Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#ciekawostinwestycyjne

Osobistość

w Dyskusje

63piorunów

Czy wiesz, że...

... nie trzeba wcale być geniuszem, żeby przeprowadzić oszustwo na kwotę kilkudziesięciu milionów dolarów?

Robert Gomez i James Nichols byli pracownikami ochrony, tzw. „cieciami”. Obydwoje jednak mieli plany życiowe znacznie wykraczające poza ciasną budkę dozorcy. W tym celu mężczyźni zawiązali kryminalną komitywę, której efektem był plan oszustwa. Plan, który był tak genialny w swojej prostocie, że pozostaje tylko zapytać: kto był głupszy? Robert i James, czy ludzie, którzy dali się oszukać? A nie mówimy tu o jakimś wąskim gronie, lecz o 4000 osobach, oszukanych na łączną kwotę 21 milionów dolarów.

Mężczyźni rozpoczęli swój kryminalny proceder w 1997 roku. Wówczas, w okresie świąt Bożego Narodzenia, udali się oni do lokalnego kościoła, w którego działalność rodzina Jamesa była zaangażowana od lat. Tam Robert przedstawił się jako adoptowany syn multimilionera, który niedawno zmarł. Mężczyzna twierdził, że odziedziczył 411 milionów dolarów w spadku. Sam spadek jednak poza pieniędzmi miał nieść za sobą pewne zadanie przekazane mu do wypełnienia. Otóż wymyślony multimilioner miał być zagorzałym katolikiem, który postanowił, że po jego śmierci wszystkie jego samochody mają zostać oddane w dobre, chrześcijańskie ręce. Robert zapytał więc duchownego, czy w tym kościele znajdzie prawych ludzi, którzy całe życie żyli zgodnie z przykazaniami boskimi, i których mógłby obdarować autami zmarłego milionera.

Jak już się pewnie domyślacie – takich osób w tym kościele nie brakowało. Istniał jednak jeden pewien drobny, malutki problem. Otóż, aby dostać auto, trzeba było wcześniej – jeszcze przed otrzymaniem samochodu - uiścić drobną opłatę na rzecz zalegalizowania darowizny. Początkowo był to tysiąc dolarów, jednak z czasem suma ta rosła.

W ten oto prosty sposób, przez 4 lata działalności, mężczyźni wyłudzili 21 milionów dolarów od 4 tysięcy osób. W tym 120 tysięcy dolarów od właściciela lokalnego salonu samochodowego, czy 700 tysięcy dolarów od dwóch emerytowanych graczy NFL.

To zaskakujące, że mężczyznom udawało się ciągnąć ten prosty proceder tak długo, jednak w końcu, po 4 latach działalności, zostali oni oskarżeni o przeprowadzenie oszustwa na kwotę 21 milionów dolarów. Obydwoje trafili do więzienia, w którym siedzą do dziś. O tym, jak lotni byli to oszuści, niech świadczą słowa Gomeza, który w sądzie zeznawał, że dopuścił się oszustwa, ponieważ… zawsze marzył o byciu profesjonalnym hazardzistą…

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Dyskusje

55piorunów

Czy wiesz, że...

...kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana?

Ronald Wayne - czy cokolwiek mówi Ci to imię i nazwisko? Podpowiem Ci, że ten mężczyzna był inicjatorem dyskusji, która zakończyła się decyzją o założeniu Apple Computer Company, dziś znanej po prostu jako Apple. Co więcej, Wayne wymyślił i zaimplementował nowatorską płytę główną, która po raz pierwszy była montowana w poziomie. To właśnie dzięki niemu pierwsze Macintoshe zyskały wygląd monitora, umieszczonego nad całą konsolą komputera, co później stało się standardem w branży komputerów przenośnych. Ronald Wayne jest także twórcą pierwszego logo Apple. Jak więc to możliwe, że jest on postacią wręcz anonimową dla szerszego grona odbiorców?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Ronald nie został ani oszukany, ani okradziony z udziałów w firmie - po prostu sam z nich zrezygnował! Początkowa umowa partnerska gwarantowała mu 10% udziałów w firmie Apple, stawiając Wayne'a jako mediatora w sytuacji, gdyby doszłoby do konfliktu pomiędzy Steve'm Jobsem (posiadającym 45% udziału) a Steve'm Wozniakiem (również posiadającym 45% udziałów). Mężczyzna jednak nigdy nie doczekał do pierwszego konfliktu na linii dwóch najważniejszych założycieli firmy, gdyż odszedł po zaledwie kilku miesiącach jej funkcjonowania. Dlaczego?

W przeszłości firma prowadzona przez Ronalda Wayne'a zbankrutowała, pozostawiając go z długami na długi czas. Wydarzenie to pozostawiło w mężczyźnie pewnego rodzaju traumę, która w dalszym życiu powstrzymywała go przed podejmowaniem ryzykownych decyzji biznesowych. Toteż, gdy usłyszał on, że Steve Jobs zaciągnął kredyt w wysokości 15 tysięcy dolarów na firmę, celem sfinansowania zamówienia złożonego przez The Byte Shop, przestraszył się, bowiem The Byte Shop miało wówczas reputację firmy, która często zwlekała z zapłatą za otrzymane towary.

Był to moment, w którym Ronald Wayne zdecydował się odejść z firmy. Pozbył się więc swoich udziałów w firmie za 800 dolarów. Rok później podpisał także porozumienie, w którym zrzekł się wszelkich potencjalnych przyszłych roszczeń wobec firmy Apple. Dzisiaj 10% udziałów w firmie Apple warte jest około 300 miliardów dolarów.

Osobistość0piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne to forma prawna spółki wtedy nie wyłączała jego osobistej odpowiedzialności za długi zaciągane przez apple, tak jak to jest w spółkach kapitałowych?!:neutral_face:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Dyskusje

46piorunów

Czy wiesz, że...

... od niemal dekady istnieje firma sprzedająca nietelefony?

NoPhone Company to zarejestrowana w 2014 roku firma produkująca nietelefon, czyli kawałek plastiku uformowany w kształt smartfona, który nie posiada jednak żadnego konkretnego zastosowania. Jak głosiło jedno z pierwszych haseł reklamowych produktu: „NoPhone to alternatywa dla nowoczesnych smartfonów, która pozwala na ciągły kontakt dłoni z telefonem, jednocześnie umożliwiając Ci utrzymanie kontaktu ze światem rzeczywistym”. Pomysł narodził się jako żart, jednak zainteresowanie jaki sobą wzbudził w przestrzeni publicznej, zainspirował twórców idei do faktycznego rozpoczęcia produkcji nietelefonów.

W tym celu mężczyźni założyli zbiórkę na Kickstarterze, celem zebrania 5 tysięcy dolarów. Cel nie tylko udało im się zrealizować, ale również znacznie przebić. W ciągu 15 dni trwania zbiórki zebrali oni 18 tysięcy dolarów na rozpoczęcie produkcji nietelefonów! Mężczyźni plan swój wykonali i wkrótce po zakończeniu zbiórki, klienci zaczęli otrzymywać pierwsze NoPhone Original. Jakiś czas później zaczęli oni wydawać kolejne modele nietelefonów, takie jak NoPhone Air, czyli plastikowa obudowa telefonu wypełniona powietrzem, czy NoPhone Selfie z lustrem akrylowym z przodu – umożliwiającym robienie „real time selfies”.

