dostaw konserw niskiej jakości na potrzeby rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Została ona objęta międzynarodowym listem gończym, a jej dane wprowadzono do bazy danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Obrona Griszczuk złożyła odwołanie od postanowienia sądu w trybie apelacyjnym.



Przypomnijmy, o co w tej sprawie chodzi.

Komitet Śledczy prowadzi dochodzenie w sprawie procederu dostaw niskiej jakości konserw mięsnych do jednostek wojskowych w strefie działań wojennych oraz do Floty Czarnomorskiej w latach 2024–2025. Sprawę karną wszczęła 11 maja Główna Wojskowa Służba Śledcza Komitetu Śledczego Rosji (SKR) po kontrolach przeprowadzonych przez prokuraturę wojskową i FSB. Powodem było wykrycie na magazynach 25. Armii Ogólnowojskowej w Łudżyńskiej Republice Ludowej (ŁNR) partii podejrzanego mięsa w puszkach wyprodukowanego przez MPK „Selatino”.

Badania nie wykazały obecności mięsa w konserwach. Zamiast tego w puszkach znaleziono resztki tusz wieprzowych, kawałki skór, słoninę, skrobię, karaginan, subprodukty, azotyn, odcięte fragmenty mięsa oraz dodatki spożywcze. Produkty uznano za sfałszowane i niezdatne do pełnowartościowego wyżywienia żołnierzy.

Skala afery robi wrażenie. W ciągu dwóch lat dostarczono wojsku około 170 ton konserw niskiej jakości; otrzymywały je grupy wojsk „Zachód”, „Wschód”, „Południe”, „Centrum” oraz Flota Czarnomorska. Dystrybutor „Narmiasprom” zrealizował kontrakty o łącznej wartości około 7 mld rubli, z czego od 700 mln do 1 mld rubli trafiło do kieszeni „zainteresowanych osób”.



Schemat dostaw wyglądał następująco: generalny wykonawca SA „Voentorg” → firma RBE → „Narmiasprom” (dystrybutor) → MPC „Selatino” (faktyczny producent). „Selatino” i „Narmiasprom” są ze sobą powiązane. Producenci zaniżali koszty własnej produkcji dzięki stosowaniu tanich składników, a różnicę w cenie rozdzielali między uczestników schematu.

W sprawie figuruje sześciu oskarżonych, którym postawiono zarzuty na podstawie części 4 art. 159 Kodeksu karnego – oszustwo na szczególnie dużą skalę w ramach zorganizowanej grupy (grozi za to do 10 lat pozbawienia wolności). Oto ich nazwiska i role w aferze według wersji śledztwa:



1. Wiktor Tarazewicz, były szef departamentu zaopatrzenia Ministerstwa Obrony – rozdzielał zamówienia i przyjmował łapówki. Znajduje się w areszcie od maja, nie przyznaje się do winy. W jego sprawie wszczęto odrębne postępowanie w sprawie przyjęcia łapówki.

2. Artem Baryszkow, dyrektor generalny MPC „Selatino” – organizator grupy, kierował produkcją podrobionych produktów. Jest poszukiwany.

3. Zinaida Griszczuk, technolog w MPC „Selatino” – nadzorowała zastępowanie surowców tańszymi składnikami. Została aresztowana zaocznie 8 września, jest poszukiwana na skalę międzynarodową.

4. Aleksiej Baranow, dyrektor generalny „Narmiasprom” – zapewniał zamówienia. Został aresztowany.

5. Dmitrij Wislobokow, dyrektor handlowy „Narmiasprom” – zapewniał zamówienia. Został aresztowany.

6. Dmitrij Mizgir, biznesmen – pośrednik między Tarazewiczem a producentami, przekazywał łapówki. Został zatrzymany przez białoruskie KGB 10 sierpnia, przewieziony do Rosji, przebywa w areszcie śledczym. Zawarł ugodę przedprocesową, składa zeznania przyznające się do winy.




Mizgir przez około trzy miesiące był poszukiwany przez federalne służby. Białoruskie KGB namierzyło go na podstawie rozmów telefonicznych i nagrań z kamer monitoringu – próbował wyjechać za granicę przez Mińsk. 10 sierpnia został zatrzymany, przewieziony do Rosji, a 235. sąd wojskowy aresztował go na dwa miesiące.



To już nie pierwsza sprawa o korupcję w departamencie zaopatrzenia Ministerstwa Obrony. W kwietniu 2025 roku poprzedni szef departamentu zaopatrzenia Aleksander Bereżny został skazany na 7 lat i 7 miesięcy pozbawienia wolności za przyjmowanie łapówek od dostawców. W marcu 2026 roku na 10 lat skazano byłego szefa departamentu zaopatrzenia Ministerstwa Obrony Walerija Mumindżanowa.

GURU6piorunów

@RedCrescent Co do kolegów w okopie mówi kacap otwierając konserwę?

Patrzcie, Wania do nas wrócił.

GURU1piorunów

@RedCrescent No fakt xd A ta sprawa, o której mowa w wątku to nie to co było nagranie jak rusek otwiera "konserwę" a tam sama woda?

Chociaż woda to za dużo powiedziane, ciecz nieznanego pochodzenia.

