Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#geopolityka

Osobistość

w Wiadomości Świat

6piorunów

Jak Izrael „przegrał” cztery wybory w mniej niż dwa tygodnie.

W ciągu zaledwie 10 dni Izrael poniósł cztery polityczne porażki lub niekorzystne wyniki wyborcze: w Serbii, Brazylii, we własnych wyborach oraz w amerykańskich midterms. W Serbii Aleksandar Vučić, bliski sojusznik Izraela, stracił władzę po porażce swojej koalicji w przedterminowych wyborach. Jego

Fenomen

w Hydepark

1piorunów

Jak uważacie.

Na ile jest możliwe że hucpa przy TK była zaplanowana ponad podziałami?

Że jednym z zaplanowanych przy tym procesów (lub wykorzystaniem okazji) było przybliżenie realizacji tzw "Fort Trump"?

Co w ogóle miałoby z tego USA niezależnie od terminu realizacji?

Czy dla russkich każdy rodzaj destabilizacji obcego państwa jest korzystny?

Co miałyby z tego Niemcy/EU?

Jaki udział ma w tym Bartosz Grodecki?

Nic nie stwierdzam.

Zadaję pytania.

Uprzedzam troli i fanatyków: Tylko bez prymitywnych komentarzy.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Fort_Trump

GURU1piorunów
Fenomen0piorunów

@Ragnarokk Kongres USA w latach 90 też miał "hipotezy" że tytoń i papierosy są zdrowe. Jak nie potrafisz odnieść się jak dorosły do uzasadnionych pytań to idź pobawić się kredkami, tylko oka nie wydłub.

Lider1piorunów

@dolchus ponoć ten zawieszony zastępca prezesa TK wyszedł z propozycją rozwiązania konfliktu aby wszyscy sędziowie wybrani i ci dublerzy zrzekli się stanowiska a sejm wybrałby na nowo głosem 2/3 nowych sędziów, zaakceptowanych przez wszystkich i byłaby to baza pod uzdrowienie sytuacji

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Wiadomości Świat

49piorunów

Postanowiłem wkleić to osobno, bo rozwala mnie zalew wpisów w necie o tym, że Trumpa teraz mogą odsunąć od władzy. Ludziska nie rozumieją czym jest impeachment i to nawet obywatele USA.

EDIT: Jeszcze taka ciekawostka. Trump rozpętał kampanię na taką skalę i w taki sposób, że wielu jego wyborców było przekonanych, że to wybory prezydenckie. Zgłaszali reklamacje do komisji wyborczych, że na kartach nie ma nazwiska Trumpa. Tak mało rozumieją sami Amerykanie.

Do czego wpis mój nawiązuję? Do tego:

https://www.hejto.pl/wpis/wybory-w-usa-wyniki-na-zywo#komentarze

Tam też to wrzuciłem, ale jako osobny wpis ma większe szanse się przebić.

*

W Michigan gubernatorem będzie muzułmanin (a ja myślałem, że tu przeszarżowali Demokraci). Texas przechodzi w ręce Demów i gubernatora też będzie miał demokratycznego, to jest nowość. No, porobiło się.

Czy to coś zmienia, albo: jak wiele?

- Trump nie będzie już mógł przepychać swych debilnych pomysłów na masową skalę, bo Senat mu tego nie klepnie. On sam też będzie hamował inicjatywy demokratycznego już Senatu, więc jeszcze mniej będzie faktycznych działać Rządu, niż dotychczas (a już sporo paraliżów było, przez obstrukcję jego administracji).

- Czy są szans na odsunięcie Trumpa od władzy? Żadnych! Procedura impeachmentu, to tylko początek. Rozpoczyna się ona w Izbie Reprezentantów i wymaga tylko większości ogólnej (51%), ale dla faktycznego odsunięcia go potrzebna jest jeszcze decyzja Senatu, a tu potrzeba większości kwalifikowanej (67%). Nie ma na to szans, tak jak nie było do tej pory - procedura była już wszczynana 2 razy. Dość wydatnie musieliby pomóc Republikanie, a na to się nie zanosi.

- Co więc daje to Demokratom? Będą mogli zacząć rozliczać administrację Trumpa już teraz. Otwierać komisje, przesłuchania, wszczynać postępowania. A jest co sprawdzać i o czym dyskutować. Mogą gigantyczny kapitał polityczny na tym zbić i w to pewnie pójdą.

- Coś w kwestii Ukrainy? Niewiele, bo nie jest ona priorytetem dla Demów. Skończą się za to debilne akcje Trumpa, jak zakup ropy od kacapów. Nie zaczną się za to programy pomocowe, bo Trump będzie je blokował jeszcze bardziej. Aha, stała baza wojsk USA w Polsce może nie powstać.

Ogólnie, to Trump co miał zarobić, już zarobił. Rozliczać go będą. Nie spotka go za to nic, bo podobnie jak Biden w ostatni dzień, przyzna sobie i swej rodzinie pardon prezydencki.

Jedyny prezydent w historii USA, który z prezydentury bezwstydnie uczynił własny lukratywny biznes, pozostanie bezkarny.

GURU4piorunów

@Fly_agaric On moze i jest bezkarny, a nawet jakby cos mialo by to watpie by dozyl skazania. Ale jego rodzina? Kazdy z nich jest umoczony na rowni z nim, a ich chyba żaden immunitet nie dotyczy

GURU9piorunów

@Ragnarokk Na razie nie, ale Biden odchodząc podpisał też prezydencki pardon na swojego syna i resztę rodziny.

