Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#ballada

Kompan

w nieżonaty w poematy

2piorunów

_Ballada o Szkaradzie z Zalewu Sokólskiego_

Czasem z ciekawości, pchany wspomnieniami

dziecięcych opowiadań i sprawozdaniami

o niezwykłych dziwach widzianych na Ziemi

lubię sobie słuchać godziny całemi

filmików o duchach, kryptydach, demonach,

wszelkim science-fiction, lichach i potworach.

O rake’u, który bladą postacią się zjawia

tam, gdzieś ty bezbronny i się go obawiasz,

o skinwalkerach mrocznych, co głos imitują,

wyglądem nieporadnie zwierzę naśladują,

o nightcrawlerach z Fresno, kończyn pozbawionych

górnych, na dwóch nogach do chodu stworzonych,

o mothmanie, sasquatchu, o spotkaniach z UFO.

Tak, wiem, że zapewne nie słyszało ucho

ludzkie większej bajdy, że to są fantazje

dla straszenia dzieci – a jednak okazję

do słuchania o tym chętnie wykorzystam,

bo jest w tych bajaniach pewna jakaś mglista

osnowa tak błogiej, cichej niepewności,

czy jednak coś z tego nie jest z prawdziwości,

że nie wszystko jednak umiemy tłumaczyć,

że jednak coś więcej niż bajki to znaczy.

Pośród wszystkich legend i baśni ludowych

odnajdziemy wzmianki o starych i nowych

stworach, co mieszkają przy zbiornikach wodnych

oraz w ich głębinach. Wszak ma niepodobny

obraz do niczego, co żyje śród głębin

oceanów, jeszcze nie poznane w pełni.

Nauka przyznaje: dotąd niezbadane

są pewne gatunki rządne oceanem.

Ale i niewielkie stosunkowo wody

mogą się pochwalić wedle ludzkiej mowy

niejedną potworą, co się w nich rzekomo

skrywa i o której niewiele wiadomo.

Jest Nessie popularne z szkockiego jeziora,

smokopodobne bestie z Turcji, Rosji oraz

Kanady i wielu, wielu innych krain.

Nawet nie tak dawno pośród polskich granic,

w Zalewie Zegrzyńskim mieszkała Paskuda,

żywiąc się śmieciami i temu, co uda

jej się jeszcze złapać. Ot, niby to plotka,

ponoć wszak niejeden tą Paskudę spotkał,

lecz na żadnym zdjęciu dobrze nie uchwycił.

Kto wie, jacy jeszcze w jeziorach ukryci

bywają mieszkańcy, wodniki, topielce…

Nikt jednak poważnie nie weźmie w swe ręce

tematu inaczej niźli jako klechdy.

Bo by ryzykował wykpieniem do reszty.

I ja sam z dystansem do tego podchodzę,

a jednak czasami, kiedy sobie chodzę

na spacery, myślę, czy może nie spotkam,

nie zobaczę w lesie, nad stawem napotkam

kogoś, kogo jeszcze żadne ludzkie oko

nie widziało tak na żywo nigdy dotąd.

A potem się modlić chyba mi wypada,

by jednak minęła mnie ta maskarada…

Tak pod koniec sierpnia, gdy wakacji koniec,

szedłem raz na spacer. Tymczasem nie błonie

ukochane rozedrańskie wkoło miałem

lecz miasto narodzin moich odwiedzałem,

gród niczym z pocztówki, Sokółkę przemiłą,

co się w Eucharystii Cudem rozsławiło,

co jest również znane z kultur trzech jedności:

prawosławia, islamu, katolickości.

Lubię choć sobie ulicami tymi

siedziby powiatu, gminy, uroczymi,

choć tak niewielkimi, parkami zdobnemi,

starymi chatami w centrum stawionemi,

z dostojnym ratuszem, z powagą Starostwa,

przepięknymi świątyniami, gdzie domostwa

dla jednej rodziny stoją obok bloków.