Przez długi czas NoPhony były dostępne na Amazonie, gdzie zebrały ponad 200 opinii, w większości pozytywnych. Obecnie jednak nietelefony można zakupić wyłącznie na stronie producenta. Do dnia dzisiejszego mężczyźni sprzedali minimum 12 tysięcy sztuk głównego modelu NoPhone, wycenianego przez nich na 18 euro. Całkiem nieźle jak na zwykły żart…

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

33piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieje dywan warty więcej, niż nie jedna luksusowa willa?

Clark Sickle-Leaf to jeden z najbardziej znanych dywanów Safawidzkich. Prawdopodobnie został utkany on w początkowych latach XVII wieku i według ekspertów „jest on pod wieloma względami najpiękniejszym antycznym dywanem, który przetrwał do dziś”. Pierwotnie służył jako dekoracja podestu tronowego członków irańskiej dynastii Safawidów.

Przez lata dywan ten pozostawał w medialnym cieniu i był przedmiotem dyskusji wyłącznie ekspertów i pasjonatów sztuki. Wszystko zmieniło się w 2013 roku na skutek wystawienia go na sprzedaż. Wówczas dywan Clark Sickle-Leaf okazał się znacznie cenniejszy, niż szacowali to eksperci. Wszystko na skutek finansowej batalii dwóch tajemniczych mężczyzn, którzy stale przebijali swoje oferty, co ostatecznie doprowadziło do sprzedaży dywanu za kwotę 33 milionów dolarów! Była to kwota ponad sześciokrotnie większa, niż ta której za dywan oczekiwał jej wcześniejszy właściciel. Do dziś Clark Sickle-Leaf pozostaje najdrożej sprzedanym dywanem w historii, niemal trzykrotnie przebijając swoją ceną dywan The Kirman Vase, który piastuje drugie miejsce w rankingu najdroższych dywanów na świecie.

Dla czystej rozkoszy oka, dla luksusowych i ekscytujących rytmów, dla finezji detalu, dla symfonicznego splendoru, a przede wszystkim dla magicznej potęgi, dzięki której z pokornych materiałów został przywołany cały nowy świat, wspaniały i jasny, dywan ten zasługuje na miano wielkiego dzieła sztuki

To oczywiście nie moje słowa, lecz opinia jednego z ekspertów, który recenzował dywan Clark Sickle-Leaf już w 1938 roku. „Oczywiście nie moje”, gdyż jestem zbyt prostym człowiekiem na takie dzieła sztuki i zupełnie nie rozumiem ich fenomenu. Zresztą oceńcie sami – zdjęcie dywanu Clark Sickle-Leaf.

Dodatkowa ciekawostka: zdaje się, że dywanowi eksperci mają tendencje do zaniżania wartości dywanów. Otóż wspomniany wcześniej The Kirman Vase, tj. drugi najdroższy dywan na świecie, w 2010 roku został sprzedany za kwotę 10 milionów dolarów, w momencie gdy eksperci wyceniali go na niecałe… 300 tysięcy!

Osobistość0piorunów

Jest stary to jest dużo warty co daje mi promyk nadziei że też niedługo będę dużo warty.

Fanatyk6piorunów

Kurde. Miałem bardzo podobny, co ojciec przywiózł z Turcji gdzieś w latach 80/90. Wyrzuciłem go dopiero parę lat temu. A teraz miałbym na willę z basenem w Chorwacji, albo chociaż na kawalerkę w centrum Warszawy.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Dyskusje

50piorunów

Czy wiesz, że...

... deweloperka jest również dochodowa w świecie wirtualnym?

Second Life to uruchomiona w 2003 roku gra, która przenosi swoich użytkowników, zwanych „rezydentami”, do wirtualnego świata imitującego… rzeczywistość. Rezydenci poruszają się po tym świecie za sprawą swoich awatarów, które mogą wykonywać niemal takie same czynności jak ludzie w rzeczywistym świecie.

W Second Life funkcjonuje nawet wirtualna ekonomia oparta na autorskiej walucie linden dolar. Rezydenci mogą projektować i sprzedawać wirtualne towary, a także tworzyć i sprzedawać skrypty i animacje dla awatarów. Zarobione w ten sposób linden dolary można następnie wymienić na prawdziwe pieniądze.

W 2004 roku, Ailin Graef zdecydowała się na przetestowanie ekonomicznej strony Second Life, po tym gdy dowiedziała się, że zarobionymi w grze pieniędzmi może wspomóc osoby potrzebujące. Zaczęła więc sprzedawać autorskie animacje dla awatarów. Za pierwsze zarobione w ten sposób pieniądze, kobieta wsparła sierotę z Filipin. Zaskoczona łatwością, z jaką udało jej się to osiągnąć, postanowiła stworzyć więcej animacji. Tym razem jednak dochód z ich sprzedaży zachowała dla siebie i zainwestowała w zakup ziemi w Second Life,  tym samym dając początek swojemu wirtualnemu imperium deweloperskiemu.

I gdy piszę tu o imperium, to wcale nie przesadzam. Bowiem w niespełna rok, Ailin Graef zarobiła ponad milion dolarów! I to tych prawdziwych, amerykańskich dolarów. A wszystko dzięki… deweloperce w Second Life.

Dziś kobieta zarządza rzeczywistą firmą, która zatrudnia ponad 80 osób i zajmuje się głównie wirtualną deweloperką. Firma chwali się, że zarządza ponad 40 kilometrami kwadratowymi wirtualnej ziemi…

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Dyskusje

46piorunów

Czy wiesz, że...

... były wieloletni wiceprezes Nike w młodości był członkiem gangu, dla którego popełnił morderstwo?

Był rok 1965. Larry Miller był wówczas szesnastoletnim mężczyzną, który przynależał do gangu „Cedar Avenue”. Parę dni wcześniej członkowie wrogiego im gangu zasztyletowali przyjaciela Larrego. Chłopak nie zamierzał popuścić im tego płazem i wybrał się w miasto z jednym celem: zamordowania pierwszej napotkanej osoby z wrogiego gangu. Padło na 18-letniego Edwarda White'a. Larry zamordował „wroga” z zimną krwią, za co został skazany na karę... czterech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.

Ten stosunkowo krótki czas kary wystarczył, aby Larry zupełnie odmienił swoje życie, całkowicie odcinając się od swojej przeszłości. Jeszcze za kratkami mężczyzna rozpoczął studia na kierunku finansów i rachunkowości, które udało mu się ukończyć. Myliłby się jednak ten, który podejrzewałby, że po wyjściu z więzienia Larry powróci do swojego dawnego towarzystwa. Otóż mężczyzna po odsiedzeniu swojego wyroku, nie zamierzał osiąść na laurach i szybko zapisał się na studia podyplomowe na uniwersytecie La Salle w Filadelfii. W późniejszym czasie ukończył również Urban League Leadership Institute, która to jest organizacją non-profit, wyszukującą i szkolącą liderów lokalnych społeczności.

Larry okazał się zdolnym przywódcą, który nie miał problemów z znalezieniem zatrudnienia na rynku pracy. W ciągu swojej zawodowej kariery pracował w wielu różnych firmach, w których - wraz z upływem czasu - pełnił coraz to bardziej odpowiedzialne stanowiska. Ostatecznie w 1997 roku został zatrudniony przez firmę Nike, w której awansował do pozycji wiceprezesa. Był on głównie odpowiedzialny za Jordan Brand, które pod jego zarządem - podwoiło swoje zyski.