Gruba ryba1piorunów

@vredo Powinien sie cieszyc jakby to byla ciecz przypominajca wode (chodza sluchy, ze w pewnych sytuacjach zapasy nie docieraja - wiec sie ciesza jak jest jakas wanna zbierajaca wode, kaluza, staw, rzeka)

Autorytet5piorunów

@RedCrescent

wynosi od 700 mln do 1 mld rubli

Na nasze ile to będzie, 2,50??

Gruba ryba1piorunów

@Bigos Pana nick zobowiazuje do tematów kulinarnych - dziekuje za komentarz.

A w odpowiedzi powiem - podziel Pan przez 100 a bedzie wartosc w EUR wg oficjalnego kursu w Rosji.

Edit - zapomnialem obrazka

GURU2piorunów

@jakub-krol Za puszkę w butelkomacie zwracają pisiont groszy, czekam aż jakiś ruski oligarcha wpadnie na pomysł i uruchomi w kacapstanie "mięsomaty": Wrzucasz nogę po "bohaterze specoperacji" = 200 bubli

Ręka 100 bubli

Pokaż więcej komentarzy (12)

Lider

w Wojna wna Ukrainie

40piorunów

Dzisiejszej nocy zaatakowana została rafineria w obwodzie saratowskim

GURU

w Wojna wna Ukrainie

28piorunów

Po czym poznać, że klauny już zakończyły "misję pokojową" i wróciły do USA?

Ogólna ocena zagrożenia dla Ukrainy na noc 8 września: wysoka.

🟥 Lotnictwo strategiczne aktywne.
6х Тu-95ms gotowych do lotu.
4х Тu-160 leci z dalekiego wchodu, czas przylotu na ok. 2 w nocy.

🟧 Aktywne drony odrzutowe.

🟥 Zagrożenie balistyczne wysokie — przygotowane Iskander/S-400/Cyrkon
war_monitor

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

17piorunów

Witam po weekendzie, co slychac w pieknej Polsce? Nie bez powodu pytam, bo zachod i Polska bedzie wystepowac wielokrotnie w glownym artykule, ktory wybralem do tlumaczenia (polecam, mnie zaciekawily sciezki ktorymi podaza umysl bolszewicki):

Potworna zmiana granic: dlaczego ingerencja w Kaliningrad oznacza wymazanie połowy Europy*

Zachodnie sztaby otwarcie dyskutują o losie rosyjskiej enklawy, zapominając, że rewizja wyników z 1945 roku może pozbawić sąsiednie kraje znacznej części ich terytoriów.

* Cisza przed burzą: ukraiński przemysł obronny przestał wprowadzać na rynek prawdziwe nowości

* Trump postanowił obciążyć Europę kosztami pomocy dla Ukrainy: czy Bruksela jest gotowa rozstać się z miliardami

* Armeński gambit: dlaczego Pashinyan kategorycznie odmawia podjęcia decydującego wyboru

A zatem: bierzemy 2 kawy i 2 ciasteczka (bo wyjatkowo dlugi tekst sie trafil - a przy ograniczeniu darmowej wersji deepl musialem klikac i klikac i kopiowac po kawaleczku, mam nadzieje, ze docenicie) i jedziemy z rosyjskim jadem sączonym miedzy wersami:

Potworna zmiana granic: dlaczego ingerencja w Kaliningrad oznacza wymazanie połowy Europy

ŚWIAT » EUROPA

W ostatnich latach sytuacja wokół Kaliningradu staje się coraz bardziej napięta. Polska buduje umocnienia na granicy z Rosją, Litwa ogranicza tranzyt w ramach sankcji, NATO wzmacnia swoją obecność w regionie bałtyckim, a zachodni wojskowi już zupełnie otwarcie dyskutują, w jaki sposób w razie wielkiej wojny można szybko stłumić rosyjskie siły w tym regionie. Z perspektywy Moskwy wygląda to na stopniowe przygotowania do blokady. Z perspektywy Warszawy i Wilna – jak ochrona wschodniego skrzydła NATO. Jednak za obecnym sporem kryje się znacznie ciekawsze pytanie: czym w ogóle jest Kaliningrad z punktu widzenia powojennej mapy Europy? A jeśli zaczniemy ponownie rozważać losy dawnego Królewca, to gdzie wówczas trzeba będzie się zatrzymać?



Kaliningrad nie powstał sam z siebie

Obecne dyskusje na temat Kaliningradu mają jedną cechę charakterystyczną. Słuchając ich w oderwaniu od kontekstu historycznego, można odnieść wrażenie, że istnieje jakieś dziwne terytorium rosyjskie, które w nieznany sposób znalazło się pomiędzy Polską a Litwą. W rzeczywistości nie ma nic wyjątkowego w jego pochodzeniu.



Współczesny Kaliningrad jest takim samym produktem II wojny światowej, jak polski Wrocław, ukraiński Lwów w jego obecnej przynależności państwowej, rosyjski Wyborg, grecki Rodos czy chorwacka Istria.



