MikuuuusLider
2piorunówPodsumowanie pracy 225. Pułku za październik
Filmik opublikowany przez 225. Pułk Szturmowy Sił Zbrojnych Ukrainy

MikuuuusLider
2piorunówPodsumowanie pracy 225. Pułku za październik
Filmik opublikowany przez 225. Pułk Szturmowy Sił Zbrojnych Ukrainy

RedCrescentFanatyk
11piorunówNa bank już było, Ale tutaj oficjalnie, już na spokojnie. Bolszewicka swołocz znowu coś knuje na granicy a my tracimy np paliwo przerzucając chłopaków na granice. rosja #wojna #ukraina #wiadomoscipolska #polska #bialorus #granica

MikuuuusLider
8piorunówOd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy

https://www.hejto.pl/wpis/wojskowa-izba-tortur-wywoluje-nowy-skandal-w-kijowie
Wojskowa „izba tortur” wywołuje nowy skandal w Kijowie.W podkijowskiej miejscowości Petropawliwska Borszczahówka doszło do protestów wokół budynku powiązanego z jednostką Azow, który według relacji miał służyć jako miejsce przetrzymywania zmobilizowanych żołnierzy i dezerterów. Rodziny i demonstranci twierdzili, że w budynku przetrzymywano nawet okołoHejtoradziolGURU
21piorunów
Rozjebane kacapskie gowno
MikuuuusLider
14piorunówŚwieżutka listopadowa praca chłopaków z jednostki SIGNUM:flag-ua:

