Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#usa

Osobistość

w Hydepark

10piorunów

Bombay Beach to miejscowość w Kalifornii, położona nad Morzem Salton, która z niegdyś tętniącego życiem kurortu przekształciła się w bohemiczne centrum sztuki.

https://en.wikipedia.org/wiki/Bombay_Beach,_California

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

23piorunów

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim*

Podczas gdy politycy w Jerozolimie dzielą między siebie mandaty, na arenę międzynarodową trafił przerażający scenariusz, który wiąże przyszłość stanowiska premiera z globalną...

* Od mitów do placówek: dlaczego Flota Północna wysłała okręty do strefy „Ziemi Sannikowa”

* Tunç Akkoç: „Ambicji jest wiele, pieniędzy mało”

* Trump ożywił ideę złotej floty: w planach są pancerniki i setki małych bezzałogowych jednostek

* Koniec spokojnego golfa: rezydencja Trumpa zamienia się w obiekt wojskowy

* Samolot rozbił się na kamiennej powierzchni na Florydzie, niedaleko twierdzy Trumpa. Gubernator podsycił intrygę

* Iran uznał MI6 za wroga numer jeden. Dlaczego Kreml nadal pozostawia otwarte drzwi do Londynu

* Wybory do Kongresu mogą okazać się ciosem dla Europy: Trump wie, na co należy naciskać w pierwszej kolejności

Do przetlumaczenia wybralem ten pozycjonowany najwyzej - glowny - dlugie, nie czytalem dokladnie analizujac ale jak zwykle czerwony raj kreuje sie na gołompka pokoju:

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Jeszcze całkiem niedawno straszono Izraelczyków wojną. Nie jakąkolwiek zwykłą, do której ludność naszego wielce cierpiącego kraju niestety zdążyła już przyzwyczaić się, ale zupełnie wyjątkową – wojną mającą na celu uratowanie Binjamina Netanjahu przed nieuchronną porażką polityczną.



Wszystko zostało zaplanowane niemal co do godziny. Netanjahu lada chwila rozpocznie masowe bombardowania Strefy Gazy. Albo Libanu. Albo Iranu. W skrajnym przypadku – wszystkich naraz. I wtedy, oczywiście, nikt nie będzie miał głowy do wyborów. Lokale wyborcze zostaną zamknięte, demokracja dobiegnie końca, a Netanjahu będzie rządził wiecznie.



Obraz sytuacji wydawał się naprawdę apokaliptyczny. Prawda, pojawił się jeden mały problem prawny. W Izraelu sama wojna nie stanowi podstawy do odwołania wyborów parlamentarnych.

Przypominali o tym prawnicy, specjaliści od prawa wyborczego oraz osoby choćby w niewielkim stopniu zaznajomione z funkcjonowaniem izraelskiego systemu politycznego. Zgodnie z art. 9A Ustawy zasadniczej o Knesecie przesunięcie terminu wyborów wymaga uchwalenia specjalnej ustawy, popartej przez co najmniej 80 spośród 120 posłów. Ponadto muszą zaistnieć nadzwyczajne okoliczności, które rzeczywiście uniemożliwiają przeprowadzenie głosowania, a przesunięcie terminu jest dopuszczalne jedynie na okres niezbędny do przezwyciężenia tych okoliczności.

Innymi słowy, Netanjahu nie wystarczy zadzwonić do szefa Sztabu Generalnego, rozkazać wystrzelenie kilku rakiet i ogłosić: „Panowie, wybory odwołuję, zostaję”. Ale kogo interesują nudne szczegóły prawne, skoro można nakreślić tak piękną polityczną katastrofę?

I oto nadszedł 27 października. Wybory się odbyły. Wyborcy przyszli do lokali wyborczych. Karty do głosowania zostały policzone. Demokracja, ku pewnemu zdziwieniu jej najbardziej zaniepokojonych obrońców, przetrwała kolejny dzień. Wydawałoby się, że teraz można się uspokoić. Ale nie. W wojnie informacyjnej znacznie trudniej jest odwołać alarm niż go ogłosić.



