alaMAkotaGURU
10piorunów„Jeszcze Polska nie zginęła, Wiwat plemię lasze! Słuszna sprawa górę wzięła, Morskie Oko nasze!”
W 1888 roku dobra zakopiańskie (obejmujące znaczny obszar Tatr, w tym Morskie Oko) – doprowadzone do bankructwa przez ówczesnego właściciela Magnusa Peltza – zostały wystawione na sprzedaż. Nabywcą okazał się Jakub Goldfinger, kupiec drzewny, co groziło kontynuacją rabunkowej gospodarki leśnej. Dopatrzono się jednak błędów proceduralnych i licytację powtórzono. Miłośnicy Tatr i Zakopanego postanowili ocalić jeden z największych skarbów polskiej przyrody dla kolejnych pokoleń. Zorganizowana zbiórka pieniędzy nie przyniosła wystarczających środków, ale sytuację uratował arystokrata, patriota zmuszony przez władze pruskie do opuszczenia Wielkopolski, hrabia Władysław Zamoyski, który ostatecznie kupił dobra zakopiańskie w 1889 roku. Wydawało się, że nic już nie zagrozi bezpieczeństwu tatrzańskich lasów, stawów i hal. Wkrótce pojawiło się nowe zagrożenie…
Od 1879 roku właścicielem dóbr leżących po południowej stronie Tatr (na terenie dzisiejszej Słowacji) był pruski magnat, książę Christian Kraft zu Hohenlohe-Öhringen, zapalony myśliwy, żywo zainteresowany objęciem w posiadanie okolic Morskiego Oka – jego wschodniego brzegu i Doliny Rybiego Potoku. Od początku lat dziewięćdziesiątych coraz częściej dochodziło do utarczek pomiędzy służbą leśną Hohenlohego a polskimi góralami. Ponieważ majątek Prusaka leżał na terenie Królestwa Węgier, a włości Zamoyskiego należały do Królestwa Galicji i Lodomerii, stanowiącego część Austrii, spór zyskał wymiar międzynarodowy i trafił pod osąd Międzynarodowego Trybunału Rozjemczego w Grazu.
Proces, któremu przewodniczył prezes szwajcarskiego sądu związkowego, doktor Johann Winkler, trwał od 21 sierpnia do 13 września 1902 roku. Tygodnik „Przegląd Zakopiański” tak opisywał początek obrad: „Jaki wyrok zapadnie – trudno dziś przewidzieć. Nie wątpimy jednak, że wyrok będzie bezstronny i sprawiedliwy – że słuszna sprawa zwycięży. Wyrok ten zakończy spór dwóch narodów, ciągnący się od dziesiątek lat, o szmat ziemi skalistej i dzikiej, nieurodzajnego pustkowia, a jednak wielkiej wartości skarbu przyrody. Dwa narody stają przed sądem – dwa odrębne społeczeństwa. Zachowanie ich też różne. Społeczeństwo węgierskie zimne, obojętne na toczący się proces – społeczeństwo polskie podniecone, rozgorączkowane, z niecierpliwością i niepokojem oczekujące każdej wiadomości z Grazu. Różnica wybitna – wymowna”.
Esencją sporu był przebieg krótkiego odcinka granicy pomiędzy Węgrami a Austrią, w istocie – Galicją. Strona węgierska utrzymywała, że granica powinna biec wprost ze szczytu Rysów, przecinać Czarny Staw i Morskie Oko i dalej prowadzić wzdłuż Rybiego Potoku do potoku Biała Woda. Przedstawiciele Galicji dowodzili, że właściwą linię podziału stanowi grań opadająca z Rysów, biegnąca przez Żabi Szczyt, Żabie, wprost do Białej Wody (dokładnie tak jak obecna granica polsko-słowacka). Do końca sierpnia reprezentanci stron przedstawiali swe argumenty w Grazu, a pomiędzy 4 a 8 września przeprowadzono wizję lokalną w Tatrach.
Wyjątkową rolę podczas procesu odegrał reprezentujący stanowisko galicyjskie, a faktycznie polskie, Oswald Balzer – wybitny historyk prawa, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, dyrektor Archiwum Krajowego Aktów Grodzkich i Ziemskich. Dzięki jego wspaniale umotywowanemu wywodowi trybunał wydał 13 września 1902 roku wyrok korzystny dla Galicji. Wśród Polaków śledzących przebieg sprawy wybuchł prawdziwy entuzjazm. Na ulicach Zakopanego podczas radosnej manifestacji śpiewano: „Jeszcze Polska nie zginęła / Wiwat plemię lasze / słuszna sprawa górę wzięła / Morskie Oko nasze!”.
W 1918 roku upadły Austro-Węgry, powstały niepodległa Polska i niepodległa Czechosłowacja. Ustalona w 1902 roku linia graniczna została utrzymana w mocy. Nikt nie kwestionował polskości Morskiego Oka. Wyrazem hołdu dla Balzera było nadanie jego imienia drodze wiodącej z Zakopanego, przez Jaszczurówkę, do Morskiego Oka. Tysiące turystów do dzisiaj podążają tą szosą, by podziwiać najpiękniejszy z tatrzańskich stawów.
Taka ciekawostka.
Przed rozbiorami granica w górach przechodziła przez najwyższe Tatry w tym szczyt Gerlachu. Opierała się o Polski Grzebień, stąd zresztą jego nazwa. Nie wiadomo dlaczego nagle granicą zmieniła przebieg- nie było żadnego transferu ani zmian prawnych. Ot po prostu zaczęto nagle rysować mapy inaczej.
Nikt w sumie nie wie kiedy i jak nagle tereny te znalazły się w granicach Węgier.
Jedna z teorii mówi że wylobbował to po cichu u urzędników austriackich ród węgierskich posiadaczy ziemskich.






















