RagnarokkGURU
12piorunówIle razy słyszeliście: „Spokojnie, wykroisz robaka i reszta jest dobra”?
No właśnie… niekoniecznie.
Bardzo rozsądnie wypowiedział się na ten temat Ján Červenka, przewodniczący Słowackiego Towarzystwa Mykologicznego przy Słowackiej Akademii Nauk. I cieszę się, że taki głos wybrzmiewa, bo sam od dawna powtarzam: owocników wyraźnie zasiedlonych przez larwy owadów nie powinniśmy przeznaczać do spożycia.
Po pierwsze – uporządkujmy język. To, co potocznie nazywamy „robakami”, to najczęściej larwy owadów, m.in. muchówek i chrząszczy.
I paradoksalnie… sama larwa nie jest tutaj największym problemem.
Larwa żerując, drąży korytarze, mechanicznie uszkadza tkankę owocnika i pozostawia w niej produkty przemiany materii oraz inne zanieczyszczenia. Naruszona tkanka traci swoją naturalną strukturę i staje się znacznie lepszym środowiskiem dla rozwoju bakterii, drożdży i innych mikroorganizmów. Rozpoczynają się procesy degradacji, których gołym okiem możemy jeszcze nie zauważyć.
Innymi słowy: widoczna dziurka jest tylko tym, co widzimy. Problem może być znacznie większy niż sam korytarz larwy.
Dlatego wykrojenie fragmentu trzonu nie daje nam pewności, że pozostała część owocnika zachowała odpowiednią jakość mikrobiologiczną. Szczególnie że grzyby, ze względu na dużą zawartość wody i delikatną strukturę, należą do surowców bardzo nietrwałych.
I jeszcze jedno: gotowanie czy smażenie nie powinno być sposobem na „ratowanie” surowca, który już wykazuje oznaki daleko posuniętego uszkodzenia czy rozkładu.
Grzyby,
No ale jak synek, ma się jedzenie zmarnować!?


















