Wybory się zakończyły. Czy to początek zwycięstwa?

Wyniki okazały się niezwykle interesujące i praktycznie dla nikogo nieprzewidywalne. Prawicowy blok religijny Netanjahu zdobył 53 mandaty. Żydowskie partie opozycyjne – 48. Partie arabskie – kolejne 19.

Matematyka jest tu naprawdę fascynująca. Jeśli zsumujemy 48 i 19, otrzymamy 67. A 67, jak wiadomo, jest większe od 61. W związku z tym na papierze przeciwnicy Netanjahu dysponują większością.

Pozostała tylko drobnostka: przekonać wszystkie te partie, by doszły do porozumienia między sobą. Przy czym pożądane jest, aby uzgodniły nie tylko kwestię odejścia Netanjahu, ale także to, kto ma go zastąpić, kto zostanie premierem, kto obejmie kluczowe resorty i jaką politykę zamierza prowadzić nowy rząd.

Problem polega na tym, że hasło „Rak lo Bibi” – „Tylko nie Bibi” – rzeczywiście jednoczy bardzo różnych polityków. Jednak gdy tylko przejdzie się od tej wspaniałej formuły do kwestii bezpieczeństwa narodowego, stosunków z Palestyńczykami, relacji między religią a państwem, gospodarki czy struktury przyszłego rządu, ujawniają się dość istotne rozbieżności.

Pisaliśmy już, że programy partii różnią się od siebie na tyle, że utworzenie wspólnego rządu wymagałoby poważnego zrewidowania wielu obietnic wyborczych. Myślę, że jeszcze nie raz nasi wyborcy będą zaskoczeni tym, jak przywódcy partii, aby osiągnąć choćby jakiś kompromis między sobą, będą rezygnować z większości złożonych przez siebie obietnic wyborczych.



Ale to nie jest największy problem – chodzi o to, że praktycznie każdy znaczący przywódca opozycji uważa się za godnego objęcia stanowiska premiera. Na tym polega swego rodzaju paradoks izraelskiej opozycji. Dopóki mowa jest o dymisji Netanjahu – wszyscy są zgodni. Gdy tylko pojawia się kwestia tego, kto zajmie jego miejsce, zaczyna się zupełnie inna historia polityczna.

Gdyby opozycja rzeczywiście dysponowała gotową większością 67 posłów, zjednoczonych nie tylko przez arytmetykę, ale i wspólny program polityczny, kwestia zmiany rządu byłaby znacznie łatwiejsza do rozwiązania. Jednak nawet możliwość współpracy z partiami arabskimi wywołuje poważne sprzeczności wewnątrz samego obozu opozycyjnego.

Niemniej jednak oświadczenia polityczne brzmią uroczyście: lada chwila zostanie zmieniony przewodniczący Knesetu, lada chwila powstanie nowa koalicja, lada chwila władza przejdzie w inne ręce. To wspaniałe izraelskie „już wkrótce” stopniowo przekształca się w samodzielny program polityczny.

Okazuje się jednak, że na drodze do świetlanej przyszłości ponownie stoi przebiegły Bibi. I teraz, jak się wydaje, jest gotów nie tylko rozpocząć wojnę. Teraz, aby utrzymać władzę, potrzebuje koniecznie wojny nuklearnej.



Zwykła wojna już nie przeraża. Przechodzimy do wojny nuklearnej

Rzeczywiście, czym dziś można przestraszyć izraelskiego wyborcę? Ostrzałami rakietowymi? To już za nami. Wojną z Iranem? To też nic nowego. Bombardowaniami Libanu? Tym już dawno trudno wywołać polityczną sensację.

W pewnym sensie Izrael znalazł się w paradoksalnej sytuacji: tak bardzo przyzwyczaił się do życia w warunkach zagrożeń wojskowych, że aby wywołać kolejną polityczną apokalipsę, trzeba nieustannie podnosić poprzeczkę.

I tu na międzynarodowej scenie informacyjnej pojawia się amerykański dziennikarz Tucker Carlson. Carlson – były prezenter stacji Fox News, znany amerykański komentator konserwatywny, sprzeciwiający się zakrojonej na szeroką skalę interwencji wojskowej USA za granicą i krytycznie oceniający amerykańskie poparcie dla działań wojennych Izraela.