Trump zrobi to samo i od tego momentu będą chronieni za wszystkie występki do momentu wydania dokumentu. Mogą być rozliczeni już tylko za to, co zrobią po tym fakcie.

GURU7piorunów

@Fly_agaric Ta, przypomnialem sobie o tym jak już napisalem.

Prawo do prezydenckiego pardonu jest głupie xD

Fenomen11piorunów

@Fly_agaric przy poprzednim impeachmencie 7 Republikanów było za. Jak stwierdzą, że chcą się odciąć od Trumpa, żeby mieć jakiekolwiek szanse w kolejnych prezydenckich to różnie może być.

GURU11piorunów

@szatkus-7 To wciąż za mało. Repy obawiają się, że byłby to zbyt duży cios wizerunkowy.

Z resztą, sprawę skomentowała już Kamala Harris, a ona ma znakomite rozeznanie sytuacji w Senacie i powiedziała, że nie mają na to środków politycznych. Nie ma szans. Z resztą, nawet wśród Demów nie ma jedności, bo np. demokratyczna senatorka Haley (czy jak jej tam) poparła kandydata republikańskiego w tych wyborach.

Trump ma wciąż ok.38% stabilnego poparcia. To jest kult i Repy mu się narazić nie chcą, bo to jest też ich kult i baza wyborcza.

Chyba, że Trump zrobiłby coś tak głupiego i zdradzieckiego, że nie zostawiłby swej partii wyboru. Nie wyobrażam sobie jednak co by to mogło być, bo jego wyborcy dalej mu klaszczą, choć robi wały i nagina do nich politykę USA, oraz występuje na masową skalę w aktach Epsteina. Kult.

GURU6piorunów

@Fly_agaric Ogolnie tez tak mysle i podobnie napisalem w swoim wpisie. Wygrali bitwe, teraz bedzie dwuletni zgnily rozejm i szarpane walki

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

31piorunów

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim*

Podczas gdy politycy w Jerozolimie dzielą między siebie mandaty, na arenę międzynarodową trafił przerażający scenariusz, który wiąże przyszłość stanowiska premiera z globalną...

* Od mitów do placówek: dlaczego Flota Północna wysłała okręty do strefy „Ziemi Sannikowa”

* Tunç Akkoç: „Ambicji jest wiele, pieniędzy mało”

* Trump ożywił ideę złotej floty: w planach są pancerniki i setki małych bezzałogowych jednostek

* Koniec spokojnego golfa: rezydencja Trumpa zamienia się w obiekt wojskowy

* Samolot rozbił się na kamiennej powierzchni na Florydzie, niedaleko twierdzy Trumpa. Gubernator podsycił intrygę

* Iran uznał MI6 za wroga numer jeden. Dlaczego Kreml nadal pozostawia otwarte drzwi do Londynu

* Wybory do Kongresu mogą okazać się ciosem dla Europy: Trump wie, na co należy naciskać w pierwszej kolejności

Do przetlumaczenia wybralem ten pozycjonowany najwyzej - glowny - dlugie, nie czytalem dokladnie analizujac ale jak zwykle czerwony raj kreuje sie na gołompka pokoju:

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Jeszcze całkiem niedawno straszono Izraelczyków wojną. Nie jakąkolwiek zwykłą, do której ludność naszego wielce cierpiącego kraju niestety zdążyła już przyzwyczaić się, ale zupełnie wyjątkową – wojną mającą na celu uratowanie Binjamina Netanjahu przed nieuchronną porażką polityczną.



Wszystko zostało zaplanowane niemal co do godziny. Netanjahu lada chwila rozpocznie masowe bombardowania Strefy Gazy. Albo Libanu. Albo Iranu. W skrajnym przypadku – wszystkich naraz. I wtedy, oczywiście, nikt nie będzie miał głowy do wyborów. Lokale wyborcze zostaną zamknięte, demokracja dobiegnie końca, a Netanjahu będzie rządził wiecznie.



Obraz sytuacji wydawał się naprawdę apokaliptyczny. Prawda, pojawił się jeden mały problem prawny. W Izraelu sama wojna nie stanowi podstawy do odwołania wyborów parlamentarnych.

Przypominali o tym prawnicy, specjaliści od prawa wyborczego oraz osoby choćby w niewielkim stopniu zaznajomione z funkcjonowaniem izraelskiego systemu politycznego. Zgodnie z art. 9A Ustawy zasadniczej o Knesecie przesunięcie terminu wyborów wymaga uchwalenia specjalnej ustawy, popartej przez co najmniej 80 spośród 120 posłów. Ponadto muszą zaistnieć nadzwyczajne okoliczności, które rzeczywiście uniemożliwiają przeprowadzenie głosowania, a przesunięcie terminu jest dopuszczalne jedynie na okres niezbędny do przezwyciężenia tych okoliczności.

Innymi słowy, Netanjahu nie wystarczy zadzwonić do szefa Sztabu Generalnego, rozkazać wystrzelenie kilku rakiet i ogłosić: „Panowie, wybory odwołuję, zostaję”. Ale kogo interesują nudne szczegóły prawne, skoro można nakreślić tak piękną polityczną katastrofę?