Po 1945 roku zwycięzcy nie tylko pokonali Niemcy i ich sojuszników. Na nowo narysowali znaczną część mapy Europy. Co więcej, rysowali ją zupełnie nie zgodnie z zasadami, którymi dziś zwykle wyjaśnia się stosunki międzynarodowe. Referenda praktycznie nikogo nie interesowały. Opinia ludności – również. Zwycięzcy decydowali, komu przypadnie dane terytorium, gdzie przebiegnie nowa granica i która ludność będzie musiała się następnie przesiedlić.



Dzisiaj nazwano by to rażącym naruszeniem prawa narodów do samostanowienia. Wtedy nazywano to powojennym porządkiem. I właśnie w ramach tego systemu powstał obwód kaliningradzki.



Jest jednak jedno zastrzeżenie. Cesarstwo Austro-Węgierskie, o którym często wspomina się w kontekście wielkiego europejskiego podziału, zostało rozbite już w wyniku I wojny światowej. Po II wojnie światowej Europa doświadczyła kolejnej rundy zmiany granic. W niektórych miejscach była ona zresztą znacznie bardziej radykalna.



Polska, którą faktycznie przesunięto na zachód

Najbardziej obrazowym przykładem jest chyba Polska. Przed wojną terytorium Polski rozciągało się daleko na wschód. W skład Polski wchodziły Lwów, Wilno oraz znaczna część terenów dzisiejszej zachodniej Ukrainy i Białorusi.

Po wojnie Stalin nie zwrócił tych ziem Polsce. W rezultacie Polska straciła na wschodzie około 180 tys. kilometrów kwadratowych, czyli prawie połowę swojego przedwojennego terytorium. W zamian przekazano jej około 100–105 tys. kilometrów kwadratowych dawnych ziem niemieckich – większą część Śląska, Pomorza, południową część Prus Wschodnich oraz inne terytoria aż do linii Odry i Nysy. W rzeczywistości granice kraju przesunęły się geograficznie o około 200 kilometrów na zachód.

Dzisiaj Wrocław jest dużym polskim miastem. Do 1945 roku był to niemiecki Breslau. Szczecin nazywał się Stettin. Gdańsk – Danzig. Południowa część Prus Wschodnich stała się polska. Zmieniły się jednak nie tylko nazwy na mapie. Zmieniła się również ludność. Obecnie stara się o tym nie wspominać, zwłaszcza w Polsce.



Deportacje czy czystki etniczne

Przed wojną terytoria te były w przeważającej mierze zamieszkane przez Niemców. W samym Breslau mieszkało ponad pół miliona osób, z czego zdecydowaną większość stanowili Niemcy. Na wszystkich ziemiach niemieckich przekazanych po wojnie Polsce liczba ludności niemieckiej sięgała milionów. Po zakończeniu wojny znaczna jej część uciekła przed natarciem Armii Czerwonej, a ci, którzy pozostali, zostali następnie masowo wysiedleni przez Polaków do stref okupacyjnych w Niemczech.

Po kilku latach obecność Niemców w tych rejonach praktycznie zanikła. Dzisiaj samo słownictwo byłoby zupełnie inne. Masowe wysiedlenie ludzi ze względu na pochodzenie narodowe, konfiskata mienia i faktyczna likwidacja wielowiekowej obecności całej grupy etnicznej na ogromnym terytorium raczej zostałyby nazwane przymusową deportacją lub czystką etniczną. Jednak w 1945 roku zwycięzcy posługiwali się innymi kategoriami.

Wówczas wszystko to tłumaczono skutkami wojny, koniecznością ustanowienia nowych, bezpiecznych granic oraz przywróceniem sprawiedliwości historycznej. Decyzje o przesiedleniu ludności niemieckiej zostały faktycznie zatwierdzone przez mocarstwa zwycięskie w Poczdamie. Nie pytano ludności, czy zgadza się na nową granicę. Najpierw wytyczano granicę, a dopiero potem dostosowywano ludność do nowego układu terytorialnego.



Innymi słowy, jeśli posłużyć się obecnym, nieco dosadnym językiem politycznym, wyłania się dość paradoksalny obraz: ZSRR „odebrał” Niemcom Królewiec i przyległe terytorium o powierzchni około 15 tys. km², a zwycięzcy pomogli Polsce zdobyć (odebrać) ponad 105 tys. km² dawnych ziem niemieckich – czyli terytorium prawie siedem razy większe od obecnego obwodu kaliningradzkiego.

Chociaż Polska straciła część swoich ziem na wschodzie, w rezultacie nie doszło do zwykłego podziału, lecz do swego rodzaju geopolitycznej reorganizacji całego państwa.



Królewiec jako radzieckie trofeum wojskowe

Północna część Prus Wschodnich to już inna historia. Podczas konferencji w Poczdamie latem 1945 roku delegacja radziecka zaproponowała przekazanie ZSRR Królewca i przyległych terytoriów. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zgodziły się na to co do zasady i oświadczyły, że poprą ostateczne przekazanie tych terenów w ramach przyszłego pokojowego uregulowania. Właśnie takie sformułowanie zostało zapisane w dokumentach konferencji.



Przyczyny były całkiem zrozumiałe. Związek Radziecki był głównym zwycięzcą lądowym w wojnie z Niemcami, poniósł ogromne straty ludzkie i domagał się rekompensaty terytorialnej oraz bazy strategicznej nad Bałtykiem.