Pięknie. Co to za jeżdźenie dostawczakami. J⁎⁎ut. Bić kacapów!
RedCrescentFanatyk
23piorunówKto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim*
Podczas gdy politycy w Jerozolimie dzielą między siebie mandaty, na arenę międzynarodową trafił przerażający scenariusz, który wiąże przyszłość stanowiska premiera z globalną...
* Od mitów do placówek: dlaczego Flota Północna wysłała okręty do strefy „Ziemi Sannikowa”
* Tunç Akkoç: „Ambicji jest wiele, pieniędzy mało”
* Trump ożywił ideę złotej floty: w planach są pancerniki i setki małych bezzałogowych jednostek
* Koniec spokojnego golfa: rezydencja Trumpa zamienia się w obiekt wojskowy
* Samolot rozbił się na kamiennej powierzchni na Florydzie, niedaleko twierdzy Trumpa. Gubernator podsycił intrygę
* Iran uznał MI6 za wroga numer jeden. Dlaczego Kreml nadal pozostawia otwarte drzwi do Londynu
* Wybory do Kongresu mogą okazać się ciosem dla Europy: Trump wie, na co należy naciskać w pierwszej kolejności
Do przetlumaczenia wybralem ten pozycjonowany najwyzej - glowny - dlugie, nie czytalem dokladnie analizujac ale jak zwykle czerwony raj kreuje sie na gołompka pokoju:
Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim
SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA » WIADOMOŚCI WOJSKOWE
Jeszcze całkiem niedawno straszono Izraelczyków wojną. Nie jakąkolwiek zwykłą, do której ludność naszego wielce cierpiącego kraju niestety zdążyła już przyzwyczaić się, ale zupełnie wyjątkową – wojną mającą na celu uratowanie Binjamina Netanjahu przed nieuchronną porażką polityczną.
Wszystko zostało zaplanowane niemal co do godziny. Netanjahu lada chwila rozpocznie masowe bombardowania Strefy Gazy. Albo Libanu. Albo Iranu. W skrajnym przypadku – wszystkich naraz. I wtedy, oczywiście, nikt nie będzie miał głowy do wyborów. Lokale wyborcze zostaną zamknięte, demokracja dobiegnie końca, a Netanjahu będzie rządził wiecznie.
Obraz sytuacji wydawał się naprawdę apokaliptyczny. Prawda, pojawił się jeden mały problem prawny. W Izraelu sama wojna nie stanowi podstawy do odwołania wyborów parlamentarnych.
Przypominali o tym prawnicy, specjaliści od prawa wyborczego oraz osoby choćby w niewielkim stopniu zaznajomione z funkcjonowaniem izraelskiego systemu politycznego. Zgodnie z art. 9A Ustawy zasadniczej o Knesecie przesunięcie terminu wyborów wymaga uchwalenia specjalnej ustawy, popartej przez co najmniej 80 spośród 120 posłów. Ponadto muszą zaistnieć nadzwyczajne okoliczności, które rzeczywiście uniemożliwiają przeprowadzenie głosowania, a przesunięcie terminu jest dopuszczalne jedynie na okres niezbędny do przezwyciężenia tych okoliczności.
Innymi słowy, Netanjahu nie wystarczy zadzwonić do szefa Sztabu Generalnego, rozkazać wystrzelenie kilku rakiet i ogłosić: „Panowie, wybory odwołuję, zostaję”. Ale kogo interesują nudne szczegóły prawne, skoro można nakreślić tak piękną polityczną katastrofę?
I oto nadszedł 27 października. Wybory się odbyły. Wyborcy przyszli do lokali wyborczych. Karty do głosowania zostały policzone. Demokracja, ku pewnemu zdziwieniu jej najbardziej zaniepokojonych obrońców, przetrwała kolejny dzień. Wydawałoby się, że teraz można się uspokoić. Ale nie. W wojnie informacyjnej znacznie trudniej jest odwołać alarm niż go ogłosić.
Wybory się zakończyły. Czy to początek zwycięstwa?
Wyniki okazały się niezwykle interesujące i praktycznie dla nikogo nieprzewidywalne. Prawicowy blok religijny Netanjahu zdobył 53 mandaty. Żydowskie partie opozycyjne – 48. Partie arabskie – kolejne 19.
Matematyka jest tu naprawdę fascynująca. Jeśli zsumujemy 48 i 19, otrzymamy 67. A 67, jak wiadomo, jest większe od 61. W związku z tym na papierze przeciwnicy Netanjahu dysponują większością.
Pozostała tylko drobnostka: przekonać wszystkie te partie, by doszły do porozumienia między sobą. Przy czym pożądane jest, aby uzgodniły nie tylko kwestię odejścia Netanjahu, ale także to, kto ma go zastąpić, kto zostanie premierem, kto obejmie kluczowe resorty i jaką politykę zamierza prowadzić nowy rząd.
Problem polega na tym, że hasło „Rak lo Bibi” – „Tylko nie Bibi” – rzeczywiście jednoczy bardzo różnych polityków. Jednak gdy tylko przejdzie się od tej wspaniałej formuły do kwestii bezpieczeństwa narodowego, stosunków z Palestyńczykami, relacji między religią a państwem, gospodarki czy struktury przyszłego rządu, ujawniają się dość istotne rozbieżności.
Pisaliśmy już, że programy partii różnią się od siebie na tyle, że utworzenie wspólnego rządu wymagałoby poważnego zrewidowania wielu obietnic wyborczych. Myślę, że jeszcze nie raz nasi wyborcy będą zaskoczeni tym, jak przywódcy partii, aby osiągnąć choćby jakiś kompromis między sobą, będą rezygnować z większości złożonych przez siebie obietnic wyborczych.
Ale to nie jest największy problem – chodzi o to, że praktycznie każdy znaczący przywódca opozycji uważa się za godnego objęcia stanowiska premiera. Na tym polega swego rodzaju paradoks izraelskiej opozycji. Dopóki mowa jest o dymisji Netanjahu – wszyscy są zgodni. Gdy tylko pojawia się kwestia tego, kto zajmie jego miejsce, zaczyna się zupełnie inna historia polityczna.
Gdyby opozycja rzeczywiście dysponowała gotową większością 67 posłów, zjednoczonych nie tylko przez arytmetykę, ale i wspólny program polityczny, kwestia zmiany rządu byłaby znacznie łatwiejsza do rozwiązania. Jednak nawet możliwość współpracy z partiami arabskimi wywołuje poważne sprzeczności wewnątrz samego obozu opozycyjnego.
Niemniej jednak oświadczenia polityczne brzmią uroczyście: lada chwila zostanie zmieniony przewodniczący Knesetu, lada chwila powstanie nowa koalicja, lada chwila władza przejdzie w inne ręce. To wspaniałe izraelskie „już wkrótce” stopniowo przekształca się w samodzielny program polityczny.
Okazuje się jednak, że na drodze do świetlanej przyszłości ponownie stoi przebiegły Bibi. I teraz, jak się wydaje, jest gotów nie tylko rozpocząć wojnę. Teraz, aby utrzymać władzę, potrzebuje koniecznie wojny nuklearnej.
Zwykła wojna już nie przeraża. Przechodzimy do wojny nuklearnej
Rzeczywiście, czym dziś można przestraszyć izraelskiego wyborcę? Ostrzałami rakietowymi? To już za nami. Wojną z Iranem? To też nic nowego. Bombardowaniami Libanu? Tym już dawno trudno wywołać polityczną sensację.
W pewnym sensie Izrael znalazł się w paradoksalnej sytuacji: tak bardzo przyzwyczaił się do życia w warunkach zagrożeń wojskowych, że aby wywołać kolejną polityczną apokalipsę, trzeba nieustannie podnosić poprzeczkę.
I tu na międzynarodowej scenie informacyjnej pojawia się amerykański dziennikarz Tucker Carlson. Carlson – były prezenter stacji Fox News, znany amerykański komentator konserwatywny, sprzeciwiający się zakrojonej na szeroką skalę interwencji wojskowej USA za granicą i krytycznie oceniający amerykańskie poparcie dla działań wojennych Izraela.
2 listopada przedstawił on naprawdę imponujący obraz sytuacji. Według niego Netanjahu desperacko próbuje przekonać Trumpa do przeprowadzenia ataku nuklearnego na irański podziemny obiekt Pickaxe Mountain, ponieważ konwencjonalna broń amerykańska rzekomo nie jest w stanie zniszczyć infrastruktury położonej głęboko w górach. A co najważniejsze – wszystko to jest Netanjahu niezbędne do utrzymania własnej władzy.
Innymi słowy, powstaje tu znakomita konstrukcja polityczna. Aby utrzymać stanowisko premiera w Izraelu, Netanjahu musi przekonać prezydenta USA do użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, narazić na niebezpieczeństwo cały Bliski Wschód, zburzyć istniejące od dziesięcioleci ograniczenia dotyczące stosowania broni jądrowej i postawić świat na krawędzi globalnej katastrofy. A wszystko to dla kilku dodatkowych głosów w Knesecie.
Trzeba przyznać, że ta historia zasługuje nie tyle na analizę polityczną, co na hollywoodzki film katastroficzny. Jest jednak jeden istotny szczegół: Carlson nie przedstawił żadnych publicznych dowodów na przygotowywanie amerykańskiego ataku nuklearnego.
Istnieją doniesienia, że Netanjahu rzeczywiście opowiada się za wznowieniem amerykańskich ataków na Iran. Jednak między dyskusją na temat zwykłej operacji wojskowej a decyzją o użyciu broni jądrowej leży przepaść, której nie da się pokonać jednym dziennikarskim przypuszczeniem. Można ją jednak pokonać w przestrzeni informacyjnej.
I tu zaczyna się najciekawsza część.
A teraz spójrzmy na amerykański zegar
Podczas gdy izraelscy politycy ustalają, kto dokładnie zwyciężył 27 października, w Stanach Zjednoczonych obowiązuje inna data – 3 listopada. Dzisiaj odbywają się wybory uzupełniające do Kongresu USA.
I nagle agenda informacyjna nabiera uderzającej synchronizacji. Amerykańskiemu wyborcy przedstawia się następujący scenariusz: Trump do wyborów powstrzymuje eskalację militarną, a po zamknięciu lokali wyborczych może ponownie rozpocząć bombardowania Iranu. Co więcej, nie chodzi tu już tylko o kolejną operację na odległym Bliskim Wschodzie, ale o możliwe użycie broni jądrowej.
Wychodzi na to, że mamy do czynienia z bardzo wymownym motywem przedwyborczym. Dzisiaj głosowanie. Jutro wojna. Pojutrze – nie wiadomo co.
Trump, który stara się przedstawiać siebie jako polityka zdolnego do zawierania korzystnych porozumień i kończenia wojen, nagle znajduje się w centrum zupełnie przeciwnego wizerunku: prezydenta, za którym rzekomo kryje się zagrożenie nową globalną katastrofą. I tu należy zadać pytanie: komu opłaca się rozpowszechnianie właśnie takiego scenariusza na dobę przed amerykańskimi wyborami?