I oto nadszedł 27 października. Wybory się odbyły. Wyborcy przyszli do lokali wyborczych. Karty do głosowania zostały policzone. Demokracja, ku pewnemu zdziwieniu jej najbardziej zaniepokojonych obrońców, przetrwała kolejny dzień. Wydawałoby się, że teraz można się uspokoić. Ale nie. W wojnie informacyjnej znacznie trudniej jest odwołać alarm niż go ogłosić.



Wybory się zakończyły. Czy to początek zwycięstwa?

Wyniki okazały się niezwykle interesujące i praktycznie dla nikogo nieprzewidywalne. Prawicowy blok religijny Netanjahu zdobył 53 mandaty. Żydowskie partie opozycyjne – 48. Partie arabskie – kolejne 19.

Matematyka jest tu naprawdę fascynująca. Jeśli zsumujemy 48 i 19, otrzymamy 67. A 67, jak wiadomo, jest większe od 61. W związku z tym na papierze przeciwnicy Netanjahu dysponują większością.

Pozostała tylko drobnostka: przekonać wszystkie te partie, by doszły do porozumienia między sobą. Przy czym pożądane jest, aby uzgodniły nie tylko kwestię odejścia Netanjahu, ale także to, kto ma go zastąpić, kto zostanie premierem, kto obejmie kluczowe resorty i jaką politykę zamierza prowadzić nowy rząd.

Problem polega na tym, że hasło „Rak lo Bibi” – „Tylko nie Bibi” – rzeczywiście jednoczy bardzo różnych polityków. Jednak gdy tylko przejdzie się od tej wspaniałej formuły do kwestii bezpieczeństwa narodowego, stosunków z Palestyńczykami, relacji między religią a państwem, gospodarki czy struktury przyszłego rządu, ujawniają się dość istotne rozbieżności.

Pisaliśmy już, że programy partii różnią się od siebie na tyle, że utworzenie wspólnego rządu wymagałoby poważnego zrewidowania wielu obietnic wyborczych. Myślę, że jeszcze nie raz nasi wyborcy będą zaskoczeni tym, jak przywódcy partii, aby osiągnąć choćby jakiś kompromis między sobą, będą rezygnować z większości złożonych przez siebie obietnic wyborczych.



Ale to nie jest największy problem – chodzi o to, że praktycznie każdy znaczący przywódca opozycji uważa się za godnego objęcia stanowiska premiera. Na tym polega swego rodzaju paradoks izraelskiej opozycji. Dopóki mowa jest o dymisji Netanjahu – wszyscy są zgodni. Gdy tylko pojawia się kwestia tego, kto zajmie jego miejsce, zaczyna się zupełnie inna historia polityczna.

Gdyby opozycja rzeczywiście dysponowała gotową większością 67 posłów, zjednoczonych nie tylko przez arytmetykę, ale i wspólny program polityczny, kwestia zmiany rządu byłaby znacznie łatwiejsza do rozwiązania. Jednak nawet możliwość współpracy z partiami arabskimi wywołuje poważne sprzeczności wewnątrz samego obozu opozycyjnego.

Niemniej jednak oświadczenia polityczne brzmią uroczyście: lada chwila zostanie zmieniony przewodniczący Knesetu, lada chwila powstanie nowa koalicja, lada chwila władza przejdzie w inne ręce. To wspaniałe izraelskie „już wkrótce” stopniowo przekształca się w samodzielny program polityczny.

Okazuje się jednak, że na drodze do świetlanej przyszłości ponownie stoi przebiegły Bibi. I teraz, jak się wydaje, jest gotów nie tylko rozpocząć wojnę. Teraz, aby utrzymać władzę, potrzebuje koniecznie wojny nuklearnej.



Zwykła wojna już nie przeraża. Przechodzimy do wojny nuklearnej

Rzeczywiście, czym dziś można przestraszyć izraelskiego wyborcę? Ostrzałami rakietowymi? To już za nami. Wojną z Iranem? To też nic nowego. Bombardowaniami Libanu? Tym już dawno trudno wywołać polityczną sensację.

W pewnym sensie Izrael znalazł się w paradoksalnej sytuacji: tak bardzo przyzwyczaił się do życia w warunkach zagrożeń wojskowych, że aby wywołać kolejną polityczną apokalipsę, trzeba nieustannie podnosić poprzeczkę.

I tu na międzynarodowej scenie informacyjnej pojawia się amerykański dziennikarz Tucker Carlson. Carlson – były prezenter stacji Fox News, znany amerykański komentator konserwatywny, sprzeciwiający się zakrojonej na szeroką skalę interwencji wojskowej USA za granicą i krytycznie oceniający amerykańskie poparcie dla działań wojennych Izraela.

2 listopada przedstawił on naprawdę imponujący obraz sytuacji. Według niego Netanjahu desperacko próbuje przekonać Trumpa do przeprowadzenia ataku nuklearnego na irański podziemny obiekt Pickaxe Mountain, ponieważ konwencjonalna broń amerykańska rzekomo nie jest w stanie zniszczyć infrastruktury położonej głęboko w górach. A co najważniejsze – wszystko to jest Netanjahu niezbędne do utrzymania własnej władzy.



Innymi słowy, powstaje tu znakomita konstrukcja polityczna. Aby utrzymać stanowisko premiera w Izraelu, Netanjahu musi przekonać prezydenta USA do użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, narazić na niebezpieczeństwo cały Bliski Wschód, zburzyć istniejące od dziesięcioleci ograniczenia dotyczące stosowania broni jądrowej i postawić świat na krawędzi globalnej katastrofy. A wszystko to dla kilku dodatkowych głosów w Knesecie.