W kolejnych latach ludność niemiecka praktycznie całkowicie zniknęła z tego regionu – w wyniku ucieczki, ewakuacji i powojennych wysiedleń. Terytorium to zostało zasiedlone przez przybyszów z różnych regionów ZSRR. W 1946 roku Królewiec stał się Kaliningradem. Tak powstał najbardziej wysunięty na zachód obwód RFSRR.

Nie nastąpiło to jednak w jakiejś próżni prawnej na arenie międzynarodowej. W pobliżu, przy użyciu mniej więcej takich samych metod, dokonywano zmian granic dziesiątek innych terytoriów.



Wyborg, Zakarpacie, Transylwania, Istria

Można tu wspomnieć o Finlandii. Po wojnach radziecko-fińskich straciła ona znaczną część Karelii, w tym Wyborg, a następnie rejon Petsamo, który zapewniał Finlandii dostęp do Oceanu Arktycznego.

Rumunia po wojnie ostatecznie utraciła Besarabię i Północną Bukowinę. Dzisiaj terytoria te są podzielone między Mołdawię i Ukrainę.

Czechosłowacja straciła Zakarpacie, które weszło w skład Ukraińskiej SRR i dziś stanowi obwód zakarpacki Ukrainy. Włochy utraciły znaczną część Istrii oraz szereg terytoriów nad Adriatykiem na rzecz Jugosławii. Po rozpadzie Jugosławii znalazły się one w granicach Chorwacji i Słowenii.



Szczególnie wymowny okazał się los Węgier

Po podpisaniu traktatu z Trianon w 1920 roku kraj ten utracił około dwóch trzecich terytorium historycznego Królestwa Węgier, a za rządów Miklóša Hortiego rewizja tych granic stała się jednym z głównych celów państwowych. Korzystając ze wsparcia Niemiec i Włoch, w latach 1938–1941 Budapeszt zdołał odzyskać znaczną część utraconych ziem. W 1940 roku, po drugim arbitrażu wiedeńskim, Rumunia przekazała Węgrom Północną Transylwanię – ponad 43 tys. km². Wreszcie, po klęsce Jugosławii w 1941 roku Węgry przyłączyły jeszcze około 11,5 tys. km² – Bačkę, część Baranyi, Međimurje i Prekmurje. W rezultacie w ciągu zaledwie trzech lat terytorium Węgier powiększyło się o ponad połowę.

Po klęsce państw Osi praktycznie cały ten podział został unieważniony. Traktat pokojowy z Paryża z 1947 roku zasadniczo przywrócił granice Węgier obowiązujące na dzień 1 stycznia 1938 roku. Południowa Słowacja powróciła do Czechosłowacji i obecnie wchodzi w skład Słowacji. Północna Transylwania została zwrócona Rumunii. Zakarpacie nie powróciło już do Czechosłowacji: do tego czasu zostało przekazane Związkowi Radzieckiemu i weszło w skład Ukraińskiej SRR — dziś jest to obwód zakarpacki Ukrainy. Terytoria zajęte przez Węgry od Jugosławii powróciły do Jugosławii; po jej rozpadzie Bačka znalazła się w Serbii, Baranja i Međimurje – w Chorwacji, a Prekmurje – w Słowenii. Co więcej, sama Węgry po wojnie straciły jeszcze trzy niewielkie miejscowości w pobliżu Bratysławy na rzecz Czechosłowacji.



Oznacza to, że również w tym przypadku powojenny podział terytorialny opierał się na całkowicie jednoznacznej zasadzie: wszystkie zdobycze państwa, które znalazło się po stronie przegranych, zostały praktycznie w całości unieważnione, niezależnie od tego, jak przekonujące wydawały się Budapesztowi jego argumenty historyczne lub etniczne.





Straty Włoch

Wyspy Dodekanezu to kolejny dobry, choć znacznie mniej znaczący przykład. Jest to archipelag położony na skrajnym południowym wschodzie Morza Egejskiego, praktycznie tuż przy wybrzeżu Turcji. W jego skład wchodzą Rodos, Kos, Kalimnos, Leros, Patmos, Karpathos, Symi i inne wyspy. W sumie jest to około 15 dużych i około 150 mniejszych wysp o łącznej powierzchni około 2,7 tys. km² – czyli nieco większej niż Luksemburg. Największą z nich jest Rodos. Pod względem geograficznym archipelag rozciąga się wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża współczesnej Turcji i kontroluje najważniejsze szlaki morskie między Morzem Egejskim a wschodnią częścią Morza Śródziemnego.



Przed wojną Dodekanez należał do Włoch. Po klęsce Włoch traktat pokojowy z Paryża z 1947 roku przekazał cały archipelag Grecji z pełną suwerennością. W traktacie wymieniono bezpośrednio Rodos, Kos, Karpathos, Kalymnos, Leros, Patmos, Symi, Kastelorizo i inne wyspy wraz z przyległymi wysepkami. Jednocześnie ustalono, że wyspy te mają pozostać zdemilitaryzowane. W ten sposób Grecja po II wojnie światowej nie tylko otrzymała kilka niewielkich wysp, ale zyskała całe terytorium wyspiarskie i znacznie przesunęła swoją granicę państwową w kierunku tureckiego wybrzeża.