Oczywiście prymitywne byłoby twierdzenie, że wszyscy krytycy Trumpa działają według jednego planu lub że Carlson realizuje czyjeś przedwyborcze zlecenie. Co więcej, sam Carlson należy do amerykańskiego obozu konserwatywnego, a jego stanowisko odzwierciedla rzeczywiste sprzeczności wewnątrz prawicowych sił w USA w kwestii wojny z Iranem.
Jednak wpływ informacyjny takich ostrzeżeń obiektywnie wykracza daleko poza ramy polityki izraelskiej. Strach przed nową wojną staje się częścią amerykańskiej debaty politycznej. Wpływa on na stosunek wyborców do Trumpa, jego administracji oraz kandydatów związanych z Partią Republikańską.
W ten sposób ten sam wątek informacyjny działa jednocześnie na dwóch scenach politycznych: w Izraelu – wokół przyszłości Netanjahu, w USA – wokół przyszłego wpływu politycznego Trumpa.
I jeśli dla izraelskiej publiczności wystarczy obraz wojny prowadzonej w celu utrzymania władzy, to dla amerykańskiej publiczności stawka wzrasta do groźby katastrofy nuklearnej. Dobrze wymyślone. Tylko kto powiedział, że na tym kończy się wojna informacyjna?
Iran, świat arabski i turystyka radioaktywna
Przyjrzyjmy się teraz trzeciej stronie – Iranowi. W ciągu ostatnich tygodni trwają złożone kontakty dyplomatyczne między Waszyngtonem a Teheranem z udziałem regionalnych pośredników. Omawiane są różne warianty rozwiązania konfliktu, warunki wznowienia negocjacji, kwestie programu jądrowego oraz bezpieczeństwa żeglugi. I właśnie w tym momencie przestrzeń informacyjna wypełnia się ostrzeżeniami o możliwym ataku jądrowym.
Dla Teheranu takie doniesienia mogą służyć jednocześnie jako argument za zaostrzeniem stanowiska obronnego oraz dodatkowa zachęta do poszukiwania gwarancji dyplomatycznych.
Są jednak też inni adresaci — arabskie monarchie Zatoki Perskiej. Dzisiaj proponuje się im w praktyce następującą perspektywę. Załóżmy, że Amerykanie rzeczywiście przeprowadzą atak nuklearny na irański obiekt podziemny. Co dalej?
Skażenie radioaktywne, zakłócenia w międzynarodowej żegludze, panika na rynkach energetycznych, nowe fale uchodźców, zagrożenia dla zaopatrzenia w wodę, transportu i turystyki.
Oczywiście rzeczywista skala takich konsekwencji zależy od wielu czynników technicznych. Jednak wojna informacyjna nie lubi szczegółów.
Zamiast skomplikowanych obliczeń pojawia się prosty i zrozumiały obraz: jeszcze wczoraj zapraszaliście turystów na wypoczynek na pięknych plażach Zatoki Perskiej, a jutro będziecie musieli wyjaśniać, dlaczego w sąsiedztwie waszego pięciogwiazdkowego hotelu pojawiło się zagrożenie skażeniem radioaktywnym.
Ropa naftowa prawdopodobnie nigdzie nie zniknie. Ale spróbujcie sprzedać pakiet turystyczny z widokiem na potencjalny poligon jądrowy. Oto nowa bliskowschodnia reklama turystyczna: słońce, morze, luksusowe hotele i geopolityczna niepewność w prezencie.
Oczywiście to groteska. Jednak za tym kryją się całkiem realne interesy gospodarcze państw regionu, którym nowa wielka wojna, zwłaszcza z elementem jądrowym, jest zupełnie niepotrzebna.
W związku z tym oświadczenia o możliwym ataku jądrowym wywierają presję nie tylko na Izrael, Iran czy Stany Zjednoczone, ale także na regionalnych pośredników zainteresowanych jak najszybszym dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu.
Tymczasem w Moskwie proponuje się rozmowy
I w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o kolejnym graczu w niezwykle skomplikowanej grze politycznej na Bliskim Wschodzie — Rosji. 29 października Moskwa potwierdziła gotowość do pełnienia roli pośrednika między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a także do przejęcia części irańskich zapasów wzbogaconego uranu, o ile strony uzgodnią takie rozwiązanie. Oczywiście na razie jest to jedynie propozycja dyplomatyczna, a nie gotowe porozumienie.
Zwróćmy jednak uwagę na pewien paradoks. Podczas gdy niektórzy komentatorzy polityczni praktycznie wyznaczają datę wybuchu wojny nuklearnej, inni uczestnicy międzynarodowej sceny politycznej nadal omawiają warunki kompromisu.
Z jednej strony – groźby nowych bombardowań. Z drugiej – negocjacje, mediacje, propozycje dotyczące kontroli nad materiałami jądrowymi oraz poszukiwanie rozwiązań akceptowalnych dla obu stron.
Co więcej, żadna z tych ścieżek nie wyklucza drugiej. Przygotowania wojskowe mogą służyć jako narzędzie presji dyplomatycznej, a kontakty dyplomatyczne mogą trwać nawet w sytuacji wysokiego prawdopodobieństwa wznowienia działań wojennych.
Właśnie dlatego tak ważne jest odróżnianie rzeczywistych decyzji przywódców państwowych od scenariuszy informacyjnych rozpowszechnianych w przestrzeni publicznej.
W końcu negocjacje to nudna sprawa. Wymagają kompromisów, dokumentów technicznych, gwarancji, weryfikacji i cierpliwości. A wojna nuklearna to zupełnie inna sprawa. Wystarczy jeden krzykliwy nagłówek, a cały świat już dyskutuje o końcu cywilizacji.
Wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim
I tak doszliśmy do sedna sprawy. We współczesnej wojnie informacyjnej istnienie jednolitego sztabu, jednego zleceniodawcy czy jednego centrum dowodzenia nie jest wcale konieczne. Wystarczy, by różni uczestnicy procesu politycznego dostrzegli własną korzyść w rozpowszechnianiu tego samego tematu informacyjnego.
Izraelscy przeciwnicy Netanjahu postrzegają ewentualną wojnę przez pryzmat walki o władzę.
Zwolennicy twardej polityki wobec Iranu mogą wykorzystać groźbę operacji wojskowej jako środek nacisku na Teheran.
Amerykańscy przeciwnicy nowej interwencji na Bliskim Wschodzie zyskują argument do walki przeciwko rozszerzaniu zobowiązań wojskowych USA.
Polityczni przeciwnicy Trumpa zyskują dodatkowy pretekst do podważania skutków jego kursu polityki zagranicznej.
Iran może wykorzystać groźbę ataku do wzmocnienia własnej pozycji negocjacyjnej i mobilizacji opinii publicznej.
Państwa arabskie zyskują nowe podstawy do domagania się przyspieszenia procesu dyplomatycznego.
Rosja wykazuje gotowość do zaproponowania alternatywnych mechanizmów rozwiązania konfliktu.
Każdy z uczestników działa w oparciu o własne interesy. Jednocześnie identyczne komunikaty mogą być rozpowszechniane przez osoby, które w codziennym życiu politycznym nie zgadzają się ze sobą praktycznie w żadnej kwestii.
Na tym polega jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów współczesnej wojny informacyjnej: zbieżność rozpowszechnianych tez wcale nie oznacza zbieżności celów politycznych.
Jedni chcą osłabić Netanjahu. Inni – ograniczyć wpływ Trumpa. Trzeci – zwiększyć presję na Iran. Czwarty – zmusić Waszyngton i Teheran do szybszego osiągnięcia porozumienia.
Jednak środek informacyjny okazuje się wspólny. Strach. Przy czym strach ten powinien stopniowo narastać. Najpierw społeczeństwo straszyło się kolejnym atakiem rakietowym. Potem – wielką wojną regionalną. Teraz – katastrofą nuklearną. Jaki będzie następny argument informacyjny, jeśli ta prognoza również się nie sprawdzi? Koniec świata zgodnie z ustalonym harmonogramem?
Zamiast podsumowania. Wojna nuklearna zgodnie z harmonogramem
Najbardziej tragikomiczne w obecnej sytuacji jest to, że realne zagrożenie nową wojną rzeczywiście istnieje. Według doniesień amerykańskich mediów Waszyngton rozważa możliwość wznowienia ataków wojskowych na Iran, choć Trump jednocześnie kontynuuje wysiłki dyplomatyczne. Netanjahu jest zainteresowany bardziej zdecydowanymi działaniami, a Teheran ostrzega przed możliwą odpowiedzią.
W związku z tym sytuacja międzynarodowa pozostaje niebezpieczna i nieprzewidywalna. Jednak zagrożenie wojną a twierdzenie o jej nieuchronności to nie to samo.
Tym bardziej, gdy zaczynają pojawiać się konkretne daty, niemal teatralnie powiązane z kalendarzem wyborczym. W Izraelu obiecano nam, że wojna przeszkodzi w przeprowadzeniu wyborów 27 października. Nie przeszkodziła. Teraz dyskutuje się o możliwości wybuchu nowej wojny zaraz po amerykańskich wyborach 3 listopada.
A żeby nikt nie wątpił w powagę ostrzeżenia, zwykła wojna już nie wystarcza. Koniecznie musi to być wojna nuklearna.
I tu pojawia się uzasadnione podejrzenie: nie tyle wyznacza się wojnę na dogodny termin, co wykorzystuje się datę wyborów do wywołania kolejnej informacyjnej apokalipsy.
Ostatecznie nie chodzi tylko o to, czy ktoś zamierza uderzyć na Iran. Chodzi o to, kto, w jakim celu i dla jakiej grupy odbiorców codziennie ogłasza, że ta wojna jest praktycznie nieunikniona.
Ponieważ współczesna wojna informacyjna – to nie zawsze walka dwóch stron. To wojna wszystkich przeciwko wszystkim, w której każdy dąży do własnych celów, wykorzystuje cudze lęki i próbuje czerpać korzyści polityczne z ogólnego chaosu.
A najniebezpieczniejsze jest to, że w tej grze prawdziwa wojna może czasem stać się kontynuacją wojny informacyjnej. Wtedy wszyscy naprawdę przestaną myśleć o wyborach. I już zupełnie nie będzie miało znaczenia, kto najgłośniej krzyczał: „Tylko nie Bibi!” albo „Tylko nie Trump!”. W końcu wojna nuklearna to jedyne polityczne przedstawienie, w którym widzowie ryzykują śmierć razem z aktorami.
#rosja #wojna #geopolityka #pravda #usa #izrael #ukraina #iran

