Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#ukraina

Gwiazdor

w Hydepark

12piorunów

My się śmiejemy z rasiji (słusznie) i szachów 5D Putina ale jakby nie patrzeć, ciężko pokazać drugiego takiego przywódcę, który byłby tak „skuteczny”. Taka stara sowiecka szkoła. No może Puchatek jeszcze. Przykłady:

1. Brexit (wiemy dziś, że za ruskie pieniądze)

2. AFD, Konfederuskie, Le Pen, Orban, ten ze Słowacji Fiko, Fiso czy jak mu tam

3. Trump (nie zdziwiłbym się gdyby Ruskie maczali palce w wynorach w USA. Pomaranczowy glupek jest na reke Chinom i Ruskim)

4. Liczne akty sabotazu w krajach EU

5. Ataki hybrydowe, prowokacje podwazajace jednosc Zachodu

No nie wyglada to dobrze i jakby nie patrzec, co raz więcej krajów przechodzi do neutralnych stosunków z Rosją a nawet przyjaznych. Pokazuje to tez słabość polityków i partii proeuropejskich oraz błędy których te nie chcą poprawiać a które obiecują populiści jak np kwestie migracyjne. A to jest młyn na wodę Putinowi. Nie bez powodu wszystkie te partie antyimigracyjne są przy okazji prorosyjskie

GURU2piorunów

@Sheppard30

wiemy dziś, że za ruskie pieniądze

Nic mi nie wiadomo o tym żeby Farage był na pensji ruskich.

Nic mi nie wiadomo o tym by w znajomi Anglicy którzy byli za brexitem byli na pensji ruskich.

A że się na tym przejechali jak sk⁎⁎⁎⁎syn to inna para majtek.

Fenomen3piorunów

@Sheppard30 najbardziej mnie rozwala w Europie, że ruskie nie robią tego na jakiejś swojej cudownej platformie technologicznej RuskieWiadroGowna tylko że amerykańce pchają swoje antysocjal syfne appki a Europa wszystko łyka i jeszcze płaci im w kasie z zysku na reklamach

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Wiadomości Świat

1piorunów

NYT: Na Ukrainie oszustwa i marnotrawstwo kończą się kolejnymi kontraktami zbrojeniowymi. Tylko w 2024 r. straty sięgnęły $1,2 mld.

W 2024 roku ukraińskie oddziały artylerii zaczęły otrzymywać wadliwe pociski moździerzowe, które zamiast eksplodować wypadały z luf albo uderzały w ziemię bez detonacji. Za produkcję odpowiadały zakłady Pavlohrad Chemical Plant kierowane przez Leonida Shymana. Mimo wcześniejszych

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

16piorunów

Witam po weekendzie, co slychac w pieknej Polsce? Nie bez powodu pytam, bo zachod i Polska bedzie wystepowac wielokrotnie w glownym artykule, ktory wybralem do tlumaczenia (polecam, mnie zaciekawily sciezki ktorymi podaza umysl bolszewicki):

Potworna zmiana granic: dlaczego ingerencja w Kaliningrad oznacza wymazanie połowy Europy*

Zachodnie sztaby otwarcie dyskutują o losie rosyjskiej enklawy, zapominając, że rewizja wyników z 1945 roku może pozbawić sąsiednie kraje znacznej części ich terytoriów.

* Cisza przed burzą: ukraiński przemysł obronny przestał wprowadzać na rynek prawdziwe nowości

* Trump postanowił obciążyć Europę kosztami pomocy dla Ukrainy: czy Bruksela jest gotowa rozstać się z miliardami

* Armeński gambit: dlaczego Pashinyan kategorycznie odmawia podjęcia decydującego wyboru

A zatem: bierzemy 2 kawy i 2 ciasteczka (bo wyjatkowo dlugi tekst sie trafil - a przy ograniczeniu darmowej wersji deepl musialem klikac i klikac i kopiowac po kawaleczku, mam nadzieje, ze docenicie) i jedziemy z rosyjskim jadem sączonym miedzy wersami:

Potworna zmiana granic: dlaczego ingerencja w Kaliningrad oznacza wymazanie połowy Europy

ŚWIAT » EUROPA

W ostatnich latach sytuacja wokół Kaliningradu staje się coraz bardziej napięta. Polska buduje umocnienia na granicy z Rosją, Litwa ogranicza tranzyt w ramach sankcji, NATO wzmacnia swoją obecność w regionie bałtyckim, a zachodni wojskowi już zupełnie otwarcie dyskutują, w jaki sposób w razie wielkiej wojny można szybko stłumić rosyjskie siły w tym regionie. Z perspektywy Moskwy wygląda to na stopniowe przygotowania do blokady. Z perspektywy Warszawy i Wilna – jak ochrona wschodniego skrzydła NATO. Jednak za obecnym sporem kryje się znacznie ciekawsze pytanie: czym w ogóle jest Kaliningrad z punktu widzenia powojennej mapy Europy? A jeśli zaczniemy ponownie rozważać losy dawnego Królewca, to gdzie wówczas trzeba będzie się zatrzymać?