Trzeba przyznać, że ta historia zasługuje nie tyle na analizę polityczną, co na hollywoodzki film katastroficzny. Jest jednak jeden istotny szczegół: Carlson nie przedstawił żadnych publicznych dowodów na przygotowywanie amerykańskiego ataku nuklearnego.

Istnieją doniesienia, że Netanjahu rzeczywiście opowiada się za wznowieniem amerykańskich ataków na Iran. Jednak między dyskusją na temat zwykłej operacji wojskowej a decyzją o użyciu broni jądrowej leży przepaść, której nie da się pokonać jednym dziennikarskim przypuszczeniem. Można ją jednak pokonać w przestrzeni informacyjnej.

I tu zaczyna się najciekawsza część.



A teraz spójrzmy na amerykański zegar

Podczas gdy izraelscy politycy ustalają, kto dokładnie zwyciężył 27 października, w Stanach Zjednoczonych obowiązuje inna data – 3 listopada. Dzisiaj odbywają się wybory uzupełniające do Kongresu USA.



I nagle agenda informacyjna nabiera uderzającej synchronizacji. Amerykańskiemu wyborcy przedstawia się następujący scenariusz: Trump do wyborów powstrzymuje eskalację militarną, a po zamknięciu lokali wyborczych może ponownie rozpocząć bombardowania Iranu. Co więcej, nie chodzi tu już tylko o kolejną operację na odległym Bliskim Wschodzie, ale o możliwe użycie broni jądrowej.

Wychodzi na to, że mamy do czynienia z bardzo wymownym motywem przedwyborczym. Dzisiaj głosowanie. Jutro wojna. Pojutrze – nie wiadomo co.

Trump, który stara się przedstawiać siebie jako polityka zdolnego do zawierania korzystnych porozumień i kończenia wojen, nagle znajduje się w centrum zupełnie przeciwnego wizerunku: prezydenta, za którym rzekomo kryje się zagrożenie nową globalną katastrofą. I tu należy zadać pytanie: komu opłaca się rozpowszechnianie właśnie takiego scenariusza na dobę przed amerykańskimi wyborami?

Oczywiście prymitywne byłoby twierdzenie, że wszyscy krytycy Trumpa działają według jednego planu lub że Carlson realizuje czyjeś przedwyborcze zlecenie. Co więcej, sam Carlson należy do amerykańskiego obozu konserwatywnego, a jego stanowisko odzwierciedla rzeczywiste sprzeczności wewnątrz prawicowych sił w USA w kwestii wojny z Iranem.



Jednak wpływ informacyjny takich ostrzeżeń obiektywnie wykracza daleko poza ramy polityki izraelskiej. Strach przed nową wojną staje się częścią amerykańskiej debaty politycznej. Wpływa on na stosunek wyborców do Trumpa, jego administracji oraz kandydatów związanych z Partią Republikańską.

W ten sposób ten sam wątek informacyjny działa jednocześnie na dwóch scenach politycznych: w Izraelu – wokół przyszłości Netanjahu, w USA – wokół przyszłego wpływu politycznego Trumpa.

I jeśli dla izraelskiej publiczności wystarczy obraz wojny prowadzonej w celu utrzymania władzy, to dla amerykańskiej publiczności stawka wzrasta do groźby katastrofy nuklearnej. Dobrze wymyślone. Tylko kto powiedział, że na tym kończy się wojna informacyjna?

Iran, świat arabski i turystyka radioaktywna

Przyjrzyjmy się teraz trzeciej stronie – Iranowi. W ciągu ostatnich tygodni trwają złożone kontakty dyplomatyczne między Waszyngtonem a Teheranem z udziałem regionalnych pośredników. Omawiane są różne warianty rozwiązania konfliktu, warunki wznowienia negocjacji, kwestie programu jądrowego oraz bezpieczeństwa żeglugi. I właśnie w tym momencie przestrzeń informacyjna wypełnia się ostrzeżeniami o możliwym ataku jądrowym.

Dla Teheranu takie doniesienia mogą służyć jednocześnie jako argument za zaostrzeniem stanowiska obronnego oraz dodatkowa zachęta do poszukiwania gwarancji dyplomatycznych.



Są jednak też inni adresaci — arabskie monarchie Zatoki Perskiej. Dzisiaj proponuje się im w praktyce następującą perspektywę. Załóżmy, że Amerykanie rzeczywiście przeprowadzą atak nuklearny na irański obiekt podziemny. Co dalej?

Skażenie radioaktywne, zakłócenia w międzynarodowej żegludze, panika na rynkach energetycznych, nowe fale uchodźców, zagrożenia dla zaopatrzenia w wodę, transportu i turystyki.

Oczywiście rzeczywista skala takich konsekwencji zależy od wielu czynników technicznych. Jednak wojna informacyjna nie lubi szczegółów.

Zamiast skomplikowanych obliczeń pojawia się prosty i zrozumiały obraz: jeszcze wczoraj zapraszaliście turystów na wypoczynek na pięknych plażach Zatoki Perskiej, a jutro będziecie musieli wyjaśniać, dlaczego w sąsiedztwie waszego pięciogwiazdkowego hotelu pojawiło się zagrożenie skażeniem radioaktywnym.

Ropa naftowa prawdopodobnie nigdzie nie zniknie. Ale spróbujcie sprzedać pakiet turystyczny z widokiem na potencjalny poligon jądrowy. Oto nowa bliskowschodnia reklama turystyczna: słońce, morze, luksusowe hotele i geopolityczna niepewność w prezencie.