2 listopada przedstawił on naprawdę imponujący obraz sytuacji. Według niego Netanjahu desperacko próbuje przekonać Trumpa do przeprowadzenia ataku nuklearnego na irański podziemny obiekt Pickaxe Mountain, ponieważ konwencjonalna broń amerykańska rzekomo nie jest w stanie zniszczyć infrastruktury położonej głęboko w górach. A co najważniejsze – wszystko to jest Netanjahu niezbędne do utrzymania własnej władzy.



Innymi słowy, powstaje tu znakomita konstrukcja polityczna. Aby utrzymać stanowisko premiera w Izraelu, Netanjahu musi przekonać prezydenta USA do użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, narazić na niebezpieczeństwo cały Bliski Wschód, zburzyć istniejące od dziesięcioleci ograniczenia dotyczące stosowania broni jądrowej i postawić świat na krawędzi globalnej katastrofy. A wszystko to dla kilku dodatkowych głosów w Knesecie.

Trzeba przyznać, że ta historia zasługuje nie tyle na analizę polityczną, co na hollywoodzki film katastroficzny. Jest jednak jeden istotny szczegół: Carlson nie przedstawił żadnych publicznych dowodów na przygotowywanie amerykańskiego ataku nuklearnego.

Istnieją doniesienia, że Netanjahu rzeczywiście opowiada się za wznowieniem amerykańskich ataków na Iran. Jednak między dyskusją na temat zwykłej operacji wojskowej a decyzją o użyciu broni jądrowej leży przepaść, której nie da się pokonać jednym dziennikarskim przypuszczeniem. Można ją jednak pokonać w przestrzeni informacyjnej.

I tu zaczyna się najciekawsza część.



A teraz spójrzmy na amerykański zegar

Podczas gdy izraelscy politycy ustalają, kto dokładnie zwyciężył 27 października, w Stanach Zjednoczonych obowiązuje inna data – 3 listopada. Dzisiaj odbywają się wybory uzupełniające do Kongresu USA.



I nagle agenda informacyjna nabiera uderzającej synchronizacji. Amerykańskiemu wyborcy przedstawia się następujący scenariusz: Trump do wyborów powstrzymuje eskalację militarną, a po zamknięciu lokali wyborczych może ponownie rozpocząć bombardowania Iranu. Co więcej, nie chodzi tu już tylko o kolejną operację na odległym Bliskim Wschodzie, ale o możliwe użycie broni jądrowej.

Wychodzi na to, że mamy do czynienia z bardzo wymownym motywem przedwyborczym. Dzisiaj głosowanie. Jutro wojna. Pojutrze – nie wiadomo co.

Trump, który stara się przedstawiać siebie jako polityka zdolnego do zawierania korzystnych porozumień i kończenia wojen, nagle znajduje się w centrum zupełnie przeciwnego wizerunku: prezydenta, za którym rzekomo kryje się zagrożenie nową globalną katastrofą. I tu należy zadać pytanie: komu opłaca się rozpowszechnianie właśnie takiego scenariusza na dobę przed amerykańskimi wyborami?

Oczywiście prymitywne byłoby twierdzenie, że wszyscy krytycy Trumpa działają według jednego planu lub że Carlson realizuje czyjeś przedwyborcze zlecenie. Co więcej, sam Carlson należy do amerykańskiego obozu konserwatywnego, a jego stanowisko odzwierciedla rzeczywiste sprzeczności wewnątrz prawicowych sił w USA w kwestii wojny z Iranem.



Jednak wpływ informacyjny takich ostrzeżeń obiektywnie wykracza daleko poza ramy polityki izraelskiej. Strach przed nową wojną staje się częścią amerykańskiej debaty politycznej. Wpływa on na stosunek wyborców do Trumpa, jego administracji oraz kandydatów związanych z Partią Republikańską.