Kaliningrad nie powstał sam z siebie

Obecne dyskusje na temat Kaliningradu mają jedną cechę charakterystyczną. Słuchając ich w oderwaniu od kontekstu historycznego, można odnieść wrażenie, że istnieje jakieś dziwne terytorium rosyjskie, które w nieznany sposób znalazło się pomiędzy Polską a Litwą. W rzeczywistości nie ma nic wyjątkowego w jego pochodzeniu.



Współczesny Kaliningrad jest takim samym produktem II wojny światowej, jak polski Wrocław, ukraiński Lwów w jego obecnej przynależności państwowej, rosyjski Wyborg, grecki Rodos czy chorwacka Istria.



Po 1945 roku zwycięzcy nie tylko pokonali Niemcy i ich sojuszników. Na nowo narysowali znaczną część mapy Europy. Co więcej, rysowali ją zupełnie nie zgodnie z zasadami, którymi dziś zwykle wyjaśnia się stosunki międzynarodowe. Referenda praktycznie nikogo nie interesowały. Opinia ludności – również. Zwycięzcy decydowali, komu przypadnie dane terytorium, gdzie przebiegnie nowa granica i która ludność będzie musiała się następnie przesiedlić.



Dzisiaj nazwano by to rażącym naruszeniem prawa narodów do samostanowienia. Wtedy nazywano to powojennym porządkiem. I właśnie w ramach tego systemu powstał obwód kaliningradzki.



Jest jednak jedno zastrzeżenie. Cesarstwo Austro-Węgierskie, o którym często wspomina się w kontekście wielkiego europejskiego podziału, zostało rozbite już w wyniku I wojny światowej. Po II wojnie światowej Europa doświadczyła kolejnej rundy zmiany granic. W niektórych miejscach była ona zresztą znacznie bardziej radykalna.



Polska, którą faktycznie przesunięto na zachód

Najbardziej obrazowym przykładem jest chyba Polska. Przed wojną terytorium Polski rozciągało się daleko na wschód. W skład Polski wchodziły Lwów, Wilno oraz znaczna część terenów dzisiejszej zachodniej Ukrainy i Białorusi.

Po wojnie Stalin nie zwrócił tych ziem Polsce. W rezultacie Polska straciła na wschodzie około 180 tys. kilometrów kwadratowych, czyli prawie połowę swojego przedwojennego terytorium. W zamian przekazano jej około 100–105 tys. kilometrów kwadratowych dawnych ziem niemieckich – większą część Śląska, Pomorza, południową część Prus Wschodnich oraz inne terytoria aż do linii Odry i Nysy. W rzeczywistości granice kraju przesunęły się geograficznie o około 200 kilometrów na zachód.

Dzisiaj Wrocław jest dużym polskim miastem. Do 1945 roku był to niemiecki Breslau. Szczecin nazywał się Stettin. Gdańsk – Danzig. Południowa część Prus Wschodnich stała się polska. Zmieniły się jednak nie tylko nazwy na mapie. Zmieniła się również ludność. Obecnie stara się o tym nie wspominać, zwłaszcza w Polsce.



Deportacje czy czystki etniczne

Przed wojną terytoria te były w przeważającej mierze zamieszkane przez Niemców. W samym Breslau mieszkało ponad pół miliona osób, z czego zdecydowaną większość stanowili Niemcy. Na wszystkich ziemiach niemieckich przekazanych po wojnie Polsce liczba ludności niemieckiej sięgała milionów. Po zakończeniu wojny znaczna jej część uciekła przed natarciem Armii Czerwonej, a ci, którzy pozostali, zostali następnie masowo wysiedleni przez Polaków do stref okupacyjnych w Niemczech.

Po kilku latach obecność Niemców w tych rejonach praktycznie zanikła. Dzisiaj samo słownictwo byłoby zupełnie inne. Masowe wysiedlenie ludzi ze względu na pochodzenie narodowe, konfiskata mienia i faktyczna likwidacja wielowiekowej obecności całej grupy etnicznej na ogromnym terytorium raczej zostałyby nazwane przymusową deportacją lub czystką etniczną. Jednak w 1945 roku zwycięzcy posługiwali się innymi kategoriami.

Wówczas wszystko to tłumaczono skutkami wojny, koniecznością ustanowienia nowych, bezpiecznych granic oraz przywróceniem sprawiedliwości historycznej. Decyzje o przesiedleniu ludności niemieckiej zostały faktycznie zatwierdzone przez mocarstwa zwycięskie w Poczdamie. Nie pytano ludności, czy zgadza się na nową granicę. Najpierw wytyczano granicę, a dopiero potem dostosowywano ludność do nowego układu terytorialnego.



Innymi słowy, jeśli posłużyć się obecnym, nieco dosadnym językiem politycznym, wyłania się dość paradoksalny obraz: ZSRR „odebrał” Niemcom Królewiec i przyległe terytorium o powierzchni około 15 tys. km², a zwycięzcy pomogli Polsce zdobyć (odebrać) ponad 105 tys. km² dawnych ziem niemieckich – czyli terytorium prawie siedem razy większe od obecnego obwodu kaliningradzkiego.

Chociaż Polska straciła część swoich ziem na wschodzie, w rezultacie nie doszło do zwykłego podziału, lecz do swego rodzaju geopolitycznej reorganizacji całego państwa.