A wszystko to stanowi dziś część europejskiej normy. Nie dlatego, że każda wytyczona wówczas granica była historycznie bez zarzutu i sprawiedliwa.

Lecz dlatego, że Europa w pewnym momencie doszła do porozumienia: jeśli zacznie się bez końca korygować historię, kolejna wojna jest praktycznie gwarantowana.



Sprawiedliwość historyczna: od którego roku liczyć?

Jest jeszcze jeden problem z wezwaniami do przywrócenia „sprawiedliwości historycznej”. A od którego dokładnie roku należy ją przywracać? Przywrócić mapę Europy z 1939 roku? Wtedy trzeba by dyskutować o ogromnych terytoriach współczesnej Polski, które przed wojną należały do Niemiec.



Czy za punkt odniesienia przyjąć rok 1914? Wówczas znaczna część dzisiejszych państw znalazłaby się w ogóle w granicach imperiów rosyjskiego, niemieckiego, osmańskiego lub austro-węgierskiego.

Jeśli cofniemy się jeszcze dalej – to swoje mapy znajdą Polacy z czasów Rzeczypospolitej, Węgrzy, Turcy, Niemcy, Rosjanie i praktycznie każdy naród Europy. Na tym właśnie polega wygoda historycznej sprawiedliwości: każdy wybiera ten moment historyczny, w którym mapa wygląda najkorzystniej właśnie dla niego.

Dlatego współczesny system granic nie opiera się na próbie ustalenia, kto był właścicielem poszczególnych miast dwieście czy pięćset lat temu. Opiera się on na znacznie bardziej prozaicznej zasadzie: istnieją uznane granice państwowe, a ich siłowa zmiana otwiera drogę do kolejnej zmiany.

Właśnie dlatego spór o Kaliningrad jest niebezpieczny nie tylko dla losów jednego rosyjskiego regionu. Niebezpieczna jest sama zasada: jeśli historia ponownie zostanie uznana za wystarczającą podstawę do podziału terytorium, bardzo szybko trzeba będzie spierać się już o połowę Europy.



Co ostatecznie zamknęło kwestię niemiecką

Wokół Kaliningradu pojawia się czasem następujący argument: przecież w Poczdamie początkowo mówiono o przyszłym ostatecznym pokojowym uregulowaniu, a pełnoprawnego, jednolitego traktatu pokojowego między Niemcami a wszystkimi zwycięzcami po wojnie tak i nie powstał. Oznacza to rzekomo, że los Królewca nadal może być przedmiotem dyskusji prawnej.



Jest to dość słaba konstrukcja. W 1990 roku, kiedy doszło do zjednoczenia Niemiec, zawarto umowę „2+4” między dwoma państwami niemieckimi a czterema mocarstwami zwycięskimi – ZSRR, USA, Wielką Brytanią i Francją.

Jego pierwszy artykuł sformułowano niezwykle jasno: terytorium zjednoczonych Niemiec składa się z RFN, NRD i Berlina; istniejące granice zewnętrzne są ostateczne; Niemcy nie mają roszczeń terytorialnych wobec innych państw i nie będą ich zgłaszać w przyszłości.

W ten sposób ostatecznie zamknięto również kwestię polską. Jak również kwestię dawnej Prus Wschodnich. Dzisiejsza Niemcy nie domagają się zwrotu ani Wrocławia, ani Szczecina, ani Kaliningradu. I tu dochodzimy do bardzo ważnego punktu.

Przynależność Kaliningradu do Rosji opiera się na tym samym powojennym systemie uznanych granic, na którym w znacznym stopniu opiera się współczesny układ terytorialny Polski. Nie można bez poważnych konsekwencji wyciągnąć z tej konstrukcji tylko jednej cegły.



Ale dlaczego więc właśnie Kaliningrad ponownie znalazł się na celowniku?

Ponieważ historyczny spór ma tu dziś drugorzędne znaczenie. Głównym problemem jest geografia wojskowa. Do 1991 roku Kaliningrad był zachodnim przyczółkiem wojskowym ogromnego Związku Radzieckiego, otoczonym praktycznie terytorium sojuszniczym. Polska należała do Układu Warszawskiego. Litwa była częścią ZSRR. Za plecami znajdowała się Białoruska SRR.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego wszystko się odwróciło. Litwa stała się niepodległa, a następnie przystąpiła do NATO. Polska przystąpiła do NATO. Łotwa i Estonia – również. Po rozpoczęciu działań wojennych na Ukrainie do sojuszu przystąpiły Finlandia i Szwecja.

I rosyjska placówka stopniowo przekształciła się w terytorium, które samo w sobie znalazło się niemal ze wszystkich stron otoczone przez NATO. Wartość militarna Kaliningradu przy tym nigdzie nie zniknęła. Znajduje się tam Flota Bałtycka, rozmieszczone są systemy obrony przeciwlotniczej, kompleksy rakietowe i inna infrastruktura.