W ten sposób ten sam wątek informacyjny działa jednocześnie na dwóch scenach politycznych: w Izraelu – wokół przyszłości Netanjahu, w USA – wokół przyszłego wpływu politycznego Trumpa.

I jeśli dla izraelskiej publiczności wystarczy obraz wojny prowadzonej w celu utrzymania władzy, to dla amerykańskiej publiczności stawka wzrasta do groźby katastrofy nuklearnej. Dobrze wymyślone. Tylko kto powiedział, że na tym kończy się wojna informacyjna?

Iran, świat arabski i turystyka radioaktywna

Przyjrzyjmy się teraz trzeciej stronie – Iranowi. W ciągu ostatnich tygodni trwają złożone kontakty dyplomatyczne między Waszyngtonem a Teheranem z udziałem regionalnych pośredników. Omawiane są różne warianty rozwiązania konfliktu, warunki wznowienia negocjacji, kwestie programu jądrowego oraz bezpieczeństwa żeglugi. I właśnie w tym momencie przestrzeń informacyjna wypełnia się ostrzeżeniami o możliwym ataku jądrowym.

Dla Teheranu takie doniesienia mogą służyć jednocześnie jako argument za zaostrzeniem stanowiska obronnego oraz dodatkowa zachęta do poszukiwania gwarancji dyplomatycznych.



Są jednak też inni adresaci — arabskie monarchie Zatoki Perskiej. Dzisiaj proponuje się im w praktyce następującą perspektywę. Załóżmy, że Amerykanie rzeczywiście przeprowadzą atak nuklearny na irański obiekt podziemny. Co dalej?

Skażenie radioaktywne, zakłócenia w międzynarodowej żegludze, panika na rynkach energetycznych, nowe fale uchodźców, zagrożenia dla zaopatrzenia w wodę, transportu i turystyki.

Oczywiście rzeczywista skala takich konsekwencji zależy od wielu czynników technicznych. Jednak wojna informacyjna nie lubi szczegółów.

Zamiast skomplikowanych obliczeń pojawia się prosty i zrozumiały obraz: jeszcze wczoraj zapraszaliście turystów na wypoczynek na pięknych plażach Zatoki Perskiej, a jutro będziecie musieli wyjaśniać, dlaczego w sąsiedztwie waszego pięciogwiazdkowego hotelu pojawiło się zagrożenie skażeniem radioaktywnym.

Ropa naftowa prawdopodobnie nigdzie nie zniknie. Ale spróbujcie sprzedać pakiet turystyczny z widokiem na potencjalny poligon jądrowy. Oto nowa bliskowschodnia reklama turystyczna: słońce, morze, luksusowe hotele i geopolityczna niepewność w prezencie.

Oczywiście to groteska. Jednak za tym kryją się całkiem realne interesy gospodarcze państw regionu, którym nowa wielka wojna, zwłaszcza z elementem jądrowym, jest zupełnie niepotrzebna.

W związku z tym oświadczenia o możliwym ataku jądrowym wywierają presję nie tylko na Izrael, Iran czy Stany Zjednoczone, ale także na regionalnych pośredników zainteresowanych jak najszybszym dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu.



Tymczasem w Moskwie proponuje się rozmowy

I w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o kolejnym graczu w niezwykle skomplikowanej grze politycznej na Bliskim Wschodzie — Rosji. 29 października Moskwa potwierdziła gotowość do pełnienia roli pośrednika między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a także do przejęcia części irańskich zapasów wzbogaconego uranu, o ile strony uzgodnią takie rozwiązanie. Oczywiście na razie jest to jedynie propozycja dyplomatyczna, a nie gotowe porozumienie.

Zwróćmy jednak uwagę na pewien paradoks. Podczas gdy niektórzy komentatorzy polityczni praktycznie wyznaczają datę wybuchu wojny nuklearnej, inni uczestnicy międzynarodowej sceny politycznej nadal omawiają warunki kompromisu.

Z jednej strony – groźby nowych bombardowań. Z drugiej – negocjacje, mediacje, propozycje dotyczące kontroli nad materiałami jądrowymi oraz poszukiwanie rozwiązań akceptowalnych dla obu stron.