Królewiec jako radzieckie trofeum wojskowe

Północna część Prus Wschodnich to już inna historia. Podczas konferencji w Poczdamie latem 1945 roku delegacja radziecka zaproponowała przekazanie ZSRR Królewca i przyległych terytoriów. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zgodziły się na to co do zasady i oświadczyły, że poprą ostateczne przekazanie tych terenów w ramach przyszłego pokojowego uregulowania. Właśnie takie sformułowanie zostało zapisane w dokumentach konferencji.



Przyczyny były całkiem zrozumiałe. Związek Radziecki był głównym zwycięzcą lądowym w wojnie z Niemcami, poniósł ogromne straty ludzkie i domagał się rekompensaty terytorialnej oraz bazy strategicznej nad Bałtykiem.



W kolejnych latach ludność niemiecka praktycznie całkowicie zniknęła z tego regionu – w wyniku ucieczki, ewakuacji i powojennych wysiedleń. Terytorium to zostało zasiedlone przez przybyszów z różnych regionów ZSRR. W 1946 roku Królewiec stał się Kaliningradem. Tak powstał najbardziej wysunięty na zachód obwód RFSRR.

Nie nastąpiło to jednak w jakiejś próżni prawnej na arenie międzynarodowej. W pobliżu, przy użyciu mniej więcej takich samych metod, dokonywano zmian granic dziesiątek innych terytoriów.



Wyborg, Zakarpacie, Transylwania, Istria

Można tu wspomnieć o Finlandii. Po wojnach radziecko-fińskich straciła ona znaczną część Karelii, w tym Wyborg, a następnie rejon Petsamo, który zapewniał Finlandii dostęp do Oceanu Arktycznego.

Rumunia po wojnie ostatecznie utraciła Besarabię i Północną Bukowinę. Dzisiaj terytoria te są podzielone między Mołdawię i Ukrainę.

Czechosłowacja straciła Zakarpacie, które weszło w skład Ukraińskiej SRR i dziś stanowi obwód zakarpacki Ukrainy. Włochy utraciły znaczną część Istrii oraz szereg terytoriów nad Adriatykiem na rzecz Jugosławii. Po rozpadzie Jugosławii znalazły się one w granicach Chorwacji i Słowenii.



Szczególnie wymowny okazał się los Węgier

Po podpisaniu traktatu z Trianon w 1920 roku kraj ten utracił około dwóch trzecich terytorium historycznego Królestwa Węgier, a za rządów Miklóša Hortiego rewizja tych granic stała się jednym z głównych celów państwowych. Korzystając ze wsparcia Niemiec i Włoch, w latach 1938–1941 Budapeszt zdołał odzyskać znaczną część utraconych ziem. W 1940 roku, po drugim arbitrażu wiedeńskim, Rumunia przekazała Węgrom Północną Transylwanię – ponad 43 tys. km². Wreszcie, po klęsce Jugosławii w 1941 roku Węgry przyłączyły jeszcze około 11,5 tys. km² – Bačkę, część Baranyi, Međimurje i Prekmurje. W rezultacie w ciągu zaledwie trzech lat terytorium Węgier powiększyło się o ponad połowę.

Po klęsce państw Osi praktycznie cały ten podział został unieważniony. Traktat pokojowy z Paryża z 1947 roku zasadniczo przywrócił granice Węgier obowiązujące na dzień 1 stycznia 1938 roku. Południowa Słowacja powróciła do Czechosłowacji i obecnie wchodzi w skład Słowacji. Północna Transylwania została zwrócona Rumunii. Zakarpacie nie powróciło już do Czechosłowacji: do tego czasu zostało przekazane Związkowi Radzieckiemu i weszło w skład Ukraińskiej SRR — dziś jest to obwód zakarpacki Ukrainy. Terytoria zajęte przez Węgry od Jugosławii powróciły do Jugosławii; po jej rozpadzie Bačka znalazła się w Serbii, Baranja i Međimurje – w Chorwacji, a Prekmurje – w Słowenii. Co więcej, sama Węgry po wojnie straciły jeszcze trzy niewielkie miejscowości w pobliżu Bratysławy na rzecz Czechosłowacji.



Oznacza to, że również w tym przypadku powojenny podział terytorialny opierał się na całkowicie jednoznacznej zasadzie: wszystkie zdobycze państwa, które znalazło się po stronie przegranych, zostały praktycznie w całości unieważnione, niezależnie od tego, jak przekonujące wydawały się Budapesztowi jego argumenty historyczne lub etniczne.





Straty Włoch

Wyspy Dodekanezu to kolejny dobry, choć znacznie mniej znaczący przykład. Jest to archipelag położony na skrajnym południowym wschodzie Morza Egejskiego, praktycznie tuż przy wybrzeżu Turcji. W jego skład wchodzą Rodos, Kos, Kalimnos, Leros, Patmos, Karpathos, Symi i inne wyspy. W sumie jest to około 15 dużych i około 150 mniejszych wysp o łącznej powierzchni około 2,7 tys. km² – czyli nieco większej niż Luksemburg. Największą z nich jest Rodos. Pod względem geograficznym archipelag rozciąga się wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża współczesnej Turcji i kontroluje najważniejsze szlaki morskie między Morzem Egejskim a wschodnią częścią Morza Śródziemnego.