Sam widzę w tym normalizację straszenia atomem -w tym artykule straszy nim Izrael, straszy Trump. Więc skoro oni mogą, to my też będziemy mogli i jest to absolutnie normalna praktyka.
@Lopian też mi tak wygląda.
Kiedyś na samą myśl o ekslozji nuklearnej drzalem.
Dzisiaj... Bliżej mi do ukraińskiego podejścia z początku wojny:
Rosjanie mówią, że użyją broni A.?
OK, my i tak będziemy walczyć dalej dalej.
@Lopian @RedCrescent Żydki mają to niech żydki zrzucą, a co tam, YOLO. :P
https://en.wikipedia.org/wiki/Samson_Option
@Lopian @RedCrescent Poza tym wielu rzeczy się baliśmy a realna skala zagrożenia okazała się dużo mniejsza albo wręcz okazała się propagandą.
Jak potęga ruskiej armii którą nawet tu w Polsce Bartosiak straszył a przecież nie jest ruskim agentem, po prostu wsiąkło to w ludzi, ruskie na to kupę kasy wydali przez ostatnie 20 czy ile lat.
Faktyczne użycie atomicy po raz 3 w historii ludzkości przeorało by nasz świat tak że głowa boli.
manstainOsobistość
11piorunówW podkijowskiej miejscowości Petropawliwska Borszczahówka doszło do protestów wokół budynku powiązanego z jednostką Azow, który według relacji miał służyć jako miejsce przetrzymywania zmobilizowanych żołnierzy i dezerterów. Rodziny i demonstranci twierdzili, że w budynku przetrzymywano nawet około