Dziś Larry Miller zajmuje się głównie działalnością charytatywną, starając się przekonać młodych czarnoskórych Amerykanów, aby zajęli się edukacją i trzymali się jak najdalej od „ulicy” i „miejskiego życia”.
>Jeśli mógłbym cofnąć czas, zdecydowanie bym to zrobił. Niestety nie mogę. Robię więc wszystko, co znajduje się w mojej mocy, tj. staram się pomóc innym ludziom i próbuję zapobiec temu, żeby popełnili oni takie same błędy jak ja.

GURU1piorunów

@mrocznykalafior
Jako wiceprezes nike na pewno zarabiasz duzo wiecej niz jakis gangus,nawet szef duzegp gangu.
Nie musisz sie ukrywac,tylko masz hajlafw na pelnym legalu
@moderacja_sie_nie_myje
Zabij człowieka w wieku 16 lat- moze jako nieletni byl sadzony inaczej i kolor skory nie mial znaczenia?
W Polsce nastolatek za morderstwo moze trafic do poprawczaka- co jest gorsze- normalne wiezienie czy poprawczak?

Pokaż więcej komentarzy (14)

Osobistość

w Dyskusje

42piorunów

Czy wiesz, że...

... można zarobić na Biblii około miliona dolarów i dalej nie wierzyć w Boga?

W 2012 roku Trevor McKendrick dowiedział się, że jeden z jego krewnych zarabia blisko 10 tysięcy dolarów miesięcznie za sprawą sprzedaży aplikacji na App Store. Wiadomość ta zszokowała mężczyznę i skłoniła do refleksji nad swoim życiem. Trevor bowiem nie uważał się za głupszego od swojego krewnego i uznał, że skoro on mógł w ten sposób zarabiać na życie, to „dlaczego nie ja?”.

Mężczyzna rozpoczął więc poszukiwania inspiracji do stworzenia własnej aplikacji. W tym celu przejrzał on najpopularniejsze aplikacje na App Store, pod kątem znalezienia takich, które choć były popularne, to – w jego opinii – były koszmarnie wykonane. „Okazało się, że były tam pewne aplikacje z hiszpańską Biblią, które były okropne” – przyznał Trevor McKendrick w jednym z wywiadów.

Mężczyzna nie zwlekał więc ani chwili. W ten sam dzień wynajął rumuńskiego programistę, celem napisania hiszpańskojęzycznej biblijnej aplikacji, co kosztowało go około 500 dolarów. Niemal od początku, Bible App okazała się sukcesem, który z miejsca zaczął przynosić mężczyźnie zysk w postaci kilkuset dolarów miesięcznie. Prawdziwy sukces miał jednak dopiero nadejść.

Bowiem Trevor McKendrick wpadł na pomysł, żeby dodać do aplikacji lektora. Po tym updacie, liczba użytkowników aplikacji wzrosła dziesięciokrotnie! Już w pierwszym roku od założenia aplikacji, ta przyniosła mu roczny przychód w postaci 70 tysięcy dolarów. W następnych latach liczba ta systematycznie rosła do kwoty około 130 tysięcy.

Ostatecznie, mężczyzna sprzedał swoją aplikację za 500 tysięcy dolarów (co nie wydaje się wygórowaną kwotą za aplikację zarabiającą ponad sto tysięcy dolarów rocznie). Decyzja o sprzedaniu aplikacji miała być podjęta ze względu na sumienie mężczyzny. Trevor już wcześniej miał myśli o usunięciu aplikacji ze względu na fakt, że sam był ateistą i nie wierzył w prawdziwość Biblii; jednak jak uczciwie przyznawał – pieniądze były zbyt dobre i po prostu nie potrafił z nich zrezygnować. Więc gdy w końcu nadeszła oferta kupna aplikacji, która zdejmowała Trevorowi kamień z serca, a jednocześnie opiewała na pół miliona dolarów – mężczyzna nie wahał się ani chwili!

A co, jeśli sprzedawałbyś „Harrego Pottera” lub „Władce Pierścieni”, ale mówiłbyś ludziom, że to prawda? I mówiłbyś ludziom, że jeśli nauczą się sami pisać zaklęcia, mogą uzdrowić swoje dzieci? I sprzedawałbyś to jako prawdziwą rzecz? Czułbyś się z tym okropnie? To jest właśnie sytuacja, w której się znalazłem, sprzedając Biblię. Sprzedawałem coś, co naprawdę uważałem za fikcję.

Dziś Trevor dalej zajmuje się produkcją i sprzedażą aplikacji mobilnych. Jego najnowszym projektem jest hiszpańskojęzyczna aplikacja bankowa „seis”.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

35piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieje fundusz inwestycyjny, który w swoich inwestycjach kieruje się - poza analizą fundamentalną - również dobrem ludzkości?

Humankind US Stock ETF to fundusz, który został założony w 2021 roku. Inwestuje on wyłącznie w amerykańskie papiery wartościowe, głównie w spółki, które promują zdrowsze, bezpieczniejsze i dłuższe życie. W swoich wyborach, oprócz klasycznej analizy fundamentalnej, opiera się na analizie pozytywnych i negatywnych wpływów danej firmy na społeczeństwo. W jaki sposób? Badany jest między innymi wpływ działalności spółki na inwestorów, konsumentów, pracowników i obywateli, a następnie przedstawiany jest on w formie indeksu, który determinuje możliwość/brak możliwości zainwestowania w daną spółkę. Dla przykładu, ETF Humankind nigdy nie zainwestuje w firmę produkującą papierosy, gdyż o ile może ona okazać się zyskowna dla pojedynczego inwestora, który ulokuje swoje pieniądze w akcjach takiej firmy, to dla ogółu społeczeństwa inwestycja taka byłaby szkodliwa.

W Humankind wierzymy, że pieniądze mają moc, a zatem ci, którzy je inwestują, ponoszą odpowiedzialność za to, jak ich inwestycje wpływają na ludzkość!

Jak to wygląda jednak od strony finansowej? *Od debiutu giełdowego, HumanKind US Stock ETF przyniósł zwrot na poziomie 6,9%. W analogicznym okresie, S&P500 przyniosło zwrot na poziomie 0,3%.** Fundusz zarządza obecnie kwotą 130 milionów dolarów, a jego największymi pozycjami są Microsoft, Procter&Gamble, Alphabet i Apple.

*  - należy jednak pamiętać, że jest to tak krótki okres, że ich lepszy wynik finansowy mógł być dziełem zupełnego przypadku. I dopiero przyszłość przyniesie wiele odpowiedzi na temat zasadności wiązania analizy fundamentalnej z analizą wpływu społecznego.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Dyskusje

231piorunów

Czy wiesz, że...

... jak hojny nie będziesz, ludzie i tak wystawią rękę po więcej?

Hershey to miasto założone na początku XX wieku przez Miltona Hersheya, amerykańskiego przedsiębiorcę, którego firma, The Hershey Company, do dziś jest jednym z największych producentów czekolady na świecie. Plany Miltona zakładały stworzenie „idealnego amerykańskiego miasteczka w sielskim, naturalnym otoczeniu, gdzie zdrowi, praworządni i dobrze opłacani pracownicy mieszkają w bezpiecznych, szczęśliwych domach”.

W istocie – Milton Hershey czynił wszystko co w jego mocy, by plany te zrealizować. Mężczyzna postarał się, aby wszystkie domy w założonym przez niego mieście wyposażone były w nowoczesne udogodnienia, takie jak (pamiętajcie, że mówimy o początkowych latach XX wieku): elektryczność, wewnętrzne instalacje sanitarne czy centralne ogrzewanie. Do tego mieszkańcy Hershey mogli liczyć na darmową komunikację miejską, bezpłatną szkołę podstawową i zawodową, oraz… lokalny park rozrywki z licznymi atrakcjami! A to nie wszystko, bowiem w Hershey mogliśmy znaleźć także liczne pola golfowe, zoo czy hotel. I wszystko to wybudowane za pieniądze Miltona Hersheya, celem podniesienia komfortu życia pracowników swojej fabryki.