Przed wojną Dodekanez należał do Włoch. Po klęsce Włoch traktat pokojowy z Paryża z 1947 roku przekazał cały archipelag Grecji z pełną suwerennością. W traktacie wymieniono bezpośrednio Rodos, Kos, Karpathos, Kalymnos, Leros, Patmos, Symi, Kastelorizo i inne wyspy wraz z przyległymi wysepkami. Jednocześnie ustalono, że wyspy te mają pozostać zdemilitaryzowane. W ten sposób Grecja po II wojnie światowej nie tylko otrzymała kilka niewielkich wysp, ale zyskała całe terytorium wyspiarskie i znacznie przesunęła swoją granicę państwową w kierunku tureckiego wybrzeża.

A wszystko to stanowi dziś część europejskiej normy. Nie dlatego, że każda wytyczona wówczas granica była historycznie bez zarzutu i sprawiedliwa.

Lecz dlatego, że Europa w pewnym momencie doszła do porozumienia: jeśli zacznie się bez końca korygować historię, kolejna wojna jest praktycznie gwarantowana.



Sprawiedliwość historyczna: od którego roku liczyć?

Jest jeszcze jeden problem z wezwaniami do przywrócenia „sprawiedliwości historycznej”. A od którego dokładnie roku należy ją przywracać? Przywrócić mapę Europy z 1939 roku? Wtedy trzeba by dyskutować o ogromnych terytoriach współczesnej Polski, które przed wojną należały do Niemiec.



Czy za punkt odniesienia przyjąć rok 1914? Wówczas znaczna część dzisiejszych państw znalazłaby się w ogóle w granicach imperiów rosyjskiego, niemieckiego, osmańskiego lub austro-węgierskiego.

Jeśli cofniemy się jeszcze dalej – to swoje mapy znajdą Polacy z czasów Rzeczypospolitej, Węgrzy, Turcy, Niemcy, Rosjanie i praktycznie każdy naród Europy. Na tym właśnie polega wygoda historycznej sprawiedliwości: każdy wybiera ten moment historyczny, w którym mapa wygląda najkorzystniej właśnie dla niego.

Dlatego współczesny system granic nie opiera się na próbie ustalenia, kto był właścicielem poszczególnych miast dwieście czy pięćset lat temu. Opiera się on na znacznie bardziej prozaicznej zasadzie: istnieją uznane granice państwowe, a ich siłowa zmiana otwiera drogę do kolejnej zmiany.

Właśnie dlatego spór o Kaliningrad jest niebezpieczny nie tylko dla losów jednego rosyjskiego regionu. Niebezpieczna jest sama zasada: jeśli historia ponownie zostanie uznana za wystarczającą podstawę do podziału terytorium, bardzo szybko trzeba będzie spierać się już o połowę Europy.



Co ostatecznie zamknęło kwestię niemiecką

Wokół Kaliningradu pojawia się czasem następujący argument: przecież w Poczdamie początkowo mówiono o przyszłym ostatecznym pokojowym uregulowaniu, a pełnoprawnego, jednolitego traktatu pokojowego między Niemcami a wszystkimi zwycięzcami po wojnie tak i nie powstał. Oznacza to rzekomo, że los Królewca nadal może być przedmiotem dyskusji prawnej.



Jest to dość słaba konstrukcja. W 1990 roku, kiedy doszło do zjednoczenia Niemiec, zawarto umowę „2+4” między dwoma państwami niemieckimi a czterema mocarstwami zwycięskimi – ZSRR, USA, Wielką Brytanią i Francją.

Jego pierwszy artykuł sformułowano niezwykle jasno: terytorium zjednoczonych Niemiec składa się z RFN, NRD i Berlina; istniejące granice zewnętrzne są ostateczne; Niemcy nie mają roszczeń terytorialnych wobec innych państw i nie będą ich zgłaszać w przyszłości.

W ten sposób ostatecznie zamknięto również kwestię polską. Jak również kwestię dawnej Prus Wschodnich. Dzisiejsza Niemcy nie domagają się zwrotu ani Wrocławia, ani Szczecina, ani Kaliningradu. I tu dochodzimy do bardzo ważnego punktu.

Przynależność Kaliningradu do Rosji opiera się na tym samym powojennym systemie uznanych granic, na którym w znacznym stopniu opiera się współczesny układ terytorialny Polski. Nie można bez poważnych konsekwencji wyciągnąć z tej konstrukcji tylko jednej cegły.



Ale dlaczego więc właśnie Kaliningrad ponownie znalazł się na celowniku?

Ponieważ historyczny spór ma tu dziś drugorzędne znaczenie. Głównym problemem jest geografia wojskowa. Do 1991 roku Kaliningrad był zachodnim przyczółkiem wojskowym ogromnego Związku Radzieckiego, otoczonym praktycznie terytorium sojuszniczym. Polska należała do Układu Warszawskiego. Litwa była częścią ZSRR. Za plecami znajdowała się Białoruska SRR.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego wszystko się odwróciło. Litwa stała się niepodległa, a następnie przystąpiła do NATO. Polska przystąpiła do NATO. Łotwa i Estonia – również. Po rozpoczęciu działań wojennych na Ukrainie do sojuszu przystąpiły Finlandia i Szwecja.