intyLider
49piorunówRuskie straty na dzień 03.11.2026r.

Mięsa ponad 2k :smiley:
@inty codzienny mięsny jeż
alaMAkotaGURU
64piorunówUuu. W Rosji krucho z kasą.
W Petersburgu po raz drugi w ciągu miesiąca obniżono premie za podpisywanie kontraktów z Ministerstwem Obrony.
Jednorazowa opłata wynosi teraz 800 000 rubli: 400 000 rubli przeznacza miasto, a pozostałe 400 000 rubli Ministerstwo Obrony. Poinformowała o tym gazeta „Fontanka”, powołując się na okręgowe centra informacji wojskowej i infolinię Smolny.
Poprzednia obniżka nastąpiła w połowie października, kiedy to opłata miejska została zmniejszona z 3,5 miliona do 1 miliona rubli dla większości żołnierzy kontraktowych. Dla operatorów dronów zachowano poprzednie 3,5 miliona rubli. Anulowano również dodatkową premię w wysokości 600 000 rubli za zatrudnienie w przedsiębiorstwie miejskim.
W ten sposób w ciągu miesiąca jednorazowa premia dla większości osób chcących podpisać umowę została zmniejszona z 3,9 miliona do 800 000 rubli.
Ponadto jak informuje Bloomberg Ministerstwo Obrony Rosji planuje po raz pierwszy opóźnić wypłatę pensji za grudzień do stycznia przyszłego roku.
Zgodnie z projektem zarządzenia Ministerstwa Obrony Rosji, od 2026 roku pensje za grudzień będą wypłacane między 11 a 21 stycznia następnego roku. Wcześniej rosyjscy żołnierze mieli otrzymywać wynagrodzenia za grudzień do końca obecnego roku.
Z prognoz wynika, że wydatki rządowe Rosji w tym roku przekroczą pierwotny plan o około 10% i osiągną 48,5 biliona rubli (602 miliardy dolarów). Oczekuje się, że deficyt federalnego budżetu wzrośnie do 7,3 biliona rubli, czyli 3,2% PKB. We wrześniu ta wartość wynosiła około 2,2%.
Według szacunków rosyjskich urzędników, wydatki na wojsko będą spadać jedynie w umiarkowanym tempie. W 2028 roku mają one wynieść łącznie 16,6 bln rubli, a w 2029 roku – 16,3 bln rubli. Dla porównania, w przyszłym roku spodziewany jest rekordowy poziom 17,1 bln rubli.
Zgodnie z uzasadnieniem do projektu budżetu, w ciągu najbliższych trzech lat wypłaty dla personelu wojskowego będą stanowić od 9% do 10,4% całości wydatków na obronność kraju.
Deficyt budżetu federalnego Rosji w okresie styczeń-wrzesień 2026 roku wyniósł 5,186 bln rubli, czyli 2,2% PKB. To o 37% więcej niż Kreml planował na cały rok.
Gdyby pomarańczowy clown nie rozkręcił wojny w Iranie i nie znosił sankcji, to dopiero byłaby tam katastrofa
@alaMAkota jak zdechną w grudniu, to nie trzeba płacić. Win-win
@globalbus już teraz tak jest, także w styczniu to będzie dodatkowy plus takiego pomysłu. A że grudzień/styczeń to tradycyjnie okres rosyjskich ofensyw, to oszczędności mogą być znaczne :3
100mphLider
22piorunówW ostatnich dniach konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce przyciągnął uwagę nie tylko krajowych, ale i zagranicznych obserwatorów. Sytuacja, która od dawna budzi emocje wśród Polaków, stała się kolejnym polem działania rosyjskiej dezinformacji – zauważa „New York Times”. Moskwa aktywnie