Nawet wówczas, gdy Stany Zjednoczone mierzyły się z Wielkim Kryzysem, Milton nie ustawał w swoich wysiłkach, by mieszkańcy jego miasta przeszli przez kryzys suchą stopą. W momencie, gdy inne fabryczne miasta na terenie Stanów Zjednoczonych upadały, Milton wciąż utrzymywał zatrudnienie na tym samym poziomie! Nawet wówczas, gdy fabryka mierzyła się ze zmniejszoną ilością zamówień, Hershey wolał znaleźć pracownikom jakieś poboczne zajęcie, niż ich zwolnić. Tak też przez długi czas wielu pracowników fabryki było wysłanych „w miasto”, celem dokonywania prac związanych z polepszeniem jakości życia w Hershey.

Pewnie pomyśleliście, że ten Milton Hershey był naprawdę w porządku gościem i z pewnością jego pracownicy musieli go uwielbiać. I tak, i nie. Z jednej strony pracownicy The Hershey Company zdawali sobie sprawę, że ich życie jest znacznie lepsze, niż pracowników innych fabryk. Z drugiej – jak to mawiają: „daj palec – wezmą rękę”. Nie inaczej było w tym przypadku. W końcu to, że żyje się całkiem dobrze, nie oznacza, że nie może żyć się jeszcze lepiej.

Z tego założenia wyszli pracownicy fabryki czekolady, zakładając związek zawodowy i ogłaszając strajk, celem uzyskania podwyżek płac. Te w rzeczywistości nastąpiły, wraz ze zwolnieniem organizatorów strajku. Sytuacja ta poskutkowała kolejnym strajkiem, jednym z najgłupszych strajków w historii. Otóż nie dość, że strajk ten nie został uzgodniony ze wszystkimi pracownikami fabryki (duża część z nich normalnie przyszła do pracy i chciała pracować), to na dodatek był zupełnie nieprzemyślany.

Otóż fabryka The Hershey Company specjalizowała się w produkcji mlecznej czekolady, do której potrzebowała olbrzymich ilości mleka. Jako że strajk był spontaniczny i zupełnie nieprzemyślany, nikt ze strajkujących nie miał pomysłu co z tym mlekiem zrobić. Tak więc mleko to po prostu stało i się psuło. Nikt też o strajku nie poinformował lokalnych farmerów, którzy nagle stracili miejsce zbytu dla swojego mleka, tj. stracili źródło zarobku. To wydarzenie przelało falę goryczy i poskutkowało spontanicznymi zamieszkami. Lokalni farmerzy, wspierani przez pracowników fabryki, którzy byli przeciwni strajkowi, wtargnęli do fabryki i okrutnie zlali strajkujących, tym samym kończąc ich strajk. Warto nadmienić, że przemoc fizyczna została użyta w sposób jak najbardziej upokarzający. Farmerzy bili strajkujących tak, jakby ci byli ich niesfornymi dziećmi, często przy tym werbalnie ich wyzywając od najgorszych leni.

W efekcie tych wydarzeń, pierwszy związek zawodowy w The Hershey Company został rozwiązany, zaś sam Milton Hershey podupadł na zdrowiu. Ludzie z jego najbliższego otoczenia mieli przyznawać, że wydarzenia te bardzo wpłynęły na zdrowie i samopoczucie mężczyzny, który miał uznać, że poniósł porażkę w próbie utworzenia „idealnego amerykańskiego miasteczka”. I choć do końca swojego życia przeznaczał on swój prywatny majątek na poprawę jakości życia w mieście, atmosfera panująca w Hershey już nigdy nie miała być taka sama…

Koneser5piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne Ah Ci biedni filantropi tak bardzo chcieli żeby ich pracownikom żyło się dobrze ale ci wredni lewaccy pracownicy wszystko zepsuli 😒

Hershey dokładał do biznesu przez całe swoje życie. Pewnie dlatego umarł w 1945 roku z majątkiem 60 mln dolarów (około 1 mld dzisiaj, uwzględniając inflacje).

Przecież nawet stworzył dla nich miasto w którym miał monopol na wszystko 😒 Naprawde Ci niewdzięczni pracownicy nie wiedzieli że jak jedna osoba osiągnie monopol na wszystko to sprawi że wszystko będzie super tanie i świetne :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (56)

Osobistość

w Dyskusje

38piorunów

Czy wiesz, że...

... to, że ktoś reklamuje się jako „eko”, wcale nie oznacza, że jest „eko”?

Jeszcze dekadę temu środowisko polityczne w Polsce podzielone było na ludzi wierzących i nie wierzących w globalne ocieplenie spowodowane działalnością człowieka. Dziś temat ten raczej nie podlega dyskusji, i oprócz kilku kontrowersyjnych postaci, większość sceny politycznej pogodziła się z myślą, że globalne ocieplenie faktycznie występuje i że jest realnym problemem, z którym trzeba walczyć. Stąd też tak duża moda na „zieloną” energię. Musimy jednak pamiętać, że wszędzie tam, gdzie pojawiają się pieniądze, pojawiają się też oszuści. Dziś – ku przestrodze – o jednym z największych przekrętów związany z zieloną energią w Stanach Zjednoczonych.

Mantira Corporation reklamowała się jako innowacyjna firma, inwestująca w ekologiczne rozwiązania takie jak elektrownie przetwarzające odpady na energię czy zielony zamiennik węgla – „biochar”. Oprócz tego szczyciła się budową nowoczesnego społeczeństwa wiejskiego, które miało być ujemne węglowo. Problem w tym, że wszystko to było kłamstwem. Jednak na tyle dobrym kłamstwem, że nabrali się na nie nie tylko zwykli obywatele, ale i amerykańskie elity. Bowiem zaledwie dwa miesiące przed ujawnieniem całego przekrętu, założyciele Mantiry zostali zaprezentowani przez byłego prezydenta Billa Clintona podczas ceremonii Clinton Global Initiative jako osoby zaangażowanie w pomoc w łagodzeniu globalnego ocieplenia.

Jednak jakby jej nie reklamowali politycy, to Mantira Corporation dalej była zwykłą piramidą finansową, która nie zajmowała się niczym więcej, niż poborem pieniędzy od inwestorów. W tym celu jej założyciele stworzyli łącznie 55 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, pomiędzy którymi przenosili środki, tak żeby pozornie wykazać jakiś ruch w raportach finansowych. Na szczęście nie udało im się przechytrzyć całego systemu finansowego Stanów Zjednoczonych i wylądowali oni tam, gdzie ich miejsce, czyli na ławie oskarżonych.

W ciągu czterech lat swojej działalności, Mantira Corporation oszukała ludzi na 55 milionów dolarów. Sędzia prowadzący sprawę oszustwa nie gryzł się w język i powiedział, że jej założyciele „świadomie i bezwstydnie przeprowadzili oszustwo”. Dodał, że Mantira Corporation „nie była niczym więcej niż iluzją”. W 2019 roku zapadły wyroki w tej sprawie. Amanda Knorr została pozbawiona wolności na 30 miesięcy, zaś jej partner Troy Wragg na 22 lata. Zanim jednak podniosą się głosy o niesprawiedliwości takiej dysproporcji w wyrokach, dodam, że Troy Wragg był na tyle bystrym oszustem, że oczekując na wyrok w sprawie Mantiry, zaangażował się w kolejne oszustwo, co przełożyło się na długość jego kary.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

48piorunów

Czy wiesz, że...