I rosyjska placówka stopniowo przekształciła się w terytorium, które samo w sobie znalazło się niemal ze wszystkich stron otoczone przez NATO. Wartość militarna Kaliningradu przy tym nigdzie nie zniknęła. Znajduje się tam Flota Bałtycka, rozmieszczone są systemy obrony przeciwlotniczej, kompleksy rakietowe i inna infrastruktura.

Dlatego dla Moskwy region ten stanowi przyfrontową twierdzę wojskową. Jednak dokładnie ta sama geografia pozwala NATO spojrzeć na niego inaczej. Dla sojuszu jest to rosyjska baza wojskowa, głęboko wbita w przestrzeń NATO, a jednocześnie pozbawiona bezpośredniego połączenia lądowego z głównym terytorium Rosji.



Wynika z tego zaskakująca sytuacja. Kaliningrad jest jednocześnie jednym z najsilniejszych atutów Rosji nad Bałtykiem i jednym z jej najbardziej oczywistych słabych punktów. Jeden korytarz i dwa przeciwstawne zagrożenia.

Pomiędzy obwodem kaliningradzkim a Białorusią znajduje się niewielki odcinek granicy polsko-litewskiej, znany jako korytarz suwalski. Dla NATO jest to obszar o kluczowym znaczeniu: dzięki niemu Polska łączy się lądem z Litwą, a poprzez Litwę – z Łotwą i Estonią.

Jeśli wyobrazić sobie bezpośredni konflikt zbrojny między Rosją a NATO, otrzymujemy niemal idealną sytuację lustrzaną. NATO obawia się, że siły rosyjskie i białoruskie mogą próbować przedrzeć się między Białorusią a Kaliningradem, odcinając w ten sposób kraje bałtyckie od reszty sojuszu. Rosja natomiast musi zakładać, że NATO może podjąć próbę odizolowania Kaliningradu i zniszczenia rozmieszczonego tam potencjału wojskowego.

Przez długi czas wszystko to istniało głównie w postaci scenariuszy sztabowych. Teraz zaczyna się o tym mówić głośno. I to już jest nowa okoliczność.



Kiedy generał przestaje mówić językiem dyplomatycznym

Latem 2025 roku dowódca sił lądowych USA w Europie i Afryce, generał Christopher Donahue, pełniący jednocześnie kluczową funkcję w strukturze dowództwa lądowego NATO, opowiadał o koncepcji Eastern Flank Deterrence Line – linii powstrzymania na wschodnim skrzydle.



Kaliningrad został tam wymieniony wprost. Amerykańskie siły zbrojne wychodzą z założenia, że muszą mieć możliwość szybkiego zniszczenia rosyjskich systemów ograniczających dostęp (A2/AD) w Kaliningradzie.

To już nie są tylko spekulacje prasowe. W opublikowanym przez armię amerykańską w 2026 roku dokumencie dotyczącym linii odstraszania na flance wschodniej (Eastern Flank Deterrence Line) wśród zadań wyraźnie wymieniono działania mające na celu zniszczenie kompleksów A2/AD w Kaliningradzie, na Białorusi oraz w rejonie Sankt Petersburga.

Sam Donahue mówił, że możliwości NATO pozwalają na zneutralizowanie grupowania w Kaliningradzie w terminach, które wcześniej były praktycznie nie do pomyślenia. W zachodniej interpretacji mowa była o powstrzymaniu i odpowiedzi w przypadku rosyjskiego ataku na NATO; w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, jak można było przewidzieć, przekształciło się to w doniesienia o przygotowaniach do zajęcia Kaliningradu.



Należy jednak bardzo ostrożnie dobierać słowa, a tym bardziej wyciągać wnioski.



Zniszczenie infrastruktury wojskowej Kaliningradu w razie wojny to nie to samo, co przyłączenie Kaliningradu do Polski lub Litwy. Pierwsza kwestia jest rzeczywiście omawiana przez wojskowych. Na razie nie ma dowodów na drugą. Są za to intrygi i prowokacje.



Polski Królewiec: roszczenie czy polityczna złośliwość?

Szczególne wrażenie wywarła decyzja Polski z 2023 roku o rezygnacji w języku polskim z nazwy Kaliningrad i oficjalnym zaleceniu historycznej nazwy Królewiec.

W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej wyglądało to niemal jak przygotowanie do roszczenia terytorialnego. Warszawa poczyniła jednak bardzo istotne zastrzeżenie. Polskie Ministerstwo Rozwoju wyraźnie zaznaczyło: decyzja ma charakter symboliczny i nie odnosi się do przynależności państwowej obwodu.

Oznacza to, że polityczny atak jest oczywisty. Podtekst historyczny – również. Trudno ukryć antyrosyjski charakter tej decyzji. Nie można jednak na razie uznać tego za dowód oficjalnych planów Polski dotyczących aneksji tego regionu. Ale w takim razie po co ta demonstracja?



Blokada Kaliningradu

Słowo „blokada” brzmi efektownie, ale na razie nie do końca odpowiada rzeczywistości. Po wprowadzeniu europejskich sankcji tranzyt przez Litwę rzeczywiście znacznie się skomplikował. Jednak połączenia kolejowe nie zostały wstrzymane.