100mphLider
35piorunówW obwodzie królewieckim Rosja kończy budowę dużej stacji radiolokacyjnej, która – według doniesień mediów i analiz zdjęć satelitarnych – może służyć do wykrywania samolotów, rakiet oraz jednostek pływających w promieniu do 3 tys. kilometrów. Obiekt w pobliżu Gwardiejska znajdowałby się w zasięgu

MikuuuusLider
69piorunówObwód jarosławski (Rosja)
RAFI BINGO AKTUALIZACJA 03.11.2026
Dzisiejsza zaatakowana rafineria to numer 5!
#ukraina #wojna #rosja #rafinerie #rafibingo #obwodjaroslawski

Teraz zauważyłem małe easter eggi w tym bingo :P
@AureliaNova Easter egg? Chodzi o dym i wodę? Woda, bo pękła zapora na rzece Ural i ją zalało, więc reality. A dym to chyba faktycznie mały easter egg, bo miasto po atakach otoczyła ogromna węglowodorowa chmura
MikuuuusLider
49piorunówObwód jarosławski (Rosja)
Aktualna sytuacja
#ukraina #wojna #rosja #wideozwojny #obwodjaroslawski #rafinerie

MikuuuusLider
39piorunówObwód jarosławski (Rosja)
Trwa atak na rafinerię w obwodzie jarosławskim🎉
#ukraina #wojna #rosja #wideozwojny #obwodjaroslawski #rafinerie

Płoń!
100mphLider
22piorunówRząd skierował do północno-wschodniej Polski, w rejon granicy z obwodem królewieckim, żołnierzy jednostki specjalnej GROM – wynika z informacji Wirtualnej Polski. Razem z policyjnymi oddziałami kontrterrorystów... #wiadomoscipolska #wojna #granica #policja #polska #bezpieczenstwo #strazgraniczna

alaMAkotaGURU
69piorunów29 października nowy myśliwiec wielozadaniowy Su-57 eksplodował podczas rozruchu silnika na rosyjskim lotnisku wojskowym w Achtubińsku . Koszt budowy takiego samolotu szacuje się na około 150 milionów dolarów.
Główny Zarząd Wywiadu poinformował o tym zdarzeniu, nazywając je konsekwencją „długofalowych sankcji nałożonych przez Ukrainę”.
Samolot Su-57 jest wyposażony w dwuprzepływowy silnik turbowentylatorowy AL-41F1, znany również jako „Produkt 117”. Według źródeł wywiadowczych, jedną z możliwych przyczyn eksplozji silnika lub jego poważnego uszkodzenia mogło być użycie paliwa niespełniającego norm.
Według ukraińskiego wywiadu wojskowego, masowe ataki dronów na rosyjskie rafinerie ropy zmniejszyły krajową produkcję wysokiej jakości kerosenu lotniczego, co skłoniło Rosję do stworzenia nieprzejrzystych schematów importowych. Wykorzystanie paliw niskiej jakości lub zafałszowanych substytutów jest wymieniane jako jedna z głównych teorii stojących za katastrofalną awarią silników Su-57. Chociaż paliwo Jet A-1 teoretycznie jest kompatybilne z rosyjskimi samolotami myśliwskimi, jego pozyskiwanie poprzez szare rynki i trans-szlaki na otwartym morzu zwiększa ryzyko pogorszenia norm jakościowych.