Tylko w małych miastach masz takich widoków.

Tak sobie zwiedzając, raz zawędrowałem

nad piękny wśród zieleni zalew.

Przysiadłem na moment obok Tyzenhauza,

co go pomnik upamiętnia jak w romansach

siedzącego z mapą na ławce w zadumie,

jakby chciał pokazać komuś, co go umie

wysłuchać uważnie, dokąd nam wędrować.

Minąłem plac zabaw i miejsca, gdzie chować

może tuż przy brzegu rybak śród zarośli.

Szedłem tak chodnikiem, który w rozciągłości

obejmuje zalew dokoła w całości.

Zaszedłem nad mostek, który z uprzejmości

postawiono, aby na brzeg drugi wkroczyć

nie musząc nóg swoich ni ubrania zmoczyć

i patrząc na wodę, po której łabędzie

pływały parami, chłonąłem jak w obłędzie

urok tego miejsca przy pięknej pogodzie,

powtarzając w duchu: „Jezu, ufam Tobie”.

Spojrzałem pod nogi, wzrok nurzając w wodę

i zamarłem nagle, jak zamiera nowe

zwierzę, gdy dostrzeże nagle drapieżnika,

ale nie jest pewne, czy warto umykać.

Pod wodą ujrzałem, może to przez słońce,

ale coś jakoby twarz ludzką. Oczy śpiące,

skóra zielonkawa, usta dosyć małe

najpiękniejszej kobiety, co w życiu widziałem.

Musiałem przetrzeć oczy, lecz mara trwa dalej.

Z trwogą już myślałem zawiadomić całe

zastępy policji, że znalazłem zwłoki

pośród wody. Ale wtem głosik wysoki

usłyszałem jakby spod spodu, spod mostu,

jakoby to śpiąca mówiła po prostu:

„Nie dziw się, sam przecież mówisz, że to lubisz.

Jak Mickiewicz niegdyś, tak ty dziś się gubisz

pośród łąk i liczysz, że napotkasz dziwy.

Chcesz mnie ujrzeć całą? Jeśliś nie leniwy,

przyjdź do mnie o zmierzchu, a w nocy najlepiej.

Bądź sam i bez strachu, już ja cię pokrzepię…”

W tym momencie fala łagodna od światła

promienie odbiła wprost w me oczy z nagla

i kiedy mrugnąłem, już nie było pani.

Myślałem, że tylko chorzy lub pijani

widzą takie zjawy, lecz mogłem być pewien,

że było to takie prawdziwe, jak nie wiem…

Długo jeszcze trwałem na drewnianym moście,

nie widziałem więcej żadnej lecz jejmości.

Dla osłody ducha wszedłem do kościoła,

co do niego Panna Ostrobramska woła

z mozaiki nad wejściem, kościół Antoniego,

miejsce znane z Cudu Eucharystycznego.

Modliłem się w duchu, bym ujrzał to znowu,

co widziałem w wodzie, choćby mnie do grobu

miało to pociągnąć lub prosto pod wody

zalewu w Sokółce wedle starej mody.

Dochodziła już godzina jedenasta

w nocy. Księżyca tarcza tak jasna

świeciła na niebie, było widać gwiazdy.

Noc była pogodną, w sam raz na mój własny

potajemny wypad nad wody, spotkanie

chciałem znowu odbyć z najpiękniejszą z panien.

Nikomu nie mówiąc o tajemnym planie

szedłem znów nad zalew, choć w sercu rósł lament,

że mnie ta historia wykończy na amen.

Przysiągłbym, że pomnik Tyzenhauza w nocy

wyglądał, jakoby chciał mi rzec proroczym

głosem, bym zawrócił, by nie szedł nad mostek.

Głupim, nie słuchałem, bowiem już radosne

miałem w głowie słowa, co chciałem powiedzieć

tej pięknej niewieście, co ją szedłem nawiedzić.

Gdy byłem u celu, natychmiast w głębinę

spojrzałem, swe oczy w nią mocno utkwiłem.