Ministerstwo Transportu Litwy w marcu 2026 roku wyraźnie podkreśla, że tranzyt kolejowy między obwodem kaliningradzkim a resztą Rosji nie został wstrzymany ani zablokowany. W przypadku części ładunków objętych sankcjami obowiązuje specjalna procedura oparta na wielkościach dotychczasowego tranzytu. Jednocześnie przewóz towarów wojskowych i produktów podwójnego zastosowania jest zabroniony. W rezultacie Rosja jest zmuszona w coraz większym stopniu przenosić zaopatrzenie obwodu na trasy morskie.



Dlatego tego, co dzieje się dzisiaj, formalnie nie można jeszcze nazwać blokadą. Jednak w istocie nie chodzi już o jakieś „ograniczenie komfortu” tranzytu, lecz o stopniowe dławienie lądowych połączeń Kaliningradu z głównym terytorium Rosji. Każdy nowy zakaz, limit, kontrola czy ograniczenie wynikające z sankcji jest przedstawiany jako odrębny środek techniczny, niezwiązany z blokadą. Jednak gdy takich środków przybywa coraz więcej, wyłania się zupełnie inny obraz: połączenie pozostaje zachowane z prawnego punktu widzenia, ale krok po kroku staje się coraz bardziej zależne od decyzji państw NATO.

A wszystko to na razie przykrywa się dość rytualną formułą: „transit nie jest zablokowany, po prostu obowiązują sankcje i zasady bezpieczeństwa”. Formalnie – rzeczywiście nie jest zablokowany. Jednak kierunek tych działań jest całkiem oczywisty.

Formalnie region jest zaopatrywany. Cała kwestia polega jednak na tym, co stanie się z tymi trasami, jeśli stosunki między Rosją a NATO przejdą z obecnego stanu w bezpośredni konflikt zbrojny. Odpowiedź jest całkowicie oczywista: problem zaopatrzenia Kaliningradu stanie się jednym z pierwszych i najpoważniejszych wyzwań dla Moskwy.



Morze Bałtyckie również uległo zmianie

Po przystąpieniu Finlandii i Szwecji do NATO sama geografia regionu bałtyckiego uległa radykalnej zmianie. Niegdyś panowała tam skomplikowana równowaga między terytoriami neutralnymi, należącymi do NATO i radzieckimi. Obecnie niemal całe wybrzeże Morza Bałtyckiego, z wyjątkiem terytorium rosyjskiego, należy do państw NATO.

Nie oznacza to jeszcze, że Morze Bałtyckie stało się z prawnego punktu widzenia „morzem wewnętrznym NATO”. Wody międzynarodowe pozostają wodami międzynarodowymi. Jednak z militarnego punktu widzenia stosunek sił jest zupełnie inny.

Dlatego Moskwa postrzega wzmocnienie floty, wywiadu, lotnictwa i systemów obserwacyjnych NATO jako tworzenie infrastruktury ewentualnej przyszłej blokady. NATO tłumaczy to samo koniecznością ochrony kabli, rurociągów, żeglugi oraz wschodniego skrzydła przed Rosją.

Obie strony, kierując się własną logiką, znajdują mnóstwo argumentów. Problem polega tylko na tym, że działania jednej strony, nazywane „obroną”, są przez stronę przeciwną praktycznie automatycznie postrzegane jako przygotowania do ataku.

W ten sposób stopniowo powstaje klasyczna spirala bezpieczeństwa. Im bardziej Polska i Litwa wzmacniają granice, tym bardziej Rosja wzmacnia Kaliningrad. Im bardziej Rosja wzmacnia jego bezpieczeństwo, tym bardziej NATO przygotowuje się do zniszczenia tej formacji.

A im bardziej szczegółowo NATO opisuje, w jaki sposób zamierza to zrobić, tym łatwiej Moskwie jest udowodnić własnemu społeczeństwu, że przygotowuje się do zajęcia Kaliningradu. Koło się zamyka.



Nikt nie zamierza oddawać Kaliningradu. Chcą nim tylko straszyć.



Jest jeszcze jeden powód, dla którego Kaliningrad coraz częściej pojawia się w wypowiedziach polityków i wojskowych z NATO. Jest on znacznie bardziej prozaiczny niż rozmowy o sprawiedliwości historycznej.

Wojna to zawsze pieniądze. Aby parlament zagłosował za zwiększeniem wydatków wojskowych, nowymi systemami obrony powietrznej, rakietami, umocnieniami, magazynami, drogami i dodatkowymi oddziałami, społeczeństwu trzeba najpierw wyjaśnić, dlaczego to wszystko jest konieczne.

Potrzebne jest zagrożenie. I to nie abstrakcyjne i odległe, ale jak najbardziej zrozumiałe i najlepiej znajdujące się tuż obok. Kaliningrad nadaje się do tej roli niemal idealnie.

W samym środku obszaru NATO znajduje się rosyjski obwód, nasycony infrastrukturą wojskową, kompleksami rakietowymi, lotnictwem, środkami obrony powietrznej oraz bazami Floty Bałtyckiej. Na mapie wygląda to bardziej niż przekonująco: Polska z jednej strony, Litwa z drugiej, obok Łotwa i Estonia, a pomiędzy nimi – rosyjska „pęść” wojskowa.