Oczywiście to groteska. Jednak za tym kryją się całkiem realne interesy gospodarcze państw regionu, którym nowa wielka wojna, zwłaszcza z elementem jądrowym, jest zupełnie niepotrzebna.

W związku z tym oświadczenia o możliwym ataku jądrowym wywierają presję nie tylko na Izrael, Iran czy Stany Zjednoczone, ale także na regionalnych pośredników zainteresowanych jak najszybszym dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu.



Tymczasem w Moskwie proponuje się rozmowy

I w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o kolejnym graczu w niezwykle skomplikowanej grze politycznej na Bliskim Wschodzie — Rosji. 29 października Moskwa potwierdziła gotowość do pełnienia roli pośrednika między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a także do przejęcia części irańskich zapasów wzbogaconego uranu, o ile strony uzgodnią takie rozwiązanie. Oczywiście na razie jest to jedynie propozycja dyplomatyczna, a nie gotowe porozumienie.

Zwróćmy jednak uwagę na pewien paradoks. Podczas gdy niektórzy komentatorzy polityczni praktycznie wyznaczają datę wybuchu wojny nuklearnej, inni uczestnicy międzynarodowej sceny politycznej nadal omawiają warunki kompromisu.

Z jednej strony – groźby nowych bombardowań. Z drugiej – negocjacje, mediacje, propozycje dotyczące kontroli nad materiałami jądrowymi oraz poszukiwanie rozwiązań akceptowalnych dla obu stron.

Co więcej, żadna z tych ścieżek nie wyklucza drugiej. Przygotowania wojskowe mogą służyć jako narzędzie presji dyplomatycznej, a kontakty dyplomatyczne mogą trwać nawet w sytuacji wysokiego prawdopodobieństwa wznowienia działań wojennych.

Właśnie dlatego tak ważne jest odróżnianie rzeczywistych decyzji przywódców państwowych od scenariuszy informacyjnych rozpowszechnianych w przestrzeni publicznej.

W końcu negocjacje to nudna sprawa. Wymagają kompromisów, dokumentów technicznych, gwarancji, weryfikacji i cierpliwości. A wojna nuklearna to zupełnie inna sprawa. Wystarczy jeden krzykliwy nagłówek, a cały świat już dyskutuje o końcu cywilizacji.



Wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

I tak doszliśmy do sedna sprawy. We współczesnej wojnie informacyjnej istnienie jednolitego sztabu, jednego zleceniodawcy czy jednego centrum dowodzenia nie jest wcale konieczne. Wystarczy, by różni uczestnicy procesu politycznego dostrzegli własną korzyść w rozpowszechnianiu tego samego tematu informacyjnego.

Izraelscy przeciwnicy Netanjahu postrzegają ewentualną wojnę przez pryzmat walki o władzę.

Zwolennicy twardej polityki wobec Iranu mogą wykorzystać groźbę operacji wojskowej jako środek nacisku na Teheran.

Amerykańscy przeciwnicy nowej interwencji na Bliskim Wschodzie zyskują argument do walki przeciwko rozszerzaniu zobowiązań wojskowych USA.

Polityczni przeciwnicy Trumpa zyskują dodatkowy pretekst do podważania skutków jego kursu polityki zagranicznej.

Iran może wykorzystać groźbę ataku do wzmocnienia własnej pozycji negocjacyjnej i mobilizacji opinii publicznej.

Państwa arabskie zyskują nowe podstawy do domagania się przyspieszenia procesu dyplomatycznego.

Rosja wykazuje gotowość do zaproponowania alternatywnych mechanizmów rozwiązania konfliktu.

Każdy z uczestników działa w oparciu o własne interesy. Jednocześnie identyczne komunikaty mogą być rozpowszechniane przez osoby, które w codziennym życiu politycznym nie zgadzają się ze sobą praktycznie w żadnej kwestii.



Na tym polega jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów współczesnej wojny informacyjnej: zbieżność rozpowszechnianych tez wcale nie oznacza zbieżności celów politycznych.

Jedni chcą osłabić Netanjahu. Inni – ograniczyć wpływ Trumpa. Trzeci – zwiększyć presję na Iran. Czwarty – zmusić Waszyngton i Teheran do szybszego osiągnięcia porozumienia.

Jednak środek informacyjny okazuje się wspólny. Strach. Przy czym strach ten powinien stopniowo narastać. Najpierw społeczeństwo straszyło się kolejnym atakiem rakietowym. Potem – wielką wojną regionalną. Teraz – katastrofą nuklearną. Jaki będzie następny argument informacyjny, jeśli ta prognoza również się nie sprawdzi? Koniec świata zgodnie z ustalonym harmonogramem?

Zamiast podsumowania. Wojna nuklearna zgodnie z harmonogramem

Najbardziej tragikomiczne w obecnej sytuacji jest to, że realne zagrożenie nową wojną rzeczywiście istnieje. Według doniesień amerykańskich mediów Waszyngton rozważa możliwość wznowienia ataków wojskowych na Iran, choć Trump jednocześnie kontynuuje wysiłki dyplomatyczne. Netanjahu jest zainteresowany bardziej zdecydowanymi działaniami, a Teheran ostrzega przed możliwą odpowiedzią.