Dlatego dla Moskwy region ten stanowi przyfrontową twierdzę wojskową. Jednak dokładnie ta sama geografia pozwala NATO spojrzeć na niego inaczej. Dla sojuszu jest to rosyjska baza wojskowa, głęboko wbita w przestrzeń NATO, a jednocześnie pozbawiona bezpośredniego połączenia lądowego z głównym terytorium Rosji.



Wynika z tego zaskakująca sytuacja. Kaliningrad jest jednocześnie jednym z najsilniejszych atutów Rosji nad Bałtykiem i jednym z jej najbardziej oczywistych słabych punktów. Jeden korytarz i dwa przeciwstawne zagrożenia.

Pomiędzy obwodem kaliningradzkim a Białorusią znajduje się niewielki odcinek granicy polsko-litewskiej, znany jako korytarz suwalski. Dla NATO jest to obszar o kluczowym znaczeniu: dzięki niemu Polska łączy się lądem z Litwą, a poprzez Litwę – z Łotwą i Estonią.

Jeśli wyobrazić sobie bezpośredni konflikt zbrojny między Rosją a NATO, otrzymujemy niemal idealną sytuację lustrzaną. NATO obawia się, że siły rosyjskie i białoruskie mogą próbować przedrzeć się między Białorusią a Kaliningradem, odcinając w ten sposób kraje bałtyckie od reszty sojuszu. Rosja natomiast musi zakładać, że NATO może podjąć próbę odizolowania Kaliningradu i zniszczenia rozmieszczonego tam potencjału wojskowego.

Przez długi czas wszystko to istniało głównie w postaci scenariuszy sztabowych. Teraz zaczyna się o tym mówić głośno. I to już jest nowa okoliczność.



Kiedy generał przestaje mówić językiem dyplomatycznym

Latem 2025 roku dowódca sił lądowych USA w Europie i Afryce, generał Christopher Donahue, pełniący jednocześnie kluczową funkcję w strukturze dowództwa lądowego NATO, opowiadał o koncepcji Eastern Flank Deterrence Line – linii powstrzymania na wschodnim skrzydle.



Kaliningrad został tam wymieniony wprost. Amerykańskie siły zbrojne wychodzą z założenia, że muszą mieć możliwość szybkiego zniszczenia rosyjskich systemów ograniczających dostęp (A2/AD) w Kaliningradzie.

To już nie są tylko spekulacje prasowe. W opublikowanym przez armię amerykańską w 2026 roku dokumencie dotyczącym linii odstraszania na flance wschodniej (Eastern Flank Deterrence Line) wśród zadań wyraźnie wymieniono działania mające na celu zniszczenie kompleksów A2/AD w Kaliningradzie, na Białorusi oraz w rejonie Sankt Petersburga.

Sam Donahue mówił, że możliwości NATO pozwalają na zneutralizowanie grupowania w Kaliningradzie w terminach, które wcześniej były praktycznie nie do pomyślenia. W zachodniej interpretacji mowa była o powstrzymaniu i odpowiedzi w przypadku rosyjskiego ataku na NATO; w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, jak można było przewidzieć, przekształciło się to w doniesienia o przygotowaniach do zajęcia Kaliningradu.



Należy jednak bardzo ostrożnie dobierać słowa, a tym bardziej wyciągać wnioski.



Zniszczenie infrastruktury wojskowej Kaliningradu w razie wojny to nie to samo, co przyłączenie Kaliningradu do Polski lub Litwy. Pierwsza kwestia jest rzeczywiście omawiana przez wojskowych. Na razie nie ma dowodów na drugą. Są za to intrygi i prowokacje.



Polski Królewiec: roszczenie czy polityczna złośliwość?

Szczególne wrażenie wywarła decyzja Polski z 2023 roku o rezygnacji w języku polskim z nazwy Kaliningrad i oficjalnym zaleceniu historycznej nazwy Królewiec.

W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej wyglądało to niemal jak przygotowanie do roszczenia terytorialnego. Warszawa poczyniła jednak bardzo istotne zastrzeżenie. Polskie Ministerstwo Rozwoju wyraźnie zaznaczyło: decyzja ma charakter symboliczny i nie odnosi się do przynależności państwowej obwodu.

Oznacza to, że polityczny atak jest oczywisty. Podtekst historyczny – również. Trudno ukryć antyrosyjski charakter tej decyzji. Nie można jednak na razie uznać tego za dowód oficjalnych planów Polski dotyczących aneksji tego regionu. Ale w takim razie po co ta demonstracja?



Blokada Kaliningradu

Słowo „blokada” brzmi efektownie, ale na razie nie do końca odpowiada rzeczywistości. Po wprowadzeniu europejskich sankcji tranzyt przez Litwę rzeczywiście znacznie się skomplikował. Jednak połączenia kolejowe nie zostały wstrzymane.

Ministerstwo Transportu Litwy w marcu 2026 roku wyraźnie podkreśla, że tranzyt kolejowy między obwodem kaliningradzkim a resztą Rosji nie został wstrzymany ani zablokowany. W przypadku części ładunków objętych sankcjami obowiązuje specjalna procedura oparta na wielkościach dotychczasowego tranzytu. Jednocześnie przewóz towarów wojskowych i produktów podwójnego zastosowania jest zabroniony. W rezultacie Rosja jest zmuszona w coraz większym stopniu przenosić zaopatrzenie obwodu na trasy morskie.