Dalej schemat jest prosty. Wyjaśnia się wyborcom: oto bezpośrednie zagrożenie. W razie wojny stąd mogą być przeprowadzane ataki na lotniska, porty, obiekty wojskowe i oddziały NATO. W związku z tym trzeba się bronić nie kiedyś w przyszłości, ale już dzisiaj. A to oznacza, że potrzebne są dodatkowe wydatki.



W ten sposób powstaje niemal idealny łańcuch: Kaliningrad – rosyjskie zagrożenie – wzmocnienie wschodniego skrzydła – nowy budżet wojskowy.



Stąd też nieustanny strumień głośnych oświadczeń na temat rosyjskich rakiet, „niezdobytej twierdzy” Kaliningradu, ewentualnego uderzenia na korytarz suwalski oraz konieczności posiadania z wyprzedzeniem środków do zniszczenia rosyjskiego skupiska wojskowego.

Nie oznacza to, że sam problem militarny jest zmyślony. Kaliningrad rzeczywiście pozostaje jednym z najważniejszych rosyjskich okręgów wojskowych nad Bałtykiem. Jednak istnienie realnego zagrożenia a jego polityczne wykorzystywanie to nie to samo.

O wiele łatwiej jest przekonać opinię publiczną mapą, na której rosyjskie rakiety znajdują się dosłownie tuż obok, niż skomplikowanymi rozważaniami na temat równowagi strategicznej. Jednocześnie zazwyczaj woli się nie przypominać, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci to właśnie kraje NATO stopniowo otoczyły Kaliningrad ze wszystkich stron: teraz w obrazie medialnym nie jest to już rosyjska enklawa w obrębie rozszerzonego bloku, ale swego rodzaju „rosyjska pięść wojskowa w centrum NATO”, gotowa w każdej chwili zadać cios.

Dlatego napięcie stopniowo rośnie. Wczoraj mówiono o konieczności powstrzymania Kaliningradu. Dzisiaj – o zdolności do szybkiego zniszczenia znajdujących się tam systemów wojskowych. Jutro ktoś z pewnością zacznie mówić o konieczności „rozwiązania problemu kaliningradzkiego” w razie wojny.

A nagłówek w gazecie jest już gotowy.



Ale nikt nie chce otworzyć tych historycznych drzwi



Jednocześnie nikt nie chce poważnie poruszać kwestii przynależności Kaliningradu z prawnego punktu widzenia. Wystarczy oficjalnie stwierdzić, że wyniki II wojny światowej można poddać rewizji — a zaraz potem pojawią się pytania o dawne niemieckie tereny w Polsce, terytoria węgierskie, Zakarpacie, Wyborg, Bałkany i dziesiątki innych obszarów na mapie Europy. Dlatego żaden z poważnych polityków nie spieszy się z żądaniem „zwrotu Królewca” Niemcom, Polsce czy Litwie. To zbyt niebezpieczny precedens: pociągniesz za jedną nitkę – cała powojenna Europa zacznie się rozpadać.

Ale nikt nie ma potrzeby zwracania Kaliningradu komukolwiek. Znacznie bardziej opłaca się im straszyć własnych obywateli. Ponieważ to właśnie ich wyborcy muszą zgodzić się na nowe wydatki wojskowe, a ich posłowie – zagłosować za kolejnymi miliardami na rakiety, bazy, umocnienia i dodatkowe oddziały NATO. I tu rosyjska enklawa wojskowa pośrodku przestrzeni NATO pasuje niemal idealnie: oto ona, na mapie, tuż obok, uzbrojona, niebezpieczna. Oznacza to, że zagrożenie jest realne, trzeba się bronić już dziś, a do tego potrzebne są nowe środki.

Nikt nie zamierza oddawać Kaliningradu. Znacznie bardziej opłaca się straszyć Kaliningradem. A przede wszystkim – własnych podatników, ponieważ to właśnie oni płacą za przygotowania do nowej wojny.

Fanatyk

w Wiadomości Świat

7piorunów

Kyiv Indepedent: Trump ma rozmawiać z Putinem i Zełenskim.

W najbliższych godzinach dojdzie do rozmowy telefonicznej Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, a następnie z Wołodymyrem Zełenskim - informuje portal Kyiv Independent. Republikanin chce najpierw wysłuchać swoich wysłanników, którzy w weekend odwiedzili Moskwę i Kijów. Po tygodniach

GURU

w Ukraina

14piorunów

Niestety mimo ostatniego optymizmu, wywołanego działaniami Ukraińców na terenie rosji, sytuacja na froncie nie jest wesoła. Na ciemno-czerwono postępy rosyjskie z ostatnich 24h, na ciemno niebiesko ukraińskie z ostatnich 24h. Tak nie jest codziennie na szczęście, ale to spora zdobycz.

Hypowany jest kocioł Łymański, ale póki co nie udało się go domknąć (oby jak najszybciej).

Autorytet2piorunów

Jeżeli dobrze się orientuję, to chyba wyklarowała się kwestia "szarych stref", stąd taki skok w zajmowanym terenie. Niemniej wesoło to tam nie jest, defekacja rosyjska, pomimo ciężkich strat, pełznie dalej.

Lider

w Wiadomości Świat

21piorunów

* UA w sierpniu zniszczyła 70 OPL. To o 2 więcej niż w zeszłym miesiącu i tylko o 2 mniej od rekordu z 07.2023r.