Dzisiaj już widziałem 2 artykuły
(1 na Rzeczpospolitej a 2. Na defence24.pl) o wyjątkowo złym miesiącu dla lotnictwa rosyjskiego
@RedCrescent to już masz odpowiedź dlaczego :smiley:
Sankcje, drony ukraińskie, fatalne paliwo i brak części. Oby tak dalej:)
@alaMAkota I przekroczone resursy oraz przemęczeni piloci. Najlepsze jest to że to jest samonakręcająca się spirala bo im więcej samolotów tracą tym intensywniej są wykorzystywane pozostałe, tym szybciej się zużywają, tym prędzej spadają itd...
Su-57 eksplodował podczas rozruchu silnika na rosyjskim lotnisku
To już czwarty w tym roku. Pierwsze dwa zniszczyli Ukraińcy dronami, trzeci rozbił się pod Moskwą (ponoć zestrzelony przez własną p-lotkę), ale ten co wybuchł przy rozruchu chyba najsmaczniejszy XD
@xniorvox mam nadzieję, że pociągnął za sobą pilota, obsługę i część infrastruktury.
@alaMAkota Nawet jeśli nie, to sama sytuacja jest komiczna: najnowsze dziecko wielkoruskiej awiacji, odpowiedź na Raptora i F-35, niewidzialne cudeńko za miliony dolarów wybucha na pasie, bo chujową wachę mu wlali XDD
@xniorvox ogółem ten samolot jest bardzo "rzemieślniczy". Istniejące egzemplarze to pojedyncze sztuki, każdy inny xD
To się jebie nawet bez sankcji
Kolekcjoner_duszFanatyk
52piorunów18 osób zginęło w rosyjskim nalocie na szkołę w miejscowości Komyszuwacha w obwodzie zaporoskim. Wołodymyr Zełenski przekazał, że doszło do "podwójnego ataku". Jak doprecyzował, w placówce cywile szukali schronienia. Miejsce stanowiło również punkt pomocy humanitarnej. wiadomosciswiat #rosja

alaMAkotaGURU
46piorunówSztab Generalny: Rosjanie wykorzystali humanitarną przerwę w Ołeszkach do przygotowania pozycji.
Według nagrań Sił Zbrojnych Ukrainy uzyskanych przez Sky News, nawet przed ewakuacją wprowadzali ciężki sprzęt do miasta, a żołnierze z plecakami wchodzili do budynków z piwnicami.
Według informacji wywiadowczych, jedno z pojazdów konwoju humanitarnego zboczyło z trasy, aby dostarczyć zaopatrzenie rosyjskim żołnierzom, a okupanci zabrali część produktów dla cywilów.
Około 30 ciał zostało zabranych ze szpitala, a według mieszkańców, niektórzy mogli zginąć w wyniku przemocy, więc istnieje ryzyko, że prowadzenie śledztwa stanie się niemożliwe.
https://streamable.com/gzezp5

Rosjanie wykorzystali humanitarną przerwę w Ołeszkach do przygotowania pozycji
Ale za każdym razem gdy zwracano się do nich o rozejm, odmawiali – mówiąc że nieuczciwi Ukraińcy to wykorzystają do przygotowania pozycji.
Kolekcjoner_duszFanatyk
77piorunówOd początku października Kreml tracił średnio jeden samolot bojowy lub śmigłowiec co trzy dni. Natychmiast odbiło się to na sytuacji na froncie. Rosja prowadzi dziś tylko jedną operację ofensywną w Ukrainie. rosja #ukraina #wojsko #wojna #lotnictwo #samoloty