W związku z tym sytuacja międzynarodowa pozostaje niebezpieczna i nieprzewidywalna. Jednak zagrożenie wojną a twierdzenie o jej nieuchronności to nie to samo.

Tym bardziej, gdy zaczynają pojawiać się konkretne daty, niemal teatralnie powiązane z kalendarzem wyborczym. W Izraelu obiecano nam, że wojna przeszkodzi w przeprowadzeniu wyborów 27 października. Nie przeszkodziła. Teraz dyskutuje się o możliwości wybuchu nowej wojny zaraz po amerykańskich wyborach 3 listopada.

A żeby nikt nie wątpił w powagę ostrzeżenia, zwykła wojna już nie wystarcza. Koniecznie musi to być wojna nuklearna.

I tu pojawia się uzasadnione podejrzenie: nie tyle wyznacza się wojnę na dogodny termin, co wykorzystuje się datę wyborów do wywołania kolejnej informacyjnej apokalipsy.

Ostatecznie nie chodzi tylko o to, czy ktoś zamierza uderzyć na Iran. Chodzi o to, kto, w jakim celu i dla jakiej grupy odbiorców codziennie ogłasza, że ta wojna jest praktycznie nieunikniona.

Ponieważ współczesna wojna informacyjna – to nie zawsze walka dwóch stron. To wojna wszystkich przeciwko wszystkim, w której każdy dąży do własnych celów, wykorzystuje cudze lęki i próbuje czerpać korzyści polityczne z ogólnego chaosu.



A najniebezpieczniejsze jest to, że w tej grze prawdziwa wojna może czasem stać się kontynuacją wojny informacyjnej. Wtedy wszyscy naprawdę przestaną myśleć o wyborach. I już zupełnie nie będzie miało znaczenia, kto najgłośniej krzyczał: „Tylko nie Bibi!” albo „Tylko nie Trump!”. W końcu wojna nuklearna to jedyne polityczne przedstawienie, w którym widzowie ryzykują śmierć razem z aktorami.

Osobistość3piorunów

Sam widzę w tym normalizację straszenia atomem -w tym artykule straszy nim Izrael, straszy Trump. Więc skoro oni mogą, to my też będziemy mogli i jest to absolutnie normalna praktyka.

Fanatyk3piorunów

@Lopian też mi tak wygląda.

Kiedyś na samą myśl o ekslozji nuklearnej drzalem.

Dzisiaj... Bliżej mi do ukraińskiego podejścia z początku wojny:

Rosjanie mówią, że użyją broni A.?

OK, my i tak będziemy walczyć dalej dalej.

GURU2piorunów

@Lopian @RedCrescent Żydki mają to niech żydki zrzucą, a co tam, YOLO. :P

https://en.wikipedia.org/wiki/Samson_Option

Samson OptionThe Samson Option (Hebrew: ברירת שמשון, romanized: b'rerat shimshon) is a deterrence strategy of massive retaliation with nuclear weapons as a "last resort" against any country whose military has invaded and/or destroyed much of Israel. The term was popularized by Seymour Hersh's 1991 book, The Samson Option: Israel's Nuclear Arsenal and American Foreign Policy. Commentators also have employed the term to refer to situations where non-nuclear, non-Israeli actors have threatened conventional weapons retaliation. The name is a reference to the biblical Israelite judge Samson, who is said to have pushed apart the pillars of a Philistine temple, bringing...Wikipedia
GURU2piorunów

@Lopian @RedCrescent Poza tym wielu rzeczy się baliśmy a realna skala zagrożenia okazała się dużo mniejsza albo wręcz okazała się propagandą.

Jak potęga ruskiej armii którą nawet tu w Polsce Bartosiak straszył a przecież nie jest ruskim agentem, po prostu wsiąkło to w ludzi, ruskie na to kupę kasy wydali przez ostatnie 20 czy ile lat.

Faktyczne użycie atomicy po raz 3 w historii ludzkości przeorało by nasz świat tak że głowa boli.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Wiadomości Świat

11piorunów

Europa poza stołem rozmów o Ukrainie. Zełenski złożył ważną deklarację.

Przedstawiciele państw europejskich nie dostaną zaproszenia na najbliższe rokowania w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie - poinformowała w środę agencja Interfax, która powołuje się na słowa Jurija Uszakowa, doradcy Władimira Putina ds. polityki zagranicznej.... bez paywalla:

Osobistość

w Wiadomości Świat

6piorunów

UE wycofuje ofertę „członkostwa stowarzyszonego” dla Kanady

Państwa UE zrezygnowały z pomysłu zaoferowania Kanadzie statusu „członka stowarzyszonego” Unii Europejskiej. Przeciwko takiemu sformułowaniu sprzeciwiła się grupa państw, w tym Niemcy, Francja i Grecja. W rezultacie projekt wspólnego oświadczenia UE–Kanada został złagodzony. Pierwotnie dokument

Osobistość

w Finanse i biznes

5piorunów

Ceny gazu w EU pierwszy raz od 12. 2022 przekroczyły poziom €100

w 2026 ceny skoczyły w górę o ponad 250%

(np. 10.01 - 26.01 o ponad 50% ) :wojna: z Iranem zaczęła się 28.02

Mistrz13piorunów

Jak zwykle, czego to nie zrobisz, żeby wylizać Trumpowi. Wskazujesz wyłącznie na zmianę +50% w styczniu, ale absolutnie pomijasz to, że cena do połowy lutego zdążyła wrócić do poprzedniego poziomu (co wynikało ze znacznie zimniejszego stycznia niż zwykle w całej Europie, z temperaturą minimalną w Polsce sięgającą przez 2 tygodnie nawet -20 stopni), no i oczywiście ani słowem się nie zająkniesz o tym, że CAŁY wzrost ceny gazu zawdzięczamy idiocie Trumpowi, który żeby zrobić dobrze Izraelowi, rozpoczął wojnę z Iranem bez żadnego pomysłu na jej zakończenie, na czym cierpi cały świat właśnie przez wzrost cen surowców energetycznych