Co więcej, żadna z tych ścieżek nie wyklucza drugiej. Przygotowania wojskowe mogą służyć jako narzędzie presji dyplomatycznej, a kontakty dyplomatyczne mogą trwać nawet w sytuacji wysokiego prawdopodobieństwa wznowienia działań wojennych.

Właśnie dlatego tak ważne jest odróżnianie rzeczywistych decyzji przywódców państwowych od scenariuszy informacyjnych rozpowszechnianych w przestrzeni publicznej.

W końcu negocjacje to nudna sprawa. Wymagają kompromisów, dokumentów technicznych, gwarancji, weryfikacji i cierpliwości. A wojna nuklearna to zupełnie inna sprawa. Wystarczy jeden krzykliwy nagłówek, a cały świat już dyskutuje o końcu cywilizacji.



Wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

I tak doszliśmy do sedna sprawy. We współczesnej wojnie informacyjnej istnienie jednolitego sztabu, jednego zleceniodawcy czy jednego centrum dowodzenia nie jest wcale konieczne. Wystarczy, by różni uczestnicy procesu politycznego dostrzegli własną korzyść w rozpowszechnianiu tego samego tematu informacyjnego.

Izraelscy przeciwnicy Netanjahu postrzegają ewentualną wojnę przez pryzmat walki o władzę.

Zwolennicy twardej polityki wobec Iranu mogą wykorzystać groźbę operacji wojskowej jako środek nacisku na Teheran.

Amerykańscy przeciwnicy nowej interwencji na Bliskim Wschodzie zyskują argument do walki przeciwko rozszerzaniu zobowiązań wojskowych USA.

Polityczni przeciwnicy Trumpa zyskują dodatkowy pretekst do podważania skutków jego kursu polityki zagranicznej.

Iran może wykorzystać groźbę ataku do wzmocnienia własnej pozycji negocjacyjnej i mobilizacji opinii publicznej.

Państwa arabskie zyskują nowe podstawy do domagania się przyspieszenia procesu dyplomatycznego.

Rosja wykazuje gotowość do zaproponowania alternatywnych mechanizmów rozwiązania konfliktu.

Każdy z uczestników działa w oparciu o własne interesy. Jednocześnie identyczne komunikaty mogą być rozpowszechniane przez osoby, które w codziennym życiu politycznym nie zgadzają się ze sobą praktycznie w żadnej kwestii.



Na tym polega jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów współczesnej wojny informacyjnej: zbieżność rozpowszechnianych tez wcale nie oznacza zbieżności celów politycznych.

Jedni chcą osłabić Netanjahu. Inni – ograniczyć wpływ Trumpa. Trzeci – zwiększyć presję na Iran. Czwarty – zmusić Waszyngton i Teheran do szybszego osiągnięcia porozumienia.

Jednak środek informacyjny okazuje się wspólny. Strach. Przy czym strach ten powinien stopniowo narastać. Najpierw społeczeństwo straszyło się kolejnym atakiem rakietowym. Potem – wielką wojną regionalną. Teraz – katastrofą nuklearną. Jaki będzie następny argument informacyjny, jeśli ta prognoza również się nie sprawdzi? Koniec świata zgodnie z ustalonym harmonogramem?

Zamiast podsumowania. Wojna nuklearna zgodnie z harmonogramem

Najbardziej tragikomiczne w obecnej sytuacji jest to, że realne zagrożenie nową wojną rzeczywiście istnieje. Według doniesień amerykańskich mediów Waszyngton rozważa możliwość wznowienia ataków wojskowych na Iran, choć Trump jednocześnie kontynuuje wysiłki dyplomatyczne. Netanjahu jest zainteresowany bardziej zdecydowanymi działaniami, a Teheran ostrzega przed możliwą odpowiedzią.



W związku z tym sytuacja międzynarodowa pozostaje niebezpieczna i nieprzewidywalna. Jednak zagrożenie wojną a twierdzenie o jej nieuchronności to nie to samo.