... historia butelkowanej wody sięga aż XVI wieku?

Malvern Water to naturalna woda źródlana, wydobywana ze Wzgórz Malvern, usytuowanych w Anglii. Wzgórza te, zbudowane z granitu i skał wapiennych, pokryte są szczelinami, które podczas deszczu wypełniają się wodą, która z kolei powoli przenika przez nie, nieśpiesznie docierając aż do źródeł. Źródła zaś uwalniają średnio około 60 litrów wody na minutę i, od momentu ich odkrycia, nie zanotowano nigdy, aby przepływ wody ustał chociażby na chwilę.

Pierwsze zapisy na temat butelkowania wody Malvern pochodzą już z 1622 roku. Wówczas wodzie tej przypisywano właściwości lecznicze, które sprawiły ze Wzgórza Malvern szybko stały sławne, co przyczyniło się do dynamicznego rozwoju regionu: z kilku słabo rozwiniętych wiosek do ruchliwego miasta z mnóstwem hoteli z okresu wiktoriańskiego i edwardiańskiego. Wśród wielbicieli wody Malvern nie brakowało osób znamienitych - królowa Elżbieta I miała publicznie pić wodę ze źródła już w XVI wieku, zaś Królowa Victoria piła wyłącznie tę wodę.

Do połowy XIX wieku butelkowaniem wody zajmowały się jednie lokalne, małe przedsiębiorstwa. Dopiero w 1850 roku rozpoczęła się masowa produkcja butelkowanej wody „Malvern Soda” przez korporację Schweppes. Produkcja ta zakończyła się w 2010 roku.

Obecnie, jedyną firmą zajmującą się butelkowaniem wody Malvern na skale przemysłową jest lokalne przedsiębiorstwo Hollywell Spring Water, które butelkuje dziennie około 1000 litrów wody. Wodę tę można nabyć w Wielkiej Brytanii w cenie 2,5 funta za 750 ml.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

131piorunów

Czy wiesz, że...

... istnieje strona internetowa umożliwiająca wynajęcie płatnego mordercy?

W 2005 roku Bob Innes nabył adres URL www.rentahitman.com, co można luźno przetłumaczyć na „www.wynajmijpłatnegomordercę.com”. Początkowo Innes planował założyć firmę technologiczną o takiej nazwie, lecz koniec końców - nigdy nie zrealizował on swoich planów. Mimo to, mężczyzna zdecydował się zatrzymać adres URL, licząc, że kiedyś będzie mógł go odsprzedać za znaczącą kwotę.

Jakież było zaskoczenie mężczyzny, kiedy po trzech latach sprawdził skrzynkę mailową powiązaną z adresem witryny. Otóż odnalazł on tam około 300 maili od osób zainteresowanych wynajęciem płatnego mordercy. Początkowo żadnej z tych próśb nie potraktował poważnie. Wszystko zmieniło się jednak w 2010 roku, kiedy otrzymał maila od kobiety z Kanady. Wiadomość zawierała wiele szczegółowych informacji na temat życia i rutyn dnia osób przewidzianych do usunięcia. Zaniepokojony Bob zgłosił sprawę na policję, która dokładnie ją zbadała i skazała kobietę za planowanie morderstwa najbliższych na karę pozbawienia wolności.

W obliczu takiego wydarzenia, Bob Innes zdecydował się przekształcić swoją stronę internetową w serwis dla płatnych morderców, tj. portal na którym można zlecić morderstwo lub też złożyć swoje CV „płatnego mordercy”. Chyba nikt nie jest na tyle głupi, by skorzystać z tego portalu, prawda?

Otóż… nie. W 2018 roku niejaki Devon Fauber posłużył się stroną, by zlecić zabójstwo swojej byłej dziewczyny i jej rodziców. Dziś odsiaduje on wyrok 10 lat pozbawienia wolności. W 2020 roku, Wendy Wein zdecydowała się skorzystać ze strony, chcąc zlecić morderstwo swojego byłego męża – również trafiła za kraty. Natomiast w kwietniu bieżącego roku, FBI aresztowało 21-latka z wojskowym przeszkoleniem, który przesłał swoje CV na stronę i zgodził się dokonać morderstwa za kwotę 5 tysięcy dolarów. Teraz grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. A to tylko jedne z najbardziej medialnych zleceń. Autor strony informuję, że miesięcznie otrzymuję on około 10 próśb o dokonanie morderstwa…

Fanatyk6piorunów

Posłowie na służbowym sprzęcie w sejmie, mając wokół kamery łapani byli na oglądaniu porno (w różnych krajach).
Ludzie ogółem (nie tylko politycy) kłamią w żywe oczy, kradną w biały dzień itp itd.
Dlaczego więc mordercy i zleceniodawcy morderstw mieliby nie być tak głupi?
Ja wiem, że filmy i seriale utrwaliły obraz genialnego, seryjnego mordercy, ale choćby Dahmer pokazał, że taki morderca to może być głupek, tylko mieszka w okolicy gdzie go nikt nie podejrzewa. I policja go olewa. A sami mordercy i zleceniodawcy są tak samo głupi jak inne grupy społeczne. To nie jest, że trzeba być geniuszem by zabić lub zlecić zabójstwo. Zaryzykowałbym, że wręcz przeciwnie...
Kto by się chwalił mordami?
PS szukam plastikowych beczek do piwnicy odpornych na kwas siarkowy. Ktoś, coś?

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Dyskusje

79piorunów

Czy wiesz, że...

... nie ma takiej niegodziwości, której miliarder nie popełniłby celem zarobienia kilku dodatkowych dolarów?

O ile jestem w stanie zrozumieć podejście rosyjskiego społeczeństwa do postaci Putina i jego stylu rządzenia, o tyle zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć jak dobrowolnie można pchać się w jego objęcia. Tym bardziej, jeżeli jest się miliarderem urodzonym i wychowanym w zachodniej cywilizacji. A wszystko to wyłącznie celem zarobienia kilku dodatkowych paru dolarów... Dziś mowa będzie o Travisie Kalanicku i krótkim romansie jego firmy z rynkiem rosyjskim.

Uber to międzynarodowa firma technologiczna, której siedziba znajduje się w San Francisco, w Kalifornii. Firma ta najbardziej znana jest z aplikacji mobilnej, która łączy pasażerów z kierowcami samochodów osobowych, dostarczając usługi transportu na żądanie. Przez lata funkcjonowania Uber stał się niezwykle popularną aplikacją w Stanach Zjednoczonych i Europie. Nigdy jednak nie osiągnął sukcesu w Rosji, gdzie pomimo usilnych starań zaistnienia, firma za każdym razem ponosiła porażkę.

Travis Kalanick, założyciel i ówczesny prezes Ubera, zdawał się być osobą, która nigdy nie zaakceptuje porażki, i w 2015 roku postanowił ponownie spróbować zawojować rosyjski rynek. Tym razem jednak w zupełnie skandaliczny i obrzydliwy sposób. Otóż... Travis postanowił wkupić się w łaski Putina. W tym celu zaczął on poszukiwać oligarchów będących w bliskiej relacji z Putinem, którzy otworzyliby mu do tej pory niedostępne dla niego drzwi. Ostatecznie znalazł on sojuszników w postaci Mikhaila Fridmana i Petra Avena, o których już pisałem w jednej z poprzednich ciekawostek. Mężczyźni ci zapoznali Travisa z lobbystą Władimirem Seninem (obecnie rosyjskim parlamentarzystą z ramienia proputinowskiej „Jednej Partii”), któremu amerykańska firma ostatecznie zapłaciła około 300 tysięcy dolarów łapówki na rzecz lobbowania na korzyść aplikacji Ubera.