Osobistość1piorunów

@bojowonastawionaowca Ty oczywiście cierpisz na TDS i obrażasz inteligencję ludzi, którzy mogą sobie zobaczyśż nawet na załączynym przeze mnie wykresie jak cena się kształtowała i oczywiście zapomniałeś (o czym sam piszę od lat), że EU się zakiwałą na śmierć bo nie mając własnych dużych źródeł enenergii jednocześnie się odłączyła od ruskich i liczyła na dostawy gazu z "demokracji" na B.Wschodzie, które nawet póbowała pouczac o prawach człowieka (pisałem jak to się skońcyzło, że malutkji Katar dosłownie im powiedział aby spierdalli) no ale oczywiście ZAWSZE jest winny TRUMP!!

Ciul, że (ok to akurat jest o ropie), że np. przez 20 lat zamkneli w EU ponad 30 rafnierii ale to WINA TRUMPA

ja mam bekę z takich jak ty, którzy cokolwiek zrobi EU jest cacy i super.

Fanatyk0piorunów

@manstain

cierpisz na TDS

xDDDDDDDDDDDDDDDd

Jeśli chciałeś udowodnić, że nie jesteś klakierem politycznym powtarzającym nawet najgłupsze pierdolety Trumpa, to chyba coś nie wyszło.

TDS to ulubiona fraza wyznawców Trumpa, kiedy ktoś z w miarę trzeźwą oceną rzeczywistości po prostu mówi "król jest nagi".

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Wiadomości Świat

15piorunów

Polska wybrana na gospodarza historycznego centrum serwisowania pocisków PAC-3, wzmacniającego bezpieczeństwo NATO.

Polska została wybrana na gospodarza pierwszego w Europie centrum serwisowania i utrzymania pocisków Patriot PAC-3. Decyzję ogłosiły USA we współpracy z Lockheed Martinem i europejskimi sojusznikami podczas spotkania NATO Conference of National Armaments Directors. Nowy ośrodek będzie zajmował się

Osobistość

w Wiadomości Świat

10piorunów

„Bezprecedensowe starcie”: szef IDF miał sprzeciwić się rozkazowi Netanjahu dotyczącym działań wojskowych wobec Iranu

Według Channel 12 między premierem Izraela Benjaminem Netanjahu a szefem sztabu IDF Eyalem Zamirem doszło do bezprecedensowego sporu wokół polecenia dotyczącego nieujawnionej operacji wojskowej, która mogłaby doprowadzić do eskalacji z Iranem tuż przed wyborami. Zamir miał sprzeciwiać się wykonaniu

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Akurat Witkoffa rozumiem. Przynajmniej chyba wiem jaki ma tok rozumowania, gdy chwali putina jaki to z niego wspaniały kolo.

rosja dostaje po d⁎⁎ie i przegrała wojne na Ukrainie sromotnie. Ukraina też na tym cierpni, ale jak się skupimy na rosji, to jest tak jak napisałem: tłumy ludzi poszły do piachu, reputacja rosji na dnie, sankcje, izolacja, ekonomia na krawędzi kolapsu, sprzętu wojskowego niet, rafinerii, centrów dystrybucyjnych i datacenter coraz bardziej też niet i długo by tak wymieniać. Jeśli sparujemy to z faktem, że to wszystko poświeciła by nie dobyć nawet całego donbasu to chyba wszyscy się zgadzamy: rosja przegrała.

Tyle, że rosja to kraj w którym prezydent nie może przegrać wojny, bo go zjedzą. Temu trzydniowa operacja przedłużyła się na lata: putin nie wie jak z tego wyjść tak by nie wypaść z okna albo nie pomylić kokainy z nowiczokiem. Mieli więc ruskich pijaczków na froncie i mieli tylko po to by to go nie zmielono.

Stąd ten teatr Witkoffa i nie bez powodu transmitowany przez rosyjskie telewizje. Hołdy i pokłony - c⁎⁎j z tym, że zszargają reputację USA na lata - bite przez putinem mają dać ruskim powód do dumy z geniuszu ich prezydenta.

Takie jest rozumowanie Witkoffa: "daję ci okazję do wyjścia z tego z twarzą, nie przepierdol tego, kończymy wojenkowanie i do domu"

Ale czy putin tego nie przepierdoli, to inna sprawa. To psychopatyczny sk⁎⁎⁎⁎syn, wiec ciekaw jestem czy potrafi się oprzeć przed okazją by upokorzyć USA jako właśnie kraj który płaszczy się przez rosją i c⁎⁎ja z tego ma.