Tym bardziej, gdy zaczynają pojawiać się konkretne daty, niemal teatralnie powiązane z kalendarzem wyborczym. W Izraelu obiecano nam, że wojna przeszkodzi w przeprowadzeniu wyborów 27 października. Nie przeszkodziła. Teraz dyskutuje się o możliwości wybuchu nowej wojny zaraz po amerykańskich wyborach 3 listopada.

A żeby nikt nie wątpił w powagę ostrzeżenia, zwykła wojna już nie wystarcza. Koniecznie musi to być wojna nuklearna.

I tu pojawia się uzasadnione podejrzenie: nie tyle wyznacza się wojnę na dogodny termin, co wykorzystuje się datę wyborów do wywołania kolejnej informacyjnej apokalipsy.

Ostatecznie nie chodzi tylko o to, czy ktoś zamierza uderzyć na Iran. Chodzi o to, kto, w jakim celu i dla jakiej grupy odbiorców codziennie ogłasza, że ta wojna jest praktycznie nieunikniona.

Ponieważ współczesna wojna informacyjna – to nie zawsze walka dwóch stron. To wojna wszystkich przeciwko wszystkim, w której każdy dąży do własnych celów, wykorzystuje cudze lęki i próbuje czerpać korzyści polityczne z ogólnego chaosu.



A najniebezpieczniejsze jest to, że w tej grze prawdziwa wojna może czasem stać się kontynuacją wojny informacyjnej. Wtedy wszyscy naprawdę przestaną myśleć o wyborach. I już zupełnie nie będzie miało znaczenia, kto najgłośniej krzyczał: „Tylko nie Bibi!” albo „Tylko nie Trump!”. W końcu wojna nuklearna to jedyne polityczne przedstawienie, w którym widzowie ryzykują śmierć razem z aktorami.

Osobistość3piorunów

Sam widzę w tym normalizację straszenia atomem -w tym artykule straszy nim Izrael, straszy Trump. Więc skoro oni mogą, to my też będziemy mogli i jest to absolutnie normalna praktyka.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Tytan

w Muzyka

4piorunów

Wykonawca: Puscifer
Album: Normal Isn't
Utwór: Normal Isn't

Puscifer to amerykański projekt rocka eksperymentalnego, założony w Los Angeles przez Maynarda Jamesa Keenana (wokalistę zespołów Tool i A Perfect Circle). Lider określa grupę jako swoją podświadomość twórczą, a stały trzon zespołu tworzy wraz z wokalistką Cariną Round oraz multiinstrumentalistą Matem Mitchellem.

https://youtu.be/ysfkmzs3U6k?is=ea8_egy5oGE1FJrD

Lider

w Polityka

11piorunów

Czy Donald Trump wytańczył republikanom zwycięstwo?

Donald Trump w tej kampanii tańczył wiele razy. Ręce w górę, kilka charakterystycznych ruchów, uśmiech do publiczności. Kto śledził kampanię wyborczą I oglądał wiece Donalda Trumpa, ten wie, że ten taniec stał się już częścią jego politycznego przedstawienia. Tym razem jednak za muzyką, światłami i

GURU

w Wiadomości Świat

2piorunów

To największy polski cmentarz za granicą. Spoczywa tu 300 tysięcy osób

Cmentarz świętego Wojciecha w podchicagowskim Niles to największa polska nekropolia znajdująca się za granicą. Spoczywa tutaj 300 tysięcy osób - zdecydowana większość z nich to nasi rodacy. Niles to wieś położona w hrabstwie Cook w stanie Illinois w Stanach Zjednoczonych. Zlokalizowana jest około 25

Tytan

w Muzyka

4piorunów

Wykonawca: Ari Mason
Album: Lullabies (Fairy Version)
Utwór: Lullabies (Fairy Version)

Ari Mason to wyróżniona nagrodą Grammy artystka z Los Angeles z 6 solowymi albumami na koncie. Śpiewa i gra na viola da gamba w soundtrackach do gier i filmów (m.in. Fortnite, Mortal Kombat 1, Assassin’s Creed Valhalla).

https://youtu.be/9PvdGut2Duo?is=t18t4rnuqksG-gVl

GURU

w Hydepark

104piorunów

Z serii Trump na dzisiaj.