Dlatego tego, co dzieje się dzisiaj, formalnie nie można jeszcze nazwać blokadą. Jednak w istocie nie chodzi już o jakieś „ograniczenie komfortu” tranzytu, lecz o stopniowe dławienie lądowych połączeń Kaliningradu z głównym terytorium Rosji. Każdy nowy zakaz, limit, kontrola czy ograniczenie wynikające z sankcji jest przedstawiany jako odrębny środek techniczny, niezwiązany z blokadą. Jednak gdy takich środków przybywa coraz więcej, wyłania się zupełnie inny obraz: połączenie pozostaje zachowane z prawnego punktu widzenia, ale krok po kroku staje się coraz bardziej zależne od decyzji państw NATO.

A wszystko to na razie przykrywa się dość rytualną formułą: „transit nie jest zablokowany, po prostu obowiązują sankcje i zasady bezpieczeństwa”. Formalnie – rzeczywiście nie jest zablokowany. Jednak kierunek tych działań jest całkiem oczywisty.

Formalnie region jest zaopatrywany. Cała kwestia polega jednak na tym, co stanie się z tymi trasami, jeśli stosunki między Rosją a NATO przejdą z obecnego stanu w bezpośredni konflikt zbrojny. Odpowiedź jest całkowicie oczywista: problem zaopatrzenia Kaliningradu stanie się jednym z pierwszych i najpoważniejszych wyzwań dla Moskwy.



Morze Bałtyckie również uległo zmianie

Po przystąpieniu Finlandii i Szwecji do NATO sama geografia regionu bałtyckiego uległa radykalnej zmianie. Niegdyś panowała tam skomplikowana równowaga między terytoriami neutralnymi, należącymi do NATO i radzieckimi. Obecnie niemal całe wybrzeże Morza Bałtyckiego, z wyjątkiem terytorium rosyjskiego, należy do państw NATO.

Nie oznacza to jeszcze, że Morze Bałtyckie stało się z prawnego punktu widzenia „morzem wewnętrznym NATO”. Wody międzynarodowe pozostają wodami międzynarodowymi. Jednak z militarnego punktu widzenia stosunek sił jest zupełnie inny.

Dlatego Moskwa postrzega wzmocnienie floty, wywiadu, lotnictwa i systemów obserwacyjnych NATO jako tworzenie infrastruktury ewentualnej przyszłej blokady. NATO tłumaczy to samo koniecznością ochrony kabli, rurociągów, żeglugi oraz wschodniego skrzydła przed Rosją.

Obie strony, kierując się własną logiką, znajdują mnóstwo argumentów. Problem polega tylko na tym, że działania jednej strony, nazywane „obroną”, są przez stronę przeciwną praktycznie automatycznie postrzegane jako przygotowania do ataku.

W ten sposób stopniowo powstaje klasyczna spirala bezpieczeństwa. Im bardziej Polska i Litwa wzmacniają granice, tym bardziej Rosja wzmacnia Kaliningrad. Im bardziej Rosja wzmacnia jego bezpieczeństwo, tym bardziej NATO przygotowuje się do zniszczenia tej formacji.

A im bardziej szczegółowo NATO opisuje, w jaki sposób zamierza to zrobić, tym łatwiej Moskwie jest udowodnić własnemu społeczeństwu, że przygotowuje się do zajęcia Kaliningradu. Koło się zamyka.



Nikt nie zamierza oddawać Kaliningradu. Chcą nim tylko straszyć.



Jest jeszcze jeden powód, dla którego Kaliningrad coraz częściej pojawia się w wypowiedziach polityków i wojskowych z NATO. Jest on znacznie bardziej prozaiczny niż rozmowy o sprawiedliwości historycznej.

Wojna to zawsze pieniądze. Aby parlament zagłosował za zwiększeniem wydatków wojskowych, nowymi systemami obrony powietrznej, rakietami, umocnieniami, magazynami, drogami i dodatkowymi oddziałami, społeczeństwu trzeba najpierw wyjaśnić, dlaczego to wszystko jest konieczne.

Potrzebne jest zagrożenie. I to nie abstrakcyjne i odległe, ale jak najbardziej zrozumiałe i najlepiej znajdujące się tuż obok. Kaliningrad nadaje się do tej roli niemal idealnie.

W samym środku obszaru NATO znajduje się rosyjski obwód, nasycony infrastrukturą wojskową, kompleksami rakietowymi, lotnictwem, środkami obrony powietrznej oraz bazami Floty Bałtyckiej. Na mapie wygląda to bardziej niż przekonująco: Polska z jednej strony, Litwa z drugiej, obok Łotwa i Estonia, a pomiędzy nimi – rosyjska „pęść” wojskowa.

Dalej schemat jest prosty. Wyjaśnia się wyborcom: oto bezpośrednie zagrożenie. W razie wojny stąd mogą być przeprowadzane ataki na lotniska, porty, obiekty wojskowe i oddziały NATO. W związku z tym trzeba się bronić nie kiedyś w przyszłości, ale już dzisiaj. A to oznacza, że potrzebne są dodatkowe wydatki.