Sprawa ta prawdopodobnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie dziennikarze The Guardian, którzy dotarli do wewnętrznej korespondencji władz Ubera. Po ujawnieniu skandalu, rzecznik firmy, zapytany o komentarz, powiedział jedynie, że: „na pewno nie podejmowalibyśmy współpracy z panem Seninem ani innymi osobami takimi jak on w dzisiejszych czasach”. Zaś były już CEO Ubera, Travis Kalanick, miał jedynie powiedzieć, że on tak w ogóle to słabo się orientuje w historii Rosji i on w ogóle nie wiedział, że Putin i jego oligarchowie to tacy źli ludzie...

Fenomen7piorunów

Gdzie ta niegodziwość, bo nie czaję?
Że w krajach 3. świata trzeba mieć osobny fundusz na łapówki, bo inaczej nic nie zdziałasz?

Bardzo clickbaitowy nagłówek

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Dyskusje

100piorunów

Czy wiesz, że...

... że istnieje mężczyzna, który kilkanaście razy zdobył główną nagrodę w loterii typu „totolotek”?

Stefan Mandel to rumuński ekonomista, który zdecydował się wykorzystać swoją pasję do matematyki do dość specyficznego celu, tj. do wygrywania loterii. I choć zabrzmi to niewiarygodnie, mężczyzna z sukcesem zrealizował swój plan na życie: Stefan bowiem wygrał co najmniej 14 głównych nagród w narodowych loteriach! Dziś opowiem wam o jeden z nich; o dniu, w którym Mandel przechytrzył amerykańską Virginia Lottery.

Stefan nieustannie analizował systemy loterii na całym świecie, starając się znaleźć sposób na zagwarantowanie sobie głównej wygranej. W 1992 roku, skupił on swoją uwagę na loterii z Virginii, ponieważ obliczył, że wymaga ona zakupienia najmniejszej ilości losów do pokrycia wszystkich dostępnych kombinacji cyfr. Co więcej, loteria ta umożliwiała drukowanie losów we własnym zakresie, co znacznie ułatwiało logistykę całego procederu.

Według jego obliczeń, zakup wszystkich dostępnych losów w loterii miał kosztować go 7,1 miliona dolarów. Całkiem dużo, prawda? Na jego szczęście w lutym 1992 roku, główna nagroda w loterii wynosiła więcej, bo aż 27 milionów dolarów!

Mandel zabrał się więc do pracy. Mężczyzna potrzebował około 30 komputerów i 12 drukarek laserowych do wygenerowania wszystkich potrzebnych losów w odpowiednim czasie. Mężczyzna później twierdził, że zużył na ten cel prawie 30 ton papieru! A to nie koniec – w końcu wszystkie wydrukowane losy musiał następnie zanieść do punktu loteryjnego i tam zeskanować (czego oczywiście nie zrobił sam, tylko przy pomocy zatrudnionych do tego ludzi). Przypominam, że mówimy tu o 7 milionach losów!

Pomimo drobnych komplikacji – niektóre z punktów obsługi Virginia Lottery niespodziewanie zamknęły się szybciej, niż planowo, co uniemożliwiło zeskanowanie pewnej puli losów - plan Mandela okazał się sukcesem. Stefan wygrał nie tylko główną nagrodę loterii, ale także liczne nagrody poboczne, które łącznie przekroczyły sumę miliona dolarów. I choć FBI zainteresowało się tą sprawą, to nie udało im się postawić mężczyźnie żadnych zarzutów. Okazało się, że jego działania mieściły się w granicach prawa i nie łamały żadnego z punktów regulaminu loterii. W odpowiedzi jednak na wygraną Mandela, Virginia Lottery wprowadziła szereg zmian w swoim regulaminie, aby uniemożliwić powtórzenie tej sytuacji w przyszłości.

Kosmonauta21piorunów

Te grafiki ai są strasznie ch⁎⁎⁎we, wszędzie tego teraz pełno i w ogóle mi się to nie podoba

Gruba ryba9piorunów

Lubię takie historie. Aż mi się przypomniała sytuacja z reklamą Pepsi i odrzutowcem.

Co do tej konkretnej opowieści: w Dużym Lotku, w kumulacji powyżej określonej sumy również opłaciłoby się zakupić losy ze wszystkimi możliwymi kombinacjami. "Jedynym" ryzykiem jest, że ktoś inny również trafi i wygrana się podzieli.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Osobistość

w Dyskusje

23piorunów

Czy wiesz, że...

... w świecie innowacji technologicznych nie tyle sam pomysł jest kluczowy, co jego timing?

Choć zabrzmi to dość abstrakcyjnie, to korzenie internetu sięgają aż do czasów II Wojny Światowej. Dokładniej mówiąc: do myśli i idei Vannevara Busha, zaprezentowanych w środku XX wieku, zaraz po zakończeniu się globalnego konfliktu zbrojnego.

Vannevar Bush był amerykańskim inżynierem i naukowcem, który pełnił funkcję doradcy naukowego prezydenta Roosevelta podczas II wojny światowej. W 1945 roku Bush opublikował futurystyczny artykuł „Jak Możemy Myśleć” w magazynie „Atlantic Monthly”, w którym zaprezentował koncepcję Memexu.

Mężczyzna, który starał się być na bieżąco z nowymi odkryciami naukowymi, stale przerażał się tempem powstawania kolejnych prac i wynalazków. W swoim artykule wysnuł więc trochę życzeniową wizję biurka-biblioteki, które wyposażone miałoby być w rolki mikrofilmów działające w ten sam sposób co dzisiejsze hiperłącza.* Bush wyobrażał sobie Memexa jako urządzenie zdolne do skompresowania i przechowywania danych, jednocześnie umożliwiając dostęp do nich za pomocą sieci powiązań. O samym Memexie wypowiadał się jako o "powiększonym uzupełnieniu własnej pamięci".

Chociaż Memex, w takiej formie jaką opisał Bush, nigdy nie został zbudowany, jego koncepcja była zdumiewająco podobna do tego, co dziś znamy jako hipertekst, tj. system powiązań między różnymi elementami informacji, który stał się podstawą World Wide Web. Podobnie jak w Memexie, hipertekst pozwala na tworzenie i śledzenie ścieżek informacji poprzez powiązane dokumenty lub strony.

Kwestię nie zbudowania Memexu w formie opisanej przez Busha można zrzucić na ograniczenia technologiczne czasów w których żył. Historia ta pokazuje więc, że zbytnie wyprzedzenie swoich czasów może oznaczać, że nawet najbardziej przełomowe pomysły nie znajdą swojego miejsca na współczesnym rynku.

>Żaden Amerykanin nie miał większego wpływu na rozwój nauki i technologii niż Vannevar Bush
~ profesor Jerome Bert Wiesner.

* - dziś uważa się, że nie istnieje nawet jeden naukowiec, który znałby wszystkie potrzebne prawa fizyki do stworzenia najnowszego Iphone’a.