Trump: Mógłbym wygrać wojnę w Wietnamie w tydzień. Zamiast iść na Sajgon, przez lata bombardowali lasy.

Trump o Iranie:

Jedynym powodem, dla którego nie rozprawiliśmy się z Iranem, jest to, że chcę być miły. Chcę spróbować ocalić wszystkie te życia, jeśli to możliwe.

Ale w pewnym momencie będziemy musieli im przyłożyć młotem.

GURU97piorunów

@alaMAkota Dla tych co nie wiedzą o co chodzi z tym Wietnamem i Sajgonem- podczas wojny wietnamskiej Sajgon był pod kontrolą Wietnamu Południowego, sojusznika USA.

Autorytet15piorunów

@tomilidzons jeszcze żeby było zabawniej - Trump pomimo nauki na prywatnych uczelniach wojskowych załatwił sobie wtedy lewe zwolnienie z poboru 🙃

GURU2piorunów

@AureliaNova oh how the mighty have fallen, ja jeszcze nie tak dawno było nie do pomyślenia żeby prezydent nie miał za sobą odbytej służby wojskowej

Tytan1piorunów

@Opornik część z tego co mówi było by nie do pomyślenia żeby prezydent coś takiego mówił, jak np. ta jego tyrada o tym że mu nie dali nobla a powinni mu dać 8 u Norwegia to gówniany kraj xD

GURU1piorunów

@KattaK To prawda, często pierdoli jak potłuczony, jak to że kanał panamski się im należy bo dziesiątki tysięcy amerykanów zmarło podczas jego budowy. 😛 IKSDE

Osobistość36piorunów

@alaMAkota Trump gada to samo co Putin. On też walczy humanitarnie, bo kocha Ukrainę i Ukraińców, to też ich oszczędza na razie, ale w końcu się weźmie...

Pokaż więcej komentarzy (15)

Kompan

w Wiadomości Świat

2piorunów

### Nasilenie polaryzacji w kampanii wyborczej Donalda Trumpa

Podczas ostatnich wieców wyborczych Donald Trump zaostrzył retorykę, kierując ataki w stronę polityków muzułmańskich oraz osób wspierających prawa mniejszości, w tym kandydata do Senatu Adama Hamiltona. Wystąpienia byłego prezydenta koncentrują się na kwestiach imigracji, kosztów życia oraz krytyce administracji Joe Bidena.

Jednocześnie kampania porusza tematykę napięć międzynarodowych, w tym relacji USA-Izrael-Iran. Agresywny ton wypowiedzi zbiega się w czasie z niepokojącymi dla Republikanów trendami w sondażach.

Najnowsze badania wskazują na realną szansę przejęcia przez Demokratów stanów Iowa i Kansas. Tradycyjne bastiony Republikanów stają się polem zaciętej rywalizacji, co sugeruje rosnącą niepewność co do ostatecznych wyników wyborów w tych regionach.

🔗 Źródło: Nasilenie polaryzacji w kampanii wyborczej Donalda Trumpa
Więcej wiadomości i pełne archiwum: www.infoskrót.pl

Fanatyk

w Wiadomości Świat

118piorunów

Katastrofa odrzutowca na Florydzie. Uderzył pionowo w ziemię z potężną prędkością

Prywatny odrzutowiec Learjet 60 z dziewięcioma osobami na pokładzie rozbił się w miejscowości Greenacres na południe od West Palm Beach na Florydzie. Samolot z ogromną prędkością uderzył niemal pionowo w ziemię. #usa #wiadomosciswiat #katastrofylotnicze #samoloty

GURU

w Wiadomości Świat

11piorunów

Motor City - jak Detroit podnosi się po bankructwie [GALERIA]

Detroit podnosi się po ogłoszonym w 2013 r. bankructwie: w mieście powstają nowe inwestycje, otwierają się sklepy i modne restauracje. Jednak mnóstwo budynków nadal świeci pustkami. Detroit musi uwierzyć w siebie - powiedział PAP artysta Tyree Guyton, który tworzy na jednym z podupadłych osiedli. W