GURU13piorunów
daję ci okazję do wyjścia z tego z twarzą

Nadal to niezmiennie sprzedanie Ukrainy ruskim naziolom

Gruba ryba1piorunów

@sireplama niestety ale niestety tak wyglada realpolityk. jeszcze ciekawe co na tym ugra: jesli tylko zamrozenie wojny - to faktycznie sprzedanie. jesli uda sie ugrac jakies ustepstwa... (no zobaczymy)

Fanatyk7piorunów

@RobertCalifornia Nic nie ugra. Putin chce oddania Donbasu, wraz z liniami umocnień. Ukraina wie, że oddając ten teren dają Rosji bazę wypadową do dalszej ofensywy, i ewentualny "pokój" będzie chwilowym zawieszeniem broni, które 1) pozwoli Rosji uzupełnić straty, 2) da Europie przyzwolenie do ograniczenia pomocy. Z punktu widzenia Ukrainy akceptowanie czegoś takiego będzie krokiem samobójczym.

Z drugiej strony Putin wie, że niezrealizowanie swoich minimalnych celów (zajęcie całego Donbasu) to poraża polityczna, która może go drogo kosztować. Jedynymi zakończeniami jakie widzę jest a) poważna porażka militarna Ukrainy b) załamanie gospodarki Rosji c) zgon/odsunięcie od władzy Putina (ale to najmniej prawdopodobne)

Lider3piorunów

@RobertCalifornia raczej stara mentalność z zimnej wojny gdzie to ruskie to mocarstwo atomowe i nie tylko i nie można drażnić niedźwiedzia. Dlatego uważam, że to nie próba ratowania wizerunku a szczere ugadywanie się z powodu błędnego obrazu rosji.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

8piorunów

Premier Belgii przekonany, że UE nie podejmie próby przejęcia zamrożonych rosyjskich aktywów

Premier Belgii Bart De Wever powiedział, że jest przekonany, iż Komisja Europejska nie przedstawi kolejnej propozycji przejęcia zamrożonych rosyjskich aktywów w Euroclearze w celu finansowania Ukrainy. Według De Wevera otrzymał zapewnienie, że Komisja nie będzie wracać z nowym planem wykorzystania

Osobistość

w Wiadomości Świat

12piorunów

UE wchodzi w idealną burzę polityczną.

UE wchodzi w okres coraz większego politycznego paraliżu. Jednocześnie musi uzgodnić rekordowy budżet około 2 bln euro, znaleźć dodatkowe finansowanie dla Ukrainy oraz radzić sobie z presją ze strony USA, Rosji i Chin. Największy problem polega na tym, że cztery największe gospodarki UE wchodzą w

Osobistość

w Wiadomości Świat

5piorunów

Francja próbuje opanować niepokoje, gdy fala przemocy podczas protestów ogarnia Europę

We Francji doszło do największej od lat fali ulicznych zamieszek. Protesty, które początkowo dotyczyły kosztów życia, sytuacji w szkołach i szpitalach, przerodziły się w starcia z policją, grabieże i podpalenia. W sobotę w demonstracjach uczestniczyło ponad 500 tys. osób, a zatrzymano 2397 osób.

Osobistość

w Wojna wna Ukrainie

19piorunów

Zełenski: ograniczenia prędkości Starlinka w Ukrainie to „zaplanowana operacja”, która utrudnia odpieranie rosyjskich ataków

Wołodymyr Zełenski twierdzi, że ograniczenia prędkości dla wojskowych systemów Starlink w Ukrainie są celowym działaniem, a nie problemem technicznym. Według niego terminale używane przez ukraińskie jednostki dronowe przestają działać po przekroczeniu około 160 km/h, podczas gdy te same terminale

Osobistość

w Wiadomości Świat

39piorunów

Dowódca NATO: Rosja nie rozpocznie pełnoskalowej konwencjonalnej inwazji na Europę

Dowódca sił NATO w Europie, gen. Alexus Grynkewich, oraz inspektor generalny Bundeswehry Carsten Breuer podkreślają, że NATO jest konwencjonalnie znacznie silniejsze od Rosji, ale musi utrzymać odstraszanie, modernizować armie i szybko rozwijać nowe zdolności. Grynkewich stwierdził, że w

Osobistość

w Wiadomości Świat

10piorunów

UE zapłaciła 7,9 mld euro za rosyjski LNG z Arktyki przy rekordowym imporcie

UE zapłaciła około 7,9 mld euro za rosyjski LNG z Arktyki w pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 r., mimo planu całkowitego odejścia od rosyjskiego gazu. Do europejskich portów trafiło w tym czasie rekordowe 12,18 mln ton LNG z projektu Yamal, czyli o 9,5% więcej niż rok wcześniej. UE odebrała

Tytan

w Wiadomości Świat

18piorunów

Nowy plan zakończenia wojny. Ukraina i Rosja dzieliłyby się zyskami - Dziennik.pl

Widzę, że dziennik.pl i RMF ładnie dokładaja się do szerzenia ruskiej propagandy. Plan pokojowy, w którym korzyści dostają tylko ruscy, zawieszenie ataku na rafinerie zamiast zawieszenia ataków na energetykę, transport przez ukraińskie tereny węglowodorów (gdzie to główny ciąg transportowy po

Osobistość

w Wiadomości Świat

29piorunów

USA rozważają odmrożenie rosyjskich aktywów, by wznowić rozmowy pokojowe w sprawie Ukrainy

Administracja Donalda Trumpa zaproponowała odmrożenie części rosyjskich aktywów państwowych zamrożonych po inwazji na Ukrainę w 2022 r., aby spróbować wznowić rozmowy pokojowe. Pomysł mieli przedstawić Steve Witkoff i Jared Kushner podczas rozmów w Miami z przedstawicielami Ukrainy, Francji