GURU5piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne Jak piszesz o nietrafionym timingu to mogłeś wspomnieć o Tesco i zakupach przez internet ale 10 lat temu. Wprowadzili to co dziś znamy jako choćby Glovo to oni mieli dawno temu. Można też było zadzwonić/zamówić przez internet i spokojnie odebrać gotowy koszyk zakupów wracając z pracy, zapłacić i pójść sobie w mniej niż 2minuty w sklepie.

Osobistość1piorunów

@entropy_ w UK to dalej działa w ten sposób i nie tylko w Tesco. Możesz nawet sam zrobić zakupy, zapłacić za nie przy kasie i zamówić ich dostarczenie pod wskazany adres. Powyżej jakiejś kwoty (bodajże koło 50 funtów) dostawa taka jest darmowa.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Dyskusje

58piorunów

Czy wiesz, że...

... stosowanie nieuczciwych praktyk marketingowych może kosztować nawet 3 miliardy dolarów?

GlaxoSmithKline to międzynarodowa korporacja farmaceutyczna, która jest jednym z największych na świecie przedsiębiorstw zajmujących się produkcją innowacyjnych leków i szczepionek. Dzięki swojej działalności, GSK ma kluczowe znaczenie dla globalnego zdrowia publicznego, dostarczając produkty i terapie, które pomagają w walce z różnymi chorobami, od przeziębienia po poważne schorzenia, takie jak HIV czy astma.

Jednakże na początku drugiej dekady obecnego wieku nad firmą GlaxoSmithKline zebrały się czarne chmury. Wszystko przez śledztwo dotyczące stosowania przez firmę nielegalnych praktyk marketingowych. Wynikiem tego śledztwa, była ugoda, w której GSK zgodziła się zapłacić rekordowe 3 miliardy dolarów grzywny za stosowanie nielegalnych praktyk marketingowych! Jakich to niegodziwości marketingowych dopuściła się firma?

Otóż pierwszą z nich były tzw. reklamy „off-label”. Każdy lek przed wprowadzeniem na rynek musi zostać zaakceptowany przez odpowiednią agencję rządową i w odpowiednim celu. Marketing „off-label”, to sytuacja w której reklamuje się lek jako remedium na coś innego, niż to na co uzyskaliśmy zezwolenie. „Off-label” obejmuje również reklamę skierowaną do złej grupy odbiorców. W tym przypadku GSK otrzymało zezwolenie na wprowadzenia na rynek dwóch leków antydepresyjnych, przeznaczonych do użytku wyłącznie przez dorosłych. Pomimo tego firma zdecydowała się wystartować z serią reklam skierowaną do nastolatków.

Kolejnym nielegalnym rodzajem marketingu jaki stosowała GlaxoSmithKline było przekupywanie lekarzy by ci częściej przepisywali leki ich produkcji. Prokuratura udowodniła, że firma wynagradzała lojalnych im lekarzy - tj. takich, którzy najchętniej przepisywali leki ich produkcji - poprzez między innymi kontraktowanie ich na trasy wykładowe. Każdy taki pojedynczy kontrakt wart był miliony dolarów. Oprócz tego lekarze przepisujący leki GSK mogli liczyć na benefity w postaci darmowych wakacji, czy też darmowych biletów na koncerty największych amerykańskich gwiazd.

Ciężko ocenić, czy koniec końców taki marketing im się opłacił. Z jednej strony kwota 3 miliardów dolarów robi na przeciętnych obywatelach olbrzymie wrażenie, z drugiej firma miała powiedzieć śledczym, że zapłaci grzywnę z istniejących zasobów gotówkowych, co brzmi trochę tak, jakby nie był to dla niej „big deal”.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

106piorunów

Czy wiesz, że...

... druga najpopularniejsza platforma do gry w pokera online okazała się zwykłym scamem?

15 kwietnia 2011 roku zapisał się w świecie pokera online jako Czarny Piątek. Tego dnia Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych postanowił wyegzekwować amerykańską „ustawę antyhazardową”, zamykając tymczasowo dostęp do trzech największych platform do gry w pokera online.

Full Tilt Poker był jedną z platform zamkniętych przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych. Szacuje się, że w 2010 roku co piąty gracz pokera online korzystał właśnie z tego poker roomu. Po tym, jak amerykańscy śledczy weszli na konta bankowe Full Tilt Poker, okazało się jednak, że irlandzka firma znajduje się na skraju bankructwa, a jej użytkownicy dysponują jedynie wirtualnymi saldami, gdyż pieniądze, które wpłacają na swoje konta, przeznaczane są przez firmę na jej bieżącą działalność, w tym na pensje wielu profesjonalnych pokerzystów zaangażowanych w promocję marki.

Sprawa ta mogła przełożyć się na kryzys zaufania wobec internetowych platform pokerowych i raz na zawsze pogrzebać tę branżę. Nie stało się tak jednak, ze względu na interwencję platformy "Pokerstars", która odkupiła markę "Full Tilt Poker" z obietnicą wypłacenia graczom wszystkich ich pieniędzy.

Warto również wspomnieć o tym, jak potoczyły się dalsze losy profesjonalnych pokerzystów z drużyny Full Tilt Poker. Zatrudniani oni byli przez irlandzką firmę jako wzorce do naśladowania, dowody na to, że na pokerze można zarobić. Niestety, w wielu przypadkach okazało się, że ci sami profesjonalni pokerzyści na samej grze w pokera zarabiali mniej niż na jej reklamowaniu!

Za przykład może posłużyć Erick Lindgren, utytułowany profesjonalny pokerzysta ze Stanów Zjednoczonych, który w oficjalnych turniejach pokerowych zarobił ponad 10 milionów dolarów! Dlaczego więc o nim wspominam? Otóż okazało się, że koszty uzyskania tych wygranych były znacznie wyższe niż same wygrane! Wraz z utratą pensji członka drużyny Full Tilt Poker, mężczyzna został pozbawiony pewnego źródła dochodu i chwilę później złożył wniosek o osobistą niewypłacalność. Okazało się między innymi, że Eric pożyczał od firmy Full Tilt Poker pieniądze na grę w pokera. Pieniądze, których nigdy nie zwrócił. A mówimy tu o kwocie około 5 milionów dolarów…

Autorytet6piorunów

@CiekaowstkInwestycyjne Filmiki mieli fajne i za free. Zasada zarządzania bankrollem, czyli podstawy, mają zastosowanie wszędzie gdzie inwestujemy kasę. Jakby każdy to obejrzał to nie byłoby "wrzuciłem wszystkie pieniądze na studia curki w inwestycję Alpen Gold".

Autorytet0piorunów

@moll Tak głęboko nie analizuję (anal-izuję huh-huh) u mnie mordą się wrzuca, dupą wychodzi. Każde zaburzenie to powód do niepokoju.

Gruba ryba20piorunów

Historia zasługuje chyba na dłuższe podsumowanie, w pewnych momentach nie mogę zgodzić się z wydźwiękiem Twojej narracji.
Czy nazwałbym Full Tilt Poker scamem? Raczej zarząd uznał, że ma w garści kurę znoszącą złote jaja, więc nie ma potrzeby odkładania na przyszłe koszty, takie jak wypłaty graczy, jeśli kura codziennie zniesie kolejne jajo. Wspominasz Ericka Lindgrena, ale on, sądząc po jego występach w High Stakes Poker, to stary nit, który z gry mógł być nawet i do przodu. To skłonności przepieprzania wszystkiego u bukmachera wpędziła go w długi.
Prawdziwymi czarnymi charakterami w całej tej historii byli Howard Lederer i Chris Ferguson. Ten pierwszy był zapraszany do HSP i Poker After Dark chyba tylko dlatego, że opócz wypłacania sobie tlustych premii z FTP oferował też ogromne kontrakty sponsorskie wielu pro graczom. Najnudniejszy gracz do oglądania w show o pokerze... To Lederer i Ferguson wyciągnęli z FTP najwięcej kasy i do dziś pozostają personami non grata w światku pokerowym.
Kurzę znoszącej złote jaja łeb ucięła de-facto delegalizacja pokera online w Stanach. Taką to już wolność mają w USA...

