MilaOsobistość
0piorunówZaczęło się całkiem niewinnie, bo rozbawił mnie opis manacich zalotów. Otóż strategię rozrodczą jaką stosują, w biologii ewolucyjnej nazywa się „scramble promiscuity” co pozwalam sobie przetłumaczyć jako "promiskuityzm przepychany".
Oznacza to w skrócie maksymalnie niewybredne podejście do prokreacji – kto się pierwszy dopcha ten pochlupie.
Z tego powodu kiedy samica wchodzi w ruję, szybko otacza ją wianuszek napalonych kartofelków o masach oscylujących w okolicach tony, które dryfując taranują się wzajemnie z niczym niezmąconym spokojem na papuśnych licach.
Okazuje się jednak, że manaty ostro trenują przepychanie do tego wyścigu.
I to nie w sensie, że trenują do przepychanki w tłumie kartofli, one wprawiają się w przepychaniu otworów…
W trakcie całkiem niewinnego researchu trafiłam na ilustrowany poradnik wydany przez brazylijski instytut ICMBio opisujący, że panowie manatowie wytrwale ćwiczą ruchy frykcyjne na obiektach niemanacich, intensywnie maziając siurkiem po dryfujących kłodach, ścianach basenu, czy łodziach. Autorzy podkreślają, że w ich (manatów) przypadku nie musi to być stereotypia, a więc reakcja stresowa na uwięzienie, ponieważ manaty na wolności również sobie nie żałują.
Źródło: https://www.facebook.com/photo?fbid=1486359156862394&set=a.461071199391200