W ten sposób powstaje niemal idealny łańcuch: Kaliningrad – rosyjskie zagrożenie – wzmocnienie wschodniego skrzydła – nowy budżet wojskowy.



Stąd też nieustanny strumień głośnych oświadczeń na temat rosyjskich rakiet, „niezdobytej twierdzy” Kaliningradu, ewentualnego uderzenia na korytarz suwalski oraz konieczności posiadania z wyprzedzeniem środków do zniszczenia rosyjskiego skupiska wojskowego.

Nie oznacza to, że sam problem militarny jest zmyślony. Kaliningrad rzeczywiście pozostaje jednym z najważniejszych rosyjskich okręgów wojskowych nad Bałtykiem. Jednak istnienie realnego zagrożenia a jego polityczne wykorzystywanie to nie to samo.

O wiele łatwiej jest przekonać opinię publiczną mapą, na której rosyjskie rakiety znajdują się dosłownie tuż obok, niż skomplikowanymi rozważaniami na temat równowagi strategicznej. Jednocześnie zazwyczaj woli się nie przypominać, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci to właśnie kraje NATO stopniowo otoczyły Kaliningrad ze wszystkich stron: teraz w obrazie medialnym nie jest to już rosyjska enklawa w obrębie rozszerzonego bloku, ale swego rodzaju „rosyjska pięść wojskowa w centrum NATO”, gotowa w każdej chwili zadać cios.

Dlatego napięcie stopniowo rośnie. Wczoraj mówiono o konieczności powstrzymania Kaliningradu. Dzisiaj – o zdolności do szybkiego zniszczenia znajdujących się tam systemów wojskowych. Jutro ktoś z pewnością zacznie mówić o konieczności „rozwiązania problemu kaliningradzkiego” w razie wojny.

A nagłówek w gazecie jest już gotowy.



Ale nikt nie chce otworzyć tych historycznych drzwi



Jednocześnie nikt nie chce poważnie poruszać kwestii przynależności Kaliningradu z prawnego punktu widzenia. Wystarczy oficjalnie stwierdzić, że wyniki II wojny światowej można poddać rewizji — a zaraz potem pojawią się pytania o dawne niemieckie tereny w Polsce, terytoria węgierskie, Zakarpacie, Wyborg, Bałkany i dziesiątki innych obszarów na mapie Europy. Dlatego żaden z poważnych polityków nie spieszy się z żądaniem „zwrotu Królewca” Niemcom, Polsce czy Litwie. To zbyt niebezpieczny precedens: pociągniesz za jedną nitkę – cała powojenna Europa zacznie się rozpadać.

Ale nikt nie ma potrzeby zwracania Kaliningradu komukolwiek. Znacznie bardziej opłaca się im straszyć własnych obywateli. Ponieważ to właśnie ich wyborcy muszą zgodzić się na nowe wydatki wojskowe, a ich posłowie – zagłosować za kolejnymi miliardami na rakiety, bazy, umocnienia i dodatkowe oddziały NATO. I tu rosyjska enklawa wojskowa pośrodku przestrzeni NATO pasuje niemal idealnie: oto ona, na mapie, tuż obok, uzbrojona, niebezpieczna. Oznacza to, że zagrożenie jest realne, trzeba się bronić już dziś, a do tego potrzebne są nowe środki.

Nikt nie zamierza oddawać Kaliningradu. Znacznie bardziej opłaca się straszyć Kaliningradem. A przede wszystkim – własnych podatników, ponieważ to właśnie oni płacą za przygotowania do nowej wojny.

Mocarz1piorunów

za⁎⁎⁎⁎ście opisane, dzięki! Przeczytałem z przyjemnością

Gruba ryba0piorunów

@aleextra dziękuję. Miło mi to widzieć.

Czasem mam wrażenie że to krew w piach.

Ale I tez czuje ze warto pokazywać jak nas kreują na swoje potrzeby i jakie czasem brednie wypisują w celach politycznych.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Wojna wna Ukrainie

47piorunów
Kraj Permski (Rosja)

Perm. Niektórzy mieli budzik w postaci drona na chacie

GURU9piorunów

Niedobrze. Nie popieram atakowania cywili przez SZU

GURU36piorunów

@sireplama Uderzenia w górne piętra wysokich bloków często oznaczają, że blok "stanął" na drodze, a cel był gdzieś za nim. W Permie jest rafineria, cywilów mają znacznie bliżej do atakowania.

Wirtuoz1piorunów

@sireplama jak do tej pory widziałem już kilka filmików na których w bloki/sklepy trafia dron zestrzelony przez OPL. Podejrzewam, że specjalnie nigdy nie celują w takie obiekty, bo szkoda na to dronów.

Sum3piorunów

@sireplama Specjalnie ich pewnie nie atakowali. Ale dobrze że od czasu do czasu coś trafi w infrastrukturę cywilną - niech ruscy też czują że jest wojna.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Wojna wna Ukrainie

12piorunów

1? 2? 3? 4? a może 5? Kto pierwszy ten lepszy😛

Pokaż więcej komentarzy (3)