I jeszcze Michał Fiszer
Początki programu Su-24
Historia samolotu faktycznie zaczęła się już 24 stycznia 1961 r., kiedy podjęto postanowienie o przyjęciu do uzbrojenia uderzeniowej wersji myśliwca Su-7 (S-2) nazwanej Su-7B (S-22). W tym samym postanowieniu wydano polecenie OKB-51 Pawła O. Suchoja, by biuro opracowało odmianę samolotu z systemem nawigacyjno-celowniczym "Puma". Samolot miał nosić nazwę S-28.
Były to ciekawe czasy. Wciąż w USA obowiązywała doktryna Zmasowanego Odwetu w ramach tzw. New Look (nowe spojrzenie) prezydenta Dwight Eisenhowera, ogłoszona w styczniu 1954 r. Zakładała ona zmasowane uderzenie jądrowe na ZSRR oraz na zaplecze wojsk UW w NRD i zachodniej Czechosłowacji (głównie), a po części też w Polsce, Państwach Bałtyckich, Białorusi i zachodniej Ukrainie. Wbrew komunistycznej propagandzie PRL głoszonej też przez Amerykanistę, prof. Longina Pastusiaka, że rzekomo głównie w Polsce (na linii Wisły). Nie, głównie na linii Łaby.
Sowieci zamierzali uderzyć gwałtownie, stawiając NATO przed faktem dokonanym, torując sobie drogę licznymi taktycznymi uderzeniami jądrowymi. Dlatego właśnie, dla takich uderzeń 21 czerwca 1956 r. przyjęto do uzbrojenia pocisk R-5M (8K51) z głowicą jądrową o zasięgu 1200 km stanowiące uzbrojenie brygad Odwodu Naczelnego Dowództwa oraz system R-11 (8K11) przyjęty do uzbrojenia 1 kwietnia 1958 r. frontowych oraz armijnych brygad rakiet operacyjno-taktycznych o zasięgu do 170 km, również z głowicą jądrową.
Podobno jednak w 1960 r., po ogłoszeniu w grudniu 1959 r. programu "rakietyzacji" wojska, Sztab Generalny i MO ZSRR przekonywało partyjną wierchuszkę, że rakiety nie są w stanie uderzać na manewrujące wojska, stanowiska dowodzenia zmieniające położenie, na budowane w różnych miejscach przeprawy, na kolumny transportów zaopatrzenia, przemieszczające się drugie rzuty i odwody, itp. Do tego potrzebne były środki pilotowane, wykonujące jądrowe (wówczas) ataki na obiekty precyzyjnie zlokalizowane dopiero w czasie lotu. A także samoloty niszczące wrogie środki przenoszenia broni jądrowej (głównie wyrzutnie rakiet) w ramach walki o przewagę jądrową. Takie czasy, że planowano walić tego bez opamiętania. Mój kolega, który w latach 70. latał na Su-7 w Bydgoszczy (atomowe bombowce) pisał w różnych dokumentach cywilnych, w rubryce "zawód" - "architekt krajobrazu".