Tytan

w Muzyka

4piorunów

Wykonawca: Debo Band
Album: Ere Gobez
Utwór: Eyew Demamu

Debo Band to 11-osobowy zespół z Bostonu założony w 2006 roku przez saksofonistę Danny'ego Mekonnena, z wokalistą Bruckiem Tesfaye na czele. Wykonują muzykę inspirowaną etiopskim popem, łącząc tradycyjne skale z amerykańsckim funkiem, soulem i orkiestrami dętymi w stylu wschodnioeuropejskim.

https://youtu.be/3hSTxSGh70A?is=RhiRzG-LyoUi9zUc

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

Big baby obawia się wyborców? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba17piorunów

Orangegutan pozazdrościł fiutinowi, który ma więcej p-lotek wokół swojego pałacu, niż cały okręg moskiewski xD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Kompan

w Wiadomości Polska

1piorunów

### Państwa Zatoki Perskiej nasilają dyplomację, by zapobiec konfliktowi z Iranem

Państwa Zatoki Perskiej prowadzą intensywne działania dyplomatyczne, aby zapobiec ponownemu konfliktowi z Iranem i ograniczyć jego skutki dla regionu. Obawiają się zwłaszcza amerykańskich uderzeń na Iran, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu Zatoki.

Katarscy mediatorzy przybyli do Teheranu, gdzie rozmawiali o wznowieniu bezpośrednich negocjacji między USA a Iranem. Według doniesień celem było doprowadzenie do porozumienia przed wyborami uzupełniającymi w USA.

W regionie wskazuje się, że infrastruktura energetyczna państw Zatoki jest postrzegana jako potencjalny cel w razie ponownego konfliktu. Dlatego państwa Zatoki wykorzystują kontakty z Iranem i zaangażowanie USA, by naciskać na deeskalację.

Regionalni przywódcy zwracają się także ku Europie w poszukiwaniu wsparcia lub alternatywnych kanałów dyplomatycznych.

🔗 Źródło: Państwa Zatoki Perskiej nasilają dyplomację, by zapobiec konfliktowi z Iranem
Więcej wiadomości i pełne archiwum: www.infoskrót.pl

Kompan

w Wiadomości Polska

4piorunów

### Napięta sytuacja militarna między USA a Iranem

Prezydent Donald Trump poinformował o zniszczeniu znacznej części irańskiego potencjału militarnego i nuklearnego. USA planują kolejne uderzenia, w tym na obiekt Pickaxe Mountain, deklarując gotowość do przeprowadzenia ataków w bardzo krótkim czasie.

Władze Iranu stanowczo zaprzeczają, jakoby w wymienionym obiekcie prowadzono prace nad bronią jądrową. Teheran ostrzegł jednocześnie, że jakakolwiek kolejna agresja ze strony USA spotka się z natychmiastowym odwetem militarnym.

Mimo trwających negocjacji, prezydent USA wyraził sceptycyzm wobec wiarygodności strony irańskiej. Obecny konflikt, zainicjowany w lutym przez USA i Izrael, pozostaje w fazie wysokiej eskalacji, stawiając obie strony w obliczu ryzyka dalszych działań zbrojnych.

🔗 Źródło: Napięta sytuacja militarna między USA a Iranem
Więcej wiadomości i pełne archiwum: www.infoskrót.pl

Debiutant

w Dyskusje

5piorunów

Moja i Ala wycieczka do zoo Greenville w Greenville w Karolinie Południowej w USA. Al uwielbiał oglądać gepardy z bliska i obserwować małpy. Ja uwielbiałam wychodzić i oczywiście spędzać czas z synem.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Tytan

w Dyskusje

9piorunów

„Przybić skórę zwierzyny do ściany”. Dlaczego Amerykanie przegrywali w Wietnamie?

Strategia gen. Westmorelanda: kosztowne patrole, naloty i operacje „znajdź i zniszcz”, nie przynosiła rezultatów. Wietkong rozszerzał kontrolę nad krajem, a Amerykanie coraz głębiej grzęźli w wojnie. #historia #ciekawostkihistoryczne #wojna #usa #azja