* Jeśli chodzi o logistykę to w sierpniu było to 13835 wozów - niewiele mniej od rekordu zeszłego miesiąca 13998.

* W przypadku MLRS sierpień był rekordowy - 99 sztuk

* Jeśli chodzi o mięso - wysoko -42k, rekord to 48k

Lider

w Wojna wna Ukrainie

40piorunów
Kraj Permski (Rosja)

Perm. Niektórzy mieli budzik w postaci drona na chacie

GURU8piorunów

Niedobrze. Nie popieram atakowania cywili przez SZU

GURU33piorunów

@sireplama Uderzenia w górne piętra wysokich bloków często oznaczają, że blok "stanął" na drodze, a cel był gdzieś za nim. W Permie jest rafineria, cywilów mają znacznie bliżej do atakowania.

Wirtuoz1piorunów

@sireplama jak do tej pory widziałem już kilka filmików na których w bloki/sklepy trafia dron zestrzelony przez OPL. Podejrzewam, że specjalnie nigdy nie celują w takie obiekty, bo szkoda na to dronów.

Sum3piorunów

@sireplama Specjalnie ich pewnie nie atakowali. Ale dobrze że od czasu do czasu coś trafi w infrastrukturę cywilną - niech ruscy też czują że jest wojna.

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Wiadomości Świat

25piorunów

Witkoff i Kushner po raz pierwszy w Kijowie. Zełenski: chcemy zakończyć wojnę

Wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, po raz pierwszy przybyli do Ukrainy, aby omówić kwestię rozmów pokojowych - poinformował w niedzielę portal Kyiv Independent, powołując się na własne źródła. Amerykańscy negocjatorzy przyjechali do Kijowa w

GURU

w Hydepark

30piorunów

Ukrainka ewakuująca się z obrzeży Drużkiówki odmówiła sprzedaży swojej krowy rzeźnikom przed ucieczką, mówiąc: "Ona zaczęła płakać, kiedy przybył kupujący... Po prostu nie mogłam tego zrobić." Ta krowa to wszystko co jej zostało.

Ukraińscy ratownicy ewakuowali panią wraz z krową. Choć nie było łatwo.

https://streamable.com/q26ujo

Lider

w Wojna wna Ukrainie

12piorunów

1? 2? 3? 4? a może 5? Kto pierwszy ten lepszy😛

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Hydepark

35piorunów
A już jutro szeroki raport dotyczący produkcji benzyny w Rosji. Które rafinerie są w stanie się odbudować i na co Kreml i Putin musi być gotowy. Jak zwykli Rosjanie odnajdą się w nowej rzeczywistości.

https://x.com/PawelJezowski/status/2096159964607779120

Lider6piorunów

Ruskich czeka ciekawa zimna, a jak dowali jeszcze ekstremalnymi temeperaturami to tym bardziej będzie zwiększone zapotrzebowanie

Sum3piorunów

@inty Miejmy nadzieję, że Ukraińcy przestaną zimą walić w rafineriach czy magazyny a będą w elektrownie i ciepłownie.

Autorytet4piorunów

@Kolanin
Zacząłem oglądać ten raport kremlinki i naszła mnie pewna myśl. Ostatnio Ukraińcy lekko zmniejszyli liczbę ataków dronowych. Już rafinerie nie płoną tak często. Ale jak nie działają to po co je atakować. Wildberries też już konkretnie przetrzebione. Myślałem że może zbierają zapasy żeby rozpętać piekło przed samymi wyborami. Ale teraz myślę że zbierają na coś innego. To że ruscy będą tłukli po ukraińskiej energetyce to jest pewne. Sami to mówią wprost. Ta zima będzie najtrudniejsza. Więc nie zdziwię się że gdy ruscy zaczną bombardować to Ukraińcy odpowiedzą w najlepszy sposób jaki mogą czyli masowym dronowaniem celów w Rosji. A przy ich obecnej produkcji i jakby część już odkładali właśnie na zimę to mogłoby być wesoło

Sum0piorunów

@Pstronk A ja się dzisiaj zastanawiałem przy okazji kociołka, że jak mają taką przewagę że piechotaoperuje bez strachu przed wrogimi dronami, to jak daleko będą wstanie przesunąć linię frontu.

Teraz są USA i negocjacje więc trzeba trochę poudawać chęci pokojowe, a drony sobie odłożą i w zimie pewnie potężnie uderzą.

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Hydepark

26piorunów

Kurcze, w tej Rosji to umieją tankować.

Nie to co u nas.

Ta pani ma pistolet zabawkę, co czyni całą sytuację jeszcze bardziej śmieszną.

Nie ma sztucznych ust, ale ma sztuczny pistolet :smiley:

GURU15piorunów

Rosyjskie gazety piszą żarty na temat tej sytuacji.

Śmieszne ogłoszenie:

"Chciałbym wymienić moje Kia Rio z 2016 roku, które obecnie stoi w kolejce po paliwo (tylko 10 metrów od dystrybutorów) na Mercedesa lub Lexusa, nie starszego niż 2023, który również czeka w kolejce po paliwo i obecnie jest nie dalej niż 3 km od stacji paliw."

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Wiadomości Świat

77piorunów

Ruskie straty na dzień 06.09.2026r.

Pokaż więcej komentarzy (6)