Księżyca blask wodę przeszywał na wylot,

lecz nikogo widać w tej wodzie nie było.

Stałem tam jak czapla, nieruchomo, sztywno,

przeklinając siebie, że się wcześniej przyjść powinno.

Z każdą chwilą oczywisty bardziej smutek

mnie opanowywał. Może to osnute

falami widzenie było urojeniem?

Może ów głos wtedy zwykłym przesłyszeniem?

Może już wariuję zwyczajnie z nadmiaru

opowieści mrocznych i horrorów paru?

Już miałem zawrócić, klnąc na swoje zdrowie,

gdy nagle poczułem dotknięcie na sobie.

Zrazu odwróciłem się i jak rażony

piorunem upadłem cały przerażony:

oto tuż nade mną stał stwór obrzydliwy -

- humanoid, niby martwy, niby żywy,

zamiast uszu płetwy rybie, oczy wielkie,

okrągłe, z paszczęki jęzor długi niczym szelki,

zamiast palców błona jak na płetwach rybich,

nad łonem zaś jakby… twarz się do mnie krzywi.

Ta sama twarz żeńska, choć teraz szkaradna,

w świetle miesiąca nie była już, jak wcześniej, ładna.

I wtedy przemawia bestia do mnie głosem,

który rozpoznałem – kiedyś, kilka wiosen

temu znałem kogoś, kto miał głos podobny.

Kogoś, kto mnie zranił w sposób sobie zgodny.

„Wiedziałam, że wrócisz. Oni zawsze wracają.

Taka łatwa zdobycz. Coś ty myślał, mając

taką sobie postać, poznać Panią z Wody?

Jeszcześ się naiwnie modlił o przygody!

Oto masz przygodę, ostatnią w twym życiu.

Zabijasz sam siebie i to przy użyciu

twoich własnych marzeń. Zabieram cię z sobą.”

Tu bestia syknęła, a ów dźwięk żałobą

pokrył okolicę, że aż światła zgasły.

Zrobiło się ciemniej, księżyc schował jasny

swój wzrok za chmurami, gwiazd nie było widać.

Tylko ja i postać jak koszmar straszliwa.

Zamknąłem oczy, w duchu zdrowaśki szeptając,

ale już poczułem, jak ku mnie się mają

macki tej istoty śmierdzące zgniłą rybą.

Czułem, że to koniec. Czułem oddech, żywą

woń śmierci nade mną. Żałowałem szczerze,

żem zawiódł rodzinę, rodzoną i w wierze,

kiedy już poczułem mokrą dłoń na twarzy,

na koniec modliłem się, by nie przydarzył

się taki przypadek nikomu innemu,

a zwłaszcza, by moi bliscy po dawnemu

mogli żyć bez smutku, że mnie utracono.

I wtedy jak strzała z nieba coś zrzucono,

bestia sią zachwiała, skoczyła do tyłu,

między nami pośród świetlistego pyłu

stanął Anioł Boży, miecz uniósł wysoko.

Szkarada, ujrzawszy, czego ludzkie oko

z dawna nie widziało, wskoczyła pod wodę,

błyskawicznie gubiąc w mrok za sobą drogę.

Anioł zaś odwrócił się ku mnie łagodnie,

ozwał się słowami jasno i pogodnie:

„Widzisz? Nie działało, gdyś zechciał ratunku

dla siebie, lecz kiedy na ból opatrunku

prosiłeś dla bliskich, to i tyś ocalał.

W tym bowiem się zjawia naszych modlitw chwała,

że nie można prosić wyłącznie dla siebie,

ale i za innych, za bliskich w potrzebie,

a nawet, a może szczególnie, za wrogów,

by swe szczęście zawsze zawierzali Bogu.”

Nie pamiętam dobrze, co działo się później.

Mam w pamięci tylko urywki przeróżne:

zalew i ulicę, księżyc, kościół, drogę…

Obudziłem się rano, nadal czując trwogę.

Poszedłem do pracy, choć nie mogłem się skupić.

Przełożony widać myślał, żem się musiał upić

(choć, ku chwale Pana, nigdym nie pił alkoholu).

Cały dzień się trząsłem jak dziecię w przedszkolu,

kiedy je nastraszy kolega rok starszy.

Jakimś cudem pracy dzień cały wytrwawszy,

pobieżyłem chyżo, jak mogłem, do kościoła,

do Spowiedzi Świętej, modliłem się zgoła

już nie o przygodę dla siebie, lecz zrazu

o pomyślność dawnym wrogom i od razu

o pokój na świecie i zgodę w rodzinie.

Tak mi w tej świątyni kilka godzin minie,

zanim powróciłem już uspokojony

do domu, na odpoczynek upragniony.

Czasami przechadzam się znów nad po Sokółce,

ale chciałbym tutaj poddać Cię nauce,

abyś nigdy nie chciał modlić się dla wroga

o to, czego nie chcesz sam, ale proś Boga

o to, co bezpieczne i miłe dla wszystkich.

A zawsze o pokój dla świata i bliskich.

A tu, nad zalewem, gdzie jestem myślami

radzę Ci uważać, bo bestia wciąż mami

kolejnych przechodniów nieziemską urodą,

by ich potem porwać do domu pod wodą.

Ku przestrodze zatem, chroniąc Twą psychikę,

zaczynam tą krótką zdarzeń mych kronikę:

„Czasem z ciekawości, pchany wspomnieniami

dziecięcych opowiadań i sprawozdaniami

o niezwykłych dziwach widzianych na Ziemi

lubię sobie słuchać godziny całemi”…

Gruba ryba

w Muzyka

10piorunów

Znacie kogoś, kto jak się mu powie: "Stary chodź na Tiramisu" to odpowie: "Nie mogę, jestem uczulony na Tiramisu"? Ja też nie, ale o tym właśnie jest ten kawałek! Zapraszam!



https://suno.com/song/4dee1f52-5fe2-493f-9a8e-5d399287dc40

GURU3piorunów

Ehh ale mnie to zainspirowalo, pewnie jest jaka wersja wszechswiata gdzie Erwinek po wypadko motocyklowym nawabil sie alergi na majonez kielecki, jego serce peklo a dusza plakala lzami krwi az doprowadzony do obledu zostal szalonym geniuszem ktory po opracowaniu nowego szczpu wirusa wytepil cala ludzkosc a na koncu sam sir zabil zjadajac sloik kieleckiego delightu ehh piekna sztuka by z tego byla taki Mcbeth polski co nie @Umypaszka

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Poezja/Cytaty/Proza

6piorunów

Błogosławię zło na ekranie niebieskim
Mój intymny kontakt z istotą gatunku.
Widzę i osądzam, jak Stwórcy namiestnik,
Taniec śmierci, zdrady, gwałtu i rabunku.

W naturalnych barwach, w dowolnym języku,
Z dźwiękiem tak klarownym, jak klarnet Mozarta
Sięgam po wieczorną porcję krwi i krzyku
Stamtąd, gdzie akurat ginie trzystu Spartan.

Nie brak mi współczucia. Wzburzam się i wzruszam;
Stwierdzam z satysfakcją, że doznałem szoku;
Niby balon szlochu kształt zyskuje dusza
Łzawią mi paprochy uczuć w chłodnym oku.

A na co dzień, w życiu – przydarza się rzadko
Żeby rzecz, co wstrząsa – ujrzeć jak na dłoni.
A gdy już się uda świadkiem być wypadku –
Dźwięki ktoś zagłuszy, widok ktoś przysłoni.

Ekran zaś niebieski szczegóły powtarza
Krwiście bezlitosne zbliżenia w zwolnieniach,
Chociaż w każdej chwili może je wymazać
Palcem tknięty pilot – podczerwień sumienia.

Jacek
4.2.

https://youtu.be/uBc_WN7K3pE

Gruba ryba0piorunów

@AdelbertVonBimberstein
miło mi, że jesteś.
Słuaj ziomek - jest sprawa Kieroniku.
Trochę mi teraz nie wypada po tak doniosłym songu dodać ego
Czy mógłbyś wyjątkowo? 😁
Się wyrwałem jak debil z te poezjom

Fanatyk1piorunów

Mam wzmacniacz na kablu i nie wiem czy wjeżdżać w małżonkę już teraz czy dopiero za chwilę?

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w PISF

14piorunów

Czołówka "Prawo i pięść" (1964) reż. J.Hoffman

Nim wstanie dzień
śpiew: Edmund Fetting
tekst: Agnieszka Osiecka (w komentarzu)
muzyka: Krzysztof Komeda



https://youtu.be/COGBfVMAMCU

Gruba ryba2piorunów

Ze świata czterech stron,
z jarzębinowych dróg,
gdzie las spalony,
wiatr zmęczony,
noc i front,

gdzie nie zebrany plon,
gdzie poczerniały głóg,
wstaje dzień.

Słońce przytuli nas do swych rąk.
I spójrz: ziemia aż ciężka od krwi,
znowu urodzi nam zboża łan,
złoty kurz.

Przyjmą kobiety nas pod swój dach.
I spójrz: będą śmiać się przez łzy.
Znowu do tańca ktoś zagra nam.
Może już

za dzień, za dwa,
za noc, za trzy,
choć nie dziś.

Chleby upieką się w piecach nam.
I spójrz: tam gdzie tylko był dym,
kwiatem zabliźni się wojny ślad,
barwą róż.

Dzieci urodzą się nowe nam.
I spójrz: będą śmiać się, że my
znów wspominamy ten podły czas,
porę burz.

Za dzień, za dwa,
za noc, za trzy,
choć nie dziś,
za noc, za dzień,
doczekasz się,
wstanie świt.

Fanatyk2piorunów

przypadek Komedy uczy, że od pewnego wieku, jak wychodzisz z domu z przeczuciem że może być pite, to najlepiej chodzić w kasku 😉

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Muzyka

24piorunów

Dobra, skoro was się tu więcej zrobiło, to jeszcze raz:

Ogólnie jestem ex-mirkiem, który sobie czasem wstawiał muzyczne rzeczy, ale częściej shitpostował. Ten post do takich nie należy - działamy sobie z chłopakami pod kątem muzycznym i debiutancki LP jest coraz bliżej, tuż-tuż. Chciałbym się z wami podzielić pewnym przedsmakiem (czyli jedyną balladą, jaka się znajdzie na tym "krążku"?), ot - co by posłuchać czegoś innego, co nie jest Sanah, polskimi rapsami i tak dalej - muzyka gitarowa w Polsce żyje, ma się nieźle (nawet jakościowo!), tylko jest w lekkim podziemiu.

Zapraszam serdecznie ja, czyli ofca.

https://www.youtube.com/watch?v=T7lFBIe0Zx4

Osobistość3piorunów

@GSX-R750 nowego to nic nie mam, stemy tylko na zamówienie i to jak całość wyjdzie :grinning: ale bądźmy w kontakcie w razie co! z chęcią bym usłyszał, jak ktoś nawija do Suchego :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Muzyka

6piorunów

Krótka ballada przed snem, autorstwa mistrza gitary Pawła Kalicińskiego - "Sztuka kochania".

Jak sam autor napisał "Utwór powstawał, gdy moje serce było poddane olbrzymiej próbie. Nie jest łatwo kochać, ale warto choć nie zawsze wszystko kończy się dobrze."

Także, zapraszam do odsłuchania!

https://www.youtube.com/watch?v=RE3lTkGD_S8

Kompan1piorunów

To jest prawdziwy gitarzysta 🙂 Jednej z dziewczyn powiedział, że przykro mu, ale kocha bardziej swoje gitary 🙂