Wykupienie FTP przez PokerStars, moim zdaniem, również okazało się negatywnym w skutkach dla branży. P*, po zyskaniu statusu monopolisty, sukcesywnie zwiększało prowizję i promowało typowo jednoręko-bandytową gamblerkę zamiast tradycyjnych odmian pokera. Kolejne słabe decyzje doprowadziły do strącenia ich z pozycji lidera rynku przez GG Poker.

Black Friday pokazuje, że nigdy nie należy trzymać dużej części swojego bankrolla na jakiejś stronce online. Ale hej, historia pokazuje, że nigdy się k⁎⁎wa małpy nie nauczą :grinning:

Osobistość2piorunów

@mordaJakZiemniaczek oczywiście, że opisany problem nie zamyka się wyłącznie w tym co zostało napisane w ciekawostce, gdyż ta ma tylko powierzchownie liznąć temat, tak żeby każdy - niezależnie od początkowego stanu wiedzy - mógł zrozumieć daną historię. Dlatego dziękuję Ci za ten komentarz :smiley:

Co do
>Black Friday pokazuje, że nigdy nie należy trzymać dużej części swojego bankrolla na jakiejś stronce online. Ale hej, historia pokazuje, że nigdy się kurwa małpy nie naucza
, to świetnie pokazują to historie ludzi, którzy wciąż trzymają pieniądze na giełdach kryptowalut, pomimo licznych bankructw tych giełd w przeszłości.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Osobistość

w Dyskusje

51piorunów

Czy wiesz, że...

... można przyczynić się do śmierci stu niemowląt i nie ponieść za to żadnych konsekwencji?

Zdaję się, że nikt tak świetnie nie opisze produktu jak jego producent wraz z sztabem marketingowców. Oddajmy więc im głos:

„Fisher-Price Auto Rock'n Play Sleeper” to kołyska zaprojektowana do automatycznego kołysania i uspokajania niemowląt w wieku do szóstego miesiąca życia. Wszystko dzięki silnikowi, który inicjuje automatyczny ruch kołysania od stóp do głowy. Kołysanka posiada ustawienie czasu kołysania do 6 godzin. Producent rekomenduje ten pochylony leżaczek do kołysania niemowląt ważących poniżej 9 kilogramów.

Wspaniałe urządzenia, prawda? Wystarczy tylko ustawić czas kołysania na 6 godzin i cieszyć się wolnym wieczorem! Niestety, jak to już w życiu bywa, najprostsze wybory często obarczone są największym kosztem. W tym przypadku śmiercią około setki niemowląt, które zostały znalezione martwe w kołysce Rock’n Play Sleeper. Niepilnowane niemowlęta miały przekręcać się w pochylonym leżaczku na brzuszek i, w związku z tym, umierać poprzez uduszenie.

Chociaż od początku istnienia kołyski wpływały na nią skargi, musiało minąć niemal 10 lat, nim ta została na stałe wycofana ze sprzedaży w 2019 roku. Przez ten czas do obiegu wprowadzono niemal 5 milionów kołysek, z których znacząca część została sprzedana do żłobków! Już po wycofaniu produktu, przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych kontrole w publicznych żłobkach. Okazało się, że aż 10% z nich w dalszym ciągu korzystało z rock’n play sleeper.

Od 2019 roku, tj. od wycofania zabawki z rynku, odnotowano 70 śmierci związanych z kołyską od Fisher-Price’a. Na skutek tej afery w Stanach Zjednoczonych wprowadzono dodatkowe regulacje, które zakazują wprowadzania do obrotu pochylonych leżaczków przeznaczonych dla niemowląt. Pomimo bezpośredniego powiązania pomiędzy kołyską od Fisher-Price i śmiercią niemowląt, firma nigdy nie odpowiedziała za nie prawnie.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Osobistość

w Dyskusje

47piorunów

Czy wiesz, że...

... zasada „ten się śmieje, kto się śmieje ostatni” obowiązuje również w biznesie?

Blockbuster to były amerykańskim hegemon w branży wypożyczalni video. W latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych sieć posiadała tysiące lokali, oferujących klientom możliwość wypożyczenia filmów. Jednak z powodu rosnącej popularności cyfrowych usług streamingowych, takich jak Netflix, firma Blockbuster zaczęła tracić na znaczeniu, co ostatecznie doprowadziło do jej upadku. Obecnie ostatni działający sklep Blockbuster znajduje się w Bend, w stanie Oregon, stanowiąc swoiste muzeum ery wynajmu filmów.

Jest to swego rodzaju chichot losu, gdyż ten sam Netflix, który wygryzł Blockbustera z rynku, wcześniej przez władze Blockbustera został wręcz wyśmiany i nazwany bezsensownym biznesem.

Netflix powstał w 1997 roku, podczas trwania bańki „dot-com”. Był to odważny pomysł przeniesienia sektora wypożyczalni video do internetu. Wówczas jednak, ze względu na ograniczenia techniczne, zupełnie nie przypominał dzisiejszej usługi. W początkowej fazie działalności, Netflix składał się z dostępnego w internecie katalogu filmów, które po zamówieniu były wysyłane do klientów pocztą. W ten sposób Netflix chciał upowszechnić dostęp do filmów, który miał przestać zależeć od lokalizacji klienta.

Na nieszczęście Netflixa, bańka „dot-com” pękła na długo przed tym, nim ten stał się dochodowy. Co więcej, wśród inwestorów zapanował strach przed inwestycjami w usługi świadczone drogą internetową. W takiej sytuacji dalsze istnienie Netflixa wydawało się niepewne (w tym okresie Netflix musiał nawet zwolnić 120 pracowników, aby w ogóle przetrwać). Jego założyciele postanowili więc za wszelką cenę spieniężyć swój biznes. Naturalnym krokiem wydało im się sprzedanie swojej idei i bazy klientów do sieci Blockbuster. Jednakże przy próbie tej zostali oni potraktowani bardzo niemiło. Otóż termin ich spotkania był wielokrotnie przekładany, a gdy już do niego doszło – z dużym spóźnieniem ze strony prezesa Blockbustera – zostali oni wyśmiani, a ich oferta została potraktowana jako nieśmieszny żart.

Nie wiadomo, czy dokładnie to wydarzenie dodało sił założycielom Netflixa w dalszej walce o przeniesienie sektora wypożyczalni video do internetu, lecz… reszta jest już dobrze znaną historią. W 2007 roku wystartowali oni z platformą streamingową, która szybko podbiła świat. Dziś, gdy sieć Blockbuster pozostaje już tylko wspomnieniem, wycena Netflixa oscyluje w granicach kwoty 200 miliardów dolarów. Kwoty, do której sieć wypożyczalni video Blockbuster nigdy nawet się nie zbliżyła.

Musicie przyznać, że jest to historia godna uwiecznienia w filmie. Gdyby tylko założyciele Netflixa znali kogoś, kto mógłby taki film nakręcić 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)