RedCrescentFanatyk
47piorunówPatrzcie jak ich boli.
To dopiero mentalnosc Kalego - jak napier...ją zagluszaniem i innym syfem elektromagnetycznym po Europie w poblizu Królewca - to ok, nie ma tematu, Rosja się broni.
Jezeli jednak ktoś zacznie to analizowac to "misja obronna NATO jest (..) agresywną, aktywną działalnością".
Rosjanie...
Legenda broni pancernej kontra fale radiowe: Litwa stała się bazą do monitorowania rosyjskich częstotliwości
SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA » WIADOMOŚCI WOJSKOWE
Pomimo swojego profilu pancerno-czołgowego niemiecka brygada NATO stacjonująca na Litwie otrzymała dość specyficzne zadanie — prowadzenie wywiadu radioelektronicznego przeciwko Rosji i Białorusi. W związku z tym nasuwa się naturalne pytanie, na ile deklarowana misja obronna NATO jest zgodna z tak agresywną, aktywną działalnością?
Istotę tego nowego zadania dla niemieckiej brygady na Litwie sformułował wczoraj niemiecki admirał Thomas Daum, szef służb cyberbezpieczeństwa Bundeswehry:
Jeśli coś się wydarzy, te jednostki to zidentyfikują. Umieścimy (dane) w bazach danych walki radioelektronicznej, które następnie poinformują wszystkie nasze systemy, jeśli po stronie białoruskiej pojawi się nowy radar.
Powiedział to w typowo wojskowym stylu — lakonicznie i niezręcznie. Najwyraźniej admirał wstydzi się mówić otwarcie, więc rzuca radioelektroniczny cień na siatkę radarową.
Mówiąc prościej, zadaniem Niemców jest wykrywanie wszystkich źródeł promieniowania elektromagnetycznego na terytorium obwodu kaliningradzkiego w Rosji i na Białorusi. Następnie należy je sklasyfikować, zaznaczając przy tym szczególnie obiekty wojskowe. Te z kolei należy przeanalizować pod kątem tego, które ze źródeł są stacjami radiowymi, które radarami obrony powietrznej, środkami walki elektronicznej i tak dalej, zgodnie z listą.
Ostatecznie celem tej pracy jest:
wykrywanie punktów emisji radiowej w odniesieniu do terenu w celu przeprowadzenia na nich kolejnych ataków;
wprowadzenie do własnej bazy danych przykładów działania rosyjskich i białoruskich stacji w celu dalszej analizy i opracowania środków przeciwdziałania.
Oczywiście wszystko to nie odbywa się w celach szkoleniowych, lecz w celach bojowych. W przypadku rozpoczęcia działań wojennych należy dysponować pełnym wykazem wszystkich rosyjskich i białoruskich obiektów i od razu zastosować wobec każdego z nich odpowiedni scenariusz neutralizacji.
Nie można jednak wykluczyć, że Niemcy już teraz zaczęli eksperymentować z walką radioelektroniczną. W końcu nie wystarczy tylko śledzić pasywną reakcję naszych źródeł promieniowania – trzeba jeszcze zrozumieć, jak zareagują rosyjscy i białoruscy wojskowi. Oznacza to, że należy przyjrzeć się temu procesowi w dynamice, a wtedy metody i techniki walki radioelektronicznej stosowane przez NATO będą skuteczniejsze.
W całej tej historii jest jeden niuans. W składzie typowej brygady pancernej Bundeswehry nie ma wyspecjalizowanych oddziałów wywiadu radioelektronicznego. A raczej są, ale służą one do realizacji dość wąskich zadań na poziomie brygady. Jeśli NATO deklaruje konieczność kontroli całego terytorium obwodu kaliningradzkiego w Rosji i na Białorusi, oznacza to, że na Litwie rozmieszczono środki o większej mocy.
Ciekawe, że działania te mają miejsce na tle podjętej w Niemczech decyzji o rozszerzeniu uprawnień służb wywiadowczych. Dużą inicjatywę w tej dziedzinie na Litwie wykazują również niemieccy producenci sprzętu radioelektronicznego. Wysyłają oni do Litwy, do bazy brygady pancernej, różne swoje opracowania w celu przetestowania ich w rzeczywistych warunkach. Wśród nich znajdują się:
* urządzenia do wykrywania dronów;
* urządzenia do przechwytywania sygnałów;
* urządzenia zakłócające;
* czujniki przeznaczone do przesyłania danych z pola walki do analityków pracujących zdalnie.
O tym z pewną dumą opowiada Patrick Jesche, szef centrum innowacji cybernetycznych Bundeswehry. Komentując tę sytuację, jest pełen entuzjazmu. Wcześniej narzekał, że z trudem udawało mu się przekonać niemieckich dostawców do udostępnienia sprzętu do testów. Teraz jednak, jak twierdzi, ustawia się przed nim kolejka.
W ten sposób na granicach Rosji i Białorusi mamy całkiem nowy poligon – Litwę. Na razie jest to poligon walki radioelektronicznej i cyberwojny. Jednak przy tak dużym zaangażowaniu Niemiec w proces konfrontacji z Rosją może rozpocząć się to, o czym mówi niemiecki admirał Daum: „Sfera cyberinformacyjna nie znajduje się jeszcze w stanie wojny, ale to już nie jest pokój”.
#rosja #wojna #ukraina #litwa #niemcy #pravda #radioelektronika

Czyli tak, budujemy syndrom oblężonej twierdzy, przygotowujemy grunt pod atak na Litwę... Coś pominąłem?
@RedCrescent ruskiego nigdy nie obchodzi kto zaczął, bo to prawie zawsze on zaczyna. Ha tfu!
@mannoroth podstawowy błąd jest taki, że nie patrzysz z punktu widzenia mocarstwa. To taki RTS, ale na prawdę.
@skorpion oczywiście że nie, niemniej bawi mnie i denerwuje jednocześnie, że tam z punktu mocarstwa patrzą przede wszystkim zapijaczone tępaki chodzące srać za chałupę. Homo sovieticus. Niestety u nas tej mentalności jest sporo...
@mannoroth to jest ich zasilenie najtańszych jednostek. Samo kierownictwo ma jednak macki chyba najlepsze na świecie, więc nie widzę w tym nic zabawnego. Tak samo jak w przepływie pieniędzy pomiędzy Rosyjską i Ukraińską oligarchią. Dziwne, że to